Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 6

Polecanki

„Mars” – wrażenia po pierwszym odcinku

14th Lis '16

I doczekaliśmy się. Wczorajszego wieczoru miała miejsce premiera nowej produkcji National Geographic Channel, o jednoznacznym tytule – „Mars”. Jako, że zachęcałem Was do seansu, postanowiłem odnotować kilka uwag na temat pierwszego odcinka.

Nie da się ukryć, że eks­plo­racja Czer­wonej Planety od długich lat pozo­staje zacnym tematem dla autorów książek i pro­gramów popu­lar­no­nau­ko­wych. Od razu przy­chodzi mi na myśl bardzo udany dokument Wyprawa na Marsa, rze­telnie pre­zen­tu­jący kon­cepcje planu Mars Direct. Świe­żutki Mars był jednak od początku rekla­mo­wany jako nowa jakość, a nawet pewna rewo­lucja w swojej kate­gorii. Przede wszystkim serial to miks złożony z warstwy typowo popu­lar­no­nau­kowej, prze­pla­tanej fabu­la­ry­zo­wa­nymi wstaw­kami. Niby żadna nowość, ale tym razem pro­du­cenci posta­no­wili podejść do sprawy z nie­spo­ty­kanym roz­ma­chem. Zaan­ga­żo­wano więc nie tylko auto­ry­tety w dzie­dzinie eks­plo­racji kosmosu, ale również znanych fil­mowców oraz aktorów, mających wnieść do serii nieco hol­ly­wo­odz­kiego polotu. A jak wyszło i czego możemy się spo­dziewać?

– Akcja odbywa się w 2033 roku. Wybrano więc dość bez­pieczny wariant, wedle którego zało­gowej wyprawy na Marsa nie uda się zre­ali­zować w przy­szłej dekadzie.
– Chyba z podob­nych pobudek twórcy posta­no­wili nie kreować Stanów Zjed­no­czo­nych i NASA na poje­dyn­czego zba­wi­ciela ludz­kości. Za orga­ni­zacją wyprawy stoi tu ponadna­ro­dowa orga­ni­zacja Mars, zaś w skład załogi wchodzi dwoje Ame­ry­kanów, Rosjanka, Hiszpan, Nige­ryj­czyk i Fran­cuzka. Trochę w tej sytuacji dziwi brak przed­sta­wi­ciela Azji.
– Nie jestem pewny, o który projekt opiera się przed­sta­wiona wizja misji. Nie jest to raczej Mars Direct, ale również nie kon­cepcja Elona Muska (choć położono nacisk na rakiety pio­no­wego lądo­wania). Mam wrażenie, że twórcy nie chcieli pokazać zbyt wielu szcze­gółów, wiedząc jak szybko ulegają one dez­ak­tu­ali­zacji.
– Już wiemy, że więk­szość wykre­owanej historii zajmą problemy czy­ha­jące na załogę już na powierzchni Czer­wonej Planety. Wszystkie kwestie wstępne i sied­mio­mie­sięczną podróż z Ziemi do celu, zmiesz­czono w pierw­szym odcinku.
– Za reży­serię odpo­wia­dają Brian Grazer i Ron Howard, czyli para mająca na koncie takie kinowe sukcesy jak Piękny umysłApollo 13. Zwłaszcza z uwagi na ten drugi film, wysokie ocze­ki­wania wydają się jak naj­bar­dziej uza­sad­nione. Jednak mimo głośnych nazwisk, warstwa fabu­larna nie zwala z nóg. Jest oczy­wi­ście zdatna do oglą­dania, ale wszelkie zwroty akcji można łatwo prze­wi­dzieć. Na zasadzie: „Huston mamy problem, ale i tak prze­ży­jemy, bo przecież przed nami jeszcze pięć odcinków”.
– Aktorzy również nie zostali ścią­gnięci z ulicy. Może i nie zoba­czymy na ekranie lau­re­atów Oscara, ale członków załogi odgry­wają osoby znane z epizodów w takich filmach jak Kroniki Riddicka, Cela 2011, Maria Antonina, czy Django.  Co ciekawe, chyba najmniej doświad­czona jest Jihae Kim, odgry­wa­jąca rolę pilot misji Hany Seung.
– Mimo to, trudno iden­ty­fi­kować mi się z boha­te­rami i martwić o ich los. Ale to pewnie bardziej kwestia sce­na­riusza aniżeli gry aktor­skiej. I n
ie, nie pomagają w tym retro­spekcje czy zarys życia rodzin­nego Hany i innych członków załogi.
– Od strony wizu­alnej „Mars” jest tak dobry, jakim poka­zy­wały go trailery. Sądzę jednak, że naj­lepsze dopiero przed nami, bo w pierw­szym odcinku mogliśmy podzi­wiać powierzchnię Czer­wonej Planety zaledwie przez chwilę.
– Całość od początku utrzy­my­wana jest w klimacie wielkich nadziei i wyzwań. Pod­kreśla to się­gnięcie cho­ciażby to wznio­słego prze­mó­wienia pre­zy­denta Kennedy’ego, ini­cju­ją­cego program Apollo. Oso­bi­ście nie mam nic prze­ciwko takiej agitacji, zwłaszcza, że jest ona konieczna aby Mars rze­czy­wi­ście był trak­to­wany poważnie.
– Na szczę­ście nie oznacza to bez­ro­zumnej pro­pa­gandy. Już na początku, dowódca załogi arty­ku­łuje niemal wszystkie istotne zagro­żenia jakie czekają w podróży jak i na samej powierzchni Czer­wonej Planety. Nie prze­milcza tu również kon­tro­wersji zwią­za­nych z pro­mie­nio­wa­niem i jego destruk­cyjnym wpływem na szare komórki.
– Bardzo solidnie wygląda zaplecze mery­to­ryczne serialu. W ostatnim odcinku mogliśmy usłyszeć Roberta Zubrina (twórca Mars Direct i naj­większy lobbysta misji), Jennifer Trosper (Jet Pro­pul­sion Labo­ra­tory), Andy’ego Weira (autor best­sel­le­ro­wego Mar­sja­nina), Shane Diez (manager SpaceX), Casera Dreirera (Pla­ne­tary Society), Edwarda Weilera (NASA), Neila Tysona (wiadomo), Stephena Petra­neka (pisarza i dzien­ni­karza tech­no­lo­gicz­nego) i samego Elona Muska.
– Występem tego ostat­niego National Geo­gra­phic chwali się od początku, jako, że miliarder raczej stroni od tele­wizji. Ale coś za coś. Serial nie pozo­stawia złudzeń: SpaceX ma odegrać fun­da­men­talną rolę w procesie eks­plo­racji Marsa. Zresztą sam Elon również nie prze­biera w słowach, nie­ustannie powta­rzając, że jego nad­rzędnym celem jest kolo­ni­zacja sąsied­niego globu oraz uczy­nienie ludz­kości cywi­li­zacją kosmiczną.
mars-squad„Mars” jest na pewno pro­dukcją dobrą, poprawną i wido­wi­skową, choć nie do końca taką jak się spo­dzie­wałem. Akcent wydaje się położony na czynnik ludzki, raczej bez zagłę­biania w zawi­łości tech­niczne. Zamiast słuchać więc o kon­strukcji HAB-u, sys­te­mach pro­dukcji tlenu czy paliwa, repre­zen­tanci NASA i SpaceX wskazują naj­waż­niejsze bolączki i ogólne pomysły na ich roz­wią­zanie. Niemniej, liczę na porządne roz­wi­nięcie w następ­nych odcin­kach. W końcu, tych będzie jeszcze aż pięć, więc praw­do­po­dobnie na wszystko przyj­dzie pora.

Pierwszy odcinek traktuję jako kli­ma­tyczną przy­stawkę przed daniem głównym.

podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Major Bień

    Pomysł był naprawdę ciekawy, połą­czenie doku­mentu z seria­lową akcją to coś naprawdę fajnego. Ale… IMHO wydaje mi się, że historia (fabuła) jest aż z do bólu dra­ma­tyczna. Choćby temat lądo­wania – naprawdę tak ciężko prze­wi­dzieć, że statek nie wyląduje dokładnie w pla­no­wanym miejscu? 😛 wszak historia lądowań na Marsie pokazuje, że nie jest to łatwa rzecz.
    Mi też brakuje bardziej tech­nicz­nego bełkotu, ale rozumiem, że pro­dukcja miała być dopa­so­wana do sze­ro­kiego widza, a nie nauko­wego maniaka. Trochę szkoda. O ile część doku­men­talna mi się podoba, efekty spe­cjalne również (Mars jest piękny), ale fabu­larna część na razie mnie roz­cza­ro­wuje. Jeszcze się łudzę, że później będzie lepiej. Także do następ­nego odcinka…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kordian Zadrożny

    Ja odczucia mam lekko mieszane.
    Wizu­alnie, oczy­wi­ście super, kon­cepcja, bliżej Muska, statek wygląda jak zmniej­szony ITS,
    Wnętrze nato­miast jakieś takie, hmmm, sta­ro­świeckie?
    Dużo świa­tełek, lampek, wymiana płyty pomaga w lądo­waniu. Nie prze­mawia to do mnie, choć oczy­wi­ście, to nie film fabu­larny, tylko zazna­czenie pro­blemów.

    Ogólnie, czekam na więcej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Adrian Obajtek

    Pewnie nie tylko ja to zauwa­żyłem, ale pro­du­cenci filmu uważają, że w 2033 w centrum kontroli będzie się nadal używać 23 calowych moni­torów lcd, kom­pu­terem sterować za pomocą dzi­siej­szych myszek itp… Przy­czepić się mogę także do takich detali jak wystrój sali kon­fe­ren­cyjnej, ubrania dzien­ni­karzy. Takie detale spra­wiają, że strona fabu­larna traci na swej auten­tycz­ności, chociaż całość prze­pla­tana wstaw­kami doku­men­tal­nymi zapo­wiada się całkiem ciekawie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kissdigital.pl/ Adam

      Ja się chętnie założę, że w 2033 w pracy z kom­pu­te­rami (pod­kre­ślam – w pracy) będzie się nadal używało myszki. Wcho­dzisz w to? :)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kordian Zadrożny

        Też tak uważam, choć z drugiej strony, bardzo dużo zapewne będzie obsłu­gi­wane przez AI coraz dosko­nalszą. Praw­do­po­dobnie również wiele zadań ekranów przejmą okulary VR.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mithell

    Mnie uderzyło to, że niby mię­dzy­na­ro­dowa załoga a wszyscy mówią z ame­ry­kań­skim akcentem. Niby pierdoła ale mnie „kłuła” w uszy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0