Wczoraj wieczorem, gdy uwaga większości Polaków skupiona była na tym, ile bramek tym razem straci stołeczna drużyna, wszelkiej maści geeków zajmowało inne wydarzenie. Po drugiej stronie globu, w meksykańskiej Guadalajarze, odbyła się prawie dwugodzinna konferencja Elona Muska, poświęcona marsjańskim ambicjom SpaceX.

Wysze­dłem z zało­że­nia, że jeśli ktoś ma tyle czasu aby czytać przy­dłu­gie wywody, to równie dobrze może (a wręcz powinien) obejrzeć całe wystą­pie­nie Muska, pod bardzo obra­zo­wym, śmiałym tytułem: Making Humans a Mul­ti­pla­ne­tary Species. Rzecz jasna, choć biz­nes­men pod koniec pre­zen­ta­cji roz­to­czył cudowną wizję eks­plo­ra­cji odle­głych globów Układu Sło­necz­nego, w tym Ence­la­dusa i Europy, nad­rzęd­nym tematem była załogowa wyprawa na Marsa. Padło parę banałów, o nie­któ­rych pomy­słach już mówiono lub je prze­wi­dy­wano, ale wszystko zebrane w całość robi wrażenie i dowodzi olbrzy­miej deter­mi­na­cji szefa SpaceX. Nie prze­dłu­ża­jąc, chciał­bym na gorąco rzucić garścią wniosków, jakie możemy wycią­gnąć z długo wycze­ki­wa­nej kon­fe­ren­cji.

Przede wszyst­kim, ta animacja:


- Filmik w ele­gancki sposób przed­sta­wia ideę muskowej wyprawy na Marsa. Od razu rzuca nam się w oczy nowa, nie­sa­mo­wita rakieta. Mars Vehicle będzie mierzył 122 metry i ma być w stanie wynieść aż 550 ton ładunku. Żeby była jasność, po pół wieku ocze­ki­wań będzie to pierwsza kon­struk­cja, która swymi gaba­ry­tami zde­tro­ni­zuje legen­dar­nego Saturna V – rakietę, dzięki której załoga Apollo 11 mogła wylą­do­wać na Księżycu.

- Wiemy już, że napęd dla Mars Vehicle będą stanowić świeżo opra­co­wane silniki Raptor. W tym miejscu kończą się nawią­za­nia do kla­sycz­nych ame­ry­kań­skich rakiet. Saturn V dys­po­no­wał pięcioma potęż­nymi sil­ni­kami F-1, zaś SpaceX woli posłużyć się kil­ku­dzie­się­cioma mniej­szymi, z których siedem cen­tral­nych będzie rucho­mych. Raptory będą jednak wciąż trzy­krot­nie sil­niej­sze od Merlinów, mon­to­wa­nych w Falconie 9.
musk-saturn-v
- Już na animacji widzimy jak do rakiety ładuje się zaska­ku­jąco duża gromadka osób. To pierwsza spośród wielu różnic między zamysłem Muska a starszym Mars Direct Roberta Zubrina. O ile ten drugi planował wszystko z myślą o dość stan­dar­do­wej załodze, złożonej z 3–5 osób, o tyle miliar­der ma nadzieję na wystrze­le­nie nawet stu osób! Ale nie jest to takie dziwne kiedy weźmie się w rachubę cało­kształt ambit­nego planu.

- Na jedną wyprawę składać się będą dwa starty dwu­czło­no­wych rakiet. Gdy pierwsza trafi na orbitę, odrzuci człon wzno­szący, który wróci na Ziemię i zostanie wyko­rzy­stany jeszcze raz. Przy drugim starcie wynie­siony w kosmos zostanie zbior­ni­ko­wiec, który pozwoli na zatan­ko­wa­nie statku do pełna i również wróci na Ziemię. W ten sposób naj­cięż­szy bagaż nie będzie dźwigany przez Mars Vehicle od razu. Alter­na­tywą byłby jeden start 3-stop­nio­wej rakiety, znacznie większej i… droższej.


- Pod­sta­wo­wym źródłem energii będą roz­kła­dane panele sło­neczne, dające 200 kW mocy. 

- Po ponad 90 dniach podróży statek będzie gotów do lądo­wa­nia. Oczy­wi­ście nie zostaną tu wyko­rzy­stane żadne spa­do­chrony. Odpo­wiedni “spłasz­czony” kształt rakiety ma spo­wol­nić jej wcho­dze­nie w atmos­ferę (osłona ter­miczna musi wytrzy­mać tem­pe­ra­turę rzędu 1700°C) na tyle, aby resztę zała­twiły silniki. 

- Drugi człon ma pozwolić również na powrót z Marsa na Ziemię. Tu bez nowości, Musk prze­wi­duje pro­duk­cję paliwa już na Czer­wo­nej Planecie, wyko­rzy­stu­jąc obecną tam wodę i CO2, z których otrzy­mamy mie­szankę tlenu i metanu.
A tak będzie wyglądał zbiornik pierwszego członu rakiety.

A tak będzie wyglądał zbiornik pierw­szego członu rakiety.

- No i koszty. Starsze plany NASA mówiły o sumach od 60 miliar­dów dolarów wzwyż (w latach 90. wspo­mi­nano nawet o 450 mld). Trzeba przyznać, że tech­no­lo­gie opra­co­wane przez SpaceX, zwłasz­cza wie­lo­krotne wyko­rzy­sta­nie poszcze­gól­nych modułów rakiet, mogą dra­stycz­nie zmniej­szyć wydatki, nawet dzie­się­cio­krot­nie. Wielu ludzi słysząc to popu­ka­łoby się w czoło, ale Elon już swoimi Fal­co­nami udo­wod­nił, że eko­no­mika lotów pozo­staje jego spe­cjal­no­ścią. Docelowo, koszt wysłania na Marsa jednego pasażera ma spaść do zaledwie 150 tys. dolarów. Podczas pre­zen­ta­cji pojawił się wątek źródeł finan­so­wa­nia. Pół żartem-pół serio przed­się­biorca wymienił kick­star­tera, osobiste zaskór­niaki, wzra­sta­jące zyski SpaceX oraz moż­li­wo­ści współ­pracy z państwem. Wie, że to nie będzie takie proste, ale jak przy­po­mniał, jego firma już raz znalazła się na skraju ban­kruc­twa.

- Cięcie kosztów jest konieczne w dłuższej per­spek­ty­wie, ponieważ miliar­der pragnie aby wyprawy odbywały się regu­lar­nie. Jak widzimy nawet na samej animacji, osta­tecz­nym celem misji nie będzie wbicie flagi i prze­pro­wa­dze­nie paru badań, lecz początek wzno­sze­nia pierw­szej poza­ziem­skiej kolonii i ter­ra­for­mo­wa­nia Marsa. To chyba naj­więk­sza różnica między planem Muska a pro­jek­tami rzą­do­wymi.

- Dowie­dzie­li­śmy się, że Elon lubi orkie­stry mariachi. =)

- Jedna z plansz pre­zen­ta­cji przed­sta­wiała prze­wi­dy­wany har­mo­no­gram dla SpaceX. Już teraz trwają testy napędów (pojawiło się nagranie), które potrwają do 2019 roku. W połowie 2018 roku roz­poczną się prace nad statkiem, zaraz potem nad rakietą nośną, a na początku 2020 dojdzie do pierw­szych prób orbi­tal­nych. W tym tempie, wyprawa załogowa na Marsa wystar­tuje w 2023 lub 2025 roku (sprzy­ja­jące ułożenie planet).

Co tu dużo mówić. Elon w swoim stylu prze­ko­nuje do rzeczy, które dla wielu wciąż pozo­stają w sferze marzeń. Nie brakuje komen­ta­rzy zarzu­ca­ją­cych mu two­rze­nie fortuny na zwo­dze­niu ludzi i mrzon­kach. Musimy jednak pamiętać, że podobne opinie poja­wiały się już gdy powstał SpaceX jak i po nie­uda­nych lądo­wa­niach pierw­szych Falconów. A jednak rewo­lu­cja się dokonała i jak dotąd zawsze wychodzi na Muska.

Jeśli nie on, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?
podpis-czarny

  • mieteeek

    Na pewno Musk siedzi i rypie z was wszyst­kich. To roz­ta­cza­nie wielkich planów to po prostu darmowa reklama dla innych naprawdę docho­do­wych przed­się­wzięć. Tyle.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.statystyczny.pl/ sta­ty­stycz­nypl

      Ja myślę, że jednak facet ma wizję.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kamil Pokorski

    Kla­ry­fi­ku­jąc: Każdy ITS będzie tan­ko­wany na orbicie od 3 do 5 razy, nie raz. Te wielki zbiornik to na 99% zbiornik ciekłego tlenu drugiego członu, czyli ITS. A Raptorów ma być 42 w pierw­szym członie i 9 w drugim, z tych 9-ciu 6 zop­ty­ma­li­zo­wa­nych do pracy w próżni i trzy cen­tralne do lądowań na Marsie i Ziemi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Bartosz Greń

    Co do liczby startów — Musk powie­dział, że każdy tanker będzie star­to­wać kilka razy żaby móc zała­do­wać statek do pełna — więc na jeden statek składać się będą więcej niż dwa starty członu wzno­szą­cego (boostera). Oprócz tego na Marsa nie ma lecieć poje­dyn­czy statek, a cała flota. Jest to spo­wo­do­wane sza­co­wa­niami, że booster będzie można wyko­rzy­stać do ok. 1000 razy, w prze­ci­wień­stwie do statku, który będzie się zużywać po 12 razach.

    Wynie­sie­nie czegoś na orbitę skaluje się eks­po­nen­cjal­nie z masą tego czegoś, ale addy­tyw­nie z liczbą startów. Dlatego SpaceX siedzi nad wyko­rzy­sta­niem booste­rów wie­lo­krot­nego użytku i dlatego plan jest taki by wyko­rzy­stać jeden booster wiele, wiele razy by wynieść na orbitę dużo ludzi i sprzętu a potem wysłać wszystko wspólnie na Marsa. I tak co dwa lata.

    Jak rozumiem, wszystko rozbija się o mini­ma­li­za­cję kosztów w stosunku do zysków, a taka duża wyprawa szybciej się zamor­ty­zuje.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kuba_wu

      “booster będzie można wyko­rzy­stać do ok. 1000 razy”

      To by ozna­czało osią­gnię­cie nie­za­wod­no­ści o rząd lepszej, niż użyt­ko­wane do tej pory jed­no­ra­zowe tech­no­lo­gie, i to przy znacznie pod­wyż­szo­nym poziomie trud­no­ści (nakła­da­nie się usterek, defektów z kolej­nych lotów, wie­lo­krotne obcią­że­nia).

      Wg mnie, fantazja. Chciał­bym dożyć dnia, kiedy jeden booster poleci 10x. To byłby sukces!
      Ktoś może powie­dzieć że promy latały po kil­ka­dzie­siąt razy — tak, ale ich przegląd i grun­towny remont po każdym locie czynił przed­się­wzię­cie mało eko­no­micz­nym. to miał być przełom, który zamienił się, no, może nie w klęskę, ale w spory zawód.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marcin

    Widać pojawiło się parę cie­ka­wych aspektów godnych opisu.
    Dzięki za wpis.
    Mam nadzieje, że uda im się w zapla­no­wa­nym terminie, nie mogę się doczekać dużego przełomu 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jade

    “Jeśli nie on, to kto? Jeśli nie teraz, to kiedy?”
    Naprawdę uważasz, że prywatny sektor, który repre­zen­tuje m.in. właśnie Elon Musk, będzie tym, który wpro­wa­dzi nas w marzenie stania się mię­dzy­pla­ne­tarną cywi­li­za­cją? Kiedy ostatni raz się zdarzyło, żeby prywatny inwestor był tym, który robi coś ważnego i odkryw­czego dla cywi­li­za­cji pierwszy raz? Ja nie przy­po­mi­nam sobie takiego przy­padku. Z całym sza­cun­kiem dla dokonań Muska, piękna wizja, ale bez wiodącej roli agencji rzą­do­wych, po prostu tego nie widzę.

    “A jednak rewo­lu­cja się dokonała i jak dotąd zawsze wychodzi na Muska.”
    Wyno­sze­nie ładunków do stacji kosmicz­nej to jest coś, co NASA robiła od wielu lat. Nie ma rewo­lu­cji tam, gdzie coś jest przej­mo­wane po kimś.

    Życzę powo­dze­nia i pierwsza ucieszę się, gdy coś z tego wyjdzie. Jednak na razie scep­tycz­nie i z rezerwą do tego pod­cho­dzę.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie posta­wił­bym o to pie­nię­dzy, ale sądzę że to praw­do­po­dobne. Nie­wy­klu­czone, że dojdzie do odpo­wied­niego part­ner­stwa między SpaceX i NASA. Świat się zmienił i wręcz trzeba to zaak­cep­to­wać. Kiedyś wspo­mnia­łem o tym w jednym wywia­dzie: kor­po­ra­cje są potężne jak nigdy a będą jeszcze potęż­niej­sze. A że są zorien­to­wane na zysk i muszą stale rywa­li­zo­wać aby utrzymać się na powierzchni rynku, będą pchać świat do przodu coraz bardziej. Dziwi mnie, że piszesz tak w trakcie epoki gdy Micro­soft, IBM, Google czy choćby SpaceX ładuje grube miliony właśnie w obmy­śla­nie nowych tech­no­lo­gii lub rozwój już ist­nie­ją­cych. Nie doce­niasz chyba tego jak zwykła szukajka inter­ne­towa zmieniła życie ludzi.

      “Kiedy ostatni raz się zdarzyło, żeby prywatny inwestor był tym, który robi coś ważnego i odkryw­czego dla cywi­li­za­cji pierwszy raz?”

      Te zmiany dopiero nad­cho­dzą, ale poniekąd zdarzył się taki jeden przy­pa­dek. Tomas Edison. Inter­nety go nie­na­wi­dzą bo niby złodziej i zbój, ale bez względu na swoje metody zaczął od żarówki, potem założył elek­trow­nię, a wkrótce dał impuls do elek­try­fi­ka­cji USA i świata.

      “Wyno­sze­nie ładunków do stacji kosmicz­nej to jest coś, co NASA robiła od wielu lat. Nie ma rewo­lu­cji tam, gdzie coś jest przej­mo­wane po kimś.”

      Przecież nie chodzi o wyno­sze­nie ładunków na orbitę, a o rakiety wie­lo­krot­nego użytku. Planem było dia­me­tralne obni­że­nie kosztu kosmicz­nego trans­portu — i jeszcze kilka lat temu trak­to­wano to jako cie­ka­wostkę lub bzdurę. Również znajomi Muska odra­dzali mu ten interes, sądząc że utopi w tym swoją fortunę. I rze­czy­wi­ście był blisko, bo po trzech nie­uda­nych startach Falcona projekt mógł upaść. Wtedy jednak nastąpił przełom, a z jego usług korzysta sama NASA, a tech­no­lo­gie SpaceX na pewno zostaną wyko­rzy­stane w przy­szłych wypra­wach.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Jade

        “Te zmiany dopiero nad­cho­dzą, ale poniekąd zdarzył się taki jeden przy­pa­dek. Tomas Edison.”
        Nie wie­dzia­łam, ale zorien­tuję się w temacie, dzięki.

        “Dziwi mnie, że piszesz tak w trakcie epoki gdy Micro­soft, IBM, Google czy choćby SpaceX ładuje grube miliony właśnie w obmy­śla­nie nowych tech­no­lo­gii lub rozwój już ist­nie­ją­cych.”
        Tylko czy to jest porów­ny­walne? Te firmy słusznie wyczuły potrzeby rynku i prze­wi­działy przy­szłość w roz­wi­ja­ją­cym się prze­my­śle kom­pu­te­ro­wym, ale inter­netu nie wymy­śliły. ARPANET powstał z ini­cja­tywy rządu USA. Najpierw był projekt rządowy, potem prywatne firmy weszły na rynek. Taka jest kolej­ność, ponieważ prywatny inwestor nie podejmie ryzyka robiąc coś pierwszy raz, gdzie nie da się osza­co­wać strat ani zysków i gdzie ludzie mogą zginąć przy okazji wyprawy na Marsa. SpaceX może zostanie współ­au­to­rem projektu, ale wątpię by wziął na siebie takie ryzyko w poje­dynkę, bez wsparcia rządu.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Heh, sęk w tym, że dziś prywatni inwe­sto­rzy właśnie ładują kupę pie­nię­dzy w coś, co nie daje wielkich gwa­ran­cji. Star­tu­pów, gości z paten­tami na “rewo­lu­cję”, geniuszy, wyna­laz­ców jest, jak zawsze, bez liku, i jakoś zyskują finanse, inwe­sto­rów itd.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kuba_wu

        Każdy z przy­kła­dów który podajesz, to kor­po­ra­cje inwe­stu­jące w nowe tech­no­lo­gie w celach czysto biz­ne­so­wych — aby zwięk­szyć zyski lub pokonać kon­ku­ren­cję. Zresztą nic dziwnego, przecież dostar­cza­nie zysków “szer­hol­de­rom” jest ich obo­wiąz­kiem. Nie wierzę, że zaan­ga­żują się w coś takiego, jak program mar­sjań­ski, jeśli nie będzie w tym konfitur co najmniej w średnim okresie — ale jakie mogłyby być?

        O ile wiem, SpaceX jest prywatną spółką, więc nie musi grać wyłącz­nie na zysk. Jednakże nawet jeśli Musk jest wizjo­ne­rem i ide­ali­stą, to z finan­sami przecież też się musi liczyć. Więc, gdzie Elon widzi kasę? Nie mam innego pomysłu, jak wycią­gnię­cie finan­so­wa­nia od rządu USA, w formie współ­pracy z NASA, która (kulejąc od lat) chętnie by się podpięła pod taki ewen­tu­alny sukces. W to, że sami tam polecą, za własną kasę, nie wierzę.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Masz tu rację i zasad­ni­czo też bym się domyślał podstępu. Tyle, że Musk przez swoje pomysły już był uznawany za szaleńca. Samo­chody czy same źródła energii to jeszcze w miarę pewne biznesy, ale SpaceX trak­to­wano jako głupotę, a jednak Elon z uporem maniaka w to szedł.

        Pojawia się pytanie. Czego może pragnąć człowiek, który już jest miliar­de­rem i ma wszystko czego dusza zapra­gnie? Fundacje są słabe, bo ma je każdy i mało kto je traktuje na serio. Jeżeli nato­miast SpaceX zre­ali­zuje misję na Marsa i da sygnał do zało­że­nia czegoś w stylu kolonii — Elon Musk stanie się naj­waż­niej­szym czło­wie­kiem XXI wieku. Kimś na miarę Leonarda da Vinci czy Alberta Ein­ste­ina. Przy­znasz, że to jest warte więcej niż cała fortuna Billa Gatesa?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Ja myślę, że Musk już ma pomysł, jak zarabiać pie­nią­dze na Marsie. A z pew­no­ścią będzie musiał przed­sta­wić cały projekt jako wia­ry­godne źródło zysków, aby prze­ko­nać do siebie innych pry­wat­nych inwe­sto­rów. Mnie do głowy przy­cho­dzi przede wszyst­kim jeden ważny zysk: reklama. Inwestor może pokazać, że nie jest bez­duszną kor­po­ra­cją. Wyobraź sobie świa­do­mość, że kupując puszkę cocacoli wspie­rasz nie­zwy­kle roz­wi­niętą tech­no­lo­gię tera­for­mo­wa­nia Marsa i kolo­ni­za­cji kosmosu… Zapewne znajdzie się wiele przed­się­bior­ców, którzy następ­nie byliby chętni pokazać się na Marsie. “Proszę Państwa, nasza firma montuje wen­ty­la­tory w bazach mar­sjań­skich. Taki wen­ty­la­tor musi być naprawdę solidny, tam nie ma prawa nic zawieść. Jesteśmy obecnie naj­lep­szym, naj­rze­tel­niej­szym pro­du­cen­tem wen­ty­la­to­rów na rynku. Kupując nasz produkt macie pewność, że jest wykonany per­fek­cyj­nie. Produkty kon­ku­ren­cji zaraz się wam rozlecą, bo oni nie są aż tak rzetelni, aby zapewnić roz­wią­za­nia przy­datne kosmo­nau­tom i kolo­ni­za­to­rom kosmosu”. Wyobra­żam sobie nawet wielką imprezę zamoż­nych ludzi w strojach wie­czo­ro­wych, którym przy­grywa kwartet smycz­kowy złożony z solistów czterech naj­lep­szych fil­har­mo­nii, na którym jeden gość do drugiego prawi o tym, że też się chciał pokazać w towa­rzy­stwie i zain­we­sto­wał w akcje Muska, a ponadto wykupił sobie działkę na Marsie licząc, że zapewne będzie stać go na dwa bilety, o które tak prosi go córka z zięciem. Gene­ral­nie Musk swoimi wcze­śniej­szymi pomy­słami wyraźnie pokazuje, że jest rze­tel­nym i spraw­dzo­nym przed­się­biorcą, mającym dobre pomysły, potra­fią­cym tworzyć spółki dla celów wdra­ża­nia i pozy­ski­wa­nia na te pomysły pie­nię­dzy, potra­fią­cym dobierać solid­nych współ­pra­cow­ni­ków a gdy trzeba — też wycofać się z gry sprze­da­jąc taką spółkę jakiemuś chętnemu. To nie jest oszust, który siedzi w cieniu i naciąga inwe­sto­rów na jakiś dzi­waczny pomysł, nie mający szans na reali­za­cję. To jest auten­tyczny wizjoner, który ma kasę i chce zaszaleć. Podej­rze­wam, że na jego miejscu robiłbym to samo, też chciał­bym “lecieć” w kosmos. Oczy­wi­ście, zawsze może być to tylko gra mar­ke­tin­gowa, aby pod­trzy­my­wać zain­te­re­so­wa­nie innymi spółkami i pro­jek­tami, niemniej jednak i tak Musk byłby wizjo­ne­rem i świetnym przed­się­biorcą — w tych innych właśnie pro­jek­tach. Lot na Marsa jest w zasięgu ludzkich moż­li­wo­ści tu i teraz, acz­kol­wiek oso­bi­ście szerze wątpię w prze­ży­cie tych ludzi, którzy tam polecą.

        Ostatnie misje NASA pokazują jed­no­znacz­nie, że dawka pro­mie­nio­wa­nia, jaką otrzy­małby astro­nauta w kosmosie przez czas lotu na Marsa, miałaby fatalne i nie­od­wra­calne skutki dla jego zdrowia. A dodajmy, że taki śmiałek musiałby jeszcze egzy­sto­wać na Marsie, który jest prawie taki sam pod tym kątem, jak i sam kosmos — wieje tam wiatr sło­neczny, bom­bar­dują też cząstki pro­mie­nio­wa­nia kosmicz­nego. Dzięki temu zresztą działa wiele urządzeń pomia­ro­wych, choćby te, co odkryły wodę z orbity. Mierzą cząstki, jakie ulatują z gruntu po tym, jak w grunt walą nała­do­wane pro­mie­nie gamma pro­mie­nio­wa­nia kosmicz­nego. O ile mi wiadomo, obiekt wysłany z Ziemi na Marsa powinien być leciutki jak piórko i cie­niutki jak kartka papieru. Im cięższy, tym więcej energii trzeba na poko­na­nie pręd­ko­ści ucieczki z Ziemi. A to ma swoje ogra­ni­cze­nia — tj. istnieje pewna granica masy ładunku, jaki jesteśmy w stanie wysłać w kosmos. Jakoś nie widzę, aby ściany statku kosmicz­nego miały metr ołowiu i metr betonu. Dalej, jakoś nie widzia­łem jeszcze, aby Afryka zasilała się w wodę z efektu cie­plar­nia­nego. A to chce facet robić na Marsie, o ile dobrze zro­zu­mia­łem. Też wątpię, aby spłasz­czony kształt rakiety wyha­mo­wał ją ele­gancko. Curio­sity leciał tam z absur­dalną pręd­ko­ścią, a Musk chce tam dolecieć jeszcze szybciej. Przy pręd­ko­ści jaką NASA wysyła tamże roboty i masie statku zało­go­wego, taka rakieta nawet na spa­do­chro­nach prędzej się przez Marsa przebije i poleci jeszcze do Europy lub Io, zanim wyhamuje. Ja bym raczej się spo­dzie­wał jakiejś tech­no­lo­gii innej niż spa­do­chron, np. silników wstecz­nych, bądź pozo­sta­nia na orbicie i lądo­wa­nia promem wie­lo­krot­nego użytku. Mnie bardziej prze­ko­nuje wizja NASA, nieco inna. NASA pro­po­nuje misję na Marsa, gdzie przez pierwsze lata na orbitę nasyłano by sam sprzęt, w oddziel­nych, małych rakiet­kach, jakie już tam dziś latają. Dopiero później dole­ciałby śmiałek, zdolny podjąć się wyzwania zebrania tego złomu, posa­dze­nia go na gruncie i przy­go­to­wa­nia bazy dla kolej­nych śmiałków.… niemniej jednak wciąż Musk pozo­staje liderem w temacie, mającym umie­jęt­no­ści reali­za­cji zapla­no­wa­nych przed­się­wzięć, nawet jeżeli miałoby to być na koniec jedynie wysłanie auto­ma­tycz­nej stacji gór­ni­czej na Księżyc, a nie kolo­ni­za­cja Układu Sło­necz­nego 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Ładnie powie­dziane. A dzia­ła­nia SpaceX już są na dobrej drodze do zyskania takiej renomy. Cała machina mar­ke­tin­gowa związana z Marsem może okazać się naj­więk­szą w dziejach, a więc znów wartą setki miliar­dów dolarów. Jed­no­cze­śnie to tym bardziej urealnia jego obiet­nice: bo brak lądo­wa­nia na Marsie czy choćby jego próby w następ­nej dekadzie, ozna­cza­łoby ogromny spadek prestiżu i wia­ry­god­no­ści przed­się­bior­stwa. Jak każdy wie, kto lata wysoko, ten z wysoka upada.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        W moim prze­ko­na­niu brak lądo­wa­nia na Marsie nie będzie oznaczał spadek prestiżu. Jeżeli odpo­wied­nio to roze­grają, pozo­sta­nie to genialną ideą, a jaką wiele ludzi wciąż będzie zapa­trzo­nych a Musk wyrośnie na legendę, która podjęła się próby reali­za­cji tego zdu­mie­wa­ją­cego i zapie­ra­ją­cego w pierś wyzwania — pozo­sta­wia­jąc po sobie jasno ziden­ty­fi­ko­wane problemy, jakie będzie musiał roz­wią­zać następca. A prestiż Muska buduje nie Mars, lecz paypal i samo­chody na prąd. Coś, z czego cały świat już korzysta dziś. Machina mar­ke­tin­gowa związana z Marsem, jak sądzę, nie kosztuje dużo. Oni głównie tylko mówią i pokazują obrazki, tym­cza­sem biznes dotyka samo­cho­dów, serwisów inter­ne­to­wych i wyno­sze­nia ładunku na orbitę.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kuba_wu

        No cóż, jako urodzony pesy­mi­sta będę wygrany, zarówno wtedy, gdy nic z tego nie będzie, albo co gorsza okaże się to hum­bu­giem (“a nie mówiłem?”), jak i wtedy, gdy się jednak uda (przy­jemne roz­cza­ro­wa­nie), w co, oczy­wi­ście, nie wierzę 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Jade

        Zgadzam się z tym. Myślę, że ludzie tacy jak my, czy­tel­nicy Kwantowo, zako­chani w kosmosie, już tak długo czekali i marzyli o jego podboju, że z otwar­tymi ramio­nami przyj­mują każdą ideę, a tu trzeba być jednak prag­ma­tycz­nym.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Nawią­zuję do kwestii inwe­sto­rów finan­su­ją­cych naukę i świeże pomysły. Edison pod wieloma wzglę­dami nie jest dobrym przy­kła­dem, choćby dlatego, że wąt­pli­wym jest, aby fak­tycz­nie był autorem więk­szo­ści rzekomo swoich wyna­laz­ków. Jak podaje przykład Tesli, Edison okazał się psy­cho­patą który wyko­rzy­stał geniuszy mamiąc ich obiet­ni­cami, jakich nigdy nie zamie­rzał zre­ali­zo­wać. Geniusz, zwie­dzony blaskiem kor­po­ra­cji, wymyślał, tworzył i wdrażał, nie mając z tego nic. Kto wie, czy żarówki też komuś Edison nie ukradł, zako­pu­jąc biednego wyna­lazcę żywcem w swoim ogródku. A elek­try­fi­ka­cja była możliwa tylko dlatego, że wkurzony Tesla na złość Edi­so­nowi wymyślił przesył prądu zmien­nego, co okazało się strzałem w dzie­siątkę i było roz­wią­za­niem umoż­li­wia­ją­cym elek­try­fi­ka­cję w ogóle. Edison, gdyby był mądry, wie­działby, że przesył prądu stałego nie ma żadnego sensu, choćby z uwagi na spadki już na krótkich odcin­kach. Trakcja tram­wa­jów i kolei działa na prąd stały, owszem, ale dlatego, że co kilometr lub mniej jest zasilana (warto to pod­kre­ślić, jest zasilana) kablem z roz­dzielni. Dosko­na­łym przy­kła­dem jest zaś Tesla — bez grosza przy duszy a jedynie z pomysłem przesyłu prądu, lecz prądu zmien­nego, pozy­skuje pry­wat­nych inwe­sto­rów i w ten sposób właśnie dokonuje elek­try­fi­ka­cji USA i dalej, ten patent elek­try­fi­kuje cały świat. Aby pozyskać inwe­stora, wkurzony Tesla wymyślił nawet sinik prądu prze­mien­nego i gene­ra­tor, no bo w prze­ciw­nym razie inwestor nie-elektryk nie zro­zu­miałby, po co trans­for­mo­wać prąd stały na prze­mienny, prze­sy­łać prze­mienny, a następ­nie trans­for­mo­wać znowu na stały, zwłasz­cza że gene­ra­tory i silniki prądu stałego to była działka Edisona 😀 Ale to tylko dygresja. Wracam ponownie na sam początek swojego posta i przy­po­mi­nam, że chodzi mi o inwe­sto­rów finan­su­ją­cych naukę, wiedzę i świeże pomysły. Otóż uważam, że naj­lep­szym przy­kła­dem będzie tutaj IBM, który ma własne labo­ra­to­ria, dzia­ła­jące jak prywatne insty­tuty naukowo-badawcze. Tamże przy­cho­dzą na staże i praktyki studenci z poli­tech­nik, tamże robią dok­to­raty i przy­cho­dzą na postdoki. Tym­cza­sem to przecież “dział badawczo roz­wo­jowy” pewnej pry­wat­nej firmy. Dziwne? Jeszcze dziw­niej­sze, że zajmują się tam prak­tycz­nie rzeczami, z których nikt nie oczekuje zysków. I tak to w labie IBM opra­co­wano koncept a następ­nie wdrożono (tj. zbu­do­wano pierwszy egzem­plarz) mikro­skopu elek­tro­no­wego do obser­wa­cji i prze­su­wa­nia poje­dyn­czych molekuł i atomów. Pra­cow­nicy “działu roz­wo­jo­wego” kor­po­ra­cji otrzy­mali za to Nobla. Dziś IBM wyko­rzy­stu­jąc tę tech­no­lo­gię bada, ile wystar­czy atomów, aby za ich pomocą móc prze­cho­wy­wać infor­ma­cje. Okazuje się, że nie wiele. Ci goście dziś mówią w rekla­mów­kach (tak, IBM kręci rekla­mówki swoich labów!), że gdyby z tej tech­no­lo­gii utworzyć pamięć i wyko­rzy­stać ją w smart­fo­nie, to w takim smart­fo­nie zmie­ściły by się nie tylko dwa ulubione, lecz wszyst­kie filmy, jakie zostały kie­dy­kol­wiek nakrę­cone. Tylko że to mrzonki, bowiem samo prze­su­nię­cie atomu na nie­wielką odle­głość (rozumiem, że również w atomowej skali) wymaga spe­cjal­nego przy­go­to­wa­nia meta­licz­nej płytki, na której umiesz­czone zostaną atomy docelowe, schło­dze­nia ich do zera bez­względ­nego (aby się nie ruszały same z siebie), bardzo zaawan­so­wa­nego tech­no­lo­gicz­nie urzą­dze­nia (nazy­wa­nego mikro­sko­pem) w którym koniec elek­trody jest tak cienki, że zbu­do­wany z poje­dyn­czych atomów (dzięki czemu zbli­ża­jąc się do atomu doce­lo­wego jest w stanie związać atom do atomu i w ten sposób go prze­nieść w inne miejsce). To tech­no­lo­gia, jaką teo­re­tycz­nie nale­ża­łoby umieścić w takim smart­fo­nie :)) Byłby to wówczas smartfon wiel­ko­ści prze­cięt­nego pokoju miesz­kal­nego, z obsłu­gu­ją­cym apa­ra­turę tech­ni­kiem po dok­to­ra­cie, którego koszt zapewne prze­kra­czałby milion euro, nie mówiąc już o tym, że ktoś temu dok­to­rowi musiałby jeszcze płacić mie­sięczną pensję. Niemniej jednak IBM jakoś nie ma żadnych obiekcji finan­so­wać takie laby, a przecież to grube miliony wyrzu­cone w błoto — z punktu widzenia pry­mi­tyw­nego myślenia kogoś, kto inwe­sty­cję rozumie jako zakup taksówki, którą następ­nie będzie się wyrabiać spłatę kosztów inwe­stora.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Wszyscy znają tę legendę. Mówię legendę, bo te wszyst­kie historie o Tesli i Edisonie są tak czarno-białe, że powodują mito­lo­gi­za­cję obu postaci. Edison choćby zerżną połowę swoich patentów, nadal byłby autorem setek — więc musiał być wizjo­ne­rem i geniu­szem, tak czy inaczej. (Z kolei Tesla albo naj­więk­szym pechow­cem w dziejach, albo typem geniusza ode­rwa­nego od rze­czy­wi­sto­ści, rozu­mie­ją­cego naukę, ale nie to co się wokół niego dzieje). I wydaje mi się, że ten przykład jest trafiony, bo przecież tu nie chodzi o samo pro­jek­to­wa­nie wyna­laz­ków, a o instynkt i umie­jęt­ność wdro­że­nia tech­no­lo­gii do użytku. Musk również nie siedział i nie zapro­jek­to­wał wszyst­kiego od Falconów do baterii swoich samo­cho­dów. Co nieco na pewno wie, ale przede wszyst­kim to wizjoner i uta­len­to­wany inwestor.

        Nie miałem pojęcia, że mikro­skop elek­tro­nowy wyszedł od IBM — inte­re­su­jąca cie­ka­wostka. 🙂 Również IBM roz­po­czął dyskusję o kryp­to­gra­fii kwan­to­wej, a teraz jest głównym ini­cja­to­rem prac nad kom­pu­te­rami kwan­to­wymi. Tak jak mówisz, to są miliony, które być może się nie zwrócą bo inwe­sty­cja okaże się ślepą uliczką. Ale stać ich na takie ryzyko, bo wystar­czy aby jeden z takich pomysłów wypalił aby znów zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wać branże i dorobić się miliar­dów. Musk nato­miast bierze się za wszystko co dziś jest nowa­tor­skie, ale kiedyś — niczym żarówka — może stać się normą. W ten sposób wyrośnie na oli­gar­chę więk­szego od Gatesa. Ale do tego musi ryzy­ko­wać.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kuba_wu

      Pytanie raczej brzmi: “Kiedy ostatni raz się zdarzyło, żeby prywatny inwestor był tym, który robi coś ważnego i odkryw­czego dla cywi­li­za­cji, a przy tym nie­zwy­kle kosz­tow­nego i bez widoków na zyski”.

      Myślę, że trzeba by się cofnąć do mece­na­sów sztuki z czasów Odro­dze­nia, choć i tak skala nie taka…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Wczoraj. Wczoraj prywatny inwestor sfi­nan­so­wał coś ważnego, odkryw­czego, kosz­tow­nego i bez więk­szych gwa­ran­cji zysków (ale z ambi­cjami ren­tow­no­ści). I to nie jeden, ale wielu, bardzo wielu pry­wat­nych inwe­sto­rów. I to nie tylko wczoraj, ale przed­wczo­raj, w dzień poprze­dza­jący przed­wczo­raj. I jutro też tak będzie. Istnieje cały przemysł tego rodzaju. Zaczyna się od mądrego gościa na uni­wer­sy­te­cie, który ma pomysł i bada­niami, finan­so­wa­nymi za pie­nią­dze podat­ni­ków, wymyśla jakiś wyna­la­zek. Potem opra­co­wuje jego prak­tyczną apli­ka­cję, zdobywa patent i prowadzi już dalsze badania nie “naukowe” lecz sto­so­wane. Kiedy widzi, że się to sprawdza, zakłada firmę mającą na celu wdro­że­nie wyna­lazku (bądź sprze­daje go kor­po­ra­cji) i tutaj dopiero roz­po­czyna się skom­pli­ko­wana i długa droga do sukcesu. A zaczyna się od pozy­ska­nia pry­wat­nego inwe­stora. I tak od wielu, wielu lat działa świat. Cho­ciażby bio­tech­no­lo­gia — tam jest ogrom nowych wyna­laz­ków w każdym tygodniu. Nowe maszyny, nowe białka, nowe prze­ciw­ciała itd. Iden­tycz­nie jest w prze­my­śle inży­nie­ryj­nym, iden­tycz­nie w zbro­je­niówce czy infor­ma­tyce. Każdy startup to prak­tycz­nie jakiś genialny projekt czegoś nowa­tor­skiego, na co geniusz zdobył jeden bądź kilka patentów (ewen­tu­al­nie zabez­pie­cza pomysł prawem autor­skim, np, opro­gra­mo­wa­nie nie może być paten­to­wane, mają tylko te licencje, że opro­gra­mo­wa­nie co najwyżej się dzier­żawi itd). To, że udaje się zre­ali­zo­wać z tego wszyst­kiego zaledwie 30%, a z udanych star­tu­pów pozo­staje na koniec znowu zaledwie 30% w pełni wdro­żo­nych w rynek nowa­tor­skich tech­no­lo­gii, pro­duk­tów czy usług i wówczas dopiero koszta inwe­stora mogą się zwrócić, to już inna sprawa. Na świecei jest ogrom zamoż­nych insty­tu­cji, firm i kor­po­ra­cji, które codzien­nie wydają miliony na daremno i uznają to za coś cał­ko­wi­cie nor­mal­nego. Dlaczego przemysł kosmiczny nie miałby wyglądać tak samo? Właśnie musi tak wyglądać, bo tak współ­cze­śnie wygląda świat biznesu. Facet wyraźnie powie­dział, że sam nie jest w stanie tego sfi­nan­so­wać i mowa o takiej kasie, którą jedynie rząd fede­ralny jest w stanie zapewnić, choć też liczy na czę­ściowe wsparcie innych zamoż­nych śmiałków… po prostu kolejny startup, tyle że doma­ga­jący się znacznie większej kwoty, niż np. autor nowej metody sekwen­cjo­no­wa­nia DNA czy autor nowego robota domowego.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kuba_wu

        “Dlaczego przemysł kosmiczny nie miałby wyglądać tak samo? Właśnie musi tak wyglądać, bo tak współ­cze­śnie wygląda świat biznesu”

        Załogowa wyprawa mię­dzy­pla­ne­tarna, która zacznie się od małego startupu, który wyśle jednego malut­kiego ludzika na Marsa. Jak ci to brzmi? Ano — i masz odpo­wiedź. Właśnie dlatego. Tu nie ma pół­środ­ków, tu trzeba od razu iść na całość. Te wszyst­kie venture capials działają na zasadzie: tysiąc małych pro­jek­tów, i niech 5% chwyci, a i tak wyj­dziemy na swoje. Tutaj zaś trzeba dokład­nie odwrot­nie.

        “Facet wyraźnie powie­dział, że sam nie jest w stanie tego sfi­nan­so­wać i mowa o takiej kasie, którą jedynie rząd fede­ralny jest w stanie zapewnić”

        My point exactly!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Witam. “Załogowa wyprawa mię­dzy­pla­ne­tarna, która zacznie się od małego startupu,
        który wyśle jednego malut­kiego ludzika na Marsa. Jak ci to brzmi?” — brzmi ciekawie, ale wszystko zależy od szcze­gó­łów: co takowy startup chce fak­tycz­nie zrobić, jak, za ile itd. Trzeba by zobaczyć dokładną doku­men­ta­cję, biz­ne­splan. Jest to idea bardziej wia­ry­godna niż wyna­le­zie­nie leku na Alzhe­imera, tym­cza­sem na lek na Alzhe­imera wydaje się tyle pie­nię­dzy, że spo­koj­nie za tę kasę można by co najmniej bazę na Księżycu założyć.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Piotr S

        “…i bez widoków na zyski” i To jest błąd w zało­że­niach. Tam będą zyski tylko długo ter­mi­nowe

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Mikołaj

      NASA dostar­czała ładunki na stację kosmiczną, tylko że Muskowi udało się zrobić to kil­ku­krot­nie taniej.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Jade

        Nikt temu nie zaprze­cza 🙂 Ja to widzę tak. Wyno­sze­nie ładunku na orbitę, nawet przy zmniej­szo­nych kosztach, to nie jest nowe otwarcie w podboju kosmosu, tylko ulep­sze­nie tego, co już robi­li­śmy. Taki nowszej gene­ra­cji smartfon, lepszy od tego, który był liderem na rynku jeszcze kilka lat temu, ale wciąż smartfon.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Miro Slavin Szwaj­ca­rzew­ski

      Po co tyle scep­ty­cy­zmu. To już się zaczęło i nawet jeśli nie do 2025 to jednak wciąż za naszego życia.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • maky

    Ter­ra­for­mo­wa­nie Marsa? Brak płynnego jądra = brak magne­tos­fery = brak atmos­fery (wiatr sło­neczny ją zwieje).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Grzegorz Marcholt

      musisz mu koniecz­nie napisać o tym maila. uchro­nisz misję od nie­po­wo­dze­nia!

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • maky

        Już napi­sa­łem. Odpisał, żeby ci podzię­ko­wać za ura­to­wa­nie miliar­dów. :p

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • nn5

    “Musimy jednak pamiętać, że podobne opinie poja­wiały się już gdy powstał
    SpaceX jak i po nie­uda­nych lądo­wa­niach pierw­szych Falconów”
    Nie tylko Space X.
    Nie zapo­mi­najmy ze zalozyl tez Paypall’a, Tesle, Solar­City.
    Slychac tez coraz wiecej o Hyper­loop.
    Poczatki byly rozne w przy­padku wszyt­kich inwe­sty­cji.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Syl­we­ster

    Za bardzo sku­pi­li­ście się na spe­cy­fi­ka­cjach tech­nicz­nych doty­czą­cych dostar­cze­nia tej setki stra­ceń­ców na Marsa, a nie zasta­na­wia­cie się co powinni zabrać — jaki sprzęt, jaką tech­no­lo­gię, by na tej planecie przeżyć. Przy­wie­zie­nie nasionek nie wystar­czy, potrzebna jest gleba. Dostar­cze­nie jej z Ziemi było by kosmicz­nie drogie. Stwo­rze­nie jej na Marsie, zajęło by dużo czasu — by ten czas wytrzy­mać trzeba targać z sobą więcej gotowego jedzenia, które także waży i jest kosmicz­nie drogie. To tylko jeden problem, a będzie ich więcej niż liczba członków eks­pe­dy­cji. Na przykład: sto osób wymaga obsługi lekarzy wszyst­kich spe­cjal­no­ści. Oczy­wi­ście — załoga będzie tak dobie­rana, by lekarze byli wśród nich, ale znowu, sprzęt medyczny wszyst­kich spe­cja­li­za­cji waży (Tutaj waga to synonim dużych, dużych wydatków).

    Moim zdaniem, cała ta grupa przed wylotem powinna dla próby, spędzić rok na Antark­tyce.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Jade

      Nawet to nie będzie porów­ny­walne, bo na Antark­tyce ludzie mają czym oddychać. Dole­ce­nie tam to zaledwie pierwszy etap. Spra­wie­nie, by ci ludzie tam przeżyli i w efekcie żyli w miarę nor­mal­nie to jest praw­dziwe wyzwanie. Krótko mówiąc, trzeba opra­co­wać takie tech­no­lo­gie, by kolonia mogła tam oddychać, mieć co pić, co jeść i by nie była wiecznie narażona na pro­mie­nio­wa­nie (Mars nie posiada pola magne­tycz­nego).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dominik Kurek

    Jeśli nie on, to Polska, bo czy dla obecnego rządu coś jest nie­moż­liwe?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Maciej

      Dla obenego rzadu prio­ry­tet to wspie­ra­nie czarnej mafii i sekty ojca Tadeusza. Kosmos jest dla nich takim samym abs­trak­tem jak Pegazy albo Centaury.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.stratfor.com/ Halder

    Jednak, na koniec dnia (jak to mówią Anglo­sasi), wszystko rozbija się o pie­nią­dze i finan­so­wa­nie. Nawią­zu­jąc trochę do postów użyt­kow­ni­ków Jade, xyo i kuby_wu to wygląda na to, że fak­tycz­nie “Facet wyraźnie powie­dział, że sam nie jest w stanie tego sfi­nan­so­wać i mowa o takiej kasie, którą jedynie rząd fede­ralny jest w stanie zapewnić”. Problem w tym, że siedząc trochę we współ­cze­snej geo­po­li­tyce, moim zdaniem będzie z tym problem, gdyż NASA nie jest – deli­kat­nie mówiąc – u szczytu potęgi, więc z pie­niędzmi rzą­do­wymi będzie kłopot (jak wiadomo NASA nie jest firmą prywatną). To już nie są pio­nier­skie czasy wyścigu kosmicz­nego, a Stanu Zjed­no­czone mają poważ­niej­sze wyzwania.
    Mam wrażenie, że pośred­nio NASA sama to przy­znaje, gdy z jednej strony słyszy się o ich pewnych nie­do­bo­rach finan­so­wych na niektóre programy, a z drugiej ogła­szają, że np. skupią się obser­wa­cji Marsa z Ziemi zamiast typowych misji kosmicz­nych: http://www.nature.com/news/nasa-rethinks-approach-to-mars-exploration-1.20758

    W dobie nara­sta­ją­cej kon­fron­ta­cji z Chinami, kiedy wszyst­kie środki są rzucane na zachodni Pacyfik i rozwój systemów idzie w tym kierunku ope­ra­cyj­nym (sekwe­stra­cja w siłach zbroj­nych + zarzu­ca­nie rozwoju sił lądowych), można by jeszcze przy­pusz­czać, że plany kosmiczne mogłyby być zaadap­to­wane pod wojsko, ale z drugiej strony Chiny posia­dają już zdolność strą­ca­nia sate­li­tów, toteż Ame­ry­ka­nie wdrażają trzecią kon­cep­cję off­se­tową, czyli schodzą z kosmosu (jeśli chodzi o systemy łącz­no­ści, komu­ni­ka­cji, namie­rza­nia, loka­li­za­cji) do niższych warstw atmos­fery, co wpływa na zmniej­sze­nie funduszy dla badań kosmicz­nych. Nadzieja jeszcze w tym, że aby zachować zdolność do pro­jek­cji siły, USA rozwija mocno lot­nic­two bojowe i odpo­wied­nie systemy (jak pocisk hiper­so­niczny), a to może iść w parze z synergią jeśli chodzi o szeroko pojętą aero­nau­tykę cywilną. Zoba­czymy.
    Nie chcę tu nad­mier­nie kry­ty­ko­wać pomysłów Elona Muska, gdyż uważam go za praw­dzi­wego wizjo­nera, ale z tym finan­so­wa­niem przez rząd byłbym ostrożny biorąc pod uwagę współ­cze­sne realia.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Dosłow­nie w ostat­nich tygo­dniach kongres uchwalił 20 mld dolarów kon­kret­nie na cel zało­go­wej misji na Marsa. Pytanie jak ten fundusz zostanie wyko­rzy­stany w praktyce.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yxo

      Witaj.

      “W dobie nara­sta­ją­cej kon­fron­ta­cji z Chinami (…) można by jeszcze przy­pusz­czać, że plany kosmiczne mogłyby być
      zaadap­to­wane pod wojsko, ale z drugiej strony Chiny posia­dają już
      zdolność strą­ca­nia sate­li­tów, toteż Ame­ry­ka­nie wdrażają trzecią
      kon­cep­cję off­se­tową, czyli schodzą z kosmosu…”

      Chciał­bym jednak zwrócić uwagę, że budżet nie­zbędny do dzia­ła­nia woj­sko­wych operacji w kosmosie nie jest aż taki duży, jak by się to mogło wydawać. Te pie­nią­dze mieszczą się w puli środków Sił Powietrz­nych USA a ich dys­po­nen­tem jest Dowódz­two Sił Kosmicz­nych, mające pod sobą kilka dywizji, co najmniej trzy duże poligony (z jakich wystrze­li­wane są rakiety na orbitę, albo i dalej; jednym z nich jest znany powszech­nie przy­lą­dek Cana­ve­ral, na którym NASA przejęła kawałek gruntu), kil­ka­na­ście pio­no­wych warsz­ta­tów, w których mon­to­wane są rakiety z pod­ze­spo­łów i skąd wypro­wa­dzane są na punkt startowy, nie licząc o infra­struk­tu­rze tele­in­for­ma­tycz­nej, centrach kontroli lotów i operacji doko­ny­wa­nych przez wynie­sione obiekty, tech­ni­kach, uczonych, a co dopiero zwykłych żoł­nier­zach i ich zwykłych samo­lo­tach trans­por­to­wych i myśliw­cach — w końcu to lot­nic­two, takowi też tam są i nie odpo­wia­dają wyłącz­nie za logi­stykę i ochronę konwojów).

      https://en.wikipedia.org/wiki/Air_Force_Space_Command

      Ame­ry­ka­nie cały czas coś wysyłają na orbitę, a wystrze­le­nia, nawet misji woj­sko­wych, są publicz­nie znane. Co najwyżej opis misji zawiera lako­niczną wzmiankę, że ładunek i jego prze­zna­cze­nie jest tajne (takich jest więk­szość — NASA jak coś wysyła w kosmos to przez współ­pracę z tymi właśnie woj­sko­wymi, NASA posiada jedynie własny plac startowy dla waha­dłow­ców, a skoro nimi nie lata, to sama już nie ma skąd i czym latać).

      W USA mamy do czy­nie­nia z kilkoma wojskami, nie tak jak u nas. Dowódz­two Sił Kosmicz­nych co prawda podlega pod sztab Sił Powietrz­nych (1 rodzaj wojska), ale ma własne pie­nią­dze, nie­za­leżne od innego “Dowódz­twa” zwią­za­nego bez­po­śred­nio z samo­lo­tami. Jedno z drugim się nie gryzie. A na dodatek są jeszcze samoloty na lot­ni­skow­cach — a to już zupełnie inny, nie­za­leżny budżet, nie związany z Siłami Powietrz­nymi, tylko z Marine Corps (inny rodzaj wojska). Zatem ci od kosmosu mają swoje pie­nią­dze, w tym także na rozwój i badania, nie­za­leż­nie od tego, czy na same samoloty wydaje się dużo, czy średnio. I im nie braknie, bo dzięki sate­li­tom i tak jest oszczęd­ność — zamiast wysyłać całe dywizje na ślepo, widać wyraźnie, gdzie jest cel, więc można sprawę załatwić wysy­ła­jąc małe oddziały i dosko­nale kon­tro­lu­jąc teren, wiedząc kiedy ich wycofać, w jaką stronę, a gdzie nad­cią­ga­jącą odsiecz prze­ciw­nika zbom­bar­do­wać itd. Satelita to podstawa, bez tego nie ma współ­cze­snego pola walki. Ja bym się o to tak bardzo nie martwił.

      Nato­miast co do NASA to nie ma sie co dziwić. Waha­dłowce były drogie i zawodne. Widząc, jak szybko rozwija się przemysł kosmiczny, jak wiele jest różnego rodzaju urządzeń na orbicie, jak przy­ra­sta liczba takich obiektów komer­cyj­nych, nauko­wych, liczba koniecz­nych napraw na orbicie, liczba misji zwią­za­nych ze stacjami kosmicz­nymi, bazo­wa­nie na waha­dłow­cach byłoby strzałem w swoją głowę — to zwiększa liczbę ich lotów, ich napraw, kon­ser­wa­cji, testów, a może nawet trzeba byłoby wszystko podnieść do potęgi roz­bu­do­wu­jąc flotę tych maszyn. A koszta olbrzy­mie, koszta obsługi samych waha­dłow­ców. Dlatego posta­wiono na “tanie” wojsko z ich “tra­dy­cyj­nymi” pio­no­wymi rakie­tami, których kon­cep­cja wywodzi się z II WŚ, “tanie” tj. finan­so­wane mecha­nicz­nie a nie przez widzi­mi­się poli­ty­ków i komisji oce­nia­ją­cych projekty naukowe i zaczęto zachęcać pry­wat­nych inwe­sto­rów, aby teraz oni szukali w bardziej zaawan­so­wa­nych pro­jek­tach kosmicz­nych zysku i poklasku.

      No i prywatny biznes zaczyna odpo­wia­dać. Jak na razie więk­szość firm żyje i tak z pie­nię­dzy podat­ni­ków, czerpiąc pie­nią­dze z grantów na badania nad nowymi tech­no­lo­giami, ale od czegoś trzeba zacząć. A ten facet zaczął z grubej rury i nie dziwię się, że chce kon­ku­ro­wać z NASA, które po zamknię­ciu programu waha­dłow­ców stało się absur­dal­nie roz­ro­śniętą biu­ro­kra­tycz­nie i admi­ni­stra­cyj­nie insty­tu­cją finan­su­jącą głównie astro­fi­zy­ków od czarnych dziur itd. W cale bym się nie zdziwił, gdyby mar­sjań­skie granty NASA wydała w rok na kon­fe­ren­cje i teo­re­tyczne wizje takich misji i nic poza tym. Niemniej jednak jeżeli Musk pozyska trochę pry­wat­nych inwe­sto­rów i zapre­zen­tuje przy­sło­wiowe pół rakiety, z pew­no­ścią jego pozycja w nego­cja­cjach z rządem fede­ral­nym będzie dia­me­tral­nie inna, niż obecnie. A finan­so­wa­nie publiczne może być reali­zo­wane jako nie­za­leżny od finansów NASA grant, ale też jako obda­rze­nie NASA większą gotówką i zlecenie, po przez NASA, reali­za­cji projektu Muskowi. Ja to przy­naj­mniej tak widzę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

    Jeszcze pół roku temu miałem Muska może nie za hochsz­ta­plera, ale na pewno za marzy­ciela i fantastę mie­rzą­cego siły na zamiary. Zwłasz­cza po jego pre­zen­ta­cji doty­czą­cej ITS — tej o której w artykule wyżej — którą uważałem za roz­pacz­liwą próbę przy­kry­cia pija­ro­wego kata­strofy jednego z Falconów.

    Jednak po przyj­rze­niu się bliżej tech­no­lo­giom SpaceX, zarówno już ist­nie­ją­cym (Falcon 9FT, Dragon), jak i roz­wi­ja­nym (Falcon Heavy, Raptor), oraz modelowi biz­ne­so­wemu SpaceX zmie­ni­łem zdanie.

    Może Muskowi nie uda się zbu­do­wa­nie ITS i kolo­ni­za­cja Marsa za jednym zamachem, ale powrót na Księżyc, budowa jakiegoś “Falcona Super­he­avy” o osiągach porów­ny­wal­nych z Saturnem V, wysłanie ludzi na Marsa wg projektu Mars Direct, jest jak naj­bar­dziej w jego zasięgu.Także finan­so­wym, bo SpaceX jest na dobrej drodze, aby przejąć sporą część komer­cyj­nych lotów w kosmos (satelity), czy zleceń NASA. W 2016 roku starty rakiet Muska sta­no­wiły 9,4% wszyst­kich startów z Ziemi. W obecnym, 2017, to już ponad 22%.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0