Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 8

Szybkie przemyślenia

Po pierwsze, naucz się uczyć!

27th Mar '15

Jednej ze swoich szkolnych nauczycielek nie cierpiałem w sposób szczególny. Uczniowie często mają w zwyczaju przelewać swoją niechęć do przedmiotu na nieszczęsnego belfra, ale w tym przypadku było inaczej – przedmiot bardzo mnie interesował! Problem tkwił w tym, że mojego entuzjazmu nie podzielał sam pedagog.


Przed zakoń­cze­niem szkolnej edukacji często zasta­na­wiałem się nad powodem takiego stanu rzeczy. Dlaczego osoba odczu­wa­jąca dys­kom­fort w danej dzie­dzinie obrała taką a nie inną ścieżkę zawodową? W jaki sposób prze­trwała pię­cio­letnie studia, skoro podczas lekcji musi co jakiś czas zerkać do pod­ręcz­nika aby znaleźć potwier­dzenie dla swoich słów? Skąd przy­cho­dziły jej do głowy idio­tyczne – o ile wiem, nie tylko z mojego punktu widzenia – metody nauczania? Jak osoba, która nie prze­kro­czyła trzy­dziestki, już może zdradzać objawy wypa­lenia zawo­do­wego? Odpo­wiedzi spadły mi z łoskotem na głowę, podczas moich własnych studiów. Teraz wiem, że taki typ uczących jest pro­du­ko­wany przez nasze wspa­niałe placówki, a dziełu znisz­czenia dzielnie akom­pa­niuje cen­tralne pra­wo­daw­stwo.

Wspo­mniałem już o tym przy okazji, któregoś z dawnych tekstów, ale sprawa zasłu­guje na znacznie dłuższe wyzło­śli­wianie. Więk­szość ludzi nie zdaje sobie sprawy jak absur­dalnie wygląda siatka kształ­cenia przy­szłego belfra. Na studiach histo­rycz­nych (wybaczcie ten przykład – jest mi naj­bliższy), student przede wszystkim uczy się uczyć. Zwłaszcza na papierze wygląda to impo­nu­jąco. Drugi semestr i od razu 60 godzin psy­cho­logii oraz 90 (!) godzin peda­go­giki. Mentalny ból jaki towa­rzy­szył mi po opusz­czeniu sali po coty­go­dniowym 4,5-godzinnym mara­tonie paj­do­cen­trycznej pro­pa­gandy, trudno opisać. Następne dwa semestry przy­niosły łącznie 120 godzin dydak­tyki. Później jeszcze tylko po 30 godzin emisji głosu oraz pomiaru dydak­tycz­nego i jesteśmy w domu. Po takiej, iście końskiej dawce mądrych wykładów i fascy­nu­ją­cych ćwiczeń, z taśmy pro­duk­cyjnej schodzi pięknie ociosany homo belferus.

Tyle, że czę­sto­kroć nie ma pojęcia o własnym przed­miocie.

Dawniej sądziłem, że dla przy­szłego histo­ryka danie główne stanowi potężna porcja wiedzy histo­rycznej, może ze szczyptą tematów jakie przystoi znać osobie pra­gnącej nazywać się peł­no­war­to­ściowym magi­strem. (Tu kolejny zawód, bo elementy filo­zofii oraz nauki poli­tyczne leżą i kwiczą, a logikę łaskawie wpro­wa­dzono do programu dopiero niedawno.) I od razu przy­chodzi mi na myśl przy­wo­łana we wstępie nauczy­cielka, stwo­rzenie nie­ska­lane pasją do historii, jak i jaką­kol­wiek poza­po­dręcz­ni­kową wiedzą. Zresztą, z tą pod­ręcz­ni­kową rzecz też nie wyglą­dała naj­le­piej. Przy­po­mina się również zna­mienna scena z pierw­szego roku, gdy mniej więcej połowa grupy zapytana o swe pre­fe­rencje doty­czące tematyki czy okresu, wyglą­dała jakby po raz pierwszy w życiu usły­szała tak skom­pli­ko­waną zagwozdkę. Ale nie nad bracią stu­dencką miałem się znęcać.

Nasz nie­szczęsny homo belferus posiada więc zaledwie jeden, śmiesznie krótki semestr aby opanować meandry danej epoki. Jeżeli nie przyj­dzie mu do głowy samo­dzielnie sięgnąć po dodat­kowe lektury, zostanie skazany na wąziutki zakres wia­do­mości, z których trzy czwarte opuści jego hipokamp szybciej, niż on opuści mury uni­wer­sy­tetu. Powiem bru­talnie: po takim kursie, prze­ciętny pasjonat-lice­alista nie będzie miał pro­blemów z roz­ło­że­niem go na łopatki. Ale przecież w końcu, po kilku latach wykła­dania tego samego, nawet naj­większy głąb utrwali sobie szkolny materiał.

To m
oże chociaż godziny spędzone na uczeniu uczenia, nie poszły w las? Niestety. Gdyby zapytać mnie o kon­kretne i przy­datne wia­do­mości, jakie wynio­słem z nie­mi­ło­siernie dłu­żą­cych się zajęć z peda­go­giki, miałbym poważny problem. W tym momencie nie potrafię przy­wołać ani jednej cennej infor­macji, która mogłaby mi pomóc w zapa­no­waniu nad stadem roz­wrzesz­cza­nych brzdąców. Padło za to wiele pięknie brzmią­cych tez – wychwa­la­ją­cych wzajemny szacunek, part­ner­stwo, akcep­tację – ukutych przez mądre głowy, naj­praw­do­po­dob­niej nie mające pojęcia o szkolnej praktyce (bądź też eks­pe­ry­men­tu­ją­cych na żywej tkance z marnym skutkiem, jak pan Ale­xander Neill). Jedyne co mogę dobrze wspo­minać, to kilka zażar­tych dysput między mną (i nie tylko) – zwo­len­ni­kiem metod twardej ręki w odnie­sieniu do jed­no­stek mylących klasę z oborą – a panią blond doktor – prze­ciw­niczce rygo­ryzmu i jakich­kol­wiek form kin­dersz­tuby, niestety nie­po­tra­fiącej podać prak­tycz­nego planu dzia­łania w sytu­acjach kry­zy­so­wych. Jednak książki prze­dyk­to­wała, ideę zacho­wała.

Dydak­tyka, owszem, jest przy­datna. Jej tragedia polega na tym, że roz­wią­zuje głównie problemy, które wcze­śniej stwo­rzyli sami dydak­tycy i orga­ni­za­torzy całego systemu. Wyrzućcie z głów obraz nauczy­ciela jako wycho­wawcy i uczącego. Dziś to przede wszystkim urzędnik. Liczba papierów i prze­pisów roz­mno­żyła się do tego stopnia, że bez uprzed­niego prze­szko­lenia począt­ku­ją­cemu belfrowi pozo­staje uklęknąć i zapłakać nad swoim losem. Wybacz mu bło­go­sła­wiony Mabil­lonie, bo nie nie wiedział co czyni! 

A spraw­dziany? Myślicie, że to taka prosta sprawa ocenić wiedzę ucznia? Z pomocą przy­chodzi nam nie­zwykle roz­bu­do­wana dzie­dzina pomiaru dydak­tycz­nego wraz z sze­re­giem wytycz­nych. Jeśli wasz nauczy­ciel pozwalał sobie na jakieś pry­mi­tywne kart­kówki czy opisówki (brrr), to mie­li­ście do czy­nienia z lamusem. Żeby być na topie, należy skon­stru­ować test ściśle oparty na sztyw­nych regułach typo­logii oraz współ­gra­jący z odgórną tak­so­nomią nauczania. I obo­wiąz­kowo wszędzie muszą być tabele, sta­ty­styki i teksty źródłowe – bo nie liczy się wiedza lecz umie­jęt­ności (czyt. uczeń ma przed sobą napisaną odpo­wiedź i musi udo­wodnić, że nie jest debilem). Aż strach pomyśleć ile godzin pracy muszą wkładać w swoje dzieła autorzy egza­minów gim­na­zjal­nych lub matu­ral­nych – które tra­dy­cyjnie na koniec okazują się spek­ta­ku­lar­nymi bublami. Na szczę­ście, błędy zazwy­czaj dotyczą jedynie tej mniej istotnej, mery­to­rycznej strony testów.

Piszę to wszystko w chwili, gdy na moim biurku zalega pokaźny stos papierów. Każda godzina spędzona w szkole to osobny konspekt. Każda minuta powinna być zago­spo­da­ro­wana i udo­ku­men­to­wana. Bo ktoś na szczycie tego burdelu uważa, że przebieg każdych zajęć da się prze­wi­dzieć i szcze­gó­łowo zapla­nować. Że wszyscy uczniowie są tacy sami, że każda klasa będzie chciała korzy­stać z ultra­no­wo­cze­snych, niczego nie uczących, „akty­wi­zu­ją­cych” metod nauczania. Że nauczy­ciel pragnący prostymi środkami wbić do kapu­ścia­nych łbów choćby kilka ele­men­tar­nych infor­macji, to zło wcielone. Na szczę­ście dla decy­dentów, z fabryki planowo schodzą i będą schodzić produkty typu mojej dawnej wycho­waw­czyni. Mierni ale wierni.

Dobrze, że papier wszystko przyjmie.

podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Polo­wanie na Zdrowie

    Gdy u nas wpro­wa­dzono w LO dziennik elek­tro­niczny to zanim lekcja się zaczęła, jakieś 15–20 minut zabie­rały sprawy urzęd­nicze związane własnie z tym systemem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Columb

    Mamy wielki kłopot z nauczy­cie­lami bo tak, mało płacą więc najlepsi rzadko wybie­rają taką ścieżkę zawodową a z drugiej strony ci co zostają są nie tylko mierni ale i często nie chce im się uczyć. Takie właśnie miernoty zamie­niają się w roboty uczące w sposób rutynowy byle tylko chronić swoją psychikę i auro­rytet.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • opornik

    Niestety, obecnie często jest tak, że nauczy­cielem nie zostaje osoba dla której jest to zwień­czenie lat nauki i starań, tyko taka której nie powidło się zawodowo nigdzie indziej. Zna­mienne są tu słowa mojej wycho­waw­czyni w LO, nauczy­cielki biologii. Na pytanie co chciało robić po studiach bio­lo­gicz­nych odpo­wie­działa „cokol­wiek, byle NIE zostać nauczy­cielem…”. Wła­ściwie, przez pierwsze 12 lat swojej edukacji spo­tkałem tylko jednego nauczy­ciela, o którym mogę powie­dzieć, że jest nim z powo­łania i pasji, moja pani od polskiego(też z LO) co naj­le­piej o naszym systemie szkol­nictwa nie świadczy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Wcina

    Zabawne. Muszę uważniej czytać ponieważ tytuł artykułu zro­zu­miałem jako: „Naucz się uczyć się” Dopiero w trakcie czytania treści zorien­to­wałem się, że coś jest nie tak 🙂 Jak byk jest napisane” Naucz się uczyć”.
    Ech te meandry językowe 🙂
    A co do meritum to prawda o której wszyscy wiedzą ale jakoś nic z tym się nie robi. Pewnie dla tego, że system edu­ka­cyjny w Polsce to takie coś jak PKP. Tylko takie porów­nanie przy­chodzi mi do głowy. Niby coś się robi, coś poprawia, widać oddolne zmiany ale cen­tralne struk­tury, szkielet pozo­staje, w poprzed­niej epoce.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Maciej Draws

    Witam wszyst­kich ser­decznie!

    Jestem nauczy­cielem fizyki w Gdań­skiej szkole Con­ra­dinum. Mam wrażenie, że temat nie­kom­pe­tent­nych nauczy­cieli wraca zawsze jak nie ma o czym pisać. Problem jest bardzo złożony i za mało tu miejsca, aby go w pełni opisać. Jednym z istot­nych ele­mentów jest wsparcie dla nauczy­cieli i tego co robią. Dlatego też pro­po­nuję i apeluję do „foru­mo­wi­czów” zamiast „dys­ku­tować po próżnicy” wes­przyjcie nasz projekt w jaki­kol­wiek sposób. Obej­rzyjcie materiał http://www.pomorska.tv/informacje/materialy/technologie/uczniowie-chca-wystrzelic-rakiete-z-satelita, udo­stęp­niajcie go na waszych stronach i pro­fi­lach, jak macie ochotę wes­przyjcie go finan­sowo https://polakpotrafi.pl/projekt/rakieta-do-krawedzi-troposfery?utm_source=index, a później pody­sku­tujcie o nauczy­cie­lach 🙂
    Z powa­ża­niem, Maciej Draws.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Trochę tu bierzesz nas pod włos. Ini­cja­tywa zacna (nie pierwsza i nie ostatnia), ale niestety nijak ma się do oma­wia­nych, powszech­nych pro­blemów. To bliskie stwier­dzeniu: najpierw wes­przyjcie WOŚP, a później dys­ku­tujcie nad bolącz­kami służby zdrowia.

      A w samym tekście, już kładę lachę na samych nauczy­cieli – bardziej frapuje mnie kierunek rozwoju samego szko­lenia nauczy­cieli i narzu­ca­nych im z góry, coraz głup­szych dyrektyw.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Maciej Draws

        No cóż, to prawda. Ja swoim wpisem uprze­dziłem trochę bieg wypadków :). Na więk­szości forach dyskusja zaczyna się dość deli­katnie, potem wszyscy jadą po nauczy­cie­lach jako obi­bo­kach i nie­udacz­ni­kach. O absur­dach w nauczaniu szcze­gólnie przed­miotów ścisłych pisano wie­lo­krotnie na łamach różnych perio­dyków np. Fizyka w Szkole. Do rządu szły petycje wysto­so­wanie przez naukowców po każdym Zjeździe Pol­skiego Towa­rzy­stwa Fizycz­nego i nic. Zgodnie z powie­dze­niem, że ryba psuje się od głowy, może zająć się pro­blemem dlaczego uczelnie wyższe źle przy­go­to­wują przy­szłych nauczy­cieli?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mimi

    Piękny tekst. Okla­skuję 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0