Żadne zwierzę nie zrobiło takiej kariery w świecie nauki jak wyimaginowany półżywy-półmartwy kot Erwina Schrödingera. Większość z was nie słyszała jednak o przedłużeniu sławnego eksperymentu myślowego, autorstwa innego noblisty, Eugena Wignera.

Wsadźmy sierściucha do pudełka

Jeżeli czytacie regu­lar­nie Kwantowo, to na pewno wiecie o co z tym całym kotem chodzi (zob.: tutu), dla reszty zaś już śpieszę z krótkim obja­śnie­niem. Wybitny austriacki uczony Erwin Schrödin­ger, wymyślił brutalne w formie, hipo­te­tyczne doświad­cze­nie z kotem w roli głównej. Zamysł polegał na zamknię­ciu Mruczka w jednym pojem­niku wraz z wymyślną pułapką. Jej mecha­nizm miał opierać się o jeden atom, który jak powszech­nie wiadomo, prędzej czy później musi ulec roz­pa­dowi. Żeby było bardziej wido­wi­skowo, rozpad powo­do­wałby uwol­nie­nie trucizny uśmier­ca­ją­cej czwo­ro­noga. Haczyk? Nikt nie wie kiedy atom “posta­nowi” się rozpaść.

Po cóż fizyk głowił się nad kar­ko­łom­nym eks­pe­ry­men­tem? Otóż, był to czas two­rze­nia zrębów mecha­niki kwan­to­wej i odkry­wa­nia jej kolej­nych impli­ka­cji. Naukowcy w prze­wa­ża­ją­cej części byli zgodni co do tego, że życiem cząstek i atomów rządzą zasada nie­ozna­czo­no­ści i super­po­zy­cja. Nie możemy z abso­lutną dokład­no­ścią określić ani poło­że­nia cząstki ani terminu jej rozpadu, a co naj­waż­niej­sze, jed­no­cze­śnie nie mamy prawa mówić o stanie cząstki bez doko­na­nia pomiaru. W mikro­świe­cie obiekt może pozo­sta­wać w super­po­zy­cji, czyli więcej niż jednym stanie naraz, dopóki ktoś nie dokona aktu obser­wa­cji. I to mierziło Schrödin­gera. W wymy­ślo­nej przez niego sytuacji, atom który się rozpada i nie rozpada naraz, pozo­staje rów­no­znaczny z jed­no­cze­śnie żywym i martwym kotem. Kto więc do diaska jest obser­wa­to­rem? Kto sprawia, że cząstka wybiera kon­kretny stan, decy­du­jąc o życiu pupila? 
kotek schrodingera3

Przyjaciel Wignera

Szpila wie­deń­skiego pro­fe­sora uwierała i nadal uwiera teo­re­ty­ków. Kota wkrótce posta­no­wił wyko­rzy­stać (biedne zwierzę) do swoich celów inny wielki fizyk. Uro­dzo­nego w Buda­pesz­cie Eugena Wignera możecie kojarzyć jako współ­twórcę pierw­szego reaktora jądro­wego, jak i eks­cen­trycz­nego piewcę nie­sza­blo­no­wych inter­pre­ta­cji efektów kwan­to­wych. Noblista rozwinął pomysł swojego kolegi (wspólna młodość w Berlinie…), pytając dlaczego jego rozu­mo­wa­nie miałoby ogra­ni­czać się tylko do kota? Jak usta­li­li­śmy, zło­wiesz­czy nauko­wiec otwiera pudło redu­ku­jąc stan cząstki i zwie­rzaka – a może powin­ni­śmy potrak­to­wać pokój z kotem, pułapką i badaczem jako kolejny pojemnik?

W jednym z warian­tów eks­pe­ry­mentu myślo­wego Wignera, bierze udział on sam oraz ano­ni­mowy przy­ja­ciel. Fizyk wykonuje sidła zgodnie z instruk­cją Schrödin­gera, po czym wychodzi z labo­ra­to­rium pozo­sta­wia­jąc tam swojego zna­jo­mego, który ma otworzyć pudło i spraw­dzić jak miewa się Mruczek. Spójrzmy do czego w praktyce doszło. Pro­mie­nio­twór­czy atom znajduje się w super­po­zy­cji, podobnie jak uwię­ziony w pojem­niku czwo­ro­nóg oraz zamknięty w pokoju kumpel Wignera! Cała kon­fi­gu­ra­cja została związana z losem atomu. Ocze­ku­jący na wieści węgier­ski profesor mógłby stwier­dzić, że atom rozpadł się i nie rozpadł jed­no­cze­śnie, kot jest żywy i martwy, a przy­ja­ciel przeżywa naraz traumę i radość po otwarciu pudełka. Co zabaw­niej­sze, sam Wigner też podlega super­po­zy­cji dopóki nie ujrzą go inni obser­wa­to­rzy. I tak w nie­skoń­czo­ność.
Eugene Wigner w 1944 roku.

Eugene Wigner w 1944 roku (po lewej).

Co jest clou sprawy? Jeżeli przyjąć wigne­row­skie rozu­mo­wa­nie za sensowne, do momentu podzie­le­nia się infor­ma­cją, przy­ja­ciel pozo­staje w super­po­zy­cji kwan­to­wej. Erwin Schrödin­ger pokazał jedynie jak dziwne byłoby prze­rzu­ca­nie praw mecha­niki kwan­to­wej na duże obiekty, tudzież żywe stwo­rze­nia. Wigner był ambit­niej­szy, każąc nam zasta­no­wić się, czy aby efekty kwantowe nie dotyczą również nas samych. Istot świa­do­mych.

Znów ten obserwator

Żeby lepiej zro­zu­mieć kon­se­kwen­cje całej afery, możemy rozważyć prostszą wersję eks­pe­ry­mentu. Po prostu zamiast umę­czo­nego kota, bez­po­śred­nio do pudła z pułapką wsadzimy czło­wieka. Futrzaka trak­to­wa­li­śmy bardzo przed­mio­towo, odbie­ra­jąc mu miano obser­wa­tora. Ale kto, jeśli nie człowiek, miałby być peł­no­praw­nym obser­wa­to­rem, zdolnym do redukcji fali praw­do­po­do­bień­stwa? Jeżeli przy­ja­ciel nie sprawi, że atom przyjmie kon­kretny stan, to ana­lo­gicz­nie do kota Schrödin­gera zostanie kwan­to­wym zombie. To nie­bez­pieczne podej­ście, bo naka­zy­wa­łoby doszu­ki­wa­nia się super­po­zy­cji stanów dosłow­nie wszędzie. Z kolei, jeśli uznamy czło­wieka za jedyny podmiot wymu­sza­jący swą obec­no­ścią kolaps fali, otwo­rzymy furtkę dla całej masy meta­fi­zycz­nych inter­pre­ta­cji rze­czy­wi­sto­ści.

Nie będąc goło­słow­nym przy­wo­łam choćby nazwiska Ludvika Bassa i Amita Goswa­miego. Obaj, na pod­sta­wie teo­re­tycz­nych łami­głó­wek, pro­pa­gują wizję ludzkiej świa­do­mo­ści jako istot­nego czynnika, niejako kreu­ją­cego rze­czy­wi­stość. Jak pisze Goswami: Świa­do­mość to nie­lo­kalna kosmiczna jedność kryjąca się za dwiema lokal­nymi jed­nost­kami w postaci Wignera i jego przy­ja­ciela. Taka kon­cep­cja miałaby raz na zawsze roz­wią­zać wszelkie problemy z obser­wa­to­rem: falę praw­do­po­do­bień­stwa redukuje wspólna, kosmiczna jedność, której frag­men­tami pozo­stają nasze umysły. (Tak przy okazji, jak nie­trudno zauważyć, pomysł uni­wer­sal­nej świa­do­mo­ści roz­wią­zuje też paradoks EPR.)

Ale wróćmy do nauki. Sam Eugene Wigner, idąc za rękę z Hugh Eve­ret­tem, chciał przez swój eks­pe­ry­ment myślowy prze­ko­nać świat nauki do hipotezy wie­lo­światu (zob. tu). Nie wchodząc w szcze­góły, nasza rze­czy­wi­stość miałaby ulegać sys­te­ma­tycz­nemu roz­bi­ja­niu. Otwie­ra­jąc pudło, tworzymy dwa roz­ga­łę­zie­nia wszech­świata: w pierw­szym kot Schrödin­gera mruczy, w drugim leży do góry brzuchem. Kwestia obser­wa­tora zostaje zni­we­lo­wana faktem ist­nie­nia każdego moż­li­wego sce­na­riu­sza wydarzeń.

Królują rzecz jasna bardziej przy­ziemne teorie, których nie da się w krótkim artykule wymienić. Dla przy­kładu warto wspo­mnieć o wciąż młodej kon­cep­cji, igno­ru­ją­cej ideę osobowej świa­do­mo­ści, w zamian kładąc nacisk na zło­żo­ność obiektów w skali makro­sko­po­wej. Poje­dyn­cza cząstka pozo­staje w stanie super­po­zy­cji tak długo jak długo jej na to pozwo­limy, poprzez zapew­nie­nie jej swobody. Jeżeli w eks­pe­ry­men­cie z dwoma szcze­li­nami zaczy­namy “gapić” się na prze­la­tu­jące cząstki, ogra­ni­czamy im pole manewru, redu­ku­jąc ich tra­jek­to­rię. Cząstki zor­ga­ni­zo­wane w dużych kon­fi­gu­ra­cjach – takimi są koty i my sami – wza­jem­nie wpływają na swoje stany znacznie zmniej­sza­jąc szanse na jakie­kol­wiek kwantowe dzi­wac­twa. Tylko cząstki znaj­du­jące się w izolacji od świata ujaw­niają swoją naturę w pełnej krasie. Stąd blisko do stwier­dze­nia, że wszech­świat pozo­staje obser­wa­to­rem sam dla siebie.

Co zatem z kotem Schrödin­gera? Cóż, człowiek otwie­ra­jący pudło jest zbędny. Nie ma powodu, dla którego futrzak, samą swoją obec­no­ścią nie spo­wo­do­wałby kolapsu kwan­to­wej fali praw­do­po­do­bień­stwa. 
Literatura uzupełniająca:
J. Gribbin, W poszukiwaniu kota Schrödingera. Realizm w fizyce kwantowej, J. Bieroń, Warszawa 1997;
J. Gribbin, Kotki Schrödingera, czyli poszukiwanie rzeczywistości
, J. Bieroń, Warszawa 1999;
A. Goswami, Bóg jeszcze nie umarł. Co fizyka kwantowa mówi o naszym pochodzeniu, przeł. B. Kotarski, Białystok 2015;
S. Ziemiański, Filozoficzne implikacje ortodoksyjnej teorii kwantów, Fac. Philos. SJ, t. 3, Kraków 1998.
podpis-czarny
  • pra­wi­cowy

    Autor mąci w głowach nową religią jaką staje się nauka. Mecha­nika kwantowa to dziurawa teoria którą fizycy tłumaczą w coraz bardziej cudaczny sposób. Cząstka znajduje się w dwóch miej­scach na raz, kot jest żywy i martwy, czą­steczki magicz­nie splątane. Wracamy do legend i bajek.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Konrad

      Niestety w tym problem, że mecha­nika kwantowa dziurawa nie jest. To bardzo spójny aparat mate­ma­tyczny, który nie­zwy­kle dokład­nie opisuje zacho­wa­nia czą­ste­czek. Od niemal 100 lat nie­zli­czoną ilość razy obli­cze­nia mecha­niki kwan­to­wej spraw­dziły się do n-tego miejsca po prze­cinku z wynikami eks­pe­ry­men­tów. Ona po prostu działa i nie da się tego igno­ro­wać.
      I teraz z jednej strony te eks­pe­ry­menty dają wyniki, które są kom­plet­nie nie­zgodne z naszą makro­sko­pową logiką. A z drugiej strony mecha­nika kwantowa w ogóle nie wyjaśnia “dlaczego” tak się dzieje — opisuje liczbowo fakty, a nie ich przy­czyny.
      I to otwiera pole do inter­pre­ta­cji. Niektóre z tych inter­pre­ta­cji są fak­tycz­nie dzi­waczne (wg naszego zdrowego rozsądku). Ale to tylko dlatego, że równie “dzi­waczne” jest zacho­wa­nie kwan­to­wych czą­ste­czek.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • m

        Proszę nie karmić trolla.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • ja

        Czyli ciebie?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • ja ale inny

        To był właśnie lewicowy troll, wszak to lewica właśnie nie docenia rozumu i godności czło­wieka. Także defi­ni­tyw­nie- to był troll

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • trzeź­wy­Jó­zek

        To, że jest to spójny aparat mate­ma­tyczny, to fakt, ale …

        Napi­sa­łeś też inne ważne zdania:

        A z drugiej strony mecha­nika kwantowa w ogóle nie wyjaśnia “dlaczego” tak się dzieje — opisuje liczbowo fakty, a nie ich przy­czyny.
        … obli­cze­nia MK spraw­dziły się do n-tego miejsca po prze­cinku z wynikami eks­pe­ry­men­tów …

        i dalej o dzi­wac­twach i inter­pre­ta­cjach w MK …

        W fizyce sam aparat mate­ma­tyczny, to jednak za mało. Ważne jest rozu­mie­nie zjawisk fizycz­nych.

        Pewnie Cię zdziwi, jak powiem, że teoria helio­cen­tryczna i geo­cen­tryczna są sobie mate­ma­tycz­nie rów­no­ważne. Obie opisują to samo i mate­ma­tycz­nie dają dokład­nie to samo do n-tego miejsca po prze­cinku. Różnią się tylko wzorami.
        Nie tworzą jednak praw fizyki ciał nie­bie­skich, tylko pozwa­lają je opisać — jedna dość prosto i przej­rzy­ście, a druga w sposób zawiły i „nie­in­tu­icyjny”.

        Czy to nie daje dużo do myślenia, skąd tyle inter­pre­ta­cji w MK i dlaczego wciąż powstają nowe ?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Grzegorz Konrad Marek

      Prawacka logika urojona zawsze na propsie!
      Dodałbym jeszcze że gra­wi­ta­cja nie istnieje bo nikt jej nie widział.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • trzeź­wy­Jó­zek

        Z tą gra­wi­ta­cją byłbym ostrożny.
        Jak dotych­czas, naukowcy nie pora­dzili sobie z gra­wi­ta­cją i dalej mają duży problem z wyja­śnie­niem jej natury. Mecha­nika kwantowa dobrze opisuje oddzia­ły­wa­nia w świecie mikro, jednak kom­plet­nie zawodzi jeśli chcemy objaśnić dzia­ła­nie gra­wi­ta­cji. A gra­wi­ta­cja to jeden z fun­da­men­tów teorii względ­no­ści.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • trzeź­wy­Jó­zek

    trzeź­wy­Jó­zek

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • trzeź­wy­Jó­zek

    O dawna
    dręczą mnie wąt­pli­wo­ści w zakresie tej super­po­zy­cji stanów kwan­to­wych, która została tu w artykule przy­wo­łana, i jak dotąd nie mogę się z nimi uporać. A w mecha­nice kwan­to­wej wystę­puje ona jako pewnik. Lecz czy ta super­po­zy­cja stanów kwan­to­wych naprawdę fizycz­nie istnieje ? Odnoszę wrażenie, iż jest to tylko sprytny zabieg myślowy w zało­że­niach, żeby pode­przeć nie do końca jasną
    teorię ? A czy Wy nie macie podob­nych wąt­pli­wo­ści ?

    A może znacie jakieś doświad­cze­nia, które rze­czy­wi­ście i jed­no­znacz­nie wskazują, i potwier­dzają,
    że super­po­zy­cja stanów kwan­to­wych, w rozu­mie­niu mecha­niki kwan­to­wej fak­tycz­nie
    istnieje ?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • trzeź­wy­Jó­zek

      Ale flauta — nikt nie ma żadnych wąt­pli­wo­ści ? Czy wszystko jest takie jasne i oczy­wi­ste ?
      Pozwolę więc sobie rozwinąć moje wąt­pli­wo­ści odnośnie tego zagad­nie­nia.

      Przy­gląd­nijmy się więc jeszcze raz tej super­po­zy­cji. To przecież jeden z filarów inter­pre­ta­cji kopen­ha­skiej. Czy na pewno jest taki oczy­wi­sty ? Oznacza ona jed­no­cze­sne wystę­po­wa­nie cząstek w dwóch lub nawet więcej stanach. Czy zasta­na­wia­li­ście się skąd się wzięła super­po­zy­cja w mecha­nice kwan­to­wej ?
      Zanim jednak zasta­no­wimy się co to pojęcie „super­po­zy­cja” tak naprawdę oznacza w samej MK, przyj­rzyjmy się co w ogóle oznacza słowo super­po­zy­cja.
      W mate­ma­tyce „super­po­zy­cja” jest to złożenie, czyli funkcja zwra­ca­jąca wartość pewnej funkcji w punkcie zadanym za pomocą innej. Możemy to tak zapisać: h(x) = g(f(x)).
      wg „Wiki­pe­dii” czytamy:
      W fizyce okre­śle­nie „super­po­zy­cja” oznacza zazwy­czaj złożenie dwóch lub więcej roz­wią­zań równań pola (np. równania falowego), także będące roz­wią­za­niem. Zabieg super­po­zy­cji stosuje się na przykład po to, by z prostych roz­wią­zań równania zbudować roz­wią­za­nie złożone, speł­nia­jące okre­ślone warunki brzegowe. Nie odbiega to od defi­ni­cji mate­ma­tycz­nej.
      I dalej czytamy:
      Zasada super­po­zy­cji dla fal mówi, że wypad­kowe zabu­rze­nie w dowolnym punkcie obszaru, do którego docie­rają dwie fale tego samego rodzaju, jest sumą alge­bra­iczną zaburzeń wywo­ła­nych w tym punkcie przez każdą falę z osobna. Kon­se­kwen­cją zasady super­po­zy­cji fal jest inter­fe­ren­cja fal, czyli zjawisko powsta­wa­nia nowego, prze­strzen­nego rozkładu ampli­tudy fali (wzmoc­nie­nia i wyga­sze­nia) w wyniku nakła­da­nia się (super­po­zy­cji) dwóch lub więcej fal.
      W mecha­nice kwan­to­wej mówi się nato­miast o super­po­zy­cji stanów kwan­to­wych.
      I wszystko byłoby jasne i logiczne, gdyby nie to, że twórcy MK w wersji inter­pre­ta­cji kopen­ha­skiej, wyde­du­ko­wali (trudno pojąć skąd ?), że w MK super­po­zy­cja to inaczej wystę­po­wa­nie cząstki w wielu stanach JEDNOCZEŚNIE. Czyli, że kot jest jed­no­cze­śnie i żywy, i martwy (jest mie­sza­niną życia i śmierci) dopóki nie otwo­rzymy pudełka. Jak widać, już samo rozu­mie­nie tego pojęcia w MK jest zupełnie czymś innym, niż w fizyce i mate­ma­tyce. Z jednej strony prawa fizyki falowej niosące takie zjawiska jak dyfrak­cja, inter­fe­ren­cja fal, będące efektem super­po­zy­cji fizycz­nej, a z drugiej przy­pi­suje się cząstkom / falom jakieś dodat­kowe dziwne, poza falowe cechy powo­du­jące „ist­nie­nie w wielu stanach
      jed­no­cze­śnie”. Czy jedno nie przeczy drugiemu ?
      Inter­pre­ta­cja kopen­ha­ska mówi przy tym, że w skali mikro­świata realność powstaje dopiero w chwili pomiaru i jest to nie­pod­wa­żalna (!) cecha rze­czy­wi­sto­ści mikro­świata. Czyli, jak nie mierzymy to jest fala, jak mierzymy, to jest cząstka. Na jakiej pod­sta­wie tak się twierdzi, że jest to nie­pod­wa­żalna cecha rze­czy­wi­sto­ści — trudno pojąć. Nie­któ­rzy powia­dają tak jest i już.
      Super­po­zy­cja w fizyce kla­sycz­nej dodaje fizycz­nie wartości np. w postaci wzmoc­nie­nia / wyga­sza­nie fal (inter­fe­ren­cja). Nato­miast w MK super­po­zy­cja utrzy­muje cały układ na jed­na­ko­wym poziomie, aż do momentu, gdy nie nastąpi redukcja (tzw. kolaps). Twierdzi się przy tym, że kolaps auto­ma­tycz­nie redukuje wie­lo­stan do kon­kret­nego stanu w chwili pomiaru czy obser­wa­cji, a przecież logiczną kon­se­kwen­cją takiej inter­pre­ta­cji jest, iż ta redukcja wyklucza jed­no­cze­śnie moż­li­wość doświad­czal­nego potwier­dze­nia tezy, że super­po­zy­cja rze­czy­wi­ście istnieje. Nie można więc doświad­czal­nie spraw­dzić i potwier­dzić ist­nie­nia super­po­zy­cji. Dowodów na to nie ma, bo być nie może. Czy więc nie jest to dziwne, że z takim uporem zapewnia się o jej ist­nie­niu ?
      W inter­pre­ta­cji kopen­ha­skiej równanie mate­ma­tyczne Schrödin­gera traktuje się nawet, jako “dowód” na super­po­zy­cję stanów, gdyż w chwili pomiaru nastę­puje tzw. kolaps funkcji falowej — równanie ze złożonej wie­lo­sta­no­wej i oscy­la­cyj­nej postaci prze­cho­dzi do prost­szej postaci, i dalej opisuje już tylko jeden stan kwantowy. Super­po­zy­cja stanów kolap­suje do stanu mie­rzo­nego (obser­wo­wa­nego), a nie­ob­ser­wo­wany składnik bez­pow­rot­nie znika.
      Wzór mate­ma­tyczny został dobrze dobrany do pre­zen­to­wa­nej inter­pre­ta­cji, bo funkcja raz ma cha­rak­ter wie­lo­sta­nowy, a za chwile jed­no­sta­nowy, ale czy z tego wynika, że mate­ma­tyka tworzy świat fizyczny ?
      Jest to przecież jednak dalej TYLKO zabieg mate­ma­tyczny, a nie zjawisko fizyczne. Czy to, że obli­cze­nia spraw­dzają się i potwier­dzają wiele zjawisk fizycz­nych oznacza, że INTERPRETACJA fizyczna tych obliczeń jest właściwa ? Mate­ma­tyka nie tworzy zjawisk — ona je przecież TYLKO opisuje.
      Ponawiam więc pytanie — czy więc ta super­po­zy­cja stanów naprawdę istnieje, czy może jest to tylko wir­tu­alny twór, który nie znajduje odzwier­cie­dle­nia w rze­czy­wi­sto­ści, a wynika jedynie z nad­in­ter­pre­ta­cji opisu mate­ma­tycz­nego ?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

        W kla­sycz­nej fizyce falowej dwie fale inter­fe­rują ze sobą i nie ma w tym nic dziwnego. Tylko, że nie da się tego odnieść do mecha­niki kwan­to­wej dlatego, że tu inter­fe­ruje ze sobą jedna cząstka (elektron, foton) czyli taka cząstka musi być sumą swoich stanów. To właśnie stoi za ideą super­po­zy­cji. Mate­ma­tyczne wzory, sto­so­wane przedtem dla wielu obiektów fizycz­nych, mają w mecha­nice kwan­to­wej zasto­so­wa­nie dla obiektu poje­dyn­czego.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • tessa

    Cyt.:“Kwestia obser­wa­tora zostaje zni­we­lo­wana faktem ist­nie­nia każdego moż­li­wego sce­na­riu­sza wydarzeń.”

    To nie tak. Kwestia obser­wa­tora nigdy nie zostaje zni­we­lo­wana. W teorii wie­lo­świa­tów obser­wa­tor nadal jest bardzo istotny, bowiem to właśnie obser­wa­tor wybiera, w którym z tych wielu światów się znajdzie lub inaczej mówiąc, którego z tych wielu światów doświadczy/przeżyje. Na tym właśnie polega według wielu fizyków kwan­to­wych jak i wielu wielkich filo­zo­fów Wschodu kre­owa­nie rze­czy­wi­sto­ści. Poprzez ocze­ki­wa­nie kon­kret­nych rezul­ta­tów i obser­wo­wa­nie nie­za­ist­nia­łej jeszcze mate­rial­nej rze­czy­wi­sto­ści z kon­kretną intencją wobec niej, powo­du­jemy, że tak zwana ‘rze­czy­wi­stość’ zaczyna się tworzyć i układać według naszych ocze­ki­wań i intencji (zarówno tych świa­do­mych jak i pod­świa­do­mych! Przy czym ocze­ki­wa­nia pod­świa­dome są wie­lo­krot­nie sil­niej­sze od tych pocho­dzą­cych ze świa­do­mo­ści, ponieważ podszyte są emocjami. A jak wiadomo emocje to jedna z naj­sil­niej­szych, kreu­ją­cych energii we Wszech­świe­cie). Polecam poczytać lub obejrzeć wykłady takich fizyków jak Dr. Joe Dispenza lub Gregg Braden.

    “Świat jest taki, jaki myślisz, że jest” jak to powia­dają Kahuni.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale ja nie pisałem w tym frag­men­cie o pomy­słach Bradena czy innego Goswa­miego lecz o naukowej hipo­te­zie Wignera. Polecam poczytać lite­ra­turę uzu­peł­nia­jącą (oczy­wi­ście bez Goswa­miego, którego dzieło swojego czasu recen­zo­wa­łem). O ile pamiętam, u Wignera każdy z oddzie­la­ją­cych się mul­ti­świa­tów pozo­staje nie­za­leżny i tak samo ważny. Żadne “intencje” czy “emocje” nie odgry­wają tu roli.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • tessa

        “O ile pamiętam, u Wignera i Everetta każdy z oddzie­la­ją­cych się
        mul­ti­świa­tów pozo­staje nie­za­leżny i tak samo ważny. Żadne “intencje” czy
        “emocje” nie odgry­wają tu roli.”
        Ależ oczy­wi­ście, że każdy z rów­no­le­głych światów jest nie­za­leżny i tak samo ważny, niemniej jednak nie wyklucza to ist­nie­nie obser­wa­tora- umysłu, który pomiędzy tymi wie­lo­świa­tami się “prze­miesz­cza” lub uczest­ni­czy w nich jed­no­cze­śnie.

        “Bądźmy poważni. Już wystar­czyło mi recen­zo­wa­nie Goswa­miego, który w 
        swoim dziele przed­sta­wił wiele świa­tłych pomysłów, ale pomylił pojęcie
        domysłu z dowodem i naukę z bajaniem.”
        No cóż, widzę, że porusza się pan jedynie w świecie materii. Szkoda, bo nie tylko ona istnieje, o ile w ogóle istnieje, a nie jest jedynie złu­dze­niem dla naszych pry­mi­tyw­nych zmysłów.
        Już sam Einstein wiedział, że aby poznać choć trochę dzia­ła­nie Wszech­świata należy wyjść poza mate­rialne jego postrze­ga­nie. Ale Einstein miał w sobie wiele pokory i wiedział, że nie wszystko co nas otacza można wytłu­ma­czyć za pomocą szkiełka i oka.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Oczy­wi­ście bo nie trafiłem dotąd na prace naukowe dowo­dzące, że istnieje “coś” więcej. Dlatego też umysł pokorny powinien raczej przyjąć za pewnik to co ma w garści, a już na pewno nie kierować się takim myśle­niem jakie jest dla niego wygodne. A za takie coś uważam nie­uza­sad­nione sta­wia­nie na pie­de­stale ludz­kiego umysłu, jako elementu kre­acyj­nego, realnie wpły­wa­ją­cego na wszech­świat. To mnożenie bytów, two­rze­nie własnej wizji rze­czy­wi­sto­ści.

        I na pewno Albert Einstein w żadnej naukowej pracy nie posunął się tak daleko. Jeśli się mylę, poproszę o źródła. Mógł teo­re­ty­zo­wać w publi­ka­cjach filo­zo­ficz­nych (których stworzył od groma, często sobie prze­czą­cych), ale oddzie­lajmy grubą kreską filo­zo­fię od fizyki.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • tessa

        “bo nie trafiłem dotąd na prace naukowe dowo­dzące, że istnieje “coś” więcej.”
        Widzę, że Pan ślepo wierzy naukow­com pomimo, iż już niejeden raz, niejeden naukowy dowód był w historii tego świata obalany. Zatem czy można naukow­com ufać? Przecież wie­lo­krot­nie jest tak, że naukowo udo­wad­niane teorie są sobie prze­ciw­stawne. Co grupa naukow­ców, to inna teoria i dowody.
        Ja niczego nie odrzucam, ani niczego nie przyj­muję za pewnik, a już na pewno nie wierzę swoim ułomnym, fizycz­nym, ludzkim pięciu zmysłom. Pan nie docenia wartości swojego szóstego zmysłu, który to nigdy nie zawodzi. Pytanie tylko czy go Pan używa.

        “Cytując Sagana: “Moim zdaniem o wiele lepiej jest rozumieć wszech­świat
        takim jaki jest naprawdę, niż udawać, że jest taki, jaki byśmy chcieli
        żeby był”.”

        A jaki Wszech­świat jest naprawdę? Ktoś, kto twierdzi, że wie jaki jest Wszech­świat pokory w sobie zde­cy­do­wa­nie nie ma.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        I zeszli­śmy w ten sposób z poziomu argu­men­ta­cji do ładnie brzmią­cych haseł; od nauki do właśnie filo­zo­fii i retoryki.

        “Widzę, że Pan ślepo wierzy naukow­com pomimo, iż już niejeden raz, niejeden naukowy dowód był w historii tego świata obalany. Zatem czy można naukow­com ufać? Przecież wie­lo­krot­nie jest tak, że naukowo udo­wad­niane teorie są sobie prze­ciw­stawne. Co grupa naukow­ców, to inna teoria i dowody”.

        Tak, po stokroć tak! I proszę nie udawaj, że włą­cza­jąc komputer, wsia­da­jąc do samolotu lub wchodząc do windy — przyj­mu­jesz inne myślenie. Sporo osób próbuje psioczyć na naukę wska­zu­jąc na jej rzekomą ułomność, ale tak naprawdę wybie­rają sobie drobny wycinek, udając że z osią­gnięć nauki nie korzy­stają w każdej sekun­dzie swoich codzien­nych doświad­czeń.

        A czy powstają różne hipotezy, czy teorie ulegają obaleniu (czy raczej reformom)? OCZYWIŚCIE. Przecież to warunek sine qua non zaist­nie­nia metody naukowej. To nie słabość, żaden defekt a główna cecha nauki, z której korzy­stamy od około 200 lat i która dziwnym trafem dała ludz­ko­ści rakie­to­wego kopa na drodze postępu. Po więcej prze­my­śleń na ten temat odsyłam do swoich tekstów meto­do­lo­gicz­nych: http://www.kwantowo.pl/2016/02/01/hipoteza-to-nie-teoria-zapamietaj/ czy http://www.kwantowo.pl/2015/11/28/metodologiczny-dekalog-naukowca/ Notabene, ta rozmowa bardziej pasuje do ich treści niż do artykułu powyż­szego.

        “A jaki Wszech­świat jest naprawdę? Ktoś, kto twierdzi, że wie jaki jest Wszech­świat pokory w sobie zde­cy­do­wa­nie nie ma”.

        No właśnie. Czy ktoś z nas obu uważa, że wie jaki wszech­świat naprawdę (co to u licha znaczy?) jest? Ja na pewno nie, bo metoda naukowa pozwala mi jedynie na kon­fir­ma­cję pewnego wycinka rze­czy­wi­sto­ści. Twój komen­tarz, zdaje się suge­ro­wać, że jesteś wypo­sa­żony w dodat­kowy zmysł umoż­li­wia­jący odkry­wa­nie wyższej prawdy i to bez prze­pro­wa­dze­nia żmudnego procesu dowo­do­wego. Nie licy­to­wał­bym się zatem na pokorę.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Już popra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jerry

    Czy stan super pozycji można zasto­so­wać do poten­cjal­nej dziew­czyny na ulicy, która jed­no­cze­śnie na nas leci i nie leci, ale żeby się o tym prze­ko­nać, musimy podejść i zagadać, żeby się o tym niejako prze­ko­nać, czyli de facto dokonać pomiaru… 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Agata

      Chyba nie, takie zało­że­nie przy­po­mina paradoks EPR. W twoim przy­kła­dzie ustalony już wcze­śniej gust dziew­czyny decyduje o tym, czy “leci” czy “nie leci” na ciebie i nie ma on nic wspól­nego z twoją obser­wa­cją.

      Super pozycję raczej można porównać do dziew­czyny z dwiema nie­za­leż­nymi, zmie­nia­ją­cymi się losowo oso­bo­wo­ściami. Jedna oso­bo­wość “leci” na ciebie, inna nie, ale czy ta jedna kon­kretna DZIEWCZYNA (która ma dwie oso­bo­wo­ści) “leci” czy “nie leci” na ciebie dowiesz się dopiero jak ją spytasz — przy pomiarze.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0