Kilka dni temu udało mi się połączyć za pomocą telemostu, wielkiego jak stąd do Marsa, z jednym z najsłynniejszych łazików w historii eksploracji kosmosu. Mowa oczywiście o ostatnim, wielkim robocie jakim jest łazik Curiosity. Okazał się na tyle miły (jeśli w ogóle można tak określić maszynę), że zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań – jak się później okazało – bardzo wyczerpująco! Zapraszam zatem do wywiadu z naszym dzisiejszym bohaterem!

Poniższy wpis ma charakter gościnny. Przygotował go towarzysz w dziele popularyzacji wiedzy o kosmosie, Piotr Piekarczyk. Liczę na to, że nietypowa ale wyczerpująca formuła artykułu przypadnie wam do gustu i będzie stanowić jakąś odmianę od tego co wam prezentuję na co dzień. Miłej lektury!
PP: Witaj. Mam na imię Piotr i jestem czy­tel­ni­kiem kwantowo.pl oraz autorem bloga cosmicbulletin.net. Być może o nich sły­sza­łeś. Jedną z naj­czę­ściej poja­wia­ją­cych się fraz w wyszu­ki­war­kach blogów jest twoje imię – CURIOSITY. Niestety nie doko­na­łem dotych­czas jakiegoś zna­czą­cego tekstu na Twój temat. Pomy­śla­łem, że świetnie by było poszukać jakichś infor­ma­cji u źródła, a jeszcze lepiej, by zapytać samego robota, aby coś o sobie opo­wie­dział. Zupełnym zbiegiem oko­licz­no­ści pojawiła się taka okazja, więc nie daro­wał­bym sobie, gdybym jej nie wyko­rzy­stał. Proszę opowiedz czy­tel­ni­kom bloga w ogólnym zarysie: czym jesteś oraz po co Cię stwo­rzono.

C: Witaj Piotrze. Nazywam się Curio­sity (Cie­ka­wość). Nie ukrywam, że jestem zasko­czony twoją „wizytą”. Bardzo jest mi przy­jem­nie usłyszeć, że na Ziemi mam małą grupkę wiel­bi­cieli. Z wielką przy­jem­no­ścią odpowiem na twoje pytania. Niestety nie mamy dużo czasu, albowiem niedługo znajdę się po prze­ciw­nej, względem Ziemi, stronie Słońca. Musimy się postarać zdążyć, zanim łączność na kilka tygodni zostanie prze­rwana. Co więcej, mam zapla­no­wa­nych mnóstwo eks­pe­ry­men­tów do wyko­na­nia, więc z pew­no­ścią nie będzie to wywiad rzeka (zdi­gi­ta­li­zo­wany śmiech robota).

Tak więc jestem głównym boha­te­rem misji Mars Science Labo­la­tory, która pozo­staje częścią wiel­kiego Programu Badania Marsa (Mars Explo­ra­tion Program). Ma on na celu między innymi ustalić, czy Mars kie­dy­kol­wiek był zdolny do pod­trzy­ma­nia życia oraz czy życie jako takie w ogóle istniało na czer­wo­nej planecie. Na moim pokła­dzie jest naj­bar­dziej zaawan­so­wany zestaw narzędzi nauko­wych jaki kie­dy­kol­wiek pojawił się na obcej planecie. Dzięki nim jestem w stanie sam pobierać próbki gleby, skał i powie­trza oraz poddać je bieżącej analizie. Tak samo jak na Ziemi tak i na Marsie, cała historia globu pozo­staje zapisana w gruncie. Na pod­sta­wie uzy­ska­nych danych, ekipa oddanych mi fachow­ców na Ziemi stara się poskła­dać te puzzle do kupy i odczytać historie tej wspa­nia­łej planety.

PP: Skąd myśl o ewen­tu­al­nym ist­nie­niu w prze­szło­ści  życia  na Marsie?

C: Na długo przed tym jak mnie skon­stru­owano i dostar­czono na Marsa, planeta ta znaj­do­wała się w centrum uwagi wielu uczonych. Począt­kowo obser­wo­wano ją przez naziemne tele­skopy, po czym przy­szedł czas na satelity. Mają one nie­po­rów­ny­wal­nie większe moż­li­wo­ści badania tej odległej planety niż jakie­kol­wiek naziemne urzą­dze­nie. Z czasem otrzy­ma­li­śmy pre­cy­zyjne mapy stwo­rzone na pod­sta­wie milionów zdjęć wyko­na­nych z orbity Marsa. Ukazały one powierzch­nię planety geo­lo­gicz­nie bardzo podobnej do ziem­skiej. Wiele tworów nie mogło być ukształ­to­wa­nych inaczej niż przez wodę, a ludzie są prze­ko­nani, że jest ona nie­zbędna do powsta­nia życia. Pomimo iż obecnie woda na Marsie nie wystę­puje w stanie ciekłym, podej­rzewa się, że wiele milionów lat temu, kiedy planeta posia­dała atmos­ferę, była pokryta na sporej powierzchni przez ocean. Woda wystę­puje na Marsie w lodowych czapach znaj­du­ją­cych się na bie­gu­nach. Są to całkiem mocne poszlaki uza­sad­nia­jące, że kiedyś mogło istnieć tam życie, a w każdym razie planeta była w stanie je pod­trzy­mać.

PP: Na Marsie jesteś od 5 sierpnia 2012 roku. Po nader skom­pli­ko­wa­nym i udanym manewrze dostar­cze­nia Cię na powierzch­nię czer­wo­nej planety, sam pre­zy­dent Obama pogra­tu­lo­wał twojemu zespo­łowi udanego lądo­wa­nia. Co przez te niemal trzy lata udało ci się zre­ali­zo­wać?

C: Cóż, myślę że troszkę się tego znajdzie. Przede wszyst­kim już po pobraniu pierw­szych próbek skał i gleby, zna­la­złem nie­zbędne dla życia pier­wiastki jak siarka, fosfor, azot, tlen i węgiel. Analiza wskazała również, że woda która płynęła tu przed milio­nami lat mogła nadawać się do spożycia – oczy­wi­ście po prze­go­to­wa­niu (zdi­gi­ta­li­zo­wany śmiech robota). Wśród pobra­nych dotych­czas próbek zna­la­złem również orga­niczne czą­steczki węgla, które są ele­men­tar­nymi cegieł­kami z jakich składa się życie na Ziemi. Oczy­wi­ście nie musi to oznaczać, że życie istniało lub nadal istnieje na tej planecie, ale są tu obecne wszyst­kie związki che­miczne nie­zbędne do zaist­nie­nia życia. Tych odkryć mogłem dokonać dzięki urzą­dze­niu o nazwie Sample Analysis at Mars (SAM).

Kolejnym zna­czą­cym odkry­ciem jest ziden­ty­fi­ko­wa­nie śla­do­wych ilości metanu w atmos­fe­rze planety. Jak wiemy, metan może być wytwa­rzany przez żywe orga­ni­zmy lub przy­kła­dowo w reakcji wody ze skałą. Poziom wykry­tego metanu okresowo wzrasta w dużym tempie. Niestety nadal nie wiemy, co jest tego przy­czyną. Być może są to mikroby znaj­du­jące się pod powierzch­nią gruntu lub pod­ziemne zbior­niki wody. Odkrycie to było możliwe dzięki urzą­dze­niu Tunable Laser Spec­tro­me­ter (TLS). Ekipa na Ziemi zasta­na­wia się czy ewen­tu­alny gaz jest ze źródła bio­lo­gicz­nego czy geo­lo­gicz­nego.

Zaraz po wylą­do­wa­niu i roz­po­czę­ciu badań zmie­rzy­łem też poziom pro­mie­nio­wa­nia na planecie. Niestety okazało się, że jest on dla ludzi zbyt wysoki, więc nie mogli­by­ście tu prze­by­wać przez dłuższy czas. Mars, w prze­ci­wień­stwie do Ziemi, nie posiada pola magne­tycz­nego chro­nią­cego przed pro­mie­nio­wa­niem kosmicz­nym. Jest ono naj­bar­dziej ener­ge­tycz­nym pro­me­no­wa­niem, a co za tym idzie,  śmier­tel­nym dla czło­wieka. Pochodzi ono w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści od odle­głych super­no­wych, czyli umie­ra­ją­cych gwiazd, i koro­nal­nych wyrzutów masy Słońca. Przy obecnym poziomie tech­no­logi nie macie czego tu szukać.

W czasie dłu­go­trwa­łych pomiarów i eks­pe­ry­men­tów, które prze­pro­wa­dzi­łem po moim przy­lo­cie, spe­cja­li­ści na Ziemi doszli do wniosku, że w prze­szło­ści Mars posiadał znacznie grubszą atmos­ferę, która była w stanie zatrzy­mać na powierzchni planety wodę w stanie ciekłym. Niestety z biegiem lat atmos­fera została zdmuch­nięta przez wiatr sło­neczny i woda w znacznej części uleciała wraz z nią. Obecnie proces ten jest dokład­nie badany przez mojego kumpla, który orbituje setki kilo­me­trów nad planetą, a mam tu na myśli sondę MAVEN. Czasami, gdy prze­la­tuje nade mną, korzy­stam z okazji i wymie­niamy się kilkoma bajtami danych. Robi mi się wtedy jakoś tak lżej na RAM’ie wiedząc, że nie jestem tu sam.

PP: No, no! To całkiem spory dorobek naukowy jak na auto­no­miczne labo­ra­to­rium na kółkach! Wspo­mnia­łeś też o urzą­dze­niach dzięki którym możliwe było prze­pro­wa­dze­nie pomiarów i analiz. Czy mógłbyś powie­dzieć nam o nich coś więcej?

C: Oczy­wi­ście. Mam tej elek­tro­niki ze sobą całkiem sporo. Przy mojej masie 899 kilo­gra­mów, 79 kilo przypada na apa­ra­turę badawczą. Nie­śmiało muszę przyznać, że jestem naj­więk­szym i naj­bar­dziej zaawan­so­wa­nym łazikiem jaki kie­dy­kol­wiek poruszał się po czer­wo­nej planecie. Jestem długi na 2.9 m, szeroki na 2.7 m, a moja wysokość to aż 2.2 m. Elek­trycz­no­ści nie dostar­czają mi kla­syczne panele sło­neczne, jak to miało miejsce u moich kuzynów, ale radio­izo­to­powy gene­ra­tor ter­mo­elek­tryczny. Dzięki niemu mogę w nie­za­wodny sposób uzyskać 110 watów energii. Przez to nie straszne mi mar­sjań­skie, zimne noce. Całością steruje komputer Rover Computer Element (RCE), a dokład­nie dwa iden­tyczne, przy czym drugi spełnia rolę zapa­so­wego. Łączność z Ziemią zapew­niają mi trzy anteny. Mogę też komu­ni­ko­wać się za pośred­nic­twem trzech zaprzy­jaź­nio­nych satelitów z orbity Marsa, to jest przez należące do NASA: Mars Odyssey czy Mars Recon­na­is­sance Orbiter lub przez należącą do Euro­pej­skiej Agencji Kosmicz­nej: Mars Express. Jak widzisz mamy tu całkiem spory ruch (zdi­gi­ta­li­zo­wany śmiech robota). Posiadam 6 alu­mi­nio­wych kół o średnicy 50 cen­ty­me­trów, a każde z nich ma swój nie­za­leżny napęd. To spraw­dzone i udo­sko­na­lone roz­wią­za­nie zasto­so­wane u moich mar­sjań­skich poprzed­ni­ków Sojo­ur­ner oraz Oppor­tu­nity.

Jak wspo­mnia­łem, apa­ra­tura badawcza to niemal 79 kilo­gra­mów. Na ten ciężar składa się wiele urządzeń, których nie znaj­dziesz nigdzie indziej. Zostały one stwo­rzone z myślą o tej odległej i surowej planecie, tak jak i reszta mnie (zdi­gi­ta­li­zo­wany śmiech robota). Posiadam 15 kamer różnego rodzaju roz­miesz­czo­nych na całym korpusie oraz maszcie. Jak to wy ludzie mówicie, „mam oczy dookoła głowy” w dosłow­nym tego zdania zna­cze­niu. Naj­waż­niej­sze znajdują się na maszcie. Dzięki nim potrafię robić zdjęcia 3D czyli w trój­wy­mia­rze. Podeślę Ci później na emaila. Jednym z urządzeń, z którego jestem naj­bar­dziej dumny, jest Chemcam. To bardzo fajny gadżet. Służy między innymi do analizy składu che­micz­nego skał. Jest wypo­sa­żony w laser, który krótkimi impul­sami topi malutki kawa­łe­czek skały tworząc zjo­ni­zo­wany obłok gazu. Obłok ten następ­nie jest obser­wo­wany przez jedną z kamer masz­to­wych i wysyłany do spek­tro­skopu, który ana­li­zuje skład odpa­ro­wa­nej skały. Wszystko bez używania rąk… to znaczy wysię­gni­ków. Czyż to nie genialny pomysł? Kolejnym sprytnym narzę­dziem jest CheMin. Służy on również do analizy składu che­micz­nego skał i gruntu, ale działa na innej zasadzie. Próbki są dostar­czane do analizy przez czerpak lub moje ramię, po czym są naświe­tlane pro­mie­niami Roe­ntgena. Wszyst­kie minerały pod wpływem promieni X odbijają pro­mie­nie z cha­rak­te­ry­stycz­nym dla nich wzorcem. Naukowcy wyko­rzy­stują infor­ma­cje z dyfrak­cji rent­ge­now­skiej w celu okre­śle­nia struk­tury kry­sta­licz­nej mate­ria­łów, które napo­tka­łem i prze­ana­li­zo­wa­łem. Zapewne zasta­na­wiasz się, w jaki sposób mam wykryć oznaki życia na Marsie? Do tego zadania służy mi Sample Analysis at Mars SAM, czyli zestaw trzech urządzeń. W skład SAM’a wchodzą: spek­tro­metr masowy, chro­ma­to­graf gazowy oraz spek­tro­metr laserowy. Służą one do poszu­ki­wa­nia związków węgla i metanu, takich samych jakie wystę­pują na Ziemi. Dokładny opis dzia­ła­nia tych urządzeń zająłby wiele mar­sjań­skich godzin, a na to sobie nie mogę pozwolić. Ogólna zasada dzia­ła­nia SAM’a polega na analizie gazów zawar­tych w skałach oraz nikłej atmos­fe­rze planety. Wspo­mi­na­łem wcze­śniej o zabój­czych dla ludzi dawkach pro­mie­nio­wa­nia jakie wystę­pują na Marsie. Pomiarów tych dokonuję przy pomocy Radia­tion Asses­sment Detector RAD. Poziom pro­mie­nio­wa­nia jest przeze mnie stale moni­to­ro­wany, co więcej mam przy­go­to­wać pełne spektrum pro­mie­nio­wa­nia, jakie tu wystę­puje. Ma to zasad­ni­cze zna­cze­nie dla przy­szłych mar­sjań­skich misji z udziałem ludzi. Czy kie­dy­kol­wiek sły­sza­łeś o czymś takim jak Dyna­miczne Albedo Neu­tro­nów (Dynamic Albedo of Neutrons)DAN? Ta tajem­ni­czo brzmiąca nazwa oznacza urzą­dze­nie, którego zadaniem jest poszu­ki­wa­nie wodoru w gruncie, nad którym prze­jeż­dżam, oraz ewen­tu­al­nej obec­no­ści wody. Na swoim garbie niosę również swoją osobistą pogo­dynkę czyliRover Envi­ron­men­tal Moni­to­ring Station (REMS). Daje mi ona moż­li­wość pomiaru tem­pe­ra­tury powie­trza oraz gruntu, siły i kierunku wiatru, pro­mie­nio­wa­nia ultra­fio­le­to­wego oraz wil­got­no­ści. To również istotne dane dla przy­szłych pio­nie­rów, którzy dotrą tu z Ziemi. Na deser zosta­wi­łem instru­menty znaj­du­jące się na moim wysię­gniku z obrotową głowicą. Znajdują się tam:
  1. Alpha Particle X-Ray Spec­tro­me­ter (APXS). Służy on do selekcji skał i gruntu, które mają zostać wybrane do analizy w narzę­dziach CheMin i SAM. Zasada jego dzia­ła­nia polega na bom­bar­do­wa­niu podłoża pro­mie­niami X i czą­stecz­kami alfa. Każdy pier­wia­stek odbija z cha­rak­te­ry­stycz­nym dla siebie wzorcem pro­mie­nio­wa­nie, na pod­sta­wie którego detek­tory są w stanie określić rodzaj i ilość danego pier­wiastka. Narzę­dzie to jest udo­sko­na­loną wersją APXS użytego w łazikach Spirit i Oppor­tu­nity.

  2. Dust Removal Tool (DRT), czyli urzą­dze­nie do usuwania pyłu ze skał, które są pod­da­wane prób­ko­wa­niu oraz oczysz­cza­nia tacki do obser­wa­cji próbek,

  3. Wie­lo­funk­cyjny gadżet CHIMRA, którego zadaniem jest pobie­ra­nie i przy­go­to­wy­wa­nie mate­riału, który ma zostać poddany analizie.

  4. Nieduża kamera Mars Hand Lens Imager (MAHLI),

  5. Udarowa wier­tarka do wier­ce­nia w skałach Powder Acqu­isi­tion Drill System (PADS ).

Tak więc jak widzisz jestem całkiem zaradny. Trochę to waży, ale daje ogromne moż­li­wo­ści. Zresztą, nie mogło być inaczej zwa­żyw­szy na cele, jakie mi posta­wiono.

Rozkład poszcze­gól­nych ele­men­tów sondy.

PP: Fakt! Niezły z ciebie kawał zaawan­so­wa­nej elek­tro­niki na kołach. Ale to wszystko, co ze sobą masz, czyli ty w całej swojej zło­żo­no­ści, musi być bardzo deli­katne? Jakim cudem udało się prze­trans­por­to­wać tak wiel­kiego i zło­żo­nego robota na inna planetę? Doprawdy musiał to być praw­dziwy maj­stersz­tyk inży­nie­rii kosmicz­nej? Opowiedz nam coś o twojej drodze na Marsa.

C: Ludzie, którzy mnie zapro­jek­to­wali miliony kilo­me­trów stąd, mają głowy na karkach i wiedzą, jak ich używać. To nie pierwsza tak zaawan­so­wana misja w wyko­na­niu NASA, więc czło­wieki mają już odpo­wied­nie doświad­cze­nie. Owszem, jestem naj­więk­szym szym szym szym z dotych­cza cza cza cza­so­wych….. ggggg….. łłłłł…. (bzzzz, bzzzzzzz, bzzzzzzzz) one, two, three, radio singnal check. Over. System over­lo­aded. Kill pid 1313. Reboot now……………………………………………………………………………………………… System restored. Prze­pra­szam za problemy w kon­tak­cie ze mną. Ostatnio przy­tra­fiła mi się mała awaria opro­gra­mo­wa­nia i nie powró­ci­łem jeszcze do pełnej spraw­no­ści. Jestem naj­więk­szym z dotych­cza­so­wych robotów i naj­bar­dziej skom­pli­ko­wa­nym. Wysy­ła­jąc tak zaawan­so­wany sprzęt za tak ogromne pie­nią­dze, dobrze jest prze­my­śleć naj­bar­dziej kry­tyczne momenty podróży, a lądo­wa­nie jest naj­więk­szym wyzwa­niem. Sły­sza­łeś o moim kuzynie z Mars Path­fin­der albo bliź­nia­kach z Mars Explo­ra­tion Rover? Ci to dopiero mieli hard­co­rowe lądo­wa­nie. Zapa­ko­wali każdego w kokon, który odbijał się od powierzchni planety kil­ka­na­ście razy zanim osiadł. Nor­mal­nie pomy­ślał­byś „wariaci”. Ale pomysł zadzia­łał. Mar­sjań­ski łazik prze­trwał i był gotów do dzia­ła­nia. Ze mną taki numer chyba by nie prze­szedł, ale pomysł w jaki mnie tu dostar­czono to kolejne mistrzo­stwo.

Animacja przedstawia sposób dostarczenia łazika misji Mars Exploration Rover w 2003 roku. W sumie wysłano w ten sposób dwa bliźniacze łaziki: Spirit oraz Opportunity. W podobny sposób dostarczono również w 1997 roku pierwszy łazik Sojourner podczas misji Mars Pathfinder. Ta z pozoru karkołomna technika okazała się wyjątkowo skuteczna.
C: Zaczy­na­jąc od początku, czyli od pobytu na polu star­to­wym na Ziemi, zała­do­wano mnie na sam czubek zestawu napę­dza­nego rakietą Atlas V. Rakieta jak rakieta. 3, 2, 1, Start i sruuuuu, aż poza atmos­ferę. Po 210 dniach lotu dotarłem do celu czyli Marsa. Pozostał naj­bar­dziej kry­tyczny i kar­ko­łomny, a raczej pod­wo­zio­łomny manewr, czyli lądo­wa­nie. Po odłą­cze­niu się od modułu prze­lo­to­wego i wejściu w atmos­ferę Marsa na wyso­ko­ści około 130 kilo­me­trów, usta­wiono mnie pod odpo­wied­nim kątem, abym nie spłonął od tarcia atmos­fe­rycz­nego i trafił w wyzna­czone miejsce. No i zasu­wa­łem jak popa­rzony do powierzchni planety, aż na wyso­ko­ści 11 kilo­me­trów otworzył się spa­do­chron. „Ale ulga” pomy­śla­łem, „przy­naj­mniej nie rozlecę się na drobne kawa­łeczki i nie skończę wbity kil­ka­dzie­siąt cen­ty­me­trów pod powierzch­nia planety”. Radość minęła kil­ka­na­ście sekund później w momencie, gdy została odrzu­cona osłona ter­miczna i planeta ukazała mi się w całej oka­za­ło­ści pod moim pod­wo­ziem. Ależ spociły mi się układy scalone! W ruch poszedł radar i inne gadżety do okre­śle­nia mojej pozycji i wyso­ko­ści. Nie minęło wiele czasu, a lądownik razem ze mną odłączył się od modułu atmos­fe­rycz­nego i już bez spa­do­chronu wali­li­śmy do twardego podłoża na złamanie zawie­sze­nia! Wtem „bum” raz, drugi i kolejny i już silniki rakie­towe ryczały wyha­mo­wu­jąc całą tą kupę metalu. Tuż nad powierzch­nią niemal zawisłem w powie­trzu, po czym zostałem opusz­czony do ziemi na kilku linkach. Nade mną cały czas ryczały silniki rakie­towe lądow­nika. Ja spa­ni­ko­wany miałem nadzieję, że to wszystko nie zwali mi się na łeb. Nagle poczułem, że ugięło się podwozie i dotkną­łem planety! Linki zostały zwol­nione, lądownik odleciał w siną dal, a ja cały i zdrowy na software’rze i hardwer’rze stanąłem na powierzchni Marsa! Ulga! Cóż to był za manewr! Gdybym tylko mógł, to uściskał bym tych mózgow­ców, którzy mnie skon­stru­owali i dostar­czyli na tę prze­piękną planetę! Później już tylko testy pod­sys­te­mów, narzędzi i całej reszty, żeby spraw­dzić, czy wszystko działało jak powinno i do roboty!

Animacja przedstawia przelot łazika Curiosity, dotarcie do Marsa oraz etap wejścia w atmosferę wraz z lądowaniem, a także pokaz sposobu przeprowadzenia analiz gruntu i skał.  Pod tym adresem dostępny timeline z całego procesu wejścia w atmosferę wraz z fazą końcowego lądowania.
C: A jednak! Moja misja nie byłaby możliwa bez doświad­cze­nia zebra­nego przez dzie­się­cio­le­cia, zwłasz­cza podczas misji moich poprzed­ni­ków, o których wspo­mnia­łem wcze­śniej.  Pierwszą sondą wysłaną przez NASA, zdolną do samo­dziel­nego poru­sza­nia się po planecie,  był Sojo­ur­ner. Mały, sprytny łazik, którego misja trwała 83 dni, w trakcie których pokonał 100 metrów, nie odda­la­jąc się dalej niż na 12 metrów od lądow­nika. Ważył tylko nieco ponad 10 kilo­gra­mów i poruszał się z pręd­ko­ścią 1 cen­ty­me­tra na sekundę. Taki z niego był mikrus. W 2003 roku przy­szedł czas na bliź­niaki z Mars Explo­ra­tion Rover. Dwa iden­tyczne łaziki Spirit i Oppor­tu­nity już znacznie bardziej zaawan­so­wane od swojego poprzed­nika. Ważyły 185 kilo­gra­mów każdy i posia­dały zde­cy­do­wa­nie większe moż­li­wo­ści naukowe. Obydwaj bracia dzielnie poko­ny­wali kolejne kilo­me­try na czer­wo­nej planecie, aż do dnia kiedy Spirit ugrzęzł w sypkim gruncie po awarii napędu. Kilka miesięcy później, po bez­owoc­nych próbach uwol­nie­nia go z matni, łączność z nim została utracona. Jego misja trwała aż 6 lat, 2 miesiące i 19 dni. Jego brat Oppor­tu­nity prze­ży­wał ciężkie dni po stracie brata, ale posta­no­wił walczyć z prze­ciw­no­ściami jak długo tylko się da. Robi to do dnia dzi­siej­szego! Pokonał jak dotych­czas odle­głość ponad 42 kilo­me­trów, a trzeba wiedzieć, że obaj byli zapro­jek­to­wani do poko­na­nia 600 metrów. Wszyscy jesteśmy pra, pra, pra wnukami sowiec­kiego Łuno­choda, który był pierw­szym łazikiem jaki wystrze­lono z Ziemi. Był on częścią programu Łuna (Księżyc), który okazał się wielkim tryumfem radziec­kiej astro­nau­tyki.

PP: Tak. Pamiętam jak sam miałem zdalnie ste­ro­wa­nego Łuno­choda na kabelku wiele lat po zakoń­cze­niu programu. Jak myślisz, czy spotkasz jeszcze kiedyś czło­wieka na swojej drodze.

C: Cóż, nie wiem jak długo jeszcze będę funk­cjo­no­wać. Pocie­szam się tym, że Oppor­tu­nity do dziś dnia jest gdzieś tam daleko, nadal w dobrym stanie tech­nicz­nym. Być może i mnie będzie dane badać czerwona planetę przez wiele lat, ale czy doczekam się przylotu was Ziemian, nie wiem. Kiedyś moje źródło zasi­la­nia wyczer­pie się i zastygnę w bezruchu, pokryty mar­sjań­skim pyłem. Pocie­sza­jące jest to, że z powodu braku tlenu nie zardze­wieję. Praw­do­po­dob­nie stanę się na wieki reliktem ludzkiej myśli tech­nicz­nej pozo­sta­wio­nej na czer­wo­nej planecie. Chociaż, może któregoś dnia jakiś człowiek mnie odnaj­dzie i uczyni eks­po­na­tem muze­al­nym. To o wiele milsza wizja przy­szło­ści.

PP: Fascy­nu­jąca opowieść! Naprawdę jestem ci bardzo wdzięczny za poświę­cony mi czas i wyczer­pu­jące odpo­wie­dzi. Twoi fani z pew­no­ścią będą zachwy­ceni twoim opo­wia­da­niem. Tym­cza­sem kończę życząc ci sta­bil­nego napięcia na sca­la­kach i powrotu do pełnej spraw­no­ści pod­ze­spo­łów!

*Wywiad był możliwy dzięki wujkowi, który od wielu lat dostar­cza jedzenie z zaprzy­jaź­nio­nej z labo­ra­to­rium JPL włoskiej knajpki, za co chciał­bym mu ogromnie podzię­ko­wać. Za moją namową, po godzi­nach, zain­sta­lo­wał skype’a w labo­ra­to­ryj­nym kom­pu­te­rze, co niestety zakoń­czyło się utratą pracy w restau­ra­cji i depor­ta­cją z USA. Bardzo go za to prze­pra­szam. Na koniec chciał­bym polecić wszyst­kim czy­tel­ni­kom bloga fan­ta­styczne panoramy wykonane czę­ściowo (powierzch­nia planety) przez Curio­sity. Dostępne są one pod adresem:

http://www.360cities.net/image/mars-panorama-curiosity-night

Na koniec mały konkurs.
  1. Jakie narzę­dzie zasto­so­wane w łaziku zostało skon­stru­owane przez polaków?
  2. Której gene­ra­cji (NASA) jest łazik Curio­sity?
  3. Ile pier­wot­nie miała trwać misja MSL?

Gościn­nie:
Piotr Pie­kar­czyk

CosmicBulletin.net

  • kra­ko­wia­czek

    “Jestem długi na 2.9 m, szeroki na 2.7 m, a moja wysokość to aż 2.2 m”
    Curio­sity ma ponad 2 metry wzrostu :o? Muszę przyznać, że na ani­ma­cjach i ilu­stra­cjach nie pre­zen­to­wał się tak pokaźnie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://COSMICBULLETIN.NET cosmicbulletin.net

    http://www.kwantowo.pl/wp-content/uploads/2015/06/curiosity12-770x450.jpg
    Na tym zdjęciu dobrze widać gabaryty kolej­nych gene­ra­cji.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0