Największy poeta wśród astronomów. Najwybitniejszy popularyzator nauki. Osoba posiadająca walory konieczne dla zaistnienia zarówno w sferze akademickiej jak i brylowania w telewizyjnym studio. Wzór i mentor dla milionów osób. Mój osobisty Jezus. Gdyby nie odszedł z tego świata przedwcześnie, świętowałby właśnie swoje osiemdziesiąte urodziny. Za co go pokochaliśmy?

1. Za niesamowitą charyzmę

sagan3
Mógłbym napisać długi, pełen mora­li­za­tor­stwa esej na temat dobie­ra­nia sobie wzorców przez obecne poko­le­nie. Głup­ko­waci cele­bryci, podą­ża­jący za popu­lar­no­ścią showmani, kon­tro­wer­syjne pajace. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z postę­pu­ją­cego deficytu postaci mających pre­dys­po­zy­cje do zostania auto­ry­te­tem. Człowiek warty wysłu­cha­nia naj­czę­ściej ginie w medial­nym szumie, a głupcy posia­dają zadzi­wia­jący talent do zwra­ca­nia na siebie uwagi.

Carl Sagan był tą osobą, która pokazała, że nauka i środki masowego przekazu wcale nie muszą stać w opozycji do siebie. Posiadał to “coś”, co nie pozwa­lało przejść obok jego słów obo­jęt­nie. Nie powielał arche­typu kujona w kra­cia­stej koszuli z oku­la­rami na nosie, ale jed­no­cze­śnie nie musiał robić z siebie idioty przed kamerą aby zbudować swoją popu­lar­ność. Spe­cy­ficzny styl mówienia, barwa głosu, bijąca od niego zaraź­liwa miłość do nauki. Te przy­mioty wraz z talentem do opi­sy­wa­nia fizycz­nych zawi­ło­ści w sposób jakiego nie powsty­dziłby się poeta, zagwa­ran­to­wały astro­no­mowi sławę i wielki szacunek ame­ry­kań­skiego spo­łe­czeń­stwa lat 80. i 90. Byli inni, jak choćby Stephen Hawking czy noblista Richard Feynman, ale to właśnie Sagan zasłużył na miano naj­więk­szego nauko­wego budzi­ciela poprzed­niego wieku.

2. Za to, że był naukowym wizjonerem

golden record

Zain­sta­lo­wana na sondzie Voyager 1 płytka Golden Record — autor­stwa Sagana.

Przy­cho­dzi mi na myśl porów­na­nie ze Stevem Jobsem. Tak jak zało­ży­ciel Apple nie prze­szedł do historii infor­ma­tyki dzięki umie­jęt­no­ściom tech­nicz­nym, tak Carl Sagan oso­bi­ście nie należał do naj­wy­bit­niej­szych badaczy swojej gene­ra­cji. Oczy­wi­ście był tęgim umysłem, pro­fe­so­rem Harvardu i Uni­wer­sy­tetu Cornella oraz współ­au­to­rem sukcesów misji Mariner, Viking, Voyager czy Galileo, ale nie ukry­wajmy, że więk­szość z nas zna jego nazwisko z pozo­sta­łych aktyw­no­ści.

Pomi­ja­jąc kwestię popu­la­ry­za­cji, Sagan popełnił mnóstwo tekstów poświę­co­nych filo­zo­fii nauki. Zasta­na­wiał się nad istotą działań uczonych, przy­szło­ścią cywi­li­za­cji i potrzebą eks­plo­ra­cji nowych światów. Jak mawiał: “Naszym obo­wiąz­kiem jest prze­trwać i roz­kwi­tać. Jesteśmy to winni nie tylko sobie, ale również kosmo­sowi staremu i bez­kre­snemu, z którego wyro­śli­śmy”. Śro­do­wi­ska naukowe zawdzię­czają astro­no­mowi prze­ko­na­nie spo­łe­czeń­stwa, i co waż­niej­sze również rządu, do wielu nowa­tor­skich inwe­sty­cji na czele z pro­gra­mem SETI. Tematy pozo­sta­jące wcze­śniej swego rodzaju tabu, uważane często za nie­po­ważne i niegodne zain­te­re­so­wa­nia sza­no­wa­nych uczonych – jak poszu­ki­wa­nie inte­li­gen­cji poza­ziem­skiej, geneza planet Układu Sło­necz­nego czy egzo­bio­lo­gia – dzięki Saganowi mogły wreszcie wyjść z cienia. 

3. Za łagodzenie obyczajów

pale blueAstronom był zade­kla­ro­wa­nym ateistą i nigdy tego nie ukrywał. Mało kto wie, że słynny monolog Pale Blue Dot naj­czę­ściej jest przy­ta­czany od środka. Cytując mniej znany fragment:
Wyobraź sobie, że wpa­tru­jesz się tę kropkę przez dowolną ilość czasu. A potem spróbuj sobie wmówić, że Bóg stworzył cały wszech­świat, dla jednego z 10 milionów gatunków żywych istot, które zamiesz­kują tę drobinkę pyłu. Następ­nie posuń się o krok dalej. Wyobraź sobie, że wszystko zostało stwo­rzone tylko dla jednej z ras tego gatunku, albo płci, albo grupy etnicz­nej lub reli­gij­nej. Jeśli nie uderza Cię to swoim nie­praw­do­po­do­bień­stwem, wybierz inną kropkę. Wyobraź sobie, że zamiesz­kuje ją inna forma inte­li­gent­nych istot. One również wielbią ideę Boga, który stworzył wszystko wyłącz­nie dla ich korzyści. Jak poważnie potrak­to­wał­byś ich twier­dze­nia?
Jednak mimo to, uczony cieszył się respek­tem wie­rzą­cych i Kościo­łów. Wszystko przez rozsądną i ugodową postawę Sagana, który wie­lo­krot­nie nawo­ły­wał do współ­pracy i wza­jem­nego szacunku. Uważał on, że po zasy­pa­niu świa­to­po­glą­do­wej prze­pa­ści udałoby się roz­wią­zać wiele cywi­li­za­cyj­nych pro­ble­mów, jak choćby kontrolę demo­gra­fii czy roz­bro­je­nie arse­na­łów jądro­wych. Pre­zen­to­wał, moim zdaniem naj­zdrow­szy i naj­bar­dziej prak­tyczny stosunek do religii, na jaki może sobie pozwolić ateista. Dosko­nale rozumiał, że w naj­bliż­szej przy­szło­ści nie ma co liczyć na wyraźny spadek zna­cze­nia wiary w taki czy inny rodzaj siły wyższej, więc zamiast walczyć z hydrą (pozdra­wiamy prof. Dawkinsa) liczył na koope­ra­cję. Jak twier­dził: “Nauka i religia różnią się w poglą­dach na to jak powstała Ziemia, ale zgadzamy się, że jej ochrona zasłu­guje na naszą uwagę i pełną miłości troskę”.

4. Za pisanie dużo, mądrze i ciekawie

contact sagan
Nigdy nie było i być może nie będzie osoby, która w sposób pięk­niej­szy opie­wa­łaby majestat kosmosu. Tym bardziej cieszy, że Sagan pozo­sta­wił po sobie sporą liczbę książek i arty­ku­łów – nie tylko nauko­wych, ale też popu­la­ry­za­tor­skich czy filo­zo­ficz­nych. Dlaczego to takie ważne? Dzisiaj nikogo nie dziwi, że profesor reno­mo­wa­nej ame­ry­kań­skiej uczelni pisze książkę dla ludu. W każdym miesiącu ukazuje się przy­naj­mniej kilka prac popu­lar­no­nau­ko­wych z zakresu nauk przy­rod­ni­czych (na nasze szczę­ście, coraz więcej jest tłu­ma­czo­nych na język polski). Jednak w latach 70. fascy­naci fizyki i astro­no­mii nie mieli tak kolo­ro­wego życia. Bum na tego typu pozycje zawdzię­czamy w zasadzie dwóm best­sel­le­rom: Krótkiej Historii Czasu Stephena Hawkinga i Kosmo­sowi autor­stwa naszego bohatera. Sagan wyznawał zasadę, o której wielu pro­fe­so­rów zapomina: znaczna część środków na naukę pochodzi od spo­łe­czeń­stwa, więc opinia publiczna powinna rozumieć, na co ich pie­nią­dze są wydawane. 

Nie wypada w tym miejscu prze­mil­czeć nie­zwy­kle udanego debiutu Sagana w świecie bele­try­styki. Jego Kontakt z roku 1985 należy do abso­lut­nej czołówki lite­ra­tury science-fiction. Piszę to z pełną satys­fak­cją, jako fan zarówno powieści jak i jej ekra­ni­za­cji  w reży­se­rii Roberta Zemec­kisa. Mimo, iż nie prze­pa­dam za fan­ta­styką naukową, historia dr Eleonory Arroway urzekła mnie swoim reali­zmem i świetnym wkom­po­no­wa­niem w fabułę rze­czy­wi­stych dyle­ma­tów jakie nastą­pi­łyby w razie kontaktu z obcą cywi­li­za­cją.

5. Za Cosmos

Kata­pultą Sagana do sławy był bez wąt­pie­nia emi­to­wany od 1980 roku serial doku­men­talny Cosmos. Podczas gdy polska młodzież szalała na punkcie tele­wi­zyj­nej Sondy, Carl w swojej cha­rak­te­ry­stycz­nej mary­narce zabierał Ame­ry­ka­nów na wycieczki po wszech­świe­cie. I to wycieczki nie byle jakie! Choć program nie robi dzisiaj wiel­kiego wrażenia, w chwili premiery zachwy­cał warstwą audio­wi­zu­alną. Nie­przy­pad­kowo Cosmos zgarnął wiele nagród i przez lata zgro­ma­dził widownię rzędu… pół miliarda ludzi na całym świecie! Czyni go to jednym z naj­po­pu­lar­niej­szych doku­men­tów w dziejach i o ile się nie mylę, zde­cy­do­wa­nie naj­czę­ściej oglą­da­nym, spośród pro­gra­mów trak­tu­ją­cych o wszech­świe­cie. Sagan szybko stanął w jednym rzędzie z naj­więk­szymi gwiaz­dami ame­ry­kań­skiego show­biz­nesu. Jak wspo­mi­nają jego naj­bliżsi, w pierw­szych mie­sią­cach po pre­mie­rze Carl miał ogromne problemy z powrotem do zwy­czaj­nej, spo­koj­nej pracy aka­de­mic­kiej.


Chyba nie muszę przy­po­mi­nać, że w tym roku (nie­przy­pad­kowo) mieliśmy okazję obejrzeć pierwszy sezon remaku Cosmosu, stwo­rzo­nego przy współ­udziale ostat­niej żony Sagana, Ann Druyan, i Neila deGrasse Tysona.

6. Za to, że był wielkim nauczycielem

Skoro o wilku mowa. Obecny dyrektor Hayden Pla­ne­ta­rium w Nowym Jorku, jest żywym dowodem jak wielki wpływ na życie młodego czło­wieka może mieć auto­ry­tet pokroju Carla Sagana. Gdy w 1975 roku nasto­letni Neil apli­ko­wał na Uni­wer­sy­tet Cornella, nie mógł się spo­dzie­wać, że oso­bi­ście odpisze mu – już wtedy znany poza uczel­nia­nymi murami – Carl Sagan. Po latach astro­fi­zyk opu­bli­ko­wał treść listu:
Drogi Neil

Dziękuję za Twój list i jedno z naj­cie­kaw­szych CV. Jestem bardzo zado­wo­lony, że apli­ku­jesz do kariery astro­noma i zamie­rzasz zrobić licen­cjat z fizyki. W ten sposób nabę­dziesz narzę­dzia nie­zbędne do podjęcia wielu kolej­nych nauko­wych przed­się­wzięć. Przy­pusz­czam, sądząc po liście, że Twoje zain­te­re­so­wa­nie astro­no­mią jest wystar­cza­jąco głębokie, a mate­ma­tyczna i fizyczna wiedza wystar­cza­jąco silne, że mógłbyś zaan­ga­żo­wać się w praw­dziwe badania podczas studiów. Jeśli taka moż­li­wość Cię inte­re­suje. (…) 

Byłbym zachwy­cony oso­bi­stym spo­tka­niem, jeśli odwie­dzisz Ithacę. Proszę, spróbuj i zawiadom mnie z wyprze­dze­niem o dacie, bo mój har­mo­no­gram jest obecnie dość napięty.

Życzę wszyst­kiego naj­lep­szego,

Carl Sagan

Nie muszę mówić, że każdy 17-latek po takim liście skakałby pod sufit ze szczę­ścia. Jak wspomina Tyson, do spo­tka­nia z mentorem rze­czy­wi­ście doszło; Carl nie tylko z nim poroz­ma­wiał, ale również opro­wa­dził go po placówce a nawet zapro­po­no­wał nocleg w swoim domu. Per­spek­ty­wicz­nemu, ale zupełnie obcemu chło­pa­kowi. Nie ma się co dziwić, że w pilo­ta­żo­wym odcinku nowego Cosmosu, nauko­wiec ze wzru­sze­niem wspo­mi­nał swego nauczy­ciela.

7. Za wierność swoim ideałom

“Chciał­bym wierzyć, że po śmierci powrócę do życia, i że jakaś myśląca, czująca, pamię­ta­jąca część mnie będzie trwać. Ale chociaż bardzo pragnę znaleźć w sobie tę wiarę, chociaż pradawne ogól­no­ludz­kie tradycje mówią, iż istnieje życie poza­gro­bowe, nie wiadomo mi o żadnym fakcie, który wska­zy­wałby, że wie­rze­nia te nie są pobożnym życze­niem”. Tak Carl Sagan pisał w swojej ostat­niej książce Miliardy, miliardy. Wiedział już wtedy, że choć che­mio­te­ra­pie kupiły mu trochę czasu, jego życie nie­ubła­ga­nie zbliża się do kresu. 

Czytając bardzo osobisty rozdział W dolinie cienia, byłem pod ogromnym wra­że­niem kon­se­kwen­cji autora. U Carla w 1994 roku wykryto mie­lo­dy­spla­zję, dość rzadką chorobę, tech­nicz­nie rzecz biorąc podobną do bia­łaczki. Nie prze­rwało to zawrot­nego tempa jego pracy. Prze­szedł prze­szczep, stracił włosy, ale gdy tylko odzyskał siły wrócił do pisania i udziału w kon­fe­ren­cjach. Będąc niemalże na łożu śmierci (posłowie do książki napisała już Ann Druyan…), uczony nie wyrażał abso­lut­nie żadnego żalu, żadnej złości ani rozpaczy. Mało tego, nawet opis swojej choroby wyko­rzy­stał w sposób prak­tyczny, snując roz­wa­ża­nia na temat wpływu testów na zwie­rzę­tach na rozwój medycyny. Jedyne nad czym Sagan ubolewał, to odpo­wie­dzi na wielkie zagadki wszech­świata, których on już nie zdąży poznać.


Nie nawrócił się, zachował abso­lutny racjo­na­lizm do ostat­niego tchnie­nia. Jed­no­cze­śnie, jak zawsze życzliwy, dzię­ko­wał wszyst­kim osobom, które składały za niego modlitwy. 20 grudnia 1996 roku zmarł w szpitalu w Seattle.

podpis-czarny
  • Fan

    Wszyst­kiego naj­lep­szego Carl, mam nadzieję, że prze­by­wasz “gdzieś, gdzie coś cie­ka­wego czeka na odkrycie…”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • m

      Weź się puknij.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • jurand

    Facet, który rozumiał jak “TO” wszystko funk­cjo­nuje i potrafił swoje poglądy prze­ka­zać innym. Dla mnie Contact to maj­stersz­tyk, po który sięgam od czasu do czasu by się trochę zmi­ty­go­wać w swoich anty­kle­ry­kal­nych poglą­dach.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • 1234

    Naj­lep­sza książka od Carla przy­naj­mniej dla mnie to “Miliardy, Miliardy”, a serial “Cosmos” to klasyka.
    Wszyst­kiego dobrego Carl, brakuje nam Twojej mądrości.

    A co do autora, to może jakiś krótki artykuł o R.Feynmanie? Nie­sa­mo­wi­cie inte­re­su­jący człowiek, szcze­gól­nie roz­wi­kła­nie zagadki Chal­len­gera.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • eMCe

      O Feyn­ma­nie można dużo infor­ma­cji znaleźć w książce “ile lat ma wszech­świat”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Zgadzam się, “Miliardy, miliardy” urzekają. To coś więcej niż książka popu­lar­no­nau­kowa, to bardzo osobiste wynu­rze­nia, pozwa­la­jące poczuć więź z autorem. Zresztą napi­sa­łem kiedyś na blogu recenzję.

      Nie wyklu­czam jakiejś notki o samym Feyn­ma­nie, gdy nadarzy się okazja. Ale akurat mistrz bongosów, jak przy­stało na ego­cen­tryka, pozo­sta­wił masę arty­ku­łów o sobie oraz auto­bio­gra­fie. =)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • miki

    5. Za Cosmos
    Kata­pultą Sagana do SŁABY<— popraw.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.lamperia.blogspot.com/ Lamperia

    W “Miliar­dach miliar­dach” Sagan stworzył wg mnie scjen­ty­styczną etykę, o wiele głębszą niż jaka­kol­wiek etyka oparta na religii. Ogólnie wszystko co stworzył bardzo mocno na mnie wpłynęło.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Grzegorz Gregor

    Jeden z wielkich. Carl Edward Sagan (1934–1996):
    “Jedna z naj­smut­niej­szych lekcji pły­ną­cych z historii ludz­ko­ści brzmi: Jeśli oszu­ki­wano nas przez wystar­cza­jąco długi czas, to mamy ten­den­cję do odrzu­ca­nia jakich­kol­wiek dowodów na wystę­po­wa­nie tego oszustwa. Nie jesteśmy zain­te­re­so­wani odna­le­zie­niem prawdy. Oszustwo nas pochło­nęło. Po prostu zbyt bolesne byłoby przy­zna­nie się nawet przed samym sobą, że zosta­li­śmy oszukani.”

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0