Już za kilka dni minie okrągłe trzydzieści lat od niezwykle kosztownego błędu, jaki nastąpił w kwietniu 1986 roku w reaktorze nr 4 elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Z tej okazji, z lekkim falstartem, publikuję trzydzieści interesujących fotografii nawiązujących do tej tragedii, wraz ze stosownymi opisami. 

#1
#2
#3
#4
#5
#6
#7
#8
#9
#10
#11
#12
#13
#14
#15
#16
#17
#18
#19
#20
#21
#22
#23
#24
#25
#26
#27
#28
#29
#30
Jeśli wszystko pójdzie dobrze, nie będzie to ostatni wpis o tematyce czar­no­byl­skiej na łamach bloga. Tym­cza­sem pozo­sta­wiam was w zadumie nad nie­po­skro­mioną i niemal nie­śmier­telną siłą atomu. Aha, jeszcze bonus:


podpis-czarny
  • ToJa

    Szkoda, że nie ma źródeł foto­gra­fii 🙁

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marcin

    Mój ś.p. dziadek był kie­row­ni­kiem mle­czarni w dużej miej­sco­wo­ści w dawnym woje­wódz­twie kie­lec­kim. Opo­wia­dał, że nad ranem 28.04.1986 pod jego blok pod­je­chał “gazik”, i jakiś “bez­piecz­niak” dostar­czył mu doku­menty naka­zu­jące prio­ry­te­towe wyda­wa­nie dostaw mleka i prze­two­rów dla północno-wschod­niej Polski kosztem innych regionów. Na pytanie o to, czy tam mleka nie mają dostał podobno odpo­wiedź “wylewamy bo skażone”. Myślał, że jakaś wojna wybuchła, nie pytał o więcej. O Czar­no­bylu dowie­dział się dopiero dzień później, po pamięt­nej naradzie i tej całej imprezie z płynem Lugola.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mieteeek

    Muszę przyznać, że jak widzę #6 to czuję ciarki, które pewnie tego ranka poczuł też fotograf. Straszne ale nie­zwy­kle kli­ma­tyczne.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Zdenek Spamana

    #28 WOW
    Nie zdawałem sobie z tego sprawy. Myślałem, że od czasu kata­strofy cała elek­trow­nia została zamknięta, teren opusz­czony. Czy to na pewno prawda? Skoro do obsługi elek­trowni powstało całe miasto, to gdzie miesz­kała cała reszta ludzi obsłu­gu­jąca to co pozo­stało? I jak praca w takim miejscu wpływała na ich zdrowie?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • WuWu

      Reaktor 3 (sąsia­du­jący przez ścianę ze zglisz­czami bloku 4) został ofi­cjal­nie wyłą­czony w 2000r. w obec­no­ści Leonida Kuczmy, ówcze­snego pre­zy­denta Ukrainy.
      Dla pra­cow­ni­ków elek­trowni po awarii wybu­do­wano prak­tycz­nie od zera miasto Sła­wu­tycz, ok.60km na wschód od Czar­no­byla. Teraz łączy je z elek­trow­nią kolejka dowożąca pra­cow­ni­ków. Na jego budowę zrzuciły się różne repu­bliki ZSRR — inna repu­blika zafun­do­wała inny kwartał — stąd każdy kwartał nosi nazwę spon­so­ru­ją­cej repu­bliki oraz ma
      budulec i archi­tek­turę do niej nawią­zu­jącą.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

    Gdy to wszystko się wyda­rzyło, byłem małym chłopcem. Małym a jednak na tyle dużym, aby kata­strofę pamiętać. Pamiętać nie jako zbiór faktów ale jako nie­zwy­kle silne emocje, które dzieliło całe spo­łe­czeń­stwo i na które jako dzieciak byłem szcze­gól­nie wyczu­lony. Te emocje to powszechny strach, prze­ra­że­nie i nie­uf­ność wobec władzy. Niepokój równie silny, jak ten który zwykle towa­rzy­szy wojnie. Nic dziwnego, że kata­strofa miała tak ważkie kon­se­kwen­cje. Naj­tra­gicz­niej­sze chyba było odwró­ce­nie się spo­łe­czeń­stw od energii atomowej i niemal zaha­mo­wa­nie prac nad jej rozwojem na trzy­dzie­ści lat. Tamte decyzje nabie­rają szcze­gól­nego zna­cze­nia w kon­tek­ście glo­bal­nego ocie­ple­nia a stra­co­nego czasu nie nad­ro­bimy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • hmmm

    no ale far­tuszki i czepki mieli co by im żaden włos nie wpadł do reaktora, BHP przede wszyst­kim tak jak wymóg pracy w kasku przy ukła­da­niu dachu, a wystar­czył prosty układ zle­wa­jący stopione rdzenie jak w EPR do kanału a tak reaktor działał jak szyb­ko­war aż został roze­rwany przez ciśnie­nie, nikt nawet nie pomyślał o jakimś dodat­ko­wym systemie chło­dze­nia, tzw. “awaria” w Fuku­shi­mie pokazała że może czasy się zmieniły ale tech­no­lo­gia nie jest wcale dużo bez­piecz­niej­sza, życzę smacznej rybki rtęć chyba będzie naj­mniej­szym pro­ble­mem

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ax12

      Odnośnie o zabez­pie­cze­niach, np. dodat­ko­wych sys­te­mach. Po pierwsze, być może dodat­kowe systemy by pomogły, ale koncept, plan i dokładny schemat dzia­ła­nia reaktora był tajny. Inży­nie­ro­wie obsłu­gu­jący elek­trow­nię nie znali klu­czo­wych szcze­gó­łów kon­struk­cyj­nych, a manuale były dość ogól­ni­kowe. Wszystko przecież spro­wa­dza się tylko do przy­ci­ska­nia przy­ci­sków w myśl odczytów na zegarach i zgodnie z odpo­wied­nią pro­ce­durą manuala. Kon­struk­to­rzy reaktora z kolei to fizycy, nie inży­nie­ro­wie, nie pracują w elek­trow­niach i pojęcia o obsłudze takiego ustroj­stwa nie mają. Słowem, nie było nikogo, kto by mógł prze­wi­dzieć, jak ewen­tu­alne niuanse wyni­ka­jące z kon­struk­cji reaktora mogą zaowo­co­wać prak­tycz­nym pro­ble­mem i jak, gdyby się taki pojawił, się przed nim chronić. Zresztą jak tu się chronić przed grafitem na pręcie kon­tro­l­nym i wolną prze­strze­nią na dnie komory reaktora? Takie pręty kon­tro­lne nim zaczną wygaszać reakcję najpierw ją podkręcą, zaś w prze­strzeni na dnie zgro­ma­dza się roz­grzana para w dużej ilości i nie jest moni­to­ro­wana przez czujniki, których na dole nikt już nie montował. W efekcie wpro­wa­dza­jąc pręty kon­tro­lne (w skrajnej sytuacji, a nie w codzien­nej) zamiast zmniej­szać, zwiększa się moc reaktora i nie ma się pojęcia, ile tej nie­mo­ni­to­ro­wa­nej pary jest extra w reak­to­rze. Zresztą, oni tam prze­pro­wa­dzali “test”, który — zgodnie z pro­ce­durą — wywo­ły­wał wszelkie możliwe alerty po kolei, zatem po prostu wyłą­czyli wszelkie zabez­pie­cze­nia. Na końcu nawet wysunęli wszyst­kie pręty kon­tro­lne, aby pod­krę­cić moc z prawie zerowej. Pra­co­wali po omacku, na samych zegarach ciśnie­nia pary, mocy reaktora i pro­du­ko­wa­nej energii na tur­bi­nach, na wyczucie i to bez zna­jo­mo­ści niuansów kon­struk­cyj­nych reaktora, czyli krótko mówiąc, zbytnio nie wie­dzieli, jak on wła­ści­wie działa. Budzi grozę? Nie ma się co dziwić, Diałtow, szef zmiany, to gość który na fizyce się nie znał, był lichym inży­nie­rem a sta­no­wi­sko zawdzię­czał wyłącz­nie kwestiom poli­tycz­nym. Zresztą już wcze­śniej dopro­wa­dzał do tragedii pracując jako prze­ło­żony atomista — był aro­ganc­kim chamem, mówiąc kolo­kwial­nie, i totalnie nie­kom­pe­tent­nym inży­nie­rem. Reszta zespołu była młoda i zależna od decyzji par­tyj­nych, nikt nie śmiał kry­ty­ko­wać szefa z par­tyj­nymi kono­ta­cjami. Nawet gdy łamał pro­ce­dury i wydawał pole­ce­nia, których skutki były do prze­wi­dze­nia fatalne. Jedynym osob­ni­kiem, który w tamtej sytuacji coś by poradził, bo był i kom­pe­tent­nym i znającym te reaktory fachow­cem, był główny inżynier, czy też szef elek­trowni, ale w czasie tegoż “testu” spał w domu. Z kolei Fuku­shima to co innego. Japoń­czycy znani są z tego, że potrafią odkrywać nowe tech­no­lo­gie, opra­co­wy­wać nowe systemy i stan­dardy bez­pie­czeń­stwa takich elek­trowni, ale robią to tylko w publi­ka­cjach, swoje elek­trow­nie zaś budują naj­tań­szym kosztem bez jakich­kol­wiek zabez­pie­czeń. Co prawda nikt się nie spo­dziewa ataku mas wodnych, niemniej jednak do japoń­skiej tragedii by nie doszło, gdyby w tych elek­trow­niach, budując je, zapew­niono kilka dodat­ko­wych prze­strzeni, o których Japoń­czycy już wówczas postu­lo­wali, że są nie­zbędne na wypadek trzę­sie­nia ziemi czy właśnie tsunami. Cóż, i tam i tu igno­ran­cja oraz chęć szybkich zysków kosztem taniej fuszerki dopro­wa­dzają do tragedii. To typowo ludzkie. Na ludzkość nie ma lekar­stwa. Dlatego żarliwie modlę się do Boga, aby w Polsce nikt nie zbudował takiego cho­ler­stwa, bo komu jak komu ale Polakom wyko­nu­ją­cym kosz­towną, rządową inwe­sty­cję, nikt nie wierzy, że zrobią to uczciwie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0