Podsumowanie roczne za nami, co nie oznacza, że można sobie pozwolić na przemilczenie najważniejszych wiadomości i ciekawostek jakie przyniosła nam nauka w ostatnim miesiącu. Zapraszam na grudniowe Komunikwanty.

Nowe zdjęcia prosto od Juno

Od połowy 2016 roku na orbicie naj­więk­szej planety naszego Układu, inten­sywną pracę wykonuje sonda Juno. W ostatnim okresie uwaga NASA skupiła się na słynnej Wielkiej Czer­wo­nej Plamie, czyli hip­no­ty­zu­ją­cym anty­cy­klo­nie o średnicy waha­ją­cej się od 15 nawet do 40 tysięcy kilo­me­trów. Kilka tygodni temu opu­bli­ko­wano naj­do­kład­niej­szą jak dotąd foto­gra­fię tego fenomenu, wykonaną z odle­gło­ści mniej­szej niż 20 tys. kilo­me­trów (w satys­fak­cjo­nu­ją­cej roz­dziel­czo­ści znaj­dziesz ją tutaj; przy­go­to­wano również krótką animację). Każdy piksel widoczny na grafice równa się dwunastu kilo­me­trom w terenie. Dane zebrane przez Juno pozwo­liły ustalić, że burza sięga znacznie głębiej w atmos­ferę Jowisza niż sądzono, a jej górne warstwy są o wiele chłod­niej­sze od tych poniżej. Przed­mio­tem spe­ku­la­cji wciąż pozo­staje mecha­nizm zjawiska oraz wyraźne zmiany roz­mia­rów Plamy.

Juno będzie funk­cjo­no­wać jeszcze przez co najmniej pół roku.

W Nowym Sączu wszczepiono najmniejszy stymulator serca

Na Miko­łajki prof. Dariusz Dudek (widoczny na zdjęciu) z Col­le­gium Medicum UJ, prze­pro­wa­dził wartą odno­to­wa­nia operację. Zespół kar­dio­loga zain­sta­lo­wał w prawej komorze serca pacjenta naj­drob­niej­szy z dostęp­nych na świecie roz­rusz­ni­ków – o dzie­się­cio­krot­nie mniej­szych gaba­ry­tach od zwykłych urządzeń tego typu. Zabieg odbył się w nowo­cze­snym Centrum Kar­dio­lo­gii Inwa­zyj­nej, Elek­tro­te­ra­pii i Angio­lo­gii “Inter­card” w Nowym Sączu, w nowo otwartej sali hybry­do­wej, umoż­li­wia­ją­cej jed­no­cze­sną pracę kar­dio­lo­gów i kar­dio­chi­rur­gów. Jak stwier­dził prof. Dudek, per­spek­tywa wsz­cze­pia­nia mikro­sty­mu­la­to­rów “jest korzystna dla osób młodych, u których wiadomo, że po kilku, czy kil­ku­na­stu latach będą mieli problemy z prze­cie­ra­niem się elektrod. Wtedy taki roz­rusz­nik, który zostaje w prawej komorze na 12 lat, daje zupełnie inne per­spek­tywy”. Jedynym pro­ble­mem pozo­stają, jakże by inaczej, koszty zabiegu, sporo większe od stan­dar­do­wej pro­ce­dury.

Spadło Ci ciśnienie? Niestety mam złe wieści…

U więk­szo­ści ludzi przy­cho­dzi taki czas w życiu, gdy ciśnie­nie krwi coraz mocniej odstaje od normy. Zagad­nie­niu niskiego ciśnie­nia krwi u osób w pode­szłym wieku przyj­rzeli się fizjo­lo­go­wie Uni­wer­sy­tetu w Con­nec­ti­cut. W swojej publi­ka­cji prze­ana­li­zo­wali oni doku­men­ta­cje ponad 46 tysięcy nie­bosz­czy­ków, którzy opuścili ten padół w wieku sześć­dzie­się­ciu lub więcej lat. Sta­ty­styka dowodzi, że o ile przez więk­szość życia ciśnie­nie krwi wzrasta, to po osią­gnię­ciu wieku śred­niego naj­czę­ściej zaczyna spadać. Od tego momentu czło­wieka dzieli od zgonu prze­cięt­nie 14 lat. Autorzy pracy prze­strze­gają jednak przed wycią­ga­niem pochop­nych wniosków. Przede wszyst­kim, mimo takiej kore­la­cji, nie powin­ni­śmy wątpić nega­tywne skutki nad­ci­śnie­nia i potrzebę jego leczenia.

Na Spitsbergenie zakopano polską kapsułę czasu

Zawsze lubiłem ini­cja­tywy w stylu kapsuł czasu. Bierzemy wytrzy­mały pojemnik i zamykamy w nim zwykłe przed­mioty, typowe dla naszych czasów i cywi­li­za­cji, mając nadzieję, że za setki lub tysiące lat odkopią ją przyszłe poko­le­nia. Swoją kapsułę zakopali właśnie człon­ko­wie Polskiej Stacji Polarnej Hornsund. Placówka obchodzi sześć­dzie­się­cio­le­cie swojej dzia­łal­no­ści na nor­we­skiej wyspie Spits­ber­gen. Zespół pod wodzą prof. Marka Lewan­dow­skiego posta­no­wił uczcić tę okazję skon­stru­owa­niem podłuż­nej 60-cen­ty­me­tro­wej, stalowej kapsuły. W jej wnętrzu umiesz­czono nie tylko przed­mioty codzien­nego użytku (zegarek, kartę bankową, ołówek, scyzoryk, monety), ale również próbki mine­ra­łów i ska­mie­lin. Ktoś kto otworzy pojemnik za dzie­siątki lub setki tysięcy lat, dowie się sporo nie tylko o życiu XXI-wiecz­nego czło­wieka, ale także o naszej wiedzy i pro­wa­dzo­nych bada­niach. Uczeni szacują, że z przyczyn geo­lo­gicz­nych kapsuła “wyskoczy” na powierzch­nię za jakieś pół miliona lat. Oczy­wi­ście o ile nikt nie wykopie jej wcze­śniej.

Voyager 1 znów odpalił silniki. Po 37 latach!

Wystrze­lony w 1977 roku Voyager 1 pozo­staje naj­bar­dziej odległym obiektem skon­stru­owa­nym przez ludzkość. Opuszcza Układ Sło­neczny z zawrotną pręd­ko­ścią 17 km/s i niebawem znajdzie się w odle­gło­ści 21 miliar­dów kilo­me­trów od Słońca – 140 razy dalej niż Ziemia. Co ważne, mimo upływu czterech dekad sonda wciąż utrzy­muje kontakt radiowy z naszą planetą. Aby ten stan rzeczy utrzymać,  co jakiś czas należy kory­go­wać kurs i usta­wie­nie urzą­dze­nia względem Ziemi. Niestety, pędniki odpo­wia­da­jące za to zadanie zaczęły w ostat­nich latach szwan­ko­wać i inży­nie­ro­wie musieli zde­cy­do­wać się na ryzy­kowny krok, pole­ga­jący na użyciu regu­lar­nych silników sondy. Było to pierwsze uru­cho­mie­nie napędu od 1980 roku, gdy Voyager znaj­do­wał się jeszcze w oko­li­cach Saturna. Jednak mimo upływu 37 lat, wszyst­kie pod­ze­społy zare­ago­wały jak powinny i manewr został wykonany bez­błęd­nie.

Nowa wyspa może przetrwać nawet 30 lat

Jeżeli prze­spa­łeś tę infor­ma­cję, to wiedz, że od 2014 roku na mapie Pacyfiku widnieje nowa wyspa. Hunga Tonga-Hunga Haʻapai (przy­długa nazwa wzięła się stąd, że nowe tery­to­rium leży między wyspami Hunga Tonga i Hunga Ha’apai) powstała w wyniku procesów wul­ka­nicz­nych w oko­li­cach Fidżi i należy do Kró­le­stwa Tonga. Począt­kowo uważano, że pyły ulegną rozmyciu w prze­ciągu mak­sy­mal­nie kilku lat, ale ostatnie analizy zapre­zen­to­wane podczas kon­fe­ren­cji w Nowym Orleanie, zdają się przeczyć tej tezie. Materiał wul­ka­niczny uległ utwar­dze­niu i dzie­wi­cza wyspa może prze­trwać nawet trzy dekady. Nowy ląd podlega nie­ustan­nej obser­wa­cji przez NASA. Agencja musi odczuwać spore zado­wo­le­nie, mając spo­sob­ność dokład­nego doku­men­to­wa­nia wszyst­kich natu­ral­nych zjawisk towa­rzy­szą­cych genezie form geo­lo­gicz­nych tego typu.

UW pochwaliło się pamięcią kwantową o rekordowej pojemności

Funk­cjo­nalne kom­pu­tery kwantowe to wciąż melodia przy­szło­ści, ale insty­tu­cje z całego świata powoli stawiają kolejne kroczki. W dzia­ła­ją­cym na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim Labo­ra­to­rium Pamięci Kwan­to­wych (nie wie­dzia­łeś, że mamy takie labo­ra­to­rium, co?), udało się uzyskać układ prze­cho­wu­jący jed­no­cze­śnie 665 stanów kwan­to­wych światła. Rzecz jasna pełne zro­zu­mie­nie tego sukcesu zare­zer­wo­wane jest dla wąskiego grona spe­cja­li­stów, ale jak łatwo się domyślić większa pamięć kwantowa wiąże się z moż­li­wo­ścią rów­no­le­głego prze­two­rze­nia większej liczby obliczeń. Tym­cza­sem wynik osią­gnięty przez Michała Parniaka i kolegów stanowi pod tym względem nowy światowy rekord.

NASA zamarzyła o Alfa Centauri

Media dość mocno i poważnie potrak­to­wały mglistą zapo­wiedź pierw­szej misji mię­dzy­gwiezd­nej. Futu­ry­styczny pomysł przed­sta­wił Anthony Freeman z Jet Pro­pul­sion Labo­ra­tory podczas kon­fe­ren­cji American Geo­phy­si­cal Union w Nowym Orleanie. Zgodnie z nim, stulecie naj­więk­szego sukcesu w dziejach ame­ry­kań­skiej astro­nau­tyki – pierw­szego lądo­wa­nia czło­wieka na Księżycu – można by nale­ży­cie uczcić poprzez wysłanie misji bez­za­ło­go­wej w stronę układu Alfa Centauri. Aby projekt miał szansę powo­dze­nia, musie­li­by­śmy do 2069 roku skon­stru­ować wehikuł zdolny do osią­gnię­cia 10% pręd­ko­ści światła jak i uzyskać wiele innych nie­do­stęp­nych jeszcze tech­no­lo­gii. Oczy­wi­ście osoby mające obycie w temacie zdają sobie sprawę, że to nie pierwsza tego typu idea (patrz: Projekt Longshot), a słowa Freemana należy trak­to­wać w kate­go­riach luźnej dekla­ra­cji. Przez pół wieku czeka nas jeszcze tyle wydarzeń, kryzysów, prze­ło­mów tech­nicz­nych i tech­no­lo­gicz­nych, że tak dale­ko­siężne pla­no­wa­nie nie ma racji bytu.

Kolejną misją z serii New Frontiers będzie Dragonfly lub CAESAR

New Fron­tiers, czyli Nowe granice, to ogólna nazwa serii pro­jek­tów badaw­czych NASA, do której należą m.in. trwające obecnie misje New Horizons oraz Juno. Jakie są dalsze plany? Spośród dwunastu kon­cep­tów, tuż przed świętami NASA wybrała dwa, których reali­za­cja wchodzi w grę. Pierwszy, pod nazwą CAESAR (Comet Astro­bio­logy Explo­ra­tion Sample Return), miałby pogłębić naszą wiedzę na temat komety 67P/Czu­riu­mow-Gera­si­mienko – dosko­nale znanej wszyst­kim amatorom astro­no­mii, dzięki spek­ta­ku­lar­nym sukcesom misji Rosetta. Ame­ry­ka­nie chcie­liby pójść w ślady Euro­pej­skiej Agencji Kosmicz­nej i zebrać próbki pocho­dzące z głębi obiektu. Bardziej inte­re­su­jąca wydaje się druga opcja, czyli Dra­gon­fly, wymie­rzona w Tytana. W ramach misji, gęstą atmos­ferę naj­więk­szego księżyca Saturna miałyby prze­mie­rzać urzą­dze­nia podobne dronom, kształ­tem przy­po­mi­na­jące ważkę (stąd nazwa). Autorzy ambit­nych planów mają czas do 2019 roku aby prze­ko­nać do siebie kra­wa­cia­rzy z NASA.

Halszkaraptor – dinozaur im. Halszki Osmólskiej

Na początku tego miesiąca na łamach Nature, opu­bli­ko­wano artykuł doty­czący życia codzien­nego kilku gatunków dino­zau­rów oraz aspektów procesów ewo­lu­cyj­nych pro­wa­dzą­cych do powsta­nia ptaków. Jednym z głównych przed­mio­tów analizy stał się Halsz­ka­rap­tor escu­il­liei, upie­rzony dro­me­ozaur przy­po­mi­na­jący dzi­siej­szą gęś lub łabędzia. Stwo­rze­nie zostało skla­sy­fi­ko­wane niedawno, na pod­sta­wie szcząt­ków odna­le­zio­nych na obszarze Pustyni Gobi. Co dla nas istotne, swoją ory­gi­nalną nazwę Halsz­ka­rap­tor otrzymał na cześć zmarłej w 2008 roku polskiej pale­on­to­log, Halszki Osmól­skiej. Uczona była wielkim auto­ry­te­tem w swojej dzie­dzi­nie, a sporą część badań prze­pro­wa­dziła właśnie podczas eks­pe­dy­cji do mon­gol­skiej części Gobi.


Psie lobby atakuje: podobno psy są inteligentniejsze od kotów

Na koniec kon­tro­wer­syjna, żeby nie powie­dzieć skan­da­liczna infor­ma­cja podana na łamach Fron­tiers in Neu­ro­ana­tomy. Badacze z zupełnie nie­istot­nych uczelni jak Insti­tuto de Ciências Bio­médi­cas w Rio de Janeiro czy Uni­wer­sy­tet Van­der­bilt, posta­no­wili odpo­wie­dzieć na jedno z naj­go­ręt­szych pytań tra­pią­cych współ­cze­sną cywi­li­za­cję. Które zwierzę jest inte­li­gent­niej­sze: pies czy kot? Pocho­dząca z Brazylii neu­ro­bio­log Suzana Her­cu­lano-Houzel obli­czyła, że kocie kory mózgowe zawie­rają prze­cięt­nie nawet dwu­krot­nie mniej neuronów od kor mózgo­wych psów. Stąd wycią­gnęto wniosek, jakoby koty dys­po­no­wały odpo­wied­nio skrom­niej­szym poten­cja­łem poznaw­czym. Przy okazji porów­nano również organy innych gatunków. Stąd wiemy m.in., iż domowy retrie­ver posiada więcej neuronów od hieny, lwa czy niedź­wie­dzia. Co ciekawe, niedź­wiedź brunatny ma również mniej szarych komórek od pospo­li­tego dachowca, mimo znacznie większej – na pierwszy rzut oka – kory mózgowej.

Do następ­nego razu!
  • arthy

    Ale z tymi kotami to prze­gia­les
    …bym powie­dzial gdybym byl kocia­rzem 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Skate

    Kot był po prostu stre­mo­wany występem w tele­wi­zji.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • alejakto

    Dlaczego tak trudne jest skon­stru­owa­nie wehikułu, który osiągnął by 10% pręd­ko­ści światła? Co ogra­ni­cza roz­pę­dze­nie go w pustej prze­strzeni? Czy chodzi o oddzia­ły­wa­nia gra­wi­ta­cyjne np. Słońca czy chodzi też o to, że czym szybciej coś ma się poruszać tym więcej trzeba włożyć w to energii, bo rośnie masa, czy w ogóle jeszcze coś innego?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Teo­re­tycz­nie nic. Potrzeba jednak dużej energii (więc paliwa) czy raczej bardzo długiego wkła­da­nia energii w roz­pę­dza­nie wehikułu; no a potem energii do wyha­mo­wy­wa­nia w miarę zbli­ża­nia do celu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0