Niniejszy tekst stanowi naturalny dodatek do cyklu Architekt nowej fizyki. Tak się bowiem złożyło, że rozczochrany tułacz i pielgrzym nauki Albert Einstein, wcale nie zakończył swojej wędrówki w momencie śmierci. W każdym razie, nie cały.

Czy można ukraść mózg? Okazuje się, że jak naj­bar­dziej i to całkiem bez­kar­nie. Sztuki tej dokonał dr Thomas Stoltz Harvey, urzę­du­jący w Szpitalu Uni­wer­sy­tec­kim Prin­ce­ton at Pla­ins­boro (mimo podobnej nazwy, nie jest to placówka, w której szalał seria­lowy Dr House). Przed świtem 18 kwietnia 1955 roku, 42-letni patolog otrzymał ze szpitala telefon z pole­ce­niem jak naj­szyb­szego sta­wie­nia się w pracy: miał dokonać sekcji zmarłego kilka godzin wcze­śniej Alberta Ein­ste­ina. Była to rutynowa kontrola, która nie wykazała żadnych podej­rza­nych przyczyn zgonu.

Racjo­nalne uspo­so­bie­nie giganta fizyki nie godziło się z per­spek­tywą uczy­nie­nia z jego grobu miejsca kultu, toteż zgodnie z ostatnią wolą zmarłego ciało powinno zostać czym prędzej skre­mo­wane a prochy roz­rzu­cone. Harvey jednak nie mógł znieść myśli o takim mar­no­traw­stwie. Nie przyj­mo­wał do wia­do­mo­ści tak lek­ko­myśl­nego pozbycia się szcząt­ków naj­więk­szego uczonego swoich czasów, które być może zawie­rały odpo­wiedź na pytanie o istotę geniuszu. Musiał działać szybko, bowiem skromne uro­czy­sto­ści pogrze­bowe miały odbyć się jeszcze nim infor­ma­cja dotrze do mediów. Lekarz po krótkim zasta­no­wie­niu, w imię więk­szego dobra (w swoim mnie­ma­niu) sięgnął po piłę i dokonał tre­pa­na­cji ein­ste­inow­skiej czaszki. 
mozg einsteina 3

Jedno z kil­ku­na­stu zdjęć mózgu Ein­ste­ina, wyko­na­nych przed jego pocię­ciem na 240 ele­men­tów. Zostały udo­stęp­nione w 2012 roku.

Niby nic nie­zwy­kłego. Wszakże mózgi wybit­nych jed­no­stek często lądowały na labo­ra­to­ryj­nych stołach, ku chwale nauki. Tak stało się cho­ciażby z organem Józefa Pił­sud­skiego, którego nie­zwy­kłych wła­ści­wo­ści poszu­ki­wali badacze z Wilna. Tym razem jednak doszło do rabunku rodem z horroru. O ile znany z mega­lo­ma­nii mar­sza­łek oso­bi­ście polecił przesłać swoje szare komórki do Uni­wer­sy­tetu Stefana Batorego, o tyle życzenie Ein­ste­ina zostało kom­plet­nie zigno­ro­wane wobec auto­ry­ta­tyw­nej decyzji poje­dyn­czej osoby. “Kradzież inte­lek­tu­alna” nabrała w tym przy­padku wyjąt­kowo dosłow­nego cha­rak­teru. Karierę Harveya, a być może również jego wolność, ocalił starszy syn Ein­ste­ina. Hans Albert Einstein, wykła­dowca Uni­wer­sy­tetu w Berkeley, mimo począt­ko­wego sprze­ciwu, w końcu uległ retoryce eks­cen­trycz­nego doktora.

Nie­wy­klu­czone, że nie­bosz­czyk rze­czy­wi­ście wyba­czyłby użycie swoich szcząt­ków w celach czysto nauko­wych, ale wątpię czy wyra­ziłby zgodę na ekscesy, które wkrótce nadeszły. Thomas Harvey przy­własz­czył sobie mózg Ein­ste­ina i trzymał blisko siebie niczym upiorną zdobycz. Anegdota głosi, że często zmie­nia­jący miejsce zamiesz­ka­nia badacz woził słój w prze­no­śnej lodówce na piwo. Frag­menty do badań wydzie­lał nato­miast wedle własnego widzi­mi­się, bez kon­sul­ta­cji z rodziną i innymi uczonymi. Choć trudno powie­dzieć jaki “szczytny” cel przy­świe­cał dzia­ła­niom patologa, możemy powie­dzieć z całą pew­no­ścią, że nie przy­niósł nauce wymier­nych korzyści. Nic dziwnego, skoro drobne wycinki tkanki rozsyłał bez uwzględ­nie­nia żadnego kon­kret­nego kry­te­rium i nie sta­wia­jąc żadnych badaw­czych wymagań. Na nie­szczę­ście dla nauki Harvey znudził się swoim arte­fak­tem dopiero w pode­szłym wieku, prze­ka­zu­jąc go w 1998 roku Prin­ce­ton at Pla­ins­boro. Ostało się około 75% frag­men­tów mózgu, do dziś pod­da­wa­nych badaniom. 
harvey i mozg

Thomas Harvey ze swoim skarbem.

Owocem tej kil­ku­dzie­się­cio­let­niej tra­gi­ko­me­dii były zaledwie trzy artykuły. Opinie na temat ich treści są sprzeczne i wciąż budzą emocje. Co prawda wykazano pewne różnice ana­to­miczne (naj­czę­ściej przy­wo­łuje się przykład obszaru cie­mie­nio­wego więk­szego o 15% niż prze­cięt­nie), ale więk­szość autorów twierdzi, że trudno tu mówić o wyraź­nych odstęp­stwach od normy. Inni uważają, że zmiany nie sta­no­wiły przy­czyny fenomenu noblisty, lecz skutek mor­der­czej eks­plo­ata­cji umysłu. Innymi słowy, np. zdol­no­ści do abs­trak­cyj­nego rozu­mo­wa­nia fizyka nie wynikały z roz­bu­do­wa­nej kory przed­czo­ło­wej – to obszar ten uległ roz­wi­nię­ciu pod wpływem ciągłych roz­my­ślań.

Oso­bi­ście przy­chy­lam się do zdania, że na wyjąt­kowe zdol­no­ści odkryw­ców składa się cała paleta czyn­ni­ków, często bardziej oso­bo­wo­ścio­wych niż bio­lo­gicz­nych. Przede wszyst­kim, poza żarliwą inte­li­gen­cją, konieczna jest gra­ni­cząca z obsesją pasja. Taka pasja, która kazała już nasto­let­niemu Ein­ste­inowi uparcie roz­pa­try­wać eks­pe­ry­menty myślowe związane ze światłem, a niedługo później pozwo­liła opra­co­wy­wać na tej pod­sta­wie wielkie modele teo­re­tyczne. Ale kto wie, być może geniusz tkwi w jakiejś mikro­sko­pij­nej anomalii ana­to­micz­nej? W końcu ludzki mózg wciąż pozo­staje jedną z naj­więk­szych zagadek natury.
Literatura uzupełniająca:
W. Issacson, Einstein. Jego życie, jego wszechświat, przeł. J. Skowroński, Warszawa 2010;
M. Kaku, Przyszłość umysłu. Dążenie nauki do zrozumienia i udoskonalenia naszego umysłu, przeł. U. Seweryńska, Warszawa 2014;

W. Kremer, The strange afterlife of Einstein’s brain, [online: http://www.bbc.com/news/magazine-32354300];
V. Hughes, The Tragic Story of How Einstein’s Brain Was Stolen and Wasn’t Even Special, [online: http://phenomena.nationalgeographic.com/2014/04/21/the-tragic-story-of-how-einsteins-brain-was-stolen-and-wasnt-even-special].
podpis-czarny