Z uprawianiem nauki jest trochę jak ze sportem: zazwyczaj przynosi profity, ale w ekstremalnych przypadkach potrafi poważnie zagrozić zdrowiu i życiu. Przed wami lista siedmiu uczonych, wynalazców i wizjonerów, którzy dążąc do urzeczywistnienia swoich pomysłów stracili to co najcenniejsze.


Aha, przy­po­mi­nam, że obecny miesiąc upływa nam pod znakiem Anatomii Głupoty według Richarda Hammonda. Tak więc bądźcie gotowi na kolejny konkurs od National Geo­gra­phic Channel, już niebawem.

rozier

Rozier i upadek ze szczytu

Odkrycia związane z pod­bi­ja­niem prze­stwo­rzy zawsze cha­rak­te­ry­zo­wały się wysoką śmier­tel­no­ścią. Legenda głosi, że już w XVI wieku chiński wyna­lazca Wan Hu próbował sięgnąć nieba montując do fotela kil­ka­dzie­siąt rakiet wypeł­nio­nych prochem. Skutki były opłakane a na udany lot przyszło światu czekać do drugiej połowy XVIII wieku i ery balonów. Znani wszyst­kim bracia Joseph i Jacques Mont­gol­fier, byli jednymi z wielu marzy­cieli tego okresu i musieli stawić czoła zaciętej rywa­li­za­cji. Głównym z ich kon­ku­ren­tów był aptekarz Ludwika XVI François Pilâtre de Rozier, z zazdro­ścią śledzący pierwsze sukcesy Mont­gol­fier. Gdy bracia w 1783 roku oderwali od ziemi balon ze zwie­rzę­tami, a następ­nie ludźmi na pokła­dzie, Rozier zade­cy­do­wał o pierw­szym w pełni swo­bod­nym locie, bez uwięzi i zabez­pie­czeń. 

Francuz odniósł sukces i odbył kilka długich, bez­piecz­nych lotów. Jego ambicja nie została jednak zaspo­ko­jona i zaraz później obmyślił plan pierw­szego lotu nad kanałem La Manche. Aby to osiągnąć, Rozier obmyślił prototyp balonu wyko­rzy­stu­ją­cego nie tylko roz­grzane powie­trze ale również wodór. Zasad­ni­czo projekt wypalił, niestety zrzą­dze­niem losu, po kil­ku­dzie­się­ciu minutach lotu na powierzchni balonu pojawiła się wyrwa, a dwu­oso­bowa załoga poległa upadając z wyso­ko­ści pół kilo­me­tra.


slotin

Slotin i gmeranie przy rdzeniu nuklearnym

Mówiąc o Pro­jek­cie Man­hat­tan jednym tchem wymie­niamy nazwiska jego wybit­nych uczest­ni­ków: Oppen­he­imera, Fermiego, Neumanna, Alvareza, Feynmana itd. Nikt nato­miast nie wspomina o ofiarach programu budowy pierw­szej bomby atomowej, a tych wcale nie bra­ko­wało. Wskutek nie­ostroż­nych zabaw z radio­ak­tyw­nymi sub­stan­cjami śmierć ponieśli m.in. Haro­utune Daghlian, Cecil Kelley oraz Louis Slotin.

Ten ostatni brał bez­po­średni udział w kon­stru­owa­niu plu­to­no­wego rdzenia do kolejnej po Fat Manie broni nukle­ar­nej. Jeżeli śmia­li­ście się kiedyś z wizji prób rozbicia atomu za pomocą przy­sło­wio­wego młotka i śru­bo­krętu, to wiedzcie, że właśnie tak proste narzę­dzia dopro­wa­dziły do nie­kon­tro­lo­wa­nej reakcji i w efekcie tragedii. We wtorek 21 maja 1946 w labo­ra­to­rium Omega, ekipa ośmiu fizyków dłubała bez­po­śred­nio przy przy kulistym rdzeniu, co w ich­niej­szym slangu jest wymownie nazywane “łasko­ta­niem smoczego ogona”. Gdy Louis Slotin nie­ostroż­nie próbował podważyć pół­ku­li­stą osłonę za pomocą śru­bo­kręta – doszło zatrza­śnię­cia i krót­kiego błysku pro­mie­nio­wa­nia joni­zu­ją­cego. Cały incydent trwał ułamek sekundy, ale jak twier­dzili świad­ko­wie, przez pomiesz­cze­nie prze­to­czyła się zielona poświata i wyczu­walna fala ciepła. Pecho­wiec od razu wiedział, że jest już trupem. Stojąc naj­bli­żej otrzymał dawkę o mocy ponad tysiąca radów, podczas gdy już sto radów wywołuje wyraźne symptomy choroby popro­mien­nej. Warto zazna­czyć, że dzięki natych­mia­sto­wej reakcji i napra­wie­niu błędu Slotina, nie zginął nikt więcej.


bodanow

Bogdanow i poszukiwania nieśmiertelności

Urodzony w pod­la­skiej wsi Alek­san­der Mali­now­ski a.k.a. Alek­sandr Bogdanow, był zde­cy­do­wa­nie barwną i wartą zapa­mię­ta­nia postacią. W swoim życiu parał się medycyną, chemią, filo­zo­fią, polityką (znał oso­bi­ście Lenina) i wreszcie futu­ro­lo­gią. Prze­śla­do­wany i wie­lo­krot­nie inter­no­wany, w końcu wstąpił do partii; ale niedługo później raz na zawsze zerwał z polityką, poświę­ca­jąc swój czas na roz­my­śla­niu o przy­szło­ści nauki.

W Moskwie założył i pro­wa­dził Pań­stwowy Instytut Naukowy Prze­ta­cza­nia Krwi – pierwszą placówkę o takim profilu na świecie. Praw­dziwą obsesją Boganowa było grun­towne zbadanie procesu sta­rze­nia oraz odna­le­zie­nie sposobu na jego zatrzy­ma­nie. W tym celu lekarz prze­pro­wa­dził serię lek­ko­myśl­nych eks­pe­ry­men­tów… na sobie samym. Po którejś z kolei trans­fu­zji, prze­to­czona krew okazała się zakażona. Bogdanow zmarł na gruźlicę w 1928 roku.


midgley

Midgley i śmierć w szpitalnym łóżku

Dzia­ła­ją­cego w pierw­szej połowie ubie­głego stulecia chemika, znamy przede wszyst­kim jako odkrywcę sto­so­wa­nych chło­dziar­kach oraz aero­zo­lach freonów. Thomasa Midgleya uśmier­cił jednak dopiero ostatni z kil­ku­dzie­się­ciu wyna­laz­ków jego autor­stwa. 

W wieku 50 lat, uczony znaj­do­wał się u szczytu sławy: zajmował wysokie sta­no­wi­sko w General Motors, otrzymał zapro­sze­nie do Akademii Nauk Stanów Zjed­no­czo­nych oraz pro­po­zy­cję objęcia pre­ze­sury Ame­ry­kań­skiego Towa­rzy­stwa Che­micz­nego. Na drodze stanął mu, śmier­tel­nie groźny w owym czasie, wirus polio. Choroba spa­ra­li­żo­wała Midgleya, przy­ku­wa­jąc go na stałe do łóżka. Ame­ry­ka­nin próbując uczynić swój żywot znośnym, zapro­jek­to­wał złożony system linek i łań­cu­chów mających zwięk­szyć jego samo­dziel­ność. Pewnego jesien­nego ranka roku 1944, odna­le­ziono go martwego – zaplą­ta­nego w wici swego wyna­lazku.


parsons

Parsons, czyli dlaczego nie należy znosić materiałów wybuchowych do domu

Kali­for­nij­skie Jet Pro­pul­sion Labo­ra­tory to jedna z perełek NASA. To właśnie w tym ośrodku naro­dziła się więk­szość sławnych bez­za­ło­go­wych misji kosmicz­nych: Ranger, Galileo, Mars Path­fin­der czy Mars Explo­ra­tion Rover. Jednym z ojców labo­ra­to­rium był John Whi­te­side Parsons, uta­len­to­wany na tyle, że sam Werner von Braun miał go nazywać “praw­dzi­wym ojcem ame­ry­kań­skiej inży­nie­rii rakie­to­wej”. (Przez szacunek dla zmarłego, daruję sobie część życio­rysu wypeł­nioną okul­ty­stycz­nymi orgiami oraz oskar­że­niami o pracę dla obcego wywiadu.)

Bombowa śmierć Parsona do dziś pozo­staje przed­mio­tem domysłów, a nawet teorii spi­sko­wych. Wiadomo, że do eks­plo­zji doszło na parterze jego rezy­den­cji, praw­do­po­dob­nie wskutek wypadku – domowe zapasy inży­niera rakie­to­wego okazały się być pełne łatwo­pal­nych sub­stan­cji. Ratow­nicy odna­leźli nie­szczę­śnika żywego, choć oszo­ło­mio­nego i poważnie oka­le­czo­nego (wybuch oszpecił mu twarz oraz niemal urwał rękę i nogę). W szpitalu przeżył jeszcze ponad pół godziny. 


wroblewski

Wróblewski i skutki pracy po nocach

Chcąc umieścić w zesta­wie­niu jakieś polskie nazwisko, a jed­no­cze­śnie nie używać wyświech­ta­nego przy­kładu Marii Skło­dow­skiej, pozo­staje mi przy­wo­łać Zygmunta Wró­blew­skiego. Tego pana wraz z Karolem Olszew­skim, powin­ni­ście kojarzyć jako świa­to­wych pio­nie­rów skra­pla­nia gazów. Naj­bar­dziej znanym osią­gnię­ciem kra­kow­skich pro­fe­so­rów było bez wąt­pie­nia skro­ple­nie tlenu, prze­pro­wa­dzone w 1883 roku.

Śmierć Wró­blew­skiego pozo­staje koronnym argu­men­tem prze­ciwko gor­li­wo­ści w pracy. Świeżo obrany dziekan Wydziału Filo­zo­ficz­nego nie założył rodziny, spę­dza­jąc na uni­wer­sy­te­cie niemal całe dnie i noce. Pewnego mar­co­wego wieczoru w 1888 roku, gdy uczony, jak to miał w zwyczaju, ślęczał w swoim gabi­ne­cie nad książ­kami, doszło do tra­gicz­nego wypadku. Naj­pew­niej wskutek nie­wy­spa­nia i zmę­cze­nia, trącił lampę naftową, która bły­ska­wicz­nie pod­pa­liła biurko i odzienie samego pro­fe­sora. Choć pożar udało się ugasić, popa­rze­nia ciała były na tyle poważne, że Zygmunt Wró­blew­ski zmarł po niecałym tygodniu.


scheele

Scheel i lekceważenie zasad BHP

Zapewne już w gim­na­zjum zapo­zna­jąc się z wywie­szoną w sali che­micz­nej instruk­cją BHP zauwa­ży­li­ście, że badanych che­mi­ka­liów lepiej nie wdychać pełną piersią ani tym bardziej brać do ust. Ta, jakby się zdawało pod­sta­wowa zasada bez­pie­czeń­stwa nie przed­sta­wiała większej wartości w oczach XVIII-wiecz­nego apte­ka­rza i chemika, Carla Scheela.

Odkrywca tlenu, wolframu, chloru oraz wielu innych pier­wiast­ków i związków che­micz­nych, nie należał do amatorów, toteż za jego lek­ko­myśl­no­ścią nie stał brak doświad­cze­nia, a raczej brawura i zbytnia pewność siebie. Przed prze­pro­wa­dze­niem publicz­nych eks­pe­ry­men­tów ostrze­gał: Prze­pro­wa­dzę teraz doświad­cze­nie z trującym gazem i gdybym podczas doświad­cze­nia się prze­wró­cił, to proszę mnie wówczas wynieść na świeże powie­trze. Samemu zmarł niemal na pewno wskutek per­ma­nent­nego kontaktu z tok­sy­nami. Nie jest to dziwne jeśli wierzyć podaniom, wedle których Scheele miał nie­roz­sądny zwyczaj wąchania oraz sma­ko­wa­nia otrzy­my­wa­nych che­mi­ka­liów. Zatrucie metalami ciężkimi dopro­wa­dziło zdolnego chemika do śmierci w wieku zaledwie 43 lat.


podpis-czarny




Powyższe przy­padki przy­po­mi­nają, że nawet naj­więk­sze oso­bi­sto­ści, które nie podobna oskarżać o brak rozsądku czy inte­li­gen­cji, popeł­niają od czasu do czasu kata­stro­falne w skutkach błędy. Są też tacy, którzy starają się zapo­mnieć o ist­nie­niu praw rzą­dzą­cych rze­czy­wi­sto­ścią i na przekór światu podej­mują próby, które zdrowy na umyśle człowiek nazwałby w naj­gor­szym przy­padku samo­bój­stwem, a w naj­lep­szym skrajną głupotą. Właśnie takimi deli­kwen­tami zajmuje się gospo­darz programu Anatomia głupoty według Richarda Hammonda.
 

Richard Hammond (notabene, swojego czasu oso­bi­ście miał okazję przeżyć nie­zwy­kle nie­bez­pieczny wypadek) wyjaśni od strony fizycz­nej, co i dlaczego poszło nie tak 

we wtorek o 21.00 na National Geographic.



  • alla­dy­nek

    Mnie zawsze zasta­na­wiało w jaki sposób ludzie dowia­dy­wali się, że dana sub­stan­cja jest dla ludzi trująca. Eks­pe­ry­menty na zwie­rzę­tach nie zawsze są mia­ro­dajne — np. w ten sposób mogli­by­śmy nigdy nie spró­bo­wać cze­ko­lady. Ktoś musiał to spró­bo­wać i się pocho­ro­wać lub umrzeć.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • unber

      Na Nowej Alchemii jest sporo arty­ku­łów o che­mi­kach i ich szczęściu/nieszczęściu podczas testów. Na przykład, podczas prac nad etorfiną przez przy­pa­dek zapadło w śpiączkę 10 osósb, a mówimy o latach ’60.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

    A Gro­om­bridge? Astronom który zmarł na zapa­le­nie płuc po serii zimowych obser­wa­cji.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Gość

    Czy tylko mi się wydaje że pan Scheel był… nie­roz­sądny? 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Weird­Science

    Temat i wpis jest bardzo ciekawy 🙂
    Mimo wszystko opis incy­dentu, w wyniku którego zginął Slotin jest nieco… ten­den­cyjny i nie na miejscu. Zostało to opisane jak gdyby był on idiotą, który nie wie co robi. Tak jednak nie było. Jak napi­sa­łeś, Slotin naj­praw­do­po­dob­niej od razu wiedział, że otrzymał taką dawkę pro­mie­nio­wa­nia, że umrze w męczar­niach w prze­ciągu tygodnia lub dwóch. Mimo wszystko gołymi rękami rozbroił rdzeń i tym samym uratował kolegów. Myślę, że takiemu czło­wie­kowi należy się trochę szacunku.
    Dodat­kowo, to co robił nie było bez­sen­sowną dłu­ba­niną, lecz nie­bez­pieczną, ale jedyną wtedy prak­tyczną pro­ce­durą badania wła­ści­wo­ści mas pod­kry­tycz­nych mate­ria­łów roz­sz­cze­pial­nych. Nie­szczę­śliwe wypadki zdarzają się wszędzie, i nie zawsze ich powodem jest głupota czy nie­fra­so­bli­wość uczest­ni­ków.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://iwasthere.com.pl/ keeeper

      Popieram, Slotin wyraźnie nie pasuje do reszty przy­to­czo­nych przy­kła­dów. Przy okazji do autora tekstu — pierwszy raz spo­tka­łem się z nazwą “pro­mie­nio­wa­nie joni­zu­jące”, może krótkie wyja­śnie­nie dla lepszego zro­zu­mie­nia artykułu?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • WeirdScience.eu

        @keeeper — Pro­mie­nio­wa­nie joni­zu­jące to każdy rodzaj pro­mie­nio­wa­nia, który powoduje joni­za­cję materii (to jest ode­rwa­nie przy­naj­mniej jednego elek­tronu z atomu/cząsteczki lub wybicie go ze struk­tury kry­sta­licz­nej). Przy­kła­dami pro­mie­nio­wa­nia joni­zu­ją­cego są na przy­kła­dowo pro­mie­nio­wa­nie alfa, beta czy gamma, ale także pro­mie­nio­wa­nie ultra­fio­le­towe (szcze­gól­nie o wyższej energii).

        Do autora — W zdaniu na temat Midgleya “Pewnego jesien­nego ranka roku 1944, odna­le­ziono go martwego – zaplą­ta­nego w wicie swego wyna­lazku.” domyślam się, że chodziło raczej o “wici” niż “wicie”. To tylko nie­wielka uwaga. Cały temat jest w dalszym ciągu jak naj­bar­dziej godny pole­ce­nia:)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://iwasthere.com.pl/ keeeper

        Tą defi­ni­cję to też na szybko spraw­dzi­łem w wiki­pe­dii, jednak nie odpo­wiada ona na pytanie — dlaczego iskra wywołana zatrza­śnię­ciem osłony zadzia­łała jak zapalnik w C4 i dopro­wa­dziła do nagłej eks­plo­zji pro­mie­nio­wa­nia (czy jak to nazwać..).

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Tak jak napisał Weird­Science, to po prostu szerokie pojęcie obej­mu­jące wiele rodzajów radiacji, w tym oczy­wi­ście to wyni­ka­jące z eks­plo­zji nukle­ar­nych ale również pro­mie­nio­wa­nia kosmicz­nego. A z nazwą możesz się spotkać choćby w ustawie o prawie atomowym czy więk­szo­ści regu­la­mi­nów wywie­szo­nych w odpo­wied­nich pla­ców­kach — oznacza ono wtedy wszystko co nie­bez­pieczne od promieni alfa po gamma, w odróż­nie­niu od pro­mie­nio­wań nie­jo­ni­zu­ją­cych jak cho­ciażby światło widzialne czy to pocho­dzące z tele­fo­nów komór­ko­wych. Te drugie oczy­wi­ście również bywają nie­bez­pieczne dla zdrowia, ale ich mecha­nizm dzia­ła­nia jest zupełnie inny.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      W żadnym wypadku nie miałem na celu ubliżyć Slo­ti­nowi i jeżeli prze­sa­dzi­łem z szy­der­czym tonem, to oczy­wi­ście prze­pra­szam. Co więcej, nie uważam aby któ­ra­kol­wiek z powyż­szych osób zasłu­gi­wała na miano głupka — wręcz prze­ciw­nie. Każdego z nich należy obdarzać sza­cun­kiem, a jedyne co ich łączy to IMO pech.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • WeirdScience.eu

        Dlaczego zmo­de­ro­wano (nie prze­pusz­czono) więc mojego komen­ta­rza w stosunku do użyt­kow­nika keeepera, w którym wyja­śnia­łem mecha­nizm wypadku Slotina?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        O ile się nie mylę, zbyt szybkie wrzu­ce­nie kilku komen­ta­rzy z jednego IP oraz komen­ta­rzy z linkami auto­ma­tycz­nie włącza mode­ra­cję. Już zaak­cep­to­wa­łem — spo­koj­nie. =)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • WeirdScience.eu

        Więc tak to działa:) Człowiek na każdym kroku dowia­duje się czegoś nowego.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://iwasthere.com.pl/ keeeper

    Dzięki, o to mi chodziło, fak­tycz­nie nie­pre­cy­zyj­nie spytałem. Przy okazji — do tej pory sądziłem, że do wywo­ła­nia reakcji łań­cu­cho­wej potrzebna jest znacznie większa energia — w końcu po to są spore ładunki wybu­chowe umiesz­czane w bombach ato­mo­wych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Antoni Gaudi

    Ciekawe infor­ma­cje.
    Może teraz z okolic nauki, ale chodzi o naukowca, inży­niera, pro­fe­sora i wreszcie naszego Pre­zy­denta.
    Bo o Gabrielu Naru­to­wi­czu chciał­bym przy­po­mnieć, że mimo świetnej kariery naukowej zaraził się polityką, która w końcu jego zabiła. Szkoda.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0