Zerkam właśnie na wyniki przedstawionej Wam niedawno ankiety i muszę stwierdzić, że takiego poparcia nie powstydziłby się sam Łukaszenka. Kimże jestem aby to zignorować?

Zgodnie ze swoim pier­wot­nym posta­no­wie­niem, po dwóch mie­sią­cach odpo­czynku – w istocie nie­ma­ją­cym z odpo­czyn­kiem nic wspól­nego – wracam do pisania. Zełgał­bym mówiąc, że wyzbyłem się wszel­kich męczą­cych mnie wąt­pli­wo­ści, a moja ogólna sytuacja uległa zna­czą­cej poprawie. Wciąż oczekuję od tego miejsca znacznie więcej i pragnę aby wsko­czyło na tory szyb­kiego wzrostu. Jest nas teraz kil­ka­na­ście tysięcy. Nawet w tym czasie, gdy blog nie był aktu­ali­zo­wany, każdego dnia wyświe­tlało go ponad tysiąc osób. Dużo? Nie­któ­rzy powiedzą, że strona o fizyce, o nauce, nie może liczyć na więcej. Nie przyj­muję takiego tłu­ma­cze­nia. Nie podlega dyskusji, że połowa, 3/4, może nawet 90% spo­łe­czeń­stwa pozo­staje nie­za­in­te­re­so­wana posze­rza­niem wiedzy o wszech­świe­cie, jednak reszta to nadal dzie­siątki lub setki tysięcy ludzi. Blog posiada zatem, bez wąt­pie­nia wciąż spore pole do rozwoju. Ale to czy takie miejsca w sieci jak Kwantowo zakwitną, zależy w równej części od autora, co od aktyw­no­ści czy­tel­ni­ków. Krótko mówiąc, ode mnie, ale i od Ciebie zależy, czy to wszystko ma jaki­kol­wiek sens. Ale o tym za chwilę. Na razie – tak jak obie­ca­łem na fan­pej­dżu – upu­blicz­nię wyniki ankiety i postaram się usto­sun­ko­wać do co cie­kaw­szych odpo­wie­dzi (pełnie wyniki badania można pobrać tutaj). Może nie jest zbyt mądrze pytać czy­tel­ni­ków danego blogera czy chcą żeby wrócił do two­rze­nia, ale mimo wszystko, aż tak jed­no­stron­nego wyniku się nie spo­dzie­wa­łem. Sądziłem, że przy­naj­mniej kil­ka­na­ście procent wzruszy ramio­nami, pozo­sta­jąc neu­tral­nym wobec moż­li­wego obumar­cia tego kącika. Dzięki!

Pytanie to zadałem aby lepiej rozeznać się w Waszych gustach. Ocze­ki­wa­łem, że pewne tytuły powtórzą się wie­lo­krot­nie, co wskaże mi odpo­wiedni kierunek dalszej twór­czo­ści. Tu jednak czekało na mnie kolejne zasko­cze­nie, ponieważ wśród kil­ku­dzie­się­ciu typów, prawie każdy podawał co innego! Jednemu naj­bar­dziej utkwił w pamięci cykl “Kosmiczna symfonia” lub “Archi­tekt nowej fizyki”, innemu teksty o czarnych dziurach i ciemnej materii, a jeszcze inny wskazał na moje bardziej osobiste roz­wa­ża­nia wykra­cza­jące poza naukę. Byli i tacy, którzy zapro­po­no­wali artykuły, o których spło­dze­niu sam już zapo­mnia­łem. Niezbyt mi to pomoże, ale pokazało, że więk­szość moich tekstów odnaj­duje swój target i nie prze­cho­dzi bez echa.
W tym przy­padku wyniki pokryły się z moimi prze­wi­dy­wa­niami. Zdaję sobie jednak sprawę (i Wy pewnie również), że mamy ten­den­cję do oszu­ki­wa­nia samych siebie. To, że dwa razy więcej osób posta­wiło obszerne artykuły popu­lar­no­nau­kowe ponad “Głupotą na nie­dzielę”, nie oznacza niestety, że te ostatnie cieszą się dwu­krot­nie mniejszą popu­lar­no­ścią. Prawda jest taka, że jedno mówimy, a drugie robimy. Spo­koj­nie, to również dotyczy mnie samego.
Skoro wiemy już co z obecnego reper­tu­aru inte­re­suje Was naj­moc­niej, warto też zasta­no­wić się nad tym, w jaki sposób można ewen­tu­al­nie uroz­ma­icić Kwantowo. Zgodnie z Waszą sugestią, muszę poważnie rozważyć ubo­ga­ce­nie bloga prze­glą­dami newsów ze świata nauki oraz tekstami zawie­ra­ją­cymi krótkie odpo­wie­dzi na pytania czy­tel­ni­ków (nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak często dostaję prywatne wia­do­mo­ści!). Nie mam jeszcze wizji jak te posty powinny wyglądać, więc jestem otwarty na pro­po­zy­cje.
Do zadania tego pytania zostałem spro­wo­ko­wany pewnym komen­ta­rzem jaki zoba­czy­łem kilka tygodni temu. Jego autor stwier­dził, że treści poja­wia­jące się na blogu są zde­cy­do­wa­nie zbyt ciężkie, a styl prze­ka­zy­wa­nia wiedzy wymaga zde­cy­do­wa­nej poprawy. Wiele nie prze­sa­dzę stwier­dza­jąc, iż opinia ta doprawdy mną wstrzą­snęła. Nie­co­dzien­nie człowiek po 6–7 latach regu­lar­nego popu­la­ry­zo­wa­nia nauki, dowia­duje się, że jego teksty są trudne, mętne i do dupy. Na całe szczę­ście, wśród stałych czy­tel­ni­ków, zdanie to podzie­liły tylko dwie osoby. Ufff…
I doszli­śmy do sedna. Wielu autorów w tym miejscu zaczę­łoby roz­dzie­rać szaty, tłuc pię­ściami po kla­wia­tu­rze lub pochli­py­wać w kącie. Choć na ogół ta metoda działa, ja pozo­stanę przy drobnej, nie­sub­tel­nej sugestii. Rozumiem, że nie kręcę posze­rza­ją­cych hory­zonty daily-vlogów, że ani nie nagrywam fascy­nu­ją­cych game­playów. Zdaję sobie sprawę, że pro­du­ku­jąc treści, przy których trzeba się skupić, wymęczyć wzrok i poświę­cić kil­ka­na­ście minut, nie mogę liczyć na wiele. Jednakże, jeśli już uważacie, że Kwantowo nie zasłu­guje na takie wsparcie jak inny bloger czy vloger, to przy­naj­mniej sta­raj­cie się pomóc w jego promocji. Ta głupia łapka w górę, kom­plet­nie nie­istotny z punktu widzenia jed­nostki lajk, ma w dzi­siej­szym inter­ne­cie kapi­talne zna­cze­nie. To od Waszego klik­nię­cia zależy u jak wielu ludzi wyświe­tli się dana treść, ze względu na iry­tu­jącą politykę face­bo­oka. 

Układ jest taki: ja tworzę, spo­łecz­ność wspiera. Nie będę rzucał groźbami w stylu “zróbcie to i tamto, bo inaczej zamknę to wszystko i zniknę”. Nie. Wolę aby moje i Wasze zaan­ga­żo­wa­nie szły w parze. Będzie­cie aktywni, pojawią się nowi patroni, zauważę większą liczbę udo­stęp­nień – zrobię wszystko aby utrzymać dawną regu­lar­ność oraz jakość wpisów. Choćbym miał nie spać po nocach i pluć krwią. Jeśli nie, to moje zaan­ga­żo­wa­nie zostanie dosto­so­wane do sytuacji, zaś nowe mate­riały będą się poja­wiały raz na dwa, trzy miesiące. (Jest też inna moż­li­wość – opcja atomowa – której mam nadzieję nigdy nie wyko­rzy­stać). Wiele zależy od Was. Nie piszę tego wszyst­kiego z pre­ten­sją, choć może tak się wydawać. Po prostu twór­czość, tak samo jak każdy inny proces, podlega zwykłemu, bru­tal­nemu dar­wi­ni­zmowi. Prze­trwają naj­le­piej dosto­so­wani, reszta prędzej czy później musi odpaść. Żywię nadzieję, że Kwantowo znajdzie się w tej pierw­szej grupie i dane mu będzie dalej ewo­lu­ować. 🙂

Mam jeszcze bonus! Jak wspo­mi­na­łem w ostatnim wpisie, poświę­ci­łem wakacje na prze­kwa­li­fi­ko­wa­nie i szli­fo­wa­nie nowych umie­jęt­no­ści. W ramach praktyki w kodo­wa­niu, posta­no­wi­łem wycza­ro­wać coś prak­tycz­nego. Będzie to dość prosty serwis, lekki tema­tycz­nie i luźno nawią­zu­jący do nauki. Nie wiążę z nim jakichś wielkich nadziei, ale jego posta­wie­nie traktuję jako ważną prak­tyczną lekcję. Myślę, że pierwsza wersja zostanie upu­blicz­niona w ciągu 2–3 tygodni. Zanim to nastąpi, możecie liczyć na porcję nowych arty­ku­łów.


  • http://swiat.jutra.ovh keeeper

    Myślę, że mie­szanka poważ­nych tekstów oraz lżej­szych, nawet takich “z jajem” w saty­ryczny sposób komen­tu­jąca niektóre doko­na­nia naukowe (bądź “naukowe”) bardzo pozy­tyw­nie wpły­nę­łaby na wzrost zain­te­re­so­wa­nia. Świetny pomysł i z chęcią sprawdzę jak dajesz sobie radę w takich tematach.

    Fajnie, że masz ambicje aby twoja strona rosła w siłę ale też trochę smuci fakt, że od ilości lajków zależy przy­szłość Kwantowo. Dosko­nale zdaję sobie sprawę z tego, że jak się robi to co lubi to dobrze gdyby to jeszcze przy­no­siło nama­calny profit ale nie zawsze jest tak pięknie. Tematyka, którą wybrałeś to nie są śmieszne koty i laski w bikini, które trafią do każdego ale spe­cja­li­styczna wiedza mająca sto­sun­kowo niewielu miło­śni­ków zatem zbyt wielkie ocze­ki­wa­nia mogą przy­nieść jeszcze większe roz­cza­ro­wa­nie. Mimo to..

    Jeśli lubisz robić to co robisz — czytać, pisać, komen­to­wać, argu­men­to­wać, to po prostu to rób. Nie patrz na to jak na stratę czasu, bo chleba z tego nie będzie (od tego będziesz miał pro­gra­mo­wa­nie) tylko jak na inwe­sty­cję w samego siebie — im więcej piszesz tym lepiej to idzie, im więcej myślisz i zaj­mu­jesz się nauką tym lepiej to rozu­miesz. Ponadto Kwantowo to już wyro­biona marka — masz tysiące fanów na wysokim poziomie z którymi warto pody­sku­to­wać, głupio by było aby prze­pa­dli — a tak się niestety stanie jeśli przerwy w dosta­wach arty­ku­łów będą się prze­cią­gać.

    Bardzo nie chcę aby sens tego komen­ta­rza zawarł się w stwier­dze­niu “pisz za darmo albo spadaj” choć wiem, że tak nie­któ­rzy mogą go potrak­to­wać. Sam mam małą stronkę n.t. tech­no­lo­gii którą prowadzę od ponad dwóch lat mimo, że pies z kulawą nogą to czyta ale wciąż to robię bo po prostu lubię — prze­la­nie myśli na wir­tu­alny papier zwy­czaj­nie mnie relak­suje, a przy okazji szukania mate­ria­łów do tekstów sam mam okazję nauczyć się czegoś cie­ka­wego. Dlatego, pod­su­mo­wu­jąc:

    https://uploads.disquscdn.com/images/4ee761930f0659dcfab383c6cd8c4683a45475faf4904eac3443eb360ef17914.jpg

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dawid Nowak

    Gra­tu­luję podjęcia trudnej decyzji o prze­kwa­li­fi­ko­wa­niu! Ja również zmagałem się z tym pro­ble­mem i wiem że nie jest łatwo. Mnie się udało, zna­la­złem zatrud­nie­nie w IT i mam nadzieję, że Tobie również się uda (o ile jeszcze nie kodujesz zawodowo) 🙂

    Cieszę się, że blog wraca, bra­ko­wało mi tych arty­ku­łów! 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Orion Cen­tau­rii

    Może spró­bo­wał­byś dodanie alter­na­tyw­nych form wsparcia zamiast patro­nite , np . poprzez SMS’y , Paypal I co tam jeszcze teraz jest . Nie­któ­rzy ( w tym ja ) mogą mieć trudność z dostar­cza­niem ;
    a) pie­nię­dzy przez komputer
    b) pie­nię­dzy w sposób dłu­go­ter­mi­nowy
    Ja na przykład ucie­szył­bym się kiedy po wyjąt­ko­wym artykule mógł posłać szyb­kiego , jed­no­ra­zo­wego SMS’a który nie wymaga żadnych kont ban­ko­wych itp.…

    Poza tym Naj­bar­dziej cenię Twoje roz­bu­do­wane teksty stricte fizyczno-naukowe (wzór-Kosmiczna Symfonia ) z domieszką filo­zo­ficz­nych rozważań (wzór — i po co Ci ta wiedza ) i krót­szych tekstów w zabawny sposób opo­wia­da­ją­cych o odkry­ciach lub naukow­cach ( wzór — Naj­więk­szy śmieszek w Los Alamos ) . Tworzą one według mnie trzon tego wspa­nia­łego bloga . 

    PS . Czy w 5 części kosmicz­nej symfonii musiałeś wspo­mi­nać o tym że ktoś stworzył już teorię nie­skoń­czo­nych wszech­świa­tów przede mną 🙁 . Myślałem , że choć raz okażę się choć odrobinę kre­atywny a tu się okazuje , że teoria którą two­rzy­łem , wery­fi­ko­wa­łem życiowo i roz­bu­do­wy­wa­łem przez ostatnie 4 lata okazała się zupełnie nie­świa­do­mym pla­gia­tem teorii sprzed 20 lat 🙁 . Mam wrażenie , że w teraź­niej­szym świecie stwo­rze­nie czegoś nowego i ory­gi­nal­nego jest dla mnie nie­moż­liwe . Smutno się tak znie­chę­cić w wieku 14 lat 🙁

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Wini

    Parę dni temu wróciłem po długiej nie­obec­no­ści i zacząłem nad­ra­biać jedynego bloga, którego czytałem i jakże się zała­ma­łem, gdy prze­czy­ta­łem o “zawie­sze­niu” dzia­łal­no­ści. Na szczę­ście nie zdążyłem nawet porząd­nie opłakać tej nie­oce­nio­nej straty i już dzisiaj mój feed RSS zabły­snął kolorem nadziei — wspa­niałe wieści! Bardzo się cieszę i życzę wytrwa­ło­ści!

    Co do dalszego rozwoju portalu to stawiasz sobie bardzo ambitne cele — pamiętaj, że piszesz po Polsku, więc Twoje audy­to­rium jest ogra­ni­czone. Trzymam kciuki i życzę sukcesów w popu­la­ry­zo­wa­niu nauki, jednak wydaje mi się, że Twoje mate­riały są zbyt dobrej jakości, żeby się przebić, bo zgodnie z prawem Stur­ge­ona ludzie będą bardziej zain­te­re­so­wani wspo­mnia­nymi śmiesz­nymi kotami i kupą Lewan­dow­skiego. Obawiam się, że sama natura portalu sprawia, że marzenia o ogromnym zasięgu są mrzonką — musiał­byś chyba przejść na tematy BARDZO pod­sta­wowe i proste jak drut, żeby dotrzeć do większej ilości ludzi, ale od tego ludzie mają jed­no­aka­pi­towe wpisy na sub­por­ta­lach pseu­do­nau­ko­wych w WP, onet.pl itp. Czy chcesz, żeby tak wyglą­dało kwantowo?

    Z kwantowo jest jak ze zdrowiem, ten tylko się dowie… w związku z czym pierwszy raz w życiu sko­rzy­stam z Patro­nite i zachęcam do tego każdego, kto czyta ten wpis — czy 5 lub 10 zł mie­sięcz­nie robi taką różnicę w Waszym budżecie? Zasta­nówmy się ile możemy osiągnąć jeżeli każdy z nas dorzuci cegiełkę, która prawie nic go nie kosztuje, a także zasta­nówmy się ile możemy stracić jeżeli ten portal zniknie. Oczy­wi­ście nie czuję się szan­ta­żo­wany, ale czasowe zamknię­cie portalu było dla mnie wstrzą­sem otwie­ra­ją­cym oczy i nie chcę tego doświad­cze­nia powta­rzać 🙂

    Pozdra­wiam,
    Wini

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • the­gay­be­ard

    Dla mnie, mimo, że nie wcho­dzi­łem codzien­nie na Kwantowo fakt że taki blog istnieje jest bardzo ważny, dlatego że tutaj zbierają się ludzie którzy patrząc na słońce, pomyślą czym ono w istocie jest, czemu święci i

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Paulina

    Jestem bardzo ciekawa jak roz­kła­dała się próba osób ankie­to­wa­nych jeśli chodzi o płeć? Czy wśród czy­tel­ni­ków Twojego bloga przeważa, któraś z płci?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      W pełnej ankiecie jest sta­ty­styka: 77% do 23% na korzyść mężczyzn. Ale od dawna mam wrażenie, że “wier­niej­sze” są czy­tel­niczki, co widzę po udo­stęp­nie­niach oraz patro­nite. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Agrest

    Ostatnio bardzo dużo uczyłem się do olim­piady che­micz­nej, więc miałem mało czasu, aby prze­glą­dać internet. Również nie mogłem sobie pozwolić na zaj­rze­nie na mojego ulu­bio­nego bloga, czyli Kwantowo… Wiem, że piszę ten komen­tarz “z opóź­nie­niem”, ale to miło, że Pan wrócił. Kwantowo to bardzo ciekawy i budujący blog. Tęsk­ni­łem z nim. Bardzo chciał­bym wspierać przez patro­nite Kwantowo, ale niestety nie mogę jeszcze. Dobrze, czas nadrobić zale­gło­ści.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

    Robienie sondażu poprzez two­rze­nie próby ochot­ni­czej jest trak­to­wane w sta­ty­styce jako bardzo ciężki błąd, który cał­ko­wi­cie unie­waż­nia wyniki w taki sposób otrzy­mane. Oczy­wi­ste jest, że do takiego badania zgłoszą się wyłącz­nie ochot­nicy o poglą­dach zde­cy­do­wa­nych i bez­kom­pro­mi­so­wych, którzy w dodatku akurat zajrzą na daną stronę.

    Dziwne że w ten sposób postę­puje autor, który chciałby naukowo edukować spo­łe­czeń­stwo. 🙁

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Najpierw zrobiłem sondaż uliczny, w którym pytałem przy­pad­ko­wych prze­chod­niów o to, jakie artykuły na Kwantowo.pl naj­bar­dziej przy­pa­dły im do gustu. Spra­wiali wrażenie, jakby nie rozu­mieli pytania…

      A poważnie: zastanów się nad tym co piszesz. Ankiety są prze­różne i mają różny cel, również wewnętrzny — nie tworzę sondaży wybor­czych. Skoro zebrałem sporo istot­nych dla mnie infor­ma­cji, to takowy cel został osią­gnięty. Sama wiedza o tym ile osób pochy­liło się nad tą ankietą już jest dla mnie uży­teczna.

      I nie edukuję ludzi w sferze sta­ty­styki. Od tego są koledzy po piórze ze statystyczny.pl.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

        Zebrałeś sporo infor­ma­cji, ale wszyst­kie obar­czone błędem o nie­zna­nej i nie­moż­li­wej do osza­co­wa­nia wartości. czyli to infor­ma­cje w zasadzie bez­war­to­ściowe.

        “nie edukuję ludzi w sferze sta­ty­styki.”

        Co nie zwalnia od rze­tel­no­ści naukowej także w tej dzie­dzi­nie. Inaczej czy­tel­nicy gotowi są pomyśleć, że skoro autor sam lek­ce­waży stan­dardy naukowe, to nie jest wia­ry­godny jako tejże nauki pro­pa­ga­tor.

        Oczy­wi­ście pilaster zdaje sobie sprawę że zro­bie­nie rze­tel­nego, pra­wi­dło­wego badania jest znacznie trud­niej­sze i bardziej pra­co­chłonne. Ale cóż — wiedza kosztuje. A nauka wymaga poświę­ceń 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Dobrze, Pilaster napisze jak prze­pro­wa­dziłby podobną ankietę, gdyby pro­wa­dził bloga i chciał dowie­dzieć się tego i owego. Oczy­wi­ście biorąc w rachubę jedynie realne koszty czasowe i finan­sowe.

        “Inaczej czy­tel­nicy gotowi są pomyśleć, że skoro autor sam lek­ce­waży stan­dardy naukowe, to nie jest wia­ry­godny jako tejże nauki pro­pa­ga­tor.”

        Albo uznają, że autor nie ma obo­wiązku być omni­bu­sem i o ile nie mądrzy się w jakiejś dzie­dzi­nie i jej nie popu­la­ry­zuje, to ma prawo nie być w niej eks­per­tem. Inaczej, żeby pisać o jakiej­kol­wiek działce wiedzy, nale­ża­łoby być eks­per­tem od wszyst­kiego, a niestety takich ludzi poza Thomasem Youngiem i Pila­ste­rem na świecie nie było.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

        “Pilaster napisze jak prze­pro­wa­dziłby podobną ankietę, gdyby pro­wa­dził bloga i chciał dowie­dzieć się tego i owego.”

        Pilaster napisze.

        Spośród stałych czy­tel­ni­ków wylo­so­wałby odpo­wied­nią repre­zen­ta­tywną próbę. Do tych ludzi wysłałby ankietę z prośbą o wypeł­nie­nie i obiecał im nagrody jeżeli wypeł­nioną ankietę odeślą (jakiś kubek, długopis, loso­wa­nie książki, etc)

        Dalej już postę­po­wałby zgodnie z regułami sta­ty­styki, uwzględ­nia­jąc wielkość próby (uza­leż­niona od moż­li­wo­ści finan­so­wych obda­ro­wy­wa­nia respon­den­tów), poziom jej reali­za­cji (ile osób by odesłało), zatem też wielkość błędu, etc, wszystko to o czym piszą sta­ty­stycy.

        “nale­ża­łoby być eks­per­tem od wszyst­kiego, a niestety takich ludzi poza Thomasem Youngiem i Pila­ste­rem na świecie nie było.”

        Pilaster nie zna się na wszyst­kim. Nato­miast fak­tycz­nie może sprawiać takie wrażenie, ponieważ w dzie­dzi­nach, na których się nie zna, się nie wypo­wiada. 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://rob006.net/ rob006

        > Spośród stałych czy­tel­ni­ków wylo­so­wałby odpo­wied­nią repre­zen­ta­tywną próbę.

        Niezły z ciebie teoretyk. Ciekawe jak wylo­so­wał­byś spośród ano­ni­mo­wych czy­tel­ni­ków repre­zen­ta­tywną próbę. 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

        No jak to jak? Jakimś gene­ra­to­rem liczb losowych (pseudo)losowych

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Ale nawet jeśli się zna (a przy­naj­mniej tak uważa) to plecie androny. 

        “Spośród stałych czy­tel­ni­ków wylo­so­wałby odpo­wied­nią repre­zen­ta­tywną próbę. Do tych ludzi wysłałby ankietę z prośbą o wypeł­nie­nie i obiecał im nagrody jeżeli wypeł­nioną ankietę odeślą (jakiś kubek, długopis, loso­wa­nie książki, etc)”

        Spośród jakiej grupy losować? Lubią­cych na fb? W takim razie ta grupa już nie jest repre­zen­ta­tywna. Poza tym nie każdy na fb udo­stęp­nia swoje dane, a więc w wielu przy­pad­kach nie wiadomo jaki jest wiek osobnika, wykształ­ce­nie czy miejsce zamiesz­ka­nia. Po drugie, jaki byłby koszt wysłanie (za samo wypeł­nie­nie ankiety?) co najmniej dzie­sią­tek kubków, dłu­go­pi­sów i książek? Mam nadzieje, że mniejszy niż roczny zysk wyni­ka­jący z pro­wa­dze­nia bloga. Po trzecie, użyt­kow­nik złak­niony nagrody może wklepać byle jakie dane, aby tylko załapać się na fanty. Po czwarte, mieliśmy roz­ma­wiać o realnych kosztach i czasie. Wolę nie wiedzieć ile czasu zajęłoby mi odzy­wa­nie się do setek, może tysiąca czy­tel­ni­ków.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

        “Spośród jakiej grupy losować?”

        Z tych, których dane, a przy­naj­mniej jakiś adres zwrotny, są jakoś dostępne.

        Oczy­wi­ście nadal to nie jest dosko­nała próba, ale zde­cy­do­wa­nia lepsza niż ochot­ni­cza.

        “więc w wielu przy­pad­kach nie wiadomo jaki jest wiek osobnika, wykształ­ce­nie czy miejsce zamiesz­ka­nia”

        A po co ta wiedza na etapie loso­wa­nia? Dopiero jak odeślą ankiety, to się okaże

        “Po drugie, jaki byłby koszt wysłania (za samo wypeł­nie­nie ankiety?)”

        Za samo wypeł­nie­nie ankiety. I owszem, koszt byłby spory. Jak napisał pilaster — wiedza wymaga poświę­ceń. I nie, nie da się inaczej uzyskać repre­zen­ta­tyw­no­ści, bo trzeba skłonić jakimś bodźcem do wypeł­nie­nia ankiety także tych, którzy nie mają zde­cy­do­wa­nych, skraj­nych poglądów i potrzeby ich wyar­ty­ku­ło­wa­nia. A tych jest zawsze więk­szość.

        “użyt­kow­nik złak­niony nagrody może wklepać byle jakie dane, aby tylko załapać się na fanty.”

        W takim razie prościej byłoby wpisać prawdę, niż zmyślać. 🙂 Zresztą zadzia­łałby mecha­nizm zasługi. Więk­szość chcia­łaby jednak zarobić swoje uczciwie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

    “Skoro poten­cjal­nych czy­tel­ni­ków jest 200–300 tys., a blog ma ~12 tys. stałych odwie­dza­ją­cych, to nadal istnieje spore pole do rozwoju.:

    Skło­nie­nie abso­lut­nie wszyst­kich (albo przy­naj­mniej znaczącą więk­szość, ponad 50%) pol­sko­ję­zycz­nych fanów nauki, żeby czytali regu­lar­nie akurat tego jednego bloga, to bardzo ambitne zadanie. 🙂

    “naj­więk­szym sukcesem i celem popu­la­ry­za­tor­stwa jest popu­la­ry­zo­wa­nie, czyli zachę­ce­nie do rozwoju i lektury osoby, która sama z siebie nie pomy­śla­łaby o pochy­le­niu się nad fizyką.”

    Tak to mogło działać fak­tycz­nie w czasach przed­in­ter­ne­to­wych, kiedy główną barierą ogra­ni­cza­jącą zain­te­re­so­wa­nie nauką był brak dostępu do mate­ria­łów, zwłasz­cza jak ktoś mieszkał na pro­win­cji (jak w PRLow­skiej Polsce), czy wręcz na pro­win­cji pro­win­cji (czyli z dala od Warszawy, Krakowa, czy Wro­cła­wia).

    Jednak dzisiaj dostęp do treści nauko­wych i popu­lar­no­nau­ko­wych ma każdy bez żadnych ogra­ni­czeń. Jeżeli kogoś od czytania tylko boli głowa, nie odróżnia loga­rytmu od algo­rytmu, a na widok wzoru dostaje spazmów, to choćby wszyscy popu­la­ry­za­to­rzy na uszach stawali, do nauki go nie zachęcą.

    Albo zrobią to rodzice (albo chociaż dalsza rodzina, albo przy­naj­mniej nauczy­ciele) w dzie­ciń­stwie, albo potem już nikt.

    Proszę popa­trzeć jaki był odbiór w Polsce takiego Dawkinsa. Dopóki wydawano jego książki o biologii i ewolucji, bardzo wyma­ga­jące od czy­tel­nika, niewielu o nim w Polsce słyszało. Ale kiedy wyszedł “Bóg urojony”, książka, jak sam Dawkins napisał, skie­ro­wana nie do ludzi myślą­cych, tylko do plebsu, stał się gwiazda medialną.

    “Trzeba docenić zupełnie inną kulturę “sprze­da­wa­nia” nauki i wielki trud tam­tej­szych popu­la­ry­za­to­rów.”

    Owoce tego trudu są też już bez problemu dostępne w Polsce. I co? Nico.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      “Skło­nie­nie abso­lut­nie wszyst­kich (albo przy­naj­mniej znaczącą więk­szość, ponad 50%) pol­sko­ję­zycz­nych fanów nauki, żeby czytali regu­lar­nie akurat tego jednego bloga, to bardzo ambitne zadanie. :)”

      Nie musi być aż połowa, ale między 5% a 50% jest wciąż spore pole manewru. W każdym razie podwo­je­nie zasięgu jest jak naj­bar­dziej praw­do­po­dobne — to tylko kwestia czasu, którego niestety trochę brakuje na regu­larne publi­ka­cje.

      “Tak to mogło działać fak­tycz­nie w czasach przed­in­ter­ne­to­wych, kiedy główną barierą ogra­ni­cza­jącą zain­te­re­so­wa­nie nauką był brak dostępu do mate­ria­łów, zwłasz­cza jak ktoś mieszkał na pro­win­cji (jak w PRLow­skiej Polsce), czy wręcz na pro­win­cji pro­win­cji (czyli z dala od Warszawy, Krakowa, czy Wro­cła­wia).”

      Wtedy mógłbyś powie­dzieć, że przecież istnieją biblio­teki. To, że nauka — jak i wiele innych rzeczy — jest na wycią­gnię­cie ręki nie równa się temu, że dana osoba na nią trafi. Człowiek podczas swojego życia nigdy nie wypró­bo­wuje wszyst­kich swoich moż­li­wo­ści: nie chwyta się każdej dys­cy­pliny, nie próbuje uczyć się wszyst­kich języków ani grać na każdym instru­men­cie. Mam to szczę­ście, że dosta­wa­łem już maile od czy­tel­ni­ków, którzy przy­zna­wali, że od lektury Kwantowo roz­po­częli swoją przygodę z fizyką i dalej ją zgłę­biają lub nawet poszli na związane z nią studia. Nie muszę mówić, że to dla mnie naj­więk­szy kom­ple­ment.

      “Owoce tego trudu są też już bez problemu dostępne w Polsce. I co? Nico.”

      Nie wiem na czym to opierasz. Samo to, że wydaw­nic­twa wyplu­wają z siebie co chwilę nowe pozycje popu­lar­no­nau­kowe świadczy o tym, że popyt istnieje i się zwiększa. Zresztą sam jestem osobą, która do fizyki i astro­no­mii nie została prze­ko­nana przez rodziców, zna­jo­mych czy nauczy­ciela, a jedynie przez odpo­wied­nich popu­la­ry­za­to­rów i właściwe przed­sta­wie­nie tematu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

        “Wtedy mógłbyś powie­dzieć, że przecież istnieją biblio­teki.”

        Ale jak zaopa­trzone? W War­sza­wie, Poznaniu, czy Wro­cła­wiu, to jeszcze jako tako. Ale w jakimś Pier­dzi­sze­wie? Po za tym ilość pozycji w ogóle wyda­wa­nych na rynku była co najmniej o rząd wiel­ko­ści mniejsza niż dzisiaj. A wiedza o tym, że taka książka w ogóle istnieje — słabo dostępna.

        “Samo to, że wydaw­nic­twa wyplu­wają z siebie co chwilę nowe pozycje popu­lar­no­nau­kowe świadczy o tym, że popyt istnieje”

        Owszem. Jak napisał pilaster na poziomie ok 200 tys poten­cjal­nych czy­tel­ni­ków. To wystar­cza żeby zarobić na nakła­dzie 15–20 tys. Roman­si­dła i sensacje mają nakłady dużo większe.

        W zasadzie istnieje jeden segment z którego ewen­tu­al­nie można by czerpać — czy­tel­nicy fan­ta­styki. Jednak pilaster obawia się, że te grupy (miło­śni­ków fan­ta­styki i nauki) w znacznej mierze i tak się pokry­wają.

        “się zwiększa”

        Po czym to poznać, że “się zwiększa”? Pilaster nie ma takiego wrażenia, ale może dys­po­nu­jesz jakimiś danymi, które pozwa­lają tak sądzić.

        “sam jestem osobą, która do fizyki i astro­no­mii nie została prze­ko­nana przez rodziców, zna­jo­mych czy nauczy­ciela, a jedynie przez odpo­wied­nich popu­la­ry­za­to­rów i właściwe przed­sta­wie­nie tematu.”

        Coś jednak spo­wo­do­wało, że w ogóle do tego zakresu zaj­rza­łeś, a przy­naj­mniej jak trafiła się książka o astro­no­mii nie odrzu­ci­łeś jej z góry z obrzy­dze­niem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0