Istnieje wiele nieporozumień i mitów na temat szczególnej teorii względności Einsteina i jej historii. Chyba jeszcze więcej dotyczy jej poprzedniczek: teorii eteru, które okazały się fałszywe. Wiele z tych półprawd i nieprawd jest powtarzanych przez nauczycieli i podręczniki szkolne, przez wykładowców teorii względności ­– często nauczanej na koniec kursu mechaniki – oraz przez popularyzatorów. 

Poniższy tekst stanowi początek gościnnego cyklu autorstwa Michała Tarnowskiego – studenta fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, entuzjasty historii nauki oraz czytelnika Kwantowo. Mam nadzieję, że jego styl popularyzacji wiedzy przypadnie wam do gustów i pozwoli na odsapnięcie od moich wypocin.
Historię STW i jej poprzed­ni­czek można zaczynać w bardzo różnych miej­scach. Naj­bar­dziej wyczer­pu­jący wywód miałby naj­wcze­śniej­szy możliwy start – jeszcze w pre­hi­sto­rii. Można przecież rozważać, jakie intuicje na temat światła i ruchu mają ludy pier­wotne albo zwie­rzęta. Naj­póź­niej­szy możliwy punkt wyjścia byłby dopiero w roku 1904 lub 1905, kiedy młody Einstein zaczął pisać słynną pracę O elek­tro­dy­na­mice ciał w ruchu.

Artykuł popu­lar­no­nau­kowy nie jest naukową mono­gra­fią, dlatego nie musi być wyczer­pu­jący. Nie po­winien nawet taki być, żeby nie odstra­szyć czy­tel­nika obję­to­ścią ani nie zanudzić. Tym się różni np. od wykładu na żywo: prze­rwa­nie nudnej lektury jest dużo bardziej praw­do­po­dobne niż wyjście z nie­cie­ka­wego wykładu. Z drugiej strony sku­pie­nie się na samym Ein­ste­inie byłoby wtórne i mijałoby się z celem tego wpisu: poka­za­niem, na jak wielkim fun­da­men­cie budował urodzony w Niem­czech fizyk. Dlatego zde­cy­do­wa­łem się zacząć historię u progu fizyki nowo­żyt­nej, tj. w XVII w. Forma kalen­da­rium może wydawać się sucha, ale jest przej­rzy­sta.

1676
– duński astronom Ole Rømer publi­kuje astro­no­miczne dowody, że prędkość światła w próżni (od XX w. ozna­czana przez c) jest ogra­ni­czona. Wbrew powszech­nemu nie­po­ro­zu­mie­niu Rømer nie podał licz­bo­wej wartości c, a jedynie czas przelotu światła przez orbitę ziemską. Pierwsze znane szacunki c należą do Chri­stia­ana Huygensa. Wbrew innemu nie­po­ro­zu­mie­niu – Rømer znał promień orbity ziem­skiej (tzw. jed­nostkę astro­no­miczną), ale nie uważał licz­bo­wej wartości c za szcze­gól­nie istotną.

Wyniki Rømera były ciepło przyjęte przez Newtona. Od II wydania Pri­nic­piów pisze w nich, że Słońce jest oddalone od Ziemi o ok. 8 minut świetl­nych. Mimo to znaleźli się krytycy: Robert Hooke oraz współ­pra­cow­nicy Rømera z pary­skiego obser­wa­to­rium kró­lew­skiego, jak Cassini i Picard. Alter­na­tywne wyja­śnie­nia obser­wa­cji Rømera zostały wyklu­czone dopiero w XVIII w. przez Laplace’a.

1728
James Bradley obser­wuje aber­ra­cję gwiaz­dową i wyjaśnia ją przez ogra­ni­czoną prędkość światła. Skoń­czona wartość c zostaje powszech­nie przyjęta. Jego obser­wa­cje dowodzą też ruchu Ziemi względem gwiazd stałych – to pierwszy bez­po­średni dowód helio­cen­try­zmu Koper­nika. Geo­cen­tryzm jest do ura­to­wa­nia tylko przez gro­te­skowe zało­że­nie, że wszyst­kie gwiazdy krążą wokół Słońca.

1810
  – François Arago, tak jak więk­szość ówcze­snych fizyków, wierzy  w new­to­now­skie cząstki światła. Szuka różnicy w pręd­ko­ściach promieni pocho­dzą­cych z różnych gwiazd. Spo­dzie­wane różnice w aber­ra­cji gwiaz­do­wej byłyby za małe. Dlatego próbuje znaleźć różnice w pręd­ko­ści przez dys­per­sję – różne kąty zała­ma­nia dla promieni o różnej pręd­ko­ści.

Obser­wuje gwiazdy przez teleskop i pryzmat, ale nie znajduje żadnych różnic w pręd­ko­ści światła, mimo ruchu obie­go­wego Ziemi. Kon­klu­duje, że widocz­nie każda gwiazda wysyła pro­mie­nie o różnych pręd­ko­ściach, ale tylko jedna prędkość jest widoczna dla ludz­kiego oka. Pozo­stałe miałyby być np. niedawno odkry­tymi pro­mie­niami ciepl­nymi Her­schela (pod­czer­wie­nią) i pro­mie­niami che­micz­nymi Rittera (nad­fio­let).

1818
Augustin Fresnel wyjaśnia doświad­cze­nie Arago przez falową teorię światła oraz hipotezę czę­ścio­wego wle­cze­nia eteru. Arago wykazuje się wielką uczci­wo­ścią inte­lek­tu­alną i zostaje prze­ko­nany. Hipoteza ma wiele słabych punktów, np. prze­wi­duje dys­per­sję tam,  gdzie jej nie ma. Eter jest przy tym trak­to­wany jako ciało stałe, a nie jako płyn. Tylko w ciele stałym mogą się roz­cho­dzić fale poprzeczne: z defi­ni­cji płyny nie wytrzy­mują tzw. momentów ści­na­ją­cych. Tylko poprzeczne fale światła potra­fiły wyjaśnić doświad­cze­nia Brew­stera z pola­ry­za­cją przez odbicie.

1845
George Stokes pro­po­nuje bardziej spójną teorię cał­ko­wi­tego wle­cze­nia eteru. Jak się potem okaże – również ona jest szyta bardzo grubymi nićmi.

1851
Hip­po­lyte Fizeau mierzy prędkość światła w płynącej wodzie. Jego wyniki wydają się potwier­dzać Fre­sne­low­ską hipotezę czę­ścio­wego wle­cze­nia. Podobne doświad­cze­nie wykonuje w Holandii Van Hoek.

1871
George Airy sprawdza hipotezę Fresnela, obser­wu­jąc aber­ra­cję gwiaz­dową przez teleskop wypeł­niony wodą. Wbrew prze­wi­dy­wa­niom Fresnela – nie ma żadnych odstęp­stw od aber­ra­cji w zwykłym tele­sko­pie.

1881
Albert Michel­son w Pocz­da­mie pod Berlinem, przy współ­pracy z labo­ra­to­rium Helm­holtza, używa swojego inter­fe­ro­me­tru do szukania wiatru eteru. Otrzy­muje nega­tywny wynik. Uważa to za potwier­dze­nie teorii Stokesa i obalenie teorii Fresnela. Inni naukowcy wytykają mu błędy.

1886
– Michel­son i Edward Morley powta­rzają doświad­cze­nie Fizeau z większą dokład­no­ścią. Wynik wydaje się potwier­dzać teorię Fresnela, a doświad­cze­nie Michel­sona okazuje się nie­do­kładne.

1887
, wiosna – Woldemar Voigt w Getyndze publi­kuje pracę mate­ma­tyczną o efekcie Dopplera i o wła­sno­ściach równania falowego. Znajduje trans­for­ma­cje współ­rzęd­nych, względem których to równanie jest nie­zmien­ni­cze. Voigt nie odnosi się wcale do doświad­czeń zwią­za­nych z eterem. Jego praca jest osobnym wątkiem, zwią­za­nym z STW w inny sposób.

1887
, lato ­– Michel­son i Morley w Cle­ve­land w stanie Ohio wykonują swoje słynne doświad­cze­nie. Nie znajdują żadnego wiatru eteru. Wyniki zdają się znowu potwier­dzać cał­ko­wite wle­cze­nie i negować wyniki sprzed roku.
Tych 11 wydarzeń pokazuje, jakim nie­po­ro­zu­mie­niem są często powta­rzane slogany:

1. Rzekome wpro­wa­dze­nie eteru przez teorię elek­tro­ma­gne­tyczną Maxwella. Ten błąd pojawia się w Krótkiej historii czasu Hawkinga czy nawet we Wszech­świe­cie i filo­zo­fii Hellera i Życiń­skiego. Eter miał długą historię od sta­ro­żyt­no­ści. Został powszech­nie uznany razem z falową teorią światła na początku XIX w., całe dekady przed teorią Maxwella. Ta ostatnia – odwrot­nie niż w popu­lar­nym micie – pomogła eter wyeli­mi­no­wać. Pole elek­tro­ma­gne­tyczne nie potrze­buje ośrodka, tak jak nie potrze­buje go pole gra­wi­ta­cyjne.

Dla jasności trzeba przyznać, że owszem, równania Maxwella suge­ro­wały pewien wyróż­niony układ odnie­sie­nia. W swojej pełnej postaci, z tzw. prądem prze­su­nię­cia w prawie Ampère’a, te równania nie mają symetrii Gali­le­usza. Wyróż­niony układ utoż­sa­miano z eterem, ale to nie jest logiczna koniecz­ność. Przy­kła­dowo Emil Cohn uważał, że równania elek­tro­dy­na­miki są speł­nione w idealnie iner­cjal­nym układzie gwiazd stałych. Jak się jednak okazało, teoria Maxwella zamiast symetrii Gali­le­usza ma symetrię Lorentza. Ta ostatnia jest w pełni fizyczna i nie ma wyróż­nio­nego układu odnie­sie­nia.

Tak więc teoria Maxwella począt­kowo utrwa­liła starą wiarę w eter, ale potem przy­czy­niła się do jej odrzu­ce­nia.

2. Rzekome obalenie eteru przez doświad­cze­nie Michelsona–Morleya. Ten błąd pojawia się w bardzo różnych miej­scach: od ama­tor­skiej ency­klo­pe­dii inter­ne­to­wej Rational Wiki przez polską Wiki­pe­dię (przed moją inter­wen­cją) do pół­po­pu­lar­nych wykładów prof. Jerzego Kijow­skiego. Michel­son i Morley uważali swój wynik za dowód jednego wariantu tej teorii – mia­no­wi­cie hipotezy Stokesa. Jej nie­słusz­ność była wskazana przez inne doświad­cze­nia, np. Fizeau. Morley i jego współ­pra­cow­nicy, np. Dayton C. Miller, szukali wle­cze­nia eteru jeszcze w latach 20. Jak się okaże – w odpo­wie­dzi na doświad­cze­nie MM zapro­po­no­wano bardzo wyra­fi­no­wane teorie eteru. Ich epigoni żyli jeszcze w latach 30., a nawet zdarzają się do dziś. Nic dziwnego, że na początku XX w. Bertrand Russell w swojej książce Problemy filo­zo­fii pisze o eterze bez zawa­ha­nia.

Ten odcinek kończy się w momencie, kiedy optyka i fizyka eteru cier­piały na roz­dwo­je­nie jaźni (nie mylić ze schi­zo­fre­nią). Doświad­cze­nia typu Fizeau wydawały się potwier­dzać hipotezę Fresnela czę­ścio­wego wle­cze­nia eteru. Za to doświad­cze­nie Michelsona–Morleya zdawało się potwier­dzać hipotezę Stokesa wle­cze­nia cał­ko­wi­tego. Potrzebny był geniusz, który potrafił wyjaśnić oba rodzaje doświad­czeń. Następny odcinek jest o tym, jak znalazł się geniusz jeszcze większy, prze­ra­sta­jący potrzeby optyki – Hendrik Antoon Lorentz. Jednak nawet on okaże się tylko drogą do Ein­ste­ina. 
Bibliografia:
A. K. Wróblewski, Historia fizyki, PWN, Warszawa 2006;
Idem, de Mora Luminis: A spectacle in two acts with a prologue and an epilogue, “American Journal of Physics”, 1985;
M. Janssen, J. Stachel, Optics and electrodynamics of moving bodies in the 19th century, Max Planck Institute for the History of Science, 2004, [online: http://www.mpiwg-berlin.mpg.de/Preprints/P265.PDF];
What a drag: Arago’s Experiment (1810), [online: https://skullsinthestars.com/2008/07/05/what-a-drag-aragos-experiment-1810/];
Anglojęzyczna Wikipedia ­– bardzo wyczerpująca i cytująca oryginalne prace.

Linki do pełnych grafik:
Ole Rømer 1644–1710, Christiaan Huygens 1629–1695, James Bradley 1693–1762 , François Arago 1786–1853, Augustin Fresnel 1788–1827, George Stokes 1819–1903,  Hippolyte Fizeau 1819–1896, George Airy 1801–1892, Albert Michelson 1852–1931, Edward Morley 1838–1923, Woldemar Voigt 1850–1919, Michelson–Morley 1887.
  • rober­trock

    Witam
    Zapo­wiada się super seria arty­ku­łów. Pierwszy odcinek jak dla mnie bomba. Zawsze twierdzę, że trzeba obalać mity i pół­prawdy o nauce, dlatego też spora część mojej rodziny i zna­jo­mych ma czasami mnie dosyć kiedy staram się pro­sto­wać jakieś mity doty­czące nauki, techniki czy medycyny. No cóż wiem, że mity maja wielką moc i dla nie­któ­rych tak jest wygod­niej i prościej.
    Jak Pan słusznie zauważył, że artykuł popu­lar­no­nau­kowy nie musi mieć wyczer­pu­ją­cej formy jednak jeśli Pan pozwoli to chciał­bym zazna­czyć czego mi zabrakło — chyba, że wspomni Pan o tym w następ­nej części, lub uznał, że to zbędne w takim razie prze­pra­szam.
    Pierwsza część mówi o teorii Eteru więc wspo­mniał bym jeszcze o Olinto De Pretto, który to w swojej teorii postu­lo­wał ist­nie­nie Eteru a także jak Samuel Preston mówił o równości i zamien­no­ści między masą i energią. Co potwier­dza — jak Pan stwier­dził — na jak wielkim fun­da­men­cie budował Einstein.
    Mówi Pan, że w następ­nej części części będzie o Lorenzie więc myślę, że warto wspo­mnieć o jego wypo­wie­dzi na ten temat: “doświad­cze­nie MM było błędne i spo­wo­do­wane efektem skur­cze­nia eteru”.
    A także o Ernescie Silver­to­oth, przed­sta­wi­cielu mary­narki woj­sko­wej US, w 1986 dokonał wie­lo­krot­nych eks­pe­ry­men­tów doty­czą­cych Eteru i ich publi­ka­cji w maga­zy­nie Nature.
    Proszę mnie źle nie zro­zu­mieć, nie chodzi o to czy jestem zwo­len­ni­kiem teorii Eteru bo nie jestem, przecież dla mnie oso­bi­ście to niczego nie zmienia. Mądrzejsi ode mnie stwier­dzili, że są zjawiska,które można wytłu­ma­czyć inaczej.
    Jednakże zasta­na­wiam, się czy w nauce część pytań pozo­staje nadal otwar­tych, zresztą tak jak to stwier­dził Vitaly Ginzburg publi­ku­jąc swoją listę.
    Pozdra­wiam
    p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 120%; }a:link { }Olinto
    De Pretto

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Tar­now­ski

      Jestem pod wra­że­niem komen­ta­rza. 🙂 Olinto De Pretto pewnie będzie wspo­mniany. Do tej pory go nie było, bo jego prace są chyba z 1903, sprzed Michelsona–Morleya.

      Wogle częstym nie­po­ro­zu­mie­niem jest przy­pi­sy­wa­nie Ein­ste­inowi odkrycia wzoru E=mc^2. Einstein stał się sławny w 1919, kiedy Edding­ton spraw­dził prze­wi­dy­wa­nia OTW. (Dużo mniej znane jest to, że to obaliło kon­ku­ren­cyjną teorię gra­wi­ta­cji Nord­ströma). Podobno wzią­za­nie go z iko­nicz­nym E=mc^2 stało się masowe po tym, jak pismo „Time” umie­ściło je na okładce z lipca ’46 – obok grzyba ato­mo­wego…

      Sam wzór na rów­no­waż­ność masy i energii znał już wspo­mniany De Pretto oraz Lorentz, a podobne wzory – w ramach elek­tro­ma­gne­tycz­nej teorii materii – pro­po­no­wali też Max Abraham, Paul Langevin i Bucherer. Sukcesem Ein­ste­ina było *wyja­śnie­nie* tego wzoru w ramach STW, bez elek­tro­ma­gne­tycz­nych i ete­rycz­nych akro­ba­cji.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Jade

        Dlaczego wyraz “wyja­śnie­nie” opa­trzy­łeś w gwiazdki? Przecież właśnie Einstein wytłu­ma­czył na czym polega rów­no­waż­ność masy i energii bez tych wszyst­kich pier­dy­liona założeń Lorentza. Mam wrażenie, że ostatnio usiłuje się w inter­ne­tach zrobić z Ein­ste­ina pla­gia­tora i muszę powie­dzieć, że zaczyna mnie to już powoli wkurzać. Natu­ral­nie artykuł ciekawy i nie ujmuję mu pro­fe­sjo­na­li­zmu.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Michał Tar­now­ski

        Gwiazdki to pod­kre­śle­nie, a nie cudzy­słów. Ale nawet cudzy­słów nie musiałby być depre­cjo­nu­jący.

        Einstein jest nie do prze­ce­nie­nia i był bez dwóch zdań naj­więk­szym fizykiem od czasów Newtona, ści­ga­ją­cym się z nim o palmę pierw­szeń­stwa. Także jego wkład w STW jest nie do prze­ce­nie­nia i bez niego ta teoria mogłaby powstać nawet parę­na­ście lat później, jako praca wielu autorów.

        Odróż­niam tylko odkrycie zjawiska od jego wytłu­ma­cze­nia (wyja­śnie­nia), czyli podania przy­czyny. Wyja­śnie­nie E=mc^2 przez Ein­ste­ina było osią­gnię­ciem równie wielkim, co wyja­śnie­nie praw Keplera przez Newtona.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Tar­now­ski

      O Erneście Silver­to­ocie słyszę pierwszy raz. Na Wiki­pe­dii ma artykuł tylko na nie­miec­kiej wersji. Wydaje się postacią dość mar­gi­nalną i folk­lo­rową, tak jak Marinov. W latach 70. w gara­żo­wych warun­kach powtó­rzył Michelsona–Morleya z pozy­tyw­nym wynikiem, despe­racko próbował to opu­bli­ko­wać (np. przez kupo­wa­nie mnóstwa miejsca na reklamy i ogło­sze­nia), a przez nie­po­wo­dze­nie w końcu się zabił skokiem z wyso­ko­ści.

      Na szybko coś zna­la­złem, że Silver­to­oth zmo­dy­fi­ko­wał MM. Jeśli to coś ory­gi­nal­nego i fak­tycz­nie było w Nature, to może się zain­te­re­suję, nawet jeśli wnioski Silver­to­otha były błędne. Podobnie np. Herbert Ives uważał swoje bezcenne doświad­cze­nie za dowód eteru…

      Owszem, wiele pytań pozo­staje otwar­tych. Być może STW będzie kiedyś zmo­dy­fi­ko­wana, np. w skali Plancka. Tak suge­ro­wał Lee Smolin i inni zwo­len­nicy dys­kret­nej, ziar­ni­stej cza­so­prze­strzeni. Tylko STW chyba nigdy nie będzie „obalone”, tak jak nie „obalono” mecha­niki Newtona. Nie będzie zastą­pione przez swoich dawnych kon­ku­ren­tów, typu eter albo teorie emisyjne. Kine­tyczna teoria gazów była zastą­piona przez jej mody­fi­ka­cję – współ­cze­sną fizykę sta­ty­styczną – a nie przez starego kon­ku­renta, czyli cieplika albo ener­ge­tyzm.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • rober­trock

    Witam
    Chciałem podzię­ko­wać za miłą odpo­wiedz do mojego komen­tarz — dzięki.
    Co się tyczy Ernesta Silver­to­oth to publi­ka­cja jego badań była opu­bli­ko­wana w Nature w 1986 volumin 322. A także w innych cza­so­pi­smach nauko­wych i perio­dyku dla fizyków. On sam twier­dził, że wyniki jego badań powinny dać nowe moż­li­wo­ści dla fizyków. Kon­ty­nu­acji jego badań nie ma i nie mnie to oceniać czy to dobrze czy źle.
    STW nigdy nie będzie obalona ponieważ jako model opisuje jeden wycinek rze­czy­wi­sto­ści i robi to całkiem dobrze. Podobnie jak i inne teorie — modele w fizyce opisują naturę — wiem, że to termin nie lubiany przez fizyków — z innych punktów widzenia.
    Podobno chciano połączyć STW z mecha­niką kwantową (dla mnie bez sensu) za pomocą teorii pomiarów ale nie śledzę tej sprawy.
    Jade mówi, że czasami próbuje się zrobić z Ein­ste­ina pla­gia­tora. Ja się nie będę wypo­wia­dał na ten temat jednakże należy przed­sta­wić sprawę w praw­dzi­wym świetle. Jak pomie­szane to są historie a więc: Poincare publi­kuje swoją teorie względ­no­ści 3 lipca a Einstein prawie iden­tyczną 30 czerwca, tyle, że Einstein publi­ko­wał po nie­miecku a Poincare po fran­cu­sku. Następne, za datę powsta­nia OTW uważa się 25 listopad (przez Ein­ste­ina) jednakże David Hilbert również opu­bli­ko­wał swoją OTW ale 20 listo­pada, i tam też pojawiły się równania pola gra­wi­ta­cyj­nego. Do tego dochodzi jeszcze astronom Willem De Sitter. Więc sprawa jest bardzo zakrę­cona.
    A Obecnie Einstein funk­cjo­nuje jeszcze prawie jako gwiazda popkul­tury.
    Nie umniej­szam pracom Ein­ste­ina, abso­lut­nie nie, chcę tylko pokazać jak sprawy się mieszały.
    Ehhhh.… gadu gadu a tu czasz wziąć się za praw­dziwą robotę z “fizyki”. Muszę zrobić poprawki mojego programu do pomiaru tem­pe­ra­tury, wil­got­no­ści i ciśnie­nia powie­trza. Pracy nie będę publi­ko­wał 🙂 ale robota musi być zrobiona.
    Pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Tar­now­ski

      Mecha­nika kwantowa jest od ponad pół wieku połą­czona z STW przez równanie Kleina–Gordona, równanie Diraca i kwantowe teorie pola (QFT). Dzięki temu Dirac prze­wi­dział pozyton (nie­za­leż­nie zaob­ser­wo­wany przez Paula Ander­sona), używany do dzisiaj w obra­zo­wa­niu medycz­nym PET.

      Rela­ty­wi­styczna mecha­nika kwantowa i QFT są fun­da­men­tem fizyki cząstek ele­men­tar­nych. Oprócz tego elek­tro­dy­na­mika kwantowa (QED) bywa używana do pre­cy­zyj­nych modeli w fizyce atomowej – jakimi zajmuje się np. prof. Pachucki na FUW.

      Inna sprawa to to, że o ile MQ razi nie­któ­rych fizyków i filo­zo­fów, to QFT dodat­kowo razi mate­ma­ty­ków. Tzw. renor­ma­li­za­cje są bardzo nie­ści­słe i nie wiadomo, czy takie machanie rękami będzie kie­dy­kol­wiek usuwalne.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • ffatman

        No bo mię mate­ma­tyca uczyła, że pięć nie­skoń­czo­no­ści to tyle samo, co dwie i, jak już się oswoiłem, pukają do drzwi kwan­ty­ści i pytają, czy chciał­bym poznać inny pogląd.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Tar­now­ski

      1. Nie wiem, czy teorię Poin­ca­réego można nazwać „teorią względ­no­ści”. Owszem, pisze o zasadzie względ­no­ści, ale ona nie jest tam postu­la­tem. Jednak przyjęło się, że nazwa „teoria względ­no­ści” stosuje się do tej Ein­ste­ina, wyraźnie różnej. Poin­ca­rée w istocie pracował nad teorią eteru Lorentza.

      2. David Hilbert owszem opu­bli­ko­wał równania pola ogólnej teorii względ­no­ści, ale trudno to nazwać „opu­bli­ko­wa­niem OTW”. Jego inter­pre­ta­cja tych równań była inna niż w OTW.

      3. Jeśli pisać, że Hilbert opu­bli­ko­wał OTW, to na pewno nie „swoją” – bo opierał się na tyta­nicz­nych pracach Ein­ste­ina.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dominik Kurek

    Czy “pla­gia­tor” znał wynik eks­pe­ry­mentu panów M., który jednak nie odrzucił hipotezy eteru?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Tar­now­ski

      Jaki pla­gia­tor? Zarzu­ca­nie Ein­ste­inowi plagiatu to nonsens.

      A. K. Wró­blew­ski twierdzi, że Einstein naj­praw­do­pod­niej wiedział o doświad­cze­niu MM, bo:
      1) było powszech­nie opi­sy­wane w pod­ręcz­ni­kach z epoki i w pracach Lorentza, z których Einstein korzy­stał,
      2) Einstein na wykła­dzie w Kioto w latach 20. wprost wspo­mniał, że w czasie two­rze­nia STW wiedział o doświad­cze­niu MM.

      Legenda, że Einstein nie wiedział o MM, miała się wziąć z jednego wywiadu, którego Einstein udzielił na starość. W “Conver­sa­tions with Albert Einstein” Shan­kland pyta Ein­ste­ina o to, czy wiedział o MM. Einstein, nie mogąc sobie dokład­nie przy­po­mnieć, wspomina, że chyba nie.

      Ten ostatni cytat sugeruje, że mimo wszystko MM nie miał dla Ein­ste­ina klu­czo­wej roli. Celem Ein­ste­ina nie było wyja­śnie­nie MM, ale pogo­dze­nie elek­tro­dy­na­miki Maxwella z zasadą względ­no­ści.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • ffatman

      Jak czytam “pla­gia­tor” (nawet na Wykopie i Onecie) to mi się cyrkiel w kieszeni otwiera.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • ffatman

    Czyli nale­ża­łoby zacząć od roku 1810 i François Arago: “Nie mogę znaleźć różnicy pręd­ko­ści!”

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sayuri-san

    Ach, jak lubię te artykuły, przy których muszę robić dodat­kowy research, żeby móc mak­sy­mal­nie wtopić się w temat.
    Nie dziwi mnie tak długie “wle­cze­nie” tematu eteru. Na warunki ziemskie to ma sens, jednak wtedy w odpo­wied­nim momencie pojawił się ktoś, kto spojrzał na to wszystko “z góry”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0