Podczas gdy wszystkie serwisy i blogi zarzucą nas niebawem rocznymi podsumowaniami wydarzeń kulturalnych, politycznych czy sportowych; Kwantowo jak zwykle przybywa z zestawieniem tego co przyniósł nam w mijającym roku świat nauki.

Najważniejsze wydarzenie

Tak jak w latach 2012–2014 światową naukę zdo­mi­no­wały sprawy CERN i Wiel­kiego Zder­za­cza Hadronów, tak od roku 2015 w centrum uwagi nie­zmien­nie znajdują się inter­fe­ro­me­try LIGO. Wszyscy słyszeli o wie­ko­pom­nej detekcji fal gra­wi­ta­cyj­nych, doko­na­nej dwa lata temu. Długo wycze­ki­wany sukces nie stanowił bynaj­mniej zwień­cze­nia projektu, lecz dopiero wstęp do narodzin nowej gałęzi astro­no­mii, opartej o poza­op­tyczne reje­stro­wa­nie odle­głych obiektów. Do chwili obecnej upo­lo­wano już sześć zderzeń par czarnych dziur lub gwiazd neu­tro­no­wych, będących źródłem fal gra­wi­ta­cyj­nych. Stąd też, w pełni zasłu­żony Nobel dla twórców programu: Rainera Weissa z MIT, Kipa Thorne’a z Caltechu oraz dyrek­tora kom­pleksu Barry’ego Barisha.

Dzia­łal­ność LIGO wciąż przynosi i bez cienia wąt­pli­wo­ści będzie przy­no­sić dorodne owoce. Jednak, jako że właściwy przełom (pio­nier­ska detekcja fal gra­wi­ta­cyj­nych) nastąpił pod koniec roku 2015, pomy­śla­łem, że warto wyróżnić inne wyda­rze­nie, moim zdaniem nie­na­le­ży­cie doce­nione przez więk­szość popu­la­ry­za­to­rów. W paź­dzier­niku uczeni z Uni­wer­sy­tetu w Edyn­burgu oraz z Insty­tutu Astro­fi­zyki Kosmicz­nej w Orsay, wyko­rzy­stu­jąc pośredni sposób obser­wa­cji – oparty o analizę mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wa­nia tła – ziden­ty­fi­ko­wali olbrzy­mie pokłady nie­wi­docz­nej do tej pory materii bario­no­wej. Mowa o doprawdy gar­gan­tu­icz­nej porcji cząstek, znacznie prze­wyż­sza­ją­cej pod względem masy wszyst­kie gwiazdy i galak­tyki. Zapewne jeszcze wiele badań przed nami, ale wstępne szacuje się, że odkryta materia stanowi od 1/3 nawet do połowy masy widzial­nych (tzn. bez liczenia ciemnej materii) skład­ni­ków wszech­świata. To chyba zasłu­guje na wzmiankę, co nie?

Najważniejsze wydarzenie w Polsce

Polska szkoła poszu­ki­wa­nia planet poza­sło­necz­nych wciąż ma światu wiele do zaofe­ro­wa­nia. Latem tego roku kolejnym inte­re­su­ją­cym okryciem pochwa­lił się zespół OGLE (The Optical Gra­vi­ta­tio­nal Lensing Expe­ri­ment), pod kie­row­nic­twem prof. Andrzeja Udal­skiego z Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego. Dane zbierane przez Polaków w Las Campanas w Chile przez sześć ostat­nich lat, docze­kały się wreszcie publi­ka­cji na łamach Nature. Odkryto, iż na każde sto gwiazd przypada około 25 planet swo­bod­nych – tj. nie­na­le­żą­cych do żadnego układu pla­ne­tar­nego – podob­nych Jowi­szowi, a przy okazji trafiono na coś, co należy uznać za ślady znacznie mniej­szych swo­bod­nych obiektów, praw­do­po­dob­nie nie więk­szych od Ziemi. Szcze­gól­nie warty pod­kre­śle­nia pozo­staje właśnie drugi z tych wniosków. O ist­nie­niu planet samotnie prze­mie­rza­ją­cych prze­strzeń mię­dzy­gwiezdną wiemy już od kilku lat, ale do tej pory iden­ty­fi­ko­wano jedynie swobodne gazowe olbrzymy. Fakt, że również lżejsze i trudno dostrze­galne egzo­pla­nety bywają wyrzu­cane “poza boisko”, może oznaczać, że liczba swo­bod­nych planet we wszech­świe­cie jest znacznie obfitsza niż kto­kol­wiek do tej pory przy­pusz­czał.

Najpiękniejsze (najpaskudniejsze) zdjęcie

Tym roz­bra­ja­ją­cym uśmie­chem uraczył nas tasie­miec uzbro­jony. Jednak nie dajcie się zwieść: gro­te­skowe “oczy” pasożyta to w rze­czy­wi­sto­ści ssawki pozwa­la­jące mu na bez­pieczne zako­twi­cze­nie w jelicie cienkim żywi­ciela. Foto­gra­fia wykonana przez Teresę Zgodę – mikro­bio­loga z ame­ry­kań­skiego Roche­ster Insti­tute of Tech­no­logy – zrobiła praw­dziwą furorę, tra­fia­jąc do niemal wszyst­kich tego­rocz­nych ran­kin­gów zdjęć nauko­wych. Tasie­miec doczekał się m.in. złotego medalu od Royal Pho­to­gra­phy Society of Science, oraz czwar­tego miejsca w kon­kur­sie Nikon Small World 2017. Niezły kom­ple­ment dla takiego brzydala.

Najgłupsza wypowiedź


Wątpliwe wyróż­nie­nie wędruje do dwójki ze ster­ni­kiem: Mariana Kowal­skiego i Euniki Cho­jec­kiej, pro­wa­dzo­nych przez Pawła Cho­jec­kiego. Zasługą wspo­mnia­nych oso­bi­sto­ści jest pierwsza w naszym kraju, niestety dość poważna kampania na rzecz promocji kre­acjo­ni­zmu i odrzu­ce­nia teorii ewolucji bio­lo­gicz­nej. Dopóki pastor Chojecki, ojciec Kościoła Nowego Przy­mie­rza działał w poje­dynkę, wyłącz­nie za pośred­nic­twem własnych kanałów, można było uznać sprawę za nie­groźną fana­be­rię. Niestety do zastępu jego owieczek trafił m.in. Marian Kowalski, niegdyś działacz Ruchu Naro­do­wego i (co by nie mówić) kandydat na Pre­zy­denta Rzecz­po­spo­li­tej. Kilka miesięcy temu, wie­dziony ślepą wiarą akty­wi­sta zrobił karierę w inter­ne­cie za sprawą wystą­pie­nia zor­ga­ni­zo­wa­nego w Ottawie. Wyraził wtedy swoje zdzi­wie­nie faktem wykła­da­nia na uczel­niach “tylko teorii” i podał w wąt­pli­wość mecha­nizm doboru natu­ral­nego, wysu­wa­jąc wyjąt­kowo osobliwe argu­menty. Jakby na tego było mało, roz­po­czął anty­ewo­lu­cyjną kampanię #Nie­Po­cho­dzę­Od­Małpy, nie­zra­że­nie powta­rza­jąc te same bzdety.

A Eunika? Dok­to­rantka (tak, tak) Uni­wer­sy­tetu w Lublinie zasły­nęła nieudaną próbą zor­ga­ni­zo­wa­nia debaty na temat kre­acjo­ni­zmu na uczelni oraz występem w TVP, gdzie plotła o “lewackim dar­wi­ni­zmie” uza­sad­nia­ją­cym gwałty i pedo­fi­lie. W ten sposób uczen­nica, mimo młodego wieku, już dogania mistrza. 

Najciekawsza wypowiedź


Dla kon­tra­stu reflek­sja na temat odcho­dze­nia współ­cze­snego spo­łe­czeń­stwa od nauki, autor­stwa nie­za­stą­pio­nego Neila deGrasse’a Tysona. Można mieć zastrze­że­nia do metod popu­la­ry­za­tor­skich ame­ry­kań­skiego astro­fi­zyka, ale trudno wątpić w jego oddanie sprawie. Wystą­pie­nie Tysona bardzo dobrze oddaje także i moje obawy i troski, jak również emocje, które odczuwam gdy tylko pomyślę o tym dokąd zmie­rzamy. Nauko­wiec mówi o kło­po­tach z per­spek­tywy ame­ry­kań­skiej, ale tak naprawdę mamy tu apel o otrzeź­wie­nie skie­ro­wany do całej zachod­niej cywi­li­za­cji.
“To jest nauka! Nie mówimy o jakieś zabawce, o czymś w co można wierzyć lub nie. Nie możesz powie­dzieć, że nie wierzysz w równanie E=mc2 – nie masz tu żadnej opcji! Nauka wyłania prawdę, czy się w nią wierzy czy nie i czym szybciej to zro­zu­miesz, tym szybciej możemy zabrać się za rozmowy na temat sto­ją­cych przed nami pro­ble­mów!”
— Neil deGrasse Tyson

Największy “skandal”

Miałem pisać o tym z jaką bez­czel­no­ścią pewien sławny znachor wyko­rzy­sty­wał dla auto­pro­mo­cji tra­giczne zgony kilku medial­nych osób. Jednak dla rodzimej nauki jako takiej, bardziej palącym pro­ble­mem wydaje się sytuacja jaka nastała w war­szaw­skim Insty­tu­cie Tech­no­lo­gii Mate­ria­łów Elek­tro­nicz­nych, znanym przede wszyst­kim z prac nad grafenem. Sprawy zaczęły się gmatwać już dwa lata temu, gdy w nie­ja­snych oko­licz­no­ściach pozba­wiono sta­no­wi­ska Zygmunta Łuczyń­skiego. W tym roku podobny los spotkał Wło­dzi­mie­rza Stru­piń­skiego, czyli kolej­nego spe­cja­li­stę świa­to­wego formatu i autora jednej ze sto­so­wa­nych obecnie metod uzy­ski­wa­nia grafenu. Dlaczego z taką łatwo­ścią, czysto poli­tycz­nymi decy­zjami, pozby­wamy się wio­dą­cych spe­cja­li­stów w swoich dzie­dzi­nach? Nie chcę spe­ku­lo­wać, ale bez względu na przy­czyny właśnie zaprze­pasz­czamy jedną z niewielu szans na nie­od­sta­wa­nie od nauko­wego cywi­li­zo­wa­nego świata. Sami inży­nie­ro­wie sobie poradzą. Uczeni pokroju Stru­piń­skiego bez trudu znajdą angaż w zagra­nicz­nych pla­ców­kach, my jednak z podobną łatwo­ścią nie załatamy dziur kadro­wych w ITME i podob­nych mu insty­tu­cjach.

Najciekawsze video


Wahałem się między dwoma intry­gu­ją­cymi nagra­niami procesów zacho­dzą­cych w mikro­świe­cie. Pierwsze pochodzi z Insti­tute for Inte­gra­tive Nano­scien­ces w Dreźnie, gdzie pokazano jak nanobot potrafi pochwy­cić plemnik i dopro­wa­dzić go do komórki jajowej. Prymat przyznam jednak kolej­nemu fil­mi­kowi, wyświe­tlo­nemu podczas kon­fe­ren­cji bio­tech­no­lo­gicz­nej w Big Sky w ame­ry­kań­skiej Montanie. Przed­sta­wia on proces CRISPR/Cas, czyli inge­ren­cji w gen poprzez wycięcie jego frag­mentu i zastą­pie­nie go innym. Nie wygląda to może zbyt spek­ta­ku­lar­nie, ale jednak po raz pierwszy bez­po­śred­nio zare­je­stro­wano operację odby­wa­jącą się w skali miliar­do­wej części metra.

Najlepsza książka

W tym roku wydaw­nic­twa szczo­drze obsypały mnie lek­tu­rami. Nie powiem, więk­szość z nich pre­zen­to­wała się popraw­nie i mógłbym polecić je bez więk­szego zaże­no­wa­nia. Jednak gdy czyta się piątą z rzędu, dość podobną i sche­ma­tyczną książkę, to sama “popraw­ność” prze­staje wystar­czać. Chcia­łoby się czegoś więcej, nie­kon­wen­cjo­nal­nego podej­ścia do tematu. I tutaj z wyba­wie­niem przybył best­sel­ler Nie mamy pojęcia. Publi­ka­cja stanowi owoc współ­pracy fizyka cząstek ele­men­tar­nych z Uni­wer­sy­tetu Kali­for­nij­skiego Daniela Whi­te­sona, z Jorgem Chamem, twórcą humo­ry­stycz­nego sie­cio­wego komiksu PhD Comics. Powtórzę tu po swojej recenzji. Nie mamy pojęcia zde­cy­do­wa­nie wybija się ponad popu­lar­no­nau­kową kon­ku­ren­cję nie­wy­mu­szo­nym i inte­li­gent­nym humorem, potę­go­wa­nym przez świetne ilu­stra­cje Chama. Nie są to pierwsi autorzy pró­bu­jący zwabić czy­tel­ni­ków żar­to­bliwą formułą, ale od czasów Boskiej cząstki Leona Leder­mana, nikomu nie udało się osiągnąć celu tak sprawnie. Jeśli ktoś szuka jed­no­cze­śnie wiedzy i rozrywki, szczerze polecam.

Najciekawsze science-fiction


Bez wąt­pie­nia naj­więk­sze widownie w ostatnim czasie zgro­ma­dziły takie obrazy jak Ghost In The Shell oraz Blade Runner 2049, ale mówiąc otwarcie, trudno nagra­dzać kino wtórne. Popisy Scarlett Johans­son to jedynie próba odwzo­ro­wa­nia japoń­skiej animacji, zaś dzieło Denisa Villeneuve’a to powrót do świata wykre­owa­nego na początku lat 80. (choć udany, nie przeczę). Dlatego też wolę zwrócić waszą uwagę na znacznie mniej popu­larny, wschodni kierunek kine­ma­to­gra­fii. Nie­któ­rzy może pamię­tają, jakim sen­ty­men­tem darzę Apollo 13 w reży­se­rii Rona Howarda, którego nadal uważam za naj­lep­szy przykład tego jak powinny wyglądać filmy opo­wia­da­jące o eks­plo­ra­cji kosmosu (na drugim biegunie znajduje się mierna Gra­wi­ta­cja). Klim Shipenko stworzył właśnie coś na miarę ame­ry­kań­skiego Apolla 13, ekra­ni­zu­jąc równie dra­ma­tyczne wyda­rze­nia związane ze stacją kosmiczną Salut 7. W 1985 roku w ramach misji Sojuz T-13 (znów ta trzy­nastka!) kosmo­nauci Władimir Dża­ni­be­kow i Wiktor Sawinych, otrzy­mali arcy­trudne zadanie dostania się na pokład Saluta 7, z którym w nie­wy­ja­śnio­nych oko­licz­no­ściach utracono łączność. Po dotarciu na orbitę boha­te­ro­wie zauwa­żają bez­wład­nie wirującą stację, pozba­wioną energii i oka­le­czoną, naj­pew­niej przez frag­menty kosmicz­nego gruzu. Podej­mują się nie­zwy­kle nie­bez­piecz­nego doko­wa­nia oraz próby ponow­nego uru­cho­mie­nia urządzeń. Oczy­wi­ście twórcy nie poską­pili fabu­lar­nych ubarwień i pod­nio­słych momentów – ale raczej nie prze­bi­jają w tym aspekcie tego do czego przy­zwy­czaił nas Hol­ly­wood.

Największe oczekiwania

Pisząc ten punkt przy­po­mnia­łem sobie o pewnym zabawnym i zarazem smutnym fakcie. Pier­wot­nie to właśnie na 2018 rok zapla­no­wano rozruch eks­pe­ry­men­tal­nego reaktora ter­mo­nu­kle­ar­nego ITER. Niestety, jak to często bywa, o dotrzy­ma­niu terminu nie ma co marzyć. Nie­liczne komu­ni­katy stwier­dzają, że po dzie­się­ciu latach prac znaj­du­jemy się dopiero mniej więcej w połowie drogi pro­wa­dzą­cej do zapłonu…

Na co zatem możemy liczyć w przy­szłym roku? Wśród pla­no­wa­nych misji kosmicz­nych naj­cie­ka­wiej zapo­wiada się start ame­ry­kań­skiej sondy Parker Solar Probe. Urzą­dze­nie wystar­tuje z Florydy w lipcu, w paź­dzier­niku prze­fru­nie opodal Wenus, a pod koniec roku trafi na wstępną orbitę oko­ło­sło­neczną, gdzie pozo­sta­nie co najmniej przez kolejne sześć lat. Projekt pozwoli na zebranie naj­do­kład­niej­szych dotąd danych doty­czą­cych naszej gwiazdy jak również wiatru sło­necz­nego, co osiągnie po rekor­do­wym zbli­że­niu do Słońca na odle­głość zaledwie 6 milionów kilo­me­trów (25 razy bliżej od Ziemi). Poza tym, po cichu liczę na mało praw­do­po­dobny, ale nie nie­moż­liwy, sukces kil­ku­na­stu obser­wa­to­riów z całego świata polu­ją­cych na… pierwsze zdjęcie hory­zontu zdarzeń czarnej dziury! Już w kwietniu media obiegły infor­ma­cje o tym, że astro­no­mo­wie przez pięć nocy badali ścisłe centrum Drogi Mlecznej. Prace tech­niczne nad zebra­nymi danymi miały potrwać do końca tego roku, ale o ile nic nie prze­oczy­łem mamy obsuwę i foto­gra­fii docze­kamy się w naj­bliż­szych mie­sią­cach. Trudno nie być pod­eks­cy­to­wa­nym na myśl, że po raz pierwszy ujrzymy bez­po­śred­nio nie­prze­nik­nioną powierzch­nię potwora ozna­czo­nego jako Sagit­ta­rius A*. Będzie to zarówno wielki prezent dla fizyków teo­re­tycz­nych jak również nie­sły­chany pokaz moż­li­wo­ści obser­wa­cyj­nych. Oby się udało!
  • Sean Thingy

    Och, nie, jeśli chodzi o astro­fi­zykę, to jednak dla mnie obser­wa­cja połą­cze­nia gwiazd neu­tro­no­wych w całym zakresie widma EM plus fale gra­wi­ta­cyjne jest nie do pobicia.
    Gdyby nie obsuwa, to pewnie wszyscy byśmy czekali na wystrze­le­nie Webba, a tak, to nie wiem, na co się zde­cy­do­wać.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marianna

    “Miałem pisać o tym z jaką bez­czel­no­ścią pewien sławny znachor wyko­rzy­sty­wał dla auto­pro­mo­cji tra­giczne zgodny kilku medial­nych osób.” Lite­rówka do poprawy 🙂 “D” się wkradło.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Skate

    Ja dodam swoje NAJ. Niedawno wpadła mi w ręce napisana w 91r. książka sci-fi Wła­dy­sława Pasi­kow­skiego, reżysera filmu psy, będąca z grubsza rzeczy rąbanką w klimacie post apo­ka­lip­tycz­nym, ale osią fabuły był ni mniej ni więcej Stephen Hawking, który w swym geniuszu wynalazł teorię wszyst­kiego. Mnie oso­bi­ście trochę zasko­czył pomysł fabuły w wyko­na­niu tego reżysera.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Konrad Materka

    Wywiad z Wło­dzi­mie­rzem Stru­piń­skim:
    https://tech.wp.pl/ojciec-polskiego-grafenu-po-34-latach-pracy-zostal-zwolniony-z-panstwowego-instytutu-nasz-wywiad-z-dr-wlodzimierzem-strupinskim-6193280351102593a
    Z tego co zro­zu­mia­łem, to główny powód zwolnień i zmian to chęć większej komer­cja­li­za­cji wyników badań. Zabrano się do tego jednak bardzo nie­po­rad­nie, za co nową dyrekcję spotkała (słuszna) krytyka ze strony naukow­ców. Stąd zwol­nie­nia i szykany.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

    Pierwsze próby promocji kre­acjo­ni­zmu w Polsce to jeszcze lata 80 XX wieku, kiedy Giertych wydał “Na bez­dro­żach teorii ewolucji” Johnsona co spotkało się z entu­zja­stycz­nym wspar­ciem ze strony takich publi­cy­stów jak Parowski, czy Ziem­kie­wicz.

    Druga duża fala to pierwsza dekada XXI wieku i dzia­łal­ność “Pol­skiego Towa­rzy­stwa Kre­acjo­ni­stycz­nego” wśród których prym wiedli Moczy­dłow­ski i Pajewski, którzy pró­bo­wali się lansować na łamach tygo­dnika “Naj­wyż­szy Czas”, a z czym walczył m in niżej pod­pi­sany.

    Kowalski i Chojeccy to jest naprawdę popłu­czyny po popłu­czy­nach. Nawet nie usiłują udawać jakiej­kol­wiek mery­to­ryki, co ich poprzed­ni­kom się zdarzało.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • arthy

    Jak oni (znaczy grupa od OGLE) te planety znalezli? Przeciez jesli dryfuja w prze­strzeni no to nie tranzyt, jak nie ma blisko gwiazdy to swiatla nie odbijaja, a na soczew­ko­wa­nie pewnie maja za mala mase (w sensie dla naszych instu­men­tow)?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Z tego co się orien­tuję, z zasady OGLE bazuje na mikro­so­czew­ko­wa­niu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0