Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 28

Racjonalne gadanie

(Nie)uczciwa rywalizacja damsko-męska

1st Sie '15

Nową serię zaczniemy od mocnego kopniaka prosto w krocze. Racjonalizowanie relacji międzyludzkich, zwłaszcza zachowań seksualnych, to bardzo grząski grunt. Dochodzi do konfrontacji tlących się nas naturalnych instynktów, z wypracowanym przez cywilizację zestawem reguł. A może dysonans jest pozorny, a nasze obyczaje stanowią tylko echo odległego imperatywu biologicznego?

Przy­wo­łany konflikt „biologia vs kultura” można roz­pa­trywać na tysiąc sposobów, nie­zmiennie zadając pytanie o to na ile człowiek rozumny wybiegł przed szereg kró­le­stwa zwierząt. Weźmy na ten przykład kwestię podwój­nych stan­dardów postrze­gania roz­wią­złości sek­su­alnej u obu płci. Chodzi o utarty slogan, wedle którego szla­ja­jący się facet pozo­staje obiektem uznania i zazdrości swoich kolegów (w końcu to ogier i zdobywca!), a czer­piące pełnię radości z życia dziewczę, prędko uzyskuje status kur­ty­zany. Temat stary jak eman­cy­pacja kobiet i pewnie jeszcze długo pozo­stanie aktualny. Nie­przy­pad­kowo sta­ty­styki nadal wyglą­dają tak a nie inaczej: prze­ciętny Polak przy­znaje się do posia­dania 11,6 part­nerek w ciągu życia, podczas gdy Polka do zaledwie 4,4 part­nerów.

Możemy pójść po linii naj­mniej­szego oporu i wyjaśnić to uwa­run­ko­wa­niami spo­łecz­nymi. Skoro kobieta przez wieki znosiła domi­nację męż­czyzny i pod wieloma wzglę­dami zdana była na jego łaskę, to nigdy nie śmiała podej­mować zbędnego ryzyka. Kiedy więc facet poszedł w plener to naj­czę­ściej nie działa mu się żadna krzywda, kiedy zaś jego żona posta­no­wiła się zre­wan­żować – niemal zawsze ponosiła surowe kon­se­kwencje, od kar fizycz­nych po degra­dację eko­no­miczną. To jednak zbyt proste, więc wgryźmy się w problem znacznie mocniej.

Samice (z góry prze­pra­szam panie za nie­ele­ganckie słow­nictwo) i samce biorą udział w tej samej grze, ale używają zupełnie różnych talii kart. Artykuł ozdo­biłem grafiką przed­sta­wia­jącą komórkę jajową i dążące ku niej na złamanie wici plemniki. Zrobiłem to celowo, bo ta piękna scena naprawdę wspa­niale obrazuje zestaw różnic między płciami. Z jednej strony mamy ogromną żeńską gametę niosącą w sobie niemal cały „surowiec” potrzebny do rozwoju nowego czło­wieka, z drugiej nato­miast maleńkie plemniki, będące w istocie poci­skami roz­sie­wa­ją­cymi DNA. Ten fun­da­men­talny brak symetrii wynika z przy­brania odmien­nych stra­tegii prze­trwania i rzutuje na dalsze zacho­wania przed­sta­wi­cieli obu płci. Jakby tego było mało, to na samicę spada bio­lo­giczny ciężar towa­rzy­szący ciąży, ochrona płodu, jego odży­wianie i na końcu niełatwy poród. Dla prze­dłu­żenia gatunku, kobieta musi zain­we­stować nie­pro­por­cjo­nalnie wielkie zasoby energii, czasu i nie­rzadko ryzy­kować zdrowiem czy życiem. W tej per­spek­tywie niemal nie­znisz­czalna więź między matką i dziec­kiem wydaje się bardziej niż natu­ralna. Wielka inwe­stycja wymaga szcze­gólnej opieki.

Z pozoru może się wydawać, że natura to suka, która szczerze nie­na­widzi kobiet. A jednak, to co przed­sta­wiłem przed momentem jako kamień u szyi, potrafi również przy­nieść profity. Niestety drodzy panowie, ale nasza stra­tegia ewo­lu­cyjna polega (w dużym uprosz­czeniu) na przed­kła­daniu ilości nad jakość. Nie ma fizycz­nych powodów abyśmy nie mogli, niczym maro­kański sułtan Mulaj Ismail, dorobić się w ciągu życia 867 lato­rośli. Sęk w tym, że panie są z natury znacznie bardziej grymaśne i nie będą zrzucać ubrań przy byle okazji – w końcu ich inwe­stycja wiąże się ze znacznie większym wkładem i ryzykiem. Dlatego właśnie sta­ty­styczna kobieta oceni prze­ciętnie atrak­cyj­nego męż­czyznę niżej niż sta­ty­styczny męż­czyzna prze­ciętnie atrak­cyjną kobietę. Tłumaczy to również wynik sławnego  eks­pe­ry­mentu Clarka i Hat­fielda z 1989. Chodzący po kampusie przy­stojni „ankie­terzy” i ponętne „ankie­terki” zapra­szali spo­ty­ka­nych stu­dentów i stu­dentki na randki oraz pro­po­no­wali im seks. Jak nie­trudno zgadnąć prawie 70% tro­skli­wych facetów przy­gar­nę­łoby na noc nie­zna­jomą, podczas gdy ani jedna dziew­czyna (!) nie wyraziła zgody na nie­spo­dzie­wany stosunek.
Czyż natura nie jest piękna w swojej spój­ności? Choć tego na co dzień tak nie postrze­gamy, żeńska wybred­ność to ewo­lu­cyjna tarcza przed nie­po­skro­mioną męską chucią. Kobieta nie urodzi setek dzieci a już na pewno ich nie wykarmi, więc zostaje zmuszona do znacznie ostroż­niej­szej kal­ku­lacji. Jak prze­sko­czyć ten mur? Naj­ła­twiej jest tzw. samcom alfa, czyli przy­sło­wiowym gwiazdom rocka na widok których piszczą nasto­latki; ludziom sukcesu jawiącym się jako dawcy genów prima sort (słowo na dziś: hiper­gamia). Druga metoda wymaga prze­ko­nania part­nerki, że ewen­tu­alny stosunek nie będzie wiązał się z ryzykiem, a ten wybór zagwa­ran­tuje jej bez­pie­czeń­stwo oraz pomoc w wycho­waniu potom­stwa. Jako, że pierwsza opcja pozo­staje zare­zer­wo­wana dla zwy­cięzców w gene­tycznej loterii, zde­cy­do­wana więk­szość mężczyzn musi zaofe­rować wybrance coś więcej niż tylko samego siebie.

Wracamy do pier­wot­nego zagad­nienia: skąd wzięły się podwójne stan­dardy doty­czące pusz­czal­stwa pań i panów? Przy­zwo­lenie dla sek­su­al­nych podbojów mężczyzn wydaje się w tym układzie jasne. Czysto bio­lo­gicznie, każdemu racjo­nal­nemu osob­ni­kowi powinno zależeć na jak spło­dzeniu tak wielkiej ilości potom­stwa, na ile tylko pozwolą mu warunki. (Dla uści­ślenia, to że tak piszę, nie oznacza, że oso­bi­ście pochwalam radosne try­skanie spermą na prawo i lewo). Kiedy kobieta próbuje odgrywać ana­lo­giczną rolę i przyj­mować hurtem zalot­ników, odczu­wamy trudny do opisania wewnętrzny zgrzyt. Zauważmy przy okazji jak w ten chytry sposób natura wyrów­nuje rachunki. Samica ponosi główne koszty związane z potom­stwem, ale to samiec ugania się za part­nerką i płaci cenę aby to potom­stwo w ogóle spłodzić. Prze­ciętny męż­czyzna ma mini­malne szanse jed­nost­kowy stosunek z prze­ciętną kobietą, ale prze­ciętna kobieta bez więk­szych pro­blemów potrafi sobie znaleźć ado­ra­tora. Sta­ty­styczny męż­czyzna musi się więc postarać
penis mozgSamiec alfa z setką part­nerek na koncie – choć to drań, hultaj i nicpoń – po prostu wyko­rzy­stuje swój główny bio­lo­giczny atut. Pod­fru­wajka dopusz­cza­jąca do siebie kogo popadnie, wręcz odwrotnie, opuściła ewo­lu­cyjną gardę! Jej atrak­cyj­ność spada, bo wydaje się  znacznie gorszym mate­riałem na stałą part­nerkę a już na pewno na matkę. Mówiąc bru­talnie, to osobnik wybra­ko­wany, który z własnej woli odrzucił swój atut jakim była nie­do­stęp­ność. I nie­ko­niecznie owa czarna owca będzie styg­ma­ty­zo­wana przez mężczyzn – bo i tak znajdzie dzie­sięciu despe­ratów w naj­bliż­szym barze – lecz przede wszystkim przez inne kobiety.

Może to racjo­nalna zawiść? Spró­bujmy potrak­tować roz­wią­złość również jako rodzaj stra­tegii. Samica kopu­lu­jąca gdy tylko może, odpo­wiada na potrzeby płci prze­ciwnej i dzięki niskim wyma­ga­niom w sposób łatwy, szybki i przy­jemny wygrywa rywa­li­zację o męską atencję. Jednym słowem: mar­ke­ting. Nagle może się okazać, że wierny mąż i ojciec pójdzie w tango z luźną kole­żanką, jeżeli tylko zapro­po­nuje mu ona stosunek bez żadnych zobo­wiązań. To cho­lernie nie­uczciwa kon­ku­rencja, pro­wa­dząca do „psucia rynku” i niwe­cząca dorobek wszyst­kich kobiet sto­su­jące stare i spraw­dzone metody. Co z taką kon­ku­rencją począć?

Przejąć jej metody. Albo zdys­kre­dy­tować.
Na zakoń­czenie. Ufam w waszą inte­li­gencję, ale wolę dmuchać na zimne. Roz­wa­żania powyższe jak i przyszłe jakie pojawią się w Racjo­nalnym gadaniu, nie mają na celu ani pro­pa­go­wania żadnych postaw ani ich uspra­wie­dli­wiania – co najwyżej próbę wyja­śnienia i racjo­na­li­zo­wania zjawisk, które i tak istnieją. Czy je tole­ru­jemy, czy nie.
podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • http://neurobigos.pl/ Neuro Bigos

    Hmm. Ciekawy artykuł, ale muszę się nie zgodzić. 

    Cytujesz badanie Clarka i Hat­fielda z 1989. Wyniki można zin­ter­pre­tować w sposób, jaki opi­su­jesz i przez wiele lat tak właśnie do sprawy pod­cho­dzono. Zasta­nówmy się jednak, czy nie ma alter­na­tyw­nego wyja­śnienia tej obser­wacji?

    Jest, i to dość oczy­wiste, jeśli się nad tym zasta­nowić. Różnice w zacho­waniu nie wynikają z tego, kto ma większą ochotę na sex, ale stąd, w jaki sposób osoba ofe­ru­jąca postrze­gana jest przez osobę, do której kie­ro­wana jest oferta. Taką inter­pre­tację potwierdza póź­niejsze badanie: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/?term=Perceived+proposer+personality+characteristics+and+gender+differences+in+acceptance+of+casual+sex+offers. Facet pod­cho­dzący do kobiety jest postrze­gany jako zagro­żenie bo hej, to kobiety są naj­czę­ściej ofiarami gwałtu i przemocy. Nic więc dziwnego, że odmia­wiają seksu z nie­zna­jomym – jest duża szansa, że ktoś taki zrobi jej krzywdę.

    Myślisz, że dziew­czyny odmó­wi­łyby, gdyby ofe­ru­jącym był Brad Pitt?

    Piszesz, że wyja­śnienie zjawiska za pomocą uwa­run­kowań spo­łecz­nych jest zbyt proste i trzeba wgryźć się w problem mocniej. Jest wręcz prze­ciwnie – wyja­śnienie ewo­lu­cyjne jest znacznym uprosz­cze­niem, bo ignoruje ono uwa­run­ko­wania spo­łeczne, które są znacznie bardziej skom­pli­ko­wane i – para­dok­salnie – znacznie łatwiej uchodzą naszej uwadze.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Gdanio

      Ja bym powie­dział (wydaje mi się, że o to Adamowi chodziło), że uwa­run­ko­wania spo­łeczne wynikają z ewo­lu­cyj­nych. Jednak alter­na­tywne wyja­śnienie wyniku, które podajesz jest praw­do­po­dobne.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://neurobigos.pl/ Neuro Bigos

        Może być też tak, że uwa­run­ko­wania spo­łeczne wynikają z…uwarunkowań spo­łecz­nych. A uwa­run­ko­wania ewo­lu­cyjne są tylko wygod­nymi wyja­śnie­niami.

        Wiadomo, że tak może być w istocie, jak mówisz. Jednak w nauce wygrywa inter­pre­tacja, która naj­le­piej wyjaśnia dane zjawisko – wydaje mi się, że odnie­sienia do ewolucji wcale nie są naj­lepszą inter­pre­tacją, bo muszą siłą rzeczy zigno­rować wiele innych czyn­ników.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://neurobigos.pl/ Neuro Bigos

        Gene­ralnie, temat rzeka, i szczerze mówiąc wielu naukowców dopiero teraz dostrzega te alter­na­tywne wyja­śnienia. Pozwolę sobie zalin­kować do swojego bloga, gdzie trochę więcej piszę na ten temat:
        http://neurobigos.pl/2014/05/29/plec-mozgu-a-nieadekwatnosc-neurobiologii/

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Gdanio

        Może tak być, ale zwróć uwagę, że u innych ssaków bywa podobnie. Ciąża siłą rzeczy musi trochę trwać a to zmniejsza wpływ wybred­ności kobiet na ilość potom­stwa. Dodat­kowo wybred­ność powoduje wybie­ranie „lepszych” part­nerów, co prze­kłada się na ich szanse prze­życia i dalej na ilość potom­stwa. Jeżeli było tak już kiedy sta­wa­liśmy się ludźmi to uwa­run­ko­wania spo­łeczne zaczęły się pojawiać w takich warun­kach i były ich wynikiem. Chyba, że się mylę.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Iwona Kowalska

        Mozna sie z tym zgodzic – ilosc potom­stwa kobiety jest ogra­ni­czona, tak wiec kazda kobieta z punktu widzenia repro­dukcji jest bezcenna. Gdy samica jest tylko jedna, a samcow chocby i miliony ilosc potom­stwa ogra­ni­czac sie bedzie tylko do mozli­wosci repro­duk­cyj­nych tej samiczki.

        Ale mamy tez zagwozdke, Jesli prawda jest, iz pierwszy jednak byl system matriar­chalny to wielosc part­nerow kobiety mogla byc ewo­lu­cyjna ochrona przed dzie­cio­boj­stwem – zaboj­stwem przez partnera nie swojego potomstwa.Nikt bowiem z part­nerow nie wiedzial czyje jest potom­stwo.

        No i jeszcze jedna zagwozdka: po co kobiecie taki narzad jak lech­taczka sluzacy tylko i wylacznie do spra­wiania jej przy­jem­nosci ? 😉 Pro­bo­wano udo­wodnic jak wiemy jej przy­dat­nosc w pro­kre­acji, co jednak sie nie udalo ( na mar­gi­nesie jest taki kawal: kobietom to dobrze maja spora game orgazmow- lech­tacz­kowy, pochwowy, sutkowy, a my faceci tylko jeden i w dodatku ch….. 😉
        Nie wiem, wiec jak taki organ sluzacy wylacznie do uciech cie­le­snych mial kobiety deter­mi­nowac do zacho­wania cnoty ? 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Karolina Nihil

      Mylisz przy­czyny i skutki, Kwantowo. Kobietom seks się nie kal­ku­luje po prostu. I wcale nie chodzi o to, że zajdzie w ciążę (jeśli by tak było to nie byłoby żadnych wpadek!!!, ani nasto­let­nich ciąż itp), ale: może stracić repu­tację, co może się skończyć ostra­cy­zmem spo­łecznym, który mozna porównac do wygnania. Po drugie seks, nawet jeśli nie będzie to gwałt, może być z dużym praw­do­po­do­bień­stwem przy­najm­niej nie­przy­jemny, jesli nie trau­ma­tyczny (rzadko który facet sie stara i w dupie ma to, czy jego part­nerka będzie miała orgazm, dopóki jemu jest dobrze; zaczy­naja robic kobiecie rzcezy jak z pornoli, na przyklad bez zadnego ostrze­zenia zaczy­naja ja dusic – wierz mi to moze strau­ma­ty­zowac seks). No i oczy­wi­ście ryzyko: gwałtu, porwania, zamor­do­wania, stal­kingu i wiele innych. Krótko mówiąc: jeśli seks dla kobiet nie wiązałby się z ryzykiem utraty pracy i związków mię­dzy­ludz­kich, ryzykiem utraty życia i jeśli kobieta miałaby pewność, żeby będzie ten seks przy­jemny, to podej­rzewam, że inaczej by wyglą­dało nasze spo­łe­czeń­stwo. Bo przecież opłaca się kobiecie uprawiać seks z wieloma part­ne­rami z bio­lo­gicz­nego punktu widzenia – im więcej tym lepiej, naj­le­piej w czasie orgii.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Moim zdaniem akurat tutaj Ty pomy­liłaś skutki z przy­czyną. Piszesz o ostra­cy­zmie spo­łecznym, a przecież ja w całym tekście szukam właśnie pier­wotnej przy­czyny tego ostra­cyzmu. Nie wziął się z powie­trza i nie roz­po­wszechnił bez przy­czyny.

        Nie rozumiem też ostat­niego argu­mentu. Dlaczego kobiecie opłaca się uprawiać seks z wieloma part­ne­rami? Facet uma­wiając się na raz z dzie­się­cioma paniami może poten­cjalnie liczyć na dzie­sięciu potomków; kobieta w ana­lo­gicznej sytuacji nadal na jednego. Poza tym kal­ku­lacja wymaga aby był to partner jak naj­lepszy, więc przyj­mo­wanie wielu samców nie ma sensu.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://rob006.net/ rob006

        Jeśli chodzi o samo roz­mna­żanie, to kal­ku­lacja nie wymaga aby partner był naj­lepszy, tylko żeby plemnik był naj­lepszy. Gene­tycznie lepsze plemniki powinny być szybsze i spraw­niejsze, więc przy jed­no­cze­snym seksie z kilkoma part­ne­rami mamy większe szanse na tra­fienie na dobre geny niż próbując świa­domie dobierać part­nerów (w końcu nie wiadomo czy wyrzeź­biona sylwetka to efekt dobrych genów czy koksu). 

        Tyle teorii, jeśli ktoś w orgiach upatruje szansę na zna­le­zienia naj­lep­szego ojca dla swojego dziecka, to życzę szczę­ścia. 😀 Tym bardziej że w naszym spo­łe­czeń­stwie geny będą miały coraz mniejsze zna­czenie, już teraz waż­niejsza jest pozycja spo­łeczna oraz moż­li­wość utrzy­mania rodziny.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Przy­znaję, że przed­sta­wiłeś ważny argument sta­no­wiący dla mnie zaporę nie do przej­ścia. Teraz nawet jeśli wezmę inne badania wska­zu­jące na podobny wniosek (np. seks po pierw­szej randce, ogólnie liczba part­nerów) – to będziesz mógł je zdys­kre­dy­tować dokładnie w ten sam sposób. Tu jednak wkra­czamy właśnie w sferę opinii, bo nie jestem prze­ko­nany czy taką dys­pro­porcję można tłu­ma­czyć jedynie strachem przed gwałtem i przemocą (więc odpo­wia­dając: myślę, że więcej kobiet odmó­wi­łoby Bradowi Pittowi niż mężczyzn Angie­linie Jolie).

      Nie zgadzam się nato­miast, że ewo­lu­cyjne tłu­ma­czenie naj­bar­dziej pier­wot­nych zachowań i żądz jest uprosz­cze­niem. Nie jestem też pewien czy chciałeś powie­dzieć, że w tym temacie biologia nie ma w ogóle zna­czenia, czy może po prostu ma zna­czenie mar­gi­nalne. O ile to drugie jest możliwe do obrony, o tyle pierwsze wydaje mi się bardzo ryzy­kowne. Tak jak napisał Gdanio: w żadnym wypadku nie podważam gigan­tycz­nego wpływu kultury i obecnych warunków na relacje sek­su­alne, ale sądzę że zacho­wania doty­czące naszych pod­sta­wo­wych popędów, są głęboko zako­rze­nione w naszej naturze i nie da się ich zin­go­rować. Fakt, im bardziej zmie­niamy śro­do­wisko wokół siebie i roz­wi­jamy się, tym dalej odbie­gamy od prostych instynktów – pewne zjawiska mogą nawet zanikać. Nie wątpię więc, że różnice między sek­su­al­no­ścią obu płci ulegają zatarciu i być może nawet dojdzie do ich zrów­nania. Nie oznacza to jednak, że tych instynktów nie ma i nigdy nie było. Biologia rządziła nami zanim wykształ­ci­liśmy kulturę, więc to nasze pomysły nagi­na­liśmy do pier­wot­nych popędów, nie na odwrót. Kiedy widzę pewne schematy wystę­pu­jące powszechnie w różnych cywi­li­za­cjach, utrzy­mu­jące się przez wieki to staram się to zra­cjo­na­li­zować. Skoro tyle różnych kultur przyjęło podobną rolę kobiety, to rze­czy­wiste przy­czyny takiego stanu rzeczy leżą głęboko w nas.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Apogeum

    Artykuł przy­po­mina mi sposób wypo­wiedzi jak i prze­ka­zy­wanie myśli książkę Richarda Dawkinsa Samo­lubny gen, którą oczy­wi­ście bardzo polecam. A pytanie jakie mi się nasuwa odnośnie poru­szo­nego tematu to czy męż­czyźni będą potrzebni w przy­szłości jak­kol­wiek dziwne jest to pytanie? Tak jak napi­sałeś Adamie samce są potrzebni do roz­sie­wania DNA, a cała praca spoczywa na kobie­tach więc jeżeli tech­no­logia dojdzie do poziomu pozwa­la­ją­cego na sztuczne zapłod­nienie bez udziału gamet męskich wypro­du­ko­wa­nych natu­ralnie to jaka będzie nasza rola na świecie ? Oso­bi­ście nie chodzi mi o istny sce­na­riusz rodem z filmu „Sek­smisja” Wydaje mi się patrząc na sta­ty­styki odnośnie nobli przy­zna­nych dla kobiet czy mężczyzn jak również historię i rolę mężczyzn w jej kształ­to­waniu, w postępie tech­no­lo­gicznym i naukowym (Oczy­wi­ście kobiety jak naj­bar­dziej miały wpływ na przebieg i kształ­to­wanie cywi­li­zacji, mam tu na myśli jednak przy­tła­cza­jącą więk­szość mężczyzn) to nie jestem pewny czy służymy tylko w celu repro­dukcji. Ciekawi mnie Adamie jaką rolę mężczyzn widzisz w przy­szłości ? Nie tyle bio­lo­gicznym co spo­łecznym.
    Pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Dawno temu czytałem „Samo­lubny gen” i również gorąco polecam, bo to zde­cy­do­wanie jedna z naj­cie­kaw­szych pozycji jakie miałem w rękach. 

      Nie jestem do końca pewien czy dobrze pojąłem pytanie. Jeśli tak, to należy je wcisnąć do szuflady kwestii doty­czą­cych przy­szłej ewolucji czło­wieka i tego jaki wpływ sami na nią wywie­ramy. Bo nie ulega wąt­pli­wości, że jako jedyne świadome istoty, które nie tylko starają się zro­zu­mieć procesy ewo­lu­cyjne, ale korzy­sta­jące również z narzędzi nauko­wych, być może będziemy kształ­tować jej bieg. Możemy sobie wyobrazić, że w roku 2555 naukowcy wyhodują czło­wieka potra­fią­cego roz­mnażać się bez kontaktu płcio­wego: tylko pytanie czy komuś będzie zależało aby w ogóle do tego dążyć. 😉

      Bardziej przy­ziemnym pro­blemem jest wpływ kultury na to wszystko. Ostatnio zwrócono mi uwagę, że wśród ludzi wystę­puje słaby dymor­fizm płciowy. To fakt, ale co gorsza (?) wszystko wskazuje na to, że ten stan będzie się tylko pogłę­biał a dziew­częta coraz częściej będą przej­mować rolę chłopców i na odwrót. Zresztą to już widać. Trudno wyro­kować czy to dla nas korzystne. Jeżeli kobiety w ogóle nie będą wymagały męskiej opieki to może w przy­szłości zamie­nimy się rolami i zapanuje jakiś matriar­chat. 😉 Ale oso­bi­ście nie sądzę aby do tego doszło, wszystko ma swoje granice i postę­pu­jące zmiany po prostu wkrótce wyhamują.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Iwona Kowalska

        @Oczywiście kobiety jak naj­bar­dziej miały wpływ na przebieg i kształ­to­wanie cywi­li­zacji, mam tu na myśli jednak przy­tła­cza­jącą więk­szość mężczyzn) to nie jestem pewny czy służymy tylko w celu repro­dukcji.”
        Ale nic takiego nie twierdzę.

        Panie Adamie mysle, iz pier­wotnie seks , jak i podzial na plec sluzyly glownie pro­kre­acji. Dzis wiadomo, iz cywi­li­zacja jest jednym ze sposobow adap­tacji, tak wiec pier­wotne mecha­nizmy ewo­lu­cyjne zmienily swoje prze­zna­czenie. Jako, ze nauka dowodzi nad­re­pre­zen­tacji genow odpo­wie­dzial­nych za inte­li­gencje na chro­mo­somie plci zenskiej X ( ok 24 %) impli­kuje to wiekszy rozrzut cech zwia­za­nych z inte­li­gencja u mezczyzn, Tak, wiec mamy wsrod panow troche wiecej geniuszy jak i idiotow (prze­pra­szam, jesli kogos urazilam;) ). Cos za cos.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Szalona

      „patrząc na sta­ty­styki odnośnie nobli (…)” Komitet przy­zna­jący nagrody Nobla przez dekady utrzy­mywał sek­si­stowską postawę wobec kobiet. W momencie gdy nagrody Nobla otrzy­mują tacy ludzie jak Barack Obama, Egas Moniz – traci ona na swoim prestiżu.
      Gdyby świat był spra­wie­dliwy i równy dla wszyst­kich twoje wnioski byłyby słuszne, ale mówisz o czasach gdy kobiety nie miały siły prze­bicia, a ich rola mini­ma­li­zo­wana.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie żebym tu bronił komisji noblow­skiej, ale nagroda pokojowa nijak ma się do odzna­czeń nauko­wych, które poza kilkoma przy­pad­kami trafiały do rze­czy­wi­ście wielkich uczonych. IMO Nobel z fizyki pozo­staje nie­zmiennie naj­wyż­szym wyróż­nie­niem jakiego może dostąpić nauko­wiec. Seksizm swoją drogą, ale warto zauważyć, że jedyne dwie noblistki, zostały doce­nione w znacznie bardziej szo­wi­ni­stycz­nych czasach niż obecne. Od tamtego czasu nie widać na hory­zoncie żadnej następ­czyni Skło­dow­skiej i Goeppert-Mayer.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Apogeum

        Zgodzę się że nagroda z pewnych dziedzin jest dość kon­tro­wer­syjna zwłaszcza przykład poko­jowej nagrody nobla, za lite­ra­turę również pod­chodzę z dystansem i owszem nie za każdym razem uwzględ­niono wkład wszyst­kich osób w dane odkrycie np. pani Rosalind Franklin która była współ­od­kryw­czynią podwójnej helisy DNA jak za pewne wiesz. Ale brałem pod uwagę mimo wszystko przy­tła­cza­jące dane więk­szości nagród :
        http://stats.areppim.com/stats/stats_nobel_sexxcat.htm
        http://www.statista.com/chart/2805/nobel-prize-winners-by-gender/
        Po za tym twój argument o sek­si­stow­skiej postawie nie zbyt do mnie prze­mawia ponieważ nasza rodaczka zdobyła nagrodę dwa razy z dwóch dziedzin, w czasach kiedy kobiety na uni­wer­sy­tecie nie były miło widziane. A gdzie dostawać nobla!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Iwona Kowalska

        Panowie nie zapo­mi­najcie prosze o roli meza, bez ktrego nie byloby naj­praw­do­po­dob­niej tej nagrody. MSC. zwy­ciezyl by seksizm i meski szo­wi­nizm, tak jak i dzis w iek­szosci przy­padkow.
        Dzis kobietom utrudnia sie dostep do pro­fe­sury.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • NoOne3

    Kopniak w „krocze”, nie w „kroczę”. Kroczę, jeśli maje­sta­tycznie idę.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Wiewi0r

      Błąd w pisowni? W inter­necie prze­grana na starcie. 😛

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

    Badania z 1989? Teraz pewnie już z 50% dziew­czyn by wyraziło zgodę i z 90% facetów. Tak przy­pusz­czam :-P.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • NoOne4

    Kiedys sly­szalem taka o to teorie:
    Kobiety w prze­szlosci, kilka tysiecy lat wstecz, nie wybie­raly zadnych macho, super­manow, przy­wodcow stada, itp. Wybie­raly wlasnie zdrowych ustat­ko­wa­nych mezczyzn ktorzy mogli zapeniwc jej i potom­stwu dalsze zycie. Wojownik/macho/superman wcze­sniej czy pozniej trafial na kogos sile­niej­szego. Jak sie to konczylo sami wiemy. 

    Teoria ta mowila tez ze to nasza kultura zmienila obraz tego i naukowcy nie potra­fili sie wyzbyc tego. Mieli powazne problemy z upo­rzad­ko­wa­niem teori z danymi arche­olo­gicz­nymi ale ciagle wciskaja ja jako ta wlasciwa( teoria o super­menie jako bledna)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Szalona

      Męż­czyzna który jest w stanie zapewnić kobiecie „dalsze życie” to właśnie synonim wojow­nika / macho/ super­mena.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yaxoo

      Zgodnie z punktem widzenia „kon­cepcji ewo­lu­cjo­ni­stycznej”, kobietom chodzi o dwa rodzaje part­nerów. Inny samiec do zapłod­nienia, inny samiec do wycho­wania potom­stwa. Do zapłod­nienia nie nadaje się pod­sta­rzały biz­nesmen w naj­now­szym ferrari – taki męż­czyzna owszem, może zapewnić stabilne życie, bez­pie­czeń­stwo, może otoczyć matkę i jej potom­stwo ochroną w czasie, kiedy ta zajmuje się kar­mie­niem, zmie­nia­niem pieluch i robie­niem zdjęć przy racz­ko­waniu. Taki może zagwa­ran­tować dach nad głową, poży­wienie, ciepłe ubrania, dostęp do opieki medycznej i innych luksusów na całe życie. Taki jest dobry do zostania mężem i ojcem na całe życie. Ale kom­pletnie nie jest pod­nie­ca­jący, jako partner sek­su­alny budzi obrzy­dzenie. Względnie, nic nie budzi. Do seksu i zapłod­nienia pociąga nato­miast inny typ partnera: dziki, silny, władczy i sta­nowczy, umię­śniony macho. Nie ważne, że taki zapładnia wszystkie baby w pro­mieniu 100 mil, dziewice, panny, mężatki. Istotne, aby zapłodnił i mnie. Bo taki okaz jest gwa­rantem dobrego zdrowia i fizycznej siły. Taki jest dobrym dawcą mate­riału gene­tycz­nego. A po zapłod­nieniu spo­kojnie może odejść, zapo­mnieć, zginąć na polo­waniu, na wojnie, w pierw­szym lepszym barze. Bo do ojco­wania i płacenia rachunków znajdzie się ktoś inny. Tak właśnie wygląda kom­pletny punkt widzenia „psy­cho­logii ewo­lu­cyjnej”, bo przecież o tym tutaj mówimy. Taki ogląd sprawy też i potwier­dzają badania naukowe. A cytowany powyżej eks­pe­ry­ment nie był zbyt dobrze zapro­jek­to­wany. Chcemy skusić kobiety na przy­godny seks z młodym, umię­śnionym, prze­ślicznym macho? Nie ma sprawy, pod warun­kiem, że (a) kobieta jest mężatką, (b) jeszcze nie ma dzieci, © jej mężem jest opie­kuńczo-finan­sowy typ partnera. Tak właśnie teoria prze­wi­duje prze­lotny seks z per­spek­tywy kobiet 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yaxoo

        To jeszcze może dodam, że z punktu tej teorii o dwóch part­ne­rach, młode dziew­czyny na kampusie nie mogły zgodzić się na przy­godny seks z pięknym, silnym i epa­tu­jącym zdrowiem samcem, bowiem były na kampusie i w razie zapłod­nienia, ciąży i macie­rzyń­stwa nie miałyby żadnej ochrony i byłyby bardziej narażone – z punktu widzenia ewo­lu­cyj­nego – na zagro­żenie. Co innego, gdyby takie panny miały stałych part­nerów, np. na etapie narze­czeń­stwa. Dajmy na to kolegów z kampusu, inte­lek­tu­al­nych cele­brytów, zaś przy­pad­kiem nawinął by się piękny czy­ści­ciel toalet, silny i władczy.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • szajse

    „Dla uści­ślenia, to że tak piszę, nie oznacza, że oso­bi­ście pochwalam radosne try­skanie spermą na prawo i lewo” 😀 

    Jak to pięknie jest napisane. Cała życiowa prawda w jednym poście na kwantowo.pl

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kazik­chan .

    „Tłumaczy to również wynik sławnego eks­pe­ry­mentu Clarka i 
    Hat­fielda z 1989. Chodzący po kampusie przy­stojni „ankie­terzy” i ponętne
    „ankie­terki” zapra­szali spo­ty­ka­nych stu­dentów i stu­dentki na randki
    oraz pro­po­no­wali im seks. Jak nie­trudno zgadnąć prawie 70% tro­skli­wych
    facetów przy­gar­nę­łoby na noc nie­zna­jomą, podczas gdy ani jedna
    dziew­czyna (!) nie wyraziła zgody na nie­spo­dzie­wany stosunek.”
    I wcale im się nie dziwię. Dla wielu kobiet nie­zna­jomy (choćby nie wiem, jaki przy­stojny) pro­po­nu­jący seks to nie szczę­śliwy traf, tylko poważne ryzyko. Nie odrzu­ci­łabym takiej pro­po­zycji nie dlatego, że współ­życie tylko po ślubie i „za kogo pan mnie ma?!”, tylko ze względu na zbyt wysokie ryzyko gwałtu/molestowania/stalkingu/przemocy/morderstwa/porwania i sprze­dania do zagra­nicz­nego burdelu. To nie­zna­jomi, ale to samo tyczy się uma­wiania z ludźmi, których niezbyt dobrze znam – panowie zapewne nie oceniają miejsca randki pod kątem bez­pie­czeń­stwa ani nie infor­mują kumpla „idę tam i tam z taką a taką, powi­nienem wrócić coś koło tej godziny, jakby co, masz komplet infor­macji dla policji”. Nie podej­muję takich środków ostroż­ności przy spo­ty­kaniu się z kobie­tami i nie roz­wa­ża­łabym czarnych sce­na­riuszy, gdyby któraś zapro­po­no­wa­łaby mi nie­zo­bo­wią­zu­jący seks.

    Gdybym nie znała sta­ty­styk, nie słyszała o przemocy wobec kobiet i gene­ralnie nie gro­zi­łoby mi tak wielkie ryzyko przy zaufaniu nie­zna­jo­memu, nie miałabym żadnych oporów, żeby sko­rzy­stać z oferty szyb­kiego numerka, a rzecz spro­wa­dza­łaby się do „podoba mi się, nie podoba”, a nie „zgwałci, zamor­duje, zwłoki zostawi w rowie, czy jednak ma dobre zamiary i wyjdę z tego cało”. Mówię to z per­spek­tywy kobiety współ­cze­snej, a realia badania to kon­ser­wa­tywna, sek­si­stowska Ameryka (Floryda, tereny pasa biblij­nego) roku ’89.

    Proszę wybaczyć przy­długie wtrą­cenie, nie­pod­parte żadnymi bada­niami, tylko pry­watnym doświad­cze­niem – chciałam po prostu przed­stawić rzecz z innej per­spek­tywy. Czytam i rozumiem, że pró­bu­jesz tylko przed­stawić problem, bez wtrą­cania żadnych poglądów, oso­bi­ście uważam jednak, że nie należy pre­zen­tować tych kwestii w oparciu tylko o biologię, ale uwzględ­niać kulturę i psy­cho­logię. Rzecz robi się wtedy jeszcze bardziej grząska i zawi­kłana, ale c’mon – tym możemy tłu­ma­czyć, skąd się wzięły takie a nie inne obyczaje i relacje spo­łeczne w prze­szłości. Co to dzisiaj obchodzi współ­czesną kobietę świadomą swojej sek­su­al­ności, z powszechnie dostęp­nymi narzę­dziami kon­tro­lu­ją­cymi płodność, kartą u gine­ko­loga i prze­lud­nie­niem, że kiedyś tam sobie Matka Natura umyśliła, że im mniej przy­pad­ko­wych part­nerów, tym lepiej, i od tego zależy los popu­lacji? Dlaczego wciąż spo­łe­czeń­stwo na to naciska, chociaż nie jest to takie ważne ze względu na prze­trwanie? Niestety, próba racjo­na­li­zo­wania tych różnic w spo­łe­czeń­stwie opartych na płci jest naj­czę­ściej wodą na młyn palantów, którzy za wszelką cenę chcą uspra­wie­dliwić seksizm (baby do garów, zmie­niania pieluch, zabrać im kluczyki do samo­chodów, dawać niższe pensje, odgonić od książek i kamie­niować za brak błony dzie­wi­czej – to jest natu­ralne, zgodne z prawami natury i tak ewolucja chciała!). Ja wiem, że to nie jest cel tego artykułu i nie masz na myśli pro­pa­go­wania niczego złego, ale miej to proszę na uwadze.

    Z wyrazami szacunku
    Kazik

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Ależ abso­lutnie tego nie neguję. Jak napi­sałem: szo­wi­nizm swoją drogą – dobrze wiem, że odcisnął swoje piętno na nauce i trudno się z tym sprze­czać. A propos przy­pi­sy­wania męż­czy­znom wyników badań, mamy przecież multum przy­kładów. Wystarczy choćby wspo­mnieć o Rosalind Franklin pra­cu­jącej przy badaniu struk­tury DNA, czy Lisie Meitner, która znacząco wspo­mogła prace nad roz­sz­cze­pie­niem atomu.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Iwona Kowalska

      Otoz to. I to moze byc jeden z istot­nych czyn­nikow skla­da­ja­cych sie na odpo­wiedz dlaczego, choc nauka nie dowodzi nizszego poten­cjalu inte­lek­tu­al­nego kobiet, tak malo jest kobiet we wspol­cze­snym dorobku naukowym. Oczy­wi­scie dochodza jeszcze inne czynniki, jak np.stereotypizacja plci i rol spo­lecz­nych. Jeszcze dluga i wyboista droga przed nami kobie­tami, ale wspo­lu­dzial kobiet we wladzy ( ktory jest w duzej mierze uza­le­zniony od wyksztal­cenia i dorobku nauko­wego) staje sie juz nie tylko kwestia respek­to­wania praw czlo­wieka, ale kwestia rozwoju, a wrecz prze­trwania.
      Pozdra­wiam.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0