Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 4

Artykuły

Szanuj swój statek kosmiczny

6th Sie '16

Chciałbym namówić Cię na zmianę perspektywy. Spójrzmy na nasz świat – glob, na którym przyszło nam codziennie budzić się i zasypiać – jak na kosmiczny pojazd o powierzchni pięciuset milionów kilometrów kwadratowych.


„Jednym z naj­więk­szych objawień kosmo­logii,
jest obraz Ziemi, samotnej i ogra­ni­czonej, 
uno­szącej cały ludzki gatunek,
przez oceany prze­strzeni i czasu”.
– Carl Sagan

Zależnie od punktu widzenia, tytuł tego artykułu możesz trak­tować jako ładną metaforę lub stwier­dzenie nie­ko­niecznie oczy­wi­stego faktu. Bo czym jest Ziemia? Pierwszy z brzegu pytany odpowie: planetą. Pamię­tajmy jednak, że to miano sztuczne wymy­ślone na potrzeby astro­nomów, o rozmytej i zmiennej defi­nicji. Prze­konał się o tym cho­ciażby maleńki Pluton. Jako synonimu dla Ziemi zwykło się również używać słowa „świat”. Rozważmy sko­ja­rzenia płynące z tej nazwy. Świat jest wyrazem wie­lo­znacznym, mogącym w odpo­wiednim kon­tek­ście oznaczać wszystko co znamy, po prostu ota­cza­jącą nas rze­czy­wi­stość. I kiedyś rze­czy­wi­ście Ziemia, czasem tylko jej fragment, pozo­stawał dla danej cywi­li­zacji całym światem. 

Nazwy są ważne, bo impli­kują nasz stosunek do przed­miotu. Kiedy opi­su­jemy Ziemię jako świat, auto­ma­tycznie kwa­li­fi­ku­jemy ją jako całe dostępne nam śro­do­wisko. Zawiera on wszystkie miejsca, jakie pozo­stają nam realnie (!) dostępne do poznania i zwie­dzenia. Jed­no­cze­śnie prze­ko­nu­jemy siebie, że świat to odwieczna arena, ist­nie­jąca od dawien dawna i pozba­wiona daty ważności. To coś stałego, co spaja poko­lenia naszych dziadów z poko­le­niem naszych dzieci. Sko­ja­rzenia tego typu są w pełni uza­sad­nione. Per­spek­tywa istot funk­cjo­nu­ją­cych zaledwie przez nędzne kil­ka­dzie­siąt lat, nie pozwala na uchwy­cenie dynamiki procesów kli­ma­tycz­nych, bio­lo­gicz­nych, geo­lo­gicz­nych, nie wspo­mi­nając już o astro­no­micz­nych. Z kolei nasza wielkość, sku­tecznie zamazuje nam obraz Ziemi jako drobnego skalnego okrucha, zawie­szo­nego w kosmicznej czerni.

Oczy­wi­ście, dzięki wytę­żonej pracy nie­zli­czonej rzeszy uczonych, świat osta­tecznie stał się ele­mentem nie­po­rów­ny­walnie szerszej ukła­danki – wszech­świata. Mimo to, pier­wotne zna­czenia słów funk­cjo­nu­ją­cych w języku, wciąż wpływają na nasze myślenie i znacząco utrud­niają nam nabranie tak potrzeb­nego dystansu. Nawet gdy człowiek postawi wreszcie stopę na prze­su­szonej powierzchni Marsa, niewiele zmieni się w tej materii. Tak jak teraz, dla 99% ludz­kości, Ziemia będzie nadal postrze­gana jako nie­zmienny, pewny, może nawet dedy­ko­wany nam świat.

Rodzi to znaczące problemy. Jeśli coś jest postrze­gane jako wieczne, nie trzeba o to dbać, nie trzeba się tym zajmować, nie trzeba nic zmieniać we własnym zacho­waniu. Jakoś to będzie, bo przecież do tej pory było. Poza tym świat jest ogromny! Dlaczego akurat ja miałbym się nim zajmować?

Przyj­mijmy teraz kon­wencję przy­wo­ła­nego w tytule statku kosmicz­nego. W istocie Ziemia to ogromny, kosmiczny autobus, krążący po stałej linii Układu Sło­necz­nego i nie tylko. Liczymy na swój statek nie inaczej niż astro­nauci. Mamy nadzieję, że nas nie zawie­dzie i sku­tecznie ochroni przed nie­bez­pie­czeń­stwami kosmicznej próżni. Oczy­wi­ście to nie­wia­ry­godnie wygodny pojazd. Prze­stronny, z dużą ilością surowców i stale pod­łą­czony do sieci ener­ge­tycznej. Jak łatwo zapo­mnieć, że otacza nas bez­kresna, zimna i ponura prze­strzeń. Wszakże, wszystkie nasze wysiłki w sferze astro­nau­tyki spro­wa­dzają się do lako­nicz­nego zadania: chcemy zrobić tak, aby w kon­stru­owa­nych statkach panowały warunki bliź­niacze do błę­kit­nego statku-matki.

Możemy popuścić wodze fantazji i wyobrazić sobie ogromny wehikuł przy­szłości, rodem z science-fiction (jak Nostromo czy inny Enter­prise). Praw­do­po­dobnie przy­brałby on futu­ry­styczny kształt i zostałby wypo­sa­żony w wymyślny napęd, ale to co naj­waż­niejsze pro­jek­tanci spró­bo­wa­liby zgapić z Ziemi. Prze­wi­dzie­liby miejsca na szklarnie, korzy­stali z energii sło­necznej, spró­bo­wali wytwo­rzyć efekt sztucznej gra­wi­tacji oraz osłonę chro­niącą pasa­żerów przed śmier­cio­no­śnym pro­mie­nio­wa­niem kosmicznym. Krótko mówiąc, poszu­ki­wa­liby odpo­wied­ników dla gleby, magne­tos­fery, pola gra­wi­ta­cyj­nego i całej reszty ziem­skich dobro­dziejstw. 

Czy miesz­kańców takiego przy­bytku byłoby trzeba prze­ko­nywać do ciągłej ostroż­ności, oszczęd­ności i soli­darnej odpo­wie­dzial­ności za wspólny dom? Na statku zmie­ści­łoby się kil­ku­nastu, kil­ku­dzie­sięciu bądź kilkuset ludzi. Wszyst­kiego łącznie z miejscem byłoby nie­po­rów­ny­walnie mniej niż na naszej planecie, dlatego każdy zasób nale­ża­łoby szanować, a naj­mniejszą usterkę zawczasu naprawić. Cwaniak pragnący polep­szyć swoją sytuację kosztem bez­pie­czeń­stwa reszty – igno­ru­jący interes ogółu – byłby natych­miast złapany i uznany za zagro­żenie dla spo­łecz­ności. A skoro wszyst­kiego jest niewiele, to wszelkie nie­roz­ważne decyzje skut­ko­wa­łyby kon­se­kwen­cjami niemal natych­miast. Skażenie wody, uszko­dzenie osłony przeciw pro­mie­nio­waniu lub systemów utrzy­mu­ją­cych tem­pe­ra­turę czy wil­got­ność – wszyscy odczu­liby w prze­ciągu minut, godzin lub dni.

Nawet jeśli rozu­miemy powagę sytuacji, na co dzień gubi nas skala. Wyciek z tankowca to przecież tylko kropla w świa­towym oceanie. Spaliny emi­to­wane przez drobne samo­chody wydają się (nie­słusznie) niczym w porów­naniu do dzia­łal­ności potęż­nych wulkanów. Upo­lo­wanie zwie­rzaka od czasu do czasu, nie wzruszy potęż­nego eko­sys­temu. Ropy naftowej i gazu ziemnego jest wciąż całe mnóstwo, a nowe złoża tylko czekają na eks­plo­atację. I tak dalej. Stąd tylko o krok od cichej, choć złudnej nadziei, że człowiek nie jest w stanie Ziemi zaszko­dzić. W końcu to świat! Nie da się zmienić świa­to­wego klimatu, tysiące gatunków nie może po prostu ze świata zniknąć, a światowe zasoby surowców nie powinny nigdy ulec wyczer­paniu. 

Przecież przez tysiące lat nasz statek pozo­stawał w idealnym stanie! Dlaczego teraz miałoby być inaczej?

Z prostej przy­czyny. U progu epoki indu­strialnej Ziemię zamiesz­kiwał zaledwie miliard ludzi. Pomyśl o tym: całą planetę zapeł­niało mniej dusz niż obecnie żyje w samych Chinach lub Indiach. Teraz dzielimy nasz statek, z trudną do ogar­nięcia liczbą 7 miliardów współ­pa­sa­żerów. To zupełnie inny świat! Jest nas siedem razy więcej niż na początku XIX i prawie cztery razy więcej niż na początku XX wieku. Na dodatek, coraz większy odsetek z tych 7 miliardów ludzi – osób z krwi i kości – pragnie tego co my mamy od dawna: czystej wody, dostępu do surowców, szyb­kiego trans­portu, pełnej michy, iphone’a, face­booka, poke­monów oraz taniej energii. Wkrótce będzie to 8 miliardów i 9…

Dawno nie było okazji aby zalinkować Symphony of Science. Zawsze mam dreszcze gdy słyszę ten utwór.
Nasz świat, nasz dom, pozo­staje jed­no­cze­śnie statkiem uno­szącym nas w kosmicznej pustce. Jest większy i moc­niejszy niż cokol­wiek co potra­fimy skon­stru­ować, ale również ma swoje ogra­ni­czenia. Musimy pamiętać, że to co było nie­winnym przy­zwy­cza­je­niem czy drobnym grzesz­kiem kilka stuleci temu, należy obecnie prze­mnożyć kilka lub kil­ka­na­ście razy. Tylko naiwny dureń pozba­wiony krzty wyobraźni, potrafi to zlek­ce­ważyć.

Poczucie wspólnej odpo­wie­dzial­ności za naszą kosmiczną tratwę to już nie fana­beria ani wynik dobrej woli kilku mocarstw. To abso­lutna koniecz­ność. Na nasze nie­szczę­ście, poten­cjalne reper­kusje nie będą zważać na politykę, religię ani pań­stwowe granice. Spadną na wszyst­kich, bez wyjątku.

podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Dominik Kurek

    Święte słowa

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Akurat ten problem – moim zdaniem – nie jest nie do roz­wią­zania, a panika wynika z tego co obser­wu­jemy obecnie. Tak, XX i XXI wiek to demo­gra­ficzne bum bez pre­ce­densu, ale ten nie­sa­mo­wity przyrost już powoli zaczyna wyha­mo­wywać. Chiny spo­wol­niły, to samo za kilka dekad czeka Indie i resztę Azji. Zmiana trybu życia, jego poprawa, para­dok­salnie zmniejsza przyrost natu­ralny. Tro­szeczkę o tym wspo­mi­nałem tu: http://www.kwantowo.pl/2016/02/16/7-wielkich-fobii-trapiacych-ludzkosc/

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://bigbaddice.pl/ Adrian

      Czytałem ten wpis jest ultra­cie­kawy jednak nie zgodzę się aby miejsca dla ludzi star­czyło z nawiązką. Obecnie nie radzimy sobie z rosnącą liczbą ludności i jeżeli będzie postę­pować to może dojść do tragedii. Raczej mi tutaj chodzi o problemy spo­łeczne a nie problem z surow­cami i prze­strzenią. Bum stopuje ale czy wystar­cza­jąco szybko? Indie i Chiny nawet mimo zmian prawnych mają dalej problem z nadwyżka demo­gra­ficzna

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Selene Moon­ligth

    Zgadzam się w w stu pro­cen­tach. Ludzie są tak wygod­niccy, że wyko­rzy­stują wszystko i wszyst­kich na około, nie myśląc o kon­se­kwen­cjach. Swoją rolę grają też archa­iczne przy­zwy­cza­jenia i brak zain­te­re­so­wania nauką – bo przecież jak się ma co do gęby włożyć i czym zadek powozić, to po co zajmować się „nie­swoimi” pro­ble­mami? Jeszcze powiedzą, że eko­ter­ro­rysta, któremu się nudzi, więc zajmuje się „pier­do­łami”! Cóż, jeżeli to się nie zmieni, pozo­staje tylko samemu robić co się da i współ­czuć przy­szłym poko­le­niom.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0