Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 21

Artykuły

Dalej niż kot Schrödingera

9th Maj '15

Żadne zwierzę nie zrobiło takiej kariery w świecie nauki jak wyimaginowany półżywy-półmartwy kot Erwina Schrödingera. Większość z was nie słyszała jednak o przedłużeniu sławnego eksperymentu myślowego, autorstwa innego noblisty, Eugena Wignera.

Wsadźmy sierściucha do pudełka

Jeżeli czytacie regu­larnie Kwantowo, to na pewno wiecie o co z tym całym kotem chodzi (zob.: tutu), dla reszty zaś już śpieszę z krótkim obja­śnie­niem. Wybitny austriacki uczony Erwin Schrödinger, wymyślił brutalne w formie, hipo­te­tyczne doświad­czenie z kotem w roli głównej. Zamysł polegał na zamknięciu Mruczka w jednym pojem­niku wraz z wymyślną pułapką. Jej mecha­nizm miał opierać się o jeden atom, który jak powszechnie wiadomo, prędzej czy później musi ulec roz­pa­dowi. Żeby było bardziej wido­wi­skowo, rozpad powo­do­wałby uwol­nienie trucizny uśmier­ca­jącej czwo­ro­noga. Haczyk? Nikt nie wie kiedy atom „posta­nowi” się rozpaść.

Po cóż fizyk głowił się nad kar­ko­łomnym eks­pe­ry­mentem? Otóż, był to czas two­rzenia zrębów mecha­niki kwan­towej i odkry­wania jej kolej­nych impli­kacji. Naukowcy w prze­wa­ża­jącej części byli zgodni co do tego, że życiem cząstek i atomów rządzą zasada nie­ozna­czo­ności i super­po­zycja. Nie możemy z abso­lutną dokład­no­ścią określić ani poło­żenia cząstki ani terminu jej rozpadu, a co naj­waż­niejsze, jed­no­cze­śnie nie mamy prawa mówić o stanie cząstki bez doko­nania pomiaru. W mikro­świecie obiekt może pozo­stawać w super­po­zycji, czyli więcej niż jednym stanie naraz, dopóki ktoś nie dokona aktu obser­wacji. I to mierziło Schrödin­gera. W wymy­ślonej przez niego sytuacji, atom który się rozpada i nie rozpada naraz, pozo­staje rów­no­znaczny z jed­no­cze­śnie żywym i martwym kotem. Kto więc do diaska jest obser­wa­torem? Kto sprawia, że cząstka wybiera kon­kretny stan, decy­dując o życiu pupila? 
kotek schrodingera3

Przyjaciel Wignera

Szpila wie­deń­skiego pro­fe­sora uwierała i nadal uwiera teo­re­tyków. Kota wkrótce posta­nowił wyko­rzy­stać (biedne zwierzę) do swoich celów inny wielki fizyk. Uro­dzo­nego w Buda­peszcie Eugena Wignera możecie kojarzyć jako współ­twórcę pierw­szego reaktora jądro­wego, jak i eks­cen­trycz­nego piewcę nie­sza­blo­no­wych inter­pre­tacji efektów kwan­to­wych. Noblista rozwinął pomysł swojego kolegi (wspólna młodość w Berlinie…), pytając dlaczego jego rozu­mo­wanie miałoby ogra­ni­czać się tylko do kota? Jak usta­li­liśmy, zło­wieszczy nauko­wiec otwiera pudło redu­kując stan cząstki i zwie­rzaka – a może powin­niśmy potrak­tować pokój z kotem, pułapką i badaczem jako kolejny pojemnik?

W jednym z wariantów eks­pe­ry­mentu myślo­wego Wignera, bierze udział on sam oraz ano­ni­mowy przy­ja­ciel. Fizyk wykonuje sidła zgodnie z instrukcją Schrödin­gera, po czym wychodzi z labo­ra­to­rium pozo­sta­wiając tam swojego zna­jo­mego, który ma otworzyć pudło i spraw­dzić jak miewa się Mruczek. Spójrzmy do czego w praktyce doszło. Pro­mie­nio­twórczy atom znajduje się w super­po­zycji, podobnie jak uwię­ziony w pojem­niku czwo­ronóg oraz zamknięty w pokoju kumpel Wignera! Cała kon­fi­gu­racja została związana z losem atomu. Ocze­ku­jący na wieści węgierski profesor mógłby stwier­dzić, że atom rozpadł się i nie rozpadł jed­no­cze­śnie, kot jest żywy i martwy, a przy­ja­ciel przeżywa naraz traumę i radość po otwarciu pudełka. Co zabaw­niejsze, sam Wigner też podlega super­po­zycji dopóki nie ujrzą go inni obser­wa­torzy. I tak w nie­skoń­czo­ność.
Eugene Wigner w 1944 roku.

Eugene Wigner w 1944 roku (po lewej).

Co jest clou sprawy? Jeżeli przyjąć wigne­row­skie rozu­mo­wanie za sensowne, do momentu podzie­lenia się infor­macją, przy­ja­ciel pozo­staje w super­po­zycji kwan­towej. Erwin Schrödinger pokazał jedynie jak dziwne byłoby prze­rzu­canie praw mecha­niki kwan­towej na duże obiekty, tudzież żywe stwo­rzenia. Wigner był ambit­niejszy, każąc nam zasta­nowić się, czy aby efekty kwantowe nie dotyczą również nas samych. Istot świa­do­mych.

Znów ten obserwator

Żeby lepiej zro­zu­mieć kon­se­kwencje całej afery, możemy rozważyć prostszą wersję eks­pe­ry­mentu. Po prostu zamiast umę­czo­nego kota, bez­po­średnio do pudła z pułapką wsadzimy czło­wieka. Futrzaka trak­to­wa­liśmy bardzo przed­mio­towo, odbie­rając mu miano obser­wa­tora. Ale kto, jeśli nie człowiek, miałby być peł­no­prawnym obser­wa­torem, zdolnym do redukcji fali praw­do­po­do­bień­stwa? Jeżeli przy­ja­ciel nie sprawi, że atom przyjmie kon­kretny stan, to ana­lo­gicznie do kota Schrödin­gera zostanie kwan­towym zombie. To nie­bez­pieczne podej­ście, bo naka­zy­wa­łoby doszu­ki­wania się super­po­zycji stanów dosłownie wszędzie. Z kolei, jeśli uznamy czło­wieka za jedyny podmiot wymu­sza­jący swą obec­no­ścią kolaps fali, otwo­rzymy furtkę dla całej masy meta­fi­zycz­nych inter­pre­tacji rze­czy­wi­stości.

Nie będąc goło­słownym przy­wołam choćby nazwiska Ludvika Bassa i Amita Goswa­miego. Obaj, na pod­stawie teo­re­tycz­nych łami­główek, pro­pa­gują wizję ludzkiej świa­do­mości jako istot­nego czynnika, niejako kreu­ją­cego rze­czy­wi­stość. Jak pisze Goswami: Świa­do­mość to nie­lo­kalna kosmiczna jedność kryjąca się za dwiema lokal­nymi jed­nost­kami w postaci Wignera i jego przy­ja­ciela. Taka kon­cepcja miałaby raz na zawsze roz­wiązać wszelkie problemy z obser­wa­torem: falę praw­do­po­do­bień­stwa redukuje wspólna, kosmiczna jedność, której frag­men­tami pozo­stają nasze umysły. (Tak przy okazji, jak nie­trudno zauważyć, pomysł uni­wer­salnej świa­do­mości roz­wią­zuje też paradoks EPR.)

Ale wróćmy do nauki. Sam Eugene Wigner, idąc za rękę z Hugh Eve­rettem, chciał przez swój eks­pe­ry­ment myślowy prze­konać świat nauki do hipotezy wie­lo­światu (zob. tu). Nie wchodząc w szcze­góły, nasza rze­czy­wi­stość miałaby ulegać sys­te­ma­tycz­nemu roz­bi­janiu. Otwie­rając pudło, tworzymy dwa roz­ga­łę­zienia wszech­świata: w pierw­szym kot Schrödin­gera mruczy, w drugim leży do góry brzuchem. Kwestia obser­wa­tora zostaje zni­we­lo­wana faktem ist­nienia każdego moż­li­wego sce­na­riusza wydarzeń.

Królują rzecz jasna bardziej przy­ziemne teorie, których nie da się w krótkim artykule wymienić. Dla przy­kładu warto wspo­mnieć o wciąż młodej kon­cepcji, igno­ru­jącej ideę osobowej świa­do­mości, w zamian kładąc nacisk na zło­żo­ność obiektów w skali makro­sko­powej. Poje­dyncza cząstka pozo­staje w stanie super­po­zycji tak długo jak długo jej na to pozwo­limy, poprzez zapew­nienie jej swobody. Jeżeli w eks­pe­ry­mencie z dwoma szcze­li­nami zaczy­namy „gapić” się na prze­la­tu­jące cząstki, ogra­ni­czamy im pole manewru, redu­kując ich tra­jek­torię. Cząstki zor­ga­ni­zo­wane w dużych kon­fi­gu­ra­cjach – takimi są koty i my sami – wza­jemnie wpływają na swoje stany znacznie zmniej­szając szanse na jakie­kol­wiek kwantowe dzi­wactwa. Tylko cząstki znaj­du­jące się w izolacji od świata ujaw­niają swoją naturę w pełnej krasie. Stąd blisko do stwier­dzenia, że wszech­świat pozo­staje obser­wa­torem sam dla siebie.

Co zatem z kotem Schrödin­gera? Cóż, człowiek otwie­ra­jący pudło jest zbędny. Nie ma powodu, dla którego futrzak, samą swoją obec­no­ścią nie spo­wo­do­wałby kolapsu kwan­towej fali praw­do­po­do­bień­stwa. 
Literatura uzupełniająca:
J. Gribbin, W poszukiwaniu kota Schrödingera. Realizm w fizyce kwantowej, J. Bieroń, Warszawa 1997;
J. Gribbin, Kotki Schrödingera, czyli poszukiwanie rzeczywistości
, J. Bieroń, Warszawa 1999;
A. Goswami, Bóg jeszcze nie umarł. Co fizyka kwantowa mówi o naszym pochodzeniu, przeł. B. Kotarski, Białystok 2015;
S. Ziemiański, Filozoficzne implikacje ortodoksyjnej teorii kwantów, Fac. Philos. SJ, t. 3, Kraków 1998.
podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • pra­wi­cowy

    Autor mąci w głowach nową religią jaką staje się nauka. Mecha­nika kwantowa to dziurawa teoria którą fizycy tłumaczą w coraz bardziej cudaczny sposób. Cząstka znajduje się w dwóch miej­scach na raz, kot jest żywy i martwy, czą­steczki magicznie splątane. Wracamy do legend i bajek.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Konrad

      Niestety w tym problem, że mecha­nika kwantowa dziurawa nie jest. To bardzo spójny aparat mate­ma­tyczny, który nie­zwykle dokładnie opisuje zacho­wania czą­ste­czek. Od niemal 100 lat nie­zli­czoną ilość razy obli­czenia mecha­niki kwan­towej spraw­dziły się do n-tego miejsca po prze­cinku z wynikami eks­pe­ry­mentów. Ona po prostu działa i nie da się tego igno­rować.
      I teraz z jednej strony te eks­pe­ry­menty dają wyniki, które są kom­pletnie nie­zgodne z naszą makro­sko­pową logiką. A z drugiej strony mecha­nika kwantowa w ogóle nie wyjaśnia „dlaczego” tak się dzieje – opisuje liczbowo fakty, a nie ich przy­czyny.
      I to otwiera pole do inter­pre­tacji. Niektóre z tych inter­pre­tacji są fak­tycznie dzi­waczne (wg naszego zdrowego rozsądku). Ale to tylko dlatego, że równie „dzi­waczne” jest zacho­wanie kwan­to­wych czą­ste­czek.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • m

        Proszę nie karmić trolla.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • ja

        Czyli ciebie?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • ja ale inny

        To był właśnie lewicowy troll, wszak to lewica właśnie nie docenia rozumu i godności czło­wieka. Także defi­ni­tywnie- to był troll

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • trzeź­wy­Józek

        To, że jest to spójny aparat mate­ma­tyczny, to fakt, ale …

        Napi­sałeś też inne ważne zdania:

        A z drugiej strony mecha­nika kwantowa w ogóle nie wyjaśnia „dlaczego” tak się dzieje – opisuje liczbowo fakty, a nie ich przy­czyny.
        … obli­czenia MK spraw­dziły się do n-tego miejsca po prze­cinku z wynikami eks­pe­ry­mentów …

        i dalej o dzi­wac­twach i inter­pre­ta­cjach w MK …

        W fizyce sam aparat mate­ma­tyczny, to jednak za mało. Ważne jest rozu­mienie zjawisk fizycz­nych.

        Pewnie Cię zdziwi, jak powiem, że teoria helio­cen­tryczna i geo­cen­tryczna są sobie mate­ma­tycznie rów­no­ważne. Obie opisują to samo i mate­ma­tycznie dają dokładnie to samo do n-tego miejsca po prze­cinku. Różnią się tylko wzorami.
        Nie tworzą jednak praw fizyki ciał nie­bie­skich, tylko pozwa­lają je opisać – jedna dość prosto i przej­rzy­ście, a druga w sposób zawiły i „nie­in­tu­icyjny”.

        Czy to nie daje dużo do myślenia, skąd tyle inter­pre­tacji w MK i dlaczego wciąż powstają nowe ?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Grzegorz Konrad Marek

      Prawacka logika urojona zawsze na propsie!
      Dodałbym jeszcze że gra­wi­tacja nie istnieje bo nikt jej nie widział.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • trzeź­wy­Józek

        Z tą gra­wi­tacją byłbym ostrożny.
        Jak dotych­czas, naukowcy nie pora­dzili sobie z gra­wi­tacją i dalej mają duży problem z wyja­śnie­niem jej natury. Mecha­nika kwantowa dobrze opisuje oddzia­ły­wania w świecie mikro, jednak kom­pletnie zawodzi jeśli chcemy objaśnić dzia­łanie gra­wi­tacji. A gra­wi­tacja to jeden z fun­da­mentów teorii względ­ności.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • trzeź­wy­Józek

    trzeź­wy­Józek

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • trzeź­wy­Józek

    O dawna
    dręczą mnie wąt­pli­wości w zakresie tej super­po­zycji stanów kwan­to­wych, która została tu w artykule przy­wo­łana, i jak dotąd nie mogę się z nimi uporać. A w mecha­nice kwan­towej wystę­puje ona jako pewnik. Lecz czy ta super­po­zycja stanów kwan­to­wych naprawdę fizycznie istnieje ? Odnoszę wrażenie, iż jest to tylko sprytny zabieg myślowy w zało­że­niach, żeby pode­przeć nie do końca jasną
    teorię ? A czy Wy nie macie podob­nych wąt­pli­wości ?

    A może znacie jakieś doświad­czenia, które rze­czy­wi­ście i jed­no­znacznie wskazują, i potwier­dzają,
    że super­po­zycja stanów kwan­to­wych, w rozu­mieniu mecha­niki kwan­towej fak­tycznie
    istnieje ?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • trzeź­wy­Józek

      Ale flauta – nikt nie ma żadnych wąt­pli­wości ? Czy wszystko jest takie jasne i oczy­wiste ?
      Pozwolę więc sobie rozwinąć moje wąt­pli­wości odnośnie tego zagad­nienia.

      Przy­gląd­nijmy się więc jeszcze raz tej super­po­zycji. To przecież jeden z filarów inter­pre­tacji kopen­ha­skiej. Czy na pewno jest taki oczy­wisty ? Oznacza ona jed­no­czesne wystę­po­wanie cząstek w dwóch lub nawet więcej stanach. Czy zasta­na­wia­li­ście się skąd się wzięła super­po­zycja w mecha­nice kwan­towej ?
      Zanim jednak zasta­no­wimy się co to pojęcie „super­po­zycja” tak naprawdę oznacza w samej MK, przyj­rzyjmy się co w ogóle oznacza słowo super­po­zycja.
      W mate­ma­tyce „super­po­zycja” jest to złożenie, czyli funkcja zwra­ca­jąca wartość pewnej funkcji w punkcie zadanym za pomocą innej. Możemy to tak zapisać: h(x) = g(f(x)).
      wg „Wiki­pedii” czytamy:
      W fizyce okre­ślenie „super­po­zycja” oznacza zazwy­czaj złożenie dwóch lub więcej roz­wiązań równań pola (np. równania falowego), także będące roz­wią­za­niem. Zabieg super­po­zycji stosuje się na przykład po to, by z prostych roz­wiązań równania zbudować roz­wią­zanie złożone, speł­nia­jące okre­ślone warunki brzegowe. Nie odbiega to od defi­nicji mate­ma­tycznej.
      I dalej czytamy:
      Zasada super­po­zycji dla fal mówi, że wypad­kowe zabu­rzenie w dowolnym punkcie obszaru, do którego docie­rają dwie fale tego samego rodzaju, jest sumą alge­bra­iczną zaburzeń wywo­ła­nych w tym punkcie przez każdą falę z osobna. Kon­se­kwencją zasady super­po­zycji fal jest inter­fe­rencja fal, czyli zjawisko powsta­wania nowego, prze­strzen­nego rozkładu ampli­tudy fali (wzmoc­nienia i wyga­szenia) w wyniku nakła­dania się (super­po­zycji) dwóch lub więcej fal.
      W mecha­nice kwan­towej mówi się nato­miast o super­po­zycji stanów kwan­to­wych.
      I wszystko byłoby jasne i logiczne, gdyby nie to, że twórcy MK w wersji inter­pre­tacji kopen­ha­skiej, wyde­du­ko­wali (trudno pojąć skąd ?), że w MK super­po­zycja to inaczej wystę­po­wanie cząstki w wielu stanach JEDNOCZEŚNIE. Czyli, że kot jest jed­no­cze­śnie i żywy, i martwy (jest mie­sza­niną życia i śmierci) dopóki nie otwo­rzymy pudełka. Jak widać, już samo rozu­mienie tego pojęcia w MK jest zupełnie czymś innym, niż w fizyce i mate­ma­tyce. Z jednej strony prawa fizyki falowej niosące takie zjawiska jak dyfrakcja, inter­fe­rencja fal, będące efektem super­po­zycji fizycznej, a z drugiej przy­pi­suje się cząstkom / falom jakieś dodat­kowe dziwne, poza falowe cechy powo­du­jące „ist­nienie w wielu stanach
      jed­no­cze­śnie”. Czy jedno nie przeczy drugiemu ?
      Inter­pre­tacja kopen­haska mówi przy tym, że w skali mikro­świata realność powstaje dopiero w chwili pomiaru i jest to nie­pod­wa­żalna (!) cecha rze­czy­wi­stości mikro­świata. Czyli, jak nie mierzymy to jest fala, jak mierzymy, to jest cząstka. Na jakiej pod­stawie tak się twierdzi, że jest to nie­pod­wa­żalna cecha rze­czy­wi­stości – trudno pojąć. Nie­którzy powia­dają tak jest i już.
      Super­po­zycja w fizyce kla­sycznej dodaje fizycznie wartości np. w postaci wzmoc­nienia / wyga­szanie fal (inter­fe­rencja). Nato­miast w MK super­po­zycja utrzy­muje cały układ na jed­na­kowym poziomie, aż do momentu, gdy nie nastąpi redukcja (tzw. kolaps). Twierdzi się przy tym, że kolaps auto­ma­tycznie redukuje wie­lo­stan do kon­kret­nego stanu w chwili pomiaru czy obser­wacji, a przecież logiczną kon­se­kwencją takiej inter­pre­tacji jest, iż ta redukcja wyklucza jed­no­cze­śnie moż­li­wość doświad­czal­nego potwier­dzenia tezy, że super­po­zycja rze­czy­wi­ście istnieje. Nie można więc doświad­czalnie spraw­dzić i potwier­dzić ist­nienia super­po­zycji. Dowodów na to nie ma, bo być nie może. Czy więc nie jest to dziwne, że z takim uporem zapewnia się o jej ist­nieniu ?
      W inter­pre­tacji kopen­ha­skiej równanie mate­ma­tyczne Schrödin­gera traktuje się nawet, jako „dowód” na super­po­zycję stanów, gdyż w chwili pomiaru nastę­puje tzw. kolaps funkcji falowej – równanie ze złożonej wie­lo­sta­nowej i oscy­la­cyjnej postaci prze­chodzi do prost­szej postaci, i dalej opisuje już tylko jeden stan kwantowy. Super­po­zycja stanów kolap­suje do stanu mie­rzo­nego (obser­wo­wa­nego), a nie­ob­ser­wo­wany składnik bez­pow­rotnie znika.
      Wzór mate­ma­tyczny został dobrze dobrany do pre­zen­to­wanej inter­pre­tacji, bo funkcja raz ma cha­rakter wie­lo­sta­nowy, a za chwile jed­no­sta­nowy, ale czy z tego wynika, że mate­ma­tyka tworzy świat fizyczny ?
      Jest to przecież jednak dalej TYLKO zabieg mate­ma­tyczny, a nie zjawisko fizyczne. Czy to, że obli­czenia spraw­dzają się i potwier­dzają wiele zjawisk fizycz­nych oznacza, że INTERPRETACJA fizyczna tych obliczeń jest właściwa ? Mate­ma­tyka nie tworzy zjawisk – ona je przecież TYLKO opisuje.
      Ponawiam więc pytanie – czy więc ta super­po­zycja stanów naprawdę istnieje, czy może jest to tylko wir­tu­alny twór, który nie znajduje odzwier­cie­dlenia w rze­czy­wi­stości, a wynika jedynie z nad­in­ter­pre­tacji opisu mate­ma­tycz­nego ?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sta­ni­sław Mił­kowski

        W kla­sycznej fizyce falowej dwie fale inter­fe­rują ze sobą i nie ma w tym nic dziwnego. Tylko, że nie da się tego odnieść do mecha­niki kwan­towej dlatego, że tu inter­fe­ruje ze sobą jedna cząstka (elektron, foton) czyli taka cząstka musi być sumą swoich stanów. To właśnie stoi za ideą super­po­zycji. Mate­ma­tyczne wzory, sto­so­wane przedtem dla wielu obiektów fizycz­nych, mają w mecha­nice kwan­towej zasto­so­wanie dla obiektu poje­dyn­czego.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • tessa

    Cyt.:”Kwestia obser­wa­tora zostaje zni­we­lo­wana faktem ist­nienia każdego moż­li­wego sce­na­riusza wydarzeń.”

    To nie tak. Kwestia obser­wa­tora nigdy nie zostaje zni­we­lo­wana. W teorii wie­lo­światów obser­wator nadal jest bardzo istotny, bowiem to właśnie obser­wator wybiera, w którym z tych wielu światów się znajdzie lub inaczej mówiąc, którego z tych wielu światów doświadczy/przeżyje. Na tym właśnie polega według wielu fizyków kwan­to­wych jak i wielu wielkich filo­zofów Wschodu kre­owanie rze­czy­wi­stości. Poprzez ocze­ki­wanie kon­kret­nych rezul­tatów i obser­wo­wanie nie­za­ist­niałej jeszcze mate­rialnej rze­czy­wi­stości z kon­kretną intencją wobec niej, powo­du­jemy, że tak zwana ‚rze­czy­wi­stość’ zaczyna się tworzyć i układać według naszych ocze­kiwań i intencji (zarówno tych świa­do­mych jak i pod­świa­do­mych! Przy czym ocze­ki­wania pod­świa­dome są wie­lo­krotnie sil­niejsze od tych pocho­dzą­cych ze świa­do­mości, ponieważ podszyte są emocjami. A jak wiadomo emocje to jedna z naj­sil­niej­szych, kreu­ją­cych energii we Wszech­świecie). Polecam poczytać lub obejrzeć wykłady takich fizyków jak Dr. Joe Dispenza lub Gregg Braden.

    „Świat jest taki, jaki myślisz, że jest” jak to powia­dają Kahuni.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale ja nie pisałem w tym frag­mencie o pomy­słach Bradena czy innego Goswa­miego lecz o naukowej hipo­tezie Wignera. Polecam poczytać lite­ra­turę uzu­peł­nia­jącą (oczy­wi­ście bez Goswa­miego, którego dzieło swojego czasu recen­zo­wałem). O ile pamiętam, u Wignera każdy z oddzie­la­ją­cych się mul­ti­światów pozo­staje nie­za­leżny i tak samo ważny. Żadne „intencje” czy „emocje” nie odgry­wają tu roli.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • tessa

        „O ile pamiętam, u Wignera i Everetta każdy z oddzie­la­ją­cych się
        mul­ti­światów pozo­staje nie­za­leżny i tak samo ważny. Żadne „intencje” czy
        „emocje” nie odgry­wają tu roli.”
        Ależ oczy­wi­ście, że każdy z rów­no­le­głych światów jest nie­za­leżny i tak samo ważny, niemniej jednak nie wyklucza to ist­nienie obser­wa­tora- umysłu, który pomiędzy tymi wie­lo­świa­tami się „prze­mieszcza” lub uczest­niczy w nich jed­no­cze­śnie.

        „Bądźmy poważni. Już wystar­czyło mi recen­zo­wanie Goswa­miego, który w 
        swoim dziele przed­stawił wiele świa­tłych pomysłów, ale pomylił pojęcie
        domysłu z dowodem i naukę z bajaniem.”
        No cóż, widzę, że porusza się pan jedynie w świecie materii. Szkoda, bo nie tylko ona istnieje, o ile w ogóle istnieje, a nie jest jedynie złu­dze­niem dla naszych pry­mi­tyw­nych zmysłów.
        Już sam Einstein wiedział, że aby poznać choć trochę dzia­łanie Wszech­świata należy wyjść poza mate­rialne jego postrze­ganie. Ale Einstein miał w sobie wiele pokory i wiedział, że nie wszystko co nas otacza można wytłu­ma­czyć za pomocą szkiełka i oka.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Oczy­wi­ście bo nie trafiłem dotąd na prace naukowe dowo­dzące, że istnieje „coś” więcej. Dlatego też umysł pokorny powinien raczej przyjąć za pewnik to co ma w garści, a już na pewno nie kierować się takim myśle­niem jakie jest dla niego wygodne. A za takie coś uważam nie­uza­sad­nione sta­wianie na pie­de­stale ludz­kiego umysłu, jako elementu kre­acyj­nego, realnie wpły­wa­ją­cego na wszech­świat. To mnożenie bytów, two­rzenie własnej wizji rze­czy­wi­stości.

        I na pewno Albert Einstein w żadnej naukowej pracy nie posunął się tak daleko. Jeśli się mylę, poproszę o źródła. Mógł teo­re­ty­zować w publi­ka­cjach filo­zo­ficz­nych (których stworzył od groma, często sobie prze­czą­cych), ale oddzie­lajmy grubą kreską filo­zofię od fizyki.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • tessa

        „bo nie trafiłem dotąd na prace naukowe dowo­dzące, że istnieje „coś” więcej.”
        Widzę, że Pan ślepo wierzy naukowcom pomimo, iż już niejeden raz, niejeden naukowy dowód był w historii tego świata obalany. Zatem czy można naukowcom ufać? Przecież wie­lo­krotnie jest tak, że naukowo udo­wad­niane teorie są sobie prze­ciw­stawne. Co grupa naukowców, to inna teoria i dowody.
        Ja niczego nie odrzucam, ani niczego nie przyj­muję za pewnik, a już na pewno nie wierzę swoim ułomnym, fizycznym, ludzkim pięciu zmysłom. Pan nie docenia wartości swojego szóstego zmysłu, który to nigdy nie zawodzi. Pytanie tylko czy go Pan używa.

        „Cytując Sagana: „Moim zdaniem o wiele lepiej jest rozumieć wszech­świat
        takim jaki jest naprawdę, niż udawać, że jest taki, jaki byśmy chcieli
        żeby był”.”

        A jaki Wszech­świat jest naprawdę? Ktoś, kto twierdzi, że wie jaki jest Wszech­świat pokory w sobie zde­cy­do­wanie nie ma.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        I zeszliśmy w ten sposób z poziomu argu­men­tacji do ładnie brzmią­cych haseł; od nauki do właśnie filo­zofii i retoryki.

        „Widzę, że Pan ślepo wierzy naukowcom pomimo, iż już niejeden raz, niejeden naukowy dowód był w historii tego świata obalany. Zatem czy można naukowcom ufać? Przecież wie­lo­krotnie jest tak, że naukowo udo­wad­niane teorie są sobie prze­ciw­stawne. Co grupa naukowców, to inna teoria i dowody”.

        Tak, po stokroć tak! I proszę nie udawaj, że włą­czając komputer, wsia­dając do samolotu lub wchodząc do windy – przyj­mu­jesz inne myślenie. Sporo osób próbuje psioczyć na naukę wska­zując na jej rzekomą ułomność, ale tak naprawdę wybie­rają sobie drobny wycinek, udając że z osią­gnięć nauki nie korzy­stają w każdej sekun­dzie swoich codzien­nych doświad­czeń.

        A czy powstają różne hipotezy, czy teorie ulegają obaleniu (czy raczej reformom)? OCZYWIŚCIE. Przecież to warunek sine qua non zaist­nienia metody naukowej. To nie słabość, żaden defekt a główna cecha nauki, z której korzy­stamy od około 200 lat i która dziwnym trafem dała ludz­kości rakie­to­wego kopa na drodze postępu. Po więcej prze­my­śleń na ten temat odsyłam do swoich tekstów meto­do­lo­gicz­nych: http://www.kwantowo.pl/2016/02/01/hipoteza-to-nie-teoria-zapamietaj/ czy http://www.kwantowo.pl/2015/11/28/metodologiczny-dekalog-naukowca/ Notabene, ta rozmowa bardziej pasuje do ich treści niż do artykułu powyż­szego.

        „A jaki Wszech­świat jest naprawdę? Ktoś, kto twierdzi, że wie jaki jest Wszech­świat pokory w sobie zde­cy­do­wanie nie ma”.

        No właśnie. Czy ktoś z nas obu uważa, że wie jaki wszech­świat naprawdę (co to u licha znaczy?) jest? Ja na pewno nie, bo metoda naukowa pozwala mi jedynie na kon­fir­mację pewnego wycinka rze­czy­wi­stości. Twój komen­tarz, zdaje się suge­rować, że jesteś wypo­sa­żony w dodat­kowy zmysł umoż­li­wia­jący odkry­wanie wyższej prawdy i to bez prze­pro­wa­dzenia żmudnego procesu dowo­do­wego. Nie licy­to­wałbym się zatem na pokorę.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Już popra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jerry

    Czy stan super pozycji można zasto­sować do poten­cjalnej dziew­czyny na ulicy, która jed­no­cze­śnie na nas leci i nie leci, ale żeby się o tym prze­konać, musimy podejść i zagadać, żeby się o tym niejako prze­konać, czyli de facto dokonać pomiaru… :)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Agata

      Chyba nie, takie zało­żenie przy­po­mina paradoks EPR. W twoim przy­kła­dzie ustalony już wcze­śniej gust dziew­czyny decyduje o tym, czy „leci” czy „nie leci” na ciebie i nie ma on nic wspól­nego z twoją obser­wacją.

      Super pozycję raczej można porównać do dziew­czyny z dwiema nie­za­leż­nymi, zmie­nia­ją­cymi się losowo oso­bo­wo­ściami. Jedna oso­bo­wość „leci” na ciebie, inna nie, ale czy ta jedna kon­kretna DZIEWCZYNA (która ma dwie oso­bo­wości) „leci” czy „nie leci” na ciebie dowiesz się dopiero jak ją spytasz – przy pomiarze.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0