W ubiegłym tygodniu po raz 110 wręczono nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki. Wspomnijmy przy tej okazji nazwiska oraz odkrycia, które nie dostąpiły tego zaszczytu – choć powinny.

1. Friedman i modele kosmologiczne

friedmanNa początek mate­ma­tyk, którego z czystym sumie­niem można ochrzcić mianem ojca kosmo­lo­gii. W okresie gdy Ein­ste­inow­ska teoria względ­no­ści wciąż budziła kon­tro­wer­sje w Cam­bridge czy Oxfor­dzie, Rosjanin natych­miast posta­no­wił zasto­so­wać jej zało­że­nia do opisu całego wszech­świata. Alek­sandr Friedman był jednym z pio­nie­rów, obok Wil­le­mema de Sittera i księdza Georgesa Lema­itrema, którzy zakwe­stio­no­wali kla­syczną, sta­cjo­narną wizję wszech­świata. Uczony z Peters­burga ukuł pierwszy kon­kretny model fizyczny, uza­leż­nia­jąc przy­szłość kosmosu od ogólnej krzy­wi­zny jego prze­strzeni. Zależnie od ogólnej ilości materii, wszech­świat miałby przybrać formę zamkniętą, otwartą lub płaską. Na pod­sta­wie swoich równań, Friedman podał nawet kon­kretne wiel­ko­ści. Uważał mia­no­wi­cie, że jeśli średnia gęstość materii oka­za­łaby się większa niż 5x10–30 g/cm– mamy do czy­nie­nia z wszech­świa­tem zamknię­tym, który powinien zacząć się kurczyć i w końcu zapaść sam w sobie. Na tej spu­ściź­nie, nie­zmien­nie wsparta jest cała współ­cze­sna kosmo­lo­gia.

2. Hubble i uciekające galaktyki

hubbleNie­do­szły prawnik uzmy­sło­wił światu, że Droga Mleczna jest tylko jedną z wielu gwiezd­nych wysepek, roz­rzu­co­nych w nie­praw­do­po­dob­nie prze­past­nym wszech­świe­cie. Do tego momentu wielu naukow­ców miało prawo przy­pusz­czać, iż widoczna w pobliżu gwiaz­do­zbioru Andro­medy “chmurka” to tylko mgławica, leżąca w podobnej odle­gło­ści co oka­la­jące ją gwiazdy. Pracując w słynnym obser­wa­to­rium Mount Wilson, Edwin Hubble ponad wszelką wąt­pli­wość wyklu­czył taką moż­li­wość, szacując dystans dzielący nas od nie­do­szłej mgławicy na 850 tysięcy lat świetl­nych! Dziś wiemy, iż galak­tyka M31 leży niemal trzy­krot­nie dalej, lecz mimo to odkrycie Ame­ry­ka­nina prze­nio­sło astro­no­mię na nowy poziom. Oto, daleko w prze­strzeni zauwa­żono nowe Drogi Mleczne, pełne setek tysięcy gwiazd, mgławic i całej reszty.

To było jednak nic w porów­na­niu do szoku, jaki wywołał artykuł Hubble’a z 1929 roku, pod tytułem: Relacja między dystan­sem i pręd­ko­ścią radialną wśród mgławic poza­ga­lak­tycz­nych. Pro­wa­dząc kolejne obser­wa­cje astronom spo­strzegł, że prze­su­nię­cie widma dalszych galaktyk jed­no­znacz­nie wskazuje na ich odda­la­nie. Na tej pod­sta­wie sfor­mu­ło­wał zasadę, wedle której im większy dystans dzieli dwie galak­tyki, z tym większą pręd­ko­ścią od siebie uciekają. Uczeni uzyskali tym samym empi­ryczny dowód, na dyna­miczną naturę wszech­świata. Mimo doko­na­nia prze­wrotu, Hubble nigdy Nobla nie otrzymał. Jako próbę reha­bi­li­ta­cji Komisji Noblow­skiej można postrze­gać wyróż­nie­nie dla Per­l­mut­tera, Reissa i Schmidta z 2011 roku. Obser­wu­jąc odległe super­nowe, nie tylko potwier­dzili oni trwającą ciągle eks­pan­sję wszech­świata, ale również jej przy­śpie­sza­nie.

3. Einstein i czasoprzestrzeń

einsteinMacie prawo zasta­na­wiać się, co u diabła robi Einstein na tej liście? Fak­tycz­nie, geniusz doczekał się naj­wyż­szego nauko­wego lauru w 1921 roku. Sęk w tym, że nie była to nagroda, której wszyscy ocze­ki­wali, a raczej próba udo­bru­cha­nia zwo­len­ni­ków archi­tekta fizyki rela­ty­wi­stycz­nej. Poczy­na­jąc od “szczę­śli­wego roku” 1905, w Sztok­hol­mie aż jede­na­sto­krot­nie domagano się ade­kwat­nej glo­ry­fi­ka­cji szcze­gól­nej, a później ogólnej teorii względ­no­ści. Bez­sku­tecz­nie. Detro­ni­za­cja Newtona i stwo­rze­nie nowych fun­da­men­tów nauki – choć to kurio­zalne  nie zyskały uznania w oczach Komisji.

O tym dlaczego z takim uporem pomijano Ein­ste­ina krążą różne pogłoski. Jedni mówią o przy­czy­nach mery­to­rycz­nych (rzekome nie­udo­ku­men­to­wa­nie praw­dzi­wo­ści STW i OTW), inni o niechęci do osoby wiel­kiego fizyka – w tym, o anty­se­mi­ty­zmie decy­den­tów. Ofi­cjal­nie Albert Einstein został doce­niony za wkład w odkrycie efektu foto­elek­trycz­nego. Nie żeby osią­gnię­cie to było nie­istotne, ale chyba zgo­dzi­cie się, że trudno porównać je z nie­ba­ga­tel­nym wpływem, jaki wywarła na całą współ­cze­sną fizykę teoria względ­no­ści. Koniec końców, nie byłoby przesadą, gdyby legen­darny uczony otrzymał dwie lub nawet trzy nagrody Nobla. Zasłużył jak nikt.

4. Oppenheimer i rozwój mechaniki kwantowej

oppenheimerTak się zabawnie złożyło, że dyrektor Projektu Man­hat­tan, pod kie­row­nic­twem którego pra­co­wało kil­ku­na­stu ówcze­snych lub przy­szłych nobli­stów, sam nigdy nie dostąpił podob­nego zaszczytu. Kil­ku­krot­nie był blisko, lecz zawsze ktoś go wyprze­dzał. Odnoszę wrażenie, że mimo nie­za­prze­czal­nego geniuszu ojca bomby atomowej, zabrakło w jego CV jakiegoś wyraź­nego przełomu. Znany z miłości do kape­lu­szy fizyk spłodził wiele ważnych prac, roz­cią­gnię­tych tema­tycz­nie od mecha­niki kwan­to­wej, przez teorię względ­no­ści, aż po astro­fi­zykę. To Robert Oppen­he­imer wymier­nie posze­rzył naszą wiedzę o zjawisku tune­lo­wa­nia kwan­to­wego, następ­nie wraz z Maxem Bornem sfor­mu­ło­wał kluczowe przy­bli­że­nie opi­su­jące ruch elek­tro­nów i jąder ato­mo­wych w czą­stecz­kach, a w 1938 roku, do spółki z Har­tlan­dem Snyderem, teo­re­tycz­nie dowiódł moż­li­wo­ści powsta­wa­nia czarnych dziur w drodze gra­wi­ta­cyj­nego kolapsu gwiazd.

Być może gdyby Oppen­he­imer potrafił skupić się dosta­tecz­nie na jednym aspekcie fizyki, posta­wiłby kropkę nad “i”, której zabrakło mu do osta­tecz­nego triumfu.

5. Gamow i “teoria alfa-beta-gamma”

george-gamowAme­ry­ka­nin rosyj­skiego pocho­dze­nia był swojego czasu praw­dziwą gwiazdą fizyki teo­re­tycz­nej oraz jednym naj­po­czyt­niej­szych popu­la­ry­za­to­rów nauki. Podobnie do Oppen­he­imera, mógł się pochwa­lić wyjąt­kowo sze­ro­kimi zain­te­re­so­wa­niami. Brał udział w wyja­śnie­niu rozpadu jądra ato­mo­wego z emisją cząstek alfa, jak również w for­mu­ło­wa­niu pierw­szych modeli wiel­kiego wybuchu. Wraz z Ralphem Alpherem, podjęli pio­nier­ską próbę opisu two­rze­nia cząstek ele­men­tar­nych i atomów w pierw­szych sekun­dach ist­nie­nia wszech­świata. Należy przy tym pod­kre­ślić, iż to właśnie George Gamow stwier­dził, że jeśli big bang rze­czy­wi­ście miał miejsce, to powinien pozo­sta­wić po sobie ślad w formie bladego pro­mie­nio­wa­nia wypeł­nia­ją­cego całą prze­strzeń kosmiczną. I to pro­mie­nio­wa­nie relik­towe rze­czy­wi­ście zostało odkryte w 1965 roku, przez Arno Penziasa i Roberta Wilsona. Jak głosi popu­larna anegdota, młodzi pra­cow­nicy Bell Labs począt­kowo nie mieli pojęcia co takiego zare­je­stro­wała ich antena. Mimo wszystko, to na nich, a nie na teo­re­tyka, spadł główny splendor donio­słego odkrycia.

6. Hawking i czarne dziury

hawkingStephen Hawking to chyba naj­bar­dziej roz­po­zna­walny fizyk naszej gene­ra­cji. Nie sposób zigno­ro­wać jego zasług dla współ­cze­snej astro­fi­zyki i kosmo­lo­gii, zwłasz­cza publi­ka­cji doty­ka­ją­cych tematyki powsta­wa­nia wszech­świata, oso­bli­wo­ści, zuni­fi­ko­wa­nej teorii pola oraz czarnych dziur. Właśnie to ostatnie zain­te­re­so­wa­nie pozwo­liło Bry­tyj­czy­kowi na stałe zapisać się w historii nauki. Hawking wynalazł panaceum na jeden z naj­bar­dziej fun­da­men­tal­nych pro­ble­mów zwią­za­nych z czarnymi dziurami. Przed 1974 rokiem fizycy domnie­my­wali, że te super­gę­ste obiekty nie współ­grają z II zasadą ter­mo­dy­na­miki, mogąc istnieć dosłow­nie przez wiecz­ność. Wtedy to, zaledwie 32-letni Hawking przed­sta­wił hipotezę “paro­wa­nia” kosmicz­nych potworów. Uwzględ­nia­jąc zasady mecha­niki kwan­to­wej i naturę próżni, zauważył on, że na skraju hory­zontu zdarzeń powinno ujawniać się swoiste pro­mie­nio­wa­nie, bardzo powoli odbie­ra­jące masę czarnej dziury.

Mimo to teoretyk Nobla nie otrzymał i praw­do­po­dob­nie już nie otrzyma. Pro­mie­nio­wa­nie Hawkinga pozo­staje kon­cep­tem genial­nym, ale jed­no­cze­śnie kom­plet­nie nie­we­ry­fi­ko­wal­nym – przy­naj­mniej dopóki nie będzie nam dane zbadań krawędzi praw­dzi­wej czarnej dziury.

7. Zeilinger i teleportacja

zeilingerAustriacki profesor wciąż pozo­staje bardzo aktywny w swojej dys­cy­pli­nie, tj. w bada­niach stanu splą­ta­nego. Nie jest to rzecz jasna zjawisko nowe. Z “upior­nego oddzia­ły­wa­nia na odle­głość” między cząst­kami, zdawano sobie sprawę już w latach 30. ubie­głego stulecia, choć nie do końca poj­mo­wano jego naturę. Jak powszech­nie wiadomo, Einstein, Podolski i Rosen opu­bli­ko­wali artykuł trak­tu­jący splą­ta­nie jako dowód koronny, wska­zu­jący na nie­peł­ność lub błędność założeń mecha­niki kwan­to­wej. Abso­lut­nie nie wierzyli, jakoby między dwoma bytami mogła istnieć forma powią­za­nia nie­za­leżna od czasu i prze­strzeni. Byli oni jednak w cał­ko­wi­tym błędzie: zarówno splą­ta­nie jak i fun­da­menty fizyki kwan­to­wej – jak­kol­wiek nie­zwy­kłe by się nie zdawały  miewają się wyśmie­ni­cie i po prostu działają.

Szcze­gól­nym konikiem Antona Zeilin­gera jest tele­por­ta­cja stanu cząstki. To właśnie jego ekipa w 1997 roku dokonała pierw­szego w dziejach aktu kwan­to­wej tele­por­ta­cji pomiędzy dwoma fotonami. Od tamtego czasu Austriacy regu­lar­nie powta­rzają tę “sztuczkę”, na różnych dystan­sach, z równie zado­wa­la­ją­cymi efektami. To coś więcej niż tylko potwier­dze­nie pewnego egzo­tycz­nego zjawiska. Opra­co­wane metody  na pewno znajdą zasto­so­wa­nie przy próbach wdro­że­nia kryp­to­gra­fii kwan­to­wej, a w dalszej przy­szło­ści, również przy opra­co­wa­niu kom­pu­tera kwan­to­wego. Nie­wy­klu­czone, że Komisja Noblow­ska jeszcze zdąży docenić Zeilin­gera.

podpis-czarny

  • męczący

    A gdzie Polacy? ;>

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Gdybym musiał to wymie­nił­bym dwóch: Alek­san­der Wolsz­czan i Bohdan Paczyń­ski, ale nie uważam by były to tak obo­wiąz­kowe Noble jak w przy­padku powyż­szych. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • AK

        Jan Czo­chral­ski?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

        Gdy odkrycie Czo­chral­skiego znalazło zasto­so­wa­nie w czymś więcej niż niszowe badania kry­sta­lo­gra­ficzne, Czo­chral­ski już nie żył. A pośmiert­nych nobli się nie przy­znaje.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Przede wszyst­kim, jeśli Czo­chral­ski otrzy­małby Nobla to raczej w dzie­dzi­nie chemii.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • marek

        Wolsz­czan obo­wiąz­kowo!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Luke

    Można wspo­mnieć o naj­bar­dziej pechowym “niemal-nobli­ście” Arnol­dzie Som­mer­fel­dzie (84 nomi­na­cje — naj­wię­cej w historii). Miał nie­zwy­kle istotny wpływ na badania atomu, co nawet miało pewien wpływ na kulturę — powszech­nie powie­lany wize­ru­nek atomu to nie atom Bohra, lecz Bohra-Som­mer­felda (to są dwa różne modele!). Przede wszyst­kim musiał być dobrym wykła­dowcą, skoro aż 4 jego stu­den­tów zdobyło Nobla.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Grzegorz Matyasik

    Nie­ba­ta­gelny? 😉 prze­pra­szam musiałem:D

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • yxo

    Chciał­bym powie­dzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, nie dziwię się, że pan Hawking nie dostał Nagrody, a wła­ści­wie nieco się dziwię, że znalazł się na tej liście. Sam, autorze, napi­sa­łeś, że nie wniósł niczego do nauki: jego koncept nie jest naukowy z tej racji, że nie da się go udo­wod­nić. To czysta spe­ku­la­cja. Doko­na­nia Hawkinga, znanego przede wszyst­kim za sprawą inwa­lidz­twa, ateizmu i bardzo popu­lar­nej (w USA) książki popu­lar­no­nau­ko­wej, to jakby inny poziom “odkrycia nauko­wego”, co doko­na­nia cho­ciażby Hubble‘a, czy Ein­ste­ina, panów znanych powszech­nie głównie z rezul­ta­tów nauko­wych, a nie z show­biz­nesu 🙂 Być może ktoś mi zarzuci “ostrość” wypo­wie­dzi, czy nie­od­po­wiedni sposób opisu tych kwestii, zatem od razu też zazna­czam, że nie umniej­szam ani pracy pana Hawkinga, ani jego dokonań w zakresie popu­la­ry­za­cji nauki. Po prostu swoją myśl osadzam w bardzo uprosz­czo­nym języku, nawią­zu­ją­cym do tego, jak to ujął artykuł (przede wszyst­kim — że przecież trudno byłoby umieścić “płytki efektu Casimira” na czarnej dziurze aby zobaczyć, jak pod­ska­kują czy też się odsuwają od dziury pchane ciśnie­niem “paru­ją­cych” z dziury cząstek wir­tu­al­nych).

    Po drugie, korzy­sta­jąc z okazji “lżej­szych” tematów chciał­bym zapytać, co dalej? Tj. o czym będzie można prze­czy­tać na łamach tego bloga w naj­bliż­szej przy­szło­ści? Jakie tematy się tu pojawią? Co czeka Rosettę 29 września? OSIRIS-REX? Plany wjazdu sta­ruszka Oppor­tu­nity w rów mar­sjań­ski praw­do­po­dob­nie wyrzeź­biony przez wodę celem poszu­ki­wa­nia śladów takowej? Proxima Centauri B? Odkrycie poten­cjal­nej galak­tyki zawie­ra­ją­cej czarną materię wewnątrz, w swym centrum a nie w halo, bo to by tłu­ma­czyło absur­dalne pręd­ko­ści gwiazd? Strze­la­nie przez V Hydrae kulami gazu wiel­ko­ści planety? A może argu­menty, że mamy znacznie więcej galaktyk, niż się to powszech­nie sądzi a widzialne spektrum pro­mie­nio­wa­nia tła mogłoby pocho­dzić właśnie od tych “nad­mia­ro­wych” galaktyk? (https://arxiv.org/abs/1607.03909v2)? A może źle zgaduję, może kolejne artykuły będą dotykać strikte fizyki?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Twoje słowa rze­czy­wi­ście są dość brutalne, ale nie mam Ci tego za złe, bo sam już kil­ku­krot­nie wysze­dłem na “hejtera” Hawkinga. Niezbyt cenię książkę, o której wspo­mnia­łeś i również sądzę, że swoją olbrzy­mią popu­lar­ność, niestety, zawdzię­cza głównie inwa­lidz­twu (ogromna roz­po­zna­wal­ność). W dodatku, niedawny film bio­gra­ficzny błędnie zasu­ge­ro­wał jakoby Hawking był głównym lub jednym z głównych archi­tek­tów całej teorii wiel­kiego wybuchu — a tu większe zasługi miał cho­ciażby Gamow. Jednakże, to wszystko nie zmienia faktu, że profesor Cam­bridge należy do naj­zdol­niej­szych teo­re­ty­ków swojej epoki. Prace jego i Penrose’a powie­działy nam wiele o wielkim wybuchu, kwan­to­wej gra­wi­ta­cji, a pro­mie­nio­wa­nie Hawkinga pozwo­liło na roz­wią­za­nie rze­czy­wi­stego impasu. Prze­sa­dzi­łeś tu mówiąc o “nie­nau­ko­wo­ści” — to hipotezy, ale jak naj­bar­dziej naukowe, bo opie­ra­jące się o obecny stan wiedzy i mate­ma­tykę. Zgadzam się nato­miast, że Nobel wymaga czegoś jeszcze i zasłu­że­nie Hawking go nie dostał.

      Co będzie? Co prawda zazwy­czaj planuję wpisy naprzód, ale rzadko z tych planów coś potem wychodzi. 😉 Na pewno ukaże się rozmowa z człon­kiem zespołu Hyper­Lodz — fina­li­stą tego­rocz­nego konkursu orga­ni­zo­wa­nego przez SpaceX. Pojawi się również coś o Marsie, chciał­bym dotknąć tematu moż­li­wo­ści ter­ra­for­mo­wa­nia planety. Poza tym, jak zwykle, pojawi się kilka wpisów spon­ta­nicz­nych — a jak pokazuje praktyka, te mają naj­więk­szą popu­lar­ność.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Masz rację, jestem zbyt brutalny. Pamiętam, jak swego czasu Hawking ruszył w swoiste tournee — opu­bli­ko­wał jakiś tam arty­ku­lik i ruszył po świecie z odczy­tami na temat swojej wersji wiel­kiego wybuchu. Wykłady opłacała uczelnia “zapra­sza­jąca”, chcąca sko­ja­rzyć swoją nazwę i budynki z gwiazdą nauki a Hawking nie zapra­szał fizyków, tylko ludzi z ulicy, wabio­nych pla­ka­tami i spotami w lokal­nych mediach. Ludzie przy­cho­dzili, aby posłu­chać wiel­kiego geniusza, a ten zamiast popu­la­ry­za­cji nauki, pre­zen­to­wał im wzory i różne zawiłe zagad­nie­nia, których nie mieli szansy zro­zu­mieć ani ocenić, ile w tym sensu. W myśl zasady, że im bardziej zawiły wykład, tym mądrzej­szy wykła­dowca. Nim jeszcze skończył swoje objaz­dowe show, Penrose ruszył z podobnym. Ludzie przy­cho­dzili, a ten zaczynał od obrzu­ce­nia Hawkinga błotem, nazy­wa­jąc go szar­la­ta­nem, po czym pre­zen­tu­jąc nie­zli­czoną ilość stożków światła zaczynał swoją papla­ninę o tym, jak na prawdę było z wielkim wybuchem, że teoria inflacji jest błędna itd. Oczy­wi­ście, nikt ze słu­cha­czy nie był w stanie ocenić, o czym on mówi, niemniej jednak zawsze były tłumy pseu­do­in­te­li­gent­nych stu­den­tów, chcących potem błysz­czeć w towa­rzy­stwie, że to byli na wykła­dzie takiego kogoś, stu­den­tów z wszyst­kich kie­run­ków, byle nie z fizyki 😀 Oni z tego żyją, że niegdyś wnieśli jakiś wkład w naukę pro­po­nu­jąc pewne hipo­te­tyczne modele mate­ma­tyczne uzu­peł­nia­jące inne hipo­te­tyczne modele, ale od wielu lat jedynie odcinają kupony od swej popu­lar­no­ści. Ja to tak widzę. Ale może widzę to zbyt prze­sad­nie zaś mój język jest zbyt toporny, aby to opisać nale­ży­cie :))

        Odnośnie filmu, o jakim piszesz, to jakaś masakra. Ale w cale się nie dziwię. Ostatnio widzia­łem film, w którym przy­ta­czano eks­pe­ry­menty z dwiema szcze­li­nami, eks­pe­ry­ment myślowy z “podwój­nym wyborem” a na koniec jakąś współ­cze­sną apli­ka­cję, bodaj Kima i Scully‘ego, gdzie para cząstek trafiała na roz­wi­dle­nie i jedna z nich kończyła na wczesnym detek­to­rze a druga poko­ny­wała bardziej dłuższą trasę, mogąc trafić na detektor pozwa­la­jący określić, z jakiego emitera wyle­ciała cząstka, bądź detektor nie pozwa­la­jący tego określić. W filmie pomi­nięto fakt, że przy pręd­ko­ści bliskiej pręd­ko­ści światła, czy wręcz ją osią­ga­jącą, mają miejsce efekty rela­ty­wi­styczne, takie jak np. nie­zwy­kle mały upływ czasu — z per­spek­tywy tejże cząstki mającej taką prędkość. Rów­no­cze­śnie także dla tej cząstki skraca się prze­strzeń. Z per­spek­tywy cząstki nie jest niczym szcze­gól­nym, że stojąc w jakimś miejscu reaguje na zmianę w tym miejscu. Tym­cza­sem dla obser­wa­tora nie poru­sza­ją­cego się z taką pręd­ko­ścią, upływ czasu i odrębna od niego ocena odle­gło­ści, mogły się znacznie zmienić. Mógł zobaczyć, jak cząstka pokonuje odle­głość galak­tyki, tym­cza­sem cząstka nie odno­to­wała ani spe­cjal­nego upływu czasu, ani żadnej szcze­gól­nej zmiany odle­gło­ści — dla niej koniec galak­tyki jest dostępny jak na wycią­gnię­cie ręki, a co za tym idzie, dostępne są dla niej infor­ma­cje tamże znaj­du­jące się. My, mając taką prędkość, też od razu dostrze­gli­by­śmy kraniec wszech­świata, a nawet i to, co się znajduje za nami — jako coś bli­skiego w zasięgu ręki i przed nami. No, mniejsza o to, W każdym razie film kwitował wnioski tak, że świadomy obser­wa­tor przy­glą­da­jący się cząstce po jej emisji z emitera, w trakcie, gdy ona prze­cho­dzi przez układ doświad­czalny, zmienia ją — gdy świadomy eks­pe­ry­men­ta­tor nie patrzy, cząstka ma postać fali praw­do­po­do­bień­stwa i detek­tory mierzą zjawiska falowe. Ale gdy świadomy obser­wa­tor patrzy, fala znika i pojawia się cząstka, a detek­tory mierzą zjawiska punktowe, zanik inter­fe­ren­cji itd. A z tego wynika, że gdy świadomy obser­wa­tor spojrzał na cząstkę po jej emisji, ta zmieniła swoją prze­szłość, aby wylecieć z emitera jako cząstki, a nie fala. Pro­wa­dziło to do kon­klu­zji, że cały świat żywo reaguje na inte­rak­cje duchowej świa­do­mo­ści, jest niejako umysłem boga, symu­la­cją. Skoro mamy takich pro­du­cen­tów filmów popu­lar­no­nau­ko­wych, to nie dziwię się, że niebawem nawet i Trump będzie przed­sta­wiany jako twórca teorii wiel­kiego wybuchu, względ­no­ści, jak i helio­cen­trycz­nej.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Zamo­ta­łem z tym opisem filmu — mamy cząstki jako fale emi­to­wane przez emiter, które pozo­stają falami praw­do­po­do­bień­stwa, gdy obser­wa­tor nie patrzy. Ale jak popatrzy, fala zmienia swoją prze­szłość, aby wyla­ty­wać z emitera jako cząstki, bowiem to świa­do­mość tworzy materię przez to, że patrzy na fale praw­do­po­do­bień­stwa. No, tak jakoś to było w tym filmie 😀

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://mathspace.pl Math­Space PL

    No i zabrakło oczy­wi­ście szeregu wspa­nia­łych mate­ma­ty­ków, bez nich wielu genial­nych osią­gnięć by nie było…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0