Czy kooperacja fizyka cząstek elementarnych z autorem sieciowego komiksu, może zaowocować wartościową publikacją? Okazuje się, że i owszem, a książka Nie mamy pojęcia, raczej szybko nie zostanie zapomniana.

Wielu autorów pod­cho­dziło do pracy z zamiarem stwo­rze­nia książki łączącej w sobie walory popu­la­ry­za­cyjne z ele­men­tami humo­ry­stycz­nymi. Wycho­dziło różnie, ale jak pokazały przy­padki m.in. dość udanego Jak prze­trwać wśród czarnych dziur i bardzo udanej Boskiej cząstki – to naprawdę da się zrobić. Nie mamy pojęcia, struk­turą jak i ideą zdaje się przy­po­mi­nać pierwszą z przy­wo­ła­nych prac, choć jak się okazało, posiada nad nią sporą przewagę.

Wynika ona chyba przede wszyst­kim z nie­tu­zin­ko­wego duetu autor­skiego: Jorge Cham i Daniel Whiteson. Przyznam szczerze, że dopiero siadając do pisania recenzji wygu­glo­wa­łem sobie kim jest ten pierwszy i nagle wszystko stało się jasne. Cham to twórca publi­ko­wa­nego od 1997 roku PhD Comics, znanej (choć pewnie bardziej za oceanem niż w Europie) serii komiksów doty­ka­ją­cych życia szkol­nego i aka­de­mic­kiego. Co istotne, rysownik dobrze “czuje” temat, gdyż sam obronił doktorat na Uni­wer­sy­te­cie Stan­forda. Part­ne­ru­jący mu Daniel Whiteson, jest nato­miast uznanym eks­per­tem fizyki cząstek ele­men­tar­nych, kur­su­jący między Uni­wer­sy­te­tem Kali­for­nij­skim a Wielkim Zder­za­czem Hadronów.
W 2012 roku fizycy cząst­kowi z wielką pompą ogłosili odkrycie bozonu Higgsa. Prawie nikt nie rozumiał, czym jest bozon Higgsa, ale mnóstwo ludzi bardzo się tym eks­cy­to­wało. W New York Timesie napisano, że “to naj­lep­sze, co rozwój nauki może ofia­ro­wać współ­cze­snej cywi­li­za­cji”. Tak: bozon Higgsa jest fak­tycz­nie lepszy niż kom­pu­tery, muszle klo­ze­towe i reality show.
Obaj panowie wyszli naprze­ciw masom ludzkim, tworząc książkę skupioną – jak sugeruje sam tytuł – nie tyle na obja­śnia­niu tego co wiemy, co raczej na wska­zy­wa­niu palcem ogrom­nych, ciemnych plam na naukowym fir­ma­men­cie. Wszakże to działa na wyobraź­nię naj­moc­niej. Nie tylko dlatego, że mówimy o wielkich tajem­ni­cach, ale również dlatego, iż uderzamy w nuty dosko­nale znane przez prze­cięt­nych zjadaczy chleba za sprawą mediów i popkul­tury. I tak, niemal już na starcie dosta­jemy roz­działy o enig­ma­tycz­nej ciemnej materii oraz jeszcze bardziej nie­ogar­nio­nej ciemnej energii. Poja­wiają się również pytania doty­czące bardziej pro­za­icz­nych kwestii – Tajem­nice masy, Co jest naj­bar­dziej pod­sta­wo­wym ele­men­tem materii?Co to jest prze­strzeń?, Co to jest czas? – uka­zu­jące jednak, że nawet w przy­padku takich pryn­cy­piów wciąż wiszą nad nami liczne znaki zapy­ta­nia. Do tego dorzu­cono tak nur­tu­jące zagwozdki jak: ist­nie­nie dodat­ko­wych wymiarów prze­strzen­nych, problem przy­czy­no­wo­ści, pro­mie­nio­wa­nia kosmicz­nego, eks­pan­sja wszech­świata oraz paradoks Fermiego. Jedyne co dziwi, to że wśród sie­dem­na­stu roz­dzia­łów, nie znalazł się ani jeden w całości poświę­cony czarnym dziurom (tylko parę akapitów przy okazji obja­śnia­nia gra­wi­ta­cji). Żeby nie było, nie uskarżam się! To wręcz miło, że panowie Cham i Whiteson posta­no­wili nie powielać ze stu­pro­cen­tową dokład­no­ścią utartych sche­ma­tów.

Na co jeszcze nie prze­zna­czono zbyt wiele miejsca? O dziwo, na mecha­nikę kwantową. Ist­nie­nie takiej “struk­tury mate­ma­tycz­nej” (słowa zaczerp­nięte z książki) zostało zasy­gna­li­zo­wane w kilku miej­scach, lecz wyja­śnie­nie zasady nie­ozna­czo­no­ści i innych kotów Schrödin­gera, wyraźnie nie sta­no­wiło celu autorów. Nie­ty­powa droga, zwa­żyw­szy na fakt, że Nie mamy pojęcia, szeroko omawia Model Stan­dar­dowy, oddzia­ły­wa­nia pod­sta­wowe, jak również problem uni­fi­ka­cji. Być może Whiteson doszedł do wniosku, że lepiej nie chwytać zbyt wielu srok za ogon, i poprze­stał na ogólnym pod­kre­śle­niu, iż cząstki ele­men­tarne mają bardziej złożoną naturę niż znane z rycin kolorowe kuleczki.
Przede wszyst­kim należy pamiętać, że te cząstki to obiekty mecha­niki kwan­to­wej, a nie malutkie kuleczki. Czasem możesz sko­rzy­stać z wyobra­że­nia cząstek jako kuleczek, by zro­zu­mieć, co robią, a czasem musisz użyć wyobra­że­nia fali kwan­to­wej, ale jedno i drugie jest nie­zdarne, a bywa, że także nie­wła­ściwe. Jak ten wujek na corocz­nym pikniku rodzin­nym. Wiesz, kogo mam na myśli.
Przejdźmy jednak do naj­więk­szej zalety i wyróż­nika Nie mamy pojęcia, czyli nie­praw­do­po­dob­nych pokładów humoru. Nie chcę przy okazji zde­pre­cjo­no­wać warstwy mery­to­rycz­nej – ta jest naprawdę w porządku i zarówno odpowie na wiele wąt­pli­wo­ści cie­kaw­skiego czy­tel­nika, jak i zasieje parę nowych. Bądźmy jednak szczerzy: o ciemnej materii, wielkim wybuchu i cza­so­prze­strzeni, możemy poczytać w naprawdę wielu miej­scach, ale już w niewielu znaj­dziemy opisy teorii fizycz­nych, wzbu­dza­ją­cych u odbiorcy auten­tyczny i nie­po­ha­mo­wany śmiech. To właśnie jest naj­więk­szym osią­gnię­ciem Chama i Whi­te­sona. Nawet kiedy dosko­nale znałem dane zagad­nie­nie, z wielką chęcią odda­wa­łem się lekturze, która poza wiedzą, potra­fiła sku­tecz­nie poprawić mi nastrój. Wiedzcie, że to nie jest łatwe. Wielu popu­la­ry­za­to­rów rzuca tu i ówdzie sucha­rami, ale trzeba nie lada kre­atyw­no­ści, żeby pod­trzy­mać żar­to­bliwy ton od pierw­szej do ostat­niej strony.

To samo, tyle, że jeszcze mocniej, muszę pod­kre­ślić przy okazji oprawy gra­ficz­nej. Spo­tka­łem wiele pozycji okra­szo­nych całkiem przy­jem­nymi i zabaw­nymi rysu­necz­kami, umi­la­ją­cymi lekturę, ale w Nie mamy pojęcia, ilu­stra­cje nie stanowią dodatku. Są one rów­no­war­to­ściową i nie­zbędną częścią publi­ka­cji, bez której prze­ka­zy­wana treść stra­ci­łaby przy­naj­mniej połowę ze swojego wyrazu. Jorge Cham naprawdę dał popis swojego kunsztu, zaś jego komiksy idealnie dopeł­niają kolejne akapity. Zresztą, nie bez przy­czyny kilkoma z nich pozwo­li­łem sobie przy­ozdo­bić tę recenzję.

Pod­su­mo­wu­jąc, bez wąt­pie­nia mamy do czy­nie­nia z jedną z naj­waż­niej­szych premier tego roku. Nie z popu­lar­no­nau­ko­wym arcy­dzie­łem, ale mate­ria­łem na roz­ryw­kowy hit, który może trafić do ludzi, zacie­ka­wia­jąc ich kło­po­tami współ­cze­snej kosmo­lo­gii oraz fizyki cząstek. A jeśli nie, to przy­naj­mniej przy­spo­rzy czy­tel­ni­kom trochę nie­głu­piego humoru. Oso­bi­ście nie szcze­rzy­łem się tak czytając o nauce, od czasów Leona Leder­mana i jego Boskiej cząstki. Kto czytał naukowy hit lat 90., ten wie, że to niemały kom­ple­ment!
Info:
Autor: Jorge Cham, Daniel Whiteson;
Przełożył: Michał Romanek;
Tytuł: “Nie mamy pojęcia. Przewodnik po nieznanym wszechświecie”;
Wydawnictwo: Wydawnictwo Insignis;
Wydanie: Kraków 2017;
Liczba stron: 382.


  • Ned

    Hah obrazki rze­czy­wi­ście zabawne, podoba mi sie strasz­nie to że mimo wcze­sniej­szych wąt­pli­wo­ści nadal pro­wa­dzisz ten blog 😀 To moja ulubiona strona w inter­ne­cie ever 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dominik Kurek

    Chyba się skuszę także ze względu na ów nie­pła­ski humor. Jest lepszy niż w głośnej pozycji “What if? A co gdyby?”

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Oberon

    Nie wiem czy to dobrze, kiedy Chamy biorą się do pisania książek.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • S6

    Namó­wi­łeś mnie 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0