Od wczoraj trwa w Waszyng­to­nie wielka kon­fe­ren­cja Humans to Mars Summit 2015 (którą możecie oglądać tutaj). Tym­cza­sem, mądre głowy debatują nad tym czy człowiek w ogóle jest w stanie prze­trwać podróż na sąsied­nią planetę. Wszystko przez niedawną publi­ka­cję prof. Charlesa Limo­liego, w której postra­szył on hipo­te­tycz­nych śmiałków, śmier­tel­nie groźnymi skutkami wie­lo­mie­sięcz­nej wyprawy. Biolog zbom­bar­do­wał myszy cząst­kami, imitując w ten sposób pro­mie­nio­wa­nie kosmiczne, na jakie przez długi czas byliby wysta­wieni astro­nauci. Wynik: w mózgach gryzoni doszło do poważ­nych i nie­od­wra­cal­nych zmian!

Dege­ne­ra­cja den­dry­tów mogłaby dopro­wa­dzić u ludzi do zaników pamięci oraz zaburzeń funkcji poznaw­czych, co oczy­wi­ście jest kata­stro­falną wia­do­mo­ścią dla entu­zja­stów eks­plo­ra­cji kosmosu. O sprawie pisało wiele serwisów, ale więk­szość nie poin­for­mo­wała o ostrej krytyce z jaką już zdążyła spotkać się praca Limo­liego. Głos na ten temat zabrał sam prezes The Mars Society, popu­larny Robert Zubrin. Według niego dawki pro­mie­nio­wa­nia nie miały nic wspól­nego z tym czego fak­tycz­nie doświad­czą astro­nauci podczas wyprawy na Marsa. Emisja na jaką ludzie byliby skazani przez całą misję, została tu sku­mu­lo­wana do zaledwie pół minuty! Myszy “oberwały” około 100 radami na minutę, podczas gdy człon­ko­wie mar­sjań­skiej załogi otrzy­ma­liby zaledwie 1–2 rady mie­sięcz­nie podczas podróży i jakieś pół rada mie­sięcz­nie prze­by­wa­jąc na powierzchni Czer­wo­nej Planety. Zubrin porów­nuje tę sytuację do spo­ży­wa­nia alkoholu: próba wypicia stu kie­lisz­ków wódki w kil­ku­se­kun­do­wych odstę­pach dopro­wa­dzi do szyb­kiego zgonu (dosłow­nie i w prze­no­śni), ale po roz­ło­że­niu tej samej dawki w odpo­wied­nim czasie, nie sprawi orga­ni­zmowi więk­szych pro­ble­mów.

Praw­do­po­dob­nie (zważając na nie­wielki obiek­ty­wizm marzą­cego o Marsie Zubrina) prawda leży gdzieś w pobliżu środka. Na razie możemy być tylko pewni, że poten­cjal­nie niezbyt rzetelny artykuł Limo­liego narobił sporo medial­nego szumu i pewnie rozmnoży scep­ty­ków kosmicz­nych wojaży.
  • Ralax

    Wg mojej wiedzy Zubrin ma cał­ko­witą rację. Dawka roz­ło­żona w czasie jest mniej nie­bez­pieczna niż ta sama kumu­lo­wana w krótkim odstępie czasu. Organizm posiada mecha­ni­zmy napraw­cze DNA które przy odpo­wied­nim daw­ko­wa­niu pro­mie­nio­wa­nia są w stanie naprawić kod gene­tyczny. Zjawisko to wyko­rzy­stuje się w radio­te­ra­pii.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Tak właśnie mi się również zdawało, ale dziwne, że nauko­wiec prze­pro­wa­dza­jący doświad­cze­nie nie wziął tego pod uwagę. Ale może to wina nie­rze­tel­nych pismaków.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • mroczny sedes

      Hmmm, problem w tym, ekipa lecąca gdzie­kol­wiek gdzieś dalej będzie cały czas narażona na pochła­nia­nie kolej­nych dawek pro­mie­nio­wa­nia. Ale do jakie­go­kol­wiek dalszego lotu zostało jeszcze trochę czasu więc można dalej bawić się z tymi myszami. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Tyiu

    Można też jakimiś środkami far­ma­ko­lo­gicz­nymi czy poży­wie­niem ogra­ni­czyć nega­tywne skutki oddzia­ły­wa­nia pro­mie­nio­wa­nia.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • dragonn

    Ziemie z tego co wiem przed tego typu pro­mie­nio­wa­niem chroni pole magne­tyczne, dlatego na orbicie nie ma z tym problemu. To teraz pytanie, czy zamo­co­wa­nie na statku który by leciał na Marsa po prostu elek­tro­ma­gnesu nie roz­wią­zało by problemu? Wydaje mi się że tak, kwestia jest tylko ilości mocy który by była na niego potrzebna.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Drangir

      Elek­tro­ma­gnes, a przede wszyst­kim układ zasi­la­jący tak ener­go­żerne urzą­dze­nie ważyłby bardzo, bardzo dużo, podczas gdy przy takiej wyprawie każdy litr paliwa jest na wagę życia.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • dragonn

        Wiem, ale uważam iż nadal było by to dobre roz­wią­za­nie. A statek na lot na taką odle­głość moim zdaniem powinien być zasilany przez reaktor jądrowy albo ewen­tu­al­nie radio­izo­to­powy gene­ra­tor ter­mo­elek­tryczny. Myślę że taka forma zasi­la­nia dała by radę z takim obcią­że­niem. A kon­struk­cja statku moim zdaniem i tak powinna odbyć się na orbicie składana w czę­ściach.

        Fakt, to zwiększy koszty projektu, ale to jest rzecz moim zdaniem którą warto zrobić od początku “pra­wi­dłowo”.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Nor­th­Pole

    Na jakiej pod­sta­wie twierdzi Pan, że “prawda leży gdzieś w pobliżu środka”?
    To jakaś zmora zatru­wa­jąca media — praw­do­po­środ­kizm.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Na takiej, że Zubrin, choć go bardzo cenię, nie jest w żadnej mierze obiek­tywny. To człowiek będący bardzo wiele zary­zy­ko­wać tylko po to aby ziścić swoje marzenie. I trudno mu się dziwić.

      Nie jestem medium. A poza tym, częściej mi się obrywa gdy stawiam twarde sądy.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Nor­th­Pole

        Dlatego czasem wystar­czy podać fakty i nie szukać na siłę teorii.
        A przy okazji, dzięki za poświę­ca­nie czasu na popu­la­ry­za­cję oko­ło­nau­ko­wych tematów. Mam nadzieję, że pomimo kry­tycz­nych, i nie zawsze spra­wie­dli­wych, uwag czy­tel­ni­ków, będzie Pan nadal wytrwale pisał. Ser­decz­nie pozdra­wiam.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0