Rok temu komisja noblowska zaskoczyła media i obserwatorów, przyznając najwyższy laur za niezbyt znane badania nad topologicznymi stanami materii. Jednak co ma wisieć, nie utonie, a murowani faworyci w końcu doczekali się swojej wielkiej chwili.

Jak dobrze wiesz, wszystko o czym będziemy dzisiaj mówić, pozo­staje pokło­siem opu­bli­ko­wa­nej nieco ponad sto lat temu ogólnej teorii względ­no­ści. 36-letni Albert Einstein, znany już ze swojej szcze­gól­nej teorii względ­no­ści, spędził niemal dekadę na próbie jej roz­sze­rze­nia. Gra toczyła się o olbrzy­mią stawkę, gdyż nowy koncept wymuszał zmianę myślenia o czasie, prze­strzeni, a zwłasz­cza gra­wi­ta­cji. W miejscu new­to­now­skiego “sznura” trzy­ma­ją­cego w ryzach wszyst­kie obiekty, pojawił się obraz pla­stycz­nej cza­so­prze­strzeni, pełnej zagłę­bień i defor­ma­cji wywo­ły­wa­nych obec­no­ścią masy. (Jeśli chciał­byś dowie­dzieć się czegoś więcej na ten temat, odsyłam Cię do trzy­czę­ścio­wego cyklu arty­ku­łów Archi­tekt nowej fizyki). Czy sukces ogólnej teorii względ­no­ści oznaczał zamknię­cie tematu? Czy fizycy zaj­mu­jący się oddzia­ły­wa­niem gra­wi­ta­cyj­nym zaczęli szukać nowych zain­te­re­so­wań lub prze­rzu­cili się na sadzenie marchwi? Abso­lut­nie nie. Fun­da­men­talne odkrycia mają to do siebie, że stanowią dopiero furtkę dla całego zbioru świeżych rozważań. W związku z tym, po wstępnej wery­fi­ka­cji OTW, na uczel­niach całego świata, jak grzyby po deszczu wyra­stały katedry fizyki rela­ty­wi­stycz­nej, których pra­cow­nicy zaj­mo­wali się wyłącz­nie próbą zro­zu­mie­nia kon­se­kwen­cji inno­wa­cyj­nej teorii. Zaczęto pisać o tunelach cza­so­prze­strzen­nych, czarnych dziurach, soczew­kach gra­wi­ta­cyj­nych, ewolucji wszech­świata i w końcu o, robią­cych obecnie furorę, falach gra­wi­ta­cyj­nych.
Albert Einstein rozważał moż­li­wość falo­wa­nia sieci cza­so­prze­strzen­nej, niemal od początku. Pamiętaj, że jednym z głównych nauko­wych auto­ry­te­tów geniusza, pozo­sta­wał James Clerk Maxwell. XIX-wieczny fizyk dokonał przełomu uni­fi­ku­jąc elek­trycz­ność i magne­tyzm oraz trak­tu­jąc je jako rodzaj zaburzeń powsta­łych we wszech­obec­nym polu elek­tro­ma­gne­tycz­nym. Światło i każdy inny przejaw pro­mie­nio­wa­nia elek­tro­ma­gne­tycz­nego Maxwell trak­to­wał jako roz­cho­dzącą się w prze­strzeni falę. Einstein wierzył, że gra­wi­ta­cja zacho­wuje się ana­lo­gicz­nie, a cza­so­prze­strzeń powinna drgać nie inaczej od pola elek­tro­ma­gne­tycz­nego. Był on również pewny, że jeśli ta wizja jest poprawna, to fale gra­wi­ta­cyjne roz­cho­dzą się po wszech­świe­cie z pręd­ko­ścią równą lub mniejszą od pręd­ko­ści światła. W końcu – inaczej niż  za czasów sir Izaaka Newtona – dla Ein­ste­ina żadna cząstka, żadna infor­ma­cja, ani żadne oddzia­ły­wa­nie, nie były w stanie prze­no­sić się natych­mia­stowo, z nie­ogra­ni­czoną szyb­ko­ścią. Gra­wi­ta­cja nie mogła tu stanowić wyjątku.

Pierwsze wzmianki na temat hipo­te­tycz­nych fal, znalazły się w publi­ka­cjach Nathana Rosena i samego Alberta Ein­ste­ina z lat 30. ubie­głego stulecia. W jednym z arty­ku­łów, teo­re­tycy doszli do dru­zgo­cą­cego wniosku, iż próba zna­le­zie­nia fal w rów­na­niach OTW przynosi wyniki nie­skoń­czone, a zatem żadne zmarszczki cza­so­prze­strzenne nie mają racji bytu. Jakież było zdzi­wie­nie geniusza, gdy w recenzji swojego tekstu, opartego przecież o jego własną teorię, wytknięto mu rażące błędy. (Redaktor cza­so­pi­sma zauważył, że jeżeli zamiast fal płaskich weźmiemy w rachubę fale cylin­dryczne, nie­skoń­czo­no­ści prze­stają stanowić problem). Po wstępnym szoku, okra­szo­nym potokiem nie­miec­kich prze­kleństw, Einstein uznał krytykę, wracając do dalszej pracy. Rychło pojawiły się kolejne publi­ka­cje, w których fizycy z Prin­ce­ton już nie negowali tak zawzię­cie samej moż­li­wo­ści ist­nie­nia fal gra­wi­ta­cyj­nych, ale docho­dzili do innej smutnej kon­sta­ta­cji. Uznali mia­no­wi­cie, iż nawet jeśli fale gra­wi­ta­cyjne istnieją, to ich detekcja leży daleko poza tech­nicz­nymi moż­li­wo­ściami czło­wieka. Na całe szczę­ście Einstein i Rosen nie docenili poten­cjału swoich następ­ców.

Śmierć twórcy teorii względ­no­ści z 1955 roku, nie powstrzy­mała dalszych dyskusji i spe­ku­la­cji. Co inte­re­su­jące dla nas, jedno z centrów badań teo­re­tycz­nych nad falami gra­wi­ta­cyj­nymi pojawiło się nad Wisłą. Nie­kwe­stio­no­waną gwiazdą polskiej nauki, był w tym czasie Leopold Infeld, doświad­czony fizyk teo­re­tyczny, były pra­cow­nik uczelni w Prin­ce­ton i Toronto, a przede wszyst­kim wie­lo­letni druh i pomocnik Ein­ste­ina. Po powrocie do kraju, Infeld nie­zwłocz­nie przy­stą­pił do orga­ni­zo­wa­nia Insty­tutu Fizyki Teo­re­tycz­nej, zaszcze­pia­jąc wśród swoich stu­den­tów zain­te­re­so­wa­nie ogólną teorią względ­no­ści. Wśród nich znalazł się jeden z naj­zdol­niej­szych polskich fizyków, Andrzej Trautman.
Sam Infeld, podobnie do swojego przy­ja­ciela, pod­cho­dził mocno scep­tycz­nie do zagad­nie­nia fal gra­wi­ta­cyj­nych. Trautman prze­ciw­nie, podążył za własną intuicją poświę­ca­jąc swój doktorat i pierwsze publi­ka­cje właśnie temu zagad­nie­niu. Młody fizyk znalazł kolejne analogie między falami pola gra­wi­ta­cyj­nego i pola elek­tro­ma­gne­tycz­nego, wykazał jak wygląda wypro­mie­nio­wy­wa­nie energii z układu gene­ru­ją­cego fale gra­wi­ta­cyjne, a także jak można to obliczyć. W ten sposób, Andrzeja Traut­mana należy trak­to­wać – na równi z Her­man­nem Bondim, Felixem Piranim oraz Ivorem Robin­so­nem (swoją drogą Trautman ściśle współ­pra­co­wał z tym ostatnim, czego owocem była m.in. metryka Traut­mana-Robin­sona) – jako jednego z pio­nie­rów opisu fal gra­wi­ta­cyj­nych, którego publi­ka­cje wciąż nie straciły na aktu­al­no­ści.

Niestety nawet naj­pięk­niej­sza teoria pozo­staje w fizyce niczym, dopóki nie znaj­dziemy sposobu na jej prze­te­sto­wa­nie. Jak wiesz, każde ciało obda­rzone masą, nawet Ty sam, naciska na cza­so­prze­strzeń, zakrzy­wia­jąc jej struk­turę. Jednak musisz mieć świa­do­mość, że to wszech­obecne płótno nie poddaje się łatwo, a efekty gra­wi­ta­cyjne wywo­ły­wane nawet przez duże obiekty, pozo­stają nie­zwy­kle subtelne. Dotyczy to również fal gra­wi­ta­cyj­nych. Już dekady temu teo­re­tycy wie­dzieli, że aby cokol­wiek dostrzec, należy polować na naj­dra­ma­tycz­niej­sze kosmiczne kata­strofy, jak na przykład wybuchy super­no­wych lub zde­rze­nia naj­gęst­szych i naj­ma­syw­niej­szych obiektów. Ale nawet wówczas, z uwagi na olbrzy­mie odle­gło­ści wyno­szące setki, tysiące lub miliony lat świetl­nych, ewen­tu­alne ślady docie­ra­jące do naszej planety, będą ledwie widoczne.

Pierw­szym śmiał­kiem, który podjął się tego wyzwania był Joseph Weber. Ame­ry­ka­nin zapro­jek­to­wał pro­to­ty­powe detek­tory o kształ­cie dwu­me­tro­wych, alu­mi­nio­wych walców, umiesz­cza­nych w spe­cjal­nych komorach. Przy przej­ściu fali gra­wi­ta­cyj­nej, taki walec miał wpadać w leciutki rezonans. Weber wie­lo­krot­nie zare­je­stro­wał takie zjawisko, będąc prze­ko­na­nym o sukcesie swojego eks­pe­ry­mentu. Tego entu­zja­zmu nie podzie­lał jednak nikt poza inży­nie­rem. Na webe­row­skie walce spadła lawina krytyki, z uwagi na ich nie­do­kład­ność, błędy w opro­gra­mo­wa­niu oraz trud­no­ści z wery­fi­ka­cją wyników. Świat potrze­bo­wał nowego pomysłu, który – jak się miało okazać – w rze­czy­wi­sto­ści oparto na użyciu starego i dobrze znanego urzą­dze­nia: inter­fe­ro­me­tru.

Zasada dzia­ła­nia nie należy do szcze­gól­nie skom­pli­ko­wa­nych. Taki detektor składa się z dwóch usta­wio­nych pro­sto­pa­dle względem siebie rur, wewnątrz których wędruje wte i we wte, roz­dzie­lona wiązka lasera. W przy­padku, gdy dochodzi do zmian w naprę­że­niu cza­so­prze­strzeni, to jest, przez Ziemię prze­cho­dzi fala gra­wi­ta­cyjna, długość ramion ulegnie chwi­lo­wemu zachwia­niu. Proste, prawda? Diabeł tkwi w szcze­gó­łach, ponieważ taka zmiana długości nie wynosi cen­ty­me­tra, mili­me­tra, ani nawet nano­me­tra. Mówimy o wiel­ko­ściach rzędu try­lio­no­wych części metra, a więc mniej­szych niż średnica poje­dyn­czego protonu. Teraz rozu­miesz dlaczego Einstein i Rosen pod­cho­dzili z przy­mru­że­niem oka do idei detekcji? Jeśli nadal nie, to dodam, że drgania skorupy ziem­skiej czy nawet pobli­skie prze­jazdy pociągów lub cię­ża­ró­wek, powodują o wiele większe szumy (więcej na temat kwestii tech­nicz­nych dowiesz się z tego wywiadu). 
Mimo to, nie zabrakło naukow­ców o odpo­wied­niej wyobraźni z domieszką sza­leń­stwa. Kimś takim był świeżo upie­czony profesor z Kali­for­nii, zaledwie 28-letni Kip Thorne (tak, to jeden z tych pięknych umysłów, które robią doktorat i pro­fe­surę, kiedy inni odbie­rają dyplom magistra). Nie­wy­klu­czone, że obiło Ci się o uszy to nazwisko. Thorne to jeden z naj­sław­niej­szych astro­fi­zy­ków swojego poko­le­nia, wystę­po­wał w wielu pro­gra­mach doku­men­tal­nych, pomagał sce­na­rzy­stom filmu Inter­stel­lar, napisał kilka świetl­nych książek popu­lar­no­nau­ko­wych, a w swoich pracach, odważnie rozważał nie­stan­dar­dowe zagad­nie­nia, jak tunele cza­so­prze­strzenne i oczy­wi­ście fale gra­wi­ta­cyjne. W ten sposób, w 1968 roku, uważany za przy­szłość ame­ry­kań­skiej fizyki Thorne, zaczął ener­gicz­nie agitować za prze­pro­wa­dze­niem poważ­nego eks­pe­ry­mentu, który wreszcie roz­strzy­gnie spór o zmarszczki cza­so­prze­strzeni. Debata trwała wiele lat, ale osta­tecz­nie przed­sta­wi­ciele ame­ry­kań­skich uczelni, na czele z Cal­te­chem i MIT, powzięli decyzję o wznie­sie­niu dwóch bliź­nia­czych, olbrzy­mich i ultra­czu­łych inter­fe­ro­me­trów, odda­lo­nych od siebie o trzy tysiące kilo­me­trów. Projekt zyskał nazwę Laser Inter­fe­ro­me­ter Gra­vi­ta­tio­nal Wave Obse­rva­tory, czyli LIGO. W skład komitetu nauko­wego mającego dopil­no­wać jego budowy, stanęli Rainer Weiss (znany również z prac nad satelitą COBE), Ronald Drever oraz Kip Thorne. Jak może zauwa­ży­łeś, wśród nagro­dzo­nych przez komisję noblow­ską znaleźli się Weiss i Thorne, ale nie Drever. Niestety ten ostatni zmarł zaledwie kilka miesięcy temu, na czym sko­rzy­stał póź­niej­szy szef LIGO, Barry Barish.

Niełatwa budowa, utrud­niana dodat­kowo przez braki finan­sowe, trwała wła­ści­wie aż do końca stulecia, a kolejne poprawki aż do 2010 roku. Resztę historii już znasz. 14 września 2015 roku, czujniki w obu kom­plek­sach LIGO wykazały silne zabu­rze­nie, zde­cy­do­wa­nie wyróż­nia­jące się na tle szumów. Było to gra­wi­ta­cyjne echo odległej o 1,3 miliarda lat świetl­nych kosmicz­nej kraksy, zde­rze­nia dwóch czarnych dziur, o łącznej masie 65 Słońc. Zgodnie z teorią, wpa­da­jące na siebie obiekty utwo­rzyły jeden, o masie 62 razy większej od Słońca, podczas gdy trzy masy Słońca (ponad milion mas Ziemi), uległy kon­wer­sji w energię, wyemi­to­waną pod postacią zaburzeń cza­so­prze­strzeni.
Tyle było trzeba, aby gdzieś w obcej galak­tyce, na odległej planecie, skrócić jedno z ramion inter­fe­ro­me­tru o długość znacznie mniejszą od jądra atomu.

Nagroda Nobla dla Thorne’a, Weissa i Barisha, jest tak naprawdę sym­bo­licz­nym wyróż­nie­niem dla olbrzy­miej grupy ponad tysiąca pra­cow­ni­ków obsłu­gu­ją­cych potężne urzą­dze­nia i inter­pre­tu­ją­cych ich wska­za­nia. Jest również hodłem dla dzie­siąt­ków teo­re­ty­ków, którzy poświę­cili swe kariery dla usta­le­nia wła­ści­wo­ści fal gra­wi­ta­cyj­nych. Jako cie­ka­wostkę warto dodać, że dosłow­nym “odkrywcą” fal nie był żaden z nobli­stów, lecz Marco Drago, doktor Uni­wer­sy­tetu w Padwie. To on miał szczę­ście jako pierwszy ujrzeć sygnał GW150914 i powia­do­mić o nim świat. 

W ten sposób roz­po­częła się nowe era dla fizyki, astro­fi­zyki i kosmo­lo­gii. Do chwili obecnej obser­wa­to­rzy wychwy­cili już trzy kolejne ślady fal gra­wi­ta­cyj­nych. Następne odkrycia oraz pla­no­wane projekty ozna­czają, pozo­stają już tylko kwestią czasu. Ludzkość zyskała okulary, pozwa­la­jące spojrzeć na wszech­świat w trochę inny sposób.
Literatura uzupełniająca:
Observation of Gravitational Waves from a Binary Black Hole Merger, “Physical Review Letters”, nr 116, 12 II 2016;
K. Thorne, Czarne dziury i krzywizny czasu. Zdumiewające dziedzictwo Einsteina, przeł. D. Czyżewska, Warszawa 2004;
J. Lasota, Czy wielki wybuch był głośny?, Warszawa 2017;
Fizycy wspominają, pod red. A. Kobosa, Kraków 2014;
C. Scharf, Silniki grawitacji. Jak czarne dziury rządzą galaktykami i gwiazdami, przeł. U. Seweryńska, Warszawa 2014.
  • no name?

    Hmm… jeśli rzucam kamień do wody, to on powoduje powsta­nie fal, ale nie zmienia się w wodę.
    czy zatem, jeśli bra­ku­jące 3 Słońca zmieniły się w fale, to znaczy, że cza­so­prze­strzeń jest kolejną postacią/formą energii??

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Kamień nie zmienia się w wodę, ale energia kine­tyczna kamienia jest prze­ka­zy­wana wodzie, wskutek czego powstają fale. W przy­padku tań­czą­cych ze sobą, z nie­wy­obra­żalną pręd­ko­ścią czarnych dziur, potężna energia tego ruchu ucieka w postaci pro­mie­nio­wa­nia. Mamy też kwestię momentu obro­to­wego samych czarnych dziur. Wyda­wa­łoby się, że to niewiele, ale mówimy o super­gę­stych ciałach, poru­sza­ją­cych się z pręd­ko­ścią kil­ku­dzie­się­ciu procent pręd­ko­ści światła. Zapewne sporo energii kosztuje również krótki moment, w którym dziury ulegają zlewaniu. Dochodzi do defor­ma­cji hory­zon­tów zdarzeń i całej cza­so­prze­strzeni wokół tego rejonu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Patryk Jan­kow­ski

    Dziękuję za artykuł. Jak zwykle trzyma wysoki poziom 🙂 Zasta­na­wiam się, w jaki sposób ustalono odle­głość źródła zaob­ser­wo­wa­nych fal, a także skutków złą­cze­nia się tych czarnych dziur. Jak to się robi?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ciekawy temat na tekst! Ale na razie w skrócie: niestety nie jesteśmy w stanie optycz­nie zobaczyć kata­kli­zmu, jakim jest złą­cze­nie dwóch czarnych dziur, w bardzo odległej galak­tyce — z przyczyn oczy­wi­stych. Skąd zatem wiem, że odczyty urządzeń to złą­cze­nie takich a nie innych obiektów? Tak naprawdę na wydru­kach widzimy coś więcej niż poje­dyn­cze “pik­nię­cie” wyzna­cza­jące samo zde­rze­nie. Mamy cały wykres poka­zu­jący zmie­nia­jącą się czę­sto­tli­wość fal gra­wi­ta­cyj­nych, cha­rak­te­ry­styczną dla krą­żą­cych wokół siebie czarnych dziur (stąd da się wyzna­czyć ich masę), widać moment zde­rze­nia i nagłe wyci­sze­nie. Zgadza się to z obli­cze­niami teo­re­ty­ków i symu­la­cjami. W rzeczy samej, inter­fe­ro­me­try są dla nas jedyną szansą żeby jak­kol­wiek dowie­dzieć się o takich zda­rze­niach.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Adam Sunny

        warto zwrócić uwagę, że podane odle­gło­ści są dużym tylko przy­bli­że­niem. Twórcy byli by w stanie wyzna­czyć dokładną odle­głość gdyby mieli do dys­po­zy­cji trzeci detektor (trzecią bra­ku­jącą oś w prze­strzeni trój­wy­mia­ro­wej)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Patryk Jan­kow­ski

        Dziękuję za cenne odpo­wie­dzi! Dosko­nale już rozumiem ten proces. Rozumiem, że trzeciej osi układu nie zbu­du­jemy że względu na nie­moż­li­wość tłu­mie­nia szumów z zewnątrz. Cieszę się, że mój komen­tarz może stać się inspi­ra­cją do nowego tekstu 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Adam Sunny

        nie no w ist­nie­ją­cych detek­to­rach naj­bar­dziej skom­pli­ko­waną rzeczą jest właśnie gigan­tyczny układ swojego rodzaju “amor­ty­za­cji” służący do tłu­mie­nia drgań choćby tup­ta­ją­cych mrówek z pobli­skiego lasu.

        Na temat trze­ciego detek­tora nic mi nie wiadomo, nie wyklu­czone, że powsta­nie, nato­miast już po wykryciu fal gra­wi­ta­cyj­nych budżet będzie raczej trudno zdobyć.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Może się mylę, ale jeżeli warun­kiem jest ist­nie­nie trze­ciego detek­tora, to przecież takie obser­wa­cje już mamy. Ostatnio złapana fala gra­wi­ta­cyjna została również zauwa­żona przez jeszcze jeden inter­fe­ro­metr, położony w Europie. Poza tym o przy­szłość bym się nie martwił. Pomi­ja­jąc to, że podobne projekty będą na pewno powsta­wać (bo teraz rodzi się nowa działka astro­fi­zyki) to czekamy na LISA.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Adam Sunny

        czyli jednak budżet się znajdzie 😛 

        Przy­pusz­czam, że euro­pej­ski detektUR jest znacznie mniej­szych roz­mia­rów co za tym idzie dużo mniejsze moż­li­wo­ści. Mógłby mieć kłopot z wyła­pa­niem zare­je­stro­wa­nej przez LIGO-VIRGO kolizji gigantów w galak­tyce poło­żo­nej od nas 130 milionów lat świetl­nych.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Patryk Jan­kow­ski

        Czyli im dłuższe tunele, w których płynie wiązka lasera, to tym z większą dokład­no­ścią jesteśmy w stanie zmierzyć odchy­le­nia powstałe na skutek przej­ścia fal gra­wi­ta­cyj­nych? Jestem pewien, że fundusze się znajdą, zwłasz­cza że jeśli powstaną urzą­dze­nia mogące zamienić tę energię na energię innego typu to jako cywi­li­za­cja zrobimy mile­nijny krok!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Oj na to bym nie liczył, a na pewno nie w jakimś sen­sow­nym czasie. Na razie będziemy dążyć do wyko­rzy­sta­nia fal jako alter­na­tyw­nego sposobu obser­wa­cji kosmosu. To czego nie zdołamy ujrzeć optycz­nie, wciąż będzie możliwe do zbadania właśnie za sprawą takich detek­to­rów.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Adam Sunny

        swoją drogą ciekawe na ile alter­na­tywny będzie obraz z tele­skopu webba, kiedy oni go w końcu skończą????

        w ogóle jak to jest? my aktu­al­nie widzimy cały wszech­świat jaki jest? czy tylko do pewnego hory­zontu… widocz­no­ści??

        nie mogę pojąc dlaczego w webbie reje­stra­cja fali światła prze­su­nię­tej ku czer­wieni da akurat starszy obraz wszech­świata

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Oczy­wi­ście, że nie widzimy całości, a jedynie do granicy pewnego hory­zontu. W tym miejscu pojawia się pojęcie wszech­świata obser­wo­wal­nego, o średnicy 96 mld lat świetl­nych, w centrum którego usta­wiony jest obser­wa­tor (Ziemia): http://www.kwantowo.pl/2012/10/20/dlaczego-wszechswiat-ma-92-mld-lat-swietlnych-srednicy/
        Stożek świetlny też ma swoje zna­cze­nie: http://www.kwantowo.pl/2017/09/29/takie-tam-stozki/

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Adam Kutynia

        Detektor Virgo jest rze­czy­wi­ście nieco mniejszy — zamiast ramion o długości 4km ma ramiona 3km. Ma nieco mniejszą czułość w zakresie wyższych czę­sto­tli­wo­ści, za to ze względu na kon­struk­cję zawie­szeń mas refe­ren­cyj­nych, ma większą czułość w zakresie niskich czę­sto­tli­wo­ści — a właśnie w tym zakresie spo­dzie­wamy się detekcji fal pocho­dzą­cych od dużych układów mas (typu czarne dziury).

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Adam Kutynia

        Mamy trzeci detektor i to euro­pej­ski. Jest to położone koło Pizy Virgo, dołączył on do sieci LIGO — Virgo Col­la­bo­ra­tion w sierpniu. Ostatnio w Physical Letter Review ukazał się artykuł w którym omawiana jest detekcja za pomocą trzech inter­fe­ro­me­trów, oraz wpływ dołą­cze­nia trze­ciego instru­mentu na loka­li­za­cję źródeł oraz poja­wia­jące się nowe moż­li­wo­ści pomiarów nie­któ­rych para­me­trów fali gra­wi­ta­cyj­nej, np. pola­ry­za­cji.
        Do gry o LISA właśnie wróciła NASA (bo na jakiś czas zawie­siła swój udział w pro­jek­cie — ze względów finan­so­wych) — więc jest szansa że projekt powsta­nie. No i dużym pla­no­wa­nym pro­jek­tem w zakresie astro­no­mii fal gra­wi­ta­cyj­nych jest Einstein Tele­scope — pod­ziemny inter­fe­ro­metr w kształ­cie trójkąta.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Witam Pana Adama :). Dziękuję za dopre­cy­zo­wa­nie naszych rozważań i infor­ma­cję; polecany artykuł już pochło­ną­łem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • tarans­sj4

    Cześć, mały offtopic: wszyst­kim czy­ta­ją­cym mogę polecić film Photon (polski film, grają go właśnie w “małych” kinach) — uczta wizualna i arty­styczna dla fanów fizyki i innych cie­kaw­skich świata:)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ian

    Adam, a co uważasz na temat pisania wpisów gościn­nych? Czy mógłbym taki napisać?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Zdarzały się na blogu wpisy gościnne. Jeżeli będziesz w nim poruszał jakiś ciekawy problem filo­zo­ficzny lub naukowy, nie widzę problemu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dominik Kurek

    Fizycy po prze­ło­mo­wej OTW prze­rzu­cili się na sianie marchwi .

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Michał Tar­now­ski

    Tekst bardzo spoko, tylko pod koniec zamiast „hodłem” powinno być „hołdem”. 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0