Nową serię zaczniemy od mocnego kopniaka prosto w krocze. Racjonalizowanie relacji międzyludzkich, zwłaszcza zachowań seksualnych, to bardzo grząski grunt. Dochodzi do konfrontacji tlących się nas naturalnych instynktów, z wypracowanym przez cywilizację zestawem reguł. A może dysonans jest pozorny, a nasze obyczaje stanowią tylko echo odległego imperatywu biologicznego?

Przy­wo­łany konflikt “biologia vs kultura” można roz­pa­try­wać na tysiąc sposobów, nie­zmien­nie zadając pytanie o to na ile człowiek rozumny wybiegł przed szereg kró­le­stwa zwierząt. Weźmy na ten przykład kwestię podwój­nych stan­dar­dów postrze­ga­nia roz­wią­zło­ści sek­su­al­nej u obu płci. Chodzi o utarty slogan, wedle którego szla­ja­jący się facet pozo­staje obiektem uznania i zazdro­ści swoich kolegów (w końcu to ogier i zdobywca!), a czer­piące pełnię radości z życia dziewczę, prędko uzyskuje status kur­ty­zany. Temat stary jak eman­cy­pa­cja kobiet i pewnie jeszcze długo pozo­sta­nie aktualny. Nie­przy­pad­kowo sta­ty­styki nadal wyglą­dają tak a nie inaczej: prze­ciętny Polak przy­znaje się do posia­da­nia 11,6 part­ne­rek w ciągu życia, podczas gdy Polka do zaledwie 4,4 part­ne­rów.

Możemy pójść po linii naj­mniej­szego oporu i wyjaśnić to uwa­run­ko­wa­niami spo­łecz­nymi. Skoro kobieta przez wieki znosiła domi­na­cję męż­czy­zny i pod wieloma wzglę­dami zdana była na jego łaskę, to nigdy nie śmiała podej­mo­wać zbędnego ryzyka. Kiedy więc facet poszedł w plener to naj­czę­ściej nie działa mu się żadna krzywda, kiedy zaś jego żona posta­no­wiła się zre­wan­żo­wać – niemal zawsze ponosiła surowe kon­se­kwen­cje, od kar fizycz­nych po degra­da­cję eko­no­miczną. To jednak zbyt proste, więc wgryźmy się w problem znacznie mocniej.

Samice (z góry prze­pra­szam panie za nie­ele­ganc­kie słow­nic­two) i samce biorą udział w tej samej grze, ale używają zupełnie różnych talii kart. Artykuł ozdo­bi­łem grafiką przed­sta­wia­jącą komórkę jajową i dążące ku niej na złamanie wici plemniki. Zrobiłem to celowo, bo ta piękna scena naprawdę wspa­niale obrazuje zestaw różnic między płciami. Z jednej strony mamy ogromną żeńską gametę niosącą w sobie niemal cały “surowiec” potrzebny do rozwoju nowego czło­wieka, z drugiej nato­miast maleńkie plemniki, będące w istocie poci­skami roz­sie­wa­ją­cymi DNA. Ten fun­da­men­talny brak symetrii wynika z przy­bra­nia odmien­nych stra­te­gii prze­trwa­nia i rzutuje na dalsze zacho­wa­nia przed­sta­wi­cieli obu płci. Jakby tego było mało, to na samicę spada bio­lo­giczny ciężar towa­rzy­szący ciąży, ochrona płodu, jego odży­wia­nie i na końcu niełatwy poród. Dla prze­dłu­że­nia gatunku, kobieta musi zain­we­sto­wać nie­pro­por­cjo­nal­nie wielkie zasoby energii, czasu i nie­rzadko ryzy­ko­wać zdrowiem czy życiem. W tej per­spek­ty­wie niemal nie­znisz­czalna więź między matką i dziec­kiem wydaje się bardziej niż natu­ralna. Wielka inwe­sty­cja wymaga szcze­gól­nej opieki.

Z pozoru może się wydawać, że natura to suka, która szczerze nie­na­wi­dzi kobiet. A jednak, to co przed­sta­wi­łem przed momentem jako kamień u szyi, potrafi również przy­nieść profity. Niestety drodzy panowie, ale nasza stra­te­gia ewo­lu­cyjna polega (w dużym uprosz­cze­niu) na przed­kła­da­niu ilości nad jakość. Nie ma fizycz­nych powodów abyśmy nie mogli, niczym maro­kań­ski sułtan Mulaj Ismail, dorobić się w ciągu życia 867 lato­ro­śli. Sęk w tym, że panie są z natury znacznie bardziej grymaśne i nie będą zrzucać ubrań przy byle okazji – w końcu ich inwe­sty­cja wiąże się ze znacznie większym wkładem i ryzykiem. Dlatego właśnie sta­ty­styczna kobieta oceni prze­cięt­nie atrak­cyj­nego męż­czy­znę niżej niż sta­ty­styczny męż­czy­zna prze­cięt­nie atrak­cyjną kobietę. Tłumaczy to również wynik sławnego  eks­pe­ry­mentu Clarka i Hat­fielda z 1989. Chodzący po kampusie przy­stojni “ankie­te­rzy” i ponętne “ankie­terki” zapra­szali spo­ty­ka­nych stu­den­tów i stu­dentki na randki oraz pro­po­no­wali im seks. Jak nie­trudno zgadnąć prawie 70% tro­skli­wych facetów przy­gar­nę­łoby na noc nie­zna­jomą, podczas gdy ani jedna dziew­czyna (!) nie wyraziła zgody na nie­spo­dzie­wany stosunek.
Czyż natura nie jest piękna w swojej spój­no­ści? Choć tego na co dzień tak nie postrze­gamy, żeńska wybred­ność to ewo­lu­cyjna tarcza przed nie­po­skro­mioną męską chucią. Kobieta nie urodzi setek dzieci a już na pewno ich nie wykarmi, więc zostaje zmuszona do znacznie ostroż­niej­szej kal­ku­la­cji. Jak prze­sko­czyć ten mur? Naj­ła­twiej jest tzw. samcom alfa, czyli przy­sło­wio­wym gwiazdom rocka na widok których piszczą nasto­latki; ludziom sukcesu jawiącym się jako dawcy genów prima sort (słowo na dziś: hiper­ga­mia). Druga metoda wymaga prze­ko­na­nia part­nerki, że ewen­tu­alny stosunek nie będzie wiązał się z ryzykiem, a ten wybór zagwa­ran­tuje jej bez­pie­czeń­stwo oraz pomoc w wycho­wa­niu potom­stwa. Jako, że pierwsza opcja pozo­staje zare­zer­wo­wana dla zwy­cięz­ców w gene­tycz­nej loterii, zde­cy­do­wana więk­szość mężczyzn musi zaofe­ro­wać wybrance coś więcej niż tylko samego siebie.

Wracamy do pier­wot­nego zagad­nie­nia: skąd wzięły się podwójne stan­dardy doty­czące pusz­czal­stwa pań i panów? Przy­zwo­le­nie dla sek­su­al­nych podbojów mężczyzn wydaje się w tym układzie jasne. Czysto bio­lo­gicz­nie, każdemu racjo­nal­nemu osob­ni­kowi powinno zależeć na jak spło­dze­niu tak wielkiej ilości potom­stwa, na ile tylko pozwolą mu warunki. (Dla uści­śle­nia, to że tak piszę, nie oznacza, że oso­bi­ście pochwa­lam radosne try­ska­nie spermą na prawo i lewo). Kiedy kobieta próbuje odgrywać ana­lo­giczną rolę i przyj­mo­wać hurtem zalot­ni­ków, odczu­wamy trudny do opisania wewnętrzny zgrzyt. Zauważmy przy okazji jak w ten chytry sposób natura wyrów­nuje rachunki. Samica ponosi główne koszty związane z potom­stwem, ale to samiec ugania się za part­nerką i płaci cenę aby to potom­stwo w ogóle spłodzić. Prze­ciętny męż­czy­zna ma mini­malne szanse jed­nost­kowy stosunek z prze­ciętną kobietą, ale prze­ciętna kobieta bez więk­szych pro­ble­mów potrafi sobie znaleźć ado­ra­tora. Sta­ty­styczny męż­czy­zna musi się więc postarać
penis mozgSamiec alfa z setką part­ne­rek na koncie – choć to drań, hultaj i nicpoń – po prostu wyko­rzy­stuje swój główny bio­lo­giczny atut. Pod­fru­wajka dopusz­cza­jąca do siebie kogo popadnie, wręcz odwrot­nie, opuściła ewo­lu­cyjną gardę! Jej atrak­cyj­ność spada, bo wydaje się  znacznie gorszym mate­ria­łem na stałą part­nerkę a już na pewno na matkę. Mówiąc bru­tal­nie, to osobnik wybra­ko­wany, który z własnej woli odrzucił swój atut jakim była nie­do­stęp­ność. I nie­ko­niecz­nie owa czarna owca będzie styg­ma­ty­zo­wana przez mężczyzn – bo i tak znajdzie dzie­się­ciu despe­ra­tów w naj­bliż­szym barze – lecz przede wszyst­kim przez inne kobiety.

Może to racjo­nalna zawiść? Spró­bujmy potrak­to­wać roz­wią­złość również jako rodzaj stra­te­gii. Samica kopu­lu­jąca gdy tylko może, odpo­wiada na potrzeby płci prze­ciw­nej i dzięki niskim wyma­ga­niom w sposób łatwy, szybki i przy­jemny wygrywa rywa­li­za­cję o męską atencję. Jednym słowem: mar­ke­ting. Nagle może się okazać, że wierny mąż i ojciec pójdzie w tango z luźną kole­żanką, jeżeli tylko zapro­po­nuje mu ona stosunek bez żadnych zobo­wią­zań. To cho­ler­nie nie­uczciwa kon­ku­ren­cja, pro­wa­dząca do “psucia rynku” i niwe­cząca dorobek wszyst­kich kobiet sto­su­jące stare i spraw­dzone metody. Co z taką kon­ku­ren­cją począć?

Przejąć jej metody. Albo zdys­kre­dy­to­wać.
Na zakoń­cze­nie. Ufam w waszą inte­li­gen­cję, ale wolę dmuchać na zimne. Roz­wa­ża­nia powyższe jak i przyszłe jakie pojawią się w Racjo­nal­nym gadaniu, nie mają na celu ani pro­pa­go­wa­nia żadnych postaw ani ich uspra­wie­dli­wia­nia – co najwyżej próbę wyja­śnie­nia i racjo­na­li­zo­wa­nia zjawisk, które i tak istnieją. Czy je tole­ru­jemy, czy nie.
podpis-czarny
  • http://neurobigos.pl/ Neuro Bigos

    Hmm. Ciekawy artykuł, ale muszę się nie zgodzić. 

    Cytujesz badanie Clarka i Hat­fielda z 1989. Wyniki można zin­ter­pre­to­wać w sposób, jaki opi­su­jesz i przez wiele lat tak właśnie do sprawy pod­cho­dzono. Zasta­nówmy się jednak, czy nie ma alter­na­tyw­nego wyja­śnie­nia tej obser­wa­cji?

    Jest, i to dość oczy­wi­ste, jeśli się nad tym zasta­no­wić. Różnice w zacho­wa­niu nie wynikają z tego, kto ma większą ochotę na sex, ale stąd, w jaki sposób osoba ofe­ru­jąca postrze­gana jest przez osobę, do której kie­ro­wana jest oferta. Taką inter­pre­ta­cję potwier­dza póź­niej­sze badanie: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/?term=Perceived+proposer+personality+characteristics+and+gender+differences+in+acceptance+of+casual+sex+offers. Facet pod­cho­dzący do kobiety jest postrze­gany jako zagro­że­nie bo hej, to kobiety są naj­czę­ściej ofiarami gwałtu i przemocy. Nic więc dziwnego, że odmia­wiają seksu z nie­zna­jo­mym — jest duża szansa, że ktoś taki zrobi jej krzywdę.

    Myślisz, że dziew­czyny odmó­wi­łyby, gdyby ofe­ru­ją­cym był Brad Pitt?

    Piszesz, że wyja­śnie­nie zjawiska za pomocą uwa­run­ko­wań spo­łecz­nych jest zbyt proste i trzeba wgryźć się w problem mocniej. Jest wręcz prze­ciw­nie — wyja­śnie­nie ewo­lu­cyjne jest znacznym uprosz­cze­niem, bo ignoruje ono uwa­run­ko­wa­nia spo­łeczne, które są znacznie bardziej skom­pli­ko­wane i — para­dok­sal­nie — znacznie łatwiej uchodzą naszej uwadze.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Gdanio

      Ja bym powie­dział (wydaje mi się, że o to Adamowi chodziło), że uwa­run­ko­wa­nia spo­łeczne wynikają z ewo­lu­cyj­nych. Jednak alter­na­tywne wyja­śnie­nie wyniku, które podajesz jest praw­do­po­dobne.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://neurobigos.pl/ Neuro Bigos

        Może być też tak, że uwa­run­ko­wa­nia spo­łeczne wynikają z…uwarunkowań spo­łecz­nych. A uwa­run­ko­wa­nia ewo­lu­cyjne są tylko wygod­nymi wyja­śnie­niami.

        Wiadomo, że tak może być w istocie, jak mówisz. Jednak w nauce wygrywa inter­pre­ta­cja, która naj­le­piej wyjaśnia dane zjawisko — wydaje mi się, że odnie­sie­nia do ewolucji wcale nie są naj­lep­szą inter­pre­ta­cją, bo muszą siłą rzeczy zigno­ro­wać wiele innych czyn­ni­ków.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://neurobigos.pl/ Neuro Bigos

        Gene­ral­nie, temat rzeka, i szczerze mówiąc wielu naukow­ców dopiero teraz dostrzega te alter­na­tywne wyja­śnie­nia. Pozwolę sobie zalin­ko­wać do swojego bloga, gdzie trochę więcej piszę na ten temat:
        http://neurobigos.pl/2014/05/29/plec-mozgu-a-nieadekwatnosc-neurobiologii/

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Gdanio

        Może tak być, ale zwróć uwagę, że u innych ssaków bywa podobnie. Ciąża siłą rzeczy musi trochę trwać a to zmniej­sza wpływ wybred­no­ści kobiet na ilość potom­stwa. Dodat­kowo wybred­ność powoduje wybie­ra­nie “lepszych” part­ne­rów, co prze­kłada się na ich szanse prze­ży­cia i dalej na ilość potom­stwa. Jeżeli było tak już kiedy sta­wa­li­śmy się ludźmi to uwa­run­ko­wa­nia spo­łeczne zaczęły się pojawiać w takich warun­kach i były ich wynikiem. Chyba, że się mylę.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Iwona Kowalska

        Mozna sie z tym zgodzic — ilosc potom­stwa kobiety jest ogra­ni­czona, tak wiec kazda kobieta z punktu widzenia repro­duk­cji jest bezcenna. Gdy samica jest tylko jedna, a samcow chocby i miliony ilosc potom­stwa ogra­ni­czac sie bedzie tylko do mozli­wo­sci repro­duk­cyj­nych tej samiczki.

        Ale mamy tez zagwozdke, Jesli prawda jest, iz pierwszy jednak byl system matriar­chalny to wielosc part­ne­row kobiety mogla byc ewo­lu­cyjna ochrona przed dzie­cio­boj­stwem — zaboj­stwem przez partnera nie swojego potomstwa.Nikt bowiem z part­ne­row nie wiedzial czyje jest potom­stwo.

        No i jeszcze jedna zagwozdka: po co kobiecie taki narzad jak lech­taczka sluzacy tylko i wylacz­nie do spra­wia­nia jej przy­jem­no­sci ? 😉 Pro­bo­wano udo­wod­nic jak wiemy jej przy­dat­nosc w pro­kre­acji, co jednak sie nie udalo ( na mar­gi­ne­sie jest taki kawal: kobietom to dobrze maja spora game orgazmow- lech­tacz­kowy, pochwowy, sutkowy, a my faceci tylko jeden i w dodatku ch.…. 😉
        Nie wiem, wiec jak taki organ sluzacy wylacz­nie do uciech cie­le­snych mial kobiety deter­mi­no­wac do zacho­wa­nia cnoty ? 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Karolina Nihil

      Mylisz przy­czyny i skutki, Kwantowo. Kobietom seks się nie kal­ku­luje po prostu. I wcale nie chodzi o to, że zajdzie w ciążę (jeśli by tak było to nie byłoby żadnych wpadek!!!, ani nasto­let­nich ciąż itp), ale: może stracić repu­ta­cję, co może się skończyć ostra­cy­zmem spo­łecz­nym, który mozna porównac do wygnania. Po drugie seks, nawet jeśli nie będzie to gwałt, może być z dużym praw­do­po­do­bień­stwem przy­naj­mniej nie­przy­jemny, jesli nie trau­ma­tyczny (rzadko który facet sie stara i w dupie ma to, czy jego part­nerka będzie miała orgazm, dopóki jemu jest dobrze; zaczy­naja robic kobiecie rzcezy jak z pornoli, na przyklad bez zadnego ostrze­ze­nia zaczy­naja ja dusic — wierz mi to moze strau­ma­ty­zo­wac seks). No i oczy­wi­ście ryzyko: gwałtu, porwania, zamor­do­wa­nia, stal­kingu i wiele innych. Krótko mówiąc: jeśli seks dla kobiet nie wiązałby się z ryzykiem utraty pracy i związków mię­dzy­ludz­kich, ryzykiem utraty życia i jeśli kobieta miałaby pewność, żeby będzie ten seks przy­jemny, to podej­rze­wam, że inaczej by wyglą­dało nasze spo­łe­czeń­stwo. Bo przecież opłaca się kobiecie uprawiać seks z wieloma part­ne­rami z bio­lo­gicz­nego punktu widzenia — im więcej tym lepiej, naj­le­piej w czasie orgii.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Moim zdaniem akurat tutaj Ty pomy­li­łaś skutki z przy­czyną. Piszesz o ostra­cy­zmie spo­łecz­nym, a przecież ja w całym tekście szukam właśnie pier­wot­nej przy­czyny tego ostra­cy­zmu. Nie wziął się z powie­trza i nie roz­po­wszech­nił bez przy­czyny.

        Nie rozumiem też ostat­niego argu­mentu. Dlaczego kobiecie opłaca się uprawiać seks z wieloma part­ne­rami? Facet uma­wia­jąc się na raz z dzie­się­cioma paniami może poten­cjal­nie liczyć na dzie­się­ciu potomków; kobieta w ana­lo­gicz­nej sytuacji nadal na jednego. Poza tym kal­ku­la­cja wymaga aby był to partner jak naj­lep­szy, więc przyj­mo­wa­nie wielu samców nie ma sensu.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://rob006.net/ rob006

        Jeśli chodzi o samo roz­mna­ża­nie, to kal­ku­la­cja nie wymaga aby partner był naj­lep­szy, tylko żeby plemnik był naj­lep­szy. Gene­tycz­nie lepsze plemniki powinny być szybsze i spraw­niej­sze, więc przy jed­no­cze­snym seksie z kilkoma part­ne­rami mamy większe szanse na tra­fie­nie na dobre geny niż próbując świa­do­mie dobierać part­ne­rów (w końcu nie wiadomo czy wyrzeź­biona sylwetka to efekt dobrych genów czy koksu). 

        Tyle teorii, jeśli ktoś w orgiach upatruje szansę na zna­le­zie­nia naj­lep­szego ojca dla swojego dziecka, to życzę szczę­ścia. 😀 Tym bardziej że w naszym spo­łe­czeń­stwie geny będą miały coraz mniejsze zna­cze­nie, już teraz waż­niej­sza jest pozycja spo­łeczna oraz moż­li­wość utrzy­ma­nia rodziny.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Przy­znaję, że przed­sta­wi­łeś ważny argument sta­no­wiący dla mnie zaporę nie do przej­ścia. Teraz nawet jeśli wezmę inne badania wska­zu­jące na podobny wniosek (np. seks po pierw­szej randce, ogólnie liczba part­ne­rów) — to będziesz mógł je zdys­kre­dy­to­wać dokład­nie w ten sam sposób. Tu jednak wkra­czamy właśnie w sferę opinii, bo nie jestem prze­ko­nany czy taką dys­pro­por­cję można tłu­ma­czyć jedynie strachem przed gwałtem i przemocą (więc odpo­wia­da­jąc: myślę, że więcej kobiet odmó­wi­łoby Bradowi Pittowi niż mężczyzn Angie­li­nie Jolie).

      Nie zgadzam się nato­miast, że ewo­lu­cyjne tłu­ma­cze­nie naj­bar­dziej pier­wot­nych zachowań i żądz jest uprosz­cze­niem. Nie jestem też pewien czy chciałeś powie­dzieć, że w tym temacie biologia nie ma w ogóle zna­cze­nia, czy może po prostu ma zna­cze­nie mar­gi­nalne. O ile to drugie jest możliwe do obrony, o tyle pierwsze wydaje mi się bardzo ryzy­kowne. Tak jak napisał Gdanio: w żadnym wypadku nie podważam gigan­tycz­nego wpływu kultury i obecnych warunków na relacje sek­su­alne, ale sądzę że zacho­wa­nia doty­czące naszych pod­sta­wo­wych popędów, są głęboko zako­rze­nione w naszej naturze i nie da się ich zin­go­ro­wać. Fakt, im bardziej zmie­niamy śro­do­wi­sko wokół siebie i roz­wi­jamy się, tym dalej odbie­gamy od prostych instynk­tów — pewne zjawiska mogą nawet zanikać. Nie wątpię więc, że różnice między sek­su­al­no­ścią obu płci ulegają zatarciu i być może nawet dojdzie do ich zrów­na­nia. Nie oznacza to jednak, że tych instynk­tów nie ma i nigdy nie było. Biologia rządziła nami zanim wykształ­ci­li­śmy kulturę, więc to nasze pomysły nagi­na­li­śmy do pier­wot­nych popędów, nie na odwrót. Kiedy widzę pewne schematy wystę­pu­jące powszech­nie w różnych cywi­li­za­cjach, utrzy­mu­jące się przez wieki to staram się to zra­cjo­na­li­zo­wać. Skoro tyle różnych kultur przyjęło podobną rolę kobiety, to rze­czy­wi­ste przy­czyny takiego stanu rzeczy leżą głęboko w nas.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Apogeum

    Artykuł przy­po­mina mi sposób wypo­wie­dzi jak i prze­ka­zy­wa­nie myśli książkę Richarda Dawkinsa Samo­lubny gen, którą oczy­wi­ście bardzo polecam. A pytanie jakie mi się nasuwa odnośnie poru­szo­nego tematu to czy męż­czyźni będą potrzebni w przy­szło­ści jak­kol­wiek dziwne jest to pytanie? Tak jak napi­sa­łeś Adamie samce są potrzebni do roz­sie­wa­nia DNA, a cała praca spoczywa na kobie­tach więc jeżeli tech­no­lo­gia dojdzie do poziomu pozwa­la­ją­cego na sztuczne zapłod­nie­nie bez udziału gamet męskich wypro­du­ko­wa­nych natu­ral­nie to jaka będzie nasza rola na świecie ? Oso­bi­ście nie chodzi mi o istny sce­na­riusz rodem z filmu “Sek­smi­sja” Wydaje mi się patrząc na sta­ty­styki odnośnie nobli przy­zna­nych dla kobiet czy mężczyzn jak również historię i rolę mężczyzn w jej kształ­to­wa­niu, w postępie tech­no­lo­gicz­nym i naukowym (Oczy­wi­ście kobiety jak naj­bar­dziej miały wpływ na przebieg i kształ­to­wa­nie cywi­li­za­cji, mam tu na myśli jednak przy­tła­cza­jącą więk­szość mężczyzn) to nie jestem pewny czy służymy tylko w celu repro­duk­cji. Ciekawi mnie Adamie jaką rolę mężczyzn widzisz w przy­szło­ści ? Nie tyle bio­lo­gicz­nym co spo­łecz­nym.
    Pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Dawno temu czytałem “Samo­lubny gen” i również gorąco polecam, bo to zde­cy­do­wa­nie jedna z naj­cie­kaw­szych pozycji jakie miałem w rękach. 

      Nie jestem do końca pewien czy dobrze pojąłem pytanie. Jeśli tak, to należy je wcisnąć do szuflady kwestii doty­czą­cych przy­szłej ewolucji czło­wieka i tego jaki wpływ sami na nią wywie­ramy. Bo nie ulega wąt­pli­wo­ści, że jako jedyne świadome istoty, które nie tylko starają się zro­zu­mieć procesy ewo­lu­cyjne, ale korzy­sta­jące również z narzędzi nauko­wych, być może będziemy kształ­to­wać jej bieg. Możemy sobie wyobra­zić, że w roku 2555 naukowcy wyhodują czło­wieka potra­fią­cego roz­mna­żać się bez kontaktu płcio­wego: tylko pytanie czy komuś będzie zależało aby w ogóle do tego dążyć. 😉

      Bardziej przy­ziem­nym pro­ble­mem jest wpływ kultury na to wszystko. Ostatnio zwrócono mi uwagę, że wśród ludzi wystę­puje słaby dymor­fizm płciowy. To fakt, ale co gorsza (?) wszystko wskazuje na to, że ten stan będzie się tylko pogłę­biał a dziew­częta coraz częściej będą przej­mo­wać rolę chłopców i na odwrót. Zresztą to już widać. Trudno wyro­ko­wać czy to dla nas korzystne. Jeżeli kobiety w ogóle nie będą wymagały męskiej opieki to może w przy­szło­ści zamie­nimy się rolami i zapanuje jakiś matriar­chat. 😉 Ale oso­bi­ście nie sądzę aby do tego doszło, wszystko ma swoje granice i postę­pu­jące zmiany po prostu wkrótce wyhamują.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Iwona Kowalska

        @Oczywiście kobiety jak naj­bar­dziej miały wpływ na przebieg i kształ­to­wa­nie cywi­li­za­cji, mam tu na myśli jednak przy­tła­cza­jącą więk­szość mężczyzn) to nie jestem pewny czy służymy tylko w celu repro­duk­cji.”
        Ale nic takiego nie twierdzę.

        Panie Adamie mysle, iz pier­wot­nie seks , jak i podzial na plec sluzyly glownie pro­kre­acji. Dzis wiadomo, iz cywi­li­za­cja jest jednym ze sposobow adap­ta­cji, tak wiec pier­wotne mecha­ni­zmy ewo­lu­cyjne zmienily swoje prze­zna­cze­nie. Jako, ze nauka dowodzi nad­re­pre­zen­ta­cji genow odpo­wie­dzial­nych za inte­li­gen­cje na chro­mo­so­mie plci zenskiej X ( ok 24 %) impli­kuje to wiekszy rozrzut cech zwia­za­nych z inte­li­gen­cja u mezczyzn, Tak, wiec mamy wsrod panow troche wiecej geniuszy jak i idiotow (prze­pra­szam, jesli kogos urazilam;) ). Cos za cos.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Szalona

      “patrząc na sta­ty­styki odnośnie nobli (…)” Komitet przy­zna­jący nagrody Nobla przez dekady utrzy­my­wał sek­si­stow­ską postawę wobec kobiet. W momencie gdy nagrody Nobla otrzy­mują tacy ludzie jak Barack Obama, Egas Moniz — traci ona na swoim prestiżu.
      Gdyby świat był spra­wie­dliwy i równy dla wszyst­kich twoje wnioski byłyby słuszne, ale mówisz o czasach gdy kobiety nie miały siły prze­bi­cia, a ich rola mini­ma­li­zo­wana.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie żebym tu bronił komisji noblow­skiej, ale nagroda pokojowa nijak ma się do odzna­czeń nauko­wych, które poza kilkoma przy­pad­kami trafiały do rze­czy­wi­ście wielkich uczonych. IMO Nobel z fizyki pozo­staje nie­zmien­nie naj­wyż­szym wyróż­nie­niem jakiego może dostąpić nauko­wiec. Seksizm swoją drogą, ale warto zauważyć, że jedyne dwie noblistki, zostały doce­nione w znacznie bardziej szo­wi­ni­stycz­nych czasach niż obecne. Od tamtego czasu nie widać na hory­zon­cie żadnej następ­czyni Skło­dow­skiej i Goeppert-Mayer.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Apogeum

        Zgodzę się że nagroda z pewnych dziedzin jest dość kon­tro­wer­syjna zwłasz­cza przykład poko­jo­wej nagrody nobla, za lite­ra­turę również pod­cho­dzę z dystan­sem i owszem nie za każdym razem uwzględ­niono wkład wszyst­kich osób w dane odkrycie np. pani Rosalind Franklin która była współ­od­kryw­czy­nią podwój­nej helisy DNA jak za pewne wiesz. Ale brałem pod uwagę mimo wszystko przy­tła­cza­jące dane więk­szo­ści nagród :
        http://stats.areppim.com/stats/stats_nobel_sexxcat.htm
        http://www.statista.com/chart/2805/nobel-prize-winners-by-gender/
        Po za tym twój argument o sek­si­stow­skiej postawie nie zbyt do mnie prze­ma­wia ponieważ nasza rodaczka zdobyła nagrodę dwa razy z dwóch dziedzin, w czasach kiedy kobiety na uni­wer­sy­te­cie nie były miło widziane. A gdzie dostawać nobla!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Iwona Kowalska

        Panowie nie zapo­mi­naj­cie prosze o roli meza, bez ktrego nie byloby naj­praw­do­po­dob­niej tej nagrody. MSC. zwy­cie­zyl by seksizm i meski szo­wi­nizm, tak jak i dzis w iek­szo­sci przy­pad­kow.
        Dzis kobietom utrudnia sie dostep do pro­fe­sury.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • NoOne3

    Kopniak w “krocze”, nie w “kroczę”. Kroczę, jeśli maje­sta­tycz­nie idę.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Wiewi0r

      Błąd w pisowni? W inter­ne­cie prze­grana na starcie. 😛

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

    Badania z 1989? Teraz pewnie już z 50% dziew­czyn by wyraziło zgodę i z 90% facetów. Tak przy­pusz­czam :-P.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • NoOne4

    Kiedys sly­sza­lem taka o to teorie:
    Kobiety w prze­szlo­sci, kilka tysiecy lat wstecz, nie wybie­raly zadnych macho, super­ma­now, przy­wod­cow stada, itp. Wybie­raly wlasnie zdrowych ustat­ko­wa­nych mezczyzn ktorzy mogli zapeniwc jej i potom­stwu dalsze zycie. Wojownik/macho/superman wcze­sniej czy pozniej trafial na kogos sile­niej­szego. Jak sie to konczylo sami wiemy. 

    Teoria ta mowila tez ze to nasza kultura zmienila obraz tego i naukowcy nie potra­fili sie wyzbyc tego. Mieli powazne problemy z upo­rzad­ko­wa­niem teori z danymi arche­olo­gicz­nymi ale ciagle wciskaja ja jako ta wlasciwa( teoria o super­me­nie jako bledna)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Szalona

      Męż­czy­zna który jest w stanie zapewnić kobiecie “dalsze życie” to właśnie synonim wojow­nika / macho/ super­mena.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yaxoo

      Zgodnie z punktem widzenia “kon­cep­cji ewo­lu­cjo­ni­stycz­nej”, kobietom chodzi o dwa rodzaje part­ne­rów. Inny samiec do zapłod­nie­nia, inny samiec do wycho­wa­nia potom­stwa. Do zapłod­nie­nia nie nadaje się pod­sta­rzały biz­nes­men w naj­now­szym ferrari — taki męż­czy­zna owszem, może zapewnić stabilne życie, bez­pie­czeń­stwo, może otoczyć matkę i jej potom­stwo ochroną w czasie, kiedy ta zajmuje się kar­mie­niem, zmie­nia­niem pieluch i robie­niem zdjęć przy racz­ko­wa­niu. Taki może zagwa­ran­to­wać dach nad głową, poży­wie­nie, ciepłe ubrania, dostęp do opieki medycz­nej i innych luksusów na całe życie. Taki jest dobry do zostania mężem i ojcem na całe życie. Ale kom­plet­nie nie jest pod­nie­ca­jący, jako partner sek­su­alny budzi obrzy­dze­nie. Względ­nie, nic nie budzi. Do seksu i zapłod­nie­nia pociąga nato­miast inny typ partnera: dziki, silny, władczy i sta­now­czy, umię­śniony macho. Nie ważne, że taki zapład­nia wszyst­kie baby w pro­mie­niu 100 mil, dziewice, panny, mężatki. Istotne, aby zapłod­nił i mnie. Bo taki okaz jest gwa­ran­tem dobrego zdrowia i fizycz­nej siły. Taki jest dobrym dawcą mate­riału gene­tycz­nego. A po zapłod­nie­niu spo­koj­nie może odejść, zapo­mnieć, zginąć na polo­wa­niu, na wojnie, w pierw­szym lepszym barze. Bo do ojco­wa­nia i płacenia rachun­ków znajdzie się ktoś inny. Tak właśnie wygląda kom­pletny punkt widzenia “psy­cho­lo­gii ewo­lu­cyj­nej”, bo przecież o tym tutaj mówimy. Taki ogląd sprawy też i potwier­dzają badania naukowe. A cytowany powyżej eks­pe­ry­ment nie był zbyt dobrze zapro­jek­to­wany. Chcemy skusić kobiety na przy­godny seks z młodym, umię­śnio­nym, prze­ślicz­nym macho? Nie ma sprawy, pod warun­kiem, że (a) kobieta jest mężatką, (b) jeszcze nie ma dzieci, © jej mężem jest opie­kuń­czo-finan­sowy typ partnera. Tak właśnie teoria prze­wi­duje prze­lotny seks z per­spek­tywy kobiet 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • yaxoo

        To jeszcze może dodam, że z punktu tej teorii o dwóch part­ne­rach, młode dziew­czyny na kampusie nie mogły zgodzić się na przy­godny seks z pięknym, silnym i epa­tu­ją­cym zdrowiem samcem, bowiem były na kampusie i w razie zapłod­nie­nia, ciąży i macie­rzyń­stwa nie miałyby żadnej ochrony i byłyby bardziej narażone — z punktu widzenia ewo­lu­cyj­nego — na zagro­że­nie. Co innego, gdyby takie panny miały stałych part­ne­rów, np. na etapie narze­czeń­stwa. Dajmy na to kolegów z kampusu, inte­lek­tu­al­nych cele­bry­tów, zaś przy­pad­kiem nawinął by się piękny czy­ści­ciel toalet, silny i władczy.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • szajse

    “Dla uści­śle­nia, to że tak piszę, nie oznacza, że oso­bi­ście pochwa­lam radosne try­ska­nie spermą na prawo i lewo” 😀 

    Jak to pięknie jest napisane. Cała życiowa prawda w jednym poście na kwantowo.pl

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kazik­chan .

    “Tłumaczy to również wynik sławnego eks­pe­ry­mentu Clarka i 
    Hat­fielda z 1989. Chodzący po kampusie przy­stojni „ankie­te­rzy” i ponętne
    „ankie­terki” zapra­szali spo­ty­ka­nych stu­den­tów i stu­dentki na randki
    oraz pro­po­no­wali im seks. Jak nie­trudno zgadnąć prawie 70% tro­skli­wych
    facetów przy­gar­nę­łoby na noc nie­zna­jomą, podczas gdy ani jedna
    dziew­czyna (!) nie wyraziła zgody na nie­spo­dzie­wany stosunek.”
    I wcale im się nie dziwię. Dla wielu kobiet nie­zna­jomy (choćby nie wiem, jaki przy­stojny) pro­po­nu­jący seks to nie szczę­śliwy traf, tylko poważne ryzyko. Nie odrzu­ci­ła­bym takiej pro­po­zy­cji nie dlatego, że współ­ży­cie tylko po ślubie i “za kogo pan mnie ma?!”, tylko ze względu na zbyt wysokie ryzyko gwałtu/molestowania/stalkingu/przemocy/morderstwa/porwania i sprze­da­nia do zagra­nicz­nego burdelu. To nie­zna­jomi, ale to samo tyczy się uma­wia­nia z ludźmi, których niezbyt dobrze znam — panowie zapewne nie oceniają miejsca randki pod kątem bez­pie­czeń­stwa ani nie infor­mują kumpla “idę tam i tam z taką a taką, powi­nie­nem wrócić coś koło tej godziny, jakby co, masz komplet infor­ma­cji dla policji”. Nie podej­muję takich środków ostroż­no­ści przy spo­ty­ka­niu się z kobie­tami i nie roz­wa­ża­ła­bym czarnych sce­na­riu­szy, gdyby któraś zapro­po­no­wa­łaby mi nie­zo­bo­wią­zu­jący seks.

    Gdybym nie znała sta­ty­styk, nie słyszała o przemocy wobec kobiet i gene­ral­nie nie gro­zi­łoby mi tak wielkie ryzyko przy zaufaniu nie­zna­jo­memu, nie miałabym żadnych oporów, żeby sko­rzy­stać z oferty szyb­kiego numerka, a rzecz spro­wa­dza­łaby się do “podoba mi się, nie podoba”, a nie “zgwałci, zamor­duje, zwłoki zostawi w rowie, czy jednak ma dobre zamiary i wyjdę z tego cało”. Mówię to z per­spek­tywy kobiety współ­cze­snej, a realia badania to kon­ser­wa­tywna, sek­si­stow­ska Ameryka (Floryda, tereny pasa biblij­nego) roku ’89.

    Proszę wybaczyć przy­dłu­gie wtrą­ce­nie, nie­pod­parte żadnymi bada­niami, tylko pry­wat­nym doświad­cze­niem — chciałam po prostu przed­sta­wić rzecz z innej per­spek­tywy. Czytam i rozumiem, że pró­bu­jesz tylko przed­sta­wić problem, bez wtrą­ca­nia żadnych poglądów, oso­bi­ście uważam jednak, że nie należy pre­zen­to­wać tych kwestii w oparciu tylko o biologię, ale uwzględ­niać kulturę i psy­cho­lo­gię. Rzecz robi się wtedy jeszcze bardziej grząska i zawi­kłana, ale c’mon — tym możemy tłu­ma­czyć, skąd się wzięły takie a nie inne obyczaje i relacje spo­łeczne w prze­szło­ści. Co to dzisiaj obchodzi współ­cze­sną kobietę świadomą swojej sek­su­al­no­ści, z powszech­nie dostęp­nymi narzę­dziami kon­tro­lu­ją­cymi płodność, kartą u gine­ko­loga i prze­lud­nie­niem, że kiedyś tam sobie Matka Natura umyśliła, że im mniej przy­pad­ko­wych part­ne­rów, tym lepiej, i od tego zależy los popu­la­cji? Dlaczego wciąż spo­łe­czeń­stwo na to naciska, chociaż nie jest to takie ważne ze względu na prze­trwa­nie? Niestety, próba racjo­na­li­zo­wa­nia tych różnic w spo­łe­czeń­stwie opartych na płci jest naj­czę­ściej wodą na młyn palantów, którzy za wszelką cenę chcą uspra­wie­dli­wić seksizm (baby do garów, zmie­nia­nia pieluch, zabrać im kluczyki do samo­cho­dów, dawać niższe pensje, odgonić od książek i kamie­nio­wać za brak błony dzie­wi­czej — to jest natu­ralne, zgodne z prawami natury i tak ewolucja chciała!). Ja wiem, że to nie jest cel tego artykułu i nie masz na myśli pro­pa­go­wa­nia niczego złego, ale miej to proszę na uwadze.

    Z wyrazami szacunku
    Kazik

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Ależ abso­lut­nie tego nie neguję. Jak napi­sa­łem: szo­wi­nizm swoją drogą — dobrze wiem, że odcisnął swoje piętno na nauce i trudno się z tym sprze­czać. A propos przy­pi­sy­wa­nia męż­czy­znom wyników badań, mamy przecież multum przy­kła­dów. Wystar­czy choćby wspo­mnieć o Rosalind Franklin pra­cu­ją­cej przy badaniu struk­tury DNA, czy Lisie Meitner, która znacząco wspo­mo­gła prace nad roz­sz­cze­pie­niem atomu.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Iwona Kowalska

      Otoz to. I to moze byc jeden z istot­nych czyn­ni­kow skla­da­ja­cych sie na odpo­wiedz dlaczego, choc nauka nie dowodzi nizszego poten­cjalu inte­lek­tu­al­nego kobiet, tak malo jest kobiet we wspol­cze­snym dorobku naukowym. Oczy­wi­scie dochodza jeszcze inne czynniki, jak np.stereotypizacja plci i rol spo­lecz­nych. Jeszcze dluga i wyboista droga przed nami kobie­tami, ale wspo­lu­dzial kobiet we wladzy ( ktory jest w duzej mierze uza­le­zniony od wyksztal­ce­nia i dorobku nauko­wego) staje sie juz nie tylko kwestia respek­to­wa­nia praw czlo­wieka, ale kwestia rozwoju, a wrecz prze­trwa­nia.
      Pozdra­wiam.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dominik Kurek

    11 part­ne­rek? Ciekawe ile z nich to pro­fe­sjo­na­listki…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Soyokaze

    Ewolucja ta bio­lo­giczna, była dobra w okresie zagrożeń i niskiej popu­la­cji. Teraz popa­trzmy i porów­najmy stan np Sta­ro­żyt­nego Świata i dzi­siej­szego. Widać, że ten­den­cja do posia­da­nia dzieci spada. Dobrobyt i inne czynniki wyni­ka­jące z rozwojem cywi­li­za­cji, opartej na racjo­na­liź­mie, umyśle itd spycha na margines bio­lo­giczne elementy. One są, owszem, bo ciężko pozbyć się tego, lecz mniej ważne już jest “zdo­by­wa­nie czegoś” i wyścig ku temu. Part­ne­rek i part­ne­rów mamy ogrom, od zatrzę­sie­nia.

    Ciekawi mnie czemu np ja jestem obojętny na czynnik bio­lo­giczny. Nie chcę szukać part­nerki, ani mieć dzieci, a widzę czasami zain­te­re­so­wa­nie od drugiej strony 😛 Również w żaden sposób mnie kręci “zdo­by­wa­nie” i staranie się. Patrzę na te “amory” z jakimś poli­to­wa­nie i krę­ce­niem głową 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0