Psychologowie, neurolodzy, ewolucjoniści, teolodzy, kognitywiści, antropolodzy, nawet informatycy i fizycy. Wszyscy łamią sobie głowy nad pojemnym, nieostrym i tajemniczym pojęciem świadomości. Pójdźmy w ich ślady.

W nie­daw­nym tekście poświę­co­nym seria­lowi Westworld siłą rzeczy musiałem zmierzyć się z tematem świa­do­mo­ści. Zwró­ci­łem w nim uwagę, że na dobrą sprawę, nauka wciąż nie wypra­co­wała jed­no­li­tej i zado­wa­la­ją­cej wszyst­kich defi­ni­cji tego pojęcia. Tak to już jest, że im bardziej fun­da­men­talne pojęcie ana­li­zu­jemy, im jest nam ono bliższe – tym trudniej powie­dzieć coś kon­kret­nego. Przecież każdy z nas uważa się za osobę “świadomą”, postrze­gamy ludzkość jako gatunek “świadomy” i wewnętrz­nie czujemy, że bez tej całej “świa­do­mo­ści” nie byli­by­śmy tym samym. Ale co o tym zade­cy­do­wało? Gdzie leży granica między światem świa­do­mych i nie­świa­do­mych obiektów?

Świadomość odczuwająca

Ludzka świa­do­mość to pre­sti­di­gi­ta­tor­ska sztuczka zapro­jek­to­wana przez naturę po to, by omamić nas wra­że­niem, że obcujemy z wielką nie­wy­ja­śnioną tajem­nicą – czyli z nią samą.
– Nicholas Humphrey
Część biologów wyróżnia dwie części składowe świa­do­mo­ści: samo­świa­do­mość oraz zdolność odczu­wa­nia. Zacznę od tej drugiej, która praw­do­po­dob­nie ujawniła się w naturze jako pierwsza, tj. posiada ewo­lu­cyjne pierw­szeń­stwo.

To tylko dra­śnię­cie!

Pamię­ta­cie Ter­mi­na­tora? Tytułowy android twier­dził, że nie czuje ran postrza­ło­wych jak i nie pojmuje skąd biorą się ludzkie łzy. W naturze raczej trudno byłoby wyobra­zić sobie istotę o podobnym poziomie fizycz­nego skom­pli­ko­wa­nia, pozba­wioną jed­no­cze­śnie jakiej­kol­wiek wraż­li­wo­ści. Ból pełni doniosłą ewo­lu­cyjną funkcję, ostrze­ga­jąc nas przed poten­cjal­nym nie­bez­pie­czeń­stwem jak i infor­mu­jąc o uszko­dze­niu ciała. Taka cie­ka­wostka: na świecie żyje kilkuset ludzi wyka­zu­ją­cych wrodzoną obo­jęt­ność na ból z anhy­drozą (z angiel­skiego: zespół… CIPA). Osoby te dosłow­nie nie znają pojęcia bólu. Mogą zaciąć się przy goleniu, złamać nogę czy poparzyć wrząt­kiem – i w ogóle tego nie zauważyć. Kon­se­kwen­cje zabu­rze­nia są strasz­liwe: chory wymaga stałej opieki medycz­nej, regu­lar­nych prze­glą­dów stanu orga­ni­zmu, a nawet pil­no­wa­nia tem­pe­ra­tury. Nie muszę chyba tłu­ma­czyć, że z punktu widzenia doboru natu­ral­nego, obo­jęt­ność na ból należy zakwa­li­fi­ko­wać jako praw­dziwe prze­kleń­stwo. O ile współ­cze­śni ludzie potrafią utrzymać obar­czo­nych CIPA (jak­kol­wiek to brzmi) przy życiu, o tyle u więk­szo­ści zwierząt cecha ta powinna rychło zniknąć z puli genowej. Na brak odczuć mogą sobie pozwolić pier­wot­niaki, grzyby, rośliny, może niektóre bez­krę­gowce – czyli byty bardzo trwałe, sta­tyczne lub żyjące na tyle krótko, że i tak zdołają spłodzić potom­stwo przed nagłą śmiercią. Ale pies, kot, krowa, koń czy małpa? Nikt nie ma wąt­pli­wo­ści, że zaawan­so­wane orga­ni­zmy dys­po­nują odpo­wied­nio szeroką paletą odczuć. Bez tego szansa na ich prze­trwa­nie spadłaby dra­stycz­nie.

Umie­jęt­ność samo­dziel­nego roz­róż­nia­nia bodźców spra­wia­ją­cych cier­pie­nie i dających przy­jem­ność to dobry wstęp, ale sama w sobie nie świadczy jeszcze o świa­do­mo­ści. Jeżeli ode­rwiemy muszce skrzy­dełko, to raczej nie wykaże ona entu­zja­zmu. Pewnie spróbuje uciec, a w jej orga­ni­zmie wzmogą się okre­ślone procesy che­miczne. Zgo­dzi­cie się jednak, że to trochę za mało aby mówić o – nawet pry­mi­tyw­nym – życiu umy­sło­wym. Równie dobrze mogli­by­śmy posądzić o posia­da­nie świa­do­mo­ści kamerę lub aparat, auto­ma­tycz­nie dostra­ja­jące swe para­me­try do natę­że­nia światła. Jednak to tylko mecha­niczna odpo­wiedź na impuls. 

Sam bym się prze­stra­szył takiej paskudy.

Dlatego też biolodzy dodają kolejne kryteria, mogące uściślić defi­ni­cję świa­do­mo­ści odczu­wa­ją­cej. Według mnie znaczące wydają się dwa: wyka­zy­wa­nie emocji oraz doko­ny­wa­nie wyborów – naj­le­piej w kumu­la­cji. Łatwo tu wpaść w pułapkę ignotum per ignotum, czyli defi­nio­wa­nia nie­zna­nego przez inne niezbyt rozu­miane pojęcie. Pozwól­cie jednak, że nie podejmę próby opisania emocji i od razu przejdę do kon­kret­nego przy­kładu, mia­no­wi­cie do strachu. Mówimy, że zwierzę się boi, gdy jego stan ulega zmianie przez samą groźbę bólu. Wie, że dany kolor, dźwięk czy kształt zwia­stuje coś nie­do­brego. Są pewne wąt­pli­wo­ści, czy do samego odczu­wa­nia prostych emocji wymagany jest mózg, stąd dla bez­pie­czeń­stwa możemy dodać drugie wspo­mniane kry­te­rium. Jego pomy­sło­dawcą jest prof. Marienne Dawkins (była żona Richarda), która stwier­dziła, że nie­odzowną prze­słanką świa­do­mo­ści jest umie­jęt­ność doko­ny­wa­nia wyborów. Kon­cep­cja ta ma swoje odzwier­cie­dle­nie nawet w języku potocz­nym. W końcu często używamy sfor­mu­ło­wa­nia “świadomy wybór” w odnie­sie­niu do sen­sow­nego, nie­przy­pad­ko­wego podej­mo­wa­nia decyzji. Chodzi przede wszyst­kim o doko­na­nie wyboru w nowej, nie­zna­nej sytuacji, gdzie nie pomoże wrodzony instynkt i trzeba zdać się na kal­ku­la­cję. Musimy wybrać taką opcję, która praw­do­po­dob­nie przy­spo­rzy nam mniej męki lub przy­nie­sie zado­wo­le­nie. Oczy­wi­ście tego typu gierki mogą odzna­czać się bardzo zróż­ni­co­wa­nym stopniem trud­no­ści i tak też mogli­by­śmy oceniać poziom skom­pli­ko­wa­nia świa­do­mo­ści badanego bytu. Bez wąt­pie­nia wiąże się to ściśle z rozwojem inte­lek­tu­al­nym i zdol­no­ściami ana­li­tycz­nymi, co również jest nie­ba­ga­telną wska­zówką w pogoni za naszą defi­ni­cją.

Świadomość własnego “ja”

Wiemy już, że cier­pie­nie nie tylko uszla­chet­nia, ale jest również pierw­szym krokiem do pobu­dze­nia świa­do­mo­ści. Rozważmy to głębiej. Na pewnym poziomie zło­żo­no­ści, układ nerwowy zaczyna dzielić dobie­ga­jące ze świata sygnały na dobre i złe, jedne powodują ból a inne wyzwa­lają rozkosz. Dopiero po tym ewo­lu­cyj­nym osią­gnię­ciu, organizm ma szansę rozu­mo­wać w kate­go­rii własnego “ja”. To mi urwało kończynę, to ja krwawię, muszę ratować siebie, bo cier­pie­nie zwia­stuje mój koniec. Wbrew pozorom, z per­spek­tywy biologii nie jest to wcale takie oczy­wi­ste. Wie­lo­ko­mór­kowce powstały z kolonii nie­za­leż­nych niegdyś komórek, toteż nie tak łatwo było im wykształ­cić poczucie własnej, wspólnej jaźni.

Samo­świa­do­mość, bez względu na to czy potrak­tu­jemy ją jako osobny problem czy też jako element szerzej rozu­mia­nej świa­do­mo­ści (jak ja teraz), sama w sobie pozo­staje tajem­nicą. Na pewno koja­rzy­cie słynny test lustra, czyli prosty eks­pe­ry­ment mający ujawniać, które zwie­rzęta są w stanie roz­po­znać własne oblicze odbite w zwier­cia­dle. Niewiele gatunków – jak na przykład delfiny, słonie, świnie, sroki czy nasi małpi kuzyni – wykazuje taką umie­jęt­ność. Radzę jednak pod­cho­dzić do tego spraw­dzianu scep­tycz­nie i nie wysuwać zbyt pochop­nych wniosków. Biolog Roberto Gatti stwier­dził, że choć psy nie prze­cho­dzą pozy­tyw­nie testu lustra, to zdają sobie sprawę z własnej auto­no­mii, równie mocno co wieprz czy goryl. Doszedł do takiego wniosku obser­wu­jąc reakcje czwo­ro­no­gów na zapachy różnych próbek moczu. Co więcej, nauko­wiec zauważył, iż wyniki  a zatem poczucie własnego “ja” – popra­wiają się wraz z wiekiem zwie­rzę­cia.


Wiele wskazuje na to, że w świecie przyrody samo­świa­do­mość idzie w parze ze świa­do­mo­ścią, a rozwój jednego wpływa na drugie. Byt pozba­wiony bogatego życia umy­sło­wego nie wykształci własnej jaźni; jed­no­cze­śnie czymś dziwnym byłyby istoty o wyra­fi­no­wa­nej świa­do­mo­ści, nie poj­mu­jące odręb­no­ści własnej osoby. Aby rozumieć świat w całej oka­za­ło­ści, musimy potrafić umieścić w nim siebie.

Świadomość pętlowa

Kolejna próba wyjścia z gąszczów igno­ran­cji prowadzi nas ku pętlom przy­czy­nowo-skut­ko­wym. Oparta o nie defi­ni­cja jest bodaj naj­kon­kret­niej­sza, dzięki czemu usa­tys­fak­cjo­nuje fizyków, mate­ma­ty­ków i infor­ma­ty­ków. Wła­ści­wie to nie tyle defi­ni­cja, co raczej zarys swego rodzaju skali, wedle której mogli­by­śmy oceniać zło­żo­ność świa­do­mo­ści poszcze­gól­nych orga­ni­zmów.

Pętla działa prosto: podmiot odpo­wiada na bodziec zewnętrzny. Jest przy­czyna jest skutek. Akcja i reakcja. Pry­mi­tywne obiekty  jak pan­to­fe­lek, sło­necz­nik w polu czy grzyb na ścianie – wykazują w swoim dzia­ła­niu kilka, może kil­ka­na­ście tego typu pętli. Prze­ciętna roślina będzie piąć się ku życio­daj­nemu światłu jak i zapusz­czać korzenie w poszu­ki­wa­niu nie­zbęd­nej wilgoci i mikro­ele­men­tów. Podobną liczbę funkcji potra­fimy zapro­gra­mo­wać więk­szo­ści elek­tro­nicz­nych urządzeń. Nic spe­cjal­nego. Jednak ana­li­zu­jąc bardziej złożone orga­ni­zmy, dostrze­żemy, że liczba pętli wzrasta niemalże w sposób wykład­ni­czy. U dowol­nego owada, paję­czaka lub gada, doli­czymy się lekko setek pętli, bez których żyjątko nie mogłoby sku­tecz­nie się poruszać, loka­li­zo­wać prze­szkód, roz­mna­żać czy szukać poży­wie­nia. Kolejne tysiące pętli dojdzie, aby stwo­rze­nie było w stanie nawią­zy­wać relacje, odczuwać emocje i wreszcie budować spo­łecz­no­ści. Nami samymi rządzą setki tysięcy lub miliony pętli, pozwa­la­ją­cych nam nie tylko na analizę swojej sytuacji, oto­cze­nia, innych osób, ale również na myślenie abs­trak­cyjne. Wysoce praw­do­po­dobne jest, że tylko ludzie rozumują w kate­go­riach “wczoraj” i “jutro”, swo­bod­nie prze­miesz­cza­jąc się myślami po osi czasu. Dlatego z taką ochotą zatra­camy się w odle­głych wspo­mnie­niach, jak i szcze­gó­łowo pla­nu­jemy naszą przy­szłość. 

Ludzki mózg to prze­piękny model prze­biegu ewolucji. Jego kolejne warstwy (pień, układ lim­biczny, kora itd.), niczym słoje drzewa, wskazują jak natura wraz z czasem obda­rzała nas kolej­nymi zdol­no­ściami. Poszcze­gólne elementy pozwa­lały na analizę coraz większej ilości bodźców i danych, poja­wiały się kolejne pętle przy­czy­nowo-skutkowe, dające nam nowe moż­li­wo­ści i roz­wi­ja­jące świa­do­mość. Jeden z naj­więk­szych auto­ry­te­tów w tej dzie­dzi­nie, Douglas Hofstad­ter, od dawna twierdzi, że same pętle wystar­czą aby roz­wią­zać zagadkę ludzkiej inte­li­gen­cji i świa­do­mo­ści. Mamy do czy­nie­nia z typowym zja­wi­skiem emer­gent­nym, gdzie liczba doko­ny­wa­nych przez układ nerwowy operacji rosła i rosła… Aż doszło do naszego prze­bu­dze­nia. Nagle, bez ezo­te­ryki i enig­ma­tycz­nych sub­stan­cji, ogrom prostych procesów dopro­wa­dził do zro­dze­nia czegoś szalenie zło­żo­nego. (Nie­któ­rzy, właśnie ze względu na emer­gen­cję, lękają się samo­ist­nego obu­dze­nia zaawan­so­wa­nej, sztucz­nej świa­do­mo­ści opartej o ciągle uspraw­niane super­kom­pu­tery).

Z drugiej strony, świa­do­mość mierzona w liczbie pętli nie ma ogra­ni­czeń. Teo­re­tycz­nie mogą więc istnieć nie tylko byty pry­mi­tyw­niej­sze, ale również bardziej świadome od czło­wieka.

Moja świadomość

Ile książek, tyle prób defi­ni­cji świa­do­mo­ści, a choć książek i autorów jest setki, żadne wyja­śnie­nie nie daje kla­row­nej i kon­kret­nej odpo­wie­dzi. Jedyne co możemy w tej sytuacji zrobić, to usys­te­ma­ty­zo­wać naszą wiedzę i wskazać kilka regu­lar­nie powta­rza­ją­cych się ele­men­tów, zgodnie koja­rzo­nych ze świa­do­mo­ścią. Wymieńmy je:

- zdolność do odbie­ra­nia bodźców z zewnątrz,
- inter­pre­to­wa­nie tych bodźców i reago­wa­nie na nie,
- ana­li­zo­wa­nie własnego poło­że­nia,
- zdolność do doko­ny­wa­nia wyboru,
- odczu­wa­nie emocji,
- zdolność uczenia i wyko­rzy­sty­wa­nia własnych doświad­czeń,
- rozu­mo­wa­nie w kate­go­rii własnego “ja” i “inni”,
- poj­mo­wa­nie przyczyn i skutków własnych działań.

Bije po oczach fakt, że z każdym z powyż­szych punktów można pole­mi­zo­wać i spró­bo­wać go wyeli­mi­no­wać z naszej defi­ni­cji. Dlatego też kon­se­kwent­nie neguję proste, czarno-białe kla­sy­fi­ko­wa­nie bytów na świadome i nie­świa­dome; czy jeszcze lepiej, na świa­do­mych ludzi i pozba­wioną świa­do­mo­ści resztę tworów natury. Takie kon­cep­cje rodzi­łyby prze­ko­na­nie, jakoby słoń był równie nie­świa­domy co legwan, muszka owocówka bądź tulipan – co jest ewi­dentną bzdurą. Nie wiem czy “liczenie” pętli przy­czy­nowo-skut­ko­wych jest dobrą metodą, ale sama próba mie­rze­nia poziomu świa­do­mo­ści wydaje się pro­po­zy­cją sensowną.

Pozo­staje zasta­no­wić się nad tym, co wyróżnia ludzką świa­do­mość i ludzki umysł. Kolej­ność ele­men­tów na liście nie jest przy­pad­kowa i zapewne z grubsza pokrywa się z ciągiem ewo­lu­cyj­nym. W takim przy­padku, o zaawan­so­wa­niu naszej świa­do­mo­ści decyduje umie­jęt­ność symu­lo­wa­nia własnej sytuacji w czasie i wycią­ga­nie z tego racjo­nal­nych wniosków. 

Gdybym oso­bi­ście musiał wyjaśnić istotę zaawan­so­wa­nej, ludzkiej świa­do­mo­ści, odpo­wie­dział­bym nastę­pu­jąco. Istota uzyskuje złożoną świa­do­mość w momencie, gdy jest zdolna do zadania sobie pytania: czym jest świa­do­mość?
Literatura uzupełniająca:
E. Macphail, Ewolucja świadomości, przeł. R. Bartołd, Poznań 2002;
L. Mlodinov, Nieświadomy mózg. Jak to co dzieje się za progiem świadomości wpływa na nasze życie?, przeł. J. Szajkowska, Warszawa 2016;
M. Kaku, Przyszłość umysłu. Dążenie nauki do zrozumienia i udoskonalenia naszego umysłu, przeł. U. Seweryńska, Warszawa 2014;
M. Gazzaniga, Istota człowieczeństwa. Co czyni nas wyjątkowymi?, przeł. A. Nowak, Sopot 2011;
A. Pachniewska, List of Animals That Have Passed the Mirror Test, [online: www.animalcognition.org/2015/04/15/list-of-animals-that-have-passed-the-mirror-test]
K. Hulick, Do dogs have a sense of self?, [online: www.sciencenewsforstudents.org/article/do-dogs-have-sense-self].
podpis-czarny



  • http://aso.uh.net.pl/ aso

    Zasta­na­wiam się dlaczego uznaje się że psy nie prze­cho­dzą testu lustra. Moje psy potrafią zobaczyć w lustrze że mają naklejkę na czole albo potrafią obser­wo­wać obiekt (czło­wieka) poprzez odbicie w lustrze, wiedząc że to tylko odbicie.
    Tak samo patrząc w lustro potrafią odwrócić głowę bo zobaczą że człowiek stojący za nimi wykonuje jakąś akcję (pokazuje smakołyk itd). Według mnie psy są w pełni świadome “własnego ja”, o czym naj­bar­dziej świadczy właśnie zacho­wa­nie przy lustrze.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ste­fa­n474

      Mam wąt­pli­wo­ści co do sku­tecz­no­ści metody z lustrem. To że jakieś zwierzę wie, że lustro jedynie odbija światło, może równie dobrze oznaczać że zwierzę wie, że lustro odbija światło 😛

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • agnostyk

    Dla mnie naj­istot­niej­szym ele­men­tem świa­do­mo­ści jest umie­jęt­ność
    doko­ny­wa­nia wyborów. Chciał­bym wierzyć, że to fak­tycz­nie są moje 
    wybory, bo jeśli wszystko jest z góry ustalone albo losowe, to mam
    wrażenie, że kryzys egzy­sten­cjalny stałby się znacznie trud­niej­szy do 
    znie­sie­nia (bezsens ist­nie­nia wielu ludziom udaje się jednak igno­ro­wać).

    Poza
    tym jak już powsta­nie jakieś bardziej uni­wer­salne AI, to chyba jedyną
    rzeczą, co do której będzie choć teo­re­tyczna nadzieja, że odróżnia nas
    od robotów, będą właśnie świadome wybory. No, może poza emocjami, ale 
    one są w dużej mierze poza naszą kontrolą i wydają się być mocno losowe,
    więc ciężko je utoż­sa­miać z własnym “ja”, skoro ma się na nie bardzo
    ogra­ni­czony wpływ.

    Kiedyś przy­szedł mi do głowy eks­pe­ry­ment
    myślowy, który nazwałem sobie roboczo “księgą prze­zna­cze­nia” — co by 
    było, gdyby okazało się, że wszystko fak­tycz­nie jest z góry ustalone i 
    istnieje w związku z tym moż­li­wość spisania wszyst­kiego co się stanie w 
    przy­szło­ści? Pod­cho­dzę do takiej księgi, znajduję stronę z infor­ma­cją,
    co zrobię za 5 minut i co?

    Pierwszą moją reakcją był
    śmiech, bo przecież nie­moż­liwe jest, żebym nagle odczuł jakąś prze­możną
    chęć robienia dokład­nie tego, co jest napisane, więc albo wszystko z 
    góry ustalone nie jest, albo nie istnieje moc obli­cze­niowa pozwa­la­jąca
    wyprze­dzić teraź­niej­szość (wychodzi chyba na to samo) — swoją drogą
    zabawnie byłoby, gdyby człowiek mógł prze­wra­cać tylko jedną kartkę w 
    ciągu np. jednej sekundy i na każdej stronie napisane byłoby “czytasz tę
    książkę”. 🙂

    Drugą reakcją była nie­pew­ność -
    nie­moż­liwe? Dlaczego? Jeśli wolna wola to iluzja, to taka księga po 
    prostu obna­ży­łaby tę iluzję i nagle “uświa­do­mił­bym” sobie, że jednak
    muszę zrobić to, co właśnie prze­czy­ta­łem. Mało co mnie tak przeraża, jak
    taka per­spek­tywa.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ste­fa­n474

      Zbu­do­wa­nie maszyny prze­wi­du­ją­cej przy­szłość nie byłoby raczej możliwe, z prostej przy­czyny: musia­łaby ona móc zapisać dane wszyst­kich atomów wszech­świata na raz, a więc liczba atomów nośnika infor­ma­cji musiałby być większa niż liczba atomów we wszech­świe­cie.

      No chyba że założymy że nasz świat jest symu­la­cją, wtedy ist­nie­nie takiej maszyny byłoby niemal pewne. Jed­no­cze­śnie wyklu­cza­łoby to wolną wolę, ponieważ będąc w symu­la­cji chcąc nie chcąc działamy według jakiegoś algo­rytmu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • agnostyk

        Może być również tak, że nasz wszech­świat nie jest jedynym i w jakimś innym można zbudować taką maszynę. Albo gdyby zamknąć czło­wieka w jakimś cał­ko­wi­cie odizo­lo­wa­nym pudełku i skupić się tylko na nim, to może by się dało. Być może takie odizo­lo­wa­nie nie jest możliwe, a nawet jeśli jest to prognozą mogłoby być po prostu “człowiek zacznie się dusić i umrze”. 🙂 Gene­ral­nie chciałem sobie tylko pofi­lo­zo­fo­wać.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mefi­sto­fe­les

        Nie potrze­bo­wa­li­by­śmy danych wszyst­kich atomów we wszech­świe­cie. Na przykład w prze­my­śle far­ma­ceu­tycz­nym stosuje się różne stopnie dokład­no­ści przy mode­lo­wa­niu kładąc nacisk na centra aktywne recep­to­rów. Im dalej od nich tym większe przy­bli­że­nie się stosuje.
        Tutaj można zrobić podobnie, dokładny model danego czło­wieka, nawet całej planety, a potem w ogra­ni­czo­nym stopniu reszta. Bo raczej to co się dzieje w Alfa Centauri ma raczej znikomy wpływ na symu­lo­wa­nie tego czy kowal­skiemu spadnie kanapka chlebem lub masłem do podłogi.

        Jeśli chodzi o symu­la­cje to obiekty mają jakieś stopnie swobody co może pro­wa­dzić do nie­ocze­ki­wa­nych rezul­ta­tów czego przy­kła­dem są bugi w pro­gra­mach i grach.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Caban Nad­bal­tycki

        >musia­łaby ona móc zapisać dane wszyst­kich atomów wszech­świata na raz, a 
        więc liczba atomów nośnika infor­ma­cji musiałby być większa niż liczba
        atomów we wszech­świe­cie.

        Heh, dokład­nie to samo napi­sa­łem 8 lat temu na jakimś forum. W ogóle widzę, że masz dość podobny tok myślowy w tej kwestii.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Caban Nad­bal­tycki

        >musia­łaby ona móc zapisać dane wszyst­kich atomów wszech­świata na raz, a 
        więc liczba atomów nośnika infor­ma­cji musiałby być większa niż liczba
        atomów we wszech­świe­cie.
        Heh, dokład­nie to samo napi­sa­łem 8 lat temu na jakimś forum.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

        Aby prze­wi­dzieć jaki numer wyga na loterii albo komu jutro zdarzy się wypadek samo­cho­dowy, nie trzeba znać poło­że­nia atomów w galak­tyce Andro­medy. Oddzia­ły­wa­nia zachodzą w skoń­czo­nym czasie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tobiasz Hrynski

    Myślę ‚że za punkt podziału uznać jednak należy zasto­so­wa­nie mowy(czy to w formie wer­bal­nej czy języków miganych ) do czegoś więcej niż tylko prosta komu­ni­ka­cja . Bez tego, zdolność do auto­re­flek­sji jest zwy­czaj­nie nie­moż­liwa. Wszyst­kie badania na naj­in­te­li­gent­niej­szych gatun­kach zwierząt dowodzą ‚że choć świadome ‚inte­li­gentne ‚zdolne itd.. To w więk­szo­ści przy­pad­ków ‚zawsze są porów­ny­walne, do któregoś z ludzkich okresów dzie­ciń­stwa .I nie jest przecież przy­pad­kiem ‚że w okresie jak dziecko nauczy się mówić ‚jego cie­ka­wość świata zaczyna wręcz przy­tła­czać .

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      To jest bardzo ciekawe spo­strze­że­nie. Zasta­na­wia mnie tylko na ile złożona świa­do­mość jest warun­ko­wana przez mowę, a nie mowa przez świa­do­mość.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Tobiasz Hrynski

        Myślę ‚że można spo­koj­nie powie­dzieć ‚że w przy­padku ludzi a i może też innych gatunków ‚choć mowa wynika ze świa­do­mo­ści to również przy­czy­nia się do rozwoju zdol­no­ści kogni­tyw­nych i jako taka wpływa bez­po­śred­nio na świa­do­mość. Prawie jak samo­na­pę­dza­nie .No ja bym przy­naj­mniej tak to wytłu­ma­czył w sporym uprosz­cze­niu .

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Pawel Wozniak

      Sama mowa, czy ogólniej — zdolność do komu­ni­ka­cji, nie warun­kuje świa­do­mo­ści. W prze­ciwny przy­pdaku taka Siri byłaby dość blisko do osią­gnię­cia statusu świa­do­mej istoty, a chyba zgodzimy sie że to nie­prawda:) Powie­dział­nym, że to raczej te “coś więcej” do czego mowa miałaby być użyta, ale wciąż pozo­staje pytanie — co to jest to coś więcej…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Bord

      Ciekawe. Ja bym postrze­gał zdolność komu­ni­ka­cji jak narzę­dzie. W momencie gdy dziecko uzyskuje zdolność komu­ni­ka­cji, nagle wychodzi ze swojego bardzo ogra­ni­czo­nego klosza poznaw­czego, aby uzyskać dostęp do ogromu wiedzy, który posia­dają inni ludzie, budując przy tym swój zasób pamięci. Ale nie o tym chciałem napisać.

      Spójrzmy na istoty żywe i ich “myślenie”.
      Warstwą zero są auto­ma­tyczne czysto mecha­niczne odruchy, tutaj nie ma żadnego inter­pre­to­wa­nia infor­ma­cji.
      Pierwszą warstwą jest czysty mecha­nizm mózgu, który otrzy­muje infor­ma­cję i w zależ­no­ści od budowy mecha­ni­zmu zwraca pewien wynik. To też w gruncie rzeczy jest też czysto mecha­niczna czynność.
      Drugą warstwą jest pamięć, zdolność do prze­cho­wy­wa­nia infor­ma­cji.
      Trzecią warstwą jest samo­istna zdolność do prze­ka­zy­wa­nia infor­ma­cji z drugiej warstwy do pierw­szej warstwy aż do końca danego procesu decy­zyj­nego (ostatni proces kończy się wraz ze śmiercią). Te warstwę nazwał­bym świa­do­mo­ścią. Taki mecha­nizm jest nie­zbędny, aby złożone orga­ni­zmy mogłyby zaadap­to­wać się do róż­no­rod­nych warunków. 

      Co do samego procesu odkła­da­nia infor­ma­cji w pamięci, na mój gust mamy na niego bardzo nie­wielki wpływ. Naj­le­piej zapa­mię­tu­jemy infor­ma­cję, które są zgodne z mecha­ni­zmem naszego mózgu. Prak­tycz­nie każdy z nas ma z pew­no­ścią spory kawałek mecha­ni­zmu odpo­wie­dzialny za prze­twa­rza­nie emocji, więc ten kawałek się dobrze odkłada w pamięci. Nato­miast dziecku z dobrym mecha­ni­zmem mate­ma­tycz­nym łatwo odkładać infor­ma­cję o mate­ma­tyce w pamięci, a trudno o języku polskim, choćby się bardzo starał wkuć na pamięć.

      Wszyst­kie 3 warstwy są ze sobą ściśle powią­zane. Pierwsza warstwa na mój gust się nie­ustan­nie “kręci”. Od nas zależy, którymi infor­ma­cjami z pamięci zbom­bar­du­jemy pierwszą warstwę. I tak w kółko.

      Ciężko powie­dzieć, czy każda istota posia­da­jąca pamięć posiada też świa­do­mość. Być może na pewnym poziomie, mózg nie potrze­buje odręb­nego mecha­ni­zmu i jest w stanie zauto­ma­ty­zo­wać pobie­ra­nie infor­ma­cji z pamięci, bo sam mózg jest zbyt płytki i może obsłużyć tylko kilka infor­ma­cji.

      Z pew­no­ścią jednak pamięć przy­czy­nia się do rozwoju świa­do­mo­ści, bo nadmiar infor­ma­cji z pamięci zapewne ciężko się prze­twa­rza w mózgu, potrzebny jest więc mecha­nizm, który wybierze te naj­istot­niej­sze. A do rozwoju pamięci z pew­no­ścią przy­czy­niła się komu­ni­ka­cja, czyli wymiana ważnych infor­ma­cji, które warto by w pamięci odłożyć…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Emmanuel

    Czy na piersi rycerza bez rąk z pierw­szego gifa widnieje herb Targaryen’ów czy mi się wydaje? :p

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Łukasz Dragosz

      Wydaje, to kadr z filmu Monty Pythona

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • opium

    myślę więc jestem — według autora

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pawel Wozniak

    Według mnie dyskusja opiera się na błędnych zało­że­niach. Wymie­niane zjawiska, jak odczu­wa­nie uczuć czy podej­mo­wa­nie decyzji, nie są ele­men­tami defi­niu­ją­cymi świa­do­mość, sa to osobne zjawiska, można co najwyżej powie­dzieć: atrybuty przy­pi­sane do świa­do­mego bytu. Dla mnie kusząco brzmi czysto mate­ria­li­styczna defi­ni­cja świa­do­mo­ści jako okre­ślony wzorzec aktyw­no­ści mózgowej, który może byc dete­ko­wany, mierzony ilo­ściowo, badany doświad­czal­nie. Inte­re­su­jący link opi­su­jacy min. tego typu podej­ście:
    https://aeon.co/essays/the-hard-problem-of-consciousness-is-a-distraction-from-the-real-one
    Ciekawe są kon­se­kwen­cje przy­ję­cia takiej defi­ni­cji — daje to, przy­naj­mniej poten­cjal­nie, mozli­wość sto­rze­nia sztucz­nej świa­do­mo­ści przez zapro­gra­mo­wa­nie tego typu wzorców lub samo­ewo­lu­cję sztucz­nej świa­do­mo­ści w odpo­wied­nio zło­zo­nych sys­te­mach czy sieciach kom­pu­te­ro­wych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Tobiasz Hrynski

      Tu kłania się tzw “problem chiń­skiego pokoju”, a przy­naj­mniej ja to tak postrze­gam.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Pawel Wozniak

        Masz na myśli w przy­padku two­rze­nia sztucz­nej świa­do­mo­ści? Owszem, może pojawić się taki problem, ale nie odnosi się to tylko do sztucz­nej świa­do­mo­ści. Czy mozesz stwier­dzić z cał­ko­witą pew­no­ścia że inni ludzie posia­dają świa­do­mość, taką samą jak Ty, a nie są tylko posta­ciam w Twoim solip­tycz­nym świecie? Na 100% nie można tego udo­wod­nić.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Tobiasz Hrynski

        Mogę na 100 % i robi to każdy człowiek wcho­dzący w relacje z drugim czło­wie­kiem .
        Mówiąc bru­tal­nie ‚jako ssaki naczelne jesteśmy zapro­gra­mo­wani w uzna­wa­nie w innych ludziach (a często i w zwie­rzę­tach) równej świa­do­mo­ści jak w nas samych .
        Co do sztucz­nej inte­li­gen­cji sprawa ma się inaczej .
        Teraz postawię może zbyt śmiałą tezę . Sztuczną inte­li­gen­cje ‚będzie można uznać za świadomą w sytuacji ‚gdy bez cienia inge­ren­cji ludz­kiego pro­gra­mi­sty ‚będzie wstanie dopro­wa­dzić do samo­znisz­cze­nia .
        Jeżeli uznać ‚chęć prze­trwa­nia za pod­sta­wowy cel każdego żywego orga­ni­zmu to zdolność do prze­zwy­cię­że­nia tego można uznać za dowód świa­do­mo­ści .

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

      To by było trak­to­wa­nie umysłu jak czarnej skrzynki. “blongwa to skrzynka, która po naci­śnię­ciu guziczka zaczyna dzwonić. Jeśli uda nam się zrobić układ który dzwoni to otrzy­mamy blongwę”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • ICHTYS

    Jako auto­ma­tyk robotyk na świa­do­mość nie patrzę aż tak szeroko.

    Dla mnie świa­do­mość jest umie­jęt­no­ścią zada­wa­nia pytań, co wynika z abs­trak­cyj­nego myślenia.
    Wszyst­kie inne wymie­niane tutaj przy­padki są ciągami przy­czy­nowo skut­ko­wymi, bodziec-reakcja. Jest to pry­mi­tywna zależ­ność, ale jak autor słusznie zauważa bardzo duże ich złożenie daje wysoce skom­pli­ko­wane orga­ni­zmy.

    Tak samo jest w robotyce. Dla kom­pu­tera niema problemu żeby prze­twa­rzać takie infor­ma­cje, powiem więcej on jest z nich stwo­rzony. Tyle że my mamy neurony, a on układy scalone. 

    Emocje również są tylko i wyłącz­nie układem przy­czy­nowo skut­ko­wym, bodziec wpływa na wydzie­la­nie hormonu, a hormon na pracę orga­ni­zmu. Przy odpo­wied­niej symu­la­cji dla robota emocje nie będą pro­ble­mem, oczy­wi­ście my powiemy że to sztuczne emocje, bo robot niema ciała, ale zasada dzia­ła­nia będzie iden­tyczna.

    Mowa jest tylko i wyłącz­nie ścieżką przekazu bodźca, tak samo jak neurony. W wyniku bodźca wydawany jest sygnał, który trafia do odbiorcy, odbiorca go przyj­muje i powstaje reakcja na niego. Roboty to potrafią. Czym innym jest nato­miast użycie mowy przez istotę świadomą, która wyko­rzy­stuje te pry­mi­tywne narzę­dzie do wyra­że­nia pytania czy abs­trak­cyj­nej myśli,. Głu­cho­niemy który nie widzi również ma świa­do­mość, ale trudniej będzie mu to wyrazić, tak samo osoba w pełni spa­ra­li­żo­wana od uro­dze­nia. Mowa nie wynika ze świa­do­mo­ści, jest osobnym bytem.

    Zdolność uczenia się również opiera się na zasadzie bodziec reakcja i nie jest niczym skom­pli­ko­wa­nym. Roboty potrafią to robić tysiąc­kroć lepiej od ludzi. Bodziec jest po prostu “zatrzy­my­wany” w orga­ni­zmie do ponow­nego wyko­rzy­sta­nia i roz­bu­do­wa­nia innych bodźców które trafią do nas w przy­szło­ści.

    Nato­miast do wykre­owa­nia pytania potrzeba czegoś więcej niż doświad­czeń typu bodziec reakcja. Dlatego pomimo tak wiel­kiego począt­ko­wego entu­zja­zmu do dziś nie udało się wytwo­rzyć sztucz­nej inte­li­gen­cji (w rozu­mie­niu świa­do­mo­ści).

    Zwie­rzęta nato­miast można porównać do nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­nych maszyn dzia­ła­ją­cych na zasadzie bodźca reakcji, ale nigdy bazując na tej formie dzia­ła­nia nie będą w stanie zadać pytania. Świa­do­mość jest zagadką i tajem­nicą, wobec której pozo­staje nam tylko zadać pytanie czy samo posia­da­nie świa­do­mo­ści wystar­cza do odkrycia jej dzia­ła­nia, czy nie potrze­bu­jemy czegoś więcej żeby tą tajem­nicę zro­zu­mieć?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Tobiasz Hrynski

      Wybacz ‚ale zalatuje mi to lekko ana­chro­nicz­nym już kar­te­zjań­skim postrze­ga­niem zwierząt jako maszyn . Co wywołuje mój wielki bunt ‚wyni­ka­jący z pewnej (skromnej, ale jednak) wiedzy z zakresu etologii i psy­cho­lo­gii
      Ewi­dent­nie rezer­wu­jesz świa­do­mość li i wyłącz­nie do ludzi . Abs­trak­cyjne myślenie , zada­wa­nie pytań itd.. Bardzo ale to bardzo ana­chro­niczne postrze­ga­nie .
      Co do kwestii świa­do­mo­ści zwierząt .
      1. Zwie­rzęta ‚co zostało udo­wod­nione naukowo również potrafią myśleć abs­trak­cyj­nie . Znane mi z lite­ra­tury doświad­cze­nie w którym sroka albo wrona (przy­znaje nie pamiętam gatunku) potra­fiła zdobyć pły­wa­jący w naczyniu orzech. po przez mani­pu­lo­wa­nie poziomem wody za pomocą kamienia.
      Kre­atywne roz­wią­zy­wa­nie problemu, wykracza ponad proste inter­pre­to­wa­nie bodziec-reakcja .
      Inny przy­pa­dek również opisany w lite­ra­tu­rze , ukaranie pary młodych szym­pan­sic przez własne stado .Kara wynikała z faktu ‚że te zwle­ka­jąc z powrotem do klatek opóźniły przez to porę kar­mie­nia w Zoo (jedzenie dopiero jak wszyst­kie szym­pansy były w klatkach).
      2. Już sam fakt ist­nie­nia inte­rak­cji spo­łecz­nych ‚watahy wilków ‚stada orek itd… Zwykły bodziec-reakcja nie tłumaczy ‚a nawet jeśli to w sposób tak try­wia­li­zu­jący ‚że urąga to współ­cze­snej wiedzy z nauk przy­rod­ni­czych .
      3. Słynny przy­pa­dek samca bonobo imieniem Kanzi , który opanował sposoby komu­ni­ka­cji na takim poziomie ‚że zaprze­cza­nie faktowi ‚że jest świadomy znów zaha­cza­łoby o ana­chro­nizm .

      W moim prze­ko­na­niu , kwestia świa­do­mo­ści NIE POWINNA być niestety uprosz­czana do zwykłej pochod­nej bodziec-reakcja . W przy­padku zdol­no­ści kogni­tyw­nych czy to zwierząt czy to ludzi ‚sprawa mocno przy­po­mina szok jaki musieli przeżyć fizycy ‚gdy odkryli to co dziś znamy pod pojęciem fizyki kwan­to­wej . Stare uprosz­czone myślenie już się nie sprawdza ‚bo spraw­dzać nie może .

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Pawel Wozniak

      Podoba mi się ta inter­pre­ta­cja koja­rząca świa­do­mość z myśle­niem abs­trak­cyj­nym i umie­jęt­no­ścią sta­wia­nia pytań. Wydaje mi się że przy roz­wi­nię­ciu umie­jęt­no­ści myslenia i ana­li­zo­wa­nia oto­cze­nia w sposób nie­al­go­ryt­miczny, nie zapro­gra­mo­wany odgórnie świa­do­mość w pewnym momencie pojawi się samo­ist­nie. “Myslę więc jestem” Kar­te­zju­sza można tutaj trak­to­wać dosłow­nie. Pytanie czy potra­fimy stworzyć taki byt? Sieci neu­ro­nowe czy algo­rytmy gene­tyczne z zało­że­nia mają działać w sposob nie­za­pla­no­wany odgórnie, tzn nie wiemy w jaki sposób probram z danych wej­ścio­wych dochodzi do koń­co­wego wyniku, ale czy to wystar­czy do wykre­owa­nia abs­trak­cyj­nego myślenia na poziomie ludzkim?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mariusz

    Szalenie ciekawy temat. Swego czas Daniel Siegel zaczynał pre­zen­ta­cje swoje od tego faktu — żyjemy w XXI wieku, a wciąż nie mamy defi­ni­cji umysłu, mimo że poko­le­nia filo­zo­fów, biologów, psy­cho­lo­gów się nad tym zasta­na­wiały, a teraz także i neru­onauki. Myślę, że sam umysł można podzie­lić na cele tych rozważań na część świadomą, a więc świa­do­mość oraz pod­świa­domą (bez dzie­le­nia dalej na nie­świa­do­mość itp.). Sama świa­do­mość będzie wtedy jakimś wycin­kiem umysłu wszyst­kich procesów fizycz­nych i psy­chicz­nych, na których możemy się skupić w danej chwili, co też jest wie­lo­po­zio­mowe, bo z jednej strony możemy się skupić na logicz­nych prze­my­śle­niach, na dozna­niach z ciała, na emocjach i to są zupełnie inne światy, które “promień świa­do­mo­ści” można nam pokazać. Wierz­cho­łek góry lodowej tego wszyst­kiego co w nas się ciągle dzieje.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

    Brak wyja­śnie­nia czym jest świa­do­mość jest jedną z prze­szkód w jej sztucz­nym odtwo­rze­niu w maszy­nach, najpierw bowiem nie będziemy pewni z jakich ele­men­tów ją zapro­gra­mo­wać, a potem będziemy mieli kłopot w jej roz­po­zna­niu.

    Twoje ujęcie jest w sumie bardzo feno­me­no­lo­giczne.

    Mam wrażenie że świa­do­mość, to zdolność do postrze­ga­nia że zachodzi postrze­ga­nie, a więc stwo­rze­nie umy­sło­wej repre­zen­ta­cji obser­wa­tora i zacho­dzą­cych w nim procesów. Świadome będzie więc zwierzę, które będzie wie­działo, że bodźce per­cep­cyjne docie­rają z innego miejsca niż to w którym są odbie­rane (podział na Ja i Świat), oraz będzie wie­działo w jaki sposób są prze­twa­rzane (pamięć o tym jak zare­ago­wa­li­śmy na coś, to w istocie wiedzą o tym w jaki sposób odebrane infor­ma­cje o tym czymś zostały prze­two­rzone w umyśle).
    To by mogło wyja­śniać niektóre cechy świa­do­mo­ści łatwiej. Przy­kła­dowo orga­ni­zmom żywym przy­pi­suje się ogółem zdolność reakcji na bodźce. Jeśli cechą świa­do­mo­ści byłoby odbie­ra­nie wewnętrzne sposobu prze­twa­rza­nia ode­bra­nych bodźców, a więc odbie­ra­nie mecha­ni­zmu reakcji, wówczas “świadomy wybór” byłby… reakcją na reakcję. Zmiana sposobu reago­wa­nia na bodźce oparta o pamięć to w takiej sytuacji wybór, powo­du­jący ukie­run­ko­wa­nie zachowań.
    W zasadzie w tym ujęciu jest to pętla sprzę­że­nia.

    Idąc dalej, wyższe reakcje świadome będą wynikiem two­rze­nia następ­nych cykli — ukie­run­ko­wana komu­ni­ka­cja przy pomocy pewnego kodu sygnałów (języka), będzie wynikiem two­rze­nia umy­sło­wej symu­la­cji umysłu innych osob­ni­ków, opartym o pamięć, że dany osobnik sam w sobie tworzy repre­zen­ta­cję ośrodka odbie­ra­ją­cego i reagu­ją­cego na bodźce. Mówienie do kogoś jest bowiem powią­zane z domysłem, że tamten usłyszy, zrozumie i odpowie tak jakbyśmy to zrobili my. Im wyższe są procesy tym więcej rzeczy obejmuje symu­la­cja.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mad

    Tylko nawet dobra defi­ni­cja świa­do­mo­ści “jako takiej” (jako procesu pod­le­ga­ją­cego defi­ni­cji) nie tłumaczy dlaczego kon­kretna świa­do­mość jest związana z kon­kret­nym ciałem- dlaczego MOJA świa­do­mość jest w MOIM ciele i w abso­lut­nie żadnym innym. Nie chodzi o to że JA mam świa­do­mość siebie, tylko dlaczego świa­do­mość zaj­mu­jąca moje ciało ma poczucie mnie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Piotr

    Moim zdaniem problem swia­do­mo­sci jest jeszcze trud­niej­szy niz wyni­ka­loby to z powyz­szego artykulu. Klu­czo­wym podzia­lem jest dla mnie nie tyle podzial na swia­do­mosc odczu­wa­jaca i samo­swia­do­mosc. Naj­cie­kaw­szym pro­ble­mem jest ist­nie­nie samego tylko odczu­wa­nia wlasnego ist­nie­nia. Nie chodzi tu o bol czy emocje — te, jak pokazuje swietne porow­na­nie do swia­tlo­czu­lej kamery — mozna opisac tylko jako roz­bu­do­wane reakcje na bodzce. Naj­pry­mi­tyw­niej­sze orga­ni­zmy czy urza­dze­nia po prostu reaguja na to co bez­po­sred­nio na nie dziala (bol), te bardziej skom­pli­ko­wane potrafia odbierac bodzce sub­tel­niej­sze — np prze­czu­wac nie­bez­pie­czen­stwo i reagowac zawczasu (strach), im wiekszy stopien skom­pli­ko­wa­nia tym wiecej mozli­wo­sci unik­nie­cia niebezpieczenstwa/osiagniecia jakiegos dobra. Pomocna w tym opisie jest takze teoria petli — im jest ich wiecej, tym wieksze spektrum dzialan. Nato­miast to wszystko w zadnym stopniu nie przy­bliza nas do fenomenu “czucia wlasnego zycia” (prze­pra­szam za to koslawe okre­sle­nie). To “czucie” nie jest przeciez abso­lut­nie do niczego potrzebne — nie zwieksza szans jed­nostki na prze­zy­cie, nie czyni jej sil­niej­sza itd. Wla­sci­wie wszelkie roznice miedzy naj­bar­dziej roz­wi­nie­tym orga­ni­zmem a naj­prost­sza ameba mozna ujac w ilosci petli — ameba ma ich kilka, czlowiek miliony lub miliardy. Gdzie tu miejsce na czucie swego zycia? Co ono zmienia? Mozemy sobie dla przy­kladu wyobra­zic dwa alter­na­tywne wszech­swiaty, zawie­ra­jace orga­ni­zmy zywe, ktore rozni tylko ist­nie­nie badz brak tego czucia i nie widze powodu, by z per­spek­tywy zewnetrz­nego obser­wa­tora te wszech­swiaty mialy sie czym­kol­wiek od siebie roznic. Z tej nie­przy­dat­no­sci czucia wlasnego iste­nie­nia wynika bez­sen­sow­nosc wyja­snia­nia go za pomoca ewolucji. Co wiecej, nie widze powodu by to czucie uznac za stop­nio­walne czy zalezne od ogolnego poziomu rozwoju danego orga­ni­zmu. Posluze sie tu wymy­slo­nym ma predce przy­kla­dem. Wezmy dwie osoby majace roz­wia­zac takie samo, trudne zadanie mate­ma­tyczne. Pierwsza z nich to profesor mate­ma­tyki z bardzo wysokim ilo­zra­zem inte­li­gen­cji i bogatym doswiad­cze­niem w roz­wia­zy­wa­niu takich zadan. Druga niech bedzie gim­na­zja­li­sta o niskim IQ, znajacym tylko podstawy mate­ma­tyki, z doswiad­cze­niem bliskim zeru. Profesor bedzie mial oczy­wi­scie duzo wieksze szanse na poprawne roz­wia­za­nie, bedzie dys­po­no­wal wieksza iloscia wzorow, mozli­wo­sci, porownan do podob­nych zadan itd. Czy z tego wynika ze jego swia­do­mosc (w rozu­mie­niu wyzej opi­sy­wa­nego “czucia”) roz­wia­zy­wa­nia zadania jest w jaki­kol­wiek sposob wyzsza niz swia­do­mosc gim­na­zja­li­sty? Nie widze zadnych argu­men­tow zeby tak sadzic. Czy zatem oznacza to ze ameby moga tak samo czuc swoje ist­nie­nie jak ludzie? Nie wysnuwam tak rady­kal­nych wnioskow, twierdze jednak, ze problem swia­do­mo­sci, okro­jo­nej do czucia wlasnego ist­nie­nia, jest tematem o ktorym nie wiemy zupelnie nic a jakie­kol­wiek odkrycia doty­czace dzia­la­nia ludz­kiego mozgu czy reakcji zwierzat na bodzce w zadnym stopniu nas do tego nie przy­bli­zaja.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Zdzisław Wró­blew­ski

    Świa­do­mość, jest zapisem wszyst­kiego, co było, jest i będzie.Przypisana jest tylko czło­wie­kowi. W tym świecie, nie ma czło­wieka. To jest ludzki świat. Tak to trzeba rozumieć.Znaczy to tyle, że nikt w tym świecie, nie potrafi wyjaśnić czym jest Świa­do­mość? Właśnie to usiłuję wyjaśnić, możliwie jak naj­pro­ściej. Tu nie będzie nauko­wego podej­ścia. Tak, jak na wstępie…jest zapisem, ale gdzie? Jest takie miejsce, w centrum Wszech­świata. Jest to układ sło­neczny PSI. Nie jest widoczny z tego świata, bo ten świat jest zamknięty. Ludzie, nie mają widzieć piękna Wszech­świata. W układzie PSI, jest planeta IPSILON; o złotej aurze. Na tej planecie, jest miejsce otoczone murem. Jest to siedziba Świa­do­mo­ści i Energii.Świadomość- jest bez­po­sta­ciowa, ale widoczna dla Jezusa i jego part­nerki Sta­ni­sławy. Świa­do­mość wie, a Energia wykonuje. Nie można dzielić Świa­do­mo­ści, na pod i nad. Jest nie­po­dzielna. Jezus i Sta­ni­sława, są wydzie­loną częścią Świa­do­mo­ści i Energii, w czło­wie­czej postaci. W tym świecie-w ludzkiej. Jeśli ktoś tego nie zrozumie, to co może zro­zu­mieć z nauko­wego bełkotu? Dusza i Świa­do­mość, to oddzielne byty, ale to inny temat.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0