Na łamach New York Timesa ukazał się inte­re­su­jący artykuł doty­czący programu Event Horizon Tele­scope. Już sama nazwa roz­grzewa wyobraź­nię wszyst­kich fanów astro­fi­zyki – bo obser­wa­cje mają na celu bez­po­śred­nie złapanie w obiektyw nie­prze­nik­nio­nej kotary hory­zontu zdarzeń!

Do tej pory, jak wiecie (a jeśli nie wiecie, to się dowiedz­cie), naoczna obdukcja czarnej dziury nie miała miejsca i musie­li­śmy zado­wa­lać się wyraź­nymi, ale jednak pośred­nimi śladami ich bytności. Od czasu odkrycia pół wieku temu Cygnusa X-1, tra­fi­li­śmy na tropy dzie­sią­tek dziur, naj­czę­ściej ujaw­nia­ją­cych się poprzez silne wyrzuty pro­mie­nio­wa­nia dysków akre­cyj­nych lub efekty gra­wi­ta­cyjne. Wyko­na­nie sto­sun­kowo wyraźnej foto­gra­fii obej­mu­ją­cej horyzont zdarzeń, otwo­rzy­łoby nowy rozdział w bada­niach kosmosu. Na stronie projektu zazna­czono trzy główne korzyści naukowe poten­cjal­nego odkrycia:
  • Dalsze testo­wa­nie efektów ogólnej teorii względ­no­ści (bo gdzie jak nie w pobliżu eks­tre­mal­nie masyw­nych obiektów),
  • Zbadanie wzrostu czarnych dziur oraz mecha­niki dysków akre­cyj­nych,
  • Zro­zu­mie­nie fizyki dżetów, czyli wystrze­li­wa­nych w prze­strzeń maje­sta­tycz­nych stru­mieni plazmy.

Ini­cja­to­rzy EHT (głównie z MIT, pod kie­row­nic­twem Shepa Doele­mana) chcą wyko­rzy­stać nawet kil­ka­na­ście tele­sko­pów i radio­te­le­sko­pów. Za swój cel badacze obrali – nie mogło być inaczej – Sagit­ta­riusa A*. Zasia­da­jąca na tronie centrum Drogi Mlecznej super­ma­sywna czarna dziura położona jest dość daleko, ale z uwagi na odpo­wied­nie gabaryty (3–4 miliony mas Słońca i średnica hory­zontu prze­kra­cza­jąca 25 średnic naszej gwiazdy) wydaje się naj­bar­dziej foto­ge­niczną kan­dy­datką. Być może zostanie również podjęta próba pod­gląd­nię­cia gigan­tycz­nego (6 miliar­dów mas Słońca) potwora z galak­tyki Panny A, ale dystans 50 milionów lat świetl­nych raczej nie wróży sukcesu.

Na razie trudno powie­dzieć, kiedy możemy spo­dzie­wać się pierw­szych efektów.