Etyczne rozterki trapią świat nauki coraz częściej, raz za razem zmuszając nas do wyboru między postępem a… Właściwie czym? Jakich konsekwencji obawiamy się ingerując w produkty natury?

Niniejszy tekst ma charakter gościnny i wyszedł spod ręki Łukasza, tworzącego na co dzień bloga To tylko teoria. Autor już raz publikował na łamach Kwantowo, a jego artykuł o związkach ewolucji i wiary, wzbudził dość żywą dyskusję. Życzę miłej lektury.
Niemal każda dyskusja tocząca się w Inter­ne­cie czy w gronie przy­pad­ko­wych zna­jo­mych, doty­cząca kwestii etycz­nych i moral­nych staje w końcu w pewnym punkcie. Nieważne jakie są argu­menty każdej ze stron, nie­istotne są przy­ta­czane przy­kłady. Ten moment i tak prawie zawsze nad­cho­dzi. Towa­rzy­szy temu uczucie, jakie może Cię dosię­gnąć, gdy w ciepły, letni dzień pływasz sobie spo­koj­nie w jeziorze. Odprę­żasz się wiedząc, że robisz dla siebie coś dobrego. Zna­la­złeś (lub zna­la­złaś) miejsce, w którym nie ma ludzi – jakieś wąskie dojście do brzegu otoczone bujną roślin­no­ścią. Zamykasz nawet oczy, tak Ci przy­jem­nie. Aż tu nagle kupa. Psia albo ludzka, która zaburza te chwile, poniekąd odbie­ra­jąc im sens. Chodzi o moment, w którym któryś z roz­mów­ców używa argu­mentu o zabawie w Boga. „To jest złe, bo to jak zabawa w Boga”.

Przez Polskę prze­to­czyła się w 2015 roku fala dyskusji i komen­ta­rzy na temat zapłod­nie­nia in vitro (IVF). Prze­wa­ża­jąca więk­szość wypo­wie­dzi poli­ty­ków w tym temacie odbie­gała od meritum sprawy (tak samo zresztą jak części dzien­ni­ka­rzy, z jakimi miałem okazję się zapoznać). Wielu oceniało zagad­nie­nie cał­ko­wi­cie w ode­rwa­niu od rze­czy­wi­sto­ści, czego przy­kła­dem była debata w senacie. Dys­ku­tują tam o nie­płod­no­ści, myląc ją z bez­płod­no­ścią. A te dzieci z in vitro to jakiś syndrom ocaleńca podobno mają. I bruzdy na czołach. No dobrze, ale zapę­dza­jąc takich dys­ku­tan­tów w ślepy zaułek za pomocą zwykłych danych, ci naresz­cie pokazują o co im naprawdę chodzi. To złe, bo zarodki duszę mają (czyli co?), bo osobami są (ale jak?). Naj­waż­niej­sze jednak: bo to zabawa w Boga!

Ludzka blastocysta.

Ludzka bla­sto­cy­sta, Mr. J. Conaghan, Stemcells.nih.gov.

Embriony hodowane w labo­ra­to­rium są w rze­czy­wi­sto­ści na bardzo wczesnym etapie rozwoju – do momentu bla­sto­cy­sty, wylęgłej z osłonki, tak jak to z jaj wylęgają się ptaki czy gady. Lecz w przy­padku ssaków ewolucja sprawiła, że „wyklucie” nastę­puje bardzo wcześnie, kilka dni po zapłod­nie­niu oocytu (komórki jajowej), kiedy zarodek jest nie­do­strze­gal­nej wła­ści­wie gołym okiem wiel­ko­ści i kolo­kwial­nie można rzec, stosując popu­larne w tym kon­tek­ście sfor­mu­ło­wa­nie, że to „tylko” zlepek komórek. Spójrz­cie zresztą na zdjęcie obok, taką właśnie wylęgłą bla­sto­cy­stę implan­tuje się po wcze­śniej­szym doj­rze­wa­niu z zygoty. Nie ma to mózgu, nie ma psychiki, nie ma wspo­mnień. To nie jest osoba. I co to ma wspól­nego z zabawą w Boga? Co to wła­ści­wie znaczy?

Bardzo często gdy coś, jakiś pogląd, idea czy zacho­wa­nie nie odpo­wiada pewnej grupie osób, okre­ślają to w ten właśnie sposób. Robimy z siebie Boga, ludzie! Jesteśmy bogami. Tylko dlaczego? Bo pozna­li­śmy pewne prawa biologii? Mecha­ni­zmy ewolucji bio­lo­gicz­nej, embrio­ge­nezę, repli­ka­cję DNA i to jak wyrażana jest jego eks­pre­sja? Potra­fimy wyko­rzy­stać tę wiedzę do prak­tycz­nych celów. Tak nas stwo­rzyła „natura”, czyli wspo­mniany już wyżej dobór natu­ralny, ewolucja (a dla wie­rzą­cych obok tego Bóg). Jeśli jak­kol­wiek zain­ge­ru­jemy w natu­ralne procesy, ktoś może nas nazwać nie­mo­ral­nymi, bo wystę­pu­jemy w roli Boga. To on daje życie, on je też odbiera – klo­no­wa­nie, two­rze­nie orga­ni­zmów trans­ge­nicz­nych, sztuczna macica czy wspo­mniane zapłod­nie­nie in vitro – to wszystko należy do sił wyższych. To znaczy, miałoby należeć. Stawiać możemy kolejne pytania – czym te siły są?

Wyobraźmy sobie teraz jakąś spo­łecz­ność o men­tal­no­ści zwanej potocz­nie “śre­dnio­wieczną”. Niech to nawet będzie popu­la­cja jakiegoś miasta w Europie z tamtych czasów, o silnych wpływach Kościoła. Pan Smith Kowalski… albo nie. Mikołaj Kopernik ogłasza wyniki swoich obser­wa­cji. Teoria helio­cen­tryczna. Rok 1543. I cóż to ma znaczyć, ledwo co śre­dnio­wie­cze prze­mi­nęło, a już się w Boga bawią! Żeby twier­dzić, że to Ziemia krąży wokół Słońca? Herezja. Czy on za Boga się ma? Zróbcie coś z nim, bo nas Pan pokara!

Brzmi znajomo, jak sądzę. A dzieli nas niemal pół tysiąc­le­cia. W naszej ludzkiej skali czasu to wiele, jeszcze więcej w skali ewolucji kul­tu­ro­wej i naukowej. Ciekawe czy podczas prac nad Inter­ne­tem w USA poja­wiały się kry­tyczne głosy, że łączenie siecią odle­głych miejsc to jest zabawa w Boga. No i miejsce do nadużyć! Bóg daje życie, Bóg je też odbiera – napi­sa­łem. Bóg tak chciał. To częsta argu­men­ta­cja reli­gij­nych fun­da­men­ta­li­stów prze­ciwko zale­ga­li­zo­wa­niu warun­ko­wej euta­na­zji. Gdy jednak zapy­ta­łem pewną osobę wypo­wia­da­jącą się w powyż­szym tonie, dlaczego leczymy ludzi i zwie­rzęta? Dlaczego wyko­nu­jemy trans­plan­ta­cje? Dlaczego zapo­bie­gamy epi­de­miom, szcze­piąc siebie i nasze dzieci? Skoro tak się dzieje, skoro w wyniku trzę­sie­nia ziemi umierają dzie­siątki osób, dlaczego mamy im pomagać? Przecież Bóg tak chciał. Czy lekarze lecząc bawią się w Boga? Skoro jesteś chory na tego raka, nowotwór znaczy się i nie możesz myśleć z bólu, to znaczy, że Ten u góry tak chciał. Po co Ci te leki prze­ciw­bó­lowe, odstaw to natych­miast.

Etyka reli­gijna niestety często rozmija się ze świecką. Nie­któ­rzy za powyższe akapity zapewne chcie­liby mnie zaata­ko­wać: wojujący ateista! A to nie­prawda, wcale się do tej grupy nie zaliczam, ale to w gruncie rzeczy pozo­staje bez żadnego zna­cze­nia. W moral­nych stan­dar­dach wielu religii za złe uznaje się coś, co poten­cjal­nie mogło szkodzić spo­łecz­no­ści setki czy tysiące lat temu. Tak działa ewolucja kul­tu­rowa w połą­cze­niu z bio­lo­giczną. Jeżeli na przykład, hipo­te­tycz­nie, w danych oko­licz­no­ściach kilka tysięcy lat temu jedzenie jakiegoś rodzaju pokarmu mogło wiązać się z ryzykiem zakażeń w spo­łecz­no­ści, to reli­gij­nie ustalano, że tego pokarmu jeść nie wolno, że to grzech. Chyba dostrze­ga­cie takie właśnie przy­kłady we współ­cze­snych reli­giach: nie wolno jeść wie­przo­winy w juda­izmie i islamie czy wołowiny w hin­du­izmie. Kościół zabrania spo­ży­wa­nia ogólnie mięsa w okre­ślo­nym czasie. Dziś w imię takich właśnie reli­gij­nych zabo­bo­nów prak­ty­kuje się na przykład ubój rytualny.
Ubój rytualny, OTOZ Animals.

Ubój rytualny, OTOZ Animals.

I tu pojawia się konflikt. Etyka świecka mówi, że nie wolno krzyw­dzić istot, które mogą tę krzywdę odczuć, czyli kiedy de facto możemy w ogóle o zro­bie­niu krzywdy mówić. Reli­gijna moral­ność nato­miast twierdzi, że złe czy grzeszne jest spożycie takiego czy innego pokarmu, ogólnie lub w okre­ślo­nej porze roku. Na czym mamy się opierać chcąc zade­cy­do­wać? Na realnej krzyw­dzie, cier­pie­niu czy wierze, której nijak nie można odnieść do współ­cze­snej rze­czy­wi­sto­ści? Co ciekawe często wyznawcy jednej religii kry­ty­kują wyznaw­ców innej religii słusznie w jakiejś sprawie, w innej nato­miast sytuacja może się odwrócić. Dzisiaj mamy burzę na temat imi­gran­tów, w tym uchodź­ców oraz dyskusje doty­czące współ­cze­snego islamu. I często naj­gło­śniej i naj­ostrzej zabobony czy absurdy tej religii kry­ty­kują… fun­da­men­ta­li­ści kato­liccy. Czy to nie nosi znamion tej słynnej zabawy w Boga? Skoro on tak chciał, to co oni…

Zmierzam do tego, że chcąc przed samym (czy samą) sobą zade­cy­do­wać co jest dobre, a co złe, należy kierować się nie normami, w jakich nas wycho­wano, nie religią, nie obiegową opinią, lecz roz­sąd­kiem. Odnieść się do faktów. Czy ubój rytualny jest krzyw­dze­niem zwierząt? A tresura do występów cyr­ko­wych? Czy odma­wia­jąc komuś równego trak­to­wa­nia ze względu na neu­tralne cechy takie jak kolor skóry, pocho­dze­nie, płeć, orien­ta­cja sek­su­alna czy nawet ta przy­na­leż­ność reli­gijna, jeśli nie obja­wia­jąca się w fun­da­men­tal­nej postawie, nie czynię tej osobie krzywdy? Dlaczego selekcja zarodków, bez oso­bo­wo­ści, bez mózgu i potocz­nie mówiąc – bez duszy, ma być zła, a zada­wa­nie cierpień naro­dzo­nym ludziom i zwie­rzę­tom nie, bo mówi tak jakaś zasada reli­gijna nie mająca odnie­sie­nia do rze­czy­wi­sto­ści? Czy w takiej sytuacji zarzut tej zabawy w Boga nie powinien pójść w kierunku tychże reli­gij­nych rady­ka­łów, skoro już mamy stosować taką retorykę?

Jego najjaśniejsza makarowatość.

Jego naj­ja­śniej­sza maka­ro­wa­tość.

W przy­szło­ści praw­do­po­dob­nie jeszcze bardziej powszechne, niż dotych­czas staną się zapłod­nie­nie in vitro, mody­fi­ko­wa­nie gene­tyczne zwierząt i roślin czy klo­no­wa­nie. Nie­wy­klu­czone, że roz­po­wszechni się tech­no­lo­gia sztucz­nej inte­li­gen­cji, gdy będzie odpo­wied­nio dopra­co­wana. Czy to też uznasz za zabawę w Boga (przy okazji polecam obejrzeć nomi­no­wany w tym roku do Oscarów Film Ex Machina)? W ostatnim czasie głośno było o deba­to­wa­niu naukow­ców, etyków i poli­ty­ków nad metodą CRISPR/CAS9, pozwa­la­jącą na sto­sun­kowo łatwe mody­fi­ko­wa­nie genomu różnych orga­ni­zmów, także czło­wieka. Sposób ten spotyka się z argu­men­tem „to zabawa w Boga” choć w kon­tek­ście GMO prze­ro­bio­nym już dekady temu, ale wciąż powra­ca­ją­cym. Różnica pomiędzy argu­men­ta­cją reli­gijną, a świecką na tematy etyczne jest taka, że ta pierwsza często sięga po erystykę, po nie dające żadnych odpo­wie­dzi (a wręcz mnożące w nie­skoń­czo­ność tajem­nice i nie­do­po­wie­dze­nia) przy­kłady doty­czące Boga i duszy. Druga opiera się (a przy­naj­mniej powinna) na tym co wiemy, a nie na wierze i bez­za­sad­nych domy­słach.

Dziś sto­su­jemy kom­pu­tery, które kiedyś ktoś z pew­no­ścią nazwał igraniem z Bogiem. A samoloty? Pewnie też. Operacje chi­rur­giczne, szcze­pionki… Czy tą meta­fo­ryczną już tutaj kupą, w nawią­za­niu do przy­jem­nego z początku odpo­czynku w jeziorze, będzie argument rozmówcy upie­ra­ją­cego się, że ewolucja nie zachodzi, że homo­sek­su­alizm to choroba bądź że dzieci z zapłod­nie­nia in vitro są gorsze czy też że sztuczna macica to coś złego i nie­na­tu­ral­nego, a two­rze­nie orga­ni­zmów gene­tycz­nie mody­fi­ko­wa­nych jest obrazą Stwórcy i zabawą w Boga, warto pamiętać że z takimi argu­men­tami się nie dys­ku­tuje. To jak deba­to­wa­nie nad tym, czy słynny Nie­wi­dzialny Potwór Spa­ghetti jest dziś w złym nastroju czy w dobrym. Czy lata właśnie obok mnie? Dopusz­cza­nie do dyskusji absur­dal­nych, ode­rwa­nych od rze­czy­wi­sto­ści twier­dzeń w istocie jej umniej­sza i nie­za­leż­nie od tego czy jesteśmy wie­rzą­cymi, agno­sty­kami czy ate­istami, prze­stańmy bawić się w Boga decy­du­jąc arbi­tral­nie o tym, co tą zabawą jest, a co nie.
PS, jeśli po przeczytaniu tego artykułu stwierdziłeś, że jest on atakiem na Twoją religię czy wiarę, to przerób go ponownie, gdyż niewiele z niego zrozumiałeś – w gruncie rzeczy jest wręcz odwrotnie, niż w powyższym, potencjalnym zarzucie.

Gościn­nie:
Łukasz Sakowski
polowanie-na-zdrowie.blogspot.com
  • Jakub Zawiła-Niedź­wiecki

    “Etyka świecka mówi, że nie wolno krzyw­dzić istot, które mogą tę krzywdę odczuć, czyli kiedy de facto możemy w ogóle o zro­bie­niu krzywdy mówić. ”

    Już samo to zdanie pokazuje, że autor niestety nie zna całej lite­ra­tury ze współ­cze­snej etyki teo­re­tycz­nej i sto­so­wa­nej, a już z pew­no­ścią wszel­kich debat o pojęciu osoby, krzywdy, różnych warian­tów kon­se­kwen­cja­li­zmów, etyk deon­to­lo­gicz­nych, troski, pryn­cy­pa­li­zmów i innych. Każdy z poru­szo­nych w tekście wątków ma lite­ra­turę przed­miotu liczącą setki tomów w bardzo różnych kon­tek­stach nor­ma­tyw­nych. To trochę tak jakby ktoś pisał o onko­lo­gii po kursie pierw­szej pomocy. Jestem mocno zawie­dziony. Ani to niczego nie popu­la­ry­zuje ani nikogo do niczego nie przekona.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

      Mam świa­do­mość, że istnieją różne teorie etyczne (przy czym nie znam naj­now­szych debat i nie czytałem setek tomów na ten temat), ale nie na tej pod­sta­wie roz­róż­nia­łem w tym artykule i nie są one jego przed­mio­tem, stąd takie uprosz­cze­nie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Co do mojej opinii. Oczy­wi­ście argument “zabawy w boga” w ogóle dla mnie nie istnieje, a przed­sta­wione tu (i inne) dylematy mają przede wszyst­kim wymiar prak­tyczny. Tym bardziej, że już teraz robimy rzeczy, które zje­ży­łyby włosy na głowach naszych przodków. Trans­plan­ta­cje organów czy nawet krwi zszo­ko­wa­łyby prze­cięt­nego czło­wieka XIX wieku, nie mówiąc o wcze­śniej­szych — dziś, z drobnymi wyjąt­kami, to norma.

    Pro­ble­mem jest granica i obraz czło­wieka w samym umyśle czło­wieka. Co przez to rozumiem? Czy jeżeli zaczniemy dowolnie gmerać w kodzie gene­tycz­nym, tworzyć dzieci wedle własnego klucza, odporne na choroby i dowolnie inte­li­gentne — to kim będziemy my sami? Wszyscy wiemy ile emocji wzbu­dzają słowa Watsona, twier­dzą­cego iż czarni są głupsi i można tego dowieść na gruncie biologii. W przy­padku “pro­du­ko­wa­nia” ludzi nawet nie będzie miejsca do kon­fliktu: bo obiek­tyw­nie wytwo­rzymy grupę osób znaj­du­ją­cych się poza kon­ku­ren­cją matki natury. Zwykły człowiek stanie się przy­sło­wio­wym “murzynem”, względem własnych, dosko­na­łych dzieci. To jest dylemat i to jest nama­calny problem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Jakub Zawiła-Niedź­wiecki

      “kon­ku­ren­cją matki natury”

      To ludzkie wytwory nie są częścią natury? Jak rozu­miesz naturę?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        To oczy­wi­ście należy trak­to­wać w cudzy­sło­wie. Chodzi o organizm powstały bez inge­ren­cji ludzkiej inte­li­gen­cji. Rzecz jasna zdaję sobie sprawę, że to zdanie już jest bez pokrycia, bo codzien­nie zmie­niamy siebie i przyrodę wokół nas. Dlatego właśnie pytam o granicę. Czy taka w ogóle istnieje? Jak głęboko możemy inge­ro­wać zanim odbije nam się to czkawką? A może two­rze­nie czło­wieka “na zamó­wie­nie” przy­nie­sie tylko profity?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Jakub Zawiła-Niedź­wiecki

        To oczy­wi­ście jest ogromny temat. Z mojego sylabusa tylko o kogni­tyw­nym i moralnym ulep­sza­niu czło­wieka:

        N. Levy, The pre­sump­tion against direct mani­pu­la­tion, Neu­ro­ethics Chal­len­ges for the 21st Century, chapter 3
        Thomas Met­zin­ger and Eli­sa­beth Hildt Cogni­tive Enhan­ce­ment, Oxford Handbook of Neu­ro­ethics
        I. Persson, J. Savu­le­scu, The Perils of Cogni­tive Enhan­ce­ment and the Urgent Impe­ra­tive to Enhance the Moral Cha­rac­ter of Humanity Journal of Applied Phi­lo­so­phy, Vol. 25, No. 3, 2008

        Anna Pachol­czyk, Moral enhan­ce­ment: What is it and do we want it?, Tech­no­logy on the Stand, Berg, Klaming
        Wydaje mi się że tekst Peers­sona i Savu­le­scu jest w wolnym dostępie.

        Tam wchodzą w grę takie rzeczy jak: zasada ostroż­no­ści, kwestie spra­wie­dli­wo­ści (której jest koło 20 różnych kon­cep­cji), kwestie stop­nio­wal­no­ści pod­mio­to­wo­ści moralnej, statusu pod/nadludzi, kwestie eko­lo­giczne, eko­no­miczne, ba, są nawet argu­menty ze świę­to­ści natury o cha­rak­te­rze nie­re­li­gij­nym (świecka etyka śro­do­wi­ska natu­ral­nego!). W tydzień by się pewnie można zapoznać z grubsza z tym jakie są główne debaty.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Spinoza

    Temat ciekawy, ale wg mnie poru­szy­łeś za dużo wątków. Wiele z nich nada­wa­łoby się na osobny artykuł. Nato­miast wejście na grunt etyki było mocno ama­tor­skie. Czytając tekst miałem wrażenie, że co chwila zmie­niasz temat na inny, co prawda bliski głównemu, ale różny od niego.

    Pozdra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

      Zde­cy­do­wa­nie ama­tor­skie, można określić to jakimś usys­te­ma­ty­zo­wa­niem mojego podej­ścia.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • behemort

    Po kolei, czas na poma­ru­dze­nie:
    1.
    “Ciekawe czy podczas prac nad Inter­ne­tem w USA poja­wiały się kry­tyczne
    głosy, że łączenie siecią odle­głych miejsc to jest zabawa w Boga.”
    Zwłasz­cza łączenie w wierze wielu parafii i diecezji na całym świecie :p Ale to Ameryka, nie pojmiesz :p

    2. “Bóg daje życie, Bóg je też odbiera – napi­sa­łem. Bóg tak chciał.”
    Czy prze­je­cha­nie kogoś na pasach to wola Boga czy głupota ludzka w wyko­ny­wa­niu własnych działań?

    3.
    “Gdy jednak zapy­ta­łem pewną osobę wypo­wia­da­jącą się w powyż­szym tonie,
    dlaczego leczymy ludzi i zwie­rzęta? Dlaczego wyko­nu­jemy trans­plan­ta­cje?
    Dlaczego zapo­bie­gamy epi­de­miom, szcze­piąc siebie i nasze dzieci? Skoro
    tak się dzieje, skoro w wyniku trzę­sie­nia ziemi umierają dzie­siątki
    osób, dlaczego mamy im pomagać? Przecież Bóg tak chciał.”
    By niwe­lo­wać cier­pie­nie i zwięk­szać korzyść na przy­szłość.
    Ist­nie­nie
    cier­pie­nia i bólu nie znaczy, że Bóg tego chce. Inaczej docho­dzi­łoby do
    sprzecz­no­ści już na poziomie pod­sta­wo­wych nakazów pomocy potrze­bu­ją­cym.

    4.
    “Jeżeli na przykład, hipo­te­tycz­nie, w danych oko­licz­no­ściach kilka
    tysięcy lat temu jedzenie jakiegoś rodzaju pokarmu mogło wiązać się z 
    ryzykiem zakażeń w spo­łecz­no­ści, to reli­gij­nie ustalano, że tego pokarmu
    jeść nie wolno, że to grzech.”
    Czy istnieją jakieś
    histo­ryczne podstawy przy­pusz­czeń, że ludy oka­la­jące Izra­eli­tów, które
    jadły wszystko to, czego żydom nie wolno było, cier­piały w wyniku
    zakażeń (nawet cho­ciażby w czasie powsta­wa­nia sto­sow­nych ksiąg ST)?

    5.
    “Kościół zabrania spo­ży­wa­nia ogólnie mięsa w okre­ślo­nym czasie. Dziś w 
    imię takich właśnie reli­gij­nych zabo­bo­nów prak­ty­kuje się na przykład
    ubój rytualny.”
    O chłopie…
    Kościół
    nakazuje powstrzy­ma­nie się od spo­ży­wa­nia pokarmów mięsnych w piątki z 
    powodu utoż­sa­mia­nia tego dnia z dniem śmierci Chry­stusa, nie z powodu
    “zabo­bo­nów” czy “ryzykiem zakażeń”.

    6. “Etyka
    świecka mówi, że nie wolno krzyw­dzić istot, które mogą tę krzywdę
    odczuć, czyli kiedy de facto możemy w ogóle o zro­bie­niu krzywdy mówić.”
    To ja wolę nie krzyw­dzić żyjących istot czy roz­wi­ja­ją­cych się orga­ni­zmów.
    Nie krzywdzę też roślin.

    7.
    “Reli­gijna moral­ność nato­miast twierdzi, że złe czy grzeszne jest
    spożycie takiego czy innego pokarmu, ogólnie lub w okre­ślo­nej porze
    roku.”
    “Nie rozu­mie­cie, że wszystko, co wchodzi do ust, do żołądka idzie i wydala się na zewnątrz.
    Lecz to, co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to czyni czło­wieka nie­czy­stym.
    Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabój­stwa, cudzo­łó­stwa, czyny nie­rządne, kra­dzieże, fałszywe świa­dec­twa, prze­kleń­stwa.
    To właśnie czyni czło­wieka nie­czy­stym. To zaś, że się je nie umytymi rękami, nie czyni czło­wieka nie­czy­stym.”

    8. “Na czym mamy się opierać chcąc zade­cy­do­wać?”
    Wystar­czy na war­to­ściach etycz­nych, przy­naj­mniej na początek.

    9. “Na realnej krzyw­dzie, cier­pie­niu czy wierze, której nijak nie można odnieść do współ­cze­snej rze­czy­wi­sto­ści?”
    Czemuż to wiary nie można odnieść do współ­cze­snej rze­czy­wi­sto­ści?

    10.
    “Zmierzam do tego, że chcąc przed samym (czy samą) sobą zade­cy­do­wać co
    jest dobre, a co złe, należy kierować się nie normami, w jakich nas
    wycho­wano, nie religią, nie obiegową opinią, lecz roz­sąd­kiem.”
    Rozsądek
    bez wycho­wa­nia nie powstaje. Wycho­wuje się w pewnych normach (czasem
    złych, ogólnie jednak pozwa­la­ją­cych funk­cjo­no­wać spo­łe­czeń­stwu),
    naj­czę­ściej wręcz wynika z rozsądku już od naj­młod­szych lat (“szanuj
    mamę i tatę, nie kradnij, nie bij, nie niszcz, szanuj jedzenie i 
    picie”). Co więcej, normy wyni­ka­jące z wyznania czy religii też bardzo
    często są bardzo rozsądne.

    11. “Odnieść się do faktów. Czy ubój rytualny jest krzyw­dze­niem zwierząt? (…)”
    Zakucie w kajdanki chu­li­gana demo­lu­ją­cego sklep jest krzyw­dze­niem czło­wieka.
    Jak widać, to nie takie proste.

    12. “Dlaczego selekcja zarodków, bez oso­bo­wo­ści, bez mózgu i potocz­nie mówiąc – bez duszy, ma być zła (…)”
    Moment, sam najpierw pytasz, co to jest dusza, a teraz arbi­tral­nie stwier­dzasz, że zarodki duszy nie mają? Coś tu nie gra.

    A tak przy okazji — dusza jest nie­za­leżna od ciała (uprasz­cza­jąc bardzo, oczy­wi­ście).
    13.
    “(…) a zada­wa­nie cierpień naro­dzo­nym ludziom i zwie­rzę­tom nie, bo
    mówi tak jakaś zasada reli­gijna nie mająca odnie­sie­nia do 
    rze­czy­wi­sto­ści?”
    Pokaż mi, proszę, zasadę reli­gijną
    (znowu “nie mającą odnie­sie­nia do rze­czy­wi­sto­ści”… to do czego, do 
    krainy baśni?) mówiącą, że kale­cze­nie ludzi i zwierząt jest ok. Jak już
    ope­ru­jemy w zakresie chrze­ści­jań­stwa, to w nim.
    Z KKK:
    “2416
    Zwie­rzęta są stwo­rze­niami Bożymi. Bóg otacza je swoją opatrz­no­ściową
    troską. Przez samo swoje ist­nie­nie bło­go­sła­wią Go i oddają Mu chwałę.
    Także ludzie są zobo­wią­zani do życz­li­wo­ści wobec nich. Warto
    przy­po­mnieć, z jaką deli­kat­no­ścią trak­to­wali zwie­rzęta tacy święci, jak
    św. Fran­ci­szek z Asyżu czy św. Filip Nereusz.
    2417 Bóg
    powie­rzył zwie­rzęta pano­wa­niu czło­wieka, którego stworzył na swój obraz.
    Jest więc upraw­nione wyko­rzy­sty­wa­nie zwierząt jako pokarmu i do 
    wytwa­rza­nia odzieży. Można je oswajać, by towa­rzy­szyły czło­wie­kowi w 
    jego pracach i roz­ryw­kach. Doświad­cze­nia medyczne i naukowe na 
    zwie­rzę­tach, są prak­ty­kami moralnie dopusz­czal­nymi, byle tylko mieściły
    się w roz­sąd­nych gra­ni­cach i przy­czy­niały się do leczenia i rato­wa­nia
    życia ludz­kiego.
    2418 Sprzeczne z god­no­ścią ludzką jest
    nie­po­trzebne zada­wa­nie cierpień zwie­rzę­tom lub ich zabi­ja­nie. Równie
    nie­go­dziwe jest wyda­wa­nie na nie pie­nię­dzy, które mogłyby w pierw­szej
    kolej­no­ści ulżyć ludzkiej biedzie. Można kochać zwie­rzęta; nie powinny
    one jednak być przed­mio­tem uczuć należ­nych jedynie osobom.”

    14.
    “Różnica pomiędzy argu­men­ta­cją reli­gijną, a świecką na tematy etyczne
    jest taka, że ta pierwsza często sięga po erystykę, po nie dające
    żadnych odpo­wie­dzi (a wręcz mnożące je w nie­skoń­czo­ność) przy­kłady
    doty­czące Boga i duszy. Druga opiera się (a przy­naj­mniej powinna) na tym
    co wiemy, a nie na wierze i bez­za­sad­nych domy­słach.”
    Ano,
    co tam cie­ka­wego na religia dała, w kon­tek­ście moral­no­ści, abso­lut­nie
    nic korzyst­nego! W sta­ro­żyt­nym Rzymie to kobiety miały super, Europa
    wieków ciemnych bez wsparcia osób duchow­nych, klasz­to­rów i szkół by 
    spo­koj­nie wyna­la­zła loty kosmiczne, może jeszcze spe­cjal­nie blo­ko­wali
    powsta­nie demo­kra­cji par­la­men­tar­nej? :p
    Może
    przykład z pozba­wio­nego “reli­gij­nej erystyki” poglądu przed­sta­wio­nego
    parę lat temu przez obrońców “libe­ral­nego i świec­kiego spo­łe­czeń­stwa i 
    nauki”? Proszę:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,11268597,Aborcja_po_urodzeniu___szokujacy_pomysl_naukowcow.html

    15. “Dziś sto­su­jemy kom­pu­tery, które kiedyś ktoś z pew­no­ścią nazwał igraniem z Bogiem.”
    Ktoś
    kiedyś, nieważne, że nikt tego nie brał na serio, a tak naprawdę
    wszyscy trak­to­wali to począt­kowo jako bajer dla bogaczy, ważne by 
    pod­pa­so­wać pod tekst :p

    16. “Operacje chi­rur­giczne, szcze­pionki…”
    To ja tu tylko to zostawię…
    http://www.katolik.pl/23633,416.druk?s=2

    17.
    “Czy tą meta­fo­ryczną już tutaj kupą, w nawią­za­niu do przy­jem­nego z 
    początku odpo­czynku w jeziorze, będzie argument rozmówcy upie­ra­ją­cego
    się, że ewolucja nie zachodzi, że homo­sek­su­alizm to choroba bądź że 
    dzieci z zapłod­nie­nia in vitro są gorsze czy też że sztuczna macica to 
    coś złego i nie­na­tu­ral­nego, a two­rze­nie orga­ni­zmów gene­tycz­nie
    mody­fi­ko­wa­nych jest obrazą Stwórcy i zabawą w Boga, warto pamiętać że z 
    takimi argu­men­tami się nie dys­ku­tuje.”
    Oczy­wi­ście, że 
    się dys­ku­tuje. Pierwsze trzy to głupota i takie Kościół nie głosi nic
    innego (chyba, że przez “chorobę” rozumie się grzech, oczy­wi­ście
    wyłącz­nie w formie aktów, nie upodobań czy ten­den­cji), czwarte — dziwi
    kogo­kol­wiek, że stoi na straży natu­ral­nego zapłod­nie­nia w “komórce”
    rodzin­nej?; piąte — źródło, poproszę.

    18. “To jak deba­to­wa­nie nad tym, czy słynny Nie­wi­dzialny Potwór Spa­ghetti jest dziś w złym nastroju czy w dobrym.”
    Nie
    ma to jak porów­ny­wać dyskusję o zasadach moral­nych czy etycz­nych do 
    dywa­go­wa­nia o cechach poten­cjal­nego obiektu nad­na­tu­ral­nego.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

      1. Nie bardzo rozumiem jak to się ma do tekstu. To chyba erystyka.

      2. Nie wiem co jest wolą Boga. Nie wiemy kim jest Bóg, czy istnieje i tym bardziej co jest jego wolą, zatem pytanie jest cał­ko­wi­cie pozba­wione sensu. I to właśnie wyka­zy­wał fragment, do którego się odnosisz.

      3. Jak wyżej.

      4. Przykład był hipo­te­tyczny (co przecież napi­sa­łem ;-)), ale w różnych reli­gij­nych zasadach doty­czą­cych żywienia nie­jed­no­krot­nie odnaj­duje się jakichś funk­cjo­nal­nych przyczyn z prze­szło­ści.

      5. Nie wiem jak to się ma do tekstu.

      6. Nie spra­wiasz cier­pie­nia roślinie czy roz­wi­ja­ją­cemu się zarod­kowi, funk­cjo­nal­nie więc, ściśle, trudno nazwać to krzyw­dze­niem. Chyba że w pewnej prze­no­śni, np. “krzyw­dze­nie lasu”.

      7. Nie wiem jak to się ma do tekstu, znowu.

      8. Wartości etyczne mogą być dla różnych osób różne, zresztą można tutaj się rozpisać na teorie etyczne i jeszcze bardziej szcze­gó­łowe rzeczy, o których nie mam więk­szego pojęcia. Dlatego omawiam to w kon­tek­ście racjo­na­li­zmu, nie teorii etycz­nych.

      9. A w tym kon­kret­nym oma­wia­nym przy­padku (ubój rytualny) — można? Jak i w tym kon­tek­ście. Tj. oczy­wi­ście, że nawet naj­bar­dziej absur­dalną wiarę można odnieść do rze­czy­wi­sto­ści. Rzecz w tym jak te wie­rze­nia i zacho­wy­wa­nie się wg nich mają się do faktów.

      10. Normy o których mówisz są pod­sta­wo­wymi, także świec­kimi. Oczy­wi­ście, że łamanie uza­sad­nio­nych racjo­nal­nie norm nie ma sensu, ale przecież nie o takich pisałem, nie wiem więc — znowu — jak ma się ten punkt do artykułu.

      11. Ponownie erystyka.

      12. Napi­sa­łem, że “potocz­nie mówiąc”. Co więc nie gra?

      13. Zada­wa­nie cierpień to nie tylko przemoc fizyczna. Choćby bardzo popu­larna w kościele kato­lic­kim jest przemoc psy­chiczna wobec homo­sek­su­ali­stów. Ale jeśli dosłow­nie rzecz ujmując, to owszem w, zwłasz­cza Starym Testa­men­cie, są zapisy pro­mu­jące przemoc fizyczną i w istocie nie różniące się szcze­gól­nie okru­cień­stwem od hej­to­wa­nego dzisiaj, także dosłow­nie rozu­mia­nego Koranu.

      14. Mówimy o teraź­niej­szo­ści. Podałem przy­kłady z prze­szło­ści, które niestety wciąż można spotkać na co dzień, wśród dzisiaj żyjących ludzi. Dlatego padły takie porów­na­nia. Twoje przy­wo­ły­wa­nie prze­szło­ści w tym kon­tek­ście zdaje się nie mieć sensu.

      15. Znowu — jak to się ma do tekstu? Jeśli prze­czy­tam jakąś bzdurę na Frondzie i nie wezmę jej na serio, czy to jakoś zmienia fakt, że ileś tam set czy nawet tysięcy czy­tel­ni­ków tego portalu owszem, wzięło to na poważnie?

      16. I po raz kolejny, nie wiem jak to się ma do tekstu. Cały artykuł nie jest zarzutem wobec wyłącz­nie zabo­bo­nów kato­lic­kich, co myślę, pod­kre­śla­łem dosadnie i nie­jed­no­krot­nie ;-).

      17. To deba­to­wa­nie nad tym co wolą czy zabawą w Boga jest kwestią etyczną i moralną? Raczej teo­lo­giczną abs­trak­cją. A mie­sza­nie, tak dosadne, tych dwóch w kon­tek­ście zacy­to­wa­nego frag­mentu zwy­czaj­nie odbiera sens temu zarzu­towi.

      Polecam to na końcu, małymi liter­kami :-).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • behemort

        Ad. 1.
        Ano do tego, że gene­ra­li­zo­wa­nie na bazie przy­kła­dów ame­ry­kań­skich jest bardzo chybione.

        Ad. 2.
        Nigdzie nie napi­sa­łeś, że tak sądzisz, za to z całości wynika, że uważasz, że taka jest ofi­cjalna “linia” reli­gijna, co jest kłam­stwem.

        Ad. 3.
        Ludzie mówiąc “Bóg tak chciał”, próbują zazwy­czaj (z różnym skutkiem) pocie­szać zroz­pa­czo­nych, wskazać na nie­moż­ność kon­tro­lo­wa­nia losu. W żadnym wypadku nie spo­tka­łem się z jakim­kol­wiek przed­sta­wio­nym przez ciebie przy­pad­kiem — począw­szy od “scep­ty­ków trans­plan­to­lo­gii”, przez “walkę z rakiem”, aż po zwykłą RKO. “Trochę” bijesz straw­mana.

        Ad. 4.
        “Hipo­te­tyczny”, mówisz. A ja myślałem, że roz­ma­wiamy o faktach, zwłasz­cza w tekście, który próbuje przed­sta­wiać religię jako zupełnie oderwaną od rze­czy­wi­sto­ści spar­ciałą ska­mie­linę, a to tutaj właśnie przykład nie ma wiele wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią. Skoro tak, to pytam — w jakim celu został przed­sta­wiony?

        Ad. 5.
        Patrz stwier­dze­nie wyżej. Ani to zabobon, ani to źródło chorób.

        Ad. 6.
        Nie “krzywdzę” również wód grun­to­wych czy pły­ną­cych, ale mniejsza o to. Dbam o śro­do­wi­sko nie (tylko) z powodu rozu­mie­nia uty­li­tar­nego (czyli dla siebie; mówiąc prosto — bym mógł lepiej oddychać). Krzywda nie musi się wiązać z cier­pie­niem jako reakcją ciała.

        Ad. 7.
        Raczysz żartować? Napi­sa­łeś wprost, że reli­gijna moral­ność, twierdzi, że grzesz­nym jest to i to. Ja Ci daję przykład naj­bliż­szy naszemu podwórku, że coś takiego (na zacho­dzie) nie ma miejsca… no chyba, że uznamy zakazy spo­ży­wa­nia ludz­kiego mięsa, płodów za grzech, ale jeśli tak, to nie rozumiem stwier­dze­nia o ode­rwa­niu od rze­czy­wi­sto­ści.

        Ad. 8.
        Wartości moralne mogą być różne dla różnych osób. Ja nato­miast napi­sa­łem o war­to­ściach etycz­nych.

        No i tutaj jest problem, że “nie masz więk­szego pojęcia”.

        Nie sądzę, by zadaniem racjo­na­li­zmu było kształ­to­wa­nie kodu postę­po­wa­nia spo­łecz­nego czy wobec poszcze­gól­nych ludzi. To trochę jak wybie­ra­nie się na Księżyc po drabinie czy wyli­cza­nie opty­mal­nego kąta i nacisku do uścisku matki.

        Ad. 9.
        Jako, że istnieje, to tak, myślę, że znajduje swoje odbicie w rze­czy­wi­sto­ści. Są o wiele gorsze sposoby uboju, ale nie będę podawać tutaj linków do filmików przed­sta­wia­ją­cych to, co się dzieje cho­ciażby w Chinach, bo od tego można sobie zszargać nerwy na tydzień. Jak ktoś będzie chciał, to znajdzie na stronach pro­mu­ją­cych walkę z “mię­so­żer­cami” czy na YT.

        Pomi­ja­jąc jednak powyższe, mnie również się to za bardzo nie podoba, jednakże twoje stwier­dze­nia są zwy­czaj­nie na wyrost, w naj­lep­szym razie, oraz nie­trafne. Wła­ściw­szym okre­śle­niem, jak mniemam, byłoby nazwanie takich praktyk “mało cywi­li­zo­wa­nymi” czy “bar­ba­rzyń­skimi”… jednakże nie­ludz­kimi to nazwał­bym kary prze­wi­dziane za naj­mniej­sze pier­dółki sto­so­wane na wscho­dzie, nie pode­rżnię­cie gardła zwie­rzę­ciu, które nie jest wyjąt­kowo bolesne.

        Ad. 10.
        Skoro są świec­kimi, to wszelkie osoby, które stwier­dzają, że “nie chcą prania mózgów dzieci; żeby same mogły sobie wybrać, co chcą uważać” nie mają tego tak na prawdę na myśli. Mają na myśli to, by odcią­gnąć je od religii, acz­kol­wiek nie mam bladego pojęcia dlaczego.

        Odcho­dząc jednak od tej małej dygresji, to bez roz­wi­ja­nia się religii w Europie, cho­ciażby taka pozycja kobiet nie byłaby za wesoła (polecam zapoznać się, jak wyglą­dało ich życie na terenach naj­więk­szych cywi­li­za­cji euro­pej­skich, kolebek współ­cze­snej szeroko rozu­mia­nej kultury), a i moral­ność (zemsta rodowa, najazdy) oraz nauka (liczne wyna­lazki), prawo, lite­ra­tura, filo­zo­fia potra­fiły leżeć. Jako cie­ka­wostkę polecam również zapoznać się z praktyką dzia­ła­nia kon­kwi­sta­do­rów w Nowym Świecie oraz sta­no­wi­skiem Kościoła w tej sprawie.

        Z powie­trza “rozsądku” nie weźmiesz. Dziecko nie rozumuje racjo­nal­nie, roz­sąd­nie czy z posza­no­wa­niem wartości innych osób i to jest akurat fakt. Dlaczego zatem wywalać religię jako jedno ze źródeł kodu moral­nego czy norm spo­łecz­nych, którego efekt możemy łatwo prze­śle­dzić do czasów obecnych i nikt, kto zajmuje się tą tematyką cho­ciażby ama­tor­sko nie ośmieli się strzelić takiej bzdury, która odma­wia­łaby jej tego?

        Ad. 11.
        Jak już, to seman­tyka :p

        Prze­ciw­nie — wska­za­nie, że takie przed­sta­wie­nie sprawy nie ma, para­dok­sal­nie być może, zbyt wiele wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią. Nie chcąc jednak roz­pi­sy­wać się nad­mier­nie, ogra­ni­czę się do stwier­dze­nia o koniecz­no­ści hie­rar­chi­za­cji dóbr, częstej koniecz­no­ści realnego skrzyw­dze­nia drugiej osoby czy istoty w celu ochrony dobra wyższej (albo jed­na­ko­wej) wartości. Wrzu­ce­nie do jednego wora “krzyw­dze­nia” jest nie­pro­duk­tywne i zapędza nas w ślepy róg, zwa­żyw­szy że pod “krzyw­dze­nie” można wrzucić wszystko — a że krzyw­dze­nie psy­chiczne, bez śladów na ciele, może być o wiele gorsze, mówić chyba nie muszę?

        Ad. 12.
        Nawet “potocz­nie” (nasi) ludzie wiedzą, że dusza powstaje z chwilą zapłod­nie­nia, jest nie­za­leżna od ciała i nie­śmier­telna. Zatem jeżeli już posłu­gu­jemy się tym stwier­dze­niem, bez pod­kre­śle­nia, że chodzi o animę (zwłasz­cza co chwilę rzucając argument odno­szący się do reli­gij­no­ści i rze­ko­mego nie­przy­sto­so­wa­nia jej do rze­czy­wi­sto­ści, biorąc poje­dyn­cze przy­kłady z Bli­skiego Wschodu, do których naj­bliż­sze nam setki milionów ludzi nawet się nie zbliżą), roz­sąd­nym jest zało­że­nie, że mówimy o duszy jako o ele­men­cie duchowym czło­wieka w rozu­mie­niu reli­gij­nym.

        No i orze­ka­nie o czymś, o czym nie ma się infor­ma­cji, nie pre­cy­zuje się, co się przez to rozumie, a wręcz stwier­dza się, że nie wie się o tym niczego, nie jest zbyt rozsądne.

        Ad. 13.
        Kościele Kato­lic­kim. Nazwy insty­tu­cji czy orga­ni­za­cji piszemy wielką literą. Wracając do meritum:

        Nie za bardzo rozumiem, jaka przemoc? Zasady są wprost wyłożone na samym starcie, w sposób zro­zu­miały zapisane w aktach prawnych, człon­ko­stwo jest dobro­wolne (acz­kol­wiek zgadzam się, że smutnym jest przy­mu­sza­nie do praktyk reli­gij­nych czy trucie cały czas — co więcej przynosi to odwrotny skutek do zamie­rzo­nego). To trochę jak argu­men­to­wać, że femi­nistka ze wście­kli­zną jest zamę­czana psy­chicz­nie przez ist­nie­nie barów ze strip­ti­zem, albo że liberał jest mal­tre­to­wany, bo w tele­wi­zji ktoś powie, że “lewactwo zalewa świat”. Kon­se­kwen­cja wolności słowa, w pań­stwach zawie­ra­ją­cych regu­la­cje sank­cjo­nu­jące znie­sła­wia­nie czy znie­wa­ża­nie można korzy­stać z ochrony prawnej (brak czegoś takiego w Stanach).

        Co więcej, te akty prawne wprost zabra­niają naśmie­wa­nia się, wyzy­wa­nia, obra­ża­nia czy potę­pia­nia takich osób, więc każdy, kto tak czyni, źle robi. Problem tu leży w olewaniu tzw. “nawie­dzo­nych kazno­dzie­jów”, którzy wiedzą lepiej.

        A po drodze od czasów dzi­siej­szych do czasów moj­że­szo­wych był jeszcze ktoś taki jak Jezus, który mówił chyba coś o grzesz­ni­kach i rzucaniu kamie­niami oraz o tym, o ile więcej wart jest człowiek od owcy, którą pasterz w szabat wyciąga z dołu. Just sayin’

        Ad. 14.
        No, patrzę na tę teraź­niej­szość, i nie za bardzo widzę, jak odrzu­ce­nie religii miałoby natych­mia­stowo prze­kła­dać się na lepsze normy moralne. Co więcej, widzę raczej ten­den­cję odwrotną, ale jak już mówiłem wcze­śniej — nie jest to zasada. Kore­la­cja nie impli­kuje przy­czy­no­wo­ści.

        Przy­kłady takie, owszem są, ale ja pre­zen­tuje kontr­przy­kłady wska­zu­jące, że ist­nie­nie reli­gij­no­ści nie skutkuje ist­nie­niem takich mało cywi­li­zo­wa­nych praktyk.

        Nie za bardzo rozumiem, dlaczego nie ma sensu przy­wo­ły­wa­nia osób “libe­ral­nego i świec­kiego spo­łe­czeń­stwa i 
        nauki”, czyli tego co prze­sta­wiasz jako lepsze, w prze­ci­wień­stwie do tego reli­gij­nego (a te osoby, które wypo­wia­dały się w zalin­ko­wa­nych wypo­wie­dziach takowych “raczej” nie uznają), które wprost pro­po­nują moż­li­wość dzie­cio­bój­stwa i mor­do­wa­nia. Mało to rozsądne, racjo­nalne i moralne, zgodzisz się?

        Ad. 15.
        Ano tak, że jest nie­praw­dziwe, prze­kształ­cone pod z góry założoną tezę, a stwier­dze­nie “ktoś kiedyś” nie jest abso­lut­nie jakim­kol­wiek argu­men­tem, nie pre­zen­tuje przed­sta­wi­ciela repre­zen­to­wa­nej grupy i, co więcej, nie pre­zen­tuje nic więcej poza igno­ran­cją tego “kogoś kiedyś”. Na takiej samej zasadzie mogę stwier­dzić, że ktoś kiedyś na pewno nawo­ły­wał, do mor­do­wa­nia wszyst­kich chrze­ści­jan i na tej bazie próbować przed­sta­wiać argument prze­ciwko are­li­gij­no­ści.

        Jak sam widzisz, nie wygląda to dobrze.

        Ad. 16.
        Przed­sta­wiasz, że pogląd reli­gijny stwier­dza (nieważne jaki — czy pospól­stwa, czy Kościoła, czy nawie­dzo­nego pastora z Teksasu), że operacje chi­rur­giczne czy szcze­pionki to zabawa w Boga. Poza tym nawie­dzo­nym kle­ry­kiem w Teksasie (bo podej­rze­wam, że nawet ami­szo­wie się im nie sprze­ci­wiają), to abso­lut­nie nikt tak nie rozumuje, a tok myśli, który stwo­rzy­łeś w swojej głowie, a następ­nie zapre­zen­to­wa­łeś w tym wpisie jako przed­sta­wie­nia sta­no­wi­ska “tych złych; drugiej strony; reli­gij­nej ska­mie­liny” nie ma za wiele wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią — zarówno teraz, jak i w prze­szło­ści, co poka­za­łem, dostar­cza­jąc link.

        Jeśli chcesz przy­kła­dów bli­skow­schod­nich, to chyba nie sądzisz, że nie ma tam chi­rur­gów, gine­ko­lo­gów, położ­ni­ków, szcze­pio­nek etc.?

        Ba, w artykule nie wspomina się o jakim­kol­wiek zabo­bo­nie kato­lic­kim.

        Ad. 17.
        Proszę o odnie­sie­nie się do mojej wypo­wie­dzi z punktu 17, bo tutaj nie widzę żadnego związku w tym co podałem.
        Tak, rzeczy i czyn­no­ści nazywane “zabawą w Boga” powinny być dys­ku­to­wane. Oczy­wi­ście mówię o tych tak nazy­wa­nymi przez osoby fak­tycz­nie zaj­mu­jące się etyką, nie Janusza i Grażynę (posia­da­czy takich imion oczy­wi­ście prze­pra­szam) w uświ­nio­nych pod­ko­szul­kach przy flaszce. Cho­ciażby po to, by wskazać, że pomimo pozornej kon­flik­to­wo­ści czy nie­pew­no­ści, tych zwy­czaj­nie nie ma; by doedu­ko­wać.
        Nie ma tu jakie­go­kol­wiek innego zarzutu niż ten wobec tego, co sam napi­sa­łeś, a co nie ma prze­ło­że­nia w ofi­cjal­nym sta­no­wi­sku. To, że w Kościele są grzesz­nicy, którzy nie postę­pują dobrze, to truizm i Ameryki tym nie odkryłeś.
        I tak nastrój TFSM nie ma wpływu na życie, dys­ku­to­wa­nie nad pozycją dziecka poczę­tego ma — to jest wery­fi­ko­walne. Czy ma jakie­kol­wiek zna­cze­nie to, z jakiej strony i jakie źródło maja argu­menty, skoro powin­ny­śmy się skupić na tym, co fak­tycz­nie i mery­to­rycz­nie im prze­ciw­sta­wić, a nie to co ktoś kiedyś gdzieś powie­dział, co gdzieś usły­sze­li­śmy, co wyczy­ta­li­śmy na dziwnym serwisie podobno kato­lic­kim na literę F albo “jak można pocią­gnąć argu­men­ta­cję, idąc na łeb na szyję”, podczas gdy w rze­czy­wi­sto­ści nic takiego nie wystę­puje.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

        1. Nie widzę do czego miałbym się odnieść, nadal erystyka.

        2. Cały artykuł jest o argu­men­to­wa­niu “bo bawimy się w Boga”, nie wiem nadal skąd wniosek, że to o wszyst­kich rodza­jach reli­gij­no­ści.

        3. Ten artykuł odnosi się do kon­kret­nych sytuacji: hamo­wa­nia postępu w nauce czy blo­ko­wa­nia euta­na­zji, bo “Bóg tak chciał” — nie wymyślaj czegoś, co ma się, znowu, nijak do tekstu.

        4. W tekście jest napisane, że ten przykład był hipo­te­tyczny. Ale zakazy i nakazy związane z jedze­niem czy nie jedze­niem wie­przo­winy, wołowiny, ryb itd. wynikają z ewolucji kul­tu­ro­wej w okre­ślo­nym momencie, a później są bez sensu naśla­do­wane przez potom­nych. To zjawisko wystę­puje nawet u gołębi. Chciał­bym dożyć czasów, kiedy więk­szość ludzi zacho­wuje się mądrzej, niż nasze osie­dlowe ptaszki.

        5. Nadal erystyka.

        6. Wiem, że krzywda nie musi się wiązać z cier­pie­niem jako reakcją ciała w kon­tek­ście nisz­cze­nia śro­do­wi­ska. Ale jak to się ma do badań na zarod­kach?

        7. Nadal erystyka.

        8. A ja sądzę (co zresztą wyka­za­łem i co mam nadzieję, śledząc rozwój spo­łe­czeństw i nauki, każdy zauważy), że tak. No, ale jak się nie zgadzasz, to możesz powrócić (myślami) do absur­dal­nych praktyk palenia cza­row­nic, karania za naucza­nie teorii ewolucji i innych mniej i bardziej ostrych przy­kła­dów.

        9. Czyli będziesz się kłócił o granicę czy różnicę pomiędzy “nie­ludz­kim” a “bar­ba­rzyń­skim”? Znowu erystyka. A to, że gdzieś na świecie dzieje się gorzej, niż podczas uboju rytu­al­nego wcale nie zmienia tego, co napi­sa­łem.

        10. Myślę, że każdy kto tak twierdzi może mieć na myśli coś innego. A to dlaczego sens ma odcią­ga­nie od religii dzieci to temat na osobny artykuł.

        Co do kościoła, to że ma jakieś zasługi, nie zmienia jego grzechów na koncie. W chwili obecnej kościół rzym­sko­ka­to­licki pro­pa­guje nie­etyczne postawy. To, że walczył z teorią ewolucji, teorią helio­cen­tryczną, czę­ściowo też z eman­cy­pa­cją kobiet czy mniej­szo­ści sek­su­al­nych to poje­dyn­cze przy­kłady, które nie zmie­niają też jego czę­ścio­wego wkładu w rozwój nauki.

        Z powie­trza rozsądku dziecko nie weźmie, weźmie je od rodziców — do tego nie trzeba religii, która, przy­naj­mniej w naszym kraju, pro­pa­guje często szko­dliwe postawy moralne. A same lekcje religii w szkole wyglą­dają tak, że wstyd szkołom je u siebie dzielić. Jeśli ktoś potrze­buje religii do wycho­wa­nia własnego dziecka, to zasta­na­wiam się czy dojrzał na tyle, by w ogóle je posiadać.

        11. Erystyka, stan­dar­dowy pseu­do­ar­gu­ment roz­sze­rze­nia.

        12. Ludzie nie wiedzą, że od momentu zapłod­nie­nia zarodek ma dusze. Skąd mają to wiedzieć, skoro nie wiedzą nawet czym jest dusza i czy istnieje? To jest ślepa wiara. Równie dobrze mógłbyś stanąć przed drzewem i na poważnie modlić się by powstało i prze­pra­wiło Cię przed rzekę. A potocz­nie za duszę uważa się po prostu oso­bo­wość, umysł, świa­do­mość. Ateiści w takim sensie używają tego słowa, agno­stycy, a także ludzie wierzący.

        13. Chyba nie masz pojęcia o czym piszesz. Kościół kato­licki lobbuje za nie­do­pusz­cze­niem do rów­no­upraw­nie­nia mniej­szo­ści sek­su­al­nych, a w Afryce do nie­zno­sze­nia kar śmierci czy wię­zie­nia za nie. Takie wodo­lej­stwo jakie prak­ty­ku­jesz niczego tu nie zmienia.

        14. Dalej erystyka.

        15. Dalej erystyka.

        16. Stwier­dzam, że z poszcze­gól­nymi zja­wi­skami ludzie reli­gijni walczyli argu­men­tem “o zabawie w Boga”. Nie widzę sensu na dalsze odpi­sy­wa­nie w momencie, gdy ponownie sięgasz po erystykę.

        17. Jak wyżej.

        Widzę, że wszystko przy­ją­łeś, jako atak na kościół. Zero zro­zu­mie­nia tekstu i mnóstwo ery­stycz­nych chwytów w dyskusji. Nie lubię tracić czasu.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://joemoye.soup.io Joe Moye

    Moje uczucia reli­gijne obraża stwier­dze­nie że ktoś bawi się w Boga. Bóg jest… no zasad­ni­czo Bogiem i nie za bardzo mieści mi się w głowie jak można tak bardzo go obrazić by stwier­dzić że jakiś, nawet genialny, nauko­wiec jest w stanie robić coś co należy do domeny Boskiej. Jeżeli Bóg dał nam umysł i talent a przede wszyst­kim cie­ka­wość konieczna do stwo­rze­nia tech­no­lo­gii X (wstaw tu nazwę)… to czemu z niej nie korzy­stać? O ile oczy­wi­ście nie krzywdzi innych ludzi. Artykuł ciekawy, acz­kol­wiek jeśli idzie o zarodki to kwestia tego kiedy istota żywa jest czło­wie­kiem a kiedy nie jest czysto umowna. Może za niedługo w ramach postępu nauko­wego stwo­rzymy Bene Gesserit które będą tor­tu­ro­wac dzieci by spraw­dzić czy są ludźmi.. a jeśli nie to na takim 5 latku dokonamy aborcji? (Jak ktoś nie wie co właśnie napi­sa­łem to proszę nie komen­to­wać tego zdania by się nie ośmie­szyć 😉 ). In Vitro można prze­pro­wa­dzać bez umyśl­nego zamrażania/zabijania zarodków. Mody­fi­ka­cje gene­tyczne można prze­pro­wa­dzać bez umyśl­nego zabi­ja­nia zarodków. Nawet prawo można tak przy­sto­so­wać ze wytwa­rza­nie kilku zarodków w celu in vitro fert obędzie się bez zabi­ja­nia zarodków. Wszystko da się zrobić przy odro­bi­nie dobrej woli obu stron. A jeśli idzie o te pytanie o etykę to ono jest naiwne. Etyka reli­gijna broni ludzi, jest skrajnie szo­wi­ni­styczna, a etyka świecka stawia często cier­pie­nie zwierząt na równi z ludzkim (jak w artykule powyżej w moim odczuciu), i stąd się biorą hasła żeby w bada­niach nauko­wych stosować więźniów zamiast nie­win­nych zwie­rzą­tek.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

      Hm, ale ja nie wypo­wia­da­łem się na temat tego czy zarodki są ludźmi czy też nie. Z punktu widzenia bio­lo­gicz­nego są nowymi osob­ni­kami gatunku Homo sapies (jeśli mowa o zarod­kach naszego gatunku) i to nie ulega wąt­pli­wo­ści. Pisałem o tym, że nie są osobami, bo nie mają oso­bo­wo­ści, wspo­mnień, nie odczu­wają, zatem to że na nich robimy jakieś doświad­cze­nia nijak ma się dla nich, to jak praca na roślinie, bo one tego i tak nie czują. Co do tor­tu­ro­wa­nia dzieci to już się ostro zapę­dzi­łeś, ma się to nijak do tego tekstu i do libe­ra­li­zmu w nauce, nawet nie chcę takich głupich porównań szerzej komen­to­wać.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://joemoye.soup.io Joe Moye

        1. Zarodek to człowiek a to czy jest osobą to kwestia defi­ni­cji. Rozumiem że ludzie po np. udarze czy z zaawan­so­wa­nym alzhe­ime­rem to już nie są w Pana defi­ni­cji “osoby” i można na nich pro­wa­dzić badania naukowe? Można ich zabić etc.? Żeby nie było cytuję: ” nie są osobami, bo nie mają oso­bo­wo­ści, wspo­mnień, nie odczu­wają”. Odczu­wa­nie to może punkt dys­ku­syjny ale jak dobrze pójdzie to nie odczu­wają 😉
        Co do tor­tu­ro­wa­nia dzieci to jak napi­sa­łem “Jak ktoś nie wie co właśnie napi­sa­łem to proszę nie komen­to­wać tego zdania by się nie ośmie­szyć ;)”, gra­tu­luję Panu 😉 To była ironia i nawią­za­nie do “Diuny” Herberta.

        2. Robi Pan pod­sta­wowy błąd logiczny, wstawia Pan czyjeś prze­ko­na­nia w swoje normy moralne a następ­nie pastwi się nad nimi wyśmie­wa­jąc je. To nie jest podej­ście naukowe. A przede wszyst­kim ma Pan nie­do­kładne infor­ma­cje 😉 Kościół Kato­licki dopusz­cza rato­wa­nie matki kosztem płodu. A co do homo­sek­su­ali­stów to proszę opisać tą “dys­kry­mi­na­cję” bo jestem bardzo ciekawy… co Pan rozumie przez to? A co do tych walk o kary śmierci to nie sły­sza­łem więc proszę o źródło, jeśli to prawda no to cóż… wstyd i to ogromny.

        3. “Dlaczego selekcja zarodków, bez oso­bo­wo­ści, bez mózgu i potocz­nie mówiąc – bez duszy, ma być zła, a zada­wa­nie cierpień naro­dzo­nym ludziom i zwie­rzę­tom nie, bo mówi tak jakaś zasada reli­gijna nie mająca odnie­sie­nia do rze­czy­wi­sto­ści?” tutaj mówi o tym artykuł. Ludzie są ponad zwie­rzę­tami wg religii więc zarodek zawsze będzie waż­niej­szy niż zwierzę. I znowu tutaj taka trochę byle­ja­kość i ple­bej­skość… jak Pan mówi o duszy to zarodek duszę ma bo w religii to religia decyduje (a Ona mówi że ma) a w filo­zo­fii to nawet glony mają duszę bo to “pier­wia­stek życia” 😉

        4. Straszne… będzie droga… no nie… jak my to prze­ży­jemy? 😉 Wiem jak działa in vitro, i równie dobrze jak Pan wiem że nie tak “często” bo mimo wszystko troszkę ponad połowa byłaby zdolna. A robi się więcej “na zapas”.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

        1. Takie wybie­ga­nie w przód wbrew argu­men­tom rozmówcy to nic innego jak erystyka, sofizmat roz­sze­rze­nia bodajże.

        2. Naj­wi­docz­niej nie w Polsce. Co do dys­kry­mi­na­cji, widzę w niej brak równego trak­to­wa­nia: prawnego i spo­łecz­nego. Owszem, coraz więcej krajów wpro­wa­dza równość dla mniej­szo­ści sek­su­al­nej, ale są to kraje mocno unie­za­leż­nione od tradycji kato­lic­kiej. Co do popie­ra­nia wpro­wa­dze­nia kary śmierci za homo­sek­su­alizm, w Afryce:
        http://gothmucha.blox.pl/2012/12/Nie-morduj.html
        http://www.fronda.pl/a/watykan-nie-chce-aby-onz-wywieralo-presje-ws-homoseksualizmu,194.html (wiem, że to Fronda ale w tym kon­tek­ście wręcz wybiela kościół)
        Co do karania homo­sek­su­ali­zmu śmiercią, to tylko ustawa z 2014, Uganda. Jedynie kościoły pro­te­stanc­kie były prze­ciwko, tj. angli­ka­nizm i kościół Kanady.
        https://en.wikipedia.org/wiki/Uganda_Anti-Homosexuality_Act,_2014

        3. Nie mówi o tym zacy­to­wany fragment, nie wpadłbym na to, że ktoś to zin­ter­pre­tuje tak, że zwie­rzęta są waż­niej­sze od ludzi.

        4. Nie rozumiem jak to się ma do tego co napi­sa­łem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Piotr Zdebel

    Myślę że autor wyciąga zbyt daleko idące wnioski ze starego związku fra­ze­olo­gicz­nego. Równie dobrze można prze­ana­li­zo­wać “ucznia czar­no­księż­nika”

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

    Ja rozumiem “zabawę w Boga” w nieco odmienny sposób. Wydaje nam się czasem, że dokład­nie pozna­li­śmy mecha­ni­zmy rządzące światem i potra­fimy świat ten prze­wi­dzieć, ujarzmić i opanować. To właśnie zabawa w Boga — przy­zna­jemy bowiem sobie Boskie atrybuty (jeśli Boga nie ma, nie ma też istoty takie atrybuty posia­da­ją­cej. Jeśli Bóg jest, ma je tylko on). Takie myślenie może pro­wa­dzić do ogrom­nych tragedii, do jakich zwykle prowadzi nad­mierna pewność siebie. Igranie z siłami, których jeszcze do końca nie rozu­miemy (a życia na pewno nie rozu­miemy do końca ) wymaga ogromnej pokory i dmu­cha­nia na zimne a gene­ty­kom powinni “patrzeć na ręce” etycy. Do czego prowadzi brak kontroli i nad­mierne zadu­fa­nie, można prze­czy­tać w tysią­cach dobrych książek SF — nie potrzebny tu ksiądz.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Janusz Szczą­chor

    Właśnie zna­la­złem Twój artykuł. Czytałem wiele arty­ku­łów na temat Boga, a nawet chciałem co nieco poznać z kon­tro­wer­syj­nej książki Hawkinga. Mnie oso­bi­ście nie inte­re­sują animozje między ate­istami, teistami itd. . Jestem autorem idei wpro­wa­dze­nia naukowej defi­ni­cji Boga. Pozwo­lisz, że spytam kto to jest według Ciebie Bóg?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Wołasz autora blogu czy samego tekstu (gościn­nego)? Oso­bi­ście kilka arty­ku­łów o tej tematyce również popeł­ni­łem, dlatego pozwolę sobie odpisać, a wła­ści­wie zapytać: skąd tak posta­wione pytanie? Dlaczego “kto” i dlaczego “Bóg”? Pytanie impli­kuje odpo­wiedź, bo suge­ru­jesz, że siła wyższa musi mieć cha­rak­ter osobowy. A Bóg pisany z wielkiej litery w naszej kulturze oznacza Boga jude­ochrze­ści­jań­skiego. Mam nadzieję, że budując “naukową” defi­ni­cję boga, zabie­rzesz się do tego zadania w trochę inny sposób.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Zaj­rza­łem, poczy­ta­łem i jestem zain­try­go­wany. Gdybyś zechciał kiedyś roz­pro­pa­go­wać szerzej swoje poglądy i napisać gościnny tekst (jak powyższy) dla czy­tel­ni­ków Kwantowo, to się nie krępuj. 🙂

    Mam jednak nadal wąt­pli­wo­ści dot. tej wielkiej litery. To nie tylko kwestia języka i orto­gra­fii ale właśnie suge­ro­wa­nia co jest desy­gna­tem tego wyrazu. Skoro zasta­na­wiamy się czy istnieje siła wyższa to początku powin­ni­śmy zostawić czystą kartkę. Może jakiś rodzaj abs­trak­cyj­nej energii, może wie­lo­wy­mia­rowa istota, a może właśnie niczego takiego nie ma i bóg jest jedynie tworem kultury. Podczas takich ogólnych rozważań nie dostrze­gam żadnego logicz­nego powodu aby stosować dużych liter: na razie mamy do czy­nie­nia z jakąś kon­cep­cją a nie pod­mio­tem. A zwracam na to uwagę bo sam kiedyś zostałem w związku z tym pouczony. Chyba słusznie.

    “Jednak nie widzę powodów dlaczego Bóg nie miałby być osobą”
    Ja również nie. Ale nie widzę również powodu aby osobą był, więc a priori tego nie będę zakładał.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Janusz Szczą­chor

      Cieszę się, że zain­try­go­wał Cię mój artykuł. Ja jednak będę się upierał przy tej dużej literze, ponieważ ta osoba jest jedna, skoro mamy jedność praw fizyki w całym wszech­świe­cie i na razie nikt tego nie kwe­stio­nuje, nawet cho­ciażby Hawking. Jednak na pocie­sze­nie mogę powie­dzieć. że ta osoba nie musi nazywać się Bóg, może się nazywać dowolnie. Używam słowa Bóg, bo ono jest zro­zu­miałe nawet dla prze­ciw­ni­ków jego idei. Proszę jednak zwrócić uwagę, że w moim pojęciu z tym Bogiem nie można roz­ma­wiać, on nie kieruje naszym losem, poza tym, że stworzył prawa fizyki, nie stworzył żadnej religii, żadnego kościoła, nikogo nie nagradza i nie karze. To są tylko wytwory ludz­kiego umysłu. Nie ma żadnych powodów, aby jaki­kol­wiek naród był wybrany, aby Mojżesz lub inny prorok był wybrany do kontaktu z Bogiem. To są ludzkie mrzonki. Skoro prze­czy­ta­łeś mój artykuł, to chyba zauwa­ży­łeś, że Ja jako uza­sad­nie­nie ist­nie­nia takiej osoby wypro­wa­dzam z faktu szcze­gól­nej, wybranej postaci praw fizyki. Dlatego w moim prze­ko­na­niu ta osoba jest tak bez­na­miętna, jak bez­na­miętne są prawa fizyki. Jednak zro­zu­mie­nie mojej idei zależy od tego, czy potra­fisz się wczuć, że za prawami fizyki kryje się jeszcze coś, że oprócz świata, który widzimy musi istnieć jeszcze coś i to wynika z tych praw. Podam Ci jeszcze jeden przykład. Gdy miałem no może 7 lat, to myślałem, że fizycy potrafią zmieniać prawa fizyki. Jakie było moje zdzi­wie­nie, gdy zacząłem się jej uczyć, że możemy je tylko poznać i wyko­rzy­stać. Dla mnie nie ulega wąt­pli­wo­ści, że żyjemy w pewnej “klatce”, poza którą istnieje świat istot, które to potrafią, a my dla nich jesteśmy tym, czym dla nas jest program kom­pu­te­rowy w momencie jego wyko­ny­wa­nia. Ja to nazywam światem istot o bez­względ­nej pamięci ( Lem takie same cechy nadał Oceanowi w Solaris — moje poglądy powstały jednak nie­za­leż­nie, tylko na pod­sta­wie fizyki). Jeśli chodzi o artykuł, to problem polega na tym, że nie lubię filo­zo­fii i moje wypo­wie­dzi opieram na fizyce i staram się, że były ścisłe. Dlatego jak na razie nie udało mi się znaleźć wizji upo­rząd­ko­wa­nego i logicz­nego przed­sta­wie­nia moich poglądów w formie huma­ni­stycz­nej. Niestety, na razie bez mecha­niki kwan­to­wej się nie obejdzie. Nato­miast nie wyklu­czam, że to może się zmienić w przy­szło­ści.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Michu 1

    Bardzo słaby artykuł. I to z kon­kret­nego powodu: odpo­wie­dzi na więk­szość pro­ble­mów i dyle­ma­tów są dla mnie oczy­wi­ste, np.:
    1) Gdy ktoś mówi o tym, że coś powinno być zakazane, bo “to zabawa w Boga”, może mieć na myśli zasad­ni­czo dwie rzeczy:
    a) robimy coś co dopro­wa­dzi do kon­se­kwen­cji (nie tylko fizycz­nych, ale także spo­łecz­nych, psy­chicz­nych), nad którymi nie będziemy w stanie zapa­no­wać (całkiem racjo­nalny argument nie mający nic wspól­nego z religią)
    b) wkra­czamy w strefę sacrum, której nie należy naruszać bo to moralne zło. I takie poglądy mogą już być związane z religią, ale wcale nie muszą: są ateiści, którzy za swoją filo­zo­fię przyjęli humanizm/antropocentryzm, a za kry­te­rium czło­wie­czeń­stwa przyjęli kry­te­rium gene­tyczne. Tacy ludzie będą prze­ciwko aborcji, ale nie będą mieli nic prze­ciwko kotle­towi z “zamor­do­wa­nej” krowy.
    2) Zasady reli­gijne wła­ści­wie nigdy nie są irra­cjo­nalne (a już na pewno nie w przy­padku kato­li­cy­zmu, który znam naj­le­piej): np. nie­prze­strze­ga­nie piąt­ko­wego postu od mięsa nie jest grzechem dlatego, że w piątki mięso staje się złe, ale dlatego, że człowiek powinien regu­lar­nie trenować wstrze­mięź­li­wość i pokorę. To, że zde­cy­do­wano się akurat na piątek, wynika z tego że to dzień śmierci Jezusa, która była ogromnym aktem pokory ze strony Boga. To że zde­cy­do­wano się akurat na mięso — wynika z uwa­run­ko­wań kul­tu­ro­wych. Dlatego, w różnych krajach pości się od różnych rzeczy. Zasady reli­gijne bywają nato­miast nie­nau­kowe, np. prze­ko­na­nie o ist­nie­niu duszy. Myślenie naukowe to jednak tylko wąski wycinek myślenia racjo­nal­nego.
    3) Dlaczego argument “zabawy w Boga” (w sensie zakazu naru­sza­nia sfery sacrum) odnosi się do np. in vitro, aborcji, euta­na­zji, a nie do rato­wa­nia rannych po trzę­sie­niu ziemi? Rozumiem, że praw­dziwe pytanie dotyczy tego, że zakaz zabawy w Boga można abso­lu­ty­zo­wać i stwier­dzić, że człowiek powinien być bierny wobec wszyst­kich wydarzeń, a nawet nie powinien orzekać co jest a co nie jest zabawą w Boga, czyli de facto nie powinien mówić co jest dobre, a co złe. Mówienie, że zakaz zabawy w Boga to nakaz bier­no­ści to spro­wa­dze­nie rzeczy ad absurdum. Pytanie czy można abso­lu­ty­zo­wać zakaz zaka­zy­wa­nia. To też byłoby absurdem (albo nihi­li­zmem). Oznacza to, że istnieje jakiś niepusty zbiór czynów, których człowiek nie powinien się dopusz­czać. Jak ustalić jakie to czyny? Kantysta da inną odpo­wiedź niż tomista, czy uty­li­ta­ry­sta a jeszcze inne zdanie będzie miał nihi­li­sta (a każdy z tych nurtów moralności/etyki będzie miał 10 różnych wersji). Można więc spór w tym zakresie przed­sta­wić kłam­li­wie jako spór między ate­istycz­nym racjo­na­li­zmem a reli­gijną irra­cjo­nal­no­ścią, albo być uczciwym i powie­dzieć, że spór jest między ludźmi o poglą­dach tomi­stycz­nych, a np. uty­li­ta­ry­stami i nie odmawiać jednym i drugim racjo­nal­no­ści.
    4) Dlatego ludzie, którzy godzą się na zabi­ja­nie zwierząt naj­czę­ściej nie są krwawymi fana­ty­kami, tylko uważają, że zwie­rzęta nie są zdolne do cier­pie­nia, a jedynie do odczu­wa­nia bólu. Ludzie którzy nie godzą się na aborcję, po prostu nie uznają za kry­te­rium czło­wie­czeń­stwa myślenia, inte­li­gen­cji i świa­do­mo­ści, tylko genom. Ludzie, którzy nie godzą się na euta­na­zję uważają, że ludzkie życie ma przy­ro­dzoną godność i że należy je ratować jeśli tylko jest to możliwe. Inni ludzie myślą inaczej, ale nie da się po prostu powie­dzieć, którzy mają rację. Można nato­miast ana­li­zo­wać, które z tych podejść są dla ludzi w danym państwie naj­bar­dziej uży­teczne. Okaże się jednak wtedy, że wybra­li­śmy uty­li­ta­ryzm jako filo­zo­fię. I co jeśli z ten analizy wyjdzie, że lepiej nie wpusz­czać do kraju uchodź­ców, bo zwiększa to szanse na zamach ter­ro­ry­styczny? Albo, że lepiej usta­no­wić w kraju religię panującą, bo jest on jed­no­lity wyzna­niowo i uprości to wiele spraw urzę­do­wych, a także ustali pewną hie­rar­chię wartości, co ogra­ni­czy pie­niac­two przy two­rze­niu prawa (skoro wszyscy się zgadzają, to czy jest sens “grzać” dyskusję)?
    Obawiam się że szanowny autor wbrew temu co napisał jest typowym woju­ją­cym ateistą: przy­znaje bowiem przy­wi­lej racjo­nal­no­ści wyłącz­nie świa­to­po­glą­dom ate­istycz­nym, a religie uznaje za z natury nie­ra­cjo­nalne. To fałszywa dycho­to­mia.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0