Ja bez żadnego trybu. Dawno nie było Racjonalnego gadania, więc dzisiaj porozmawiamy o jednej z największych niedorzeczności, jaką polityka zdołała zaszczepić społeczeństwu, wybijając mu oczy i porażając mózgi.

Wpadłem w wyjąt­kowo nie­kom­for­tową sytuację dla każdego autora. Pomysłów na teksty miałem bez liku, ale co rusz nacho­dziła mnie nie­zno­śna myśl, że zaraz zostanę skry­ty­ko­wany. Za co? A za to, że Adamczyk pozwala sobie na poli­ty­ko­wa­nie, na doty­ka­nie pro­ble­mów objętych trudną do zde­fi­nio­wa­nia aurą. Mroczną i tok­syczną, do tego stopnia, że powoduje bóle głowy, mdłości, spo­ra­dycz­nie wymioty. Rzecz w tym, że w zasięgu tej paskud­nej sfery znajduje się dziś niemal wszystko, nie wyłą­cza­jąc z tego zbioru tematów oko­ło­nau­ko­wych. Naj­pro­ściej w takiej sytuacji byłoby przybrać postawę opor­tu­ni­styczną i trzymać dziób na kłódkę. Tyle tylko, że kiedy sobie tak spo­koj­nie milczymy, wspo­mniana mroczna sfera zdaje się rosnąć, zawłasz­cza­jąc kolejne istotne zagad­nie­nia.

Chyba już pora prze­ła­mać tę zaporę i powie­dzieć sta­now­cze “dość”.

Odpo­wiedzmy sobie przede wszyst­kim na jedno, nie­praw­do­po­dob­nie ważne pytanie. Kto powinien zabierać głos w debacie publicz­nej? Czyje zdanie Ciebie inte­re­suje? Nieważne jaki sobie wymy­ślisz temat. W ostat­nich latach głośno dys­ku­to­wano o takich sprawach jak legal­ność aborcji, wła­ści­wo­ści lecz­ni­cze mari­hu­any, sens budowy elek­trowni jądro­wych, przy­szłość odna­wial­nych źródeł energii, opłaty za drugi kierunek studiów, wzra­sta­jący poziom smogu, dobro­wol­ność szcze­pień, źródła glo­bal­nego ocie­ple­nia, nawet teoria ewolucji bio­lo­gicz­nej. Tak można wymie­niać bardzo długo. Dla prze­cięt­nego zjadacza chleba to wyli­czanka skom­pli­ko­wa­nych dyle­ma­tów spo­łeczno-poli­tycz­nych, o których muszą zade­cy­do­wać smutni panowie za pomocą przy­ci­sków do gło­so­wa­nia. Dla mnie – i mam nadzieję, że nie tylko – to lista zagad­nień naukowo-tech­nicz­nych z zakresu medycyny, biologii, fizyki jądrowej, inży­nie­rii, chemii, geologii i kli­ma­to­lo­gii, cze­ka­ją­cych na roz­strzy­gnię­cie przez ludzi nauki i filo­zo­fii (mam tu na myśli szeroko pojętych uczonych, eks­per­tów, inży­nie­rów, etyków, artystów i wszyst­kich innych ludzi gotowych do sen­sow­nej dyskusji na okre­ślony temat). To właśnie ich opinie, oparte o twarde fakty, nie­zmą­coną logikę, racjo­na­lizm i szeroką wiedzę, inte­re­sują mnie w pierw­szej kolej­no­ści. 

Knebel wsadzony w usta takim ludziom, jest rów­no­znaczny z wyka­stro­wa­niem spo­łe­czeń­stwa z moż­li­wo­ści pro­wa­dze­nia mery­to­rycz­nej debaty. I z żalem muszę stwier­dzić, że tego typu kastra­cja odbywa się na naszych oczach.

W ubiegłym roku prof. Iwo Bia­ły­nicki-Birula pozwolił sobie przy okazji publicz­nego wystą­pie­nia na bez­ce­re­mo­nialne zruganie nad­cho­dzą­cych zmian w pod­ręcz­ni­kach szkol­nych oraz wyra­że­nie obaw wobec postę­pu­ją­cej ide­olo­gi­za­cji nauki. Jak wyglą­dały komen­ta­rze? Uczony oberwał za to, że w ogóle śmiał wyrazić swoje zdanie, że nie ma pojęcia o czym mówi, że zajmuje się nie swoimi sprawami. Pewnie, bo co może wiedzieć fizyk z mię­dzy­na­ro­do­wym dorob­kiem, jeden z naj­więk­szych żyjących eks­per­tów od mecha­niki kwan­to­wej, o kwe­stiach nauki czy edukacji? (Chcia­łoby się krzyknąć: “Shut up and cal­cu­late”!) Nie jest to bynaj­mniej jedyny, ani naj­bar­dziej jaskrawy przykład tego destruk­tyw­nego zjawiska. W zgiełku dłużącej się awantury o reformę sądow­nic­twa, para­dok­sal­nie najmniej sły­szalny okazał się głos wydzia­łów prawa czo­ło­wych polskich uni­wer­sy­te­tów. Przy pośpiesz­nej reformie edukacji nikogo nie inte­re­so­wała opinia peda­go­gów, a co bardziej aktyw­nych czekały szykany. Kiedy prof. Jerzy Bralczyk poddał analizie brutalny język współ­cze­snych elit, natych­miast wylano na niego wiadro ide­olo­gicz­nych pomyj, za sprzy­ja­nie jakiejś opcji poli­tycz­nej. Gdy wydziały biologii UŚ czy UJ wykazały scep­ty­cyzm wobec wycinki Puszczy Bia­ło­wie­skiej, pośpiesz­nie przy­pięto im łatkę eko­ter­ro­ry­stów i sym­pa­ty­ków opozycji. Wreszcie gdy ja sobie pozwo­li­łem na przy­to­cze­nie wypo­wie­dzi pewnego naro­dowca, jako przy­kładu wyjąt­kowo per­fid­nej erystyki i ele­men­tar­nych braków w logicz­nym myśleniu – dowie­dzia­łem się, że należę do spad­ko­bier­ców mich­ni­kowsz­czy­zny.

Inny popu­la­ry­za­tor nauki, pro­wa­dzący znany kanał na YT, dość regu­lar­nie publi­kuje na swoim fan­pej­dżu treści o cha­rak­te­rze spo­łeczno-poli­tycz­nym. Widać jasno i wyraźnie jakie ma poglądy i kogo popiera. Nie mam do niego żalu ani pre­ten­sji. Bawi mnie jedynie fakt, że kolega panicz­nie boi się otwar­tego wyar­ty­ku­ło­wa­nia swoich myśli. Widać jak stoi w rozkroku, zawie­ra­jąc w swoich wypo­wie­dziach oczy­wi­ste pod­tek­sty, ale jed­no­cze­śnie gorliwie prze­ko­nu­jąc o swojej bez­stron­no­ści i apo­li­tycz­no­ści. W sumie nie dziwię się mu, ponieważ znacznie bez­piecz­niej rzucać aluzjami o zgniłym jaju, niż rzucić takim jajem w widownię. Zaska­kuje jednak, że publika woli żądać od kogoś udawanej bez­stron­no­ści, niż zwy­czaj­nie tole­ro­wać szcze­rość, nawet jeśli nie jest jej po drodze. 

Co łączy wszyst­kie powyższe przy­padki? Dowodzą one ist­nie­nia wprost nie­wia­ry­god­nie wygod­nych warunków dla rzą­dzą­cych mani­pu­lan­tów. Wyobraźmy to sobie przez chwilę: możemy wyga­dy­wać totalne far­ma­zony, a gdy jaka­kol­wiek obeznana osoba zwróci uwagę na naszą igno­ran­cję, to wystar­czy zarzucić jej mie­sza­nie się w politykę. Mamy gwa­ran­cję bez­kar­nego bre­dze­nia od rzeczy. Świetny środek, niemal nie do obrony i łykany przez wszyst­kich, bez względu na sympatie, czy wyzna­waną ide­olo­gię. Wiele nas dzieli, ale prawie każdy w jakimś stopniu brzydzi się polityką. Wystar­czy dowolną sprawę wrzucić do poli­tycz­nego kosza, aby stała się śmier­dząca, brudna, wręcz nie­przy­zwo­ita. Jeśli o coś kłócą się posłowie, to człowiek kul­tu­ralny i mądry powinien omijać to szerokim łukiem. Takie panuje prze­ko­na­nie. W dobrym tonie jest skry­wa­nie swojego zdania i udawanie neu­tral­no­ści. Nieważne, że premier rozmawia z pro­epi­de­mi­kami, a do tele­wi­zji publicz­nej zaprasza się anty­nau­kow­ców. Powin­ni­śmy milczeć, nie komen­to­wać, bo tematy te zostały już zakle­pane. Prze­isto­czyły się w zgniłe jajo, jakim nie uchodzi się inte­re­so­wać. 

I to wystar­czy aby politycy nie musieli obawiać się trudnych pytań, których przecież nikt nie zada. A jeśli nawet, to na tyle cicho, że można ich osten­ta­cyj­nie nie­do­sły­szeć. Nie muszą mierzyć się z żadnymi faktami, sta­ty­sty­kami, publi­ka­cjami; dzięki czemu łatwiej jest im grać ogól­ni­kami, emocjami i kłam­stwami. To zawodowi bla­gie­rzy, którzy są tam gdzie są, ponieważ potra­fili prze­ko­nać tłum do swojej iluzji. Nawet nie próbuj teraz myśleć, że akurat Twój wybra­niec czymś się pod tym względem różni. Gdyby mówił prawdę, więk­szość nigdy nie oddałaby na niego głosu (ciemna strona demo­kra­cji). Dlatego naszym obo­wiąz­kiem pozo­staje zacho­wa­nie czuj­no­ści i kre­owa­nie spo­łe­czeń­stwa świa­do­mego. Zaczy­na­jąc od samych siebie.

Żeby w ogóle roz­po­cząć pracę u podstaw, trzeba wykonać pierwszy krok. Będzie nim wybicie sobie z głowy wyima­gi­no­wa­nego zarzutu, o którym mowa. Nie, polityka nie jest zare­zer­wo­wana dla poli­ty­ków. To czym zajmują się media i politycy nie pozo­staje wła­sno­ścią mediów i poli­ty­ków, lecz domeną moją i Twoją. Nie, świadomy i inte­li­gentny człowiek nie unika polityki, bo polityka decyduje o jego losie. Unikając jej, oddajemy pełnię kontroli nad naszym życiem komuś obcemu. Nie, od ludzi, których sza­nu­jemy nie mamy prawa wymagać aby trzymali gęby na kłódkę, bo tak wypada, lub co gorsza, akurat nie zgadzamy się z ich spoj­rze­niem na sprawę. Prze­ciw­nie, jeśli doce­niamy ich wiedzę i doświad­cze­nie, powin­ni­śmy słuchać i czerpać z nich całymi gar­ściami. Nie mówię, że mamy obo­wią­zek zga­dza­nia się we wszyst­kim, jednak odrobina inte­lek­tu­al­nej odwagi i uczci­wo­ści wymaga od czasu do czasu kon­fron­to­wa­nia poglądów.

Sądzę, że ludzie, którzy unikają tego typu polemiki, po prostu się boją. Żywią natu­ralny strach przed moż­li­wo­ścią zbu­rze­nia fun­da­men­tów sposobu ich rozu­mo­wa­nia. Dlatego tak ostro reagują na zabie­ra­jące głos auto­ry­tety. Trudno mery­to­rycz­nie zaprze­czyć sta­no­wi­sku jakiejś sza­no­wa­nej osoby. Zwłasz­cza takiej, którą sami sza­nu­jemy i uważamy za godną wysłu­cha­nia. Jeśli więc ktoś taki pozwoli sobie na wypo­wiedź godzącą w nasz świa­to­po­gląd, natych­miast sięgamy po knebel. Być może ta osoba ma racje, ale to nieważne. Odpy­chamy nie­kom­for­tową sytuację w naj­prost­szy, niestety dość szcze­niacki sposób. Po prostu żądamy od tej osoby aby się zamknęła. Bo my nie czujemy się gotowi na inte­lek­tu­alny wysiłek. 

Żywię nadzieję, że czy­tel­nik zain­te­re­so­wany nauką uważa się za racjo­na­li­stę, szczyci swym scep­ty­cy­zmem i nie chce tak funk­cjo­no­wać. Nie boi się inte­lek­tu­al­nej kon­fron­ta­cji ani ewen­tu­al­nej zmiany zdania. Nie ma zamiaru unikać skom­pli­ko­wa­nych tematów i obrażać się tylko za to, iż ktoś posta­no­wił je podjąć. 

Co nas czeka jeśli przy­bie­rzemy kon­for­mi­styczną postawę? Co jeśli zatkamy sobie uszy i uciszymy każdą osobę mającą coś mery­to­rycz­nego do powie­dze­nia? Włączmy tele­wi­zor. Gdy poru­szany jest wątek glo­bal­nego ocie­ple­nia, nie może się obyć bez udziału Janusza Korwin-Mikkego. Gdy pojawia się temat euta­na­zji bądź aborcji, etatowym gościem wszyst­kich kanałów staje się zło­to­usty Wojciech Cej­row­ski. W radio słu­cha­łem kiedyś debaty o szcze­pie­niach, w których lekarzy prze­krzy­ki­wali Cej­row­ski lub Zięba. Do tego zacnego grona już puka mło­dziutka Eunika Chojecka, mająca za sobą debiut w TVP, gdzie przed­sta­wiła autorską teorię “lewac­kiej” ewolucji.  To przed­smak cze­ka­ją­cej nas, ogłu­pia­ją­cej alter­na­tywy. Dokładne prze­ci­wień­stwo świa­do­mego spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skiego i rezultat odse­pa­ro­wa­nia praw­dzi­wych auto­ry­te­tów od spraw ważnych.

Marzę o sytuacji dokład­nie odwrot­nej. Chciał­bym spo­łe­czeń­stwa, w którym dzien­ni­karz będzie biegł z ważnym pytaniem do uni­wer­sy­tetu, a nie do Sejmu. W którym widzowie będą wręcz ocze­ki­wać komen­ta­rza od uczonego, nie od posła. W którym popu­la­ry­za­tor nauki będzie mógł skry­ty­ko­wać polityka i nie czytać nie­do­rzecz­nych komen­ta­rzy odbie­ra­ją­cych mu prawo głosu. W którym pan Janusz z panią Grażyną wysłu­chają tego co ma do powie­dze­nia spe­cja­li­sta w danej dzie­dzi­nie i nawet jeżeli się z nim nie zgodzą, to przy­naj­mniej podejmą próbę reflek­sji.

Ale najpierw musimy wyjąć kneble z ust i spojrzeć w dojrzały sposób na samych siebie. Reali­stycz­nie, bez reago­wa­nia agresją na każdego o odmien­nym sta­no­wi­sku od naszego. Całego świata nie zmienimy, ale jakiś fragment możemy próbować.



  • Kla­pau­cjusz

    Niektóre frag­menty tego tekstu mogą wkurzyć pewnych czy­tel­ni­ków ale właśnie dlatego tekst jest cenny. To jest śmieszne kiedy pod apelem jakiegoś pro­fe­sora zawsze znajdują się szy­der­cze i głup­ko­wate komen­ta­rze pró­bu­jące go zdys­kre­dy­to­wać. Upadek auto­ry­te­tów a te są potrzebne w zdrowym spo­łe­czeń­stwie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Skate

      no dobrze, ale kto ma decy­do­wać, kto jest auto­ry­te­tem? chyba spe­cjalna nad­ko­mi­sja. Przecież teraz często wybu­chają prze­py­chanki który nauko­wiec jest bardziej biegły albo godny do wypo­wia­da­nia się w danej sprawie. Kto potrafi roz­są­dzić spie­ra­ją­cych się naukow­ców 🙂

      Obecnie, od kiedy w sejmie nie zasia­dają przed­sta­wi­ciele samo­obrony, można przyjąć, że wszyscy posłowie i sena­to­ro­wie legi­ty­mują się wyższym wykształ­ce­niem, wielu z nich jest dok­to­rami i pro­fe­so­rami, i czy obser­wu­jąc dyskusję w sejmie ma to jakieś zna­cze­nie?
      Profesor nie profesor, kultura debaty jest taka, że rację ma kto głośniej
      krzyczy i wywołuje bardziej skrajne emocje.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Skate

        może jeszcze dodam, że obok spe­cjal­nej nad­ko­mi­sji powinien działać pod­ko­mi­tet zaj­mu­jący się pilnie wykre­śla­niem co bardziej nad­psu­tych auto­ry­te­tów — no bo co zrobić z uczonym który w ciągu swoje życia zmienił świa­to­po­gląd o 180 stopni?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kondredd

        Ogólnie się zgadzam z jednym małym zastrze­że­niem. Czasem to, że ktoś poświę­cił czemuś lata życia może akurat mącić moż­li­wość obiek­tyw­nego spoj­rze­nia. Jeśli ktoś zajmuje się czymś bardzo długo, a następ­nie staje przed dowodem, że nie ma to więk­szego sensu, to czło­wie­kizm i dysonans poznaw­czy zapewne spo­wo­dują coś w rodzaju reakcji “Co? ta woda nie jest zimna, tylko gorąca? Może i doko­na­li­ście pomiaru, ale ter­mo­metr musiał być zepsuty!”. Przy­kła­dem mogą być np. apo­lo­geci psy­cho­ana­lizy, będącej w dużej mierze pseu­do­nauką i wrzodem na zdrowym ciele naukowej psy­cho­lo­gii. (To miało być do Autora bloga, nie do Skate’a…)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Zupełnie nie na tym polega problem. Auto­ry­tet rze­czy­wi­ście jest pojęciem nie­ostrym, nie­rzadko subiek­tyw­nym. Wybór auto­ry­te­tów przez współ­cze­snych ludzi to odrębny temat na obszerną debatę, którego nie ma sensu tu poruszać. W każdym razie nikt nie twierdzi, że eksperci, ludzie wykształ­ceni i szeroko pojęte auto­ry­tety to jed­no­lita masa, która zapewni jed­no­myśl­ność i same dobre decyzje. W życiu. To raczej kwestia tego aby odse­pa­ro­wać od dyskusji publicz­nej osoby, które w danym temacie auto­ry­te­tem w sposób wyraźny nie są i nie są w stanie zawyżyć poziomu dyskusji. Chcemy debaty na temat glo­bal­nego ocie­ple­nia? Dobrze, zaprośmy kli­ma­to­loga, który pod­cho­dzi do tematu scep­tycz­nie — nie bry­dży­stę. Trzeba roz­wią­zać problem aborcji? Pozwólmy ludziom wysłu­chać biologów, etyków, filo­zo­fów, nawet duchow­nych — ale nie cele­brytę znanego z fana­ty­zmu, nie­po­sia­da­ją­cego dzieci.

        Ktoś powie, że Cej­row­ski lub Korwin też mogą być dla kogoś auto­ry­te­tami. Rze­czy­wi­ście, to smutne ale mogą. Pytanie jednak brzmi, czy pierwszy jest auto­ry­te­tem w dzie­dzi­nie badań klimatu, a drugi w kwestii etyki, medycyny i biologii. Czy Chojecka i jej ojciec są auto­ry­te­tami nauko­wymi i ich krytyka teorii ewolucji ma jaką­kol­wiek wartość? Dla mnie odpo­wiedź jest bardziej niż oczy­wi­sta i mie­rzalna. Bo czy dane osoby poświę­ciły lata swojego życia na zaj­mo­wa­nie się danym zagad­nie­niem?

        “można przyjąć, że wszyscy posłowie i sena­to­ro­wie legi­ty­mują się wyższym wykształ­ce­niem, wielu z nich jest dok­to­rami i pro­fe­so­rami, i czy obser­wu­jąc dyskusję w sejmie ma to jakieś zna­cze­nie?”

        Są poli­ty­kami. Ich wiedza i doświad­cze­nie, zawsze będą ustę­po­wać inte­re­som partii. Sły­sza­łem już wiele historii na temat tego jak świet­nymi wykła­dow­cami bywali ludzie, którzy po wkro­cze­niu za próg Sejmu zmienili się nie do poznania.

        I jeszcze raz: nie chodzi o uoso­bie­nie auto­ry­tetu z tytułem naukowym, choć od osób z takowym na pewno możemy więcej wymagać.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Adam Kurzeja

    Pod­pi­suję się nogami i rękami pod tym. Mam wiele takich sytuacji, ludzie często właśnie miast myśleć i roz­pa­try­wać sprawę na wiele sposobów patrzą tak jak im zasu­ge­ro­wał ich auto­ry­tet, bez prze­my­śle­nia sprawy, bez znaków zapy­ta­nia, stawiają kropkę i tyle. To jest prawda bo tak powie­dział, np. Cej­row­ski.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jakub Zawi­now­ski

    Bardzo dobry i wyważony tekst, Bardzo bym chciał, żeby dotarł do dużej liczby osób bez względu na ich poglądy poli­tyczne, bo przekaz aktualny i trafny dla każdego.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Skate

    „twarde fakty, nie­zmą­cona logika, racjo­na­lizm i szeroka wiedzę” to ładnie brzmi,
    ale mamy świetny nega­tywny przykład, są dwie grupy pro­fe­so­rów, którzy badali i
    nadal badają pewną kata­strofę – jedni mówią BE, a drudzy ME, prze­ciętny
    człowiek nie jest w stanie zbadać tego wypadku, więc trzeba zdać się na
    eks­per­tów. Nie da się ukryć, że obie grupy nie mogą mieć racji.

    Nie wiem Adam, czy nie masz nieco zbyt wyide­ali­zo­wa­nego spoj­rze­nia na naukow­ców. Dzien­ni­karz
    poleci na uni­wer­sy­tet, a tam doktor powie to, co profesor kazał. Nie­któ­rzy
    twierdzą, że na pewnych wydział panują stosunki iście feudalne.

    Wybit­ność inte­lek­tu­alna nie zawsze musi iść w parze z pra­wo­ścią postę­po­wa­nia. Ktoś może
    być świetnym mate­ma­ty­kiem a jed­no­cze­śnie gnojem w życiu codzien­nym i ter­ro­ry­zo­wać
    żonę, ktoś może być genial­nym chi­rur­giem i jed­no­cze­śnie łapów­ka­rzem. Czy lekarz
    biorący łapówki, będzie szczę­śliwy, kiedy podejmie się próbę ich ogra­ni­cze­nia?
    Czy nie postawi na szali całego swojego auto­ry­tetu żeby się wybielić?

    Poza tym profesor, który dorobił się gromadki nie­ko­niecz­nie tak udanych jak on
    dzieci nie będzie chciał im „pomóc” w karierze, czy też urzą­dze­niu się w życiu?
    Albo jego żona prowadzi firmę, która ma zamó­wie­nia dzięki partii A, to jak partia
    B utnie pomoc to będzie z tego szczę­śliwy i będzie miał na tyle przy­zwo­ito­ści,
    żeby powstrzy­mać się od walki poli­tycz­nej.

    Życie jest brutalne, a nawet pro­fe­so­ro­wie i ich rodziny nie żyją tylko powie­trzem,
    też muszą wypić i zakąsić. Mogłoby się wydawać, że w śro­do­wi­sku naukowym
    powinna obo­wią­zy­wać większa moral­ność, ale jak ktoś będzie za bardzo moralny,
    to może nie załapie się na granty.

    Nie chcę oczy­wi­ście nega­tyw­nie oceniać całego śro­do­wi­ska, nie brakuje nie tylko
    wybit­nych, ale też prawych naukow­ców – niestety i profesor może się mylić, być oszo­ło­mem
    albo sprze­daw­czy­kiem – co często też zmienia się dopiero z wiekiem deli­kwenta.

    Przykre jest też to, kiedy ktoś cynicz­nie wyko­rzy­stuje swój auto­ry­tet naukowy w walce
    poli­tycz­nej. Naukowcy też mają swoje sympatie i powią­za­nia poli­tyczne, nie są
    zawie­szeni w idealnie neu­tral­nej próżni.

    W polityce walka jest bez­par­do­nowa, mam przykre wrażenie, że są duże grupy ludzi,
    nie tylko poli­ty­ków, którzy są w stanie powie­dzieć WSZYSTKO, a zrobić bardzo wiele tylko po to żeby dorwać się do
    koryta, bo o to tak naprawdę chodzi o władzę, forsę, profity. W walce
    poli­tycz­nej wyko­rzy­stuje się wszystko kłamstwo, mani­pu­la­cje i przede wszyst­kim nega­tywne emocje.

    Zwróćmy uwagę, że konflikt jest potrzebny przede wszyst­kim poli­ty­kom, bo to oni muszą wmówić
    ludziom, że są tymi dobrym, a ci drudzy to zło do kwadratu. Narracja w polityce
    jest taka, że parta A jest be, a partia B cacy, a przecież nigdy tak nie jest,
    politycy działają na tak szerokim polu spo­łeczno – gospo­dar­czym, że raz mogą
    podej­mo­wać decyzje lepsze a raz gorsze, naj­lep­sze jest to, że naj­mą­drzej­szy
    profesor często nie jest w stanie ocenić, jakie takie decyzje będą miały skutki
    w przy­szło­ści. Nie mówiąc już jak to jeden profesor ekonomii zarzą­dzał
    fun­du­szem inwe­sty­cyj­nym, który odno­to­wał naj­więk­sze straty na polskim rynku.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Sean Thingy

      Podzie­lam zdanie Skate, zaga­lo­po­wa­łeś się w tej swojej kru­cja­cie przeciw poli­ty­kom. Przykład tego, jak można mając zbożny cel nie widzieć wad niby to panaceum. Bo naukowcy wcale nie są lekar­stwem na zło krze­wione przez poli­ty­ków. Co więcej, większa część spornych spraw poli­tycz­nych w ogóle w sposób nikły odwołuje się do nauki, to raczej spory świa­to­po­glą­dowe, reli­gijne, spo­łeczne itp., a nie opo­wia­da­nie się po stronie Bohra lub Ein­ste­ina.
      Historia uczy, że nikt nie jest odporny na uką­sze­nie poli­tyczne, czy jest naukow­cem czy też nie. Ja nie mam recepty na mądre spo­łe­czeń­stwo, w każdym razie, a jak patrzę na zacho­wa­nia nas, ludzi, to wydaje mi się, że irra­cjo­nal­ność jest po prostu częścią nas, na dobre i na złe.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Powtórzę się raz jeszcze. Nie chodzi o naukow­ców, naukowcy to tylko przykład grupy spo­łecz­nej, która powinna być wysłu­chi­wana przy bardzo wielu okazjach; choćby tych przy­wo­ła­nych w tekście. A czy mam wyide­ali­zo­wany obraz uczonych? Ewi­dent­nie nie czytałeś moich, dość oso­bi­stych wynurzeń na temat mojej drugiej uczelni. Jak to ująłem: “zaorać i postawić hiper­mar­ket, będzie więcej pożytku”. Choćby ze względów finan­so­wych, ale i orga­ni­za­cyj­nych, wiele polskich placówek to sie­dli­ska pato­lo­gii. Niemniej, na każdej można spotkać spe­cja­li­stów w swoich dzie­dzi­nach, których zdanie może (nie musi, ale może) być o wiele cen­niej­sze od eta­to­wego polityka lub cele­bryty.

      “Wybit­ność inte­lek­tu­alna nie zawsze musi iść w parze z pra­wo­ścią postę­po­wa­nia. Ktoś może
      być świetnym mate­ma­ty­kiem a jed­no­cze­śnie gnojem w życiu codzien­nym i ter­ro­ry­zo­wać
      żonę, ktoś może być genial­nym chi­rur­giem i jed­no­cze­śnie łapów­ka­rzem. Czy lekarz
      biorący łapówki, będzie szczę­śliwy, kiedy podejmie się próbę ich ogra­ni­cze­nia?
      Czy nie postawi na szali całego swojego auto­ry­tetu żeby się wybielić?”

      Cał­ko­wita zgoda. Ale to nie jest pytanie skie­ro­wane do mnie, bo nigdy czegoś takiego bym nie postu­lo­wał. Po pierwsze, jeśli zakła­damy z góry grzesz­ność danych osób, to idąc tą logiką tworzymy świat, w którym nie warto roz­ma­wiać z nikim. Oso­bi­ście wolę uznawać ludzi za nie­win­nych dopóki nie udowodni im się winy. Po drugie, właśnie sęk w tym, że nawet ten łapów­karz, agresor czy cham, nadal może być auto­ry­te­tem w kwe­stiach zwią­za­nych z medycyną, bo jego niecne uczynki nie uchy­biają jego wiedzy. Nikt nie musi być auto­ry­te­tem “ogólnym”. Z drugiej strony auto­ry­tet moralny może być naprawdę kiepskim spe­cja­li­stą w danej dzie­dzi­nie.

      “a przecież nigdy tak nie jest, politycy działają na tak szerokim polu spo­łeczno – gospo­dar­czym, że raz mogą podej­mo­wać decyzje lepsze a raz gorsze”

      Jak naj­bar­dziej, ale jed­no­cze­śnie nigdy to nie będą decyzje opty­mal­nie dobre. Imma­nentną cechą polityka jest to, że dla zdobycia władzy musi zado­wo­lić sporo osób, a tego przy milio­nach oby­wa­teli zrobić się abso­lut­nie nie da. To oznacza, że nawet mając dobre intencje, wytrawny polityk zawsze będzie cen­tro­wał to co sam uważa za słuszne, tak aby nie utracić swojego elek­to­ratu. Kiedy więc gros poli­ty­ków opozycji twierdzi, że państwo nie stać na program socjalny, musi zmienić zdanie widząc w son­da­żach, że połowa narodu nie da go sobie odebrać.

      “naj­lep­sze jest to, że naj­mą­drzej­szy profesor często nie jest w stanie ocenić, jakie takie decyzje będą miały skutki w przy­szło­ści”.

      To, że nikt nie ma złotej kuli, nie jest argu­men­tem. Krótka piłka: większą wartość dla reformy wymiaru spra­wie­dli­wo­ści ma opinia poli­to­loga po licen­cja­cie, czy uchwała kapituły uni­wer­sy­tetu, pod­pi­sana przez 20 pro­fe­so­rów prawa? Żyjemy w absur­dal­nym świecie, w którym drugi z tych głosów przemyka niemal nie­zau­wa­żony.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Asiek

    Uważam, że nie tylko na arenie poli­tycz­nej rozgrywa się walka pt. “moje zdanie jest waż­niej­sze bo moje”. Brak dystansu, a co za nim, kry­tycz­nego myślenia o sobie i o innych to domena nie tylko poli­ty­ków ale też prze­cięt­nego “Kowal­skiego”. Myślę, że bierze się to z tak pier­wot­nego uczucia jakim jest strach pod wpływem którego rzucamy się do ucieczki bądź podej­mu­jemy rękawicę. Lęk przed obu­dze­niem się poza mydlaną bańką, którą ktoś, bądź my sami, nadmu­cha­li­śmy i w której wygodnie nam żyć, bo jest to coś, co znamy. Wyjście poza strefę komfortu ozna­cza­łoby w tym przy­padku utratę, a kto w dzi­siej­szym świecie chciałby tracić? Ironią całej sytuacji jest fakt, że właśnie owe wyjście byłoby dla nas war­to­ścią dodaną, czymś co byśmy zyskali, ale tutaj potrzebna jest chęć do zmiany, co gryzie się z dotych­cza­so­wym prze­by­wa­niu w kożuszku uszytym z stale powta­rza­nych “dogmatów”, w którym przecież jest nam tak cie­plutko i wygodnie, czyż nie?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Sean Thingy

      “Ironią całej sytuacji jest fakt, że właśnie owe wyjście byłoby dla nas war­to­ścią dodaną, czymś co byśmy zyskali” — może tak, może nie, już na tym etapie tworzysz pewne zało­że­nia lub prze­ma­wia przez Ciebie jakieś tam osobiste prze­ko­na­nie. W dodatku na tyle ogólnie sfor­mu­ło­wane, że trudno z nim pole­mi­zo­wać. Ale jeśli znaj­du­jesz się w namiocie, masz zapasy żywności, a wokół szaleje zamieć, to wyjście ze strefy komfortu nie­ko­niecz­nie jest rozsądne, prawda? Można podać przy­kłady czegoś wręcz prze­ciw­nego, ale o to mi właśnie chodzi, że samo stwier­dze­nie nie­ko­niecz­nie musi być praw­dziwe.
      Jestem na tyle stary (o ile to kwestia wieku), że częściej niż kiedyś widzę plusy dodatnie i plusy ujemne, mam coraz więcej różnych wąt­pli­wo­ści. Akurat o Macie­re­wi­czu, Szyszce czy innych tuzach inte­lektu (bo głownie do nich zapewne pije autor) mam jasne zdanie, ale to nie zawsze ma się do czy­nie­nia z ewi­dent­nymi szkod­ni­kami, o wiele częściej jest coś za coś.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Q

    A ja powiem tyle:
    Coper­ni­cus Festival w 2017 roku motywem prze­wod­nim spotkań, debat i wystaw były emocje.
    Wieczór należał do pro­fe­sora Antonia Damasio, który wygłosił wykład w którym udo­wad­niał kluczową rolę emocji zarówno w naszym rozwoju psy­cho­fi­zycz­nym, jak i cywi­li­za­cyj­nym.

    Nigdy nie­by­li­śmy racjo­nali nigdy nie byliśmy logiczni.
    Emocje rządą i tyle.
    Wszycy jesteśmy kana­liami.
    Nigdy nie będzię auto­ry­tetu ludzie mają gdzieś co kto powie.
    Robimy wszytko by czuć się dobrze a nie źle i to jest prio­ry­tet.
    Nie ważne czy będzie to logicz­nie czy nie, działasz tak by ci było dobrze.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • lemat666

      Takie rady­kalne tezy są bardzo chwy­tliwe i atrak­cyjne, naj­pew­niej dlatego, że uprasz­czają nam wizję rze­czy­wi­sto­ści. Naj­czę­ściej jednak rze­czy­wi­stość okazuje się bardziej skom­pli­ko­wana. Na pewno jesteśmy w jakimś (większym lub mniej­szym) stopniu racjo­nalni. A tezy, które przed­sta­wi­łeś prowadzą do para­dok­sów. Po pierwsze, nie byli­by­śmy w stanie rozwijać mate­ma­tyki i logiki. Po drugie, nie roz­wi­ja­li­by­śmy zachowań, które pozwa­lają nam prze­trwać (np. nie nauczy­li­by­śmy się siać w odpo­wied­niej porze roku). Po trzecie, nie byli­by­śmy w stanie oceniać faktów pod kątem ich obiek­tyw­no­ści. Po czwarte, naukowcy nie byliby w stanie sfor­mu­ło­wać tezy, że postę­pu­jemy nie­ra­cjo­nal­nie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.stratfor.com/ Halder

    Wydźwięk tego wpisu żywcem przy­po­mina program Naro­do­wej Demo­kra­cji w 2. połowie XIX wieku 😉 Trudno się nie zgodzić, że aby spo­łe­czeń­stwo rze­czy­wi­ście stało się dojrzałe to musi się polityką zain­te­re­so­wać. Pozy­ski­wać infor­ma­cje, ana­li­zo­wać, myśleć nad tym co się wokół dzieje i czym jest np. racja stanu, postawa oby­wa­tel­ska i jak się robi praw­dziwą politykę. Mniej emocji, a więcej rze­czo­wo­ści. Tyle tylko, że to wymaga zakro­jo­nej na szeroką skalę akcji edu­ka­cyj­nej albo bardzo głę­bo­kiej reformy systemu edukacji, która wpoi pewne nawyki poznaw­cze tzw. prze­cięt­nym ludziom. Pytanie czy to politycy tak nami mani­pu­lują czy są po prostu odpo­wie­dzią na spo­łeczne zapo­trze­bo­wa­nie na proste wyja­śnie­nia, kulturę obraz­kową i czarno-białe przed­sta­wia­nie sytuacji — bo tak łatwiej?

    Inna sprawa, że jeśli przyjąć — w teorii przy­naj­mniej poprawną — sugestię, że naj­le­piej na sprawach np. zdrowia będzie znał się lekarz, biolog, far­ma­ceuta czy ogólnie osoba wykształ­cona pod tym kątem i tak samo ma być w innych dzie­dzi­nach to pośred­nio wpro­wa­dza to poważne ogra­ni­cze­nia w systemie demo­kra­tycz­nym. Od siebie zaznaczę, że nie jestem zwo­len­ni­kiem tego ustroju, ale ogólne prze­ko­na­nie spo­łeczne jest takie, że “nie jest to naj­lep­szy ustój, ale lepszego nie wyna­le­ziono” i więk­szość roz­wi­nię­tych krajów się go trzyma. No bo jeśli o zdrowiu będą decy­do­wali bio­lo­go­wie, o sprawach obron­no­ści wojskowi, o infra­struk­tu­rze inży­nie­ro­wie-budow­lańcy, o szkol­nic­twie nauczy­ciele i peda­go­dzy i tak dalej, to zdanie zwykłego czło­wieka, który przecież ma raczej jedną życiową spe­cja­li­za­cję (o ile w ogóle ma…) nie będzie nic znaczyło. W myśl zasady: “nie ma pan wykształ­ce­nia ani doświad­cze­nia zawo­do­wego w kierunku prawa, więc po co w ogóle zabiera pan głos w sprawie kon­sty­tu­cji, try­bu­nału i władzy sądow­ni­czej?”.
    Być może nie jest to zła per­spek­tywa, bo prowadzi do two­rze­nia rządów na kształt teo­kra­cji, gdzie rząd jest kom­ple­to­wany ze spe­cja­li­stów w danych dzie­dzi­nach tylko wtedy trzeba by przestać się bawić we frazesy typu “wolność słowa”, “prawa oby­wa­tel­skie” czy “równość i tole­ran­cja”. To mogłoby być inte­re­su­jące 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Agrest

    Szczerze mówiąc: nie inte­re­suję się za bardzo polityką. Jestem zaledwie lice­ali­stą — co mi do spraw “doro­słych panów i pań”… Sprawy, które przed­sta­wił Pan w tym wpisie są dla mnie mocno abs­trak­cyjne. Nie sądziłem, że poziom inte­lek­tu­alny ludzi “u władzy” jest tak niski (wiem że sprawa dotyczy tylko poszcze­gól­nych jed­no­stek, ale samo to, że te osoby się dostały do sejmu o czymś świadczy…). To jest bardzo smutne, że pozwa­lamy takim osobom decy­do­wać o naszym losie i w ogóle życiu. Niestety często jestem świad­kiem podobnej postawy, do tej o której Pan napisał. Mam 16 lat i powi­nie­nem już móc wygła­szać swoje opinie spo­łe­czeń­stwu. Zwykle jednak boję się roz­ma­wiać, bo moje poglądy z dużą pew­no­ścią zostaną sko­men­to­wane słowami typu: “Dziecko… Ty nie wiesz nic o życiu. Zajmij się lepiej nauką”. To nie prawda, że osoba w moim wieku jest jeszcze dziec­kiem chro­nio­nym przez rodziców. Wiem wiele o Świecie i jego funk­cjo­no­wa­niu. ale nikt nie bierze tego “na poważnie”. Ciekawym jest fakt, że jako dziecko nie mogę powie­dzieć otwarcie, iż nie zgadzam się z jakimś dorosłym, bo zostanę wyśmiany. Muszę słuchać opinii dorosłych(nieważne jak absur­dalne dla mnie są) i “siedzieć cicho”. Zacho­wy­wać się “przy­zwo­icie”… Nato­miast lubię słuchać opinii osób inte­li­gent­nych. Jeśli są dobrze uar­gu­men­to­wane, to mogą zmienić moją postawę na lepszą. Chyba na tym powinna polegać rozmowa inte­li­gent­nych istot, jakimi są ludzie, prawda?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • arthy

      Gdybyś był sztan­da­ro­wym przed­sta­wi­cie­lem naszej mło­dzieży to jeszcze widział­bym przy­szłość dla narodu.
      …ale nie jesteś 🙁

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie myśl o sobie w kate­go­rii “zaledwie” lice­ali­sty. Jesteś już lice­ali­stą. Uczyłem w szkole, również WoS, i ze smutkiem patrzy­łem jak prawie dorośli ucznio­wie nie wyka­zy­wali niemal żadnego zain­te­re­so­wa­nia wyda­rze­niami bie­żą­cymi. A przecież to ludzie, którzy lada dzień uzyskają prawa wyborcze, od których należy przy­szłość.

      “Mam 16 lat i powi­nie­nem już móc wygła­szać swoje opinie spo­łe­czeń­stwu”.

      Dys­kre­dy­to­wa­nie kogoś przez wiek nie różni się niczym od kla­sycz­nego argu­men­to­wa­nia ad personam i się nie skończy się nagle, gdy uzyskasz peł­no­let­ność. Wierz mi, że nawet 30-latek może być nazwany gów­nia­rzem, jeśli star­szemu rozmówcy kończą się argu­menty. 🙂 Oczy­wi­ście, prawdą jest, że nasto­la­tek nie posiada jeszcze doświad­cze­nia życio­wego, ale to nie oznacza, że nie jest w stanie logicz­nie ana­li­zo­wać rze­czy­wi­sto­ści. A to co powinien zrobić dorosły, to właśnie podjęcie rękawicy i wyka­za­nie się sensowną argu­men­ta­cją. Tak aby wskazać młodemu w kon­kretny sposób man­ka­menty jego rozu­mo­wa­nia. Jeśli tego nie potrafi, to świadczy tylko o nim. A w naszej kulturze wielu zapomina, że młody głupiec nie zmienia się z wiekiem auto­ma­tycz­nie w mędrca, lecz naj­czę­ściej… w starego głupca. Zwłasz­cza, ze to młodzi zmie­niali świat, zarówno w sferze nauki jak i polityki.

      “Nie sądziłem, że poziom inte­lek­tu­alny ludzi “u władzy” jest tak niski (wiem że sprawa dotyczy tylko poszcze­gól­nych jed­no­stek, ale samo to, że te osoby się dostały do sejmu o czymś świadczy…)”.

      Och, akurat poziom inte­lek­tu­alny o dziwo nie jest tu naj­więk­szą bolączką. Podej­rze­wam, że wielu tak naprawdę wcale nie brakuje bystro­ści umysłu, tyle tylko, że cynicz­nie grają pod publiczkę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Robe­spiere

        Naj­wiek­sze rewo­lu­cje wyło­wy­wali lice­ali­ści i studenci;) pamiętaj o tym, kiedy będziesz chciał następ­nym razem pocią­gnąć ludzi za swoją opinią

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kubana44

    Pełna zgoda z Autorem. Polecam również dokument “Best of Enemies” — dyskusja o polityce na wysokim poziomie w 1968 roku. Człowiek chciałby aby po 50 latach poziom był już wyższy ale niestety …
    Ten problem to nie tylko Polska ale również Trump popie­ra­jący anty­wacki i wiele innych anty­nau­ko­wych oso­bi­sto­ści.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

    No niestety tak to wygląda. Mamy roz­ma­wiać w TV o Ważnej Spo­łecz­nie Sprawie, kogo zapro­simy? Polityka, który ostatnio poruszył ten temat. Kto będzie drugim rozmówcą? Ponieważ chcemy być mediami bez­stron­nymi, zapro­simy polityka z opozycji. Żaden profesor socjo­lo­gii, kli­ma­to­log czy eko­no­mi­sta już się nam nie zmieści, zresztą gdybyśmy go zapro­sili, to pewnie zgo­dziłby się z którymś z tych dwóch poli­ty­ków, co prze­wa­ży­łoby argu­men­ta­cję na jedną szalę, a przecież chcemy być bez­stronni, no nie?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Michał

    Świetny artykuł, dziękuję za poru­sze­nie tego tematu. Rze­czy­wi­ście mamy obecnie sytuację, gdzie ludzie boją się roz­ma­wiać o polityce, poruszać “trudne” tematy. Sam w pracy często jestem świad­kiem, gdzie ludzie podczas dyskusji boją się poruszyć tematy pozornie poli­tyczne, tzn. szcze­pionki, reforma sądow­nic­twa, protest lekarzy rezy­den­tów, itd. Zwykle taka dysputa kończy się wtedy praw­do­po­środ­ko­wi­zmem, czyli “a nie ma co o tym gadać, prawda pewnie leży pośrodku”, itp. I mamy wtedy takie “zgniłe jajo” przez Ciebie wspo­mniane.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • arthy

    amen

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Maciej Badowicz

    Inną formą knebla jest współ­cze­śnie “szu­flad­ko­wa­nie”. Przy­pi­sy­wa­nie zbioru poglądów tylko dlatego, że ktoś akcep­tuje nawet jedną teorię ze zbioru, nie­ko­niecz­nie pozo­stałe. To też forma knebla- spro­wa­dze­nie rozmówcy do zbioru pojęć które emo­cjo­nal­nie, rzadko racjo­nal­nie, stanowią fun­da­ment bez­re­flek­syj­nego podej­ścia i pozwa­lają na “zamknię­cie” kogoś w znanych sobie ramach.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Natalia Inguna Wegner

    Bardzo popieram osoby zaj­mu­jące się nauką i dzie­dzi­nami nie­po­li­tycz­nymi gdy mają zdanie na temat polityki. I zgadzam się z autorem że robienie z ważnych tematów spo­łecz­nych tematu “polityki = śmier­dzą­cego jaja” zalatuje metodami goeb­bel­sow­skimi. Jednak aby powyższa wypo­wiedź nie miała tylko cha­rak­teru agitacji poli­tycz­nej okra­szo­nej racjo­na­li­zmem (kry­ty­kuję to z obu stron). I żeby zachowac tzw. higienę obiek­tyw­nej racjo­nal­nej wypo­wie­dzi zapytam o kilka frazesów jakie zostały umiesz­czone w tekście.

    1.“najmniej sły­szalny okazał się głos wydzia­łów prawa czo­ło­wych polskich uni­wer­sy­te­tów” — co oznacza “najmniej sły­szalny”? Czego brakuje temu głosowi?
    2. “nikogo nie inte­re­so­wała opinia peda­go­gów” — kogo i w jaki sposób miała inte­re­so­wać? Przy­kłady? Argument?
    3.“prof. Jerzy Bralczyk poddał analizie brutalny język współ­cze­snych elit” — czy nie była to analiza poje­dyn­czych poli­ty­ków? Na jakiej pod­sta­wie dokonał wyboru?
    Nie chcę bynaj­mniej atakować ale zwrócić uwagę jak łatwo można popaść w hipo­kry­zję broniąc słusz­nego thesis 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      1. Śle­dzi­łem bardzo uważnie temat z uwagi na swoje wykształ­ce­nie, oglą­da­łem wia­do­mo­ści, czytałem artykuły i przede wszyst­kim słu­cha­łem debat sej­mo­wych, również w komi­sjach. Na wzmiankę o uchwa­łach uni­wer­sy­te­tów trafiłem bodaj trzy­krot­nie i zawsze miały one cha­rak­ter cie­ka­wostki. Nawet media “opo­zy­cyjne” nie potra­fiły z czegoś takiego zrobić ważnego tematu, nakręcić poważ­nego mate­riału. Po prostu odno­to­wały fakt, że UŚ, UW czy UJ też wyraziły sprzeciw. Ilu oby­wa­teli miała szanse zapoznać się z treścią tych apeli?
      2. Kogo? Oczy­wi­ście MEN oraz Sejm. W ostat­nich latach per­ma­nent­nie unika się u nas wysłu­cha­nia publicz­nego, zapro­sze­nia samych zain­te­re­so­wa­nych do sejmu czy do mini­ster­stwa i udzie­le­nia im głosu. Reforma edukacji została dokonana wbrew opiniom dyrek­to­rów szkół oraz samych peda­go­gów.
      3. To była przede wszyst­kim analiza kon­kret­nych wypo­wie­dzi. Sądzę, że do tekstu o bru­ta­li­za­cji języka wybiera się cytaty, które tę bru­ta­li­za­cję pokazują. Chyba, że masz na myśli, dlaczego profesor nie wybrał np. wypo­wie­dzi z każdej partii. IMO to kolejny błąd wmówiony nam przez poli­ty­ków. Silenie się na fikcyjną bez­stron­ność. To pokłosie tych samych sche­ma­tów, o których wspo­mi­nam w artykule.

      “Nie chcę bynaj­mniej atakować ale zwrócić uwagę jak łatwo można popaść w hipo­kry­zję broniąc słusz­nego thesis :)”

      Rozumiem, mam nadzieję, że odpo­wiedź satys­fak­cjo­nuje. Niestety w samym tekście nie ma miejsca na to, żeby roz­wo­dzić się nad każdym przy­kła­dem z osobna.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Piotr Juszczyk

        “Sądzę, że do tekstu o bru­ta­li­za­cji języka wybiera się cytaty, które tę bru­ta­li­za­cję pokazują”
        Źle autor sądzi. Obiek­tyw­ność każe zawiesić każdy osąd w rze­czy­wi­stej prze­strzeni a nie wybranej do tego aby coś osądzić.
        Jak się dobiera przy­padki do swojej tezy to nie jest to metoda naukowa ale publi­cy­styczna.
        O bru­ta­li­za­cji języka można mówić dopiero mając jakieś odnie­sie­nie do stanu nor­mal­nego.
        Nie wątpię że prof. Bralczyk jako mądry człowiek tego dokonał. Ale o tym ani śladu w prze­my­śle­niach autora.
        Tak więc doce­nia­jąc autorski wkład “Autora” w popu­la­ry­za­cję nauki jed­no­cze­śnie należy pod­kre­ślić: bliżej mu Cej­row­skiego i Cho­jec­kiego (nie młodej Cho­jec­kiej bo ta wyglądem nadgania) niż mu się wydaje.
        Jeśli zaś autor myśli że daleko mu do Cej­row­skiego to trzeba go chyba w tym mnie­ma­niu zostawić i nie psuć mu humoru 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Bru­ta­li­za­cja jest jednym pro­ble­mem, innym jest anal­fa­be­tyzm wtórny. Prze­ciętny obywatel nawet krót­kiego artykułu nie jest niestety w stanie prze­czy­tać ze zro­zu­mie­niem. Co gorsza, nawet nie potrafi objąć jeszcze krót­szego komen­ta­rza, do którego się odnosi. A w tymże komen­ta­rzu pada stwier­dze­nie, że tekst nie jest miejscem na roz­wa­ża­nia o “bru­ta­li­za­cji języka” — bo… nie to jest jego tematem. Tak więc autor nie dokonał tu żadnego “badania”, które miałoby sprostać zasadom metody naukowej, a jedynie odniósł się do potrak­to­wa­nia prof. Bral­czyka. Zaś sam niniej­szy tekst jest felie­to­nem, nie arty­ku­łem naukowym, co jest kolejną oczy­wi­sto­ścią.

        Powtórzę więc raz jeszcze, ale wyraź­niej: proszę, myśl nad tym co piszesz i odnoś się do treści tekstu. Jeśli go nie zro­zu­mia­łeś lub okazał się za trudny, to prze­czy­taj go raz jeszcze, wolniej, bądź po prostu zapytaj w razie wąt­pli­wo­ści. Ale imputuj i nie zmyślaj.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • michaJlS

    To był jeden z czyn­ni­ków, które dopro­wa­dziły do Brexitu, a wypo­wiedz M.Gove’a “people in this country have had enough of experts” zrobiła niemałą karierę i zapewne będzie jeszcze nie raz przy­wo­ły­wana w różnych dys­ku­sjach nt. rozwodu Wlk Brytanii i UE. Także nie jest to tylko nasz problem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Skate

    Twoje entu­zja­styczne podej­ście do zwięk­sze­nia udziału naukow­ców w debacie publicz­nej
    mnie nastro­iło w sumie pesy­mi­stycz­nie, ponieważ to wcale nie musi zwięk­szyć
    roz­wią­zal­no­ści naj­bar­dziej palących pro­ble­mów.

    Nauka nie udzieli nam odpo­wie­dzi na wiele kwestii, albo nie udzieli odpo­wie­dzi
    jed­no­znacz­nej, albo udzieli odpo­wie­dzi nie do zaak­cep­to­wa­nia przez część
    zain­te­re­so­wa­nych. Może nawet znajdzie genialne roz­wią­za­nie, ale nie do
    speł­nie­nia ze względów eko­no­micz­nych. Poza tym trudno jest ocenić, jaki
    wpływ na przy­szłość będą miały obecne zmiany i decyzje. Nasze życie i cała
    cywi­li­za­cja jest tak złożona, że nie wszystko da się zmierzyć, zbadać i znaleźć
    salo­mo­nowe roz­wią­za­nie. I właśnie w tym momencie do dyskusji mogą włączać się
    ludzie repre­zen­tu­jący jakieś grupy interesu, czy też chcący zwrócić na siebie
    uwagę i zagrzmieć – (skoro nauka nie da nam odpo­wiedz) to MY wskażemy wam
    właściwą drogę.

    Zapewne warto dążyć do pro­po­no­wa­nego przez ciebie ideału, cho­ciażby dlatego, aby debata nie
    została cał­ko­wi­cie zdo­mi­no­wana przez hochsz­ta­ple­rów. Pewnie zwiększy to jakość dyskusji
    ale nie musi przy­bli­żyć nas do roz­wią­za­nia pro­ble­mów.

    Na koniec przy­szedł mi do głowy taki humo­ry­styczny sce­na­riusz:
    Do studia zapro­szony został profesor fizyki jądrowej, aby wypo­wie­dział się o wadach i zaletach
    budowy wspo­mnia­nej przez ciebie elek­trowni atomowej, na koniec programu
    pro­wa­dzący dzien­ni­karz podkręci napięcie i zada pytanie:
    — Ale panie pro­fe­so­rze, nich pan tak szczerze powie, czy pro­mie­nio­wa­nie jest śmier­tel­nie
    nie­bez­pieczne dla ludzi?
    — tak, ale…
    — i tym smutnym akcentem musimy zakoń­czyć nasz program

    Barwny, hała­śliwy cele­bryta lepiej sprzeda się w mediach niż naj­mą­drzej­szy uczony, ale to już jest kwestia zło­żo­no­ści
    ludzkiej natury, gdzie pier­wia­stek racjo­nalny często jest gdzieś na odległym miejscu wypie­rany przez bardziej wsty­dliwe cechy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Adam Kotucha

    Mam wrażenie jakby więk­szość dys­ku­tan­tów nie zro­zu­miała tezy artykułu. Nie chodzi o “przy­zna­wa­nie racji” czy “słu­cha­nie” (w rozu­mie­niu “słu­cha­nie się”) auto­ry­te­tów. Chodzi o to, że ludzie z grona aka­de­mic­kiego, arty­stycz­nego itd. itp. — szeroko pojęci “eksperci” — w debacie publicz­nej mają szerszy wachlarz, inte­re­su­ją­cych argu­men­tów, które możemy rozważyć. W żaden sposób nie dys­kwa­li­fi­kuje to demo­kra­cji, w żaden sposób nie wpro­wa­dza tec­no­kra­cji, w żaden sposób nie czyni aka­de­mi­ków bogami itp. — po prostu, włączam TV by usłyszeć argu­menty, których osoba X jako spe­cja­li­sta ma 10–15, w mediach zdąży wyre­cy­to­wać 5, a polityk ma 3–5 z przekazu partii, zdąży wyre­cy­to­wać 2. Ja od dawna chętniej oglądam programy eks­perc­kie, ewent. “dzien­ni­kar­skie” choć tu jest już gorzej, niż infor­ma­cyjne czy publi­cy­styczne. Dodajmy do tego jeszcze, że media pchają nam jako auto­ry­tet np. spor­tow­ców. W dzie­dzi­nie sportu ok, ale co ma RL do zara­bia­nia na rynkach kapi­ta­ło­wych, albo była mistrzyni olim­pij­ska do nacjo­na­li­stycz­nych doktryn poli­tycz­nych czy historii II WŚ??

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Dziękuję!

      To jest w ogóle nie­sa­mo­wita sprawa, ile podczas czytania nasze mózgi potrafią dodać od siebie. Wła­ści­wie niemal zawsze kiedy tekst dotyczy tezy świa­to­po­glą­do­wej znajdzie się gros osób, które zauważą w nim tezę, której w niej nie zawarłem. Z drugiej strony nie ma co się obrażać, bo przy­naj­mniej ziarno zostało rzucone i toczy się dyskusja. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jerzy Rzy­mow­ski

    Mówi się, że naj­więk­szym sukcesem diabła było wmó­wie­nie ludziom, że nie istnieje. Ja do tego dodaję, że naj­więk­szym sukcesem poli­ty­ków było wmó­wie­nie ludziom, że są im potrzebni.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sayuri-san

    Obrzy­dze­nie polityką chyba jest zako­rze­nione na dobre w naszym narodzie i będzie zapewne do czasu, kiedy umrze skażone PRLem poko­le­nie (chociaż, nie oszu­kujmy się, w każdym takim systemie są jed­nostki, które myślą), a i tak pewnie znajdzie się jeszcze ktoś z myśle­niem ze śre­dnio­wie­cza. Sama przy­znaję, że czasami po prostu tego poli­tycz­nego bełkotu słuchać się NIE DA i pasuję w kon­fron­ta­cji z tymi bzdetami. A jakie­kol­wiek wytłu­ma­cze­nie szaremu Kowal­skiemu dlaczego się nie zgadzam, niestety kończy się na tym, że jestem za młoda i nie rozumiem (doty­czyło to chyba afery sądow­ni­czej) a stu­dio­wa­nie prawa wyprało mi mózg. Także wiecie, lepiej pokrzy­czeć na tele­wi­zor, niż posłu­chać kogoś kto ma jakieś podstawy by tak sądzić. Bo mam wrażenie, że dziś jest moda na szka­lo­wa­nie WSZYSTKIEGO. Wczoraj byliśmy czerwoni, to dziś bądźmy zieloni, bo tak. I zawsze jest te “bo tak” — po co się mieszać, po co? Nie mamy na to wpływu… Może kiedyś nauczymy się, jak się “obsłu­gi­wać” demo­kra­cją 🙂
    Pasuje tutaj idealnie wywiad z bodajże “Dzień Dobry TVN”, gdzie “polska Barbie” sądzi. że uważa lepiej od wykształ­co­nego chirurga pla­stycz­nego 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kondredd

    Ogólnie się zgadzam z jednym małym zastrze­że­niem. Czasem to, że ktoś poświę­cił czemuś lata życia, może akurat mącić moż­li­wość obiek­tyw­nego spoj­rze­nia. Jeśli ktoś zajmuje się czymś bardzo długo, a następ­nie staje przed dowodem, że nie ma to więk­szego sensu, to czło­wie­kizm i dysonans poznaw­czy zapewne spo­wo­dują coś w rodzaju reakcji “Co? ta woda nie jest zimna, tylko gorąca? Może i doko­na­li­ście pomiaru, ale ter­mo­metr musiał być zepsuty!”. Przy­kła­dem mogą być np. apo­lo­geci psy­cho­ana­lizy, będącej w dużej mierze pseu­do­nauką i wrzodem na zdrowym ciele naukowej psy­cho­lo­gii.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Arek Wit­t­brodt

    Dopiero teraz zna­la­złem czas, aby prze­czy­tać ten artykuł.

    Jedyne co chcę powie­dzieć, to że mogę podpisać się pod pana tekstem obiema rękami i nogami.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Paweł L

    “To jest w ogóle nie­sa­mo­wita sprawa, ile podczas czytania nasze mózgi potrafią dodać od siebie” i ja niestety też muszę dodać coś od siebie. Na początku powiem tylko że Twoja strona jest dla mnie czymś cał­ko­wi­cie wyjąt­ko­wym, myślę że prze­czy­ta­łem więk­szość arty­ku­łów które się na niej znajdują i za każdym razem z czystem sumie­niem polecam ją każdemu kogo inte­re­suje ota­cza­jący naś świat, pomimo tego że zawodowo jest w zupełnie innym miejscu.

    Niestety, jak to przy tematach zwią­za­nych z polityką bywa, po prze­czy­ta­niu Twojego artykułu i chwili czasu muszę zwe­ry­fi­ko­wać trochę obraz Ciebie w swojej głowie.

    “Żywię nadzieję, że czy­tel­nik zain­te­re­so­wany nauką uważa się za racjo­na­li­stę, szczyci swym scep­ty­cy­zmem i nie chce tak funk­cjo­no­wać.” No właśnie, dodałbym jeszcze “obiek­ty­wi­zmem” bo niestety z jednej strony pró­bu­jesz pokazać ogólną i uni­wer­salną wartość swoich tez, a z drugiej cały czas walisz w jedną stronę tego poli­tycz­nego rynsz­toka — w stronę która jestem prze­ko­nany jest w dużej mierze złożona z Twoich wiernych czy­tel­ni­ków. Parę cytatów.

    “Gdy wydziały biologii UŚ czy UJ wykazały scep­tycyzm wobec wycinki Puszczy Bia­ło­wie­skiej, pośpiesz­nie przy­pięto im łatkę eko­terrorystów i sym­pa­ty­ków opozycji” — doczy­ta­łeś dokład­niej kto na tych wydzia­łach? Czy poszu­ka­łeś naukow­ców (również auto­ry­te­tów) którzy mają na ten temat inne zdanie i przy­kleja im się łatkę debili w innych mediach? Nie… Piszesz o jednej stronie sporu.

    “wprost nie­wia­ry­god­nie wygod­nych warunków dla rzą­dzą­cych mani­pu­lan­tów. Możemy wyga­dy­wać totalne far­ma­zony, a gdy jaka­kol­wiek obeznana osoba zwróci uwagę na naszą igno­rancję, to wystar­czy zarzucić jej mie­sza­nie się w politykę” — czyli od 2 lat rządzą nami mini­pu­la­to­rzy, a może dla rów­no­wagi do wcze­śniej­szego cytatu opozycja i ich maniu­pla­cja w śro­do­wi­sku jej przy­chyl­nych mediów? Niestety nie…

    “a do tele­wi­zji publicz­nej zaprasza się anty­nau­kow­ców.” — znowu to samo i zakładam że to jest takie ogólne stwier­dze­nie że tak się dzieje i już i w tele­iw­zji publicz­nej. Tele­wi­zje z drugiej strony barykady zapra­szają same persony dosko­nałe w swojej czy­sto­ści i eks­tre­mal­nie wręcz racjo­nalno-obiek­tywne, praw­dzi­wych naukow­ców tylko i wyłącz­nie.

    “Gdy poru­szany jest wątek glo­bal­nego ocie­ple­nia, nie może się obyć bez udziału Janusza Korwin-Mikkego” (a dlaczego nie na przykład Pana Szum­le­wi­cza który równie często gada na ten sam temat tylko troche inne głupoty — bo jest z lewej strony?).
    “Gdy pojawia się temat euta­na­zji bądź aborcji, etatowym gościem wszyst­kich kanałów staje się zło­to­usty Wojciech Cej­row­ski.” — a dlaczego nie Pani Płatek albo (jak rozumiem) praw­dziwy nauko­wiec Pani Środa ?
    No właśnie…
    Dlatego że w całej swojej racjo­nal­no­ści i inte­li­gen­cji nikogo nie omija cha­rak­ter, tem­pe­ra­ment, osobowść które kształ­tują się w kon­kretny sposób, zakładam że u Ciebie inny niż u mnie, jestem prawie pewien że tak jest. Moim zdaniem nauka zawsze będzie powią­zana z religią i trans­cen­den­cją, a religia z oso­bo­wo­ścio­wym ukształ­tow­niem spo­łe­czeń­stwa — i tutaj nie chce prze­sa­dzić bo nie o tym pisałem w tym artykule, ale wydaje mi się że dla Ciebie nauka to jest absolut, a o zdanie trzeba pytać naukow­ców bo są naukow­cami. Correct me if Im wrong.
    I możemy tak samo siebie podzi­wiać za prze­ni­kli­wość, inte­li­gen­cję to jednak jak czytam Twój stron­ni­czy w mojej opinii artykuł to nie potrafie zro­zu­mieć dlaczego akurat tą stronę sporu wybie­rasz.
    Tyle ode mnie. Dzięki

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Czymże jest obiek­ty­wizm, o którym wspo­mi­nasz? Silenie się na wycen­tro­wa­nie wszyst­kiego? Nie, to tylko two­rze­nie iluzji. Twój komen­tarz np. z obiek­ty­wi­zmem nie ma nic wspól­nego, dokład­nie z tych samych powodów, z których subiek­ty­wizm istnieje w moim tekście. To zupełnie inny temat, którego tu jednak nie poru­sza­łem: ja nie mam obo­wiązku być obiek­tyw­nym. Sam felieton z defi­ni­cji polega na prze­ka­zy­wa­niu subiek­tyw­nych myśli i odczuć. Sam mój apel o słu­cha­nie eks­per­tów jest subiek­tywny, bo przecież ktoś może uważać, że np. polityk bez dyplomu wie zawsze lepiej. Co więcej, nie uważam tego za coś złego. Rzecz w tym aby tworzyć subiek­tywne sądy w oparciu o możliwie obiek­tywne prze­słanki.

      Reszta pytań to już wyłącz­nie Twoje domysły, oparte oczy­wi­ście o pełną stron­ni­czość, która każe Ci rościć sobie takie a nie inne pre­ten­sje. Ale oczy­wi­ście masz do tego prawo. Kiedy pytasz o to “Dlaczego czepiasz się Iksiń­skiego, a nie Kowal­skiego!” to właśnie dajesz wyraz swoich sympatii i anty­pa­tii. A odpo­wiedź jest prosta: na tematy które mnie inte­re­so­wały jak ewolucja lub globcio wypo­wia­dali się Cej­row­ski i Korwin, a nie Środa czy Płatek, które to panie jedynie kojarzę z nazwiska. Czy powie­działy coś idio­tycz­nego? Być może. Masz ręce i usta, możesz je kry­ty­ko­wać ile wlezie. I ja nie będę Cię zmuszać przy tym do jed­no­cze­snego kry­ty­ko­wa­nia “drugiej strony” barykady, w imię jakiejś wyima­gi­no­wa­nej rów­no­wagi. Na pokaz. Krytykuj to co uważasz za warte krytyki w danym momencie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.blogpilastra.wordpress.com pilaster

        Tym bardziej że śro­do­wi­ska, ogólnie nazy­wa­jąc je “lewackie”, które repre­zen­tuje np. Środa podobnie, jak będące w Polsce u władzy śro­do­wi­ska naro­do­wo­so­cja­li­styczne, również są wrogie nauce, jej meto­do­lo­gii i usta­le­niom. Także teorii ewolucji, chociaż przeciw tej ostat­niej wystę­pują nie wprost, jak narodowi socja­li­ści.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    “Oczy­wi­ście że sporu”

    To już powie­dzia­łeś. Ja się pytam o jaki spór Ci chodzi? Wyar­ty­ku­łuj go, wprost. Bo ja naprawdę nie wiem czego dotyczy Twój komen­tarz, jaka jest jego istota.

    “sam sobie strze­lasz w stopę bo dla Ciebie obiek­tywne prze­słanki to te które usły­sza­łeś z jednego źródła, nie próbując jed­no­cze­śnie ich potwier­dzić lub im zaprze­czyć w innym źródle któych jest mnustwo, tak zbu­do­wany jest cały ten artykuł.”

    Mnóstwo. Ale o jakich prze­słan­kach mówisz? Które prze­słanki wycią­gną­łem z jednego źródła? Na jaki temat, jakie prze­słanki i z jakiego źródła? Ja nie wiem jak mam czemuś zaprze­czyć lub coś potwier­dzić, kiedy nie mam zie­lo­nego pojęcia o czym mówimy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Nie-Fizyk i nie-teoretyk

    Niestety ale jako osoba pra­cu­jąca w śro­do­wi­sku aka­de­mic­kim wiem, że Pro­fe­sura może mówić o czło­wieku, że ma ogromną wiedzę ale zarazem może być zmyłą nobi­lu­tu­jącą igno­ranta. I nic do tego nie mają artykuły, badania i ich wyniki gdyż często są to sprawy spo­no­so­ro­wane — w zależ­no­ści od fun­da­tora, wynik się musi zgadzać. Wielu naukow­ców — i to nie tylko w polsce prze­pro­wa­dza badania pod ustaloną z góry tezę — i bierze za to niemałe pie­nią­dze bo jak wiadomo bez grantu za pie­nią­dze Pan­stwowe ciężko wyżyć. O ile w naukach tech­nicz­nych i może ścisłych nie wszystko da się poprzeć “Wynikami badań” o tyle w naukach huma­ni­stycz­nych pole manewru do nadużyć jest ogromne.

    Jestem tym arty­ku­łem mocno roz­cza­ro­wany. Ten blog w więk­szo­ści wydawał mi się sensowny. Z doświad­cze­nia bran­żo­wego wiem jednak, że pisanie o glo­bal­nym ocie­ple­niu i rzekomym ogromnym wpływie czło­wieka na niego jako pewniku naukowym, jest wielkim nad­uży­ciem. Do reszty spraw się nie odnoszę bo się nie znam ale pisanie o rzeczach nie do końca zba­da­nych jako czymś pewnym jest albo oszu­ki­wa­niem opinii publicz­nej albo rażącym prze­ja­wem nie­wie­dzy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      To ja niestety wyrażę mocne roz­cza­ro­wa­nie tym komen­ta­rzem. Jeżeli po lekturze wycią­gną­łeś wniosek, że spro­wa­dza się on do tezy “profesor = niemylny”, to po prostu minąłeś się z jego treścią. Trudno mi coś więcej dodać, bo nie pole­mi­zu­jesz nigdzie z żadną moją myślą.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Nie-fizyk i nie-teoretyk

        Ok, może nie wyra­zi­łem mojej myśli jasno — Nie zosta­wi­łeś w tym tekście miejsca na “do końca nie wiemy”. W historii często myślano, że coś jest już naj­praw­dziw­szą prawdą i często potem oka­zy­wało się, że tak nie jest. To, że ten czy tamten, o niskiej wia­ry­god­no­ści spo­łecz­nej (nie odnosze się do nazwisk bo mi są obojętne ale odnosząc się jednak w pewnym stopniu wyśmia­łeś tych “po drugiej stronie”), pojawia się przy wypo­wie­dziach o glo­bal­nym ocie­ple­niu czy szko­dli­wo­ści szcze­pio­nek wcale nie znaczy, że myśląc prze­ciw­nie na pewno mamy racje. I tematy które wymie­ni­łeś są dys­ku­syjne naukowo/etycznie/czy jeszcze inaczej.

        Posta­wi­łeś w artykule tezę “o ogłu­pia­ją­cej alter­na­ty­wie w TVP” i chcąc czy nie to właśnie Ty zamkną­łeś dyskusję stwier­dza­jąc, że o głu­po­tach nie warto gadać a czasem to właśnie absur­dalne pomysł skła­niają ludzi do myślenia (np. kurde rze­czy­wi­ście sam nie spraw­dza­łem czy ziemia jest płaska, poszukam w necie jak to spraw­dzić).

        A szkoda bo Twój tekst o dyskusji na temat aborcji był bardzo dobry i nie zamykał tematu w “Tak jest i nie ma co o tym gadać”.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Ja chyba też źle zro­zu­mia­łem. Czy Ty właśnie prze­my­casz tutaj tezę o szko­dli­wo­ści szcze­pień oraz braku antro­po­lo­gicz­nego wpływu na zmiany klimatu? No to kolego, rze­czy­wi­ście się nie poro­zu­miemy.

        Sposobem na wery­fi­ka­cję kon­cep­cji jest eks­pe­ry­ment w labo­ra­to­rium lub dane obser­wa­cyjne. Zaś sam proces naukowy odbywa się w cza­so­pi­smach nauko­wych, przez argu­men­to­wa­nie przy zacho­wa­niu metody naukowej. Tyle. Oczy­wi­ście deba­to­wać publicz­nie można, nawet trzeba, ale nie ma to ŻADNEGO wpływu na samą naukę. Pisałem o tym przy okazji innego tekstu: http://www.kwantowo.pl/2017/03/26/pseudonauka-wykluczac-czy-rozmawiac/ Zatem, odpo­wia­da­jąc na Twoją wąt­pli­wość: nie zamykam drogi do dyskusji w żadnym temacie. Możemy roz­ma­wiać nawet na temat ist­nie­nia duchów, młodej Ziemi czy związ­kach szcze­pień z autyzmem. Ale, musimy mieć świa­do­mość dwóch rzeczy: 1. Wynik tej dyskusji nie wpływa na samą naukę, bo debata publiczna siłą rzeczy daleka jest od zacho­wa­nia wymagań sta­wia­nych przez meto­do­lo­gię. 2. W tekście piszę nie o tym aby nie roz­ma­wiać, ale o tym, żeby w tej dyskusji brali udział ludzie kom­pe­tentni. Czasami trudno stwier­dzić kto rze­czy­wi­ście kom­pe­tentny jest — ale za to łatwo powie­dzieć, kto z całą pew­no­ścią nie ma pojęcia o danym temacie (vide: przy­kłady wymie­nione w tekście). Chcesz obalać globalne ocie­ple­nie czy nawet teorię względ­no­ści? Proszę bardzo: na tym polega nauka, na zdrowym (!) scep­ty­cy­zmie, wystar­czy przed­sta­wić odpo­wied­nie dane, poparte dowodami i poddać swój artykuł recenzji. Bez­po­śred­nia debata w takich tematach jest raczej dodat­kiem, kropką nad “i”.

        Problem polega na tym, że mamy miliard tematów nie­oczy­wi­stych, w których ścierają się różne dzie­dziny i różne filo­zo­fie. Tu już debata jest nie­zbędna. Mery­to­ryczna, przy­spa­rza­jąca wszyst­kim słu­cha­ją­cym wiedzy.

        “Nie zosta­wi­łeś w tym tekście miejsca na “do końca nie wiemy””

        My zawsze nie do końca wiemy. To imma­nentna cecha nauki oraz naszego rozu­mie­nia świata. Dlatego kon­fir­mu­jemy rze­czy­wi­stość. Każda nasza teoria jest tylko pewnym przy­bli­że­niem i wytłu­ma­cze­niem problemu na ten moment. To oczy­wi­stość.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Nie-fizyk i nie-teoretyk

        “Czy Ty właśnie prze­my­casz tutaj tezę o szko­dli­wo­ści szcze­pień oraz braku antro­po­lo­gicz­nego wpływu na zmiany klimatu? No to kolego, rze­czy­wi­ście się nie poro­zu­miemy.”

        Widzę, że bardzo zależy Ci na tym żeby zdys­kre­dy­to­wać dys­ku­tanta, a w każdej odpo­wie­dzi suge­ru­jesz swoją nie­omyl­ność. Sam proces naukowy (publi­ka­cje itp.) też mam wrażenie nie do końca jest Ci bliski.
        W publi­ka­cjach często można znaleźć domysły, pomysły przy­bli­że­nia — które zresztą parę lat później ktoś w innej publi­ka­cji być może obali. I ok — na ten moment może się wydawać, że coś jest tak i tak i tego się trzymamy. Tylko nie dopusz­czasz w dyskusji scep­ty­cy­zmu w odnie­sie­niu do aktu­al­nego stanu wiedzy, więk­szego niż jesteś w stanie sam z siebie wydusić i narzu­casz czy­tel­ni­kom aktualną (do tego dodajmy: Twoją) wiedzę i z tym się całym sobą nie zgadzam i choćby z tego powodu pozwo­li­łem sobie napisać komen­tarz choć nigdy i nigdzie tego nie czynie.

        Odniosę się jednak do Twojego zarzutu przez, który być może “się nie poro­zu­miemy”:
        Nie uważam, że szcze­pionki powodują autyzm (ale tak BTW. są naukowe publi­ka­cje zacho­wu­jące te pod­kre­ślane przez Ciebie “Metody naukowe” , które dopusz­czają taki wpływ. Zresztą nawet w opisie szcze­pio­nek można znaleźć w rubry­kach efektów ubocz­nych możliwy “Autyzm”. O wpływie rtęci na mózg się nie wypo­wia­dam bo jest oczy­wi­sty) to, że dla spo­łe­czeń­stwa jako masy więcej ze szcze­pio­nek pożytku nie znaczy, że dla jed­nostki jednej na ileś tam nie może to skut­ko­wać pro­ble­mami zdro­wot­nymi a to już nie pozwala mówić o zupełnym bez­pie­czeń­stwie i wyklu­czać moż­li­wych pro­ble­mów zdro­wot­nych (udo­wod­nione w publi­ka­cjach w sza­no­wa­nych się ame­ry­kań­skich cza­so­pi­smach neu­ro­lo­gicz­nych). Oczy­wi­ście są szcze­pionki lepsze i gorsze — tak jak i lekar­stwa, używki, rozrywki itd.
        Ale właśnie dlatego warto zostawić pole do dyskusji w tym temacie żeby nie wyjść na igno­ranta.

        Jeśli chodzi o globalne ocie­ple­nie, które ma miejsce — z tym nie dys­ku­tuje — to też toczy się spór naukowy na temat wpływu czło­wieka na globcio i póki trwa nie był bym taki pewny ani jednej ani drugiej pozycji bo prawda, jak to często bywa może być pośrodku. A póki spór trwa można han­dlo­wać limitami CO2 jak odpu­stami w śre­dnio­wie­czu — wtedy był dyktat kościoła, teraz jest dyktat ekologów i wcale nie jest powie­dziane, że za 500 lat ludzie nie będą się z tego śmiać (o ile będą jeszcze ludzie na ziemi).

        P.S.
        Felieton pisany jako racjo­nalny ale mam wrażenie że autor jednak podszedł do sprawy mocno emo­cjo­nal­nie i subiek­tyw­nie a do komen­ta­rzy to już na pewno

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        “Widzę, że bardzo zależy Ci na tym żeby zdys­kre­dy­to­wać dys­ku­tanta, a w każdej odpo­wie­dzi suge­ru­jesz swoją nie­omyl­ność.”

        Swoją nie­omyl­ność? Nie ja jestem autorem teorii nauko­wych, o których wspo­mi­nam. Więc nie piszę ani o “swojej”, ani o “nie­omyl­no­ści”. Przed­sta­wiam jedynie swoje zdanie co do wyż­szo­ści metody naukowej nad innymi w procesie pozna­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści (przy­naj­mniej jej mate­rial­nej części). Przy czym, nie ma mowy o jej ide­al­no­ści czy nie­omyl­no­ści, a co najwyżej o zado­wa­la­ją­cej sku­tecz­no­ści. I oczy­wi­ście to już jest opinia, z którą jak naj­bar­dziej możesz się nie zgadzać.

        “Jeśli chodzi o globalne ocie­ple­nie, które ma miejsce — z tym nie dys­ku­tuje — to też toczy się spór naukowy na temat wpływu czło­wieka na globcio i póki trwa nie był bym taki pewny ani jednej ani drugiej pozycji bo prawda, jak to często bywa może być pośrodku.”

        Dlatego nie rozumiem Twoich zarzutów. Sam pisałem tekst choćby na temat globcia, w którym wyłusz­czy­łem również racje scep­ty­ków antro­po­lo­gicz­nego wpływu na klimat. Podałem kon­kretne wykresy i zwró­ci­łem uwagę na możliwe inter­pre­ta­cję. Jed­no­cze­śnie przed tym, że dziwnym trafem 97% kli­ma­to­lo­gów zauważa wpływ czynnika ludz­kiego na ocie­ple­nie nie uciek­niemy. Mówiąc “póki co dyskusja trwa” — możesz dokład­nie to samo powie­dzieć, dajmy na to o ogólnej teorii względ­no­ści. Wszakże mimo setki wery­fi­ka­cji wciąż znaj­dziesz jed­nostki prze­czące pracom Ein­ste­ina. Ale czy mówienie o trwa­ją­cej dyskusji, nie jest nad­uży­ciem?

        Ale na wszelki wypadek dodam: w obu przy­pad­kach, wystę­puje natu­ralny margines błędu. Niemniej nie ma nic dziwnego w tym, że budujemy nasz ogląd świata na tych 97%, a nie 3%, bo jak wskazuje logika, częściej przy­nie­sie nam to profity.

        “nie był bym taki pewny ani jednej ani drugiej pozycji bo prawda, jak to często bywa może być pośrodku”

        Nigdy nie leży pośrodku. Leży dokład­nie tam gdzie leży, choć często mamy problem z jej loka­li­za­cją.

        “Felieton pisany jako racjo­nalny ale mam wrażenie że autor jednak podszedł do sprawy mocno emo­cjo­nal­nie i subiek­tyw­nie a do komen­ta­rzy to już na pewno”

        Przy­ga­niał kocioł. Ale ja nie widzę w tym nic złego, bo dyskusja siłą rzeczy wzbudza emocje, u każdego. Dlatego szczerze, cieszę się, że dys­ku­tu­jemy, bo własnie o to w tej zabawie chodzi. Nie sztuką jest roz­ma­wiać z kimś z kim się zgadzamy. 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Piotr Juszczyk

    “Dla mnie – i mam nadzieję, że nie tylko – to lista zagad­nień naukowo-tech­nicz­nych z zakresu medycyny, biologii, fizyki jądrowej, inży­nie­rii, chemii, geologii i kli­ma­to­lo­gii”
    Bardzo uprosz­czony wręcz krzyw­dzący dla rze­czy­wi­sto­ści opis świata.
    Weźmy np. opłaty za drugi kierunek studiów. W której to niby działce autor chciałby to umieścić? Fizyki jądrowej?
    Mam nadzieję że nie.
    Kwestia opłat za studia jest kwestią z dziedzin miękkich, bliskich ekonomii, socjo­lo­gii, prawu. Abso­lut­nie nic z tego co autor wymienił.
    Autor jakby przez chwilę uważał że człowiek jest jakimś odhu­ma­ni­zo­wa­nym robotem. Z pew­no­ścią jakby autor zechciał to może zrobić prosty test: wbić sobie igłę w nogę i zobaczyć czy tam będą jakieś elek­tro­niczne obwody czy tylko mięcho 🙂
    Ale to w sumie już biologia, którą wymienił. Rzecz w tym że biologia nie zajmuje się w ogóle takimi pro­ce­sami jak myślenie.
    A autor jednak mam nadzieję myśli 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Autor tak, ale nie wiem dlaczego komen­tu­jący pomyślał, że to zdanie miało być zupełnym wyli­cze­niem, a nie zbiorem przy­kła­dów. Od czy­tel­nika wymaga się minimum rozsądku, choćby po to aby rozumiał, że “uprosz­czony opis” służy… właśnie uprosz­cze­niu.

      Poważnie?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Piotr Juszczyk

        Błędnie autor zakłada że komen­tu­jący pomyślał o zupełnym wyli­cze­niu 🙂
        Nigdzie komen­tu­jący nie napisał że autor dokonał cało­ścio­wego wyli­cze­nia. Komen­tu­jący zwrócił jedynie uwagę że autor wyliczył jedynie pewną grupę spośród nauk. Grupę ściśle okre­śloną.
        Co napawa smutkiem że nie znalazła się tam żadna dys­cy­plina z grupy nazwijmy “miękkich”.
        Jeśli więc autor wylicza przy­kła­dowo 7 dys­cy­plin nauko­wych, wszyst­kie z grupy tzw. “twardych” to niech teraz autor nie udaje, że miał także na myśli dys­cy­pliny miękkie?
        Trochę tak jakby autor napisał: myślę o liczbach: 1, 2,3,4,5. (Same dodatnie).
        A potem nagle zaczął się tłu­ma­czyć że o ujemnych też myślał 🙂
        Proszę autorze nie iść tą drogą.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Proszę niech komen­tu­jący nie udaje nadal, że nie imputuje czegoś autorowi. Tak, pisząc wymie­ni­łem akurat takie dzie­dziny, ale Ty samo­dziel­nie uznałeś to za zabieg celowy. Ja po prostu mogłem nie uznać tego za tak istotną kwestię w kon­tek­ście całego artykułu, żebym pisząc to kon­kretne zdanie zasta­na­wiał się czy aby ktoś tego nie zin­ter­pre­tuje w taki sposób, w jaki Ty to zrobiłeś. Zresztą, na setki komen­ta­rzy — tu, na fb i w innych miej­scach — akurat takiej uwagi jeszcze ani razu nie spo­tka­łem. I żebyś to chociaż wyłusz­czył w ten sposób od razu, to nawet mógłby to być ciekawy przy­czy­nek do rozmowy. Ale, że zało­ży­łeś od razu jakieś niecne intencje, to chyba nie ma więk­szego sensu.

        Zwłasz­cza, że czytając ze zro­zu­mie­niem, zauwa­żył­byś, że w tekście poja­wiają się nie tylko dys­cy­pliny “twarde”, ale wspo­mi­nam też o filo­zo­fach, etykach, arty­stach itd. Stąd też, pozo­stanę przy moim zasko­cze­niu.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0