Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 41

Szybkie przemyślenia

Głupota na niedzielę: Bo nauczyciel zrobił ze mnie idiotę

3rd Maj '15

Wstrząs jaki wywołał materiał Filipa Chajzera, udowadniającego że spora część młodych Polaków nie potrafi rozpoznać symbolu SS, odczuł bodaj cały rodzimy internet. Spokojnie, nie mam zamiaru pastwić się nad badanymi (to zrobili już inni), lecz podjąć próbę wskazania winnych takiego stężenia ignorancji w społeczeństwie.


Od razu chciałbym zapro­te­stować prze­ciwko poja­wia­jącym się tu i ówdzie oskar­że­niom o zma­ni­pu­lo­wanie mate­riału. Owszem, pro­wa­dzący pokazał nam pewnie co lepsze kawałki, ale ogólna sta­ty­styka (niestety) wcale nie wydaje mi się podej­rzana. Dlaczego? Dosko­nale pamiętam jak, jeszcze w czasach szkol­nych, zało­żyłem się ze znajomym o to, że więk­szość naszych rówie­śników na pewno zna datę roz­po­częcia II wojny świa­towej. Akurat byliśmy na boisku, więc grupę kon­trolną mieliśmy pod ręką. Niestety ponio­słem sromotną klęskę, bo koledzy nie tylko nie potra­fili sko­ja­rzyć 1 września, ale część miała ogromny problem z przy­po­rząd­ko­wa­niem roku wkro­czenia Niemców na tery­to­rium Polski. Po takim doświad­czeniu, dopy­ty­wanie o nazwy Wester­platte, holo­kaustu, godziny „W” czy właśnie SS, byłoby prze­jawem sza­leń­czego opty­mizmu.

Lekcja na całe życie: nigdy nie wątp w ludzką głupotę.

Wśród komen­tarzy do sondy Chajzera pojawiło się zaska­ku­jąco wiele uspra­wie­dli­wień przy­gnę­bia­ją­cego stanu wiedzy mło­dzieży. Tak się akurat zdarzyło, że zde­cy­do­wanie naj­po­pu­lar­niejsza linia obrony naj­bar­dziej mnie znie­sma­czyła i to głównie przez nią w ogóle zabieram teraz głos.

gurwa

Na początek ustalmy jedną rzecz. Jak ktoś zauważył, Nowy Świat, gdzie kręcono program, to ulubiona miej­scówka war­szaw­skiej bohemy tudzież stu­dentów leżącego opodal Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego – według wielu ran­kingów uwa­ża­nego za naj­bar­dziej pre­sti­żową uczelnię w kraju. Zresztą sam fakt podej­mo­wania studiów przez niemal połowę młodego poko­lenia, pozwala domnie­mywać, iż więk­szość pytanych może pochwalić się wyższym wykształ­ce­niem lub przy­najm­niej ma takie aspi­racje. Piszę to aby pod­kre­ślić, że rozmówcy dzien­ni­karza raczej nie skończą „przy łopacie” i będą poszu­kiwać – machając zdobytym w pocie czoła dyplomem – pracy godnej magistra. Sym­pa­tyczne twarze z filmu to więc nie przed­sta­wi­ciele nizin inte­lek­tu­al­nych, a przyszła elita.

Wedle przy­wo­ła­nego komen­tarza, przed­sta­wi­ciele tejże elity są zwol­nieni z posia­dania jakiej­kol­wiek wiedzy, która z jakichś przyczyn nie została wyłożona w szkole. Historyk nie zdążył z mate­riałem? Nie musisz wiedzieć co to takiego ZSRR czy PRL, albo znać jakiegoś Gierka czy innego Jaru­zel­skiego. Geograf nie prze­robił z wami podstaw geologii? Możesz śmiało przyjąć tezę o pustej Ziemi zamiesz­ki­wanej przez rybo­ludzi. Fizyczka była pijana i kazała olać Newtona? Księżyc nie spada to nie spada, na c*** drążyć temat? Jestę magistrę, wystarczy że umiem się podpisać.

Wielu się ze mną nie zgodzi, ale dla mnie to tylko bardzo wygodna wymówka dla własnej igno­rancji. Szkoła od dawna znajduje się pod zma­so­wanym ostrzałem krytyki. Według współ­cze­snych stan­dardów, naj­le­piej aby nauczy­ciel dziecko wychował, zadbał o jego bez­pie­czeń­stwo oraz wbił mu do łba każdą istotną infor­mację. Oczy­wi­ście to wszystko musi osiągnąć podczas 1 lub 2 godzin lek­cyj­nych tygo­dniowo, stosując nowa­tor­skie (czyt. cza­so­chłonne) metody nauczania, znosząc narze­kania uczniów i rodziców (panieee, a po co to?) i egze­kwując wiedzę w taki sposób aby wszyst­kich nie uwalić – bo przypał. Przy tym, wyjąt­kowym nie­taktem byłoby zlecenie obła­do­wanym nauką, umę­czonym mło­dzieńcom, samo­dziel­nego prze­czy­tania tematu z pod­ręcz­nika, nie wspo­mi­nając o jakiejś dodat­kowej lekturze. Żaden problem. Do kompletu brakuje jeszcze tylko zamiany wody w wino.

Wiele można zrzucić na karb źródła całego zła na świecie, czyli programu nauczania. Jest w tym naprawdę sporo racji, ale nawet naj­lepsza reforma nie uzdrowi sytuacji przy obecnej liczbie lekcji. Gdzieś tam inter­nauta bzdurzył, że przez pół roku zmuszano go do kucia o sta­ro­żytnym wscho­dzie. Z własnego bel­fer­skiego doświad­czenia mogę powie­dzieć, że na Mezo­po­tamię z Egiptem łącznie, poświę­ciłem aż… jedną godzinę. Zresztą, materiał jest już i tak poszat­ko­wany do granic absurdu. Polskie śre­dnio­wiecze w nie­któ­rych pod­ręcz­ni­kach wygląda nastę­pu­jąco: Sło­wianie, Mieszko, Chrobry  wielka pustka – Krzyżacy, Jagiełło. A naprawdę trudno obja­śniać dzieje kraju bez zacho­wania cią­głości wydarzeń.  

Z pro­gramem szkolnym jest jak z przy­krótką kołdrą: pod­cią­gniesz za wysoko, to odsło­nisz nogi. Można spełnić marzenie inter­ne­to­wych refor­ma­torów i skon­den­sować całą wiedzę z antyku i śre­dnio­wiecza z aktu­al­nego minimum do minimum absur­dal­nego, ale wtedy spo­dzie­wajmy się podob­nych igno­rantów roz­dzia­wia­ją­cych usta słysząc po raz pierwszy imię Sokra­tesa, Leoni­dasa, Cezara czy Okta­wiana. Za takie roz­wią­zania to ja dziękuję. 


Jestem prze­ciwny tym bardziej, że zwięk­szenie liczby zajęć o historii współ­cze­snej wcale magicznie nie poprawi świa­do­mości uczniów. Niemal na pewno, gdyby zapytać prze­chod­niów o jakąś pod­sta­wową infor­mację z „wał­ko­wanej” sta­ro­żyt­ności czy śre­dnio­wiecza, również by nie błysnęli. Przy­czyna jest pro­za­iczna: mamy to wszystko w głębokim powa­żaniu. Gdybyśmy nie mieli, to żadna reforma edu­ka­cyjna, szkoła czy ogłu­pia­jące media nie prze­szko­dzi­łyby nam w zdobyciu wiedzy. Może gdybyśmy byli parob­kami na XIX-wiecznej wsi, ale nie w świecie z powszechnym dostępem do bibliotek, cza­so­pism nauko­wych i przede wszystkim inter­netu. Tylko wyjąt­kowo leniwe bydle może, choćby z samej cie­ka­wości, nie kliknąć od czasu do czasu czegoś na Wiki­pedii lub obejrzeć jakiegoś doku­mentu na YouTube. Tylko bez­czelne leniwe bydle może ani razu nie prze­kart­kować szkol­nych pod­ręcz­ników (które nosi cały rok w teczce!) i mieć pre­tensje do całego świata o własną głupotę.

Zapewne kieruję tę tyradę do nie­wła­ści­wych osób. Samo to, że czytacie ten tekst i odwie­dzacie Kwantowo, świadczy o waszej chęci samo­do­sko­na­lenia i wewnętrznej potrzebie uzu­peł­niania wiedzy. Z drugiej strony, taka sobie popu­lar­ność blogów popu­lar­no­nau­ko­wych (o książ­kach nie śmiem wspo­mnieć) i niska poczyt­ność dłuż­szych form wypo­wiedzi, świadczy o tym, że jesteśmy gatun­kiem wymie­ra­jącym.

Składam więc apel: Dokształ­cajmy się! Sami, bez oglą­dania się na rodziców, nauczy­cieli, bozię i poli­tyków. I naprawdę, nie uspra­wie­dli­wiajmy swojego lenistwa cudzymi zanie­dba­niami.

podpis-czarny


Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Mare­k4000

    „słysząc po raz pierwszy imię Sokra­tesa, Leoni­dasa, Cezara czy Okta­wiana”
    No ale tak szczerze – to po co mi zna­jo­mość tych postaci? Sorki nikt z nich nie wpływa na moje życie i imie żadnego z nich nie pomoże mi na co dzień ani nie uczyni mnie mądrzej­szym. Po prostu zapy­chanie sobie głowy głu­po­tami.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • krzyszp

      Zapy­chanie sobie głowy „głu­po­tami” to inaczej huma­ni­styka – taki owad, dzięki któremu można pro­wa­dzić inte­re­su­jące dysputy z osobami wykształ­co­nymi…
      To tylko przykład, a postacie z tak dalekiej historii kształ­to­wały świat w którym żyjemy…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Seba­stian Karkut

        „Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne prze­życie.” Dodałbym jeszcze że ci którzy nie znają swojej kultury (muzyka, malar­stwo, lite­ra­tura itp.), tracą ją.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • fronesis

      Marku, jesteś jam­ni­kiem, cho­mi­kiem, paty­cza­kiem? Zakładam, że nie, w takim razie par­ty­cy­pacja w kulturze (w tym wypadku euro­pej­skiej) jest ważnym ele­mentem poru­szania się po świecie. Jeżeli dobrze Ci jako ele­men­towi przyrody to w porządku, ale my jesteśmy takimi spryt­nymi małpami, że doło­ży­liśmy jeszcze kulturę i historię jako element naszego wypo­sa­żenia. Taka spe­cy­fika gatun­kowa. Ja się cieszę, ze dzięki sku­mu­lo­wanej wiedzy pokoleń mogę choć na ulotną chwilę prze­kra­czać moją doraź­ność.
      p.s. Pamiętam jak podczas wizyty w Casa­blance u znajomej rodziny maro­kań­skiej, dałem im album z zdję­ciami z Poznania. Bły­ska­wicznie roz­po­znali, że na dzie­dzińcu Zamku Cesar­skiego w Poznaniu jest kopia fontanny z Alhambry. Co ciekawe nie wiedzą tego moi znajomi z Poznania.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Trias

        Rzucasz fra­ze­sami, ale czy potra­fiłbyś podać kon­kretny przykład realnych korzyści dla kogo­kol­wiek pły­ną­cych z „par­ty­cy­pacji w kulturze”? Panuje pogląd, że to wiedzieć „wypada”, tamto „jest domeną wykształ­co­nego czło­wieka”, a nie znać tego czy owego to po prostu igno­rancja. Sęk jedynie w tym, że to wszystko jest stu­pro­cen­towo arbi­tralne. Ktoś sobie tak ustalił, a jedyne uza­sad­nienie jakie się raz po raz pojawia, to to w stylu, jakiego użyłeś – „aby nie być uznanym za tro­glo­dytę, musisz wiedzieć to czy tamto”. Do mnie, jako umysłu ścisłego*, to po prostu nie prze­mawia.
        Rzecz jasna, nie dotyczy to każdej wiedzy. Cho­ciażby oczy­wistą prawdą jest, że „kto nie zna historii, ten skazany jest na jej powta­rzanie” (acz­kol­wiek i tu można się spierać, na czym zna­jo­mość historii ma polegać – według mnie przede wszystkim na zna­jo­mości przyczyn i skutków; wielu nauczy­cieli nato­miast ponad to stawia zapa­mię­ty­wanie dat i nazwisk).

        *Co bynajm­niej nie oznacza, że śmier­telnie obra­żo­nego na tzw. nauki huma­ni­styczne. Po prostu cechuje mnie typowa dla nauk ścisłych dys­cy­plina myślenia i dlatego nigdy jako satys­fak­cjo­nu­ją­cego uza­sad­nienia nie przyj­muję stwier­dzenia „bo tak”.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Ja tylko się wtrącę z pytaniem: co nazywasz „realną korzy­ścią”? Par­ty­cy­pacja w kulturze nie jest potrzebna do bio­lo­gicz­nego prze­życia, podobnie jak zna­jo­mość loga­rytmów czy try­go­no­me­trii. Przydaje się jednak to funk­cjo­no­wania w spo­łe­czeń­stwie, czymś co odróżnia nas – jak fronesis słusznie napisał – od innych zwierząt. To nie jest frazes, lecz fakt. Weźmy na ten przykład zna­jo­mość historii. Nie chodzi tu przecież wyłącznie o zna­jo­mość faktów per se, lecz właśnie odna­le­zienie się w kulturze. Jeżeli człowiek z wykształ­ce­niem nie wie co znaczy fra­ze­olo­gizm „Kości zostały rzucone” albo „Prze­kro­czyć Rubikon”, to może mieć problem ze zro­zu­mie­niem co się wokół niego dzieje. Druga rzecz to dążenie do zbu­do­wania spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skiego. Tego celu nie da się osiągnąć bez oby­wa­teli poj­mu­ją­cych ota­cza­jący ich kontekst poli­tyczno-kul­tu­rowy. Pełno osób mówi, że taka i owaka wiedza nie jest im potrzebna, ale z wielką chęcią próbują nie­udolnie zabierać głos w debatach publicz­nych i oczy­wi­ście agitować poli­tycznie. Jak kocham fizykę i nauki przy­rod­nicze, tak niestety nie mówią nam one wszyst­kiego o naszej, ziem­skiej rze­czy­wi­stości. Ludzie też są częścią przyrody i nasze twory również zasłu­gują na uwagę.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ezechiel

        „Rzucasz fra­ze­sami, ale czy potra­fiłbyś podać kon­kretny przykład realnych korzyści dla kogo­kol­wiek pły­ną­cych z „par­ty­cy­pacji w kulturze”?”

        Ja mogę. Bent Fly­vbjerg, profesor nauk o zarzą­dzaniu na Cam­bridge (Said Business School) korzysta z Ary­sto­te­lesa (kon­cepcji Fronesis) do opty­ma­li­zo­wania i analizy zarzą­dzania w dużych pro­jek­tach publicz­nych i biz­ne­so­wych.

        Sam fakt, że możemy się ze sobą komu­ni­kować komen­ta­rzami to zasługa nie tylko gra­ma­tyki, ale też zna­jo­mości kon­wencji dyskusji.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Synafia

        Ja jeszcze dodam pod­sta­wową dla każdego korzyść płynącą z wiedzy histo­rycznej – otóż kto zna historię i kulturę swojego kraju czy kręgu cywi­li­za­cyj­nego, ten zwy­czajnie nie daje sobą tak łatwo mani­pu­lować i kitu sobie wciskać. Nie uwierzy pierw­szemu lepszemu poli­ty­kowi obie­cu­ją­cemu gruszki na wierzbie, bo będzie wiedział, ilu już takich poli­tyków od stuleci było i co po nich zostało. Nie uwierzy w łatwy i prosty sposób uzdro­wienia świata, bo będzie wiedział, ile już w życie wcielano utopii i jak to się skoń­czyło. Nie będzie na siłę wyważał drzwi od wieków otwar­tych. Będzie w stanie prze­wi­dzieć możliwe kon­se­kwencje różnych decyzji i działań, bo będzie wiedział, jak takie dzia­łania się w prze­szłości kończyły. Plus lepiej zrozumie własny naród, sytuację geo­po­li­tyczną – bo nic się nie bierze z niczego, a nasza historia do tej pory wpływa na naszą teraź­niej­szość.

        Człowiek bez zna­jo­mości historii, choćby pod­sta­wowej, jest jak człowiek, który zgubił portfel po imprezie, na której urwał mu się film. Kom­pletna pustka. Nawet nie wie, gdzie szukać. Jeśli go znajdzie, to cudem albo gdy ktoś inny zlituje się nad nim i zrobi to za niego. Po prostu – umysłowa bez­rad­ność.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • DarekKie

        Popieram Adama i fronesis …
        Jako (od niedawna, po przerwie) nauczy­ciel przed­miotów ścisłych jestem zde­gu­sto­wany poziomem wiedzy i umie­jęt­ności, zarówno tych ścisłych jak i ogólnej, powie­działbym, wiedzy o cywi­li­zacji – korci mnie by napisać „z której się wywodzą”, ponieważ sfor­mu­ło­wanie „do której należą” wydaje się być nie­upraw­nione. :] /<- smutny uśmiech/
        Darek K.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Soulie

        Abs­tra­hując odrobinę od tematu: dobór fra­ze­olo­gi­zmów przy­pad­kowy? Bo tak mi się rzuciło w oczy, oba przy­to­czone wystę­pują wers po wersie w utworze Bisza:
        „Rzeka przed którą stoję to Rubikon, przejdę przez nią
        Wyssane ze szpiku kości rzucone – jestem bestią”

        i zasta­na­wiałem się, czy nawią­zanie, czy zaska­ku­jący zbieg oko­licz­ności 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Szczerze mówiąc musiałem wygo­oglować kim jest Bisz – tak więc wybór zupełnie przy­pad­kowy :). Akurat dużo ludzi czepia się rzekomo wyso­kiego stężenia antyku na lekcjach historii, to chyba dlatego.

        Ale to dobry przykład. Nawet z muzyki trudno czerpać pełnię przy­jem­ności nie kojarząc pewnych kon­tek­stów.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • fronesis

        Widzisz ja się znam dość dobrze na socjo­logii histo­rycznej i szkole histo­rycznej „Annales”, oni operują pojęciem „longue durée” czyli po naszemu „długie trwanie. w tym ujęciu historia to nie „piana” ode­rwa­nych faktów ale ana­li­zach dłu­go­trwa­łych sys­te­mo­wych procesów, struktur, które utrzy­mują się jako wzory roz­wo­jowe w ciągu historii. Na przykład w Polsce do dziś mamy do czy­nienia z zapóź­nie­niem wyni­ka­jącym z faktu, że w porów­naniu z Europą Zach. zbyt długo trwa­liśmy przy pół­nie­wol­ni­czej pańsz­czyźnie jako modelu roz­wo­jowym. Utrzy­my­wanie 80–90% procent w kondycji nie­wol­ni­czej odbiło się na rozwoju miast, nauki, handlu etc. Jeżeli zadasz sobie trud i poczy­tasz Mało­wista to będziesz widział na „własne oczy” jak struk­tury długiego trwania do dziś orga­ni­zują Ci życie. Innym przy­kładem jest historia kolo­ni­zacji, teraz mam dla Ciebie zagadkę histo­ryczną: co wspól­nego ma sieć kolejek wąsko­to­ro­wych w Wiel­ko­polsce (dawny zabór pruski) z kolo­ni­zacją. Proszę o udzie­lenie odpo­wiedzi za nim sko­men­tu­jesz.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Alicja

    Zgadzam się z tym arty­kułem i to bardzo, jednakże co do cią­głości mate­riału… No to cóż.
    Jestem obecnie w pierw­szej klasie gim­na­zjum i dopiero teraz w maju zaczy­namy śre­dnio­wiecze pomimo dwóch godzin historii tygo­dniowo.
    Jak ja jeszcze zawsze zajrzę sobie do książek, arty­kułów różnych wykra­cza­ją­cych daleko po za temat teraz omawiany to jakbym teraz zapytała mojego rówie­śnika o symbol SS to pewnie też by nie wiedział co to.
    Czemu?
    Bo nie było tego na historii. 

    Serio, 6 klasę zakoń­czy­liśmy na I Wojnie Świa­towej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Przede wszystkim cieszę się, że nawet gim­na­zja­liści trafiają na Kwantowo i korzy­stają z inter­netu do czegoś więcej niż prze­glą­dania śmiesz­nych obrazków :). 

      Zdaję sobie sprawę, że nauczy­ciele – czasem przez złe roz­pla­no­wanie zajęć, czasem wskutek zwykłego pecha – nie mogą zdążyć z mate­riałem. Tym bardziej, że program co jakiś czas się zmienia i trzeba eks­pe­ry­men­tować. I o ile dziecko na poziomie podstawówki/gimnazjum uspra­wie­dliwi się czymś takim – jestem w stanie przyjąć to do wia­do­mości. Jednak dorosły człowiek dążący do wyższego wykształ­cenia, powinien dla własnej ambicji uzu­pełnić pod­sta­wowy zasób infor­macji. Dzi­siejsza dostęp­ność wiedzy jest osza­ła­mia­jąca i wręcz trzeba się powstrzy­mywać aby nie brać wszyst­kiego jak leci. Jeżeli dorosły człowiek, wiedząc o tym, że np. nie ma zie­lo­nego pojęcia o II wojnie świa­towej (nie mówię o żadnych szcze­gó­łach), choćby z własnej cie­ka­wości nigdy nie prze­czytał żadnego arty­ku­liku, notki na Wiki­pedii lub nie obejrzał programu Woło­szań­skiego – to coś z nim nie tak.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Alicja

        To fakt.
        Jak dorosły, wykształ­cony człowiek nie wie takich no… pod­sta­wo­wych rzeczy to już na nauczy­cieli zwalac nie można.
        Czyste lenistwo!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Wi-ne94

        Chodząc do gim­na­zjum trafiłem na wspa­nia­łego nauczy­ciela od Historii, prof. tak potrafił zacie­kawić, nawiązać kontakt i obudzić w czło­wieku chęci pracy, przez co fak­tycznie wiele sie dowie­działem i z czasem trwania gim­na­zjum wie­działem więcej. Przed roz­po­czę­ciem każdej lekcji były „podstawy”, poświę­ca­liśmy na to jakieś 5-7min, lecz co z tego jeśli sam nigdy(prawie) nie poświę­ciłem więcej czasu Historii po szkole,zajęciach, Nastał czas szkoły średniej, gdzie trafiła mi się profesor, która „usypiała” naj­bar­dziej pobu­dliwe dziecko w klasie. Z czego pochła­niana wiedza była jak by znikoma. Naprawdę nie wiem czy cokol­wiek zapa­mię­tałem z tych lekcji i kto­kol­wiek z moich kolegów. Nadal nie poświę­całem czasu na naukę Historii. Mia­no­wicie, gdyby nie Profesor z gim­na­zjum, bym miał dużo większe problemy z kon­ty­nu­owaną nauką w szkole po gim­na­zjalnej i pewnie krucho było by z „pod­sta­wami”. Przyznam byłem leniwy,teraz próbuję nad­ra­biać. Jest więcej takich przy­padków którzy potrze­bują kogoś w pełni kom­pe­tent­nego na sta­no­wisko nauczy­ciela. Nie szukam aprobaty u innych leniwców inter­ne­to­wych, których tu raczej nie znajdę. Zapo­mniał bym, mój dziadek wiele mi prze­kazał wiedzy, którą sam nabył w szkole na temat Historii, całkiem ciekawie opo­wiadał! Jesteśmy tylko ludźmi. Będziemy błądzić i chodzić na skróty. Czego wcale nie popieram, ale tak jest. Jeśli możesz przejść po wodzie na drugą stronę brzegu, wybie­rzesz przej­ście po niej(ten jeden raz) w jakieś 5 minut, czy naukę pływania, która jest cza­so­chłonna (lecz na całe życie)? Teraz jest jasne, że to drugie, ale wtedy jak byłeś dziec­kiem raczej nie pomyślał byś o poświe­ceniu na coś czasu jak po drugiej stronie czeka na Ciebie nagroda, której bardzo pra­gniesz. Przez co omijamy pewne podstawy, a później ciężko znaleźć czas na nad­ro­bienie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://cichyfragles.pl/ Cichy Fragles

    W kwestii for­malnej: materiał Chajzera, jak wszystkie tego typu programy, guzik udo­wadnia. Udo­wodnić cokol­wiek może sondaż na repre­zen­ta­tywnej próbce, a nie gość z mikro­fonem, który pyta o coś kil­ka­dzie­siąt losowych osób na ulicy, a do programu wybiera kilka czy kil­ka­na­ście naj­głup­szych odpo­wiedzi.

    Ale z resztą wpisu niestety trudno się nie zgodzić – ludzkiej głupoty i lenistwa umy­sło­wego nie sposób prze­cenić.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Być może, ręki nie dałbym sobie obciąć. Twierdzę tylko, że moje doświad­czenia pokry­wają się z wynikami sondy i dlatego jestem skory dać im wiarę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://cichyfragles.pl/ Cichy Fragles

        Wiarę to i ja bym dał bez wahania – ale nie mylmy wiary z dowodem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://wojtunik-blog.tumblr.com bigulebu

    Zasu­ge­ruję
    tezę (wziętą z zadu) że to jakiś ludzki mecha­nizm obronny. Mózgow­nica
    zapy­ta­nego znie­nacka człeka zatrza­skuje jakieś bramki i nie pozwala na 
    wydo­bycie pewnych infor­macji. Bo tak w praktyce to nawet jak zapytać
    kogoś ni z gruchy ni z pie­truchy o datę uro­dzenia to ma problem (ja mam,
    a zapew­niam ze znam swoją datę uro­dzenia :P)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://podstawyniemieckiego.pl/ Podstawyniemieckiego.pl

      Hah 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kanclerz

      Gdyby to było pytanie to może ale oni przecież mieli odpo­wiedź tuż przed nosem. Nawet z pod­po­wie­dziami mieli kłopot nie zrzu­całbym tego na stres czy zasko­czenie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://wojtunik-blog.tumblr.com bigulebu

        To tak samo jak oczy­wiste wydają się odpo­wiedzi w fami­lia­dach a to nie powstrzy­muje ludzi przed gadaniem od rzeczy.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Anonim

        Podaję odpo­wiedź:

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://wojtunik-blog.tumblr.com bigulebu

        Jeszcze raz.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • alex

        To jest chyba alpaka, a nie lama.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • alla­dynek

    Myślę, że nie ma co na siłę próbować wszyst­kich pod­ciągać pod jedną linię. Nie­zna­jo­mość historii nie robi z czło­wieka głupka. Nawet jeżeli jest to osoba stu­diu­jąca lub posia­da­jąca tytuł magistra. Bo na tej pod­stawie można wskazać głupotę poprzez poka­zanie np obrazów Salva­dora Dali czy Picassa. Na pewno znajdzie się grupa, która nie będzie miała na ten temat bladego pojęcia. A może zamiast czepiać się kie­runków huma­ni­stycz­nych (historia, sztuka) to coś z nauk ścisłych? Wystarczy się przejść np. po ulicy z wyłącz­ni­kiem róż­ni­cowo-prądowym. Dla wielu osób będą to „korki”! A może: każdy Polak to złota rączka, więc powinien roz­różnić końcówkę śru­bo­kręta PH od PZ (ja spo­tkałem się, że goście będący mecha­ni­kami nie wie­dzieli w czym różnica!). Przy­kładów można mnożyć. Jesteśmy osobami leniwymi? Być może. Ale to nie musi świad­czyć o głupocie. Nie musi także świad­czyć, że nie jesteśmy spe­cja­li­stami w zupełnie innej dzie­dzinie wiedzy i nie zaj­mu­jemy się tematem, który w ogóle nas nie inte­re­suje.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kronos

      Skoro nie inte­re­suje Cię temat 2 wojny świa­towej to możesz nie wiedzieć czym był d-day, nie wiedzieć gdzie walczył Rommel lub nie kojarzyć daty dziennej bitwy pod Sta­lin­gradem. Ale żeby Polak po studiach nie znał symboli zbrod­ni­czych orga­ni­zacji mor­du­ją­cych naszych dziadków? Zary­zy­kuję i powiem że wiele osób po zawo­dówce znałoby odpo­wiedź ale dla osób spę­dza­ją­cych dodat­kowe pięć lat na stu­dio­waniu jest to naj­wy­raź­niej problem.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Eh

        Hmm akurat przy nasy­ceniu wizu­alnym współ­cze­snego świata to nie jest tak dziwnę. Swastykę skojarzy każdy, symbol SS nato­miast nie jest tak szekoro znany wbrew pozorom. Przyznam, że sam musiałem spraw­dzić, jak sły­szałem o tej „aferze” i nie, nie sko­ja­rzyłbym. Widziałem w szkole w pod­ręcz­niku? Może. Ale to było dobrych kil­ka­na­ście lat temu. Wiem czym było SS ale symbolu nie koja­rzyłem. A jakby mnie ktoś na ulicy napadł z kamerą to pewnie i nie wie­działbym jak się nazywam.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ilm

        W zasadzie to nie wiem czy potrze­buje znać, oso­bi­ście znam. Zna ktoś symbol UPA? Też mor­do­wali… Docho­dzimy do miejsca w którym wiedza i nawał infor­macji staję się tak duży, że to co istotne dla osoby „wykształ­conej i światłej” pozo­staje kwestią sporną.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • smagus

    A czy nie­znj­mość takich symboli nie jest dowodem, że ustawa zaka­zu­jącą pro­pa­go­wania symboli nazi­stow­skich przy­niosła skutek i malo kto wie co te symbole ozna­czają?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie. Chyba, że coś się zmieniło i umiesz­czanie symboli w książ­kach i inter­necie w cha­rak­terze edu­ka­cyjnym wypełnia znamiona art. 256 KK. W każdym razie kiedy ja się uczyłem karnego, nic takiego nie miało miejsca.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jędrzej Radomski

    Pewien jegomość* stwier­dził, że za wiedzę którą posiada uczeń odpo­wia­dają w 50% nauczy­ciel i 50% uczeń. I moje krótkie doświad­czenie pokazuje, że coś w tym jest. Choć bardzo lubiłem moją nauczy­cielkę od historii to potra­fiła ona czasami zanudzać na śmierć. Zaś mój imiennik z zamku Chojnik opowiada tak szalenie ciekawie, że nie­za­leżnie co mam do zro­bienia jeszcze, poświęcam mu te 10–15 minut. Z drugiej strony mam to szczę­ście, że staram się poruszać wśród ludzi którzy swojej edukacji jeszcze nie zakoń­czyli I dzięki nim wolę powie­dzieć, że mam do czegoś ambi­wa­lentny stosunek niż „mam na to wy****ne”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Grammar Nazi

      Ambi­wa­lentny to nie „obojętny”, lecz „prze­ciw­stawny” 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • feb

        nie ”prze­ciw­stawny” tylko ”i pozy­tywny i nega­tywny” zmienny

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://kimonibyli.pl Maciej Mar­kowski

      Uważam, że podział 50/50 jest wysoce opty­mi­styczny, a ponadto nie uwzględnia udziału rodziców w procesie edu­ka­cyjnym. Nie ma siły, aby w szkole pod­sta­wowej rodzice nie brali udziału w procesie dydak­tycznym. Cho­ciażby, aby przy­pil­no­wali lekcje były odro­bione. To jest minimum. W Polskiej szkole w ogóle nie zwraca się uwagi na metodykę uczenia się, (nie nauczania, uczenie się). Więc to również leży po stronie rodziców. Podobnie umie­jęt­ność pracy zespo­łowej leży i kwiczy (nie tylko w szkol­nic­twie). Gdyby nie wyjąt­kowi nauczy­ciele w szkole mojego syna, to bym uważał, że do szkoły chodzi się po to aby nauczyć się „życia w spo­łe­czeń­stwie”: jak reagować na cwa­niactwo (innych uczniów i nauczy­cieli), kłamanie itd. Obecny program szkoły jest banalnie prosty – żadna czarna magia, wystarczy dziecko odpo­wiednio zain­te­re­sować (podtykać odpo­wiednie książki, gry, programy tele­wi­zyjne) i wypo­sażyć w aparat jak się uczyć. Wtedy i nauczy­ciel może być kiepski – wystarczy, że ma bacik dys­cy­pli­nu­jący w postaci ocen.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Joe‘John

    Wydaje mi się ta akcja mocno sztuczna (kilka przy­pad­ko­wych osób z ulicy = młodzież w Polsce, tak?), tym bardziej Filip Chajzer i kosmo­po­lici z tvnu w roli „obrońców pamięci histo­rycznej” to już totalna kpina. Autor tego artykuły też się nie popisał (może jest naiwny a może to wszystko pro­wo­kacja 🙂 jeśli sądzi że młodzi ludzie będą „sami z siebie” poznawać historię. Moim zdaniem (w prze­ci­wień­stwie do autora), właśnie potrzebny jest ten „ktoś” kto zarazi pasją, poczu­ciem obo­wiązku zna­jo­mości pewnych faktów, patrio­ty­zmem – od tego głównie jest dom rodzinny, a w następnej kolej­ności szkoła; ojciec, matka, może nauczy­ciel, może starszy kolega, Państwo powinno pro­wa­dzić politykę histo­ryczną, a na pewno nie sprzyja temu ogra­ni­czenie godzin historii w szkole. Jeszcze jedna uwaga odnośnie tych wywodów, że wykształ­ceni, że magistry i w ogóle … przecież taki model życia teraz się promuje, ludzie ze wszech­stronną wiedzą nie są „do niczego potrzebni”, w ogóle historię traktuje się jak dyr­dy­mały, „ważne synku żebyś się uczył tych kodeksów (albo medycyny czy ekonomii) i tylko na tym się skup”, po co tracić czas na jakąś historię, z tego nie chleba nie będzie… Zresztą przykład idzie z góry jeśli pre­zy­dent historyk opowiada jakieś bania­luki o żoł­nier­zach wyklę­tych (to znaczy co – też mu się nie chciało uczyć, nie przy­go­tować się?). Świata już pewnie nie zmienimy, dlatego tym bardziej uważam, że dom rodzinny i szkoła to naj­od­po­wied­niejsze miejsce do pro­pa­go­wania pewnej wiedzy i wartości, to są efekty polityki mul­ti­kulti która nasta­wiono jest wrogo do historii naro­dowej, to nie jest trendy w tym systemie. Tak na mar­gi­nesie, słowa „bez­czelne, leniwe bydle” to po prostu chamstwo i jeśli autor sili się na inte­lek­tu­alistę a używa takiego języka to sam się dys­kre­dy­tuje. Na koniec pro­po­nuję zapytać kiedyś tak na wyrywkę Filipa Chajzera o jakieś podstawy z historii XX wieku, może o datę agresji radziec­kiej na Polskę? Pozdra­wiam Józek, PS – żeby mnie ktoś źle nie zro­zu­miał, nie uspra­wie­dli­wiam lenistwa, ale my jako starsze poko­lenie powin­niśmy przy­najm­niej próbować prze­kazać pewną wiedzę i wartości.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Praw­do­po­dobnie żadnego con­sen­susu nie osią­gniemy, bo prak­tycznie nie zgadzasz się ze wszystkim od pierw­szego do ostat­niego zdania. Ale spróbuję odpo­wie­dzieć.

      „kilka przy­pad­ko­wych osób z ulicy = młodzież w Polsce, tak?”
      Ale coście się tak nie­którzy przy­cze­pili samej sondy? Wyniki IMO są jak naj­bar­dziej wia­ry­godne, ale nie o to tu chodzi. Tematem tekstu jest sposób uza­sad­niania igno­rancji, reszta to tylko tło, które dało okazję do rozważań.

      „Autor tego artykuły też się nie popisał (może jest naiwny a może to wszystko pro­wo­kacja 🙂 jeśli sądzi że młodzi ludzie będą „sami z siebie” poznawać historię.”

      Wiele razy na blogu wprost przy­zna­wałem się do naiw­ności i ufności w ludzką potrzebę dążenia do prawdy i wiedzy. I nadal naiwnie będę sądził, że taka potrzeba jest w każdym z nas zako­rze­niona, tyle tylko, że czę­sto­kroć pozo­staje zagłu­szona. Na szczę­ście jednak wciąż spora liczba ludzi chce samo­dzielnie poznawać różne dzie­dziny wiedzy i nie szuka żadnych wymówek. To co dalej piszesz jest cał­ko­witą prawdą, ale nic nie wnosi. Rola rodziców, szkoły, patrio­tyzmu – to oczy­wi­stości. Ale dlaczego ma to być pełne, wręcz nie­skoń­czone uspra­wie­dli­wienie? Gdy jesteś dziec­kiem, rze­czy­wi­ście bez mentora możesz sobie nie poradzić. Ale dlaczego dorośli ludzie kie­ru­jący swoje kroki na uczelnię wyższą nadal widzą inne prio­ry­tety ponad zdo­by­wa­niem wiedzy? Rodzice i nauczy­ciele ich skrzyw­dzili, ale jakoś nie na tyle aby ubiegali się o wyższe wykształ­cenie. To, że nadal nie mają zamiaru wiedzieć nic ponad pod­ręcznik (czy raczej skrypt) nadal jest winą wszyst­kiego poza nimi? Bardzo wygodne.

      „jeśli autor sili się na inte­lek­tu­alistę a używa takiego języka to sam się dys­kre­dy­tuje”
      Proszę o roz­wi­nięcie frag­mentu o „sileniu się” na inte­lek­tu­alistę. Jak takie silenie wygląda, czym się objawia i na czym polega praw­dziwy inte­lek­tu­alizm?

      „Tak na mar­gi­nesie, słowa „bez­czelne, leniwe bydle” to po prostu chamstwo”
      Bom prostak i cham, choć akurat ten fragment tego wcale nie oddaje. Sfor­mu­ło­wania tego użyłem z namysłem i w kon­kretnym celu, który został cał­ko­wicie speł­niony. Uszczy­pli­wości czy nawet prze­kleń­stwa również pełnią ważną rolę w języku, zwłaszcza wzmac­nia­jącą i zwra­ca­jącą na coś uwagę. Wszakże, Ty sam zamiast prze­czytać któryś ze znacznie (IMO) cie­kaw­szych i grzecz­niej­szych tekstów o tematyce popu­lar­no­nau­kowej, wolałeś pochylić się nad tym arty­kułem, a nawet podjąć polemikę. Oso­bi­ście żałuję, bo wolałbym aby wszyscy czytali główny nurt mojej twór­czości. Ale skoro „chamstwo” was bardziej inte­re­suje, to chyba mówi więcej o czy­tel­ni­kach niż o autorze? Radzę to rozważyć. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Amdarel

      Ot i prawie idealnie pod­su­mował …AAA… ale dla dopeł­nienia muszę sko­men­tować jedyny pomi­nięty fragment:
      „Zresztą przykład idzie z góry jeśli pre­zy­dent historyk opowiada jakieś bania­luki o żoł­nier­zach wyklę­tych (to znaczy co – też mu się nie chciało uczyć, nie przy­go­tować się?)”
      Chciałbym przy­po­mnieć, że sprawa żoł­nierzy wyklę­tych jest dalej niejasna. Oczy­wi­ście było wśród nich wielu boha­terów, ale jeśli poczyta się niektóre ze źrodeł albo poroz­mawia ze star­szymi ludzmi z terenów gdzie owi żoł­nierze wyklęci walczyli, to można usłyszeć niemało niezbyt pochleb­nych opo­wieści. Historia nie jest czarno- biała (polacy – bohatyry, reszta – mordercy i oprawcy) jak dziś chcą nam wmówić pseu­do­pa­trioci.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • alex

    Ja mam chyba jeden drob­niutki problem z tą notką; wydaje się, że gdzieś z tyłu siedzi cicha teza, że, w bliżej nie­okre­ślonym, kiedyś z wiedzą uczniów/absolwentów było lepiej. Jakoś nie sądzę.
    Nato­miast gospo­darz ma oczy­wi­ście święte prawo uza­sad­nienie sobie narzekać na tłu­ma­czenia ludzi, co do przy­czyny ich igno­rancji.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Nukle­arny

    Materiał Chajzera wywołał falę zdzi­wienia, obu­rzenia i krytyki (często bardzo nie­cen­zu­ralnej) doty­czącej stanu nie tylko wiedzy, ale i często zresztą nie­po­trzebnie umysłu badanych. Jako osoba, która również nie znała tego symbolu biję się w piersi, ale jed­no­cze­śnie chciałbym przed­stawić drugą stronę medalu i rzucić nieco światła na tę sprawę, która w mojej opinii jest zbyt roz­dmu­chana.

    Martwi mnie to, że wnioski z tej akcji były wycią­gnięte szybko i pochopnie, zbu­do­wały u wielu widzów obraz pytanych ludzi jako ogra­ni­czo­nych, głupich, nie zna­ją­cych historii, zwłaszcza na tym pod­sta­wowym poziomie, doty­czącym zresztą bez­po­średnio naszego kraju. Tylko, że w mojej opinii ta sonda nie pozwala na tak daleko idące wnioski. A z reakcji w inter­necie bardzo jasno wynika, że zostały one bardzo często wycią­gnięte w całej roz­cią­głości.

    Wróćmy do mnie, jak już wspo­mniałem, sam złapałem się na tym, że nie znałem tego symbolu. Więc prze­pro­wadźmy na moim przy­kła­dzie analizę problemu. Patrząc wstecz na moją edukację nie jestem w stanie sobie przy­po­mnieć mate­riału z gim­na­zjum, ale ten z liceum pamiętam całkiem nieźle. Odnosząc się do dość bole­snego cytatu autora tekstu: 

    „Tylko bez­czelne leniwe bydle może ani razu nie prze­kart­kować szkol­nych pod­ręcz­ników (które nosi cały rok w teczce!) i mieć pre­tensje do całego świata o własną głupotę.”

    Mogę z całą pew­no­ścią powie­dzieć, że tego symbolu w pod­ręcz­niku obo­wią­zu­jącym w czasie mojej edukacji nie uświad­czyłem WCALE. A jestem w stanie zary­zy­kować takie stwier­dzenie nawet więcej niż dobrych kilka lat po zakoń­czeniu edukacji albowiem znałem go całkiem dobrze, co zabawne byłem w klasie huma­ni­stycznej i miałem historii więcej niż inni. Teraz na temat samego pod­ręcz­nika. Jakieś 40% stanowił materiał doty­czący sta­ro­żyt­ności, pozo­stałe grube 50% to były okresy od śre­dnio­wiecza do granicy czasów współ­cze­snych i potem marne kil­ka­na­ście-kil­ka­dzie­siąt stron na temat historii współ­cze­snej w tym 2 wojny świa­towej, której było tyle co na lekar­stwo.

    Oczy­wi­ście nie uspra­wie­dliwia mnie to, zwłaszcza, że zdawałem maturę pod­sta­wową z historii (sic!), co prawda trak­to­wałem ją stricte instru­men­talnie jako narzę­dzie do osią­gnięcia pożą­danej ilości punktów potrzeb­nych przy rekru­tacji na studia (nie histo­ryczne dodam prze­zornie), ale przecież uczyć się musiałem i wiedzę pewnie miałem skoro osią­gnąłem solidny wynik.

    A jednak nie znam tego symbolu. Ale czy to oznacza, że nie wiem czym było SS? Jakie były metody SS? Jakie były zbrodnie SS? Wiem. Nawet znam sym­bo­likę neo­na­zi­stowską, ciekawe ilu z tych komen­tu­ją­cych wie, że liczby takie jak np. 88 stanowią ukryte nawią­zanie do nazi­stow­skiego pozdro­wienia lub czasem samej orga­ni­zacji SS. Są kraje gdzie liczby takie jak 88 i ich dużo bardziej zaka­mu­flo­wane odmiany są zakazane na tabli­cach reje­stra­cyj­nych. Tak więc na podanym przy­kła­dzie jakąś wiedzę posiadam, nawet jakieś cie­ka­wostki potrafię przy­to­czyć, ale symbolu przy­pad­kiem nie znałem co w opinii wielu osób mnie już skreśla jako nieuka i idiotę.

    Reasu­mując. Bardzo wielu komen­tu­ją­cych tą sprawę w inter­necie wyraziło swoje obu­rzenie w sposób nie pozo­sta­wia­jący żadnych wąt­pli­wości, że sądzą, iż osoby nie znające tego symbolu nie mają w ogóle pojęcia o samym SS czy też samej 2 wojnie świa­towej w ogóle! A to czysta nie­prawda i błąd w rozu­mo­waniu! Luka w wiedzy nie oznacza kom­pletnej albo nawet poważnej nie­wiedzy! Gdyby wziąć te wszystkie osoby, które nie odpo­wie­działy poprawnie i zapytać o SS to jestem pewien że ogromna więk­szość jeśli nie wszyscy byliby w stanie podać choćby pod­sta­wowe infor­macje na ten temat.

    Samej igno­rancji nie uspra­wie­dli­wiam, ale jest na nią proste lekar­stwo, uzu­peł­nienie luk w wiedzy. Zresztą cała sprawa jest świetnym przy­kładem jak można łatwo (nie twierdzę, że celowo) zma­ni­pu­lować per­cepcję opinii publicznej. Lawina obraź­li­wych i nie­po­chleb­nych komen­tarzy o tym świadczy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0