Język naukowy powinien być ostry jak brzytwa. Słownikowe wybiegi, na które wszyscy sobie pozwalamy na co dzień, w kontekście naukowym potrafią kompletnie zburzyć cały sens wywodu. Przyjrzyjmy się zatem siedmiu przykładom pojęć, nagminnie mylonym przez dziennikarzy, internautów, pisarzy, filmowców, a od czasu do czasu również przez nas samych.

1. Cząstka a cząsteczka

Pojęcia cząstki i czą­steczki stosują zamien­nie nie tylko laicy, ale również osoby związane bądź chcące być związane z nauką. Dosko­nale pamiętam wywiad doktorem nazy­wa­ją­cym siebie “psy­cho­lo­giem kwan­to­wym”, który podczas rozmowy kil­ka­na­ście razy używał sfor­mu­ło­wań typu “czą­steczki sub­a­to­mowe” czy “czą­steczki światła”.

czastki-i-molekulyO ile w rozmowie potocz­nej można przy­mknąć oko na cząst­ko­wa­nie i czą­stecz­ko­wa­nie, o tyle mówiąc o biologii, chemii a zwłasz­cza fizyce, nie powin­ni­śmy sobie na to pozwalać. Cząst­kami nazywamy naj­mniej­sze cegiełki budujące materię oraz prze­no­szące oddzia­ły­wa­nia. Często mówi się o cząst­kach ele­men­tar­nych – choć akurat ten przy­miot­nik wynika z zaszło­ści histo­rycz­nych i nie uwzględ­nia faktu, iż niektóre z tych cząstek posia­dają wewnętrzną struk­turę (np. proton i neutron składają się z kwarków). Z kolei czą­steczki, czy inaczej molekuły, to związki złożone z dwóch lub więcej atomów. Do czą­ste­czek będziemy zatem zaliczać CO2, H2O, czy H2SO4, a do cząstek – proton, neutron, elektron, neutrino czy foton. Chemicy mają tu większą swobodę i pozwa­lają na pod­cią­ga­nie obu grup pod termin “cząstka”, lecz działa to tylko w jedną stronę. Oznacza to, że cząstką mogli­by­śmy ewen­tu­al­nie ochrzcić molekułę DNA, ale na pewno nie powin­ni­śmy pod żadnym pozorem prze­mia­no­wy­wać elek­tronu lub fotonu na czą­steczkę (co uczynił wspo­mniany psy­cho­log). Oso­bi­ście pre­fe­ruję bez­pieczny rozdział na cząstki sub­a­to­mowe i czą­steczki-molekuły. Przy­naj­mniej na gruncie fizyki.

2. Czarna materia i ciemna dziura

Animacja przed­sta­wia­jąca zacho­wa­nie światła w pobliżu czarnej dziury.

Niby nic, a wkurza. Gdybym spo­rzą­dził jakąś sta­ty­stykę wypo­wie­dzi inter­nau­tów o astro­fi­zyce, jestem pewny, że co najmniej w połowie przy­pad­ków użyto nie­ist­nie­ją­cego okre­śle­nia “czarna materia”. Zdarzyło mi się również usłyszeć pytanie o to, czy “czarna dziura składa się z czarnej materii?”. Niby terminy podobne, związane z kosmosem i tajem­ni­czymi, intry­gu­ją­cymi tworami – ale nie mają ze sobą za wiele wspól­nego. Podobnie, użyte w ich przy­padku przy­miot­niki – “czarna” i “ciemna” – są różne nie bez powodu. Termin black hole, dla przekory ukuł słynny fizyk John Wheeler. Ku jego zdzi­wie­niu okazał się on strzałem w dzie­siątkę, bo idealnie oddawał istotę rzeczy. Nic, łącznie ze światłem, nie posiada dosta­tecz­nej pręd­ko­ści aby uciec spoza hory­zontu zdarzeń czarnej dziury – powin­ni­śmy więc mieć rze­czy­wi­ście do czy­nie­nia z obiektem abso­lut­nie czarnym. Pomijam tu oczy­wi­ście kwestie dysków akre­cyj­nych czy hipo­te­tycz­nego pro­mie­nio­wa­nia Hawkinga.

Nazwa dark matter, wskazuje raczej na enig­ma­tycz­ność i nie­uchwyt­ność poszu­ki­wa­nego typu cząstek wypeł­nia­ją­cych wszech­świat. W rze­czy­wi­sto­ści odpo­wied­niej­szy byłby tu mniej eks­cy­tu­jący termin: nie­wi­dzialna materia. Nie­wi­dzialna, ponieważ cząstki ciemnej materii – jeśli istnieją – na pewno ignorują oddzia­ły­wa­nie elek­tro­ma­gne­tyczne. Nie odbijają ani nie pochła­niają (więc nie mogą być czarne…) światła i nie ma sposobu na ich doj­rze­nie. Jedyne co możemy, to tropić ich ślady pozo­sta­wiane w polu gra­wi­ta­cyj­nym.

3. Rok świetlny jako miara czasu

Naprawdę, z góry Was prze­pra­szam, bo nie sądzę aby któ­ry­kol­wiek spośród czy­tel­ni­ków Kwantowo pozwolił sobie na tego typu omyłkę. Jednakże wiele osób wciąż uważa rok świetlny za ozna­cze­nie czasu, a nie odle­gło­ści. O jednym takim, wysoko posta­wio­nym deli­kwen­cie, wspo­mniał w swojej książce dyrektor SETI Frank Drake. Gdy przed­sta­wiał twar­do­gło­wemu kon­gres­me­nowi argu­menty za dofi­nan­so­wa­niem projektu, usłyszał “może za kilka lat świetl­nych”, co chyba miało być arcy­za­baw­nym żartem. Oczy­wi­ście rok świetlny to naj­wy­god­niej­sza i naj­czę­ściej spo­ty­kana, astro­no­miczna jed­nostka odle­gło­ści. Jeden rok świetlny to dystans prze­mie­rzany przez wiązkę światła w ciągu roku, czyli w praktyce około 9,5 biliona kilo­me­trów.

4. Masa a ciężar

massChyba więk­szość słow­ni­ków potwier­dzi, że takie słowa jak “ciężki” i “masywny” można trak­to­wać zamien­nie. Niestety gdy wcho­dzimy na grunt fizyki, musimy porzucić językową róż­no­rod­ność i do znu­dze­nia powta­rzać jeden z tych terminów. O ciężarze możemy myśleć jako o sile wywo­ła­nej przez gra­wi­ta­cję, ścią­ga­ją­cej nas ku środkowi Ziemi lub innego ciała nie­bie­skiego. Ciężar danego obiektu jest względny, zależnie od tego gdzie zostanie prze­pro­wa­dzony pomiar. Jak każde dziecko wie, skok osoby prze­by­wa­ją­cej na Księżycu będzie wyglądał zupełnie inaczej od tej, pró­bu­ją­cej oderwać się od powierzchni Ziemi. Siła przy­cią­ga­nia naszego satelity jest sze­ścio­krot­nie mniejsza od ziem­skiej, co oznacza, że prze­by­wa­jący na jego powierzchni astro­nauta nie będzie ważył 600 niutonów (tu mamy kolejną “pułapkę”, bo kilogram to jed­nostka… masy. Ciężar powin­ni­śmy wyrażać w jed­nost­kach siły, czyli niu­to­nach), a zaledwie około 100.

Masa to wbrew pozorom znacznie bardziej skom­pli­ko­wane pojęcie. Gdybyśmy posłu­chali wykładów eks­per­tów od fizyki rela­ty­wi­stycz­nej, fizyki teo­re­tycz­nej a zwłasz­cza fizyki cząstek ele­men­tar­nych, mogli­by­śmy złapać się za głowę już nigdy nie wracając do tematu. (Leon Lederman w jeden ze swoich książek dowodzi, że tak “proste” terminy jak masa, energia czy praca są w istocie naj­trud­niej­sze do wyja­śnie­nia). Nam wystar­czy naj­bar­dziej pospo­lita defi­ni­cja, okre­śla­jąca masę, jako ilość materii zawartej w danym ciele. W odróż­nie­niu od ciężaru, jest ona wła­sno­ścią bez­względną, nie­za­leżną od miejsca pomiaru. Ciało o większej masie w każdych warun­kach będzie nam trudniej popchnąć od ciała o masie mniej­szej – mówiąc łopa­to­lo­gicz­nie. Obie wartości pozo­stają ze sobą związane, bo siła gra­wi­ta­cji (wpły­wa­jąca na ciężar) rze­czy­wi­ście zależy od masy, ale nie są one tożsame.

5. Szybkość, prędkość, zwrot, kierunek

Wektory o tym samym kierunku, ale różnych zwrotach.

Wektory o tym samym kierunku, ale różnych zwrotach.

W przy­padku pojęć zwią­za­nych z szeroko rozu­mia­nym ruchem, rzecz ma się podobnie. Roz­ma­wia­jąc ze znajomym podczas jazdy samo­cho­dem, raczej nie silimy się na ter­mi­no­lo­giczny nazizm. Słowa prędkość i szybkość trak­tu­jemy jak synonimy, a kierunek wła­ści­wie zawsze mylimy ze zwrotem. Co do ostat­niego problemu, to naj­le­piej pod­su­mo­wuje go stary suchar:
Idzie student fizyki ulicą, zaczepia go sta­ruszka:
- Panie, do kościoła to dobry kierunek?
- Dobry babciu – odpo­wiada student.
Sta­ruszka odchodzi, a student do siebie:
- Kierunek dobry, ale zwrot prze­ciwny.
Tak naprawdę to co potocz­nie rozu­miemy jako ozna­cze­nie prze­by­tej drogi w danym czasie, w fizyce powinno być ozna­czane wyłącz­nie jako prędkość. Posypuję w tym miejscu głowę popiołem, ponieważ sam w kilku miej­scach – dla złamania języ­ko­wej mono­to­nii – wspo­mnia­łem o “szyb­ko­ści światła” zamiast o jego pręd­ko­ści. Dlaczego to niezbyt fortunne wyjście? Ponieważ szybkość w ścisłym zna­cze­niu tego pojęcia, odnosi się do zmian w wiel­ko­ściach ska­lar­nych, a nie wek­to­ro­wych. Z czystym sumie­niem możemy więc mówić o szyb­ko­ści zmian tem­pe­ra­tury, gęstości, ciśnie­nia i tak dalej. Z tego co obser­wuję zasada ta jest jednak coraz częściej igno­ro­wana i nawet w nie­któ­rych pod­ręcz­ni­kach autorzy pozwa­lają sobie na ter­mi­no­lo­giczną dowol­ność. Tyle dobrze, że akurat w tym przy­padku nie­ści­sło­ści nie prowadzą do więk­szych kom­pli­ka­cji.

6. Meteory i meteoryty

A teraz coś z astro­no­mii. Ten babol jest na tyle powszechny, że można go spotkać na każdym kroku. Pewien czy­tel­nik zwrócił mi uwagę cho­ciażby na polską wersję gry Heroes of Might & Magic III, gdzie wśród zaklęć magii ziemi figuruje Deszcz meteorów. Od razu przy­po­mniało mi się, że podobną nie­ści­słość kryją umie­jęt­no­ści cza­ro­dziejki z gry Diablo II, która również korzysta z meteoru. W obu przy­pad­kach mamy do czy­nie­nia z poci­skami spa­da­ją­cymi na wrogów z niebios – a zatem z mete­ory­tami, nie mete­orami. Jak infor­muje książka Astro­no­mia dla każdego, meteorem nazywamy zjawisko świetlne, wywołane obcym ciałem wni­ka­ją­cym w atmos­ferę Ziemi (popu­larne “spa­da­jące gwiazdy”). Jeżeli obiekt nie spłonie w atmos­fe­rze lecz uderzy w powierzch­nię Ziemi, to mówimy o mete­ory­cie.

7. Teoria a hipoteza


Ten błąd został już omówiony i to dość szeroko w tekście Hipoteza to nie teoria. Zapa­mię­taj!, do lektury którego oczy­wi­ście zachęcam. Uznałem jednak, że drobne przy­po­mnie­nie nie zaszko­dzi, ponieważ powszechne nie­ro­zu­mie­nie tych pojęć totalnie wypacza myślenie wielu osób. Ambaras wynika z prób zasto­so­wa­nia w nauce pojęcia teorii, w zna­cze­niu zaczerp­nię­tym z języka powszech­nego. Słownik PWN nam pod­po­wiada, iż teoria może być rozu­miana jako “teza jeszcze nie­udo­wod­niona lub nie­znaj­du­jąca potwier­dze­nia w praktyce”. Tak się składa, że w świetle meto­do­lo­gii naukowej tak możemy  zde­fi­nio­wać hipotezę.

Czym jest zatem teoria? Naj­kró­cej mówiąc to hipoteza, która pomyśl­nie przeszła proces wery­fi­ka­cji. Eks­pe­ry­men­tal­nie lub obser­wa­cyj­nie dowie­dziono jej słusz­no­ści i w tym momencie stanowi ona naj­peł­niej­sze wyja­śnie­nie danego zjawiska. Kiedy więc takie osoby jak Wojciech Cej­row­ski, rzucają w odnie­sie­niu do ewolucji czy teorii względ­no­ści formułą “to tylko teoria!”, nie tylko dają wyraz swojej kosmicz­nej igno­ran­cji w danej dzie­dzi­nie, ale przede wszyst­kim okazują jak bardzo nie ogar­niają istoty metody naukowej.

Ale Wam chyba nie muszę tego powta­rzać? =)
podpis-czarny


  • Tomek War­czy­kow­ski

    Niby oczy­wi­sto­ści, ale mało kto to wie 🙁

    Do punktu 6 dodałbym jeszcze mete­oro­idy – kosmiczne kamyki o wadze poniżej tony zanim wpadną w atmos­ferę Ziemi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ja w ogóle mam gdzieś szkic na temat wszyst­kich tego typu terminów astro­no­micz­nych: meteorów, mete­ory­tów, mete­oro­idów, asteroid, pla­ne­toid, bolidów itd. Jeszcze będzie okazja. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • moj_nick

    Dopi­sał­bym jeszcze bardzo częsty błąd pole­ga­jący na myśleniu, że słowo satelita jest rodzaju żeń­skiego.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Słusznie, ale to raczej czysto językowy lapsus, niż ter­mi­no­lo­giczny.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        W sumie jest to pokrętna zasadzka na Bogu ducha winnego osobnika posłu­gu­ją­cego się językiem polskim, w którym po prostu rze­czow­niki z końcówką -a to z zasady rodzaje żeńskie. O tym, że w tym przy­padku jest inaczej, można dowie­dzieć się tylko i wyłącz­nie słu­cha­jąc bądź czytając z zajadłą pasją popraw­nych stwier­dzeń o sate­li­tach, będących autor­stwa fachow­ców od sate­li­tów. A więk­szość osob­ni­ków posłu­gu­ją­cych się jakim­kol­wiek językiem, nie tylko polskim, z zajadłą pasją nie czytają ani nie wysłu­chują takich stwier­dzeń, co też czyni ich nie­oby­tymi w mean­drach takiej żar­go­no­wej nowomowy. Jeżeli ktoś spytałby się mnie o opinię, odpo­wie­dział­bym, że za błąd w tym przy­padku uznałbym raczej tak pod­stępne nazwanie w języku polskim “mniej masyw­nego ciała obie­ga­ją­cego ciało bardziej masywne”.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yxo

      Skoro temat poboż­nych życzeń roz­po­częty, to ja bardzo bym chciał z kolei coś o pędzie i momencie pędu i myleniu tego z pręd­ko­ścią. Ewen­tu­al­nie błąd pole­ga­jący na tłu­ma­cze­niu spinu cząstek ele­men­tar­nych jako wiro­wa­niu wokół własnej osi. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Ten drugi “błąd” musiał­bym zacząć kory­go­wać od… Stephena Hawkinga, który chyba jako pierwszy go spo­pu­la­ry­zo­wał, a od którego sam go kiedyś do któregoś tekstu zaczerp­ną­łem ;). Ale z per­spek­tywy czasu zgadzam się, że to raczej kiepskie wyja­śnie­nie tematu i praw­do­po­dob­nie w przy­szło­ści rze­czy­wi­ście coś o tym naskro­bię.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Fak­tycz­nie, w komen­ta­rzach dawno nic nie pisałem… być może powi­nie­nem był zacząć od przy­wi­ta­nia się 🙂 Zatem witaj!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Platyna

    Oto moje uwagi do artykułu doty­czą­cego ter­mi­no­lo­gii, który został mi pode­słany. Przy­pusz­czam iż poniższe stwier­dze­nie wynika z nie­zna­jo­mo­ści ter­mi­no­lo­gii sto­so­wa­nej w biologii i chemii:

    “O ile w rozmowie potocz­nej można przy­mknąć oko na cząst­ko­wa­nie i czą­stecz­ko­wa­nie, o tyle mówiąc o biologii, chemii a zwłasz­cza fizyce, nie powin­ni­śmy sobie na to pozwalać.”

    Otóż w biologii cząstka jest bytem supra­mo­le­ku­lar­nym, sku­pi­skiem czą­ste­czek, atomów czy jonów, nie sta­no­wią­cych związków che­micz­nych ale mającym pewne swoiste wła­ści­wo­ści, np. ele­men­tem kom­plek­sów enzy­ma­tycz­nych (w ten sposób jest ono argu­men­to­wane i używane m. in. przez prof. Z. Szwey­kow­ską). Pojęcie cząstka jest też sto­so­wana w biologii oraz chemii koloidów oraz w w nano­pla­zmo­nice — w dokład­nie tym samym zna­cze­niu. Stąd właśnie pojęcie cząstek ele­men­tar­nych wydaje się właściwe i ścisłe — pierwszy raz słyszę jakoby cząstki ele­men­tarne były pojęciem prze­sta­rza­łym. Zaś pre­zen­to­wane podej­ście wydaje się byt “szkolne”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ależ w żadnym wypadku nie jest to pojęcie prze­sta­rzałe w sensie nie­ak­tu­alne. Nie oddaje ono po prostu istoty rzeczy, bo gdy odkry­wa­li­śmy pierwsze cząstki budujące atom, nikt nie przy­pusz­czał, że mogą one skrywać wewnętrzną struk­turę. Skoro jednak hadrony składają się z mniej­szych ele­men­tów, to okre­śle­nie “ele­men­tarny” należy wziąć w cudzy­sło­wie. No chyba, że mówimy o lep­to­nach czy kwarkach, które na chwilę obecną rze­czy­wi­ście wydają się ele­men­tarne.

      Co do reszty, jak sama zauwa­ży­łaś, wkra­czasz na obszar raczej obcy dla laików i w meandry, które ja nie śmiałbym się tutaj zagłę­biać. Poprze­sta­łem dlatego na stwier­dze­niu, że w kon­tek­ście chemii rze­czy­wi­ście dopusz­cza się okre­śla­nie czegoś co fizyk nazwałby czą­steczką, mianem cząstki. I chyba zgodzisz się, że w drugą stronę, rze­czy­wi­ście taka zamiana nie ma racji bytu?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Platyna

        @disqus_OglWN6Vv2H:disqus przecież w tekście wyraźnie jest napisane że przy­miot­nik ele­men­tarny wynika “z zaszło­ści histo­rycz­nych”. Z tego co wiem obecnie cząstki ele­men­tarne to proton, elektron, neutron itd. a szerszy termin to cząstki sub­a­to­mowe. Nie sądzę aby laik nie był w stanie zro­zu­mieć pojęcia cząstki enzymu albo nano­cząstki albo cząstki w kolo­idzie (nawet dzieci to rozu­mieją gdy im opo­wia­dam o efekcie Tyndala, białkach w wodzie itd.). To jest częsty błąd popeł­niany w tłu­ma­cze­niu nauki “zwykłym” ludziom. Z tego co zro­zu­mia­łam wpis miał na celu wytłu­ma­cze­nie im co znaczą kon­kretne terminy. Suge­ro­wa­nie że cząstki odnoszą się wyłącz­nie do cząstek sub­a­to­mo­wych i nie ma tego pojęcia w chemii ani w biologii, nie jest właściwe i było tu kom­plet­nie nie­po­trzebne.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Przecież właśnie to napi­sa­łem. Ele­men­tarny tj. naj­mniej­szy, pod­sta­wowy, naj­prost­szy. A proton i neutron, o których wspo­mnia­łaś, składają się z czegoś jeszcze co wiemy od co najmniej pół wieku. Nie są one więc ele­men­tarne, choć więk­szość autorów nie mody­fi­ko­wała ter­mi­no­lo­gii i wszyst­kie cząstki sub­a­to­mowe określa jako ele­men­tarne. I nie mam zamiaru się tego czepiać, jedynie przy­po­mnia­łem, że to wynik zaszło­ści histo­rycz­nych. Trochę jak z atomem, który pier­wot­nie powinien oznaczać obiekt nie­po­dzielny, a jak na ironię, potra­fimy go roz­drab­niać coraz bardziej.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Jak dobrze rozumiem, kole­żanka sugeruje bardzo deli­kat­nie, że autor popełnił swego rodzaju gafę igno­ran­cji, insy­nu­ując, jakoby słowo “cząstka” była w nauce słowem zare­zer­wo­wa­nym wyłącz­nie dla bytów mniej­szych od czą­steczki. Jak się okazuje, w innym dziale nauki “cząstka” może być od tej czą­steczki większa. Niemniej jednak… z kon­tek­stu wynika, że autor wyłącz­nie kon­cen­truje się na zagad­nie­niach zwią­za­nych z fizyką. Zakłada, że domyśl­nie czy­tel­nicy rozu­mieją, że nie ma potrzeby tworzyć języ­ko­znaw­czego wstępu o pocho­dze­niu słów “cząstka” i “czą­steczka” i cyto­wa­niu auto­ry­te­tów różnych dziedzin nauki uży­wa­ją­cych tych określeń w różnych zna­cze­niach. Przykład jakiegoś psy­cho­tyka pra­wią­cego o “czą­stecz­kach światła”, dalsza treść artykułu, treść innych arty­ku­łów a nawet i nazwa bloga dość jed­no­znacz­nie zawężają kontekst artykułu wyłącz­nie do fizyki. Zatem trzeba przyjąć… że kole­żanka trochę pospiesz­nie wypro­wa­dziła ten zajadły, bez­par­do­nowy, agre­sywny atak na autora 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kakadu

      Trochę nie wiem ale po tym komen­ta­rzu nie wiem jeszcze bardziej. 😀 Czyli cząstki i czą­steczki to synonimy czy nie? Bo mimo wszystko mam wrażenie że tekst stwier­dza, że raczej nie a ten komen­tarz… chyba też? Tyle że z pewnymi wyjąt­kami.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kronos

        Nie wiem jak to jest w biologii. Na poli­tech­nice nato­miast jak powiesz, że atom składa się z czą­ste­czek to fizyk urwie ci głowę. Zapadło mi to dość mocno w pamięć.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Rozumiem przy­wią­za­nie do poli­tech­niki, niemniej jednak szczypta inte­lektu też w życiu bywa przy­datna. Jakoś trudno mi sobie wyobra­zić, aby ktoś na poli­tech­nice suge­ro­wał, że atom składa się z bio­lo­gicz­nie aktyw­nych cząstek enzy­ma­tycz­nych.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Platyna

        @kakadu Tekst jasno suge­ro­wał że pojęcie cząstki jest właściwe tylko dla cząstek sub­a­to­mo­wych, podczas gdy w biologii i chemii też są cząstki i nie są one sub­a­to­mowe — podałam przy­kłady.

        @Kronos nigdzie nie napi­sa­łam, że atom składa się z czą­ste­czek. Tu się roz­cho­dzi o cząstki nie czą­steczki.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kronos

        @Platyna Akurat nie do Ciebie kie­ro­wa­łem swoją wypo­wiedź, rzucałem tylko swobodną myślą. Ale skoro już piszesz to nie odczułem żeby tekst zasu­ge­ro­wał że cząstki to tylko cząstki sub­a­to­mowe bo przecież w dalszej części jest infor­ma­cja o tym, że chemia przy­biera różny punkt widzenia. Ja zresztą tego nie będę wery­fi­ko­wał bo zawsze byłem che­micz­nym dyle­tan­tem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Rac

    A mi zabrakło “liczby” i “ilości”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Dominik Kurek

      To raczej zagad­nie­nie języ­ko­znaw­cze. Ostatnio Ilość powszech­nie zastę­puje liczbę

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Zależy w jakim zna­cze­niu. “Ilość” ma jedno gene­ralne zna­cze­nie: jak dużo czegoś jest. Słowo “liczba” posiada dokład­nie to samo zna­cze­nie, być może nadane nieco przemocą przez współ­cze­sny, uliczny polski, ale jednak stosuje się oba te okre­śle­nia w takich kon­tek­stach zamien­nie. Załóżmy, że młodzież z lekcji szkol­nych wyniosła jedynie tyle, że pytania o to, “jaka liczba pierwsza, pod­nie­siona do potęgi wyra­żo­nej ułamkiem jej kwadratu i pier­wiastka… ” gene­ra­li­zuje na inne sytuacje, np. “jaka jest liczba czer­wo­nych samo­cho­dów na parkingu”, “jaka jest liczba wyra­ża­jąca godziny i, po dwu­kropku, minuty, wyświe­tlana na zegarku”, czy też “liczeb­ność na tej imprezie jest zajeb… “. Być może w jakimś stopniu jest to podobne do angiel­skich terminów, np. “ilość” odnosiło by się do wartości nie­po­li­czal­nych i bliżej nie­okre­ślo­nych, zaś “liczba” przede wszyst­kim do wartości poli­czal­nych. W końcu to “liczba”, można ją przed­sta­wić cyframi, poobli­czać. I tak docie­ramy do innego, drugiego zna­cze­nia słowa “liczba”, jakim ściśle posłu­gu­jemy się w mate­ma­tyce. Ciekawe, że język żyje i zmienia się (języ­ko­znawcy pewnie chętnie rzekliby, że ewoluuje, mimo pro­te­stów i znie­sma­cze­nia biologów), nadając nowe zna­cze­nia starym słowom… Gene­ral­nie ciekawe byłoby zebranie takich odnau­ko­wych słów i zoba­cze­nie, jak język potoczny znajduje dla nich codzienne, przy­ziemne zasto­so­wa­nie

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Syl­we­ster

    Skoro jesteśmy przy defi­ni­cjach, to nie sądzicie, że słowo “atom” (Z grec­kiego atomos — nie­po­dzielny) jest błędnie adre­so­wane? Dopóki nie wie­dzie­li­śmy, że atom składa się z mniej­szych cząstek, wszystko miało sens. Atomem powin­ni­śmy nazywać wcze­śniej elek­trony protony, neutrony i fotony, a obecnie fotony i kwarki — to one, na nasz stan wiedzy, są nie­po­dzielne.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yxo

      Drogi kolego, “atom” wciąż jest dosko­na­łym słowem na okre­śle­nie atomu. Cóż z tego, że z atomu można wydłubać elek­trony, protony i neutrony, zaś, jak się sądzi, z protonów i neu­tro­nów można by jeszcze próbować kwarki wytrze­pać? Otóż nic. Te kawałki, z jakich składają się atomy, nie mają już żadnych cech che­micz­nych, prze­stają być “rzeczą” i stają się raczej “pro­mie­nio­wa­niem”. Demokryt dzieląc mie­dziany łań­cu­szek na coraz mniejsze kawałki, krojąc mie­dziany pył na coraz mniejsze okruszki, otrzy­muje na koniec atom miedzi właśnie. Ale jak przekroi atom, to atomowe bebechy już miedzią nie są.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kacper

        >Te kawałki, z jakich składają się atomy, nie mają już żadnych cech
        che­micz­nych, prze­stają być “rzeczą” i stają się raczej >“pro­mie­nio­wa­niem”

        Dokład­nie. Trzeba jeszcze dodać, że aby de facto wydobyć kwarki z protonów i neu­tro­nów potrzeba nie­wy­obra­żal­nej tem­pe­ra­tury ok 10^12 Kelwinów. Jest to tak zwana plazma kwarkowo-gluonowa. W tej tem­pe­ra­tu­rze roz­kła­dowi ulegają nawet protony i neutrony.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mateusz Fryziel

    Jeszcze popu­lar­nym błędem jest nazywane Ciemna strona księżyca zamiast nie­wi­doczna strona księżyca

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • alex

      Oh, c’mon, przecież to jeden z naj­lep­szych albumów Floydów.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • swtoma

    Pole­mi­zo­wał­bym z opisem szyb­ko­ści. Rze­czy­wi­ście, jeśli chodzi o ruch, to szybkość jest sto­sun­kiem prze­by­tej drogi do czasu, jednak droga jest skalarem (droga = długość odcinka toru), a wektorem jest prze­miesz­cze­nie. Dla przy­kładu, jeśli poru­szamy się po okręgu i wracamy do punktu star­to­wego, to nasza szybkość średnia to 2 pi R / T (R — promień, T — czas ruchu), ale już prędkość średnia to 0 (wracamy do punktu począt­ko­wego, więc prze­miesz­cze­nie wynosi 0).
    W ogól­no­ści można powie­dzieć, że szybkość to wartość pręd­ko­ści (i tu roz­róż­nie­nie: prędkość może być ujemna — zwrot prze­ciwny niż rosnąca oś, a szybkość nie).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Przemek

    Odnośnie popraw­nego nazew­nic­twa to może razić użycie słowa bilion zamiast miliard. Częsty błąd ludzi bez­myśl­nie tłu­ma­czą­cych angiel­skie artykuły lub prze­pi­su­ją­cych z Wiki­pe­dii (pełnej źle prze­tłu­ma­czo­nych defi­ni­cji). Pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • GadQ

      A wiesz, że bilion to w języku polskim 1 000 miliar­dów (10^12) i został użyty w artykule popraw­nie?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://niewiarowski.it/ mar­sja­nin­zmarsa

      Pokaż mi jedną źle prze­tłu­ma­czoną defi­ni­cję na polskiej Wiki­pe­dii.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Michal Rosa

    “7 TERMINOLOGICZNYCH POMYŁEK, KTÓRE POPEŁNIAMY” — błąd w tytule jaki często jest popeł­niany. Ja takich błędów nie popeł­niam, a więc nie “popeł­niamy” ale “które są popeł­niane przez niektóre osoby”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kamil RO Dzióbek

    Napisz coś o teorii płaskiej Ziemi. Może śa w niej jakieś nie­ści­sło­ści? Tutaj masz mate­riały:
    youtube płaska ziemia naj­więk­szy sekret świata

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kamil RO Dzióbek

    Nauki nie ścisłe takie jak Biologia często mylą teorią hipotezę z teorią. Biolodzy często mówią “teoria ewolucji”, a powinni mówić hipoteza ewolucji.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Bucefał

      Taki sobie trolling.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Maddy

      Znaczy masz tego królika w pre­kam­brze?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Adi Sztuba

      ” mówią “teoria ewolucji”, a powinni mówić hipoteza ewolucji.” Ha ha ha, śmieszny żart. A teraz idź kup jakąś książkę o ewolucji i ją prze­czy­taj.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kamil RO Dzióbek

    Piszesz o ciemnej materii tak jakby ona naprawdę istniała. Nikt jej nie zaob­ser­wo­wał, a wiara w nią wynika z błędnego rozu­mie­nia.
    Po prostu kosmo­lo­dzy założyli, że galak­tyki muszą wirować zgodnie z prawami Keplera. Prawa Keplera jednak nie mają do nich zasto­so­wa­nia. Stosować te prawa można do małej ilości ciał które można trak­to­wać jako punkty (np układ sło­neczny). Nato­miast w galak­ty­kach jest wiele ciał i raczej nie należy tego uznawać za punkty, tylko za ciało o pewnej gęstości (bo gwiazdy w galak­tyce są gęsto upa­ko­wane). Prze­pro­wa­dzono już symu­la­cje kom­pu­te­rowe tego typu układów i wnioski są takie, że do nich nie mają zasto­so­wa­nia prawa Keplera, czyli po prostu nie ma ciemnej materii. No, ale o tym się nie pisze by kosmo­lo­dzy mieli forsę na poszu­ki­wa­nie ciemnej materii.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Kolego drogi, ale racz czytać ze zro­zu­mie­niem. Piszę: “Nie­wi­dzialna, ponieważ cząstki ciemnej materii – jeśli istnieją – na pewno ignorują oddzia­ły­wa­nie elek­tro­ma­gne­tyczne…” — co chyba jest dosta­tecz­nym pod­kre­śle­niem, że mowa o hipo­te­zie. Zresztą szerzej oma­wia­łem ją w innym tekście. Reszta tego co piszesz jest niestety bzdurą. Mamy alter­na­tywę w postaci hipotezy MOND i właśnie dopiero co ukazała się nowa inte­re­su­jąca praca na ten temat. Niczego się nie zamiata pod dywan, wszystko jest publi­ko­wane w pre­sti­żo­wych cza­so­pi­smach nauko­wych.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Tak przy okazji, ta kon­cep­cja MOND jest bardzo ciekawa. Wygląda sma­ko­wi­cie, bo zdaje się być pro­po­zy­cją znacznie prostszą, bardziej zgodną z duchem nauki w porów­na­niu do kon­cep­cji ciemnej materii, jak też w stosunku do niej posia­da­jącą cechy brzytwy Okhama. Prze­ska­ku­jąc stąd do tematu poboż­nych życzeń chciał­bym tamże dopisać, że zapewne byłoby bardzo inte­re­su­jące zobaczyć takie kon­fron­ta­cyjne zesta­wie­nie obu kon­cep­cji: ciemnej energii oraz zmo­dy­fi­ko­wa­nej dynamiki new­to­now­skiej, choćby w postaci łopa­to­lo­gicz­nej tabelki. Rozumiem jednak, że przy­go­to­wa­nie czegoś takiego może być poważnym wyzwa­niem, bowiem o ile o ciemnej materii piszą wszyscy, o MONDzie prawie nikt i trzeba byłoby się prze­gry­zać przez teksty strikte naukowe.… :/ Niemniej jednak rzucić “chceniem tematu” z pozycji czy­tel­nika zawsze można 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil RO Dzióbek

        Skoro tak napi­sa­łeś to prze­pra­szam. Oczy­wi­ście MOND to oszustwo, wystar­czy zwykła dynamika Newtona, nie trzeba jej mody­fi­ko­wać.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Dominik Kurek

      Gwiazdy z nie­wy­obra­żal­nymi odle­gło­ściami między sobą są gęściej upa­ko­wane niż planety?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yxo

      Prze­pra­szam, może czegoś nie rozumiem, ale jak wiro­wa­nie galaktyk można tłu­ma­czyć prawami Keplera? O ile mnie pamięć nie myli, prawa te mówią o tym, że planeta okrąża gwiazdę po elipsie a nie okręgu, że prędkość z jaką to czyni jest zmienna (w pobliżu gwiazdy szybciej ją okrąża) i że stosunek pewnych dwóch zmien­nych opi­su­ją­cych taki ruch planety jest stały. Zatem moje pytanie brzmi: w jaki sposób prawami opi­su­ją­cymi okrą­ża­nie gwiazdy przez jakieś ciało nie­bie­skie można próbować wyja­śniać różnice pręd­ko­ści w wiro­wa­niu galaktyk spi­ral­nych, a jeszcze na dodatek wiązać to z ciemną materią? Korzy­sta­jąc ze spo­sob­no­ści chciał­bym też zadać pytanie o to, o co chodzi z tymi punktami? Przecież Kepler sfor­mu­ło­wał swoje prawa wprost w stosunku do planet Układu Sło­necz­nego, które swoimi roz­mia­rami bez­sprzecz­nie prze­wyż­szają jak­kol­wiek rozu­miane punkty? Punkt przecież jest takim abs­trak­cyj­nym kon­struk­tem geo­me­trycz­nym, którego rozmiar — jak pod­po­wiada mi intuicja — jest war­to­ścią dążącą do jakiejś liczby nie­wy­obra­żal­nie mniej­szej od jedynki, do nie­skoń­czo­nej liczby zer po prze­cinku za zerem w miejscu wartości cał­ko­wi­tych. Zresztą punkt, jako obiekt nie­ist­nie­jący rze­czy­wi­ście, nie ma masy ani gęstości, a tym­cza­sem planety masę i gęstość mają, jak naj­bar­dziej słuszną i odpo­wied­nią w stosunku do swych roz­mia­rów. Bez względu jak bym ten problem nie próbował ugryźć, mam wrażenie, że prawa Keplera mimo wszystko dotyczą właśnie obiektów masyw­nych i mających pewną okre­śloną gęstość, nawet jeżeli by tę gęstość ujmować jako względne odle­gło­ści pomiędzy poszcze­gól­nymi pla­ne­tami (jak to pró­bu­jesz defi­nio­wać w swoim nawiasie o upa­ko­wa­niu). Mam wrażenie, że prawa Keplera nie mogą dotyczyć żadnych punktów i odnoszą się wyłącz­nie do dużych i ciężkich obiektów o pewnej gęstości “własnej”, czy też gęstości “upa­ko­wa­nia”. W moim ostatnim pytaniu chciał­bym jeszcze poprosić o wyja­śnie­nie, o jakie symu­la­cje kom­pu­te­rowe chodzi, bowiem trudno mi namie­rzyć podmiot okre­ślany przez sfor­mu­ło­wa­nie “tego typu układów”. Czy nie chodzi przy­pad­kiem po prostu o to, że prze­pro­wa­dzono już symu­la­cje galaktyk jako prze­strzeni wypeł­nio­nej gwiaz­dami? Na koniec, zupełnie na mar­gi­ne­sie, chciał­bym jeszcze zauważyć, że stopień “upa­ko­wa­nia” gwiazd w galak­tyce
      jest, a przy­naj­mniej mnie się taki wydaje, względny. Powie­dział­bym
      wręcz, że gwiazdy w cale nie są gęsto upa­ko­wane, skoro odle­gło­ści między
      nimi wyzna­czamy w latach świetl­nych, a w wielu miej­scach galak­tyki
      wręcz w nastkach i dzie­siąt­kach lat świetl­nych (pomijam tutaj kwestię
      bli­sko­ści skład­ni­ków układów podwój­nych, potrój­nych itp.).

      Z góry dziękuję, bardzo dziękuję, za pomoc w wyja­śnie­niu moich wąt­pli­wo­ści i zna­le­zie­niu odpo­wie­dzi na powyższe pytania. Pozdra­wiam.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil RO Dzióbek

        Jak jest kula (np. Ziemia) to dla fizyków punkt w jej środku generuje całą gra­wi­ta­cję. Ziemia zostaje zni­we­lo­wana do punktu. U Newtona to widać “Zasady dynamiki Newtona są sto­so­wane do punktów mate­rial­nych, które są ide­ali­za­cją rze­czy­wi­stych ciał, w tym sensie, że wielkość i kształt ciała obiektu są zanie­dbane. Odpo­wiada to ciałom które są małe w porów­na­niu do odle­gło­ści między nimi, a odkształ­ce­nia i obrót ciała są bez zna­cze­nia. W ten sposób, nawet planeta może być trak­to­wana jako punkt mate­rialny przy analizie ruchu orbi­tal­nego wokół swojej gwiazdy.” Z zasady dynamiki Newtona można wypro­wa­dzić praw Keplera.

        Galak­tyki to takie zbiory gwiazd które krążą wokół centrum galak­tyki, tak jak planety krążą wokół Słońca. Tylko, że w galak­ty­kach jest więcej gwiazd niż planet w naszym układzie. Skoro to wła­ści­wie to samo to powinno się dać zasto­so­wać prawa Keplera do galaktyk. Tak pomy­śleli ludzie od ciemnej materii. Bo w końcu miedzy gwiazdą i planeta różnica tylko taka, że ta druga nie świeci. Tak samo generują gra­wi­ta­cję.

        Prawa Keplera opisują pośred­nio prędkość poru­sza­nia się ciał. Tylko, że ta prędkość nie zgadzała się z ruchem gwiazd w galak­ty­kach. Więc kolesie założyli, że musi być jakaś dodat­kowa masa, tylko że ona jest nie­wi­dzialna. Tą materię nazwali ciemną materią. Czyli ciemna materia zrodziła się z błędnego zało­że­nia, że gwiazdy w galak­ty­kach poru­szają się po keple­row­skich orbitach.

        W prawach Keplera widać, że nie uwzględ­niają one oddzia­ły­wa­nia planeta-planeta. Te oddzia­ły­wa­nia są pomi­jalne bo masy planet są małe w porów­na­niu ze Słońcem. Planety będą poruszać się po keple­row­skich orbitach kiedy w centrum będzie bardzo masywny obiekt. Masa planet będzie mała i będzie ich mało.

        Przy układzie sło­necz­nym i innych układach gwiezd­nych można zanie­dbać oddzia­ły­wa­nie planeta-planeta. Jeśli jednak mamy galak­tykę to nie możemy tylko brać oddzia­ły­wa­nia gwiazda-centrum galak­tyki, tylko trzeba wziąć jeszcze oddzia­ły­wa­nia każda gwiazda z każdą gwiazdą. Gdy się te oddzia­ły­wa­nia uwzględni to uzyska się taki sam ruch bez ciemnej materii.

        Jak spoj­rzymy na układ sło­neczny to masa będzie tam skupiona wła­ści­wie w jednym punkcie — centrum Słońca. Jak spoj­rzymy na na zdjęcie galak­tyki to zoba­czymy ciągłe roz­ło­że­nie masy bo tych gwiazd jest wiele, że niemożna jednej od drugiej odróżnić.

        Symu­lo­wano chyba do tysiąca ciał z lekkim ciąłem cen­tral­nym. Teraz nie mogę tego znaleźć.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yxo

        Dziękuję. Punkty mate­rialne, ok, niech będzie. Wciąż jednak nie rozumiem, dlaczego prawa Keplera miałyby mieć zasto­so­wa­nie do galak­tyki?

        Prawa X stosują się do Z1. Aby stu­den­tom na ćwi­cze­niach było lżej i aby sobie roz­wią­zy­wali czyste wzory z pod­ręcz­nika, spro­wa­dzamy całą rzecz do abs­trak­cji mate­ma­tycz­nej i nie wnikamy w wiele innych rze­czy­wi­stych zależ­no­ści i wpływów, jakie mają miejsce w fak­tycz­nym świecie. Zresztą czemu nie? Prawa X są same w sobie abs­trak­cją mate­ma­tyczną. Tak więc rezy­gnu­jemy z umiesz­cze­nia Z1 w szerszym kon­tek­ście. W tym rezy­gnu­jemy z wza­jem­nych inte­rak­cji między kolej­nymi Z1a, Z1b, Z1c … Z1n (zresztą prawo X nic na ten temat nie mówi, nawet nie zakłada, że jest więcej Z1 niż jedna sztuka). Wszyst­kie te Z1 trak­tu­jemy jako punkty mate­rialne.

        Dalej, jest kolejne ciekawe zjawisko, Z2. Dość podobne. Zatem bierzemy prawa X i sto­su­jemy do Z2. Sto­su­jemy cały ten reduk­cyjny for­ma­lizm mate­ma­tyczny: igno­ru­jemy wszystko, w tym wzajemne inte­rak­cje między kolej­nymi Z2a, Z2b, Z2c … aż do … Z2n jak i wszyst­kich tych n-tych Z2 pozba­wiamy roz­mia­rów, trak­tu­jąc je jako punkty mate­rialne. Tyle że teraz, kurka wodna, nic się nie sprawdza! Nagle chcemy, aby nasze czysto abs­trak­cyjne wyli­cze­nia zaczęły się zgadzać z obser­wa­cjami i wychodzi nam, że poza czystym abs­trak­cyj­nym for­ma­li­zmem praw X wypada uwzględ­nić też wiele, wiele innych zjawisk, w tym wzajemne inte­rak­cje między Z2a, Z2b, Z2c .. Z2n!

        Czy to spra­wie­dliwe, że dla Z1 rezy­gnu­jemy z sze­ro­kiego kon­tek­stu faktów, ale dla Z2 musimy je przyjąć?

        Co się stanie, jeżeli dla Z1 przyj­miemy takie szeroki kontekst? Cóż, uwzględ­nia­jąc obecność wielu planek w Układzie Sło­necz­nym, ich wzajemne inte­rak­cje, wpływy księ­ży­ców, sztucz­nych sate­li­tów jak i ruch Słońca wokół centrum Drogi Mlecznej, wyjdzie nam, że prawa X wciąż się mają dobrze.

        Ergo, prawa X są dobre dla Z1, ale nie są dobre dla Z2. Sama pro­ce­dura porów­na­nia zasto­so­wa­nia praw X do Z1 i Z2 jest nie­kon­se­kwentna. Wnioski w Twojej wypo­wie­dzi nie wynikają z prze­sła­nek, bowiem w prze­słan­kach tkwi mani­pu­la­cja, nie­kon­se­kwen­cja i błędy logiczne. Z tego co piszesz wynika jasno, że mówisz o dwóch różnych zja­wi­skach, w których jedno i to samo prawo X dobrze opisuje tylko jedno z nich, ergo w drugim potrzeba czegoś innego.

        Teraz pozwolę sobie zacy­to­wać: “Prawa Keplera opisują pośred­nio prędkość poru­sza­nia się ciał. Tylko, że 
        ta prędkość nie zgadzała się z ruchem gwiazd w galak­ty­kach.” Za takie zdanie, już w szkole średniej, przy­słu­guje pała. I to z wykrzyk­ni­kiem. Dlaczego?
        1. Prawa Keplera opisują zjawisku ruchu PLANETY wokół poje­dyn­czej gwiazdy. Ktoś, kto łączy słowa “prawa Keplera” z “ruchem gwiazd w galak­ty­kach” zdradza defi­ni­tyw­nie, że nie zna defi­ni­cji praw Keplera i ich nie rozumie.
        2. Prędkość gwiazd wokół centrum galak­tyki jak naj­bar­dziej zgadza się z pod­sta­wo­wymi prawami Newtona regu­lu­ją­cymi ruch masyw­nego obiektu wokół czegoś bardziej masyw­nego. Gwiazdy nagle nie zmie­niają zwrotu swojego kierunku, bądź kierunku samego w sobie, nie ulatują do innych galaktyk itd. Te same prawdy fun­da­men­talne leżą u podłoża ruchu planet wokół Słońca (i praw Keplera) jak i ruchu gwiazd wokół centrum galak­tyki.
        3. Tym, co jest dziwne w ruchu gwiazd w galak­tyce, jest to, że wraz z odle­gło­ścią od środka galak­tyki, prędkość okrą­ża­nia tego środka przez gwiazdy nie maleje. Zatem prosty wniosek, trzeba to liczyć inaczej, niż z kla­sycz­nego prawa Newtona, bądź też, jeżeli prawo to jest ok, należy znaleźć inne źródło pręd­ko­ści tych gwiazd na pery­fe­riach.

        To zaś rodzi kolejną wąt­pli­wość w sto­so­wa­niu praw Keplera do opisu takich zjawisk, cho­ciażby z tej prostej przy­czyny, że prawa Keplera nie mówią niczego o coraz odle­glej­szych orbitach, po których planety okrążają gwiazdę, a tym samym, nie miałyby nic do powie­dze­nia o gwiaz­dach na pery­fe­riach galak­tyki. Nikt, kto myśli trzeźwo i logicz­nie, nie ubz­du­rałby sobie, aby brać te prawa Keplera do opisu utrzy­my­wa­nia się pręd­ko­ści wraz z odle­gło­ścią gwiazd od centrum galak­tyki. Nie tylko dla tego, że nie ma to sensu ter­mi­no­lo­gicz­nego, histo­rycz­nego i teo­re­tycz­nego (jak wspo­mnia­łem, już w szkole średniej byłaby za taki pomysł pała), ale i nie ma to żadnego sensu fizycz­nego i mate­ma­tycz­nego.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil RO Dzióbek

        “1. Prawa Keplera opisują zjawisku ruchu PLANETY wokół poje­dyn­czej gwiazdy. Ktoś, kto łączy słowa “prawa Keplera” z “ruchem gwiazd w galak­ty­kach” zdradza defi­ni­tyw­nie, że nie zna defi­ni­cji praw Keplera i ich nie rozumie. ”

        Nie ma zna­cze­nia histo­ryczna defi­ni­cja. W fizycz­nym sensie tam zamiast planety można wstawić kometę, czarną dziurę, gwiazdę lub stację MIR. Astro­no­mo­wie obser­wo­wali układ Sło­neczny oparty na prawach Keplera. Jak zaczęli oglądać galak­tyki to z rozpędu sto­so­wali do nich też prawa Keplera. Więc prawa Keplera do galaktyk mają swoje uza­sad­nie­nie histo­ryczne. Tak, astro­no­mo­wie nie rozu­mieli praw Keplera, a raczej ich ogra­ni­cze­nia, dlatego sto­so­wali je do galaktyk. Właśnie dlatego, że galak­tyki nie chciały spełniać praw Keplera wpro­wa­dzono ciemną materię, która niby miała zabur­czeć zdrowy i normalny ruch keple­row­ski. Ciemna materia wiąże się z prawami Keplera. Proszę sobie wpisać w Google “dark mater Kepler law”.

        “2. Prędkość gwiazd wokół centrum galak­tyki jak naj­bar­dziej zgadza się z pod­sta­wo­wymi prawami Newtona regu­lu­ją­cymi ruch masyw­nego obiektu wokół czegoś bardziej masyw­nego. Gwiazdy nagle nie zmie­niają zwrotu swojego kierunku, bądź kierunku samego w sobie, nie ulatują do innych galaktyk itd.”

        No przecież sam przy­zna­jesz w punkcie 3, że pro­ble­mem są liczby, czyli pręd­ko­ści. Nawet ci co mówią, że ciemnej energii nie ma, twierdzą wtedy, że prawa Newtona dla galaktyk nie działają i trzeba wpro­wa­dzić zmo­dy­fi­ko­wane prawa Newtona (hipoteza MOND). Prawda jest jednak taka że nie trzeba tego robić. I to wykazały symu­la­cje.

        “Nikt, kto myśli trzeźwo i logicz­nie, nie ubz­du­rałby sobie, aby brać te prawa Keplera do opisu utrzy­my­wa­nia się pręd­ko­ści wraz z odle­gło­ścią gwiazd od centrum galak­tyki. ”
        Daj już spokój astro­no­mom, każdy może się pomylić. Problem jest że nie napra­wiają swojej pomyłki z ciemna materią.

        O tym pro­ble­mie i związku tego z prawami Keplera: wpisz w google: “Ciemna materia — pomyłki ein­ste­ina i nie tylko” i pobierz z pierw­szej strony PDF. Tam to jest wszystko ładnie wytłu­ma­czone po Polsku. Koleś nie liczył inaczej niż z Newtona i nie zakładał ciemnej materii.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kacper

      >Piszesz o ciemnej materii tak jakby ona naprawdę istniała. Nikt jej nie zaob­ser­wo­wał, a wiara w nią wynika z błędnego >rozu­mie­nia

      To, że do dziś nikt jej nie zaob­ser­wo­wał nie znaczy, iż nie istnieje. Jeszcze niedawno nie można było zaob­ser­wo­wać neutrin, które bardzo słabo reagują z materią. W przy­padku ciemnej materii te oddzia­ły­wa­nia mogą być jeszcze słabsze. Tak więc zaob­ser­wo­wa­nie jej może być nie­zwy­kle trudne pomimo, iż jest jej znacznie więcej od “zwykłej” świe­cą­cej materii. Zresztą przez nasze ciała w każdej sekun­dzie prze­cho­dzi ok kilka set miliar­dów neutrin w tym może jedno zare­aguje z atomem naszego ciała. Zresztą te cząstki ele­men­tarne były na początku nawet kan­dy­da­tem na ciemną materię no ale okazało się, że nie wnoszą jednak wystar­cza­ją­cej masy. Ostatnio odkryto nową cząstkę pro­to­fo­biczny Bozon X, który może być pomostem do oddzia­ły­wa­nia z ciemną materią czy też wchodzić w jej skład. A naj­cie­kaw­sze, że może prze­no­sić kolejne oddzia­ły­wa­nie w przy­ro­dzie. Z tym, że to dopiero będzie potwier­dzane ist­nie­nie samej nowej cząstki ele­men­tar­nej. Kolejnym kan­dy­da­tem mogą być hipo­te­tyczne cząstki aksjony.

      Być może wynika to z błędnego rozu­mo­wa­nia ale naj­bar­dziej tęgie głowy tego świata nie wyklu­czają jej tak kate­go­rycz­nie jak Ty.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dominik Kurek

    Język naukowy winien być ostry jak brzytwa.. Ockhama.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Michel

    Bardzo, ale to bardzo nie podoba mi się używanie słowa ‘nazista’ do okre­śla­nia osoby, może czasami prze­sa­dza­ją­cej z popra­wia­niem innych w kwestii popraw­no­ści języ­ko­wej, ale jednak często mającej rację. Uważam, że nad­uży­wa­nie tego słowa do okre­śla­nia jakiś skraj­no­ści jest wielkim błędem, bowiem wydaje mi się, że ‘zmiękcza’ to zna­cze­nie tego słowa powo­du­jąc, że staje się banalne i traci na swoim zna­cze­niu. Nie sądzę, żeby któ­ra­kol­wiek z osób tak nazwa­nych lub nazy­wa­ją­cych innych, sama nazwa­łaby siebie nazistą, choćby orto­gra­ficz­nym, czy ter­mi­no­lo­gicz­nym…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      “Nie sądzę, żeby któ­ra­kol­wiek z osób tak nazwa­nych lub nazy­wa­ją­cych innych, sama nazwa­łaby siebie nazistą, choćby orto­gra­ficz­nym, czy ter­mi­no­lo­gicz­nym…”
      Powiedz to tysiącom inter­nau­tów uży­wa­ją­cych tzw. user­ba­rów w pod­pi­sach na forach, w których chwalą się byciem “gram­mar­nazi” lub doda­ją­cym do swoich wypo­wie­dzi takowy hasztag. Oczy­wi­ście może Ci się coś takiego nie podobać, możesz to uważać za kary­godne, ale błędem to nie jest. Mamy do czy­nie­nia po prostu z memem, może kon­tro­wer­syj­nym i opartym na czarnym humorze — i może się nie podobać — ale z memem. Przy popu­lar­nym “poland­ballu” piłka sym­bo­li­zu­jąca Polskę ma odwró­cone barwy: to też nie błąd a celowy zabieg autorów. https://uploads.disquscdn.com/images/6c809adb9cf41f1f9ed97c02a44d634732750a7f99c31de7214d6094f5e4841d.jpg

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Alek­san­dra Kardaś

    W przy­padku fizyki atmos­fery pojawia się jeszcze “cząstka powie­trza”, czyli myślowo wyod­ręb­niona objętość powie­trza (po angiel­sku “air parcel”, ale “paczka powie­trza” jakoś się nie przyjęła ^_^).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • nbiaay

    Skoro nie mówimy o “deszczu kałuż” to czemu mamy mówić o “deszczu mete­ory­tów”?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kronos

      Jeśli już to raczej powi­nie­neś mówić ana­lo­gicz­nie o deszczu kraterów. Może wystąpić zarówno deszcz meteorów jak i mete­ory­tów, zależnie od tego czy spadną na Ziemię czy nie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Piotr S

    “W obu przy­pad­kach mamy do czy­nie­nia z poci­skami spa­da­ją­cymi na wrogów z niebios – a zatem z mete­ory­tami, nie mete­orami.” Pozwolę sobie nie zgodzić się z powyż­szym. Mię­dzy­na­ro­dowa Unia Astro­no­miczna dopusz­cza sto­so­wa­nie nazwy meteor zarówno do zjawiska jak i samego fizycz­nego obiektu. Czyli deszcze meteorów jest jak naj­bar­dziej poprawne przy­naj­mniej dopóki nie dolecą do powierzchni ziemi 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Hendra

    Myślę, że spo­koj­nie dodałbym zamienne użycie słów “obliczyć” i “policzyć”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Maddy

    Odwiecz­nie dopro­wa­dza­jące mnie do szału: naj­mniej­sza linia oporu.
    Poddałam się, prze­sta­łam popra­wiać. Czarna rozpacz.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0