“Państwo środka uzyskało właśnie tech­no­lo­gię, dzięki której może się komu­ni­ko­wać nawet w kosmosie z pręd­ko­ścią wyższą, niż prędkość światła”. Taką rewe­la­cję zaser­wo­wał czy­tel­ni­kom jeden z czo­ło­wych polskich portali. A mnie trafia szlag.
Tuzin osób, w tym czy­tel­ni­ków oraz innych blogerów, pode­słało mi link do piąt­ko­wego artykułu Chiń­czycy prze­go­nili świat, opu­bli­ko­wa­nego przez Wir­tu­alną Polskę. Chciwie rzuciłem się do czytania, lecz nim minąłem wstęp, już się we mnie zago­to­wało. Oto redaktor zasu­ge­ro­wał na samym początku tekstu, że Chiń­czycy osią­gnęli rzecz nie­praw­do­po­dobną: nauczyli się prze­sy­łać infor­ma­cję z pręd­ko­ścią nad­świetlną. Dokład­nie użył słów: “tech­no­lo­gia, dzięki której można się komu­ni­ko­wać nawet w kosmosie z pręd­ko­ścią wyższą, niż prędkość światła”. Naprawdę nieźle. Skon­stru­owany przez Azjatów satelita zno­kau­to­wałby tym samym szcze­gólną teorię względ­no­ści oraz zasady mecha­niki kwan­to­wej, jednym ciosem! 

Problem polega na tym tym, że autor tę infor­ma­cję zmyślił. Naj­wy­raź­niej uznał za stosowne pod­ko­lo­ry­zo­wać newsa mówią­cego o zupełnie innym mecha­ni­zmie.

splatanie2Ale zanim doj­dziemy do tego nad czym naprawdę pracują Chiń­czycy, wytłu­maczmy sobie dlaczego pan redaktor, dla dobra wszyst­kich, nigdy więcej nie powinien dotykać kla­wia­tury. Oczy­wi­ście myśląc o hiper­szyb­kiej, czy nawet natych­mia­sto­wej komu­ni­ka­cji, od razu przy­cho­dzi nam do głowy słynny eks­pe­ry­ment EPR i kwestia stanu splą­ta­nego. To nie­sa­mo­wite zjawisko wynika z tzw. nie­lo­kal­no­ści. Dwie splątane cząstki pozo­stają ze sobą cał­ko­wi­cie związane, kom­plet­nie igno­ru­jąc taki szczegół jak cza­so­prze­strzeń. Zmiana stanu fotonu A, pociąga zmianę fotonu B od razu, bez żadnej zwłoki, nie­za­leż­nie od dzie­lą­cych je odle­gło­ści (szersze opra­co­wa­nie tematu znaj­dzie­cie tutaj).

Jednakże, choć splą­ta­nie pozo­staje feno­me­nem i zapewne przy­nie­sie nam wiele dobrego, nie nadaje się do komu­ni­ka­cji. Dlaczego? Wyobraźmy sobie, że posia­damy labo­ra­to­rium na Marsie, a w nim foton A sko­re­lo­wany z fotonem B obecnym na Ziemi. Jeśli jeden z nich ma pola­ry­za­cję pionową, to natych­miast dowia­du­jemy się o prze­ciw­staw­nej pola­ry­za­cji drugiego. Bardzo atrak­cyjna wła­ści­wość, ale skrywa wsty­dliwą tajem­nicę. Każda z cząstek, a nawet każdy obiekt należący do mikro­świata, podlega regułom kwan­to­wym. W tym przy­padku, naj­bar­dziej inte­re­suje nas fakt, pozo­sta­wa­nia fotonów w stanie super­po­zy­cji. Niczym kot Schrödin­gera, kwant światła stanowi efe­me­ryczną hybrydę obu stanów jed­no­cze­śnie. Foton A przy­bie­rze zatem kon­kretną pola­ry­za­cję dopiero w momencie pomiaru. Otwie­ramy pudełko i stwier­dzamy – “O, pola­ry­za­cja pozioma!” – wiedząc już, że foton na Czer­wo­nej planecie właśnie wybrał odwrotną, pola­ry­za­cję pionową.

Zapewne dostrze­gli­ście już man­ka­ment tego zjawiska. Prze­słana “infor­ma­cja” ma cha­rak­ter losowy, a zatem nie można za jej sprawą prze­my­cić żadnej uży­tecz­nej treści. Nie ste­ru­jemy stanami kwan­to­wymi, potra­fimy jedynie dokonać pomiaru, redu­ku­jąc stan obu cząstek do kon­kret­nych postaci. Nawiasem mówiąc, to bardzo natu­ralny mecha­nizm. Poten­cjalne prze­sy­ła­nie wia­do­mo­ści z pręd­ko­ściami nad­świetl­nymi, ozna­cza­łoby de facto słanie ich w prze­szłość, co z kolei spro­wa­dzi­łoby na nas masę para­dok­sów.

Chiń­czycy oczy­wi­ście nie pró­bo­wali postawić fizyki teo­re­tycz­nej na głowie. Ich kon­struk­cja dotyczy zasto­so­wa­nia mecha­niki kwan­to­wej w zupełnie innym celu. Mia­no­wi­cie posta­wili oni kolejny kroczek, do opa­no­wa­nia nowa­tor­skiej tech­no­lo­gii szy­fro­wa­nia kanału komu­ni­ka­cyj­nego. W kla­sycz­nej kryp­to­gra­fii obie strony posia­dają klucz pozwa­la­jący im na przy­po­rząd­ko­wa­nie poszcze­gól­nym znakom oznaczeń i odczy­ta­nie prze­sy­ła­nej wia­do­mo­ści. Sam szyfr może być bardzo skom­pli­ko­wany, ale super­kom­pu­ter z odpo­wied­nią ilością czasu w końcu znajdzie sposób na złamanie kodu.

Pio­nie­rzy kryp­to­gra­fii kwan­to­wej (notabene, pierwsze przy­miarki do niej pojawiły się już w latach 80.) dostrze­gli, że splą­ta­nie może nam umoż­li­wić abso­lut­nie bez­pieczną komu­ni­ka­cję. Klucz potrzebny do odszy­fro­wa­nia treści tajnej depeszy będzie prze­sy­łany między stronami z wyko­rzy­sta­niem splą­ta­nych cząstek. Załóżmy, że z pro­to­kołu korzysta bank i my jako klienci. Placówka wysyła do nas serię fotonów. My je prze­chwy­cimy – nie zagłę­bia­jąc się w szcze­góły tech­niczne – dzięki apa­ra­tu­rze, którą wcze­śniej należy ska­li­bro­wać. Znajdą się w niej spe­cjalne krysz­tały odbie­ra­jące, zależnie od naszego usta­wie­nia, jedynie fotony spo­la­ry­zo­wane ukośnie (45° i -45°) lub jedynie proste (0° i 90°). Oznacza to, że zarówno pola­ry­za­cją fotonów jak i tym, jak ustawimy poszcze­gólne krysz­tały, osta­tecz­nie rządzi cał­ko­wity przy­pa­dek. 
kryptografiaSam fakt ode­bra­nia fotonów i poddania ich pomiarom, nic nam jeszcze nie daje. Mając wyniki musimy się skon­tak­to­wać (jakim­kol­wiek kla­sycz­nym sposobem) z bankiem i powie­dzieć mu jak zde­cy­do­wa­li­śmy się ustawić naszą apa­ra­turę przy każdym pomiarze. Oni infor­mują nas, które z ustawień były zgodne, a które należy wyeli­mi­no­wać. Dopiero ten komplet danych będzie stanowił klucz. Gdyby przy­pad­kiem jakiś łap­ser­dak próbował wykazać się sprytem i zaczął chwytać “w locie” prze­ka­zy­wane fotony, spraw­dzać ich stan i puszczać dalej na pewno się o tym dowiemy. Osoba trzecia dokona aktu obser­wa­cji, a zatem od razu zmieni stan pod­glą­da­nej cząstki wszystko psując. Pola­ry­za­cja kwantu światła po prze­pusz­cze­niu przez kryształ ulega “prze­krę­ce­niu”, zaś splą­ta­nie zostaje zerwane. Jeśli po zadzwo­nie­niu do banku dowiemy się, że np. ich foton nr 3 miał pola­ry­za­cję 90°, nasz kryształ był usta­wiony odpo­wied­nio, a jednak odebrany foton zamiast pola­ry­za­cji 0° posiada pola­ry­za­cję 45° – pod­no­simy alarm – ktoś na pewno zakłócił komu­ni­ka­cję.

Zdaję sobie sprawę, że to pie­kiel­nie skom­pli­ko­wane zagad­nie­nie, nie­moż­liwe do stresz­cze­nia w dwóch aka­pi­tach (żądnych wiedzy zachęcam do zer­k­nię­cia na , całkiem zgrabną pre­zen­ta­cję). Mam tylko nadzieję, że uchwy­ci­li­ście z grubsza istotę rzeczy oraz zauwa­ży­li­ście, iż owa kwantowa dys­try­bu­cja klucza, w żaden sposób nie służy przy­śpie­sze­niu komu­ni­ka­cji. A już na pewno, nie prze­sy­ła­niu wia­do­mo­ści z pręd­ko­ścią nad­świetlną.

Zabawny jest fakt, że lwia część artykułu traktuje właśnie o kwan­to­wej kryp­to­gra­fii. Jednak tego, że lead tekstu ma się więc nijak do jego treści, nie wolno trak­to­wać jako oko­licz­no­ści łago­dzą­cej. Nie w stosunku do ogól­no­pol­skiego serwisu, którego 3/4 użyt­kow­ni­ków po prostu skacze po nagłów­kach, przy­swa­ja­jąc jedynie to co wytłusz­czone i kolorowe. I nie mówię tu tylko o wąsatych Janu­szach, którzy nie odróż­niają kota Schrödin­gera od psa Pawłowa. Ku mojemu roz­cza­ro­wa­niu bzdurę z WP pod­lin­ko­wał na swoim fan­pej­dżu portal… Racjonalista.pl. 
irracjonalista

Screen dzięki uprzej­mo­ści ToTylkoTeoria.pl

Zwróćmy uwagę na to, że to kwestia szy­fro­wa­nia została tu potrak­to­wana pobocz­nie: “Do tego, nie da się pod­słu­chać (…) danych”. Dla laika komu­ni­kat jest jasny. Wir­tu­alna Polska i Racjo­na­li­sta ogłosiły przełom w fizyce i nastanie ery natych­mia­sto­wej komu­ni­ka­cji. Ser­wi­sowi należy się pochwała za to, że osta­tecz­nie usunął kon­tro­wer­syjne zdanie (pod naci­skiem komen­tu­ją­cych), lecz link do artykułu pozo­sta­wiono. 

Tak czy inaczej, kolejna fałszywa sensacja poszła w świat, mie­sza­jąc ludziom w głowach. Nim kto­kol­wiek się zorien­to­wał, news zalaj­ko­wało kilkaset osób, a kolejne dzie­siątki udo­stęp­niło. Więcej niż cho­ciażby któ­ry­kol­wiek z wpisów na Kwantowo. Smutne to. Jeden ruch sie­cio­wego giganta i żmudna praca garstki popu­la­ry­za­to­rów, staje się w istocie pracą syzyfową.

A poza tym uważam, że wielkie portale należy znisz­czyć.
podpis-czarny

  • Trurl

    Ale w ogóle to zdanie jest dobre: “Państwo środka uzyskało właśnie tech­no­lo­gię, dzięki której może się komu­ni­ko­wać nawet w kosmosie z pręd­ko­ścią wyższą, niż prędkość światła”. Nie NAWET komu­ni­ko­wać się z pręd­ko­ścią wyższą od światła, lecz NAWET w kosmosie. xD

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.fandroid.com.pl/ Maciej Kulesa

    Swego czasu był o tym fajny artykuł w Świecie nauki. O szy­fro­wa­niu. Tam fajnie przed­sta­wili temat. Gdzieś w domu mam nawet ten numer.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • agnostyk

    Odnośnie nie­moż­no­ści prze­sy­ła­nia infor­ma­cji poprzez spłą­ta­nie kwantowe, to wyobraźmy sobie nastę­pu­jącą sytuację:

    Miesz­kamy już na Marsie i funk­cjo­nuje tam jakaś giełda. Mamy dwie splątane cząstki. Bierzemy robota i pro­gra­mu­jemy go tak, żeby za tydzień spraw­dził pola­ry­za­cję swojej i w zależ­no­ści od wyniku kupił na mar­sjań­skiej giełdzie akcje X lub Y, po czym wysyłamy go na Marsa. Po tygodniu spraw­dzamy pola­ry­za­cję swojej cząstki i uzy­sku­jemy infor­ma­cję o tym, co zrobił robot. Infor­ma­cję tę uzy­sku­jemy natych­miast, szybciej niż światło, choć ani my nie wysy­ła­li­śmy niczego robotowi, ani on nam. Możemy teraz kupić lub sprzedać odpo­wied­nie akcje na ziem­skiej giełdzie, bo dys­po­nu­jemy wiedzą o tym, co się stanie za moment, kiedy dotrą infor­ma­cje z Marsa.

    Nie wiem jak fizycy defi­niują infor­ma­cję. Domyślam się, że tutaj żadna z pręd­ko­ścią nad­świetlną prze­ka­zana nie została, ale jednak można sporo zarobić. Jak ktoś kiedyś sko­rzy­sta, niech wspomni skąd wziął się pomysł i odpali jakiś procent. 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale chwi­leczkę. Robot na Marsie sprawdza pola­ry­za­cję swojej cząstki, okej. Ale dlaczego od niej uza­leż­nia swoje zakupy na giełdzie, skoro stan tejże cząstki jest losowy? Równie dobrze może rzucić monetą. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • agnostyk

        A nie działa to tak, że jeśli ktoś sprawdzi na Ziemi stan cząstki, to będzie wiedział, w jakim stanie znajduje się cząstka na Marsie i tym samym co zrobił robot? Jak robot rzuci monetą, to osoba na Ziemi nie dowie się, co wypadło.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Tylko, że my spraw­dza­jąc na Ziemi stan cząstki redu­ku­jemy stan całego układu. Tak, wiemy już że tamten foton jest np. spo­la­ry­zo­wany poziomo. Ale co z tego? Równie dobrze mógł być spo­la­ry­zo­wany pionowo. Możemy to nazwać jakąś tam infor­ma­cją, ale nie posłuży nam ona do niczego; nie spełnia swojej pod­sta­wo­wej funkcji: nie możemy w ten sposób przesłać komu­ni­katu.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • agnostyk

        W opisanej przeze mnie sytuacji posłuży do zaro­bie­nia pie­nię­dzy.

        Mamy infor­ma­cję, że robot w okre­ślony sposób wpłynął na giełdę na Marsie. Nie jest ważne, że jest to losowy sposób. Ważne jest to, że wiemy w jaki i to szybciej niż wszyscy inni, bo od razu, bez czekania na to, aż infor­ma­cja z pręd­ko­ścią światła dotrze do nas z Marsa.

        Skoro to wiemy, to możemy prze­wi­dzieć reakcję giełdy ziem­skiej i wyprze­dzić innych inwe­sto­rów. W dzi­siej­szych czasach programy kom­pu­te­rowe grające na giełdach ścigają się o jakieś mili­se­kundy, tutaj mamy przewagę liczoną w minutach.

        Można tutaj wymyślić masę innych przy­kła­dów. Powiedzmy, że na Marsie jest mecz tenisa, który możemy obsta­wiać z Ziemi. Znowu pro­gra­mu­jemy robota, który jeśli zmierzy jeden stan, to zabije jednego gracza, a jeśli drugi to drugiego. Znamy wynik przed wszyst­kimi. 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Naardov

        “Bierzemy robota i pro­gra­mu­jemy go tak, żeby za tydzień spraw­dził pola­ry­za­cję swojej i w zależ­no­ści od wyniku kupił na mar­sjań­skiej giełdzie akcje X lub Y, po czym wysyłamy go na Marsa. Po tygodniu spraw­dzamy pola­ry­za­cję swojej cząstki i uzy­sku­jemy infor­ma­cję o tym, co zrobił robot. Infor­ma­cję tę uzy­sku­jemy natych­miast, szybciej niż światło, choć ani my nie wysy­ła­li­śmy niczego robotowi, ani on nam”

        A czemu nie możemy od razu kazać mu kupić za tydzień akcje X a nie Y? Wtedy w dzień zapla­no­wa­nego dzia­ła­nia robota bez spraw­dza­nia pola­ry­za­cji cząstki będziemy mieli infor­ma­cję co robot zrobił i to od całego tygodnia.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • agnostyk

        “A czemu nie możemy od razu kazać mu kupić za tydzień akcje X a nie Y?”
        Bo nie będzie wtedy radości z użycia splą­ta­nia kwan­to­wego? 🙂 A poważ­niej, to masz rację, jako sposób zaro­bie­nia pie­nię­dzy wyjdzie na to samo. No, może ze splą­ta­niem będzie nieco bez­piecz­niej, bo gdyby ktoś dobrał się do naszego programu, to splą­ta­nie kwantowe zrobi taką różnicę, że ten ktoś nie dowie się co nastąpi.

        Ja ten swój przykład rozumiem tak, że infor­ma­cja typu “nastąpi X lub Y” jest prze­sy­łana sposobem kla­sycz­nym, ale potem tego czy nastą­piło X czy Y dowia­du­jemy się dzięki splą­ta­niu kwan­to­wemu (oczy­wi­ście nie mamy wpływu na to, czy nastąpi X czy Y).

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

        Jeśli robot na Marsie zajrzy na swój foton, to od razu określi pola­ry­za­cję tego na ziemi. Ale aby się tego dowie­dzieć, musie­li­by­śmy zaob­ser­wo­wać stan tego na ziemi. Tyle tylko, że obser­wu­jąc stan fotonu na ziemi okre­ślamy jego stan w wyniku pomiaru. więc wynikiem obser­wa­cji będzie okre­ślony stan fotonu nie­za­leż­nie od tego, czy tamten na marsie już swój określił czy jeszcze nie. Czyli są dwie sytuacje: robot na marsie określił swój foton — my sekundę później robimy pomiar i nasz foton jest okre­ślony; robot na marsie nie określił swojego fotonu, my robimy pomiar i… nasz foton jest okre­ślony.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • agnostyk

        Ok, czyli się tak nie da? Nie możemy się z Ziemi dowie­dzieć, co zmierzył komputer na Marsie? Dobrze zro­zu­mia­łem?

        Bo w takim razie ciężko mi sobie wyobra­zić, jak w ogóle eks­pe­ry­men­tal­nie doszli­śmy do tego, że splątane cząstki w momencie pomiaru jednej z nich przyj­mują okre­ślone stany.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

        Stan splą­ta­nia został najpierw wywie­dziony z obliczeń. Okazało się że deko­he­ren­cja nie ma ogra­ni­cze­nia cza­so­wego. Potem potwier­dzono ją doświad­czal­nie badając spin lub pola­ry­za­cję obu splą­ta­nych cząstek w tym samym czasie. Tylko dla cząstek splą­ta­nych zawsze zmie­rzone stany były sko­re­lo­wane, dla cząstek zwykłych kore­la­cja poja­wiała się ze czę­sto­ścią zgodną z praw­do­po­do­bień­stwem. Ale aby potwier­dzić że tam daleko w drugim labie stwier­dzili spin sko­re­lo­wany z tym naszym musiano odebrać infor­ma­cję o wynikach jakąś normalną drogą. Nato­miast to jaki kon­kret­nie był spin jednego a jaki drugiego atomu było przy­pad­kowe.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • agnostyk

        To czegoś tu nie rozumiem. Mierzono stan jednej, mierzono stan drugiej, kon­tak­to­wano się normalną drogą i oka­zy­wało się, że zawsze była kore­la­cja, tak? Czy z tego nie wynika, że mogę jednak zmierzyć stan na Ziemi i wiedzieć, jaki stan zmierzył komputer na Marsie? Czy też bez tego kontaktu kla­syczną drogą nie mogę mieć takiej pewności?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kuba_wu

        Jak zde­fi­nio­wano “ten sam czas?” Czy defi­ni­cja będzie dobra dla dowol­nych dwóch miejsc we wszech­świe­cie i obser­wa­to­row poru­sza­ją­cych się dowolnie, wraz ze swymi cząst­kami?
        Czy też ogra­ni­czono się np. do stwier­dzeia, że punkt w cza­so­prze­strzeni, gdzie dokonano pomiaru A, leży poza stożkiem świetl­nym punktu B, i vice versa?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Vilenius Eleuther

        Obawiam się, że nie ma tu infor­ma­cji o tym, co jest na drugim końcu. Jedyne co możemy wiedzieć, że jeśli robot działa zgodnie z regułami, do których go namó­wi­li­śmy, to postąpi w jakiś sposób w wyniku losowego zda­rze­nia, o którym to zda­rze­niu losowym i my wiemy. W kon­se­kwen­cji wiemy, którą z dwóch moż­li­wo­ści wybrał. Pod warun­kiem jednak, że musiał tak postąpić, a nie inaczej. Jeśli musiał — to my i tak to już wiemy bez obser­wo­wa­nia pola­ry­za­cji; a jeśli nie musiał, lecz mógł — to my o tym nie wiemy, co zrobił.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kamil RO Dzióbek

    “Jeśli po zadzwo­nie­niu do banku dowiemy się, że np. ich foton nr 3 miał pola­ry­za­cję 90°, nasz kryształ był usta­wiony odpo­wied­nio”
    Żeby zrobić coś takiego to by fizycy musieli wpaść na pomysł jak gene­ro­wać poje­dyn­cze fotony, do tego fotony musia­łyby być splątane. Do tego poje­dyn­cze fotony niekiedy giną po drodze. Dlatego wątpię by możliwa była reali­za­cja kwan­to­wego szy­fro­wa­nia za pomoca splą­ta­nych fotonów. Banki mają sporo forsy więc im można kit wciskać.
    Zdaje się, że były próby prze­sła­nia fotonów splą­ta­nych świa­tło­wo­dem, na duże odle­gło­ści. Jednak satelita wymaga prze­sy­ła­nia przez powie­trze przy kon­tak­cie z Ziemią.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Jeśli chodzi o tech­no­lo­gię — nie mam zie­lo­nego pojęcia na jakim etapie jesteśmy. Ale pamię­tajmy, że to inży­nie­ro­wie IBM jako pierwsi wpadli na pomysł prac nad kwantową kryp­to­gra­fią i ładują w to potworne pie­nią­dze (podobnie jak w projekt kom­pu­tera kwan­to­wego). Jeżeli teoria na taki mecha­nizm pozwala, to nie wątpię, że takowy skon­stru­ujemy. Choć nie­ko­niecz­nie w naj­bliż­szych latach.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kamil RO Dzióbek

    Według mnie błędnie zakła­dasz, że splątane obiekty po oddzie­le­niu ich na duże odle­gło­ści są jakoś powią­zane i mogą się wymie­niać infor­ma­cjami na swój temat z pręd­ko­ścią większa niż światło (Ty piszesz ze natych­mia­stowo).
    Te kore­la­cje pomiędzy fotonami trzeba wytłu­ma­czyć na zasadzie zmien­nych ukrytych.
    Zer­k­ną­łem na wypro­wa­dze­nie nie­rów­no­ści Bella. On funkcje uznaje za zmienną ukrytą. On tam zakłada, że dowolna nieznana funkcja będzie mniejsza od całki tej funkcji. Zało­że­nie jest praw­dziwe dla ciągłych funkcji mate­ma­tycz­nych. Jest jednak błędne dla liczb gene­ro­wa­nych z deter­mi­ni­stycz­nego gene­ra­tora pseu­do­lo­so­wego. Wła­ści­wie każdy o tym wie.
    Na błędnych zało­że­niach Bella opowiada się, że nie może istnieć mecha­nizm stojący pod fizyką kwantową.
    Jednak praw­do­po­dob­nie to fotony i elek­trony to skom­pli­ko­wane maszyny pro­du­ku­jące ciągi liczb które są dla nas wyglą­dają jak losowe, ale są deter­mi­ni­styczne.
    Tak samo naukowcy stu­diu­jąc liczby z dobrego gene­ra­tora pseu­do­lo­so­wego nie są w stanie stwier­dzić, że liczby są deter­mi­ni­styczne, bo dla nich wyglą­dają na losowe. Dopiero po zer­k­nię­ciu w kod gene­ra­tora ukazuje im się deter­mi­nizm.
    Przecież każdy fizyk musiał się spotka z metodą Monte Carlo, a tym samy z gene­ra­to­rami pseu­do­lo­so­wymi. Wiec czemu nie­rów­no­ści Bella są przed­sta­wiane jak jakość świętość, choć błędy w zało­że­niach Bella widać nie­wpra­wio­nym okiem? Spisek?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale Kamilu drogi, brak zmien­nych ukrytych został dowie­dziony eks­pe­ry­men­tal­nie przez zespoły Aspecta i Gasina. Ja niczego nie zakładam lecz odwołuję się do aktu­al­nego stanu wiedzy.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kuba_wu

        No fajnie, ale wyobraźmy sobie nasz wszech­świat, i nas, jako symu­la­cję, w której za każdym razem, gdy zachodzi pomiar, losowany jest jego wynik — zgodnie z roz­kła­dem praw­do­po­do­bień­stwa dla odpo­wied­niej funkcji falowej. Ale te liczby mogłyby wycho­dzić z jakiegoś bardzo dobrego, pseu­do­lo­so­wego gene­ra­tora deter­mi­ni­stycz­nego, tak jak postu­lo­wał przed­pi­ścia. Jaki eks­po­ery­ment mógłby wykazać, że coś jest nie tak?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Iwona Kowalska

        Rze­czy­wi­scie nie ma takiego eks­pe­ry­mentu , ktory moglby to zwe­ry­fi­ko­wac. Obiek­tywna losowosc (inde­ter­mi­nizm) impli­kuje tylko zasada nie­ozna­czo­no­sci w zakresie kla­sycz­nej inter­pret. QM. w tym przy­padku nie­ozna­czo­nosc na poziomie kwan­to­wym bardzo szybko narasta i prze­kłada się na INDETERMINIZM MAKROSKOPOWY. Jezeli inde­ter­mi­nizm kwantowy inter­pre­to­wac jako obiek­tywna ceche swiata, to nie mozna powie­dziec, iz nie ma on wplywu na skale makro (np. na mutacje DNA).
        Czesto przy­ta­cza sie argument, iz zostało udo­wod­nione twier­dze­nie o nie­mo­zno­sci ist­nie­nia “ukrytych zmien­nych” usu­wa­ja­cych inde­ter­mi­nizm QM.

        Już w latach 30 wykazano blednosc dowodu von Neumanna co umyka uwadze wielu uczest­ni­kow stu­let­niej dyskusji nad inter­pre­ta­cja mecha­niki kwan­to­wej.

        Lamanie nie­row­no­sci Bella dowodzi jedynie, że nie­po­prawne są LOKALNE teorie zmien­nych ukrytych; wynik ten nie fal­sy­fi­kuje teorii nie­lo­kal­nych. Przy­kła­dem
        tego typu teorii jest kauzalna mecha­nika kwantowa w inter­pre­ta­cji Davida Bohma”

        Polecam tez artykul ” Bez­bledny test Bella” — dosw. z 2015 r.
        I zna­mienny fragment:

        ” Istnieje jeszcze jedna, wła­ści­wie filo­zo­ficzna, dziura w teście Bella. Otóż sam Bell stwier­dził, że ukryte zmienne mogą tak MANIPULOWAC osobami pro­wa­dzą­cymi eks­pe­ry­ment, że wybiorą one do pomiarów te, a nie inne cechy, przez co dojdą do fał­szy­wego wniosku, iż teoria kwantowa jest praw­dziwa. Być może istnieje jakiś rodzaj SUPERDETERMINIZMU, zgodnie z którym już podczas Wiel­kiego Wybuchu został wybrany sposób prze­pro­wa­dze­nia eks­pe­ry­mentu. Takiego zało­że­nia nigdy nie będziemy mogli obalić, więc sądzę, że nie powin­ni­śmy zbytnio się tym przej­mo­wać — mówi Leifer.”

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kamil RO Dzióbek

    Napisz tylko może o tym.
    Tylko kody jed­no­ra­zowe tak samo długie jak wia­do­mość zapew­niają nie­od­szy­fro­wa­nie wia­do­mo­ści. Kolesie twierdzą, że dzięki sztucz­kom fizyki kwan­to­wej kod jed­no­ra­zowy może być krótszy niż wia­do­mość i zapewni te same bez­pie­czeń­stwo. Na końcu szy­fro­wa­nej wia­do­mo­ści można ukryć kolejny kod jed­no­ra­zowy zyskując nie­skoń­czone nie­moż­liwe do złamania szy­fro­wa­nie star­tu­jąc z krót­kiego kodu jed­no­ra­zo­wego. Z tego co zro­zu­mia­łem nie używają splą­ta­nia kwan­to­wego. Oni to nazwali “Quantum Enigma Machine”.
    Link w google “First Expe­ri­men­tal Demon­stra­tion of a Quantum Enigma Machine”

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

    Cieszę się że nie użyłeś kla­sycz­nego wyja­śnie­nia z Bobem i Alice bo zwykle w połowie gubi mi się co kto komu wysłał.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • AvianGuy

    “Wielkie portale należy niszczyć”. To swojego rodzaju paradoks. Jeśli znisz­czysz x naj­więk­szych portali, na jego miejsce wskoczą tamte mniej wielkie, stając się tym samym naj­więk­szymi. Znisz­czysz je i następne czeka ten sam los. I tak w nie­skoń­czo­ność. Kiedyś sami zapewne byście tak osią­gnęli wielkość. Niestety problem jest tutaj w tym, że te portale po prostu nałogowo KŁAMIĄ dla robienia sensacji, a ich paliwem jest Kowalski, który jest bez­re­flek­syj­nym idiotą, który to czyta. A także osoby, które komen­tują oraz udo­stęp­niają. Nawet jeśli udo­stęp­niają w celach napi­sa­nia “To nie­prawda”. Bo liczy się ilość wyświe­tleń, a na wielkie bzdury jest ich więcej. Ludzie chcą zobaczyć jak ktoś kogoś zabija na filmiku niż jak osoba przeżywa. Bo to jest coś nie­zwy­kłego. Tak samo chcą się prze­ko­nać dlaczego ktoś napisał, że ten artykuł jest głupi. “Chcę go też prze­czy­tać i się z niego pośmiać”. Rozu­mie­cie?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • kuba_wu

    “foton na Czer­wo­nej planecie właśnie wybrał odwrotną, pola­ry­za­cję pionową”

    Dla mnie naj­cie­kaw­sze jest właśnie słowo “właśnie”. Suge­ru­jące jakąś rów­no­cze­sność (abso­lut­ność czasu), której w ramach TW być nie może.
    Skoro obser­wa­to­rzy w odle­głuch punktach A i B (z których każdy może się poruszać,a także, żeby było trudniej, prze­by­wać np. w miej­scach o różnym poten­cjale gra­wi­ta­cyj­nym, czyli z inaczej bie­gną­cym czasem) dokonują pomiaru splą­ta­nych cząstek, to jak dojść, który z tych pomiarów wywołał kollaps funkcji falowej? Czy tego samego stanu splą­ta­nego i jego redukcji jest różny w zależ­no­ści od obser­wa­tora?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kuba_wu

      Myślę i myślę, mózg mi paruje, ale wychodzi mi na to, że teoria pomiaru spląnych cząstek nie mówi nic o żadnej rów­no­cze­sno­ści (natych­mia­sto­wo­ści) — to jakby licentia poetica — a tylko o kore­la­cji wyników pomiarów. Pytanie kto pierwszy skol­lap­so­wał funkcję falową, jest poza prze­wi­dy­wa­niami. Ciężko mi bowiem wyobra­zić sobie a) defiicję owej row­no­cze­sno­ści i b) eks­pe­ry­men­talny dowód tejże. Chya że mocno błądzę, to proszę o nakie­ro­wa­nie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Krzysiek

        No to posadźmy na Ziemi Piotra z nadaj­ni­kiem sate­li­tar­nym w kierunku Marsa, a na Marsie Kubę z odbior­ni­kiem. Siedzą już na tyle długo, że wiedzą, jakie jest opóź­nie­nie sygnału radio­wego uwzględ­niw­szy ruch po orbicie itp. W pewnej chwili (powiedzmy w samo południe u Piotra) tenże Piotr odczy­tuje stan u siebie i jed­no­cze­śnie (no ok, z pewną dokład­no­ścią czyli np. 1 sekundy, na nasze potrzeby wystar­czy) wysyła sygnał na Marsa. Kuba powinien wiedzieć o odczycie stanu splą­ta­nego sporo wcze­śniej niż dotrze sygnał z Ziemi, prawda?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kuba_wu

        Co to znaczy że ów Kuba “powinien wiedzieć? Skąd? Odczytał stan przed ode­bra­niem sygnału? Jeśli tak, to skąd wiedział, że to jest “już skol­lap­so­wana” funkja? A może wcale nie była, i to on to właśnie ją skol­lap­so­wał, odczy­tu­jąc stan układu?

        I o to mi właśnie chodzi: dla obser­wa­tora odczyt “już skol­lap­so­wa­nej funcji” nie różni się niczym od odczytu “jeszcze nie skol­lap­so­wa­nej”. Nie wiem więc w jaki sposób mie­li­by­śmy ustalić który obser­wa­tor tego kollapsu dokonał, bez takiej defi­ni­cji rów­no­cze­sno­ści, która byłaby uni­wer­salna dla dowol­nych miejsc i obser­wa­to­rów w prze­strzeni — a taka defi­ni­cja, zgodnie z TW, nie istnieje. To co zostaje i co możemy badać i opisać, to tylko fakt kore­la­cji wartości pomiarów w dwóch punktach, bez odno­sze­nia się do relacji cza­so­wych, a zatem i przy­czy­no­wo­ści oraz owej tajem­ni­czej natych­mia­sto­wo­ści.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kuba_wu

      Przyszło mi do głowy jeszcze jedno. W doświad­cze­niu z kotem, tylko po zamianie kota na przy­ja­ciela, zamknię­tego w pudle w cha­rak­te­rze obser­wa­tora z feralną cząstką, mamy oto taką sytuację, że tenże przy­ja­ciel w pewnej chwili “obser­wuje” stan cząski, czyli kolap­suje funkcję falową cząstki (i pozo­staje żywy bądż umiera). Nato­miast dla obser­wa­tora zewnętrz­nego przy­ja­ciel wystę­puje nadal w żywo-martwej super­po­zy­cji stanów — dla niego fukcja nie jest skol­lap­so­wana, dopóki nie otworzy pudła. Czyli — jeśli dobrze rozumiem: kollaps funkcji falowej nie jest faktem bez­względ­nym, a jednynie istnieje w kon­te­ście danego obser­wa­tora (jest relacją funkcji, obser­wa­tora i faktu pomiaru).

      Przy pomiarze splą­ta­nych cząstek przez dwóch odle­głych obser­wa­to­rów sytuacja jest podobna tyle że bardziej syme­tryczna. Są to dwa kollapsy nie­za­leżne, dla każdego z nich osobno, w momencie gdy ten zde­cy­duje się na pomiar. I nie można temu kol­lap­sowi przy­pi­sać innego miejsca w cza­so­prze­strzeni, niż punkt i czas pomiaru, bo tam obser­wa­tor zdobywa wiedzę o obu cząst­kach. Zatem nie istnieje problem usta­la­nia “pierw­szeń­stwa”, rodzą­cego problem w OTW.

      Uprzej­mie proszę o wyśmia­nie lub o lizaka w nagrodę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Bar­to­lini Pie­truszka

    Racjo­na­li­sta od dawna szoruje po dnie — nic nowego

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • tech­niczny

    “do zer­k­nię­cia na TĘ, całkiem zgrabną pre­zen­ta­cję)”
    — Nie linkuje się takich słów jak “TĘ”, “KLIKNIJ TU” żeby cośtam. Linkuje się kon­kretne słowa mówiące o tym, co jest pod linkiem, w tym przy­padku nale­ża­łoby pod­lin­ko­wać słowo “PREZENTACJĘ”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marcin

    Wiem, że mój wpis niewiele ma wspól­nego z tematem głupot WP 🙂 jednak może ktoś z was będzie potrafił mi odpo­wie­dzieć na to pytanie, które nie daje mi spokoju od wielu dni. Wierzę, że ludzie czy­ta­jący ten blog to potrafią 🙂
    Jak zapewne wiecie panuje nawet wśród policji skrót myślowy jeśli tak mogę to nazwać, iż prędkość dwóch pojazdów w zde­rze­niu czołowym sumuje się. Oczy­wi­ście zdaję sobie sprawę, iż jest to powie­dze­nie umowne jednak jak wykazał eks­pe­ry­ment z popu­lar­no­nau­ko­wego programu tv nie jest to prawdą. Wygląda na to, iż fizyczne uszko­dze­nia samo­chodu były takie same przy zde­rze­niu czołowym dwóch pojazdów jadących np: 80 km/h jak przy tej samej pręd­ko­ści ude­rze­nie w ścianę. Jak to możliwe?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Chłopek

      No dobrze przy zde­rze­niu była prędkość 160km/h ale uwzględ­nijmy inne para­me­try. Ściana to ściana i mamy pełne odbicie na które idzie cała energia a auta marnują jakby część energi na odbicie się od siebie. Zna­cze­nie ma też chyba sprę­ży­stość bo ściana oddaje wszystko (akcja-reakcja) a auta ulegają wgnie­ce­niu.

      Lepszy byłby eks­pe­ry­ment: auto vs auto oraz auto vs stojące auto

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kuba_wu

      To taki skrót myślowy. W tym “sumują się” nie chodzi o to, że skutek zde­rze­nia dla każdego pojazdy będzie taki sam, jak ude­rze­nia w sztywną ścianę z pręd­ko­ścią równą sumie! Tylko o to, że skutki będą takie same, jak gdyby zderzyły się dokład­nie te same dwa pojazdy, tylko jeden by stał, a drugi poruszał się z pręd­ko­ścią zsu­mo­waną.
      Czyli, czołówka dwóch samo­cho­dów jadących po 80km/h = czołówka tych samych samo­cho­dów, gdy jeden stoi, a drugi jedzie 160km/h. Dowód? Banalny: wszyst­kie układy iner­cjalne są rów­no­ważne, a więc roz­pa­trzmy zde­rze­nie w układzie zwią­za­nym z jednym z pojazdów… muszę pisać dalej?

      Przy czym to rozu­mo­wa­nie zadziała tylko wtedy, gdy zanie­dbamy oddzia­ły­wa­nie smaje drogi (np. potrak­tu­jemy ją jako nie­skoń­cze­nie śliską) oraz wszelkie inne skutki, ktore nastąpią już PO zde­rze­niu — w drugim z opi­sa­nych przy­pad­ków po zde­rze­niu oba pojazdy będą się poru­szały zgodnie z zasadą zacho­wa­nia pędu, aż wyhamują na czymś trzecim, co może dodat­kowo zwięk­szyć szkody.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kuba_wu

      A odpo­wia­da­jąc na pytanie “Jak to możliwe” — tu też odpo­wiedź jest prosta. Wyobraź sobie dwa autua idealnie syme­tryczne, zde­rza­jące się czołowo z tą samą pręd­ko­ścią. Ponieważ są iden­tyczne żaden nie “prze­pchnie” drugiego poza płasz­czy­znę w ktorej nastą­piło zde­rze­nie. Ani jednego kawałka tego drugiego! Ta płasz­czy­zna zachowa się więc dla każdego z nich jak.… idealnie twarda ściana — płasz­czy­zna symetrii całego zda­rze­nia 🙂
      Oczy­wię­cie tak idealnej symetrii nie można osiągnąć, ale tak czy siak oba pojazdy wyhamują prak­tycz­nie na sobie więc utrata pręd­ko­ści i czas w jakim się to dokona będzie podobny do ude­rze­nia w ścianę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Joanna Skala

    Bardzo fajny artykuł, dobrze że ktoś podjął jednak ten temat, tech­no­lo­gia bardzo ciekawa. Miałabym tylko dwa zastrze­że­nia:

    1. Komu­ni­ka­cja być może byłaby możliwa, gdyby udało się zsyn­chro­ni­zo­wać czę­sto­tli­wość mody­fi­ka­tora cząstki źró­dło­wej i czytnika cząstki doce­lo­wej. Kon­kret­nie, zapis i odczyt odby­wa­łyby się wyłącz­nie w okre­ślo­nym momencie czasowym. Nie można pewnie zare­ago­wać na zmianę cząstki doce­lo­wek, ale skoro wystar­czy ją odczytać w odpo­wied­nim momencie, to po zsyn­chro­ni­zo­wa­niu czę­sto­tli­wo­ści zapisu i odczytu powinno się dać prze­pro­wa­dzić komu­ni­ka­cję. Nie wiem, co prawda, po co tu komu­ni­ka­cja w tym przy­padku, skoro trzeba syn­chro­ni­zo­wać wysoką czę­sto­tli­wość, ale tak no …

    2. Trudno mi powie­dzieć, co takiego odkryw­czego jest w tej metodzie, że miałoby zde­pre­cjo­no­wać poczci­wego SSL-a. Z każdą komu­ni­ka­cją szy­fro­waną jest ten problem, że trzeba najpierw jakoś uzgodnić klucze. Nato­miast problem pod­słu­chu komu­ni­ka­cji “w trakcie” można wyeli­mi­no­wać poprzez okresową zmianę klucza. Wtedy nawet podsłuch części danych i ich zde­szy­fro­wa­nie nic nie da.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Inter­ne­te­usz

      Mózg mi paruje. 😀 Możesz wytłu­ma­czyć jakoś pełniej to pierwsze? Co oznacza syn­chro­ni­za­cja mody­fi­ka­tora? Przecież cząstki nadal pod­le­gaja super­po­zy­cji my nimi (chyba) nie mani­pu­lu­jemy. Nie wiem jak to co napi­sa­łaś zmienia ten fakt.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kuba_wu

      Wydaje mi się, że tobie się zdaje, że skoro te cząstki są splątane, to można “prze­sta­wiać” (mody­fi­ko­wać) jedną, a druga to odzwierciedla.Jeśli dobrze zro­zu­mia­łem, to sorry, to tak nie działa. Stan każdej z cząstek odczy­tu­jesz tylko RAZ. Kolejne pomiary już nie są sko­re­lo­wane.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Rafał Krzysz­tof Dylewski

    Ostatnio w głowie utkwiły mi hipo­te­tyczne cząstki – tachiony. Otóż podobno mogłyby poruszać się z pręd­ko­ścią większą niż prędkość światła. I to stało się źródłem moich prze­my­śleń. Jeżeli obiekt miałby cofać się w czasie, to znaczy, że gdzie lokalnie byłyby teraz? I jak wyglą­dałby dla niego wszech­świat? Jeśli tachiony powstały z fluk­tu­acji kwan­to­wej, bądź w wyniku nieco póź­niej­szych zjawisk, gdy materia podzie­liła się na dobre, to osią­ga­jąc prędkość większą od pręd­ko­ści światła, cofają się ciągle do chwili własnych narodzin od razu znikając i prze­ży­wa­jąc jed­no­cze­śnie swoje naro­dziny. Brak mi infor­ma­cji o wiel­ko­ści tachionu jednak jeśli jest on sto­sun­kowo mały, to mógł wyrwać się od razu z gęstej papki materii zaraz po wielkim wybuchu i osią­ga­jąc swoją prędkość cofnąć to zjawisko do momentu stwo­rze­nia. Jeśli tachion byłby większy i wyrwałby się później, to dokład­nie tam już by został. Jedyne co by widział, to stop­klatka ze swoich narodzin, albo z chwili osią­gnię­cia przez niego wła­ści­wej pręd­ko­ści. Po wyrwaniu się i poko­na­niu nie­skoń­cze­nie małego dystansu w nie­skoń­cze­nie małym czasie, cofnąłby ten czas o nie­skoń­cze­nie małą wartość z racji własnej pręd­ko­ści, co spo­wo­do­wa­łoby, że jedyne co widzi, to wszech­świat w chwili narodzin czy jego własne naro­dziny. Więc teraz dla nas albo nadal siedzi w oso­bli­wo­ści, albo właśnie wyrywa się z gęstej papki materii 13mld lat temu. W głowie rodzi się pytanie. Skoro został zamknięty w tamtej chwili to jak ma istnieć teraz? Cały myk polega na tym, że zgodnie z teorią względ­no­ści odczucie czasu przez tą cząstkę działa tylko lokalnie. To że zatrzy­mała ona dla siebie rozwój wszech­świata nie oznacza, że wszech­świat się nie rozwinął. W końcu tu jesteśmy. Tachion nadal porusza się w prze­strzeni. Jego prędkość spo­wo­do­wała, że jego ruch można opisać tylko w 3 wymia­rach, w 4 zaś stoi w miejscu. To właśnie jego ruch powoduje cofanie się czasu, ale lokalnie! Dla niego samego wszech­świat właśnie powstaje choć skoro wykonuje on ruch, gdzieś w prze­strzeni mógłby być przez nas zare­je­stro­wany nawet nie wiedząc o naszym ist­nie­niu. Ciężko to opisać. Jeżeli tachion miałby zostać uwię­ziony w tamtej chwili i cofać czas razem z własnym ruchem, to w ogóle by nie istniał, bo nie miałby moż­li­wo­ści poko­na­nia żadnego dystansu. Uważam, że ta cząstka pojawiła się i zaczęła poruszać z pręd­ko­ścią większą niż prędkość światła i choć wszech­świat dla niej jest nie­zmienny, to zatrzy­ma­nie dla niej czasu spo­wo­do­wane jest właśnie jej ruchem, więc gdzieś teraz być może prze­mie­rza nadal jakąś prze­strzeń nie wiedząc, jak wszech­świat wygląda na dzień dzi­siej­szy, bo dla niej takie słowa w ogóle tracą sens. Dlaczego uważam, że tachion może dla nas istnieć choć my nie ist­nie­jemy z całą pew­no­ścią dla niego? Powodem są czarne dziury. W oso­bli­wo­ści czas zmierza do nie­skoń­czo­no­ści więc (pomi­ja­jąc wszelkie prawa) jeśli byli­by­śmy cząstką tra­fia­jącą do czarnej dziury nagle wszech­świat bardzo szybko zacząłby się starzeć, aż w końcu zna­leź­li­by­śmy się w oso­bli­wo­ści tym samym nie­skoń­cze­nie daleko w czasie wszech­świata. Prze­sta­li­by­śmy istnieć lokalnie. Nie mówię o destruk­cji spo­wo­do­wa­nej gra­wi­ta­cją samą w sobie. Nawet infor­ma­cja lokalnie prze­sta­łaby istnieć. Sama oso­bli­wość w sobie nie może istnieć. Jej nie ma dla niej samej, tam gdzie właśnie się znajduje. Z racji gra­wi­ta­cji i leju cza­so­prze­strzen­nego ona już dawno znajduje się nie­skoń­cze­nie daleko w czasie wszech­świata. Więc albo wypa­ro­wała przez pro­mie­nio­wa­nie Hawkinga, albo przeżyła jeden z sce­na­riu­szy końca wszech­świata. Jednak my jesteśmy w stanie zaob­ser­wo­wać czarne dziury właśnie z powodu tego, że upływ czasu nie jest globalny, a lokalny. Z tej racji tachion poko­nu­jący prze­strzeń zamro­żony w naro­dzi­nach wszech­świata (jego punkt widzenia) wyłapany przez nas 13mld lat dalej w czwartej prze­strzeni z naszego punktu widzenia sam znajduje się na jej początku, prze­mie­rza­jąc tylko wspólną dla nas wszyst­kich prze­strzeń. Tylko co się stanie jeśli zain­ge­ru­jemy w tą cząstkę? Czy możemy ją zbadać? Czy mijamy się szerokim łukiem w cza­so­prze­strzeni? A jeśli ją wyła­piemy to co zoba­czymy? Moim zdaniem zwykłą cząstkę, która sama dla siebie jest nie­sa­mo­wi­cie wyso­ko­ener­ge­tyczną cząstką zaraz po momencie stwo­rze­nia, a dla nas już „zimną” czą­steczką prze­mie­rza­jącą prze­strzeń. Czy istnieje jakiś sposób, aby odczytać z niej infor­ma­cje jakie ona sama o sobie odczy­tuje? Co stałoby się z cząstką, która badałaby tachion i uderzyła w niego? Tachion zacząłby istnieć dla nas tutaj czy „my” dla niego tam (w sensie nasza cząstka)? Czarna dziura istnieje dla nas choć my dla niej już „dawno” nie ist­nie­jemy. Wchodząc do niej pod­le­gamy jej prawom więc prze­sta­jemy istnieć dla innych obser­wa­to­rów. Czy tak samo byłoby z tachio­nem? Czy tachion ude­rza­jąc i znaj­du­jąc się nie­skoń­cze­nie blisko jakiejś cząstki wysyła ją w podróż do począt­ków wszech­świata? Czy role odgrywa tutaj masa? To spo­tka­nie dwóch ciał, każdego w tym samym punkcie w prze­strzeni, ale zupełnie innym w cza­so­prze­strzeni. Które z nich narzuci swoje prawa drugiej? Względem obser­wa­tora z boku żadne. A lokalnie?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Cóż, moje roz­wa­ża­nia nad tachio­nami kończą się na Twoim pierw­szym zdaniu. To cząstki hipo­te­tyczne. Ba, to nawet mało powie­dziane, bo hipo­te­tyczny to do 2012 roku pozo­sta­wał Bozon Higgsa, przy czym teoria wyraźnie wska­zy­wała na fakt ist­nie­nia takiego tworu. Tachion to wła­ści­wie tylko nazwa dla czegoś co poten­cjal­nie mogłoby łamać zakaz STW, czegoś co nie ma nigdzie ściśle usta­lo­nych cech (przy Hig­g­so­nie dokład­nie wyli­czono czego szukamy) i co praw­do­po­dob­nie nie istnieje. Mało tego, pomysł tachionu pojawił się dawno i teraz musie­li­by­śmy go uzgad­niać z wieloma nowszymi odkry­ciami.

      Jeśli już, to dla mnie znacznie sen­sow­niej­sza pozo­staje kon­cep­cja postrze­ga­nia anty­czą­stek jako odbicia “naszych” cząstek, odwró­co­nych w czasie. Pisałem o tym tu: http://www.kwantowo.pl/2014/02/15/elektron-i-pozyton-czyli-blizniacy-zagubieni-w-czasie/ Ta hipoteza również niesie za sobą sporo pro­ble­mów, ale nie można jej odmówić logiki i pewnej ele­gan­cji. Przy­kła­dowy pozyton jest iden­tyczny z elek­tro­nem, ale o odwró­co­nym ładunku: ich spo­tka­nie powoduje wzajemną ani­hi­la­cję i wyzwo­le­nie fotonu. To również jest zna­mienne, bowiem foton nie posiada swojej anty­cząstki (albo sam jest swoją anty­cząstką), co składa się w dosko­nałą całość.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • MacaN

    Ostatnie zdanie wygrywa wszystko 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • jamjam

    “Ku mojemu roz­cza­ro­wa­niu bzdurę z WP pod­lin­ko­wał na swoim fan­pej­dżu portal… Racjo­na­li­sta pl.”
    Jestem roz­cza­ro­wany Twoim roz­cza­ro­wa­niem 🙂
    To była ciekawa strona. Była 🙁
    Zaczęło sypać się chyba gdy zabrał się stamtąd Bogdan Miś. Potem poszło z górki zawinęło się z racjo­na­li­sty więk­szość cie­ka­wych osób. Wyjąt­kowo długo wytrwali liliac i pla­cow­nik.
    Mam tam konto od 2005 roku. Teo­re­tycz­nie mam, prak­tycz­nie od stycznia mam sied­mio­dniowy ban 🙂
    Pozdra­wiam byłych użysz­kod­ni­ków racjo­na­li­sta pl

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Name 01
    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Dajże spokój. I ten nagłówek na głównej: “Prze­ło­mowe odkrycie! Trzeba będzie książki do fizyki pisać na nowo?”, po czym w treści okazuje się, że nie było żadnego odkrycia.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Radek

    WP poważnie trak­to­wać się nie da, obo­jęt­nie na jaki temat by nie pisali. Więc fak­tycz­nie portale nale­ża­łoby zaorać, a redak­to­rów wysłać do szkół.
    Gene­ral­nie sam nie znam się na fizyce wcale, ale rewe­la­cja z ponad­świetl­nym Chiń­czy­kiem i dla mnie jest kurio­zalna.
    O ile jednak psy Pawłowa kojarzę, to kota średnio, pamiętam tylko że go otruto :). Uważasz, że tylko wąsate Janusze nie inte­re­sują się naukami ścisłymi? 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Snake

    A zasta­nów­cie co by się stało gdybyśmy potra­fili określać czas od deko­he­ren­cji obiektu… Jeśli istnieje sposób to.…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Vilenius Eleuther

    Nobel dla tego, kto wymyśli eks­pe­ry­ment (choćby myślowy), dzięki któremu da się prze­ka­zy­wać naj­prost­sze infor­ma­cje dzięki splą­ta­niu kwan­to­wemu. Ciągle myślę, myślę i nie mogę wymyślić…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Vilenius Eleuther

    A może… dałoby się zaob­ser­wo­wać nie to, jak jest spo­la­ry­zo­wany, lecz czy jest spo­la­ry­zo­wany czy wciąż pozo­staje w super­po­zy­cji? Wówczas mie­li­by­śmy pewną moż­li­wość mani­pu­lo­wa­nia infor­ma­cją na odle­głość.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0