Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 12

Artykuły

7 niedocenionych – wielcy fizycy pominięci przez Komisję Noblowską

14th Paź '16

W ubiegłym tygodniu po raz 110 wręczono nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. Wspomnijmy przy tej okazji nazwiska oraz odkrycia, które nie dostąpiły tego zaszczytu – choć powinny.

1. Friedman i modele kosmologiczne

friedmanNa początek mate­matyk, którego z czystym sumie­niem można ochrzcić mianem ojca kosmo­logii. W okresie gdy Ein­ste­inowska teoria względ­ności wciąż budziła kon­tro­wersje w Cam­bridge czy Oxfor­dzie, Rosjanin natych­miast posta­nowił zasto­sować jej zało­żenia do opisu całego wszech­świata. Alek­sandr Friedman był jednym z pio­nierów, obok Wil­le­mema de Sittera i księdza Georgesa Lema­itrema, którzy zakwe­stio­no­wali kla­syczną, sta­cjo­narną wizję wszech­świata. Uczony z Peters­burga ukuł pierwszy kon­kretny model fizyczny, uza­leż­niając przy­szłość kosmosu od ogólnej krzy­wizny jego prze­strzeni. Zależnie od ogólnej ilości materii, wszech­świat miałby przybrać formę zamkniętą, otwartą lub płaską. Na pod­stawie swoich równań, Friedman podał nawet kon­kretne wiel­kości. Uważał mia­no­wicie, że jeśli średnia gęstość materii oka­za­łaby się większa niż 5×10–30 g/cm– mamy do czy­nienia z wszech­światem zamkniętym, który powinien zacząć się kurczyć i w końcu zapaść sam w sobie. Na tej spu­ściźnie, nie­zmiennie wsparta jest cała współ­czesna kosmo­logia.

2. Hubble i uciekające galaktyki

hubbleNie­do­szły prawnik uzmy­słowił światu, że Droga Mleczna jest tylko jedną z wielu gwiezd­nych wysepek, roz­rzu­co­nych w nie­praw­do­po­dobnie prze­pastnym wszech­świecie. Do tego momentu wielu naukowców miało prawo przy­pusz­czać, iż widoczna w pobliżu gwiaz­do­zbioru Andro­medy „chmurka” to tylko mgławica, leżąca w podobnej odle­głości co oka­la­jące ją gwiazdy. Pracując w słynnym obser­wa­to­rium Mount Wilson, Edwin Hubble ponad wszelką wąt­pli­wość wyklu­czył taką moż­li­wość, szacując dystans dzielący nas od nie­do­szłej mgławicy na 850 tysięcy lat świetl­nych! Dziś wiemy, iż galak­tyka M31 leży niemal trzy­krotnie dalej, lecz mimo to odkrycie Ame­ry­ka­nina prze­niosło astro­nomię na nowy poziom. Oto, daleko w prze­strzeni zauwa­żono nowe Drogi Mleczne, pełne setek tysięcy gwiazd, mgławic i całej reszty.

To było jednak nic w porów­naniu do szoku, jaki wywołał artykuł Hubble’a z 1929 roku, pod tytułem: Relacja między dystansem i pręd­ko­ścią radialną wśród mgławic poza­ga­lak­tycz­nych. Pro­wa­dząc kolejne obser­wacje astronom spo­strzegł, że prze­su­nięcie widma dalszych galaktyk jed­no­znacznie wskazuje na ich odda­lanie. Na tej pod­stawie sfor­mu­łował zasadę, wedle której im większy dystans dzieli dwie galak­tyki, z tym większą pręd­ko­ścią od siebie uciekają. Uczeni uzyskali tym samym empi­ryczny dowód, na dyna­miczną naturę wszech­świata. Mimo doko­nania prze­wrotu, Hubble nigdy Nobla nie otrzymał. Jako próbę reha­bi­li­tacji Komisji Noblow­skiej można postrzegać wyróż­nienie dla Per­l­mut­tera, Reissa i Schmidta z 2011 roku. Obser­wując odległe super­nowe, nie tylko potwier­dzili oni trwającą ciągle eks­pansję wszech­świata, ale również jej przy­śpie­szanie.

3. Einstein i czasoprzestrzeń

einsteinMacie prawo zasta­na­wiać się, co u diabła robi Einstein na tej liście? Fak­tycznie, geniusz doczekał się naj­wyż­szego nauko­wego lauru w 1921 roku. Sęk w tym, że nie była to nagroda, której wszyscy ocze­ki­wali, a raczej próba udo­bru­chania zwo­len­ników archi­tekta fizyki rela­ty­wi­stycznej. Poczy­nając od „szczę­śli­wego roku” 1905, w Sztok­holmie aż jede­na­sto­krotnie domagano się ade­kwatnej glo­ry­fi­kacji szcze­gólnej, a później ogólnej teorii względ­ności. Bez­sku­tecznie. Detro­ni­zacja Newtona i stwo­rzenie nowych fun­da­mentów nauki – choć to kurio­zalne  nie zyskały uznania w oczach Komisji.

O tym dlaczego z takim uporem pomijano Ein­steina krążą różne pogłoski. Jedni mówią o przy­czy­nach mery­to­rycz­nych (rzekome nie­udo­ku­men­to­wanie praw­dzi­wości STW i OTW), inni o niechęci do osoby wiel­kiego fizyka – w tym, o anty­se­mi­ty­zmie decy­dentów. Ofi­cjalnie Albert Einstein został doce­niony za wkład w odkrycie efektu foto­elek­trycz­nego. Nie żeby osią­gnięcie to było nie­istotne, ale chyba zgo­dzicie się, że trudno porównać je z nie­ba­ga­telnym wpływem, jaki wywarła na całą współ­czesną fizykę teoria względ­ności. Koniec końców, nie byłoby przesadą, gdyby legen­darny uczony otrzymał dwie lub nawet trzy nagrody Nobla. Zasłużył jak nikt.

4. Oppenheimer i rozwój mechaniki kwantowej

oppenheimerTak się zabawnie złożyło, że dyrektor Projektu Man­hattan, pod kie­row­nic­twem którego pra­co­wało kil­ku­nastu ówcze­snych lub przy­szłych nobli­stów, sam nigdy nie dostąpił podob­nego zaszczytu. Kil­ku­krotnie był blisko, lecz zawsze ktoś go wyprze­dzał. Odnoszę wrażenie, że mimo nie­za­prze­czal­nego geniuszu ojca bomby atomowej, zabrakło w jego CV jakiegoś wyraź­nego przełomu. Znany z miłości do kape­luszy fizyk spłodził wiele ważnych prac, roz­cią­gnię­tych tema­tycznie od mecha­niki kwan­towej, przez teorię względ­ności, aż po astro­fi­zykę. To Robert Oppen­he­imer wymiernie posze­rzył naszą wiedzę o zjawisku tune­lo­wania kwan­to­wego, następnie wraz z Maxem Bornem sfor­mu­łował kluczowe przy­bli­żenie opi­su­jące ruch elek­tronów i jąder ato­mo­wych w czą­stecz­kach, a w 1938 roku, do spółki z Har­tlandem Snyderem, teo­re­tycznie dowiódł moż­li­wości powsta­wania czarnych dziur w drodze gra­wi­ta­cyj­nego kolapsu gwiazd.

Być może gdyby Oppen­he­imer potrafił skupić się dosta­tecznie na jednym aspekcie fizyki, posta­wiłby kropkę nad „i”, której zabrakło mu do osta­tecz­nego triumfu.

5. Gamow i „teoria alfa-beta-gamma”

george-gamowAme­ry­kanin rosyj­skiego pocho­dzenia był swojego czasu praw­dziwą gwiazdą fizyki teo­re­tycznej oraz jednym naj­po­czyt­niej­szych popu­la­ry­za­torów nauki. Podobnie do Oppen­he­imera, mógł się pochwalić wyjąt­kowo sze­ro­kimi zain­te­re­so­wa­niami. Brał udział w wyja­śnieniu rozpadu jądra ato­mo­wego z emisją cząstek alfa, jak również w for­mu­ło­waniu pierw­szych modeli wiel­kiego wybuchu. Wraz z Ralphem Alpherem, podjęli pio­nierską próbę opisu two­rzenia cząstek ele­men­tar­nych i atomów w pierw­szych sekun­dach ist­nienia wszech­świata. Należy przy tym pod­kre­ślić, iż to właśnie George Gamow stwier­dził, że jeśli big bang rze­czy­wi­ście miał miejsce, to powinien pozo­stawić po sobie ślad w formie bladego pro­mie­nio­wania wypeł­nia­ją­cego całą prze­strzeń kosmiczną. I to pro­mie­nio­wanie relik­towe rze­czy­wi­ście zostało odkryte w 1965 roku, przez Arno Penziasa i Roberta Wilsona. Jak głosi popu­larna anegdota, młodzi pra­cow­nicy Bell Labs począt­kowo nie mieli pojęcia co takiego zare­je­stro­wała ich antena. Mimo wszystko, to na nich, a nie na teo­re­tyka, spadł główny splendor donio­słego odkrycia.

6. Hawking i czarne dziury

hawkingStephen Hawking to chyba naj­bar­dziej roz­po­zna­walny fizyk naszej gene­racji. Nie sposób zigno­rować jego zasług dla współ­cze­snej astro­fi­zyki i kosmo­logii, zwłaszcza publi­kacji doty­ka­ją­cych tematyki powsta­wania wszech­świata, oso­bli­wości, zuni­fi­ko­wanej teorii pola oraz czarnych dziur. Właśnie to ostatnie zain­te­re­so­wanie pozwo­liło Bry­tyj­czy­kowi na stałe zapisać się w historii nauki. Hawking wynalazł panaceum na jeden z naj­bar­dziej fun­da­men­tal­nych pro­blemów zwią­za­nych z czarnymi dziurami. Przed 1974 rokiem fizycy domnie­my­wali, że te super­gęste obiekty nie współ­grają z II zasadą ter­mo­dy­na­miki, mogąc istnieć dosłownie przez wiecz­ność. Wtedy to, zaledwie 32-letni Hawking przed­stawił hipotezę „paro­wania” kosmicz­nych potworów. Uwzględ­niając zasady mecha­niki kwan­towej i naturę próżni, zauważył on, że na skraju hory­zontu zdarzeń powinno ujawniać się swoiste pro­mie­nio­wanie, bardzo powoli odbie­ra­jące masę czarnej dziury.

Mimo to teoretyk Nobla nie otrzymał i praw­do­po­dobnie już nie otrzyma. Pro­mie­nio­wanie Hawkinga pozo­staje kon­ceptem genialnym, ale jed­no­cze­śnie kom­pletnie nie­we­ry­fi­ko­walnym – przy­najm­niej dopóki nie będzie nam dane zbadań krawędzi praw­dziwej czarnej dziury.

7. Zeilinger i teleportacja

zeilingerAustriacki profesor wciąż pozo­staje bardzo aktywny w swojej dys­cy­plinie, tj. w bada­niach stanu splą­ta­nego. Nie jest to rzecz jasna zjawisko nowe. Z „upior­nego oddzia­ły­wania na odle­głość” między cząst­kami, zdawano sobie sprawę już w latach 30. ubie­głego stulecia, choć nie do końca poj­mo­wano jego naturę. Jak powszechnie wiadomo, Einstein, Podolski i Rosen opu­bli­ko­wali artykuł trak­tu­jący splą­tanie jako dowód koronny, wska­zu­jący na nie­peł­ność lub błędność założeń mecha­niki kwan­towej. Abso­lutnie nie wierzyli, jakoby między dwoma bytami mogła istnieć forma powią­zania nie­za­leżna od czasu i prze­strzeni. Byli oni jednak w cał­ko­witym błędzie: zarówno splą­tanie jak i fun­da­menty fizyki kwan­towej – jak­kol­wiek nie­zwykłe by się nie zdawały  miewają się wyśmie­nicie i po prostu działają.

Szcze­gólnym konikiem Antona Zeilin­gera jest tele­por­tacja stanu cząstki. To właśnie jego ekipa w 1997 roku dokonała pierw­szego w dziejach aktu kwan­towej tele­por­tacji pomiędzy dwoma fotonami. Od tamtego czasu Austriacy regu­larnie powta­rzają tę „sztuczkę”, na różnych dystan­sach, z równie zado­wa­la­ją­cymi efektami. To coś więcej niż tylko potwier­dzenie pewnego egzo­tycz­nego zjawiska. Opra­co­wane metody  na pewno znajdą zasto­so­wanie przy próbach wdro­żenia kryp­to­grafii kwan­towej, a w dalszej przy­szłości, również przy opra­co­waniu kom­pu­tera kwan­to­wego. Nie­wy­klu­czone, że Komisja Noblowska jeszcze zdąży docenić Zeilin­gera.

podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • męczący

    A gdzie Polacy? ;>

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Gdybym musiał to wymie­niłbym dwóch: Alek­sander Wolsz­czan i Bohdan Paczyński, ale nie uważam by były to tak obo­wiąz­kowe Noble jak w przy­padku powyż­szych. :)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • AK

        Jan Czo­chralski?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

        Gdy odkrycie Czo­chral­skiego znalazło zasto­so­wanie w czymś więcej niż niszowe badania kry­sta­lo­gra­ficzne, Czo­chralski już nie żył. A pośmiert­nych nobli się nie przy­znaje.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Przede wszystkim, jeśli Czo­chralski otrzy­małby Nobla to raczej w dzie­dzinie chemii.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • marek

        Wolsz­czan obo­wiąz­kowo!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Luke

    Można wspo­mnieć o naj­bar­dziej pechowym „niemal-nobli­ście” Arnol­dzie Som­mer­fel­dzie (84 nomi­nacje – naj­więcej w historii). Miał nie­zwykle istotny wpływ na badania atomu, co nawet miało pewien wpływ na kulturę – powszechnie powie­lany wize­runek atomu to nie atom Bohra, lecz Bohra-Som­mer­felda (to są dwa różne modele!). Przede wszystkim musiał być dobrym wykła­dowcą, skoro aż 4 jego stu­dentów zdobyło Nobla.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Grzegorz Matyasik

    Nie­ba­ta­gelny? 😉 prze­pra­szam musiałem:D

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • yxo

    Chciałbym powie­dzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, nie dziwię się, że pan Hawking nie dostał Nagrody, a wła­ściwie nieco się dziwię, że znalazł się na tej liście. Sam, autorze, napi­sałeś, że nie wniósł niczego do nauki: jego koncept nie jest naukowy z tej racji, że nie da się go udo­wodnić. To czysta spe­ku­lacja. Doko­nania Hawkinga, znanego przede wszystkim za sprawą inwa­lidztwa, ateizmu i bardzo popu­larnej (w USA) książki popu­lar­no­nau­kowej, to jakby inny poziom „odkrycia nauko­wego”, co doko­nania cho­ciażby Hubble‘a, czy Ein­steina, panów znanych powszechnie głównie z rezul­tatów nauko­wych, a nie z show­biz­nesu :) Być może ktoś mi zarzuci „ostrość” wypo­wiedzi, czy nie­od­po­wiedni sposób opisu tych kwestii, zatem od razu też zazna­czam, że nie umniej­szam ani pracy pana Hawkinga, ani jego dokonań w zakresie popu­la­ry­zacji nauki. Po prostu swoją myśl osadzam w bardzo uprosz­czonym języku, nawią­zu­jącym do tego, jak to ujął artykuł (przede wszystkim – że przecież trudno byłoby umieścić „płytki efektu Casimira” na czarnej dziurze aby zobaczyć, jak pod­ska­kują czy też się odsuwają od dziury pchane ciśnie­niem „paru­ją­cych” z dziury cząstek wir­tu­al­nych).

    Po drugie, korzy­stając z okazji „lżej­szych” tematów chciałbym zapytać, co dalej? Tj. o czym będzie można prze­czytać na łamach tego bloga w naj­bliż­szej przy­szłości? Jakie tematy się tu pojawią? Co czeka Rosettę 29 września? OSIRIS-REX? Plany wjazdu sta­ruszka Oppor­tu­nity w rów mar­sjański praw­do­po­dobnie wyrzeź­biony przez wodę celem poszu­ki­wania śladów takowej? Proxima Centauri B? Odkrycie poten­cjalnej galak­tyki zawie­ra­jącej czarną materię wewnątrz, w swym centrum a nie w halo, bo to by tłu­ma­czyło absur­dalne pręd­kości gwiazd? Strze­lanie przez V Hydrae kulami gazu wiel­kości planety? A może argu­menty, że mamy znacznie więcej galaktyk, niż się to powszechnie sądzi a widzialne spektrum pro­mie­nio­wania tła mogłoby pocho­dzić właśnie od tych „nad­mia­ro­wych” galaktyk? (https://arxiv.org/abs/1607.03909v2)? A może źle zgaduję, może kolejne artykuły będą dotykać strikte fizyki?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Twoje słowa rze­czy­wi­ście są dość brutalne, ale nie mam Ci tego za złe, bo sam już kil­ku­krotnie wysze­dłem na „hejtera” Hawkinga. Niezbyt cenię książkę, o której wspo­mniałeś i również sądzę, że swoją olbrzymią popu­lar­ność, niestety, zawdzięcza głównie inwa­lidztwu (ogromna roz­po­zna­wal­ność). W dodatku, niedawny film bio­gra­ficzny błędnie zasu­ge­rował jakoby Hawking był głównym lub jednym z głównych archi­tektów całej teorii wiel­kiego wybuchu – a tu większe zasługi miał cho­ciażby Gamow. Jednakże, to wszystko nie zmienia faktu, że profesor Cam­bridge należy do naj­zdol­niej­szych teo­re­tyków swojej epoki. Prace jego i Penrose’a powie­działy nam wiele o wielkim wybuchu, kwan­towej gra­wi­tacji, a pro­mie­nio­wanie Hawkinga pozwo­liło na roz­wią­zanie rze­czy­wi­stego impasu. Prze­sa­dziłeś tu mówiąc o „nie­nau­ko­wości” – to hipotezy, ale jak naj­bar­dziej naukowe, bo opie­ra­jące się o obecny stan wiedzy i mate­ma­tykę. Zgadzam się nato­miast, że Nobel wymaga czegoś jeszcze i zasłu­żenie Hawking go nie dostał.

      Co będzie? Co prawda zazwy­czaj planuję wpisy naprzód, ale rzadko z tych planów coś potem wychodzi. 😉 Na pewno ukaże się rozmowa z człon­kiem zespołu Hyper­Lodz – fina­listą tego­rocz­nego konkursu orga­ni­zo­wa­nego przez SpaceX. Pojawi się również coś o Marsie, chciałbym dotknąć tematu moż­li­wości ter­ra­for­mo­wania planety. Poza tym, jak zwykle, pojawi się kilka wpisów spon­ta­nicz­nych – a jak pokazuje praktyka, te mają naj­większą popu­lar­ność.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Masz rację, jestem zbyt brutalny. Pamiętam, jak swego czasu Hawking ruszył w swoiste tournee – opu­bli­kował jakiś tam arty­kulik i ruszył po świecie z odczy­tami na temat swojej wersji wiel­kiego wybuchu. Wykłady opłacała uczelnia „zapra­sza­jąca”, chcąca sko­ja­rzyć swoją nazwę i budynki z gwiazdą nauki a Hawking nie zapra­szał fizyków, tylko ludzi z ulicy, wabio­nych pla­ka­tami i spotami w lokal­nych mediach. Ludzie przy­cho­dzili, aby posłu­chać wiel­kiego geniusza, a ten zamiast popu­la­ry­zacji nauki, pre­zen­tował im wzory i różne zawiłe zagad­nienia, których nie mieli szansy zro­zu­mieć ani ocenić, ile w tym sensu. W myśl zasady, że im bardziej zawiły wykład, tym mądrzejszy wykła­dowca. Nim jeszcze skończył swoje objaz­dowe show, Penrose ruszył z podobnym. Ludzie przy­cho­dzili, a ten zaczynał od obrzu­cenia Hawkinga błotem, nazy­wając go szar­la­tanem, po czym pre­zen­tując nie­zli­czoną ilość stożków światła zaczynał swoją papla­ninę o tym, jak na prawdę było z wielkim wybuchem, że teoria inflacji jest błędna itd. Oczy­wi­ście, nikt ze słu­chaczy nie był w stanie ocenić, o czym on mówi, niemniej jednak zawsze były tłumy pseu­do­in­te­li­gent­nych stu­dentów, chcących potem błysz­czeć w towa­rzy­stwie, że to byli na wykła­dzie takiego kogoś, stu­dentów z wszyst­kich kie­runków, byle nie z fizyki 😀 Oni z tego żyją, że niegdyś wnieśli jakiś wkład w naukę pro­po­nując pewne hipo­te­tyczne modele mate­ma­tyczne uzu­peł­nia­jące inne hipo­te­tyczne modele, ale od wielu lat jedynie odcinają kupony od swej popu­lar­ności. Ja to tak widzę. Ale może widzę to zbyt prze­sadnie zaś mój język jest zbyt toporny, aby to opisać nale­życie :))

        Odnośnie filmu, o jakim piszesz, to jakaś masakra. Ale w cale się nie dziwię. Ostatnio widziałem film, w którym przy­ta­czano eks­pe­ry­menty z dwiema szcze­li­nami, eks­pe­ry­ment myślowy z „podwójnym wyborem” a na koniec jakąś współ­czesną apli­kację, bodaj Kima i Scully‘ego, gdzie para cząstek trafiała na roz­wi­dlenie i jedna z nich kończyła na wczesnym detek­torze a druga poko­ny­wała bardziej dłuższą trasę, mogąc trafić na detektor pozwa­la­jący określić, z jakiego emitera wyle­ciała cząstka, bądź detektor nie pozwa­la­jący tego określić. W filmie pomi­nięto fakt, że przy pręd­kości bliskiej pręd­kości światła, czy wręcz ją osią­ga­jącą, mają miejsce efekty rela­ty­wi­styczne, takie jak np. nie­zwykle mały upływ czasu – z per­spek­tywy tejże cząstki mającej taką prędkość. Rów­no­cze­śnie także dla tej cząstki skraca się prze­strzeń. Z per­spek­tywy cząstki nie jest niczym szcze­gólnym, że stojąc w jakimś miejscu reaguje na zmianę w tym miejscu. Tym­czasem dla obser­wa­tora nie poru­sza­ją­cego się z taką pręd­ko­ścią, upływ czasu i odrębna od niego ocena odle­głości, mogły się znacznie zmienić. Mógł zobaczyć, jak cząstka pokonuje odle­głość galak­tyki, tym­czasem cząstka nie odno­to­wała ani spe­cjal­nego upływu czasu, ani żadnej szcze­gólnej zmiany odle­głości – dla niej koniec galak­tyki jest dostępny jak na wycią­gnięcie ręki, a co za tym idzie, dostępne są dla niej infor­macje tamże znaj­du­jące się. My, mając taką prędkość, też od razu dostrze­gli­byśmy kraniec wszech­świata, a nawet i to, co się znajduje za nami – jako coś bli­skiego w zasięgu ręki i przed nami. No, mniejsza o to, W każdym razie film kwitował wnioski tak, że świadomy obser­wator przy­glą­da­jący się cząstce po jej emisji z emitera, w trakcie, gdy ona prze­chodzi przez układ doświad­czalny, zmienia ją – gdy świadomy eks­pe­ry­men­tator nie patrzy, cząstka ma postać fali praw­do­po­do­bień­stwa i detek­tory mierzą zjawiska falowe. Ale gdy świadomy obser­wator patrzy, fala znika i pojawia się cząstka, a detek­tory mierzą zjawiska punktowe, zanik inter­fe­rencji itd. A z tego wynika, że gdy świadomy obser­wator spojrzał na cząstkę po jej emisji, ta zmieniła swoją prze­szłość, aby wylecieć z emitera jako cząstki, a nie fala. Pro­wa­dziło to do kon­kluzji, że cały świat żywo reaguje na inte­rakcje duchowej świa­do­mości, jest niejako umysłem boga, symu­lacją. Skoro mamy takich pro­du­centów filmów popu­lar­no­nau­ko­wych, to nie dziwię się, że niebawem nawet i Trump będzie przed­sta­wiany jako twórca teorii wiel­kiego wybuchu, względ­ności, jak i helio­cen­trycznej.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Zamo­tałem z tym opisem filmu – mamy cząstki jako fale emi­to­wane przez emiter, które pozo­stają falami praw­do­po­do­bień­stwa, gdy obser­wator nie patrzy. Ale jak popatrzy, fala zmienia swoją prze­szłość, aby wyla­tywać z emitera jako cząstki, bowiem to świa­do­mość tworzy materię przez to, że patrzy na fale praw­do­po­do­bień­stwa. No, tak jakoś to było w tym filmie 😀

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0