Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 18

Artykuły

Czy wszechświat czeka śmierć cieplna?

4th Wrz '16

Jak pisał klasyk, pewne są tylko śmierć i podatki. Rzeczywiście. Umrze każdy z nas, umrze nasza planeta i niewątpliwie umrze drogie nam Słońce. Nieunikniona wydaje się również śmierć wszechświata, choć w tym przypadku nasuwa się mnóstwo pytań.

Entropia, skarbie, to takie słowo, które oznacza liczbę końców, liczbę śmierci we Wszech­świecie. Wszystko się wyczer­puje, widzisz, tak jak twój mały robot „walkie-talkie”. Pamię­tasz?
– Isaac Asimov

Nadciąga zima

Koniec wszech­świata to pewnik, wyni­ka­jący z pod­sta­wo­wych praw fizyki. Otwartym pytaniem pozo­staje, jak taki koniec może wyglądać. W drodze rozwoju kosmo­logii wykry­sta­li­zo­wały się trzy praw­do­po­dobne sce­na­riusze, o dość obra­zo­wych nazwach: wielki chłód, wielki skurcz oraz wielkie roz­darcie. Pozwólcie, że w tym tekście nie będę pochylał się kolejno nad każdym z nich (bo zrobiłem to już dawno temu tutaj). Wspomnę tylko, iż los znanej nam rze­czy­wi­stości, będzie uza­leż­niony od kształtu wszech­świata, tempa jego eks­pansji oraz ilości zawartej w nim materii.

W świetle obecnej wiedzy, na pro­wa­dzenie wysuwa się ponura wizja wiel­kiego chłodu, czy ujmując rzecz dosad­niej, śmierci cieplnej wszech­świata. Prze­strzeń będzie puchnąć i puchnąć, zaś cała ist­nie­jąca materia oraz energia ulegać coraz moc­niej­szemu roz­rze­dzeniu. Wbrew pozorom nie jest to kon­cepcja prosta i jed­no­znaczna. Śmierć na ogół poj­mu­jemy w kate­go­riach kate­go­rycz­nego, osta­tecz­nego i wiecz­nego końca. Trup to trup i nie ma nad czym deba­tować. Tym­czasem w odnie­sieniu do fizyki, zamiast zgonu, być może czeka nas nie­koń­cząca się agonia. Ale zanim przej­dziemy do tych rozważań, roz­pa­trzmy szybko przy­stanki jakie powin­niśmy minąć, zanim nastanie kosmiczna zima.
big child1

Etap I: era gwiazdowa

Nie chciałbym cofać nas o 13,82 miliardów lat, do momentu wiel­kiego wybuchu, bo i nie ma takiej potrzeby. Zacznijmy od chwili obecnej, czyli ery gwiaz­dowej. Każdy z nas może ją z łatwo­ścią scha­rak­te­ry­zować. Wystarczy rozej­rzeć się wokół oraz spojrzeć w górę. Nie­bo­skłon ozdabia nie­zli­czona liczba piecyków ter­mo­ją­dro­wych, napę­dza­ją­cych całą naszą rze­czy­wi­stość. To gwiazdy budują galak­tyki. To wokół gwiazd formują się układy pla­ne­tarne. Wreszcie, to ich eks­plozje rozsiały ciężkie pier­wiastki, umoż­li­wia­jące naro­dziny życia. Ale gwiazdy nie będą istnieć wiecznie, zaś ich wyga­sanie naznaczy nadej­ście kolejnej epoki.

Etap II: rządy degeneratów

Słońce bardzo poważnie spuchnie za jakieś 5–6 miliardów lat, by po kolejnym miliar­dzie odrzucić więk­szość swojej materii i przejść na eme­ry­turę jako biały karzeł. Większe gwiazdy kończą swój żywot z hukiem, wybu­chając jako zaj­wi­skowe super­nowe. W ich ogniu rodzą się twory o eks­tre­malnej gęstości: gwiazdy neu­tro­nowe lub czarne dziury. Prędzej czy później musi nadejść moment gdy wszystkie „zwykłe” gwiazdy (tj. gwiazdy ciągu głównego w dia­gramie Hertz­sprunga-Russella) wygasną bądź eks­plo­dują, ustę­pując pola swoim zde­ge­ne­ro­wanym suk­ce­sorom. Spo­kojnie, do tego momentu jeszcze bardzo, bardzo daleko. Wszakże wciąż mamy do czy­nienia z bujnymi pro­ce­sami gwiaz­do­twór­czymi, a małe gwiazdki w rodzaju pospo­li­tych czer­wo­nych karłów, potrafią osiągać piękny wiek liczony nie w miliar­dach, a bilio­nach lat. Niemniej, wyima­gi­no­wany obser­wator z dalekiej przy­szłości, roz­cza­ruje się widokiem smętnego, opu­sto­sza­łego nocnego nieba.

Etap III: upadek królestwa protonów

Nasze ist­nienie zawdzię­czamy sta­bil­ności materii. Elektron, neutron i proton pasują do siebie wprost idealnie, skła­dając się na trwałe atomy. Ale wcale nie musiało być tak kolorowo. Samo­dzielny neutron, wyrwany z jądra ato­mo­wego, przeżywa sta­ty­stycznie tylko kwadrans, po czym ulega roz­pa­dowi. Na nasze szczę­ście protony pre­zen­tują się o wiele solid­niej, utrzy­mując inte­gral­ność przez sek­sty­lion (1036) lat lub więcej. Jeśli teo­re­tycy mają rację, po prze­kro­czeniu tej cezury era nukle­onowa (tj. jąder ato­mo­wych) ustąpi miejsca erze pro­mie­nio­wania. Protony ulegną prze­ter­mi­no­waniu, a wraz z nimi atomy i cała materia. Osty­gnięte pozo­sta­łości gwiaz­dowe naj­zwy­czaj­niej w świecie zaczną się roz­sy­pywać. Z każdego truchła protonu wypadnie neutrino, foton i pozyton. Ten ostatni będzie mógł wpaść na ujemnie nała­do­wany elektron, ulegając ani­hi­lacji z emisją kolej­nego fotonu. Kosmos dalekiej przy­szłości wypeł­niać będzie zatem jedynie roz­rze­dzone pro­mie­nio­wanie i… czarne dziury.

Etap IV: parujące dziury

Nie ma nas, nie ma planet, nie ma gwiazd (nawet zde­ge­ne­ro­wa­nych), ale pozo­stały jeszcze czarne dziury. Jeszcze kilka dekad temu, fizycy sądzili, iż te ssące potwory trwają w nie­zmie­nionej formie przez wiecz­ność i szydzą z pod­sta­wo­wych praw fizyki. Wtedy pojawił się Stephen Hawking, zauwa­żając, iż dzięki zja­wi­skom kwan­towym, nawet na czarną dziurę przyj­dzie pora. W szcze­góły nie będziemy się zagłę­biać (patrz: tu), ale musicie wiedzieć, że pozo­sta­wiona sama sobie czarna dziura powo­lutku wypro­mie­nio­wuje swoją masę. Bardzo powo­lutku, bo prze­ciętna dziura nie zniknie szybciej niż po upływie decy­liona (1060) lat. Z kolei naj­do­rod­niejsze okazy mogą wypa­ro­wywać nawet grubo ponad 10100 lat. I raczej o takiej per­spek­tywie powin­niśmy myśleć, bo w czasie pierw­szych setek bilionów lat ist­nienia wszech­świata – choćby wskutek łączenia się kolej­nych galaktyk i fuzji ich cen­tral­nych czarnych dziur – powstaną monstra o masach setek miliardów naszych Słońc. Ale i one odejdą w niebyt.

Cicho wszędzie, głucho wszędzie

Etap piąty, a wła­ściwie epilog historii naszego wszech­świata, pozo­staje równie tra­giczny co fascy­nu­jący. Jedyne co ostało się w prze­pastnej prze­strzeni, to sła­biutkie pro­mie­nio­wanie w formie włó­czą­cych się tu i ówdzie fotonów oraz neutrin. Kosmos nie­wąt­pliwie zbliży się do tego, co okre­ślamy mianem śmierci cieplnej, czy mówiąc kon­kret­niej triumfu entropii. Ale czy na pewno dojdzie do jej pełnego, abso­lutnie nie­pod­wa­żal­nego zwy­cię­stwa?

W fizyce funk­cjo­nuje termin zera bez­względ­nego: –273°C (0K). Na razie nie potra­fimy schło­dzić tak bardzo żadnego ciała nawet w warun­kach labo­ra­to­ryj­nych, ale właśnie taki stan powinien ogarnąć cały wszech­świat. Fotony mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wania tła zimno wciąż roz­grzane do 2,7K  jak i te powstałe w wyniku rozpadu materii, musia­łyby wytracić całą energię. To samo tyczy się neutrin.

Aby entropia osią­gnęła cał­ko­wity sukces, wszelkie postaci energii w prze­strzeni muszą zostać roz­sma­ro­wane rów­no­miernie. Mowa o stanie, w którym układ prze­staje podlegać jakim­kol­wiek zmianom. Nic ze sobą nie oddzia­łuje, nie dochodzi do żadnych prze­kształceń, żadnych procesów fizycz­nych. Wszystkie zjawiska obser­wo­wane przez nas na co dzień, wynikają z nie­ustan­nego prze­pływu energii. Po śmierci cieplnej wszech­świata, nic takiego nie powinno mieć już miejsca. Zaraz za tym wypływa kolejna pesy­mi­styczna kon­kluzja. Brak cyr­ku­lacji energii jest jed­no­znaczny z zaha­mo­wa­niem przesyłu infor­macji. Do prze­nie­sienia choćby jednego bitu danych, potrze­bu­jemy procesu fizycz­nego, jakiegoś drobnego impulsu energii. To dzieje się nie­ustannie w kom­pu­te­rach oraz w naszych neu­ro­nach. Mak­sy­malna entropia jest rów­no­znaczna z defi­ni­tywnym zakazem ist­nienia jakie­go­kol­wiek przejawu świa­do­mości.

Co z grawitacją?

Jednakże, wspo­mniałem o pewnych wąt­pli­wo­ściach doty­czą­cych wiel­kiego chłodu. W przy­wo­łanym sce­na­riuszu około 30% składu wszech­świata sta­no­wi­łyby neutrina. Jako, że posia­dają one masę (nie­wielką, ale jednak), wciąż oddzia­łują gra­wi­ta­cyjnie. Oczy­wi­ście, w przy­padku poje­dyn­czej drobiny miliony razy mniej­szej od elek­tronu, mowa o nie­sa­mo­wicie sub­telnym efekcie. Niemniej, płótno cza­so­prze­strzeni nawet po bilio­nach biliardów lat, nie stanie się idealnie gładkie. Neutrina wciąż będą miały poten­cjał two­rzenia mini­mal­nych zagłę­bień, a co za tym idzie, do wcho­dzenia w inte­rakcje z innymi neu­tri­nami. Poza tym, zmiany w polu gra­wi­ta­cyjnym to również pewna forma przesyłu infor­macji. Byle co, ale zawsze lepsze niż nic.

Prawdę mówiąc, nigdy nie spo­tkałem się z roz­wa­ża­niami na temat tego ostat­niego kłopotu, więc mogę się z wami podzielić jedynie przy­pusz­cze­niami. Ponieważ neutrina oddzia­łują gra­wi­ta­cyjnie, a gra­wi­tacja nie posiada ogra­ni­czeń jeśli chodzi o zasięg; teo­re­tycznie mogą one zacząć lgnąć ku sobie. Trwałoby to pewnie znacznie dłużej niż potra­fimy to wyrazić, ale załóżmy że w końcu by do tego doszło. Otrzy­mu­jemy ławicę eks­tre­malnie lekkich cząstek, o łącznej masie setek lub tysięcy galaktyk, które mogłyby zapaść się w jeszcze jedną, „osta­teczną” czarną dziurę. Rzecz jasna jest tu wiele znaków zapy­tania, wyni­ka­ją­cych z braków w wiedzy o fizyce mikro­świata. Kto wie, czy cegiełki uznawane przez nas za ele­men­tarne, po dosta­tecznie długim czasie również nie prze­chodzą jakiejś prze­miany czy dege­ne­racji. Na razie pozo­stają nam spe­ku­lacje.

Jeszcze bardziej praw­do­po­dobna wydaje się sytuacja, w której resztki materii, nie będą miały opcji jakie­go­kol­wiek oddzia­ły­wania ze sobą. Zarówno gra­wi­tacja jak i elek­tro­ma­gne­tyzm „na papierze” potrafią prze­mie­rzać dowolny dystans, ale musimy pamiętać, że wszech­świat stale rośnie. Nie wiemy jak ta eks­pansja będzie prze­biegać w przy­szłości, ale jak na razie ten­dencja jest zwyżkowa: prze­strzeń puchnie coraz szybciej. Wystarczy popuścić wodzę fantazji i wyobrazić sobie wszech­świat tak ogromny, że na każdą poje­dynczą cząstkę zacznie przy­padać próżnia o obję­tości całych lat świetl­nych. Co waż­niejsze, prze­strzeń między tymi cząst­kami zacznie w pewnym momencie eks­pan­dować tak szybko, że nie­moż­liwy stanie się wpływ jednej na drugą. Po prostu prędkość ucieczki wszyst­kich drobin względem siebie (dzia­ła­jąca ana­lo­gicznie do obecnie obser­wo­wanej, wza­jemnej ucieczki galaktyk), prze­kroczy prędkość światła. Każdy foton i każde neutrino stanie się wtedy bardzo samotne.

Coś się kończy, coś się zaczyna

Wszech­świat mogą trapić również innego rodzaju pośmiertne drgawki. Myślę tu o enig­ma­tycznej energii próżni. Pusta z pozoru prze­strzeń, wyczysz­czona z całej materii, wciąż kipi aktyw­no­ścią, rodząc spon­ta­nicznie cząstki wir­tu­alne. Pod wpływem nie­ubła­ga­nych zasad mecha­niki kwan­towej, próżnia ulega wszech­obecnym, drobnym kon­wul­sjom. Cząstki poja­wiają się „znikąd” na ułamek sekundy, aby bez­pow­rotnie zniknąć (zob. tu). I znów możemy tylko gdybać. Czy sama pustka podlega zasadom ter­mo­dy­na­miki? Czy fluk­tu­acje kwantowe mogą zaniknąć? Wszystko wskazuje na odpo­wiedzi nega­tywne.

Oto gdzie jesteśmy. Teo­re­tycznie nie ma już niczego. Rze­czy­wi­stość pełna atomów, molekuł, planet, gwiazd i galaktyk po prostu wygasła pozo­sta­wiając wielki chłód i nie­prze­nik­nioną ciemność. Zostaje jednak próżnia, bez­gra­niczna i nie­śmier­telna, a co waż­niejsze, posia­da­jąca kwantowy poten­cjał.

Czy czegoś nam to nie przy­po­mina? Czy nie jest to – postu­lo­wane m.in. przez Michała Hellera – tajem­nicze pole moż­li­wości? Pole, którego losowa fluk­tu­acja nastę­pu­jąca w prze­ciągu nie­zli­czo­nych eonów, może zrodzić wszystko. Dowolną cząstkę, świa­do­mość na kształt mózgu Bolt­zmanna, albo… wielki wybuch.

Ale to tylko gdybanie.
Literatura uzupełniająca:
I. Nowikow, Czarne dziury i wszechświat, przeł. S. Bajtlik, Warszawa 1995;
I. Nowikow, Rzeka czasu. Czarne dziury, białe dziury i podróże w czasie, przeł. P. Amsterdamski, Warszawa 1998;
M. Heller, Kosmologia kwantowa, Warszawa 2001;
L. Krauss, Wszechświat z niczego. Dlaczego istnieje raczej coś niż nic, przeł. T. Krzysztoń, Warszawa 2014;
I. Asimov, Ostatnie pytanie, przeł. K. Malinowski, [online: http://pokazywarka.pl/ostatniepytanie].

A tak zupełnie na marginesie. Nie chciałbym się narzucać, ale 15 osób w tym miejscu, wygląda ździebko licho, zwłaszcza biorąc pod uwagę 7,5 tys. lajkujących osób i tysiące wyświetleń bloga każdego dnia.
podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Gadus

    „a małe gwiazdki w rodzaju pospo­li­tych czer­wo­nych karłów, potrafią osiągać piękny wiek liczony nie w miliar­dach, a bilio­nach lat.”

    Z tego co wiem, to bilion to angielski (czy też ame­ry­kański) odpo­wiednik miliarda.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Tak to prawda, ale to nie pomyłka. Rze­czy­wi­ście mowa o bilio­nach lat. Pierwsze z półki źródło: N. Henbest, „Życie gwiazdy”, [w:] R. Fifield, Współ­czesna nauka bez tajemnic, Poznań 2000. :)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kacper

        Witam wszyst­kich

        Odnośnie końca wszech­świata ciekawą hipotezą jest też Wszech­świat cykliczny Penrosea. Oczy­wi­ście podobnie jak w przy­padku hipotezy przed­sta­wionej tutaj wszystkie cząstki posia­da­jące masę prze­staną istnieć. Pytanie co z neu­tri­nami bo nie zna­la­złem wyja­śnienia. Czy wszystko jednak zostanie wchło­nięte przez czarne dziury ? . Nato­miast zostaną tylko fotony i fale gra­wi­ta­cyjne. Jak wiadomo w przy­padku cząstek nie posia­da­ją­cych masy czas de facto nie istnieje. Również prze­staje istnieć prze­strzeń. To znaczy nawet nie­sa­mo­wite odle­głości we wszech­świecie prze­staną odgrywać rolę. No i nie za bardzo rozumiem entropia ma się jakoś wyze­rować i stworzyć nowe Eon. Profesor Meissner na swoim wykła­dzie odnośnie przy­szłości wszech­świata krótko to omówił choć nie wiadomo jak ta entropia ma się zmienić :)

        https://www.youtube.com/watch?v=azHLkRvDhJs

        Pojawia się też pojęcie entropii gra­wi­ta­cyjnej ale nie za bardzo rozumiem na czym ma ona polegać ?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • E

    Bardzo powo­lutku, bo prze­ciętna dziura nie zniknie szybciej niż po upływie decy­liona (1060) lat. Z kolei naj­do­rod­niejsze okazy mogą wypa­ro­wywać niemal dwa razy dłużej. 

    Tzn. od decy­liona do dwóch decy­lionów? To jakoś zaska­ku­jąco dokładne osza­co­wanie :)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Słuszna uwaga. 😀

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • devpad

    A czy jest możliwe aby sztucznie utrzymać warunki, które zapewnią nam prze­trwanie, w jakiejś ogra­ni­czonej prze­strzeni?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ha, to jest świetne pytanie. Pozwól, że Cię zachęcę do ostat­niej pozycji jaką dodałem do lite­ra­tury uzu­peł­nia­jącej. W tym krótkim opo­wia­daniu (dostępnym online) boha­te­rowie stawiają sobie tak naprawdę dość podobne pytanie. :) Chcąc utrzymać zdatne do życia warunki, de facto pytasz o moż­li­wość powstrzy­mania entropii. Zasada jest taka: bieg entropii można lokalnie odwrócić poprzez pracę/dostarczenie energii z zewnątrz. Powyżej jednak roz­pa­tru­jemy zło­wieszczy sce­na­riusz, w którym nie ma już skąd tej energii pobrać. Nie ma ani jednej gwiazdy; nawet atomy już się poroz­pa­dały więc odpada moż­li­wość korzy­stania z energii nukle­arnej bądź ter­mo­nu­kle­arnej. Nie ma niczego, a ogólna energia wszech­świata zmierza ku zeru abso­lut­nemu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kacper

        Roz­sze­rza­jący się i stygnący wszech­świat z punktu widzenia gatunku ludz­kiego nie jest na razie aż takim pro­blemem :) Na razie na pierw­szym miejscu o ile w ogóle dotrwamy bo i w mię­dzy­czasie wszech­świat i nie tylko niesie za sobą sporo zagrożeń to jest nasza rodzima gwiazda, która już albo dopiero jak kto woli za około miliard lat stanie się bardziej gorąca co unie­moż­liwi dalszy rozwój życia na naszej planecie. Biorąc pod uwagę to, że życie na Ziemi roz­po­częło się mniej więcej ok 3 mld lat temu choć ostatnie donie­sienia mówią o jeszcze dalszym czasie to pozo­stała nam 1/4 czasu na dalszy rozwój obecnych form życia na planecie Ziemia. Ludzie jeśli dotrwają w jakiejś postaci do tego czasu będą zmuszeni opuścić naszą rodzimą planetę. Być może Mars albo jeden księ­życów Jowisza stanie się wtedy przy­jem­niejszy do zamiesz­kanie. Oczy­wi­ście to na razie wszystko fantazja bo mówimy o bardzo odle­głych czasach.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Prag­matus

    Czy w momencie zapa­da­jącej się gwiazdy, w momencie two­rzenia się czarnej dziury, „po drugiej stronie” nie nastę­puje wielki wybuch i nie tworzy się nowy wszech­świat?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Na gruncie równań teorii względ­ności, poza czarnymi dziurami teo­re­tycy stwo­rzyli koncept białych dziur. Byłyby one własnie odwrot­no­ścią tych pierw­szych i chyba czymś na kształt tego o czym piszesz. Problem jest jednak taki, że o ile czarne dziury, przy­najm­niej pośrednio obser­wu­jemy, o tyle białej dziury nikt nigdy nie spotkał.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Prag­matus

        To co napi­sałem wpa­so­wy­wa­łoby się w te białe dziury i te ostatnie teorie o tym, że być może żyjemy w „czarnej dziurze”…no tak, z per­spek­tywy o której pisałem, tak można byłoby rzec :)

        Moje „prze­ko­nanie” co do tego nie jest naukowe oczy­wi­ście, jednak na logikę, zapad­nięcie się jakiejś gwiazdy w mały punkt (w stosunku do roz­miarów tego co się zapada) jest niemożliwością…nie dość że ta materia gdzieś się musi podziać (mówi się o nie­wy­obra­żalnej gęstości) + to że jest w stanie taka dziura „pożreć” słońce. To gdzie się podziewa zapad­nięta materia i gdzie się podziewa materia poże­ranej gwiazdy? „Po drugiej stronie”? 😉 Ta cała zapad­nięta materia tworzy po prostu „nowy wymiar” i tam w momencie tego collapsu nastę­puje wielki wybuch…o, teraz uści­śliłem.

        Dzięki za odnie­sienie się i za tego bloga. Pozdra­wiam i oby tak dalej!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Michał Puch

    Wspa­niały artykuł!
    Zakoń­czenie trochę koja­rzące się z bud­dyjską i hinduską kosmo­logią mówiącą o pustce i jej nie­skoń­czonym poten­cjale która stwo­rzyła wszystko co istnieje :)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tomasz Kaśków

    Wydaje mi się że cała ota­cza­jąca nas rze­czy­wi­stość nie ma końca – śmierci a raczej cyklicz­ność. Nie będzie stanu zmie­rza­ją­cego ku końcu wszech­świata i potem NIC. Nie wydaje mi się by coś powstało by z czasem równym nie­skoń­czo­ności wygasnac i uni­ce­stwić bez­pow­rotnie wszystko. Twierdzę ze tak jak po każdej porze roku przy­chodzi następna tak po wielkiej zagła­dzie wszech­świata nastę­puje reak­ty­wacja. Mimo naszej wielkiej wiedzy to tak naprawdę nic nie wiemy lub zbyt mało wiemy by stwier­dzić jak naprawdę to wszystko się zaczęło i jak zakończy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      No tak, tylko że wszystko co tu piszesz nie jest poparte niczym poza… pra­gnie­niem by tak było. Analogia z porami roku jest piękna, ale nie nie ma kom­pletnie nic wspól­nego z mecha­ni­zmami rzą­dzą­cymi wszech­światem. Oczy­wi­ście ciągle uzu­peł­niamy wiedzę i na pewno czeka nas wiele nowych hipotez: ale wcale nie muszą być one dla nas bardziej opty­mi­styczne; wręcz prze­ciwnie. Mniej praw­do­po­dobna teoria wiel­kiego roz­darcia, na ten przykład, byłaby o tyle gorsza, że powinna nastąpić o wiele, wiele szybciej niż śmierć cieplna wszech­świata.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Tomasz Kaśków

        Myślę że wszech­świat raz roz­szerza się a raz kurczy i tak w nie­skoń­czo­ność. Więk­szość rzeczy co napisano, mówiono jest tylko naszym domysłem. Czy ktoś z nas widział koniec wszech­świata? Wybu­cha­jące gwiazdy jako super­nowe tak.. widziano już w dziejach ludz­kości.. Teo­re­tycznie gwiazdy na nie­bo­skłonie mogą już nie istnieć, gdyż światło ich dociera do nas z ogromnym opóź­nie­niem i widzimy je takimi jakie były X czasu temu. A wracając do kolej­nego komen­tarza jaki napi­sałeś poniżej.. :) to nikt czarnej dziury nie widział czy też pośrednio nie obser­wował a domysły były.. Atom był nie podzielny.. Jednak rze­czy­wi­stość jest inna :)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie, nie, nie… ale nie ujmujmy nauki jako bajania o michał­kach. Obser­wacje pośrednie to nasz chleb powszedni i równie poważny dowód niż oglą­danie obiekty własnymi oczętami (czę­sto­kroć poważ­niejszy). Z uwagi na oczy­wiste prze­szkody jeszcze długo nie spoj­rzymy przez teleskop na horyzont zdarzeń, ale dosko­nale widzimy ich odciski gra­wi­ta­cyjne, co do joty odpo­wia­da­jące teorii i obli­cze­niom. Hipoteza to nie domysł, teoria to nie hipoteza. Wszystko do siebie pasuje niczym puzzle. :)

        Ktoś poniżej wspo­mniał już o wszech­świecie cyklicznym i pewnie pojawi się o nim tekst w przy­szłości. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że to już XXI-wieczne badania powie­działy nam wiele o geo­me­trii wszech­świata i to one, a nie arbi­tralny wybór uczonych, wskazują na sce­na­riusz wiel­kiego chłodu jako ten naj­praw­do­po­dob­niejszy. Kosmos wciąż eks­pan­duje i ku naszemu zasko­czeniu przy­śpiesza. Nawiasem mówiąc, ewen­tu­alne kur­czenie i ponowny rozrost wszech­świata za wiele nam nie da, bo istoty żyjące w tym „nowym” wszech­świecie będą wie­działy tyle o naszych sta­ra­niach, ile my wiemy o tych, być może żyjących w „poprzednim”.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    No tak, właśnie ten widnieje w lite­ra­turze uzu­peł­nia­jącej. (?) ^^

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Henryk Krze­miński

    Światu nie grozi żaden koniec ponieważ jest on dosta­tecznie stabilny. Roz­sze­rzanie się prze­strzeni wynika z błędnej oceny uczonych z poczy­nio­nych obser­wacji. Dowód na to można znaleźć choćby w WZH.
    Można o tym prze­czytać : Teoria Wiel­kiego Wybuchu kosmiczną pomyłką.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0