Z roku na rok przybywa akcji protestacyjnych z cyklu: “Stop szarlatanom na uniwersytetach”. I raz za razem pojawia się uzasadnione pytanie, o sens i potrzebę dyskusji z osobami stojącymi w opozycji wobec dokonań nauki.

“Nauka jest akcep­ta­cją tego co działa i odrzu­ce­niem tego co nie działa. Taka postawa wymaga znacznie większej odwagi, niż mogli­by­śmy pomyśleć.”
— Jacob Bor­now­ski
Wysłu­cha­łem właśnie debaty poświę­co­nej relacjom medycyny aka­de­mic­kiej z natu­ral­nymi metodami leczenia, zor­ga­ni­zo­wa­nej kilka dni temu przez Polskie Radio Katowice. Poza doświad­czo­nymi leka­rzami, w rozmowie wziął udział gwiazdor polskiej sceny alt­me­do­wej, inż. Jerzy Zięba (nie wiedzieć dlaczego, przed­sta­wiony jako bio­che­mik). Dyskusja raczej prze­wi­dy­walna i wątpię czy otworzy wyrwę w czyimś umyśle. Uczeni mówili obficie i mery­to­rycz­nie, czasami przy­nu­dza­jąc, a znachor, jak to znachor, dał ludowi rozrywkę jakiej ocze­ki­wał.

Nie będę tutaj recen­zo­wał samego spo­tka­nia i sięgał do jego meritum. Zamiast tego wolę pochylić się nad tytu­ło­wym pytaniem, które zdaje się nie­ustan­nie krążyć nad murami uczelni, zresztą nie tylko polskich. Czy jest w ogóle sens, publicz­nego kon­fron­to­wa­nia piewców pseu­do­nauki z auto­ry­te­tami? Szerzej: czy powin­ni­śmy zezwalać, aby osoby stojące w jawnej opozycji wobec dorobku i metody naukowej, prze­kra­czały progi uni­wer­sy­te­tów? Temat trudny, ponieważ stawia pod znakiem zapy­ta­nia wiele uświę­co­nych wartości, na czele z wolność słowa – wszakże nie­zbędną w aka­de­mic­kim dys­kur­sie. Oso­bi­ście, dotąd popie­ra­łem ruchy unie­moż­li­wia­jące zna­cho­rom para­do­wa­nie po uczel­nia­nych aulach; acz­kol­wiek przy­znaję, że nie bez pewnych wąt­pli­wo­ści. Spró­bujmy na razie, zwięźle wyno­to­wać wady i zalety utrzy­my­wa­nia swoistej naukowej “cenzury”.

Za wpuszczaniem:

- Bo wolność słowa: kła­dziemy na szali coś, bez czego uni­wer­sy­tet nie może pełnić swojej pod­sta­wo­wej roli, czyli bycia plat­formą dla wymiany myśli i poglądów.
- Można obnażyć pseu­do­nau­kowca: to bodaj naj­czę­ściej poja­wia­jący się argument, para­dok­sal­nie łączący zwo­len­ni­ków i krytyków pseu­do­nau­ko­wych teorii. Skoro dana persona i głoszone przez nią tezy są absur­dalne, to skon­fron­tujmy ją z eks­per­tami, aby ci mogli wypunk­to­wać wszelkie błędy. Przy­znaję, że w idealnym świecie sam pod­pi­sał­bym się pod takim roz­wią­za­niem.
- Prze­ko­nu­jemy nie­prze­ko­na­nych: zakła­da­jąc, że na debatę przyjdą różne osoby, nie tylko człon­ko­wie obu obozów, zawsze istnieje szansa, że część laików zwróci uwagę na przed­sta­wione fakty i raz na zawsze zwróci się prze­ciwko pseu­do­nauce.
- Odmowa daje argument zwo­len­ni­kom teorii spi­sko­wych: za każdym razem gdy pro­te­stu­jemy prze­ciwko wpusz­cza­niu hochsz­ta­plera do pań­stwo­wej uczelni, potwier­dzamy wymysły rodzące się w główkach zakry­tych cza­pecz­kami z folii alu­mi­nio­wych. Skoro pro­fe­so­ro­wie nie chcą stawać w szranki z nie­wy­god­nym prze­ciw­ni­kiem, to naj­wy­raź­niej obawiają się blamażu lub starają się coś ukryć przed spo­łe­czeń­stwem. Ponadto, “kne­blo­wani” w łatwy sposób mogą zrobić z siebie wyklu­czo­nych męczen­ni­ków.
- Kto ma decy­do­wać o tym co jest pseu­do­nauką: to akurat naj­mniej­szy kłopot, choć i takie głosy można gdzie­nie­gdzie usłyszeć. Uczulam tylko na to, że mówiąc o pseu­do­nau­kow­cach, nie chodzi o brak dyplomu czy samą kon­tro­wer­syj­ność danych założeń. Pisałem nie tak dawno o Rama­nu­ja­nie, który bez ode­bra­nia for­mal­nego wykształ­ce­nia zmienił oblicze mate­ma­tyki. Rzecz dotyczy przede wszyst­kim zawo­do­wych bla­gie­rów, ludzi igno­ru­ją­cych fakty i publi­ka­cje naukowe, bądź też trak­tu­jący je wybiór­czo, dla osią­gnię­cia własnych korzyści. Na szczę­ście, zazwy­czaj są to przy­padki na tyle skrajne, że ich roz­po­zna­nie nie budzi więk­szych wąt­pli­wo­ści.

Przeciw wpuszczaniu:

- Obniżamy rangę aka­de­mic­kiej dysputy: każdy z nas psioczy od czasu do czasu na poziom debaty publicz­nej, obja­wia­jący się cho­ciażby żenującą publi­cy­styką tele­wi­zyjną czy radiową. Dzien­ni­ka­rzom nie zależy na mery­to­rycz­nej wymianie zdań, lecz na barwnych gościach, którzy uwiodą widzów i słu­cha­czy. Zapra­sza­jąc do murów świątyni nauki pierw­szego lepszego oszołoma, tracimy ostatni bastion rze­czo­wej i poważnej dyskusji. Poza tym, uważam, że placówka badawczo-edu­ka­cyjna pozwa­la­jąca sobie na takie show, sprze­nie­wie­rza cele, dla których została powołana.
- Nauka nie jest demo­kra­tyczna: dyskusje są nie­odzowne, lecz te aka­de­mic­kie mają swoją spe­cy­fikę, której niestety nie pojmie każdy laik. Nie chodzi o słowne (tfu!) zaoranie prze­ciw­nika i wesołe aneg­dotki, lecz żmudne zesta­wia­nie udo­ku­men­to­wa­nych faktów. Entu­zja­stom pseu­do­nauki niestety wydaje się, że  podobnie jak w studio tele­wi­zyj­nym czy na ulicznym wiecu – rację ma ten, kto zgarnie więk­szość braw i nie zostanie wygwiz­dany. W rze­czy­wi­sto­ści, o praw­dzi­wo­ści zdania decydują fakty, nie liczba oraz głośność wyznaw­ców.
- Suge­ru­jemy, że szar­la­tan jest “równy” z naukow­cami: sadzając znachora w gremium złożonym z lekarzy medycyny, spra­wiamy, iż dla osób trzecich staje się on równie warty wysłu­cha­nia co oni. Mało tego, skoro mimo braku kwa­li­fi­ka­cji uzdro­wi­ciel dys­ku­tuje z pro­fe­so­rami (a więc ci zgodzili się na rozmowę), to naj­wy­raź­niej jest naprawdę wyjąt­kową postacią i warto ją poznać.
- Argu­menty mery­to­ryczne toną w morzu erystyki: mógłbym mówić o cha­ry­zmie pseu­do­nau­kow­ców, ale byłby to tylko eufemizm od “cho­ler­nie spryt­nego gada”. Popu­li­ści, dema­go­dzy i szar­la­tani, naj­czę­ściej do per­fek­cji opa­no­wują sztukę odwra­ca­nia kota ogonem oraz mówienia tłumowi dokład­nie tego co chce usłyszeć. Od razu przy­cho­dzi mi na myśl Kent Hovind, który z pre­zen­cją aktora i iro­nicz­nym poczu­ciem humoru, potrafił wciskać Ame­ry­ka­nom bania­luki, które nor­mal­nie nie prze­szłyby nawet w pod­sta­wówce. W takiej sytuacji nawet naj­więk­szy ekspert, pozba­wiony medial­nego uroku, nie ma szans na zjed­na­nie sobie widowni.
- Tworzymy wrażenie, że na łonie danej dys­cy­pliny istnieje spór, nawet gdy takowego nie ma: przede wszyst­kim, na plakacie rekla­mu­ją­cym debatę nikt nie określi jednego z uczest­ni­ków pseu­do­nau­kow­cem lub innym, równie dosadnym terminem. Istnieje zatem nie­bez­pie­czeń­stwo, że osoba postronna odbierze to za dyskusję spe­cja­li­stów, którzy nie są zgodni co do aktu­al­nego stanu wiedzy. Gdyby profesor astro­no­mii stanął w oko w oko, dajmy na to, z kry­ty­kiem teorii helio­cen­trycz­nej – ktoś o niezbyt lotnym umyśle, mógłby pomyśleć, że odkrycie Koper­nika stoi pod znakiem zapy­ta­nia. 
- Utwar­dzamy pseu­do­nau­kowy beton: kiedy już ziści się naj­czar­niej­szy sce­na­riusz, czyli sprytny kanciarz kupi widownię ilu­zo­rycz­nie wygry­wa­jąc dyskusję, będzie to kolejna warstwa usztyw­nia­jąca prze­ko­na­nia entu­zja­stów “nauki alter­na­tyw­nej”.
- Zacie­ramy granicę między nauką i pseu­do­nauką: jeśli na uni­wer­sy­te­cie odbywa się dyskusja naukowca i pseu­do­nau­kowca, to naj­wy­raź­niej coś jest na rzeczy. Pamię­tajmy o ludzkiej skłon­no­ści do poszu­ki­wa­nia praw­do­środ­ko­wi­zmu. Krótko mówiąc, jeśli uczeni mówią o tym, że wszech­świat powstał 13,82 mld lat temu, a hucpiarz prze­ko­nuje, że wszystko zaczęło się 6 tys. lat temu – to naj­wy­raź­niej rze­czy­wi­sta odpo­wiedź leży gdzieś pomiędzy. To oczy­wi­ście złudne prze­świad­cze­nie, bowiem w nauce prawda leży tam gdzie leży i całkiem praw­do­po­dobne, że jedna ze stron sporu cał­ko­wi­cie zabłą­dziła (lub łże). Niemniej, lubimy się oszu­ki­wać, mówiąc, iż w każdym stwier­dze­niu kryje się ziarno prawdy.

Sztan­da­rowy przykład polemiki naukowca z pseu­do­nau­kow­cem, czyli Bill Nye kontra Ken Ham.

Choć ostatnia debata z udziałem Zięby nie odbyła się na uni­wer­sy­te­cie, można do niej odnieść niemal wszyst­kie powyższe argu­menty. No bo jakie ta rozmowa przy­nio­sła owoce? Znachor spotkał się z zacnymi figurami świata medycyny, które siłą rzeczy nie mogły przyjąć jego mętnych tez i nie­spraw­dzo­nych terapii. Samo zesta­wie­nie inter­lo­ku­to­rów, utrwa­liło w głowie typowego ziębity, obraz oblę­żo­nej twierdzy, w której media próbują zaszczuć dobro­dusz­nego popu­la­ry­za­tora “natu­ral­nych” metod leczenia. Sam Zięba z kolei wyrasta na dziel­nego męża, który nie boi się rzucić rękawicy każdemu prze­ciw­ni­kowi, bez względu na dyplom, auto­ry­tet i przewagę liczebną. Toż to woda na młyn pseu­do­nauki, naj­lep­szy prezent, o jakim pseu­do­nau­ko­wiec tylko może marzyć! Nie ukry­wajmy, że prze­ciętny pro­epi­de­mik, kre­acjo­ni­sta czy inny fan Młodej Ziemi, pozo­staje prze­ko­nany o uwi­kła­niu we wszech­obecną sieć spisków, a w wyima­gi­no­wa­nej oblę­żo­nej twierdzy czuje się jak ryba w wodzie. Tak skon­stru­owana debata, niestety uczyniła jego urojenia nama­cal­nymi. Z kolei Zięba – w oczach swoich akolitów – wygrał debatę, zanim ta jeszcze się roz­po­częła.

Spo­łeczny odbiór debaty i jej kon­se­kwen­cje, musiały być więc mizerne. Przede wszyst­kim, spo­glą­da­jąc na liczne komen­ta­rze rozsiane po sieci, od razu w oczy rzuca się dru­zgo­cący dualizm.
Zależnie od tego w jakie miejsce w sieci traficie, dowiecie się, iż Zięba totalnie zmiaż­dżył piątkę uczonych, albo że ów znachor kolejny raz się skom­pro­mi­to­wał, kon­fa­bu­lu­jąc i bredząc od rzeczy. Dwie, alter­na­tywne rze­czy­wi­sto­ści. Przy czym trudno oprzeć się wrażeniu, że lwią część widzów inte­re­so­wało kto był większym bucem i aro­gan­tem, w ogóle nie zwra­ca­jąc uwagi na argu­menty. Koniec końców, każdy siedzi w swoim okopie, zapo­mi­na­jąc, że osobisty urok lub anty­pa­tycz­ność mówią­cego, w naj­mniej­szym stopniu nie świadczy o praw­dzi­wo­ści lub fał­szy­wo­ści for­mu­ło­wa­nych tez.

Biorąc to wszystko w rachubę, mimo pewnych wąt­pli­wo­ści, pozo­stanę przy pier­wot­nym sta­no­wi­sku. Wpusz­cze­nie zade­kla­ro­wa­nego pseu­do­nau­kowca do placówki naukowej, two­rzy­łoby całą masę nie­bez­piecz­nych złudzeń. Ozna­cza­łoby również szko­dliwy pre­ce­dens, ponieważ otwarcie furtki dla jednego szar­la­tana, natych­miast zwa­bi­łoby kolej­nych.

Czy dosta­li­by­śmy coś w zamian? Czy taka wymiana zdań może przy­nieść jakie­kol­wiek realne korzyści? Pamię­tajmy, że głównym źródłem nauko­wych prawideł i tak nie jest żadna debata, lecz recen­zo­wane publi­ka­cje naukowe, których treść zostaje poddana obser­wa­cyj­nej bądź eks­pe­ry­men­tal­nej wery­fi­ka­cji. Polemika nauki z pseu­do­nauką będzie więc, tak czy inaczej, przy­po­mi­nać partię szachów, w której jedna ze stron nie posiada żadnych figur. A jak każdy wie, w takiej sytuacji naj­ła­twiej jest strącić całą sza­chow­nicę.

Ku uciesze gawiedzi. 
  • Smagus

    Prze­ra­ża­jące jest, że w komen­ta­rzach pod filmem dominują ziębici. Myślę że nie ma co dys­ku­to­wać z takimi ludźmi, zwo­len­ni­ków teorii spi­sko­wych nie prze­ko­nasz ponieważ dla nich każdy wysto­so­wany argument prze­ciwko ich tezie będzie ich utwier­dzał w prze­ko­na­niu, że naukowcy ukrywają prawdę. Ale jeśli znajdą jaki­kol­wiek przykład ze świata nauki potwier­dza­jący ich tezę to będą twier­dzić że w końcu nie­któ­rzy naukowcy zde­cy­do­wali się mówić prawdę.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Paweł B.

    Bardzo proszę, nie mie­szajmy do tego wolności słowa. To, że każdy pół­a­nal­fa­beta może gadać, co mu urojenia przy­niosą, nie oznacza, że mamy obo­wią­zek prze­pusz­czać to przez uni­wer­sy­tet. Nikt matołom nie zatyka, niestety, ust. Wolność słowa jest bez­pieczna, zaręczam!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Siecz­kar­nik

    Czy WP ma opcję “zgłoś błąd w publi­ka­cji”? Szkoda miejsca w komen­ta­rzach na zgła­sza­nie lite­ró­wek.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • arthy

    Czy są jakieś legalne metody żeby ukrócić praktyki takiego zię­bo­po­dob­nego mate­riału? No bo wiadomo — edukacja, edukacja i jeszcze raz edukacja tylko, że to trochę zbyt dłu­go­trawły sposób.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Piotr Koło­dziej­czyk

    Chyba jednak trzeba wyklu­czać niestety… Przykład pana Zięby pokazuje dobitnie, że sam fakt takiej rozmowy nobi­li­tuje jego poglądy i tezy w oczach wielu osób — “bo przecież dys­ku­to­wali z nim pro­fe­so­ro­wie”… Trzeba także pamiętać, że naukowca obo­wią­zuje kon­wen­cja metody naukowej, nie może on posłu­gi­wać się opiniami bez ich nauko­wego udo­wod­nie­nia lub obalenia. Nato­miast taki czy inny pan Zięba może mówić co chce i nie podawać żadnych nauko­wych dowodów a na zarzuty odpo­wia­dać “bzdura!”. Tak nie da się roz­ma­wiać na poważnie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Piotr Huzar

      A gdyby tak całą dyskusję prze­ro­bić łopa­to­lo­gic­nie pod kątem logicz­nym i wykazać jasno i wyrażnie w których miej­scach dyskusji pan Zięba uzyskał przewagę i jakim fortelem mu się to udało, to można by ją potrak­to­wać jako dobrą nauczkę na przy­szłość. Snucie nie­lo­gicz­no­ści zawsze odbywa się według pewnego schematu, który można wykazać. Niestety, wyła­py­wa­nie takich szcze­gó­łów można robić dopiero na spo­koj­nie po całej debacie, ponieważ ich ciężar często wykracza poza kom­pe­ten­cje lub zain­te­re­so­wa­nia prze­cięt­nego odbiorcy.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Miro Slavin Szwaj­ca­rzew­ski

    Oczy­wi­ste powinno być wyklu­cze­nie idio­ty­zmów razem z pro­fe­so­rami któ­re­je­wy­gła­szają. Przy­po­mnę że naj­lep­sze polskie uczelnie znajdują się niemalże na 500 pozycji szkół świa­to­wych, więc­chyba dyskusja na temat osła­bia­nia tego­den­nego systemu jest już bez­pod­stawna.
    Sam stu­dio­wa­łem na Roche­ster Insti­tute of Tech­no­logy i przez 2 lata na UJw Krakowie. Przez te dwa lata w Krakowie płakać mi się chciało widząc gdzie ja trafiłem.denny plan naucza­nia, denni dok­to­ranci, denne zaplecze uni­wer­sy­tecki, i ogulnie po prostu dno.
    I myw świetle tego mamy jeszcze dys­ku­to­wać czy głupoty typu kre­acjo­nizm mają być dys­ku­to­wane? Dajmy sobie spokuj i poprostu z miejsca wykluczmy wszystko czego nauka nie potwier­dziła. To itak spo­ry­ma­te­riał donauki i nie ma potrzeby idio­ty­zmami zapychać młodych głów.
    Niech pseu­do­nauka pozo­sta­nie dla pseu­do­nau­kow­ców pod sklepem mono­po­lo­wym!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kalina

      Czy błędy orto­gra­ficzne są celowe w tej wypo­wie­dzi?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Miro Slavin Szwaj­ca­rzew­ski

        Jestem dys­lek­ty­kiem wyobraź sobie *Tak jak nasz były pre­zy­dent. Mieszkam w Hiszpani więc mój komp nie sprawdza pisowni polskiej jak należy. Wielkie mi rzeczy. Rozumiem że się zbul­wer­so­wa­łaś że ktoś kto ukończył dwie uczelnie sadzi błędy orto­gra­ficzne.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • PACH

        Orze­cze­nie o dys­lek­sji (w tym przy­padku raczej dysor­to­gra­fii) nie powinno być wymówką, ale wska­zówką nad czym pracować ciężej.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • coza­lu­dzie

        Popracuj więc ciężej nad trzy­ma­niem nosa we własnym tyłku, zamiast tyłków innych ludzi. Naj­ła­twiej z wyż­szo­ścią oceniać innych…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • PACH

        Wiem nie powi­nie­nem karmić, ale czy możesz mi wytłu­ma­czyć co za pokrętna logika dopro­wa­dziła cię do wniosku na pod­sta­wie jednego zdania, że patrzę na kogo­kol­wiek z góry?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • coza­lu­dzie

        A skąd sugestia, że Miro nie pracuje nad sobą ciężej? Masz taką wiedzę? Skąd my w ogóle mamy wiedzieć, że Ty jesteś auto­ry­te­tem w kwestii ciężkiej pracy?? Zresztą to i tak nic przy tym, że włą­czy­łeś się do dyskusji tylko po to, aby szkolić i popra­wiać kogoś, kogo w ogóle nie znasz. Jeśli to nie jest podej­ściem pro­tek­cjo­nal­nym, to proszę — oświeć mnie — czym to jest?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • coza­lu­dzie

        Czy uszczy­pli­wość jest przy­pad­kowa w tej wypo­wie­dzi?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dominik Kurek

    Co powie­dzieć o poziomie publicz­nego medium, skoro we wspo­mnia­nej roz­gło­śni popu­larny znachor ma cykliczną audycję?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sylwek

    To jest niestety efekt marnej edukacji z zakresu nauk przy­rod­ni­czych. Wyrzu­cono poszcze­gólne przed­mioty z programu pod­sta­wó­wek. Są tylko przez 3 lata gim­na­zjum i 1 rok w szkole średniej. Łącznie godzin biologii, geo­gra­fii, fizyki i chemii jest mniej niż np. religii w toku edukacji.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://wlazlkotek.naplotek.imru.ga adam gvintoo

    Niestety owa “debata” okazała się jedynie częścią planu mar­ke­tin­go­wego Zięby, krótko po niej pojawiły się kolejne nagrania — raz, gdzie przez godzinę solo Zięba używał sobie na używał sobie na roz­mów­cach, nie­szcze­gól­nie przej­mu­jąc się faktami, a następ­nie opu­bli­ko­wano “debatę”, gdzie z Michałem Mular­czy­kiem głaskali się po pleckach. O ile śro­do­wi­ska oko­ło­nau­kowe zapewne poprze­staną na pro­duk­cji Radia Katowice, to wyznawcy Zięby dostały dodat­kowe mate­riały, które ich pod­re­gu­lują na wypadek ewen­tu­al­nego zwąt­pie­nia. Żeby było zabaw­niej, jeśli dojdzie do kolejnej “debaty”, pewne śro­do­wi­ska powiedzą że lekarze próbują się zre­ha­bi­li­to­wać po kom­pro­mi­ta­cji, a jeśli do takiej nie dojdzie, to usły­szymy że świat naukowy się boi.
    Nie sądzę, by kto­kol­wiek został z sekty uwol­niony po tej debacie. Niestety ciężko mi sobie wyobra­zić, kto prze­ko­nał nie­prze­ko­na­nych, bo… takich ludzi po prostu nie znam. Nawet gdy ktoś po raz pierwszy słyszy o tej postaci, to dość szybko wyrabia sobie skrajnie rady­kalne podej­ście.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Cywi­li­za­cja Śmierci

    Kon­cep­cja była zła. Z Ziębą powinni się potykać nie uczeni i fachowcy, tylko dobrze wyedu­ko­wany komik-showman. Ktoś taki wyśmiałby go, poko­nałby własną bronią i wytarł nim podłogę w sposób boleśnie zro­zu­miały nawet dla ziębitów.

    Macie jakieś kan­dy­da­tury?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      W Polsce nie, ale z zagra­nicz­nych, Ben Miller — showman i kome­diant po Cam­bridge. ^^

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • devpad

    Jak cel ma wła­ści­wie taka debata, miała by kogo­kol­wiek prze­ko­nać? Ani jedna ani druga strona nie podda się argumentom/pseudo argu­men­tom. Ci co wierzą w pseu­do­naukę, dawno odrzu­cili rozum i żadne nowe fakty tego nie zmienią…

    Dla mnie jest to rozrywka, a jej miejsce jest w tele­wi­zji, Inter­ne­cie… np. bardzo podobała mi się debata Billa Nye z tym kre­acjo­ni­stą, z jednej strony dobrze jest sobie posłu­chać argu­men­tów nauko­wych, zawsze jest to jakieś odświe­że­nie wiedzy i zebranie jej w takim nie­ty­po­wym kon­tek­ście, z drugiej wysłu­cha­nie argu­men­tów opozycji to jak wycieczka do zoo i obser­wo­wa­nie małp bawią­cych się własną kupą — zabawne…

    A ostatnio mój ulubiony temat — płaska Ziemia — feno­me­nalne zjawisko…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mzimu

    Wrzucona w tekst debata Bill Nye vs Ken Ham jest chyba naj­lep­szym dowodem na to, że deba­to­wa­nie z pseu­do­nau­kow­cami nie ma żadnego sensu. Z punktu widzenia cał­ko­wi­tego laika Ken Ham tą debatę zde­cy­do­wa­nie wygrywa, bowiem ma prostą i kon­se­kwentną odpo­wiedź na każde zadane pytanie i jest “nie­za­ta­pialny”. Bill Nye, zgodnie z prawdą odpo­wia­da­jący “nie wiem” na szereg pytań naj­praw­do­po­dob­niej w opinii “zwykłego słu­cha­cza” wypada znacznie gorzej. Zwłasz­cza — gdy oponent po tym stwier­dza, że odpo­wie­dzi są przecież tak oczy­wi­ste… “Skąd się bierze samo­świa­do­mość?” BN: “Nie wiemy” KH: “To przecież jest napisane w Biblii, od Boga”. “Co było przed Wielkim Wybuchem?” BN: “Nie wiemy” KH:“Napisane w Biblii, Bóg” itd.

    Tego typu debaty pseu­do­nau­ko­wiec prawie zawsze “wygra” bo serwuje odpo­wie­dzi prostsze i łatwiej­sze od naukowca — a z punktu widzenia zwykłego obser­wa­tora, i jedna i druga strona posłu­guje się argu­men­tami nie­we­ry­fi­ko­wal­nymi. Przy czym argu­menty naukowca brzmią skom­pli­ko­wa­nie i odwołują się do “auto­ry­tetu nauki”, skom­pli­ko­wa­nych teorii i praw a argu­menty pseu­do­nau­kow­ców brzmią prosto i odwołują się do “intuicji”, “rozsądku”, anegdot i przy­kła­dów”

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • The­Rock­Smok

    To, że ktoś umie mówić, nie oznacza, że ma być mówcą. I to w dodatku mówi o tematach, na temat których zna się na zasadzie “no coś tam sły­sza­łem”. Poza tym — nie wszyscy myślą samo­dziel­nie i nie wszyscy wgłę­biają się w niektóre tematy (na przykład — brakuje mi w moim śro­do­wi­sku ludzi, z którymi mogę pody­sku­to­wać o mecha­nice kwan­to­wej). Wystar­czy przed kimś takim postawić pseu­do­nau­kowca i mamy kolej­nego zwo­len­nika głupot na talerzu. To tak jak ze świad­kami Jehowy — nie znasz Biblii to lepiej z nimi nie dyskutuj, bo i tak oni wiedzą lepiej. Można to odnieść i do debaty Nye vs Ham, ale i pseu­do­nau­ko­wego bełkotu Murphy’ego.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0