Chciałbym namówić Cię na zmianę perspektywy. Spójrzmy na nasz świat – glob, na którym przyszło nam codziennie budzić się i zasypiać – jak na kosmiczny pojazd o powierzchni pięciuset milionów kilometrów kwadratowych.


“Jednym z naj­więk­szych objawień kosmo­lo­gii,
jest obraz Ziemi, samotnej i ogra­ni­czo­nej, 
uno­szą­cej cały ludzki gatunek,
przez oceany prze­strzeni i czasu”.
- Carl Sagan

Zależnie od punktu widzenia, tytuł tego artykułu możesz trak­to­wać jako ładną metaforę lub stwier­dze­nie nie­ko­niecz­nie oczy­wi­stego faktu. Bo czym jest Ziemia? Pierwszy z brzegu pytany odpowie: planetą. Pamię­tajmy jednak, że to miano sztuczne wymy­ślone na potrzeby astro­no­mów, o rozmytej i zmiennej defi­ni­cji. Prze­ko­nał się o tym cho­ciażby maleńki Pluton. Jako synonimu dla Ziemi zwykło się również używać słowa “świat”. Rozważmy sko­ja­rze­nia płynące z tej nazwy. Świat jest wyrazem wie­lo­znacz­nym, mogącym w odpo­wied­nim kon­tek­ście oznaczać wszystko co znamy, po prostu ota­cza­jącą nas rze­czy­wi­stość. I kiedyś rze­czy­wi­ście Ziemia, czasem tylko jej fragment, pozo­sta­wał dla danej cywi­li­za­cji całym światem. 

Nazwy są ważne, bo impli­kują nasz stosunek do przed­miotu. Kiedy opi­su­jemy Ziemię jako świat, auto­ma­tycz­nie kwa­li­fi­ku­jemy ją jako całe dostępne nam śro­do­wi­sko. Zawiera on wszyst­kie miejsca, jakie pozo­stają nam realnie (!) dostępne do poznania i zwie­dze­nia. Jed­no­cze­śnie prze­ko­nu­jemy siebie, że świat to odwieczna arena, ist­nie­jąca od dawien dawna i pozba­wiona daty ważności. To coś stałego, co spaja poko­le­nia naszych dziadów z poko­le­niem naszych dzieci. Sko­ja­rze­nia tego typu są w pełni uza­sad­nione. Per­spek­tywa istot funk­cjo­nu­ją­cych zaledwie przez nędzne kil­ka­dzie­siąt lat, nie pozwala na uchwy­ce­nie dynamiki procesów kli­ma­tycz­nych, bio­lo­gicz­nych, geo­lo­gicz­nych, nie wspo­mi­na­jąc już o astro­no­micz­nych. Z kolei nasza wielkość, sku­tecz­nie zamazuje nam obraz Ziemi jako drobnego skalnego okrucha, zawie­szo­nego w kosmicz­nej czerni.

Oczy­wi­ście, dzięki wytę­żo­nej pracy nie­zli­czo­nej rzeszy uczonych, świat osta­tecz­nie stał się ele­men­tem nie­po­rów­ny­wal­nie szerszej ukła­danki – wszech­świata. Mimo to, pier­wotne zna­cze­nia słów funk­cjo­nu­ją­cych w języku, wciąż wpływają na nasze myślenie i znacząco utrud­niają nam nabranie tak potrzeb­nego dystansu. Nawet gdy człowiek postawi wreszcie stopę na prze­su­szo­nej powierzchni Marsa, niewiele zmieni się w tej materii. Tak jak teraz, dla 99% ludz­ko­ści, Ziemia będzie nadal postrze­gana jako nie­zmienny, pewny, może nawet dedy­ko­wany nam świat.

Rodzi to znaczące problemy. Jeśli coś jest postrze­gane jako wieczne, nie trzeba o to dbać, nie trzeba się tym zajmować, nie trzeba nic zmieniać we własnym zacho­wa­niu. Jakoś to będzie, bo przecież do tej pory było. Poza tym świat jest ogromny! Dlaczego akurat ja miałbym się nim zajmować?

Przyj­mijmy teraz kon­wen­cję przy­wo­ła­nego w tytule statku kosmicz­nego. W istocie Ziemia to ogromny, kosmiczny autobus, krążący po stałej linii Układu Sło­necz­nego i nie tylko. Liczymy na swój statek nie inaczej niż astro­nauci. Mamy nadzieję, że nas nie zawie­dzie i sku­tecz­nie ochroni przed nie­bez­pie­czeń­stwami kosmicz­nej próżni. Oczy­wi­ście to nie­wia­ry­god­nie wygodny pojazd. Prze­stronny, z dużą ilością surowców i stale pod­łą­czony do sieci ener­ge­tycz­nej. Jak łatwo zapo­mnieć, że otacza nas bez­kre­sna, zimna i ponura prze­strzeń. Wszakże, wszyst­kie nasze wysiłki w sferze astro­nau­tyki spro­wa­dzają się do lako­nicz­nego zadania: chcemy zrobić tak, aby w kon­stru­owa­nych statkach panowały warunki bliź­nia­cze do błę­kit­nego statku-matki.

Możemy popuścić wodze fantazji i wyobra­zić sobie ogromny wehikuł przy­szło­ści, rodem z science-fiction (jak Nostromo czy inny Enter­prise). Praw­do­po­dob­nie przy­brałby on futu­ry­styczny kształt i zostałby wypo­sa­żony w wymyślny napęd, ale to co naj­waż­niej­sze pro­jek­tanci spró­bo­wa­liby zgapić z Ziemi. Prze­wi­dzie­liby miejsca na szklar­nie, korzy­stali z energii sło­necz­nej, spró­bo­wali wytwo­rzyć efekt sztucz­nej gra­wi­ta­cji oraz osłonę chro­niącą pasa­że­rów przed śmier­cio­no­śnym pro­mie­nio­wa­niem kosmicz­nym. Krótko mówiąc, poszu­ki­wa­liby odpo­wied­ni­ków dla gleby, magne­tos­fery, pola gra­wi­ta­cyj­nego i całej reszty ziem­skich dobro­dziejstw. 

Czy miesz­kań­ców takiego przy­bytku byłoby trzeba prze­ko­ny­wać do ciągłej ostroż­no­ści, oszczęd­no­ści i soli­dar­nej odpo­wie­dzial­no­ści za wspólny dom? Na statku zmie­ści­łoby się kil­ku­na­stu, kil­ku­dzie­się­ciu bądź kilkuset ludzi. Wszyst­kiego łącznie z miejscem byłoby nie­po­rów­ny­wal­nie mniej niż na naszej planecie, dlatego każdy zasób nale­ża­łoby szanować, a naj­mniej­szą usterkę zawczasu naprawić. Cwaniak pragnący polep­szyć swoją sytuację kosztem bez­pie­czeń­stwa reszty – igno­ru­jący interes ogółu – byłby natych­miast złapany i uznany za zagro­że­nie dla spo­łecz­no­ści. A skoro wszyst­kiego jest niewiele, to wszelkie nie­roz­ważne decyzje skut­ko­wa­łyby kon­se­kwen­cjami niemal natych­miast. Skażenie wody, uszko­dze­nie osłony przeciw pro­mie­nio­wa­niu lub systemów utrzy­mu­ją­cych tem­pe­ra­turę czy wil­got­ność – wszyscy odczu­liby w prze­ciągu minut, godzin lub dni.

Nawet jeśli rozu­miemy powagę sytuacji, na co dzień gubi nas skala. Wyciek z tankowca to przecież tylko kropla w świa­to­wym oceanie. Spaliny emi­to­wane przez drobne samo­chody wydają się (nie­słusz­nie) niczym w porów­na­niu do dzia­łal­no­ści potęż­nych wulkanów. Upo­lo­wa­nie zwie­rzaka od czasu do czasu, nie wzruszy potęż­nego eko­sys­temu. Ropy naftowej i gazu ziemnego jest wciąż całe mnóstwo, a nowe złoża tylko czekają na eks­plo­ata­cję. I tak dalej. Stąd tylko o krok od cichej, choć złudnej nadziei, że człowiek nie jest w stanie Ziemi zaszko­dzić. W końcu to świat! Nie da się zmienić świa­to­wego klimatu, tysiące gatunków nie może po prostu ze świata zniknąć, a światowe zasoby surowców nie powinny nigdy ulec wyczer­pa­niu. 

Przecież przez tysiące lat nasz statek pozo­sta­wał w idealnym stanie! Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

Z prostej przy­czyny. U progu epoki indu­strial­nej Ziemię zamiesz­ki­wał zaledwie miliard ludzi. Pomyśl o tym: całą planetę zapeł­niało mniej dusz niż obecnie żyje w samych Chinach lub Indiach. Teraz dzielimy nasz statek, z trudną do ogar­nię­cia liczbą 7 miliar­dów współ­pa­sa­że­rów. To zupełnie inny świat! Jest nas siedem razy więcej niż na początku XIX i prawie cztery razy więcej niż na początku XX wieku. Na dodatek, coraz większy odsetek z tych 7 miliar­dów ludzi – osób z krwi i kości – pragnie tego co my mamy od dawna: czystej wody, dostępu do surowców, szyb­kiego trans­portu, pełnej michy, iphone’a, face­bo­oka, poke­mo­nów oraz taniej energii. Wkrótce będzie to 8 miliar­dów i 9…

Dawno nie było okazji aby zalinkować Symphony of Science. Zawsze mam dreszcze gdy słyszę ten utwór.
Nasz świat, nasz dom, pozo­staje jed­no­cze­śnie statkiem uno­szą­cym nas w kosmicz­nej pustce. Jest większy i moc­niej­szy niż cokol­wiek co potra­fimy skon­stru­ować, ale również ma swoje ogra­ni­cze­nia. Musimy pamiętać, że to co było nie­win­nym przy­zwy­cza­je­niem czy drobnym grzesz­kiem kilka stuleci temu, należy obecnie prze­mno­żyć kilka lub kil­ka­na­ście razy. Tylko naiwny dureń pozba­wiony krzty wyobraźni, potrafi to zlek­ce­wa­żyć.

Poczucie wspólnej odpo­wie­dzial­no­ści za naszą kosmiczną tratwę to już nie fana­be­ria ani wynik dobrej woli kilku mocarstw. To abso­lutna koniecz­ność. Na nasze nie­szczę­ście, poten­cjalne reper­ku­sje nie będą zważać na politykę, religię ani pań­stwowe granice. Spadną na wszyst­kich, bez wyjątku.

podpis-czarny
  • Dominik Kurek

    Święte słowa

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Akurat ten problem — moim zdaniem — nie jest nie do roz­wią­za­nia, a panika wynika z tego co obser­wu­jemy obecnie. Tak, XX i XXI wiek to demo­gra­ficzne bum bez pre­ce­densu, ale ten nie­sa­mo­wity przyrost już powoli zaczyna wyha­mo­wy­wać. Chiny spo­wol­niły, to samo za kilka dekad czeka Indie i resztę Azji. Zmiana trybu życia, jego poprawa, para­dok­sal­nie zmniej­sza przyrost natu­ralny. Tro­szeczkę o tym wspo­mi­na­łem tu: http://www.kwantowo.pl/2016/02/16/7-wielkich-fobii-trapiacych-ludzkosc/

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://bigbaddice.pl/ Adrian

      Czytałem ten wpis jest ultra­cie­kawy jednak nie zgodzę się aby miejsca dla ludzi star­czyło z nawiązką. Obecnie nie radzimy sobie z rosnącą liczbą ludności i jeżeli będzie postę­po­wać to może dojść do tragedii. Raczej mi tutaj chodzi o problemy spo­łeczne a nie problem z surow­cami i prze­strze­nią. Bum stopuje ale czy wystar­cza­jąco szybko? Indie i Chiny nawet mimo zmian prawnych mają dalej problem z nadwyżka demo­gra­ficzna

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Selene Moon­ligth

    Zgadzam się w w stu pro­cen­tach. Ludzie są tak wygod­niccy, że wyko­rzy­stują wszystko i wszyst­kich na około, nie myśląc o kon­se­kwen­cjach. Swoją rolę grają też archa­iczne przy­zwy­cza­je­nia i brak zain­te­re­so­wa­nia nauką — bo przecież jak się ma co do gęby włożyć i czym zadek powozić, to po co zajmować się “nie­swo­imi” pro­ble­mami? Jeszcze powiedzą, że eko­ter­ro­ry­sta, któremu się nudzi, więc zajmuje się “pier­do­łami”! Cóż, jeżeli to się nie zmieni, pozo­staje tylko samemu robić co się da i współ­czuć przy­szłym poko­le­niom.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0