Wczoraj dobiegł końca inte­re­su­jący eks­pe­ry­ment. Sześciu wolon­ta­riu­szy-naukow­ców spędziło 8 miesięcy w spe­cjal­nej kapsule, w warun­kach imi­tu­ją­cych te, z jakimi w przy­szło­ści przyj­dzie się zmierzyć załodze pierw­szej misji na Marsa.

Śmiał­ko­wie żyli pod kopułą usta­wioną na górskim zboczu opodal hawaj­skiego wulkanu Mauna Loa. Miejsce naj­lep­sze na jakie można było sobie pozwolić: chłodne, suche i położone ponad 2,4 tys. metrów n.p.m., co zapew­niało niskie ciśnie­nie atmos­fe­ryczne. Niestety nie istniała moż­li­wość wzięcia pod lupę naj­więk­szego problemu “tech­nicz­nego”, tj. dłu­go­trwa­łej eks­po­zy­cji astro­nau­tów na pro­mie­nio­wa­nie kosmiczne. 

Wnętrze kopuły. Nie jest tak źle. Przytulniej tu niż w niektórych domach.

Wnętrze kopuły. Nie jest tak źle. Przy­tul­niej tu niż w nie­któ­rych domach.


Dla tego spraw­dzianu naj­waż­niej­szy pozo­sta­wał jednak czynnik ludzki. Nie licząc pasa­że­rów ISS, więk­szość dotych­cza­so­wych wypraw w kosmos było sto­sun­kowo krótkich. Ochot­nicy prze­ko­nali się jak to jest być stło­czo­nym w jednej bazie z pięcioma innymi osobami, bez moż­li­wo­ści włą­cze­nia tele­wi­zora czy wyjścia na spacer. Z nie­któ­rych urządzeń elek­tro­nicz­nych można było korzy­stać w ogra­ni­czo­nym zakresie, gdyż wyko­rzy­sty­wały energię sło­neczną. Podobnie regla­men­to­wano wodę, nato­miast żywność zazwy­czaj miała formę lio­fi­li­zo­waną.

Test z powo­dze­niem zakoń­czył się wczo­raj­szego popo­łu­dnia. Co prawda, skala stresu w przy­padku ziem­skiego doświad­cze­nia jest mizerna w porów­na­niu do tego co przeżyją astro­nauci osa­mot­nieni na odległym o miliony kilo­me­trów globie (przy­po­mina się Mar­sja­nin Andy’ego Weira) – ale wnioski i obser­wa­cje na pewno nie okażą się bez­war­to­ściowe.

Kwantowy budzik to seria krótkich wpisów zawierających ciekawostki i wieści ze świata nauki, które będą pojawiać się na blogu od poniedziałku do piątku, każdego ranka. Odwiedzaj, lajkuj i czytaj regularnie!

  • http://COSMICBULLETIN.NET cosmicbulletin.net

    To bardziej cie­ka­wostka niż solidny eks­pe­ry­ment naukowy. Żeby ich chociaż zamknęli 2km pod wodą albo na środku jakiejś pustyni, naj­le­piej Antark­tydy ( jeszcze lepiej Księżycu chociaż nie wiem jak tam z pro­mie­nio­wa­niem bo pasy Van Allena już nie sięgają). Sama świa­do­mość, że w KAŻDEJ chwili można opuścić schro­nie­nie a po 10 minutach zjawi się pomoc (albo szybciej), powoduje komfort psy­chiczny.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0