Listopad to czas interesujących rocznic. Dopiero co pisałem na temat 80. urodzin Carla Sagana, a dziś mija dokładnie dziesięć lat od premiery pilotażowego odcinka mojego ulubionego serialu. Nie będzie chyba lepszej okazji żeby wspomnieć o tym, czym zachwycił mnie Dr House.

- Ta kobieta…
- Nie mówi? To w pacjen­tach lubię.
- …to moja kuzynka
- Nie jest zachwy­cona diagnozą? Też bym nie był. To guz mózgu, wyrok śmierci. Nuda.
Pierwszy dialog jaki usły­szymy w serialu mówi wiele o głównym boha­te­rze. Dr Gregory House to drań, cynik, despota, mizan­trop; ale także nie­kwe­stio­no­wany geniusz dia­gno­styki. Na jego szczę­ście, bo takiemu wiele można wybaczyć. Nie będę jednak roz­pra­wiał o sztan­da­ro­wej maksymie naszego przy­jem­niaczka – Wszyscy kłamią – ani jego nie­kon­wen­cjo­nal­nemu podej­ściu do etyki lekar­skiej, czy raczej jej braku. Te kwestie, skądinąd inte­re­su­jące, na pewno rzuciły się w oczy każdemu widzowi, który poświę­cił na seans przy­naj­mniej kilka godzin. Aby nie odpływać zanadto od profilu bloga, wolę zwrócić uwagę na inną cechę, uni­ka­tową w skali tele­wi­zyj­nych cha­rak­te­rów. Mia­no­wi­cie House nie byłby Housem, gdyby nie gorliwe, miej­scami wręcz nie­ludz­kie, hoł­do­wa­nie zasadom racjo­na­li­zmu.

Wystar­czy spojrzeć na tytuły odcinków aby zauważyć jakim umi­ło­wa­niem sce­na­rzy­ści darzą dylematy filo­zo­ficzne: Brzytwa Ockhama, Metoda sokra­tej­ska, House vs Bóg, Sens życia, Większe dobro, Umowa spo­łeczna i tak dalej. Zdaję sobie sprawę, że głębia houso­wych reflek­sji może nie satys­fak­cjo­no­wać mal­kon­ten­tów sypia­ją­cych z Krytyką czystego rozumu pod poduszką – ale moim zdaniem nie jest źle. Skupmy się na jednym z epizodów piątego sezonu, Tutaj kotku. Do Dr. House’a trafia młoda kobieta twier­dząca, iż czyha nań rychła śmierć, ponieważ… tak prze­po­wie­dział kot. Wszystko w oparciu o miej­scową legendę, jakoby miesz­ka­jąca w pen­sjo­na­cie kotka Debbie, zawsze kładła się w łóżkach osób śmier­tel­nie chorych. Darzę leniwe czwo­ro­nogi wyjąt­kową sympatią, ale nad­na­tu­ral­nych zdol­no­ści raczej bym im nie przy­pi­sał. Główny bohater również zachował dystans wobec zabobonu (Koty to raczej nędzni lekarze.) – ale jak na złość, wariatka rze­czy­wi­ście okazuje się chora.

Ludzkie umysły, bez względu na epokę, wykazują wsty­dliwą ten­den­cję do przyj­mo­wa­nia łatwych roz­wią­zań. Jakby się bardzo uprzeć, taki mecha­nizm można by zrzucić na barki dar­wi­ni­zmu. W końcu, po co tracić czas i energię na poszu­ki­wa­nie czegoś co nie jest nam w danym momencie potrzebne? Skoro kot wybiera na towa­rzy­szy osoby stojące jedną nogą w grobie, to naj­le­piej go omijać. Proste i na pewnym poziomie nawet sku­teczne. Tro­pie­nie rze­czy­wi­stych przyczyn zacho­dzą­cych wokół nas zjawisk to wyższa szkoła jazdy, z którą niestety nie każdy sobie radzi. To, rzecz jasna, dotyczy wszyst­kich prze­są­dów. 

House w swoim stylu, bardziej niż na wyle­cze­niu pacjentki skupia się na roz­wią­za­niu zagadki kociego medium. Wychodzi z wie­lo­krot­nie powta­rza­nej przez siebie zasady, która powinna stanowić credo każdego zdrowo myślą­cego czło­wieka: wyja­śnie­nie istnieje zawsze, nawet jeśli go nie znamy
- Przy­ją­łeś pacjentkę ze względu na kota. Obawiasz się, że on ma dar.
- Wolałbym dowieść nie­ist­nie­nia wszech­mo­gą­cego Boga, który nie­mi­ło­sier­nie wysyła nas na tamten świat, ale kot musi wystar­czyć. Boisz się go?!
- Mózg kota zawsze jest w stanie alfa, podobnie jak mózgi wszyst­kich potwier­dzo­nych jasno­wi­dzów.
- Proszę, powiedz, że żar­tu­jesz żebym nie musiał cię wylać.
Jak przy­stało na zatwar­dzia­łego racjo­na­li­stę, główny bohater próbuje odnaleźć dowód, ponad wszelką wąt­pli­wość oba­la­jący mit para­nor­mal­nej kotki. W tym celu zanosi Debbie do pokoju z pacjen­tami w śpiączce, obser­wu­jąc, którego z nich zwierzak wybierze. Nie chcąc spo­ile­ro­wać, napiszę tylko, że kuter­noga w końcu odnaj­duje logiczne roz­wią­za­nie zagwozdki, przy okazji uzdra­wia­jąc naiwną pod­opieczną. 

Może to banał. Jednak autorzy serialu potrafią niemal zawsze pozo­sta­wić widzowi łyżkę dziegciu. Zakon­nica prze­ko­nuje, że bez pomocy Boga nie tra­fi­łaby do House’a, ksiądz ateista (to nie pomyłka) po otarciu się o śmierć na nowo odnaj­duje w sobie wiarę, a nasza kociara…
- Nie przy­sze­dłem po podzię­ko­wa­nia. To byłoby pro­stac­kie. Przy­sze­dłem napawać się zwy­cię­stwem. Byłaś gotowa dać sobie wyciąć część mózgu z powodu przesądu. (…)
- Co panem kie­ro­wało?
- Nauka, logika, rozsądek… sama wybierz.
- Kotka wybrała właśnie ten moment aby usiąść na pańskim kom­pu­te­rze. Może to nauka, logika i rozsądek, a może jednak coś innego?
- Jesteś idiotką.
Widz tak naprawdę nie otrzy­muje odpo­wie­dzi czy igno­ran­cja jest bez­a­pe­la­cyj­nie zła. Tak twierdzi tylko dr House, nato­miast wszyscy wokół zdają się pojmować pewną prawdę zupełnie mu obcą. Racjo­na­lizm to nie­za­wodne narzę­dzie do badania rze­czy­wi­sto­ści i poszu­ki­wa­nia obiek­tyw­nej prawdy. House zapomina jednak, że nie każdego ta prawda musi inte­re­so­wać. Część ludzi świa­do­mie pozwala sobie na odejście od racjo­na­li­zmu na rzecz wiary czy prze­są­dów, bo tylko dzięki temu potrafią odnaleźć sens tego wszyst­kiego. A sens bywa znacznie istot­niej­szy niż przy­czyna.

Chyba naj­lep­szym pod­su­mo­wa­niem będzie, przy­to­czony również przez House’a, paradoks Adwen­ty­stów Dnia Siódmego. Kiedy kazno­dzieja William Miller wyliczył sobie na pod­sta­wie Biblii dokładny dzień powtór­nego przyj­ścia Jezusa, zaufały mu setki osób ocze­ku­jąc obja­wie­nia jesienią 1844 roku. Jak łatwo się domyśleć, zba­wi­ciel nie przybył. Czy ośmie­szony kult Millera upadł z ade­kwat­nym łoskotem? Nie! Dzień “wiel­kiego roz­cza­ro­wa­nia” (cóż za eufemizm dla żenu­ją­cego fra­jer­stwa) potrak­to­wano jako zwykłą pomyłkę, a liczba wiernych para­dok­sal­nie uległa zwie­lo­krot­nie­niu. Kościół, którego podstawa załamała się już na starcie, istnieje po dziś dzień, gro­ma­dząc około 20 milionów wiernych na całym świecie.

Podobnie do adwen­ty­stów zacho­wuje się wielu ludzi. Zupełnie wbrew logice, na podatnym gruncie naiwnie brzmiące hasła kiełkują tym bujniej im bardziej są absur­dalne. Bo dają ukojenie, oparcie, nadzieję na lepsze jutro. Bez­względny racjo­na­lizm niestety nie ma tyle do zaofe­ro­wa­nia. 

Właśnie z tą prze­wrotną puentą pozo­sta­wia nas Dr House. Rozum w serialu zawsze wygrywa z wiarą, ale naj­więk­szy “zwy­cięzca” pozo­staje bardziej nie­szczę­śliwy od ota­cza­ją­cych go durniów.

podpis-czarny
  • Fan

    Hmmm kto pamięta? 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mopsu

    Muzyka w tym filmiku Icarus z Deus Ex: Human Revo­lu­tion tak świetnie wszystko dopełnia. Polecam grę, skłania do pomy­śle­nia nad tym jak w przy­szło­ści może zmienić się poj­mo­wa­nie czło­wie­czeń­stwa.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • m

    Chciał­bym tym wszyst­kim głąbom powie­dzieć, że są idiotami, ale po prostu “nie stać” mnie na utratę 90% zna­jo­mo­ści (tak, taki jest odsetek wie­rzą­cych w te czy inne bzdury lekarzy wśród moich zna­jo­mych). I tak, jestem lekarzem. Wierzę tylko w EBM.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Mathew

      A w wyższy sens swojej pracy (ludzkie życie itd.) Pan wierzy? Czy liczą się tylko przy­czyny, skutki i dowody?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • OZbeer

    Dr. House, Scher­lock Holems… Uwiel­biam ich.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0