Tym razem coś dla amatorów kosmicznej fotografii. Wydobyłem z odmętów internetu garść ciekawych, archiwalnych zdjęć obiektów astronomicznych i zestawiłem je z owocami współczesnej techniki obserwacyjnej oraz eksploracji Układu Słonecznego. Progres robi wrażenie.

Zaczy­namy grzecz­nie i niemal chro­no­lo­gicz­nie, od naszej Gwiazdy Dziennej. Słońce było drugim (po Księżycu) ciałem nie­bie­skim uwiecz­nio­nym na foto­gra­fii, już w pierw­szej połowie XIX stulecia. Za wyko­na­niem tego zdjęcia stał nie byle kto, bo zacni fran­cu­scy fizycy: Louis Fizeau i Leon Foucault (ten od słynnego wahadła i pomiaru pręd­ko­ści światła). Obiekt wymagał nie­praw­do­po­dob­nie krót­kiego – jak na ówczesne stan­dardy – czasu naświe­tla­nia, wyno­szą­cego tylko 1/60 sekundy. Dla kon­tra­stu, po prawej widzisz moment koro­nal­nego wyrzutu masy, uchwy­cony przez wystrze­lo­nego w 2010 roku ame­ry­kań­skiego satelitę Solar Dynamics Obse­rva­tory.
Może Jowisz jest paskudną bulwą, ale jako olbrzym o masie trzy­stu­krot­nie większej od Ziemi, doczekał się sesji zdję­cio­wej bardzo wcześnie. Oczy­wi­ście naprawdę słaba jakość ujęcia z lewej strony, w dużej mierze wynika nie tyle ze słabości tele­sko­pów, co raczej XIX-wiecznej techniki foto­gra­ficz­nej. Po środku możesz podzi­wiać pamiątkę po pierw­szym bliskim spo­tka­niu z Jowiszem, jakiego dostąpił Voyager 2. Ostatni portret to świe­żutka perełka, dostar­czona przez sondę Juno.
Znana od wieków Wielka Mgławica w Orionie. Choć nie mam pewności, zdjęcie Henry’ego Drapera to chyba naj­wcze­śniej­sza próba uchwy­ce­nia w kadrze mgławicy i tak odle­głego obiektu (ponad 1,3 tys. lat świetl­nych). Po prawej jedna z wielu barwnych foto­gra­fii Oriona, pocho­dząca z Kosmicz­nego Tele­skopu Hubble’a.
Kometa Halleya pozo­staje o tyle nie­wdzięcz­nym modelem, że przybywa w okolice Ziemi jedynie co 76 lat. Dlatego, odkąd na dobre roz­po­częła się era foto­gra­fii, mieliśmy zaledwie dwie okazje na wyko­na­nie sen­sow­nego pstryk­nię­cia. Pierwszy z uwiecz­nio­nych prze­lo­tów komety nastąpił w kwietniu 1910 roku, następny w lutym 1986, a na kolejny przyj­dzie nam czekać aż do lutego 2061 roku. Niestety, praw­do­po­dob­nie dopiero nasze dzieci uzyskają obraz słynnego ciała w roz­dziel­czo­ści, na jaką kometa bez wąt­pie­nia zasłu­guje.
Niby daleko, a jednak blisko. Choć od Galak­tyki Andro­medy dzieli nas aż 2,5 miliona lat świetl­nych, to z uwagi na swoje gabaryty zajmuje ona tak duży obszar na nocnym niebie, że jej obser­wa­cji można dokonać wła­ści­wie na każdym sprzęcie. Warto zauważyć, iż górne zdjęcie zostało wykonane, gdy nawet jeszcze nie zdawano sobie sprawy, że Andro­meda to osobna galak­tyka, zawie­ra­jąca miliardy własnych gwiazd i leżąca daleko poza Drogą Mleczną. Niżej widnieje fragment mon­stru­al­nej foto­gra­fii, wyko­na­nej niedawno przez Teleskop Hubble’a. Złożona z ponad 400 ujęć, w ory­gi­nale posiada aż 1,5 miliarda pikseli. Przy takiej roz­dziel­czo­ści, bez względu na kosmiczne odle­gło­ści, niemal jesteśmy w stanie wypa­trzyć poszcze­gólne gwiazdy.
Nie­biań­skie Plejady, wspa­niała ozdoba gwiaz­do­zbioru Byka. Pio­nier­skie ujęcie gromady powstało w Obser­wa­to­rium Yerkes, nale­żą­cym do Uni­wer­sy­tetu w Chicago. Tapetę z prawej zawdzię­czamy, jakżeby inaczej, Tele­sko­powi Hubble’a.
Inte­re­su­jący fakt: mogliśmy prze­ko­nać się jak wygląda z zewnątrz Ziemia, jeszcze przed roz­po­czę­ciem epoki podboju kosmosu. Pierwszy tego typu obraz ujrzeli Ame­ry­ka­nie, tuż po zakoń­cze­niu II wojny świa­to­wej. Posłu­żyła im do tego kamera, podpięta do jednej z prze­chwy­co­nych od upadłych Niemiec rakiet V2. W czasie testów uzyskano tysiąc podob­nych foto­gra­fii, wyko­na­nych z wyso­ko­ści około 150 kilo­me­trów. Aktu­al­nie podobną panoramą roz­ko­szują się w każdej chwili człon­ko­wie załogi Mię­dzy­na­ro­do­wej Stacji Kosmicz­nej.
Kolejna mgławica tak znana, że wręcz iko­niczna. To oddalona o 6 tys. lat świetl­nych pozo­sta­łość po wybuchu super­no­wej, jaki nastąpił tysiąc lat temu. Z uwagi na skrywany pulsar – widoczny dzięki nowszym obser­wa­cjom, wyczu­lo­nym na pro­mie­nio­wa­nie we wszel­kich czę­sto­tli­wo­ściach – Mgławica Krab pozo­staje bardzo jasna i aktywna. Oba współ­cze­sne ujęcia, zarówno z 1999 jak i z 2016 roku, pochodzą z Tele­skopu Hubble’a.
Pora na Czerwoną Planetę. Po raz pierwszy dane nam było spojrzeć na jej powierzch­nię z bliska, dzięki ame­ry­kań­skiemu pro­gra­mowi Mariner. Pełny sukces osią­gnęła wyprawa Marinera 4 z 1964 roku, kiedy to sonda minęła Marsa w odle­gło­ści zaledwie 9 tys. kilo­me­trów. Pozo­stałe trzy foto­gra­fie pochodzą rzecz jasna już z kamer zamon­to­wa­nych w bez­za­ło­go­wych lądow­ni­kach. Były to kolejno misje: Viking 2, Mars Path­fin­der oraz dzia­ła­jący od 2012 roku Curio­sity.
Jeden z naj­słyn­niej­szych obiektów astro­no­micz­nych ostat­niej dekady: kometa 67P/Czuriumow-Gierasimienko, znana przede wszyst­kim jako cel zakoń­czo­nej pełnym sukcesem misji Rosetta. Pierwsze z przy­wo­ła­nych zdjęć powstało w kazach­skiej Ałmacie. To właśnie ono, pozwo­liło Klimowi Czu­riu­mo­wowi roz­po­znać w 1969 roku nową kometę. Pozo­stałe foto­gra­fie pochodzą już z przy­wo­ła­nej sondy, wystrze­lo­nej w 2004 roku przez Euro­pej­ską Agencję Kosmiczną.
Znie­wa­la­jące pier­ście­nie Saturna widział już sam Gali­le­usz, ale dopiero czasy naj­now­sze pozwo­liły na lepsze poznanie ich struk­tury i wyod­ręb­nie­nie poszcze­gól­nych obszarów. Na przy­kła­dzie dwóch zdjęć – pierw­szego z sondy Pioneer 11, drugiego z sondy Cassini – widać gołym okiem, ile wiedzy o Układzie Sło­necz­nym naby­li­śmy w ciągu zaledwie czter­dzie­stu lat.
Skoro jesteśmy już przy Saturnie, to warto też przyj­rzeć się jego natu­ral­nym sate­li­tom. Do naj­bar­dziej inte­re­su­ją­cych zawsze należał Ence­la­dus. Foto­gra­fię z 1981 roku wykonał prze­la­tu­jący opodal Voyager 2, nato­miast fan­ta­styczne erupcje na powierzchni nie­wiel­kiego księżyca, ustrze­liła nie­ak­tywna już sonda Cassini.
Legen­darne ujęcie ochrzczone przez Carla Sagana jako Pale Blue Dot, czyli mała, błękitna kropka. Zapewne dosko­nale znasz jego historię, więc tylko dla obo­wiązku przy­po­mnę, że przed­sta­wia ono naszą planetę, widzianą z rekor­do­wego dystansu 6,5 miliarda kilo­me­trów. Foto­gra­fię wykonała sonda Voyager 1 w trzy­na­stym roku swojej podróży, zaraz po minięciu orbity Plutona. Dolne zdjęcie z powodu podobnej wymowy, lubię nazywać Pale Blue Dot 2.0. Pre­zen­tuje znacznie lepszą jakość, choć uczciwie trzeba przyznać, że sonda Cassini znaj­do­wała się znacznie bliżej Ziemi niż Voyager w 1990 roku.
Nie mogło się obyć bez Plutona. Nawet nie szukałem żadnego “pre­hi­sto­rycz­nego” zdjęcia planety kar­ło­wa­tej, bo jeszcze na początku XXI wieku tele­skopy przed­sta­wiały co najwyżej rozmyte kropki. Nawet nie­za­wodny Teleskop Hubble’a w tym przy­padku ska­pi­tu­lo­wał, wyplu­wa­jąc w 2004 roku jedynie roz­pik­se­lo­waną plamę. Stąd też olbrzy­mia wartość badawcza wciąż trwa­ją­cej misji New Horizons. W 2015 roku ame­ry­kań­ska sonda grun­tow­nie prze­ba­dała rubieże Układu Sło­necz­nego, prze­la­tu­jąc kil­ka­na­ście tysięcy kilo­me­trów nad powierzch­nią Plutona i towa­rzy­szą­cego mu Charona.
Na zakoń­cze­nie bonus w postaci obrazów mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wa­nia tła. Wyemi­to­wane 380 tys. lat po wielkim wybuchu fotony zare­je­stro­wano po raz pierwszy w 1965 roku. Ku zasko­cze­niu astro­no­mów, pro­mie­nio­wa­nie reszt­kowe wydawało się wręcz nie­praw­do­po­dob­nie jed­no­lite. Dopiero wraz z postępem tech­nicz­nym i ewolucją apa­ra­tury udało się wypa­trzyć drobne wahania tem­pe­ra­tury tego pra­sta­rego światła, się­ga­jące dwóch tysięcz­nych kelwina. Te eks­tre­mal­nie subtelne fluk­tu­acje una­ocz­niła światu najpierw satelita COBE, następ­nie sonda Wil­kin­sona i w końcu satelita Planck. Każda kolejna foto­gra­fia przed­sta­wia­jąca wszech­świat w wieku nie­mow­lę­cym, oznacza nowe moż­li­wo­ści dla świa­to­wej kosmo­lo­gii.

Sądzę, że każde z tych zdjęć daje do myślenia. Co czeka astro­fo­to­gra­fię w ciągu kolej­nych stu lat? Czy uda się bez­po­śred­nie złapanie w kadr, hory­zontu zdarzeń czarnej dziury? Czy zbadamy z bliska którąś z odle­głych skał Obłoku Oorta? Czy docze­kamy się foto­gra­fii, na której egzo­pla­neta będzie czymś więcej niż tylko roz­ma­za­nym pikselem?
 

  • http://COSMICBULLETIN.wordpress.com cosmic­bul­le­tin

    Bardzo fajny wpis. “czarno na białym” widać postęp w technice obser­wa­cyj­nej, a co za tym idzie w tech­no­lo­gii jako takiej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://jacek-belof.blogspot.com/ Jacek

    Do mnie prze­ma­wia jeszcze jedno porów­na­nie… exo­pla­nety… jeszcze kil­ka­na­ście lat temu nie znaliśmy żadnej, potem był Pan Wolsz­czan i pierwszy „exo-gigant”, potem zaczęto wykrywać „exo-jowisze”, a teraz… na „exo-ziemiach” potra­fimy zbadać sklad atmos­fery… jeszcze bardzo pobież­nie, ale… przecież ledwo „wczoraj” nie mieliśmy żadnych bez­po­śred­nich dowodów na ist­nie­nie planet poza­sło­necz­nych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

      Ba! W książ­kach opi­su­ją­cych badania kosmosu a wyda­wa­nych jeszcze w latach 80 XX wieku, autor­stwa poważ­nych ludzi, nie żadnych igno­ran­tów, naj­zu­peł­niej serio pisano, że nie należy się spo­dzie­wać odkrycia planet poza­sło­necz­nych w ciągu naj­bliż­szych …100 lat

      Tamże można było znaleźć twier­dze­nie, że nie­moż­liwe jest wybu­do­wa­nie na Ziemi tele­skopu o średnicy większej niż 5–6 m. (fak­tycz­nie tyle miał wtedy od …40 lat naj­więk­szy na świecie teleskop , a sowiecka próba prze­sko­cze­nia tej granicy nie powiodła się).

      Nie­któ­rzy autorzy tych książek jeszcze żyją i pewnie cieszą się jak bardzo chybili ze swoimi pro­gno­zami. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0