Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 26

Polecanki

Kobiety w naukach ścisłych – polemika ze Smoluchowskim

17th Wrz '14

Trafiłem ostatnio na prawdziwy skarb! Skany artykułów autorstwa legendarnego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Mariana Smoluchowskiego. I nie są to bynajmniej teksty poświęcone wyłącznie fizyce.

Jedno z pism naukowca zain­te­re­so­wało mnie szcze­gólnie, zazę­biając się z moimi własnymi roz­wa­ża­niami na temat roli kobiet w nauce. Co prawda artykuł Smo­lu­chow­skiego pochodzi z 1928 roku, ale pod­nie­siona w nim kwestia pozo­staje nie­po­ko­jąco aktualna:
Kobiety w naukach ścisłych? Wszak aż do ostat­nich czasów temi naukami nie zaj­mo­wały się w ogóle nigdy i przy­czynek kobiet do rozwoju jest znikomo mały. (…) Nie zajmują się mate­ma­tyką, ani fizyką, ani chemją, gdyż nie są zdolne do tego, gdyż w ogóle nie potrafią myśleć logicznie!
(…) Dziś zapa­try­wania ogółu na tę sprawę już znacznie się zmieniły. Dogmat o zasad­ni­czej nie­lo­gicz­ności umysłu kobie­cego prze­szedł do składu starych prze­sądów…
Jak na złość tym pobożnym życze­niom, temat wydol­ności kobie­cych umysłów nadal wycieka raz po raz do prze­strzeni publicznej wzbu­dzając niemałe emocje. Oczy­wi­ście w samym zagad­nieniu nie ma nic złego lub nie­na­tu­ral­nego, przy­najm­niej dopóki nie zaczniemy wyciągać zbyt pochop­nych wniosków. W pułapkę „prostej opinii”, możemy wpaść cho­ciażby przyj­mując jako miernik dys­pro­porcję liczby nobli­stów obu płci. Na ponad 320 nagród przy­zna­nych w dzie­dzi­nach fizyki i chemii, jedynie sze­ścio­krotnie sięgały poń przed­sta­wi­cielki płci pięknej (Skło­dowska-Curie 1903 i 1911, Joliot-Curie 1935, Goeppert-Mayer 1963, Hodgkin 1964, Yonath 2009). To zaledwie 2% z całości.

Pozwolę sobie również wyjść trochę dalej niż prof. Smo­lu­chowski, który skupił się jedynie na obec­ności niewiast w naukach ścisłych. Swego czasu odwie­dziłem ultras­fe­mi­ni­zo­wany Wydział Peda­go­giki i Psy­cho­logii jednego z uni­wer­sy­tetów. Nie prze­sadzę pisząc, że na jednego studenta przy­pa­dało około setki stu­dentek – co chyba nie jest szcze­gólnie szo­ku­jące. Ze zdzi­wie­niem przy­jąłem nato­miast kartkę wiszącą obok drzwi jednego z gabi­netów. Według rozpiski, wśród pra­cow­ników nauko­wych było kil­ka­na­ście bia­ło­gło­wych, głównie z tytułami magi­strów i doktorów, oraz tylko jeden męż­czyzna… Profesor zwy­czajny i kie­rownik katedry. W takiej sytuacji nie mogłem sobie nie zadać pytania: jak to jest, że studenci peda­go­giki stanowią ledwie zauwa­żalną kroplę w babskiej masie, a i tak to oni sięgają po naj­wyższe laury? Czy prościej: dziew­czyny, co wy tu do diaska wypra­wiacie? Jak pokazują sta­ty­styki UNESCO takie pro­porcje to wręcz zasada. Według nich kobiety często prze­wa­żają liczebnie na etapie studiów magi­ster­skich lub dok­tor­skich, ale wśród doktorów habi­li­to­wa­nych spotkamy już niemal dwu­krotnie więcej mężczyzn.

Przy okazji obalmy tu przy­rdze­wiały – a jeszcze pro­pa­go­wany w oma­wianym artykule – podział na tzw. ści­słowców i huma­ni­stów. Roz­my­ślania te mają, moim zdaniem, cha­rakter uni­wer­salny. Nawet w naukach tak ode­rwa­nych od cyferek i sku­pio­nych na czynniku ludzkim jak peda­go­gika lub psy­cho­logia, nie­odzowny jest logiczny i ścisły tok rozu­mo­wania. W ogóle, w żadnej dzie­dzinie nie można korzy­stać z metody naukowej, nie zna­la­złszy oparcia w twardej logice (chociaż naj­bar­dziej oporni podej­mują takie próby: klik!).

Ale wracając do tematu. Trudno nie powtó­rzyć za autorem pochwał skie­ro­wa­nych w stronę Marii Skło­dow­skiej, umysłu abso­lutnie wybit­nego i budzą­cego respekt nawet w zdo­mi­no­wanym przez mężczyzn śro­do­wisku naukowym przełomu wieków. Warto przy­po­mnieć, że nasza rodaczka jako jedyna kobieta, znalazła się na liście zapro­szo­nych do udziału w pre­sti­żowym Kon­gresie Solvaya w 1927 roku. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale na pewno udo­wadnia, że kobiecy umysł nie jest jałową ziemią.
mariaSmo­lu­chowski, podobnie jak ja, wolał poszu­kiwać źródła problemu poza sferą inte­lek­tu­alną i anatomią. W artykule czytamy:
Kobiety z natury mają pociąg do orna­men­ty­cyj­ności; wolą też historję, lite­ra­turę, filo­zofję, nawet medycynę i nauki bio­lo­giczne, niż mate­ma­tykę, fizykę, chemję. Tamte ogni­skują się około czło­wieka, około życia; te zajmują się przyrodą martwą i pra­wi­dłami abs­trak­cyj­nemi; wydają się kobietom zazwy­czaj suche i nudne.
Pomi­jając różnicę upodo­bania, przejdźmy do psy­cho­logji twór­czości naukowej (…). Dyle­tan­tyzm jest tu wyklu­czony; uczony jest zawsze do pewnego stopnia dzi­wa­kiem, wpa­trzonym w swoją naukę, igno­ru­jącym względy i obo­wiązki życia codzien­nego. Kobieta zaś jest nie­wol­nicą drobnych codzien­nych obo­wiązków.
 Myślę, że tutaj profesor UJ uchwycił sedno. A wła­ściwie dwa sedna. To kobiety poświę­cają się rodzinie. To one odczu­wają nie­po­ha­mo­wane parcie do roz­nie­cenia ogniska domowego i jego utrzy­mania. To matki są skazane na przy­mu­sowe przerwy w pracy na czas połogu i opieki nad mało­letnim potom­stwem. Przy­wo­łajmy tu choćby przykład odkryw­czyni ciemnej materii, Very Cooper-Rubin. Uczona w wywia­dach wie­lo­krotnie pod­kre­ślała, jak cały tryb swoich badań musiała pod­po­rząd­ko­wywać rodzin­nemu har­mo­no­gra­mowi i jak wiele wysiłku ją to kosz­to­wało. Notabene, z obu życio­wych ról wywią­zała się zna­ko­micie, a każde z jej czworga dzieci roz­po­częło własną karierę naukową (fizyczka, mate­matyk i dwoje geologów). Może doświad­czenia życia codzien­nego mnie mylą, ale w prze­ciętnej rodzinie męż­czyźnie łatwiej zapo­mnieć o „drobnych codzien­nych obo­wiąz­kach” i w pełni oddać się pracy lub pasji.

Drugi powód podany przez Smo­lu­chow­skiego, prze­ko­nuje mnie nieco mniej, ale trudno go cał­ko­wicie zlek­ce­ważyć. Przy­wią­zanie kobiet do tematu ogólnie pojętego czło­wieka, mogłoby znaleźć oparcie m.in. w żeńskich suk­ce­sach na polu medycyny. Panie w tej dzie­dzinie nadal ustępują męż­czy­znom, ale jednak sięgnęły już po 7 nagród Nobla (wobec 2 z fizyki i 4 z chemii), z czego pięć pochodzi z ostat­nich dwóch dekad – widać więc wyraźny progres. Potwierdza się tu również teza o większym zain­te­re­so­waniu badaczek dys­cy­pli­nami prak­tycz­nymi niż teorią. Dodajmy, że wśród lau­re­atów roz­da­wanej od 2003 roku nagrody Abela (zwanej mate­ma­tycznym Noblem) nie znalazła się jeszcze ani jedna mate­ma­tyczka. Podobnie ma się rzecz w przy­padku pre­sti­żowej nagrody Wolfa, którą odzna­czane były przed­sta­wi­cielki świata medycyny i chemii, ale ani razu mate­ma­tyczki czy fizyczki.

To zbyt kruche podstawy aby wyciągać wiążące kon­kluzje, lecz pewne ten­dencje biją po oczach i warto się nad nimi pochylić. Trudno określić też czy wyżej wymie­nione uwa­run­ko­wania mają cha­rakter tylko spo­łeczno-kul­tu­rowy, czy też jakieś „głębsze” tło. W każdym razie, jeżeli powody te są choćby czę­ściowo słuszne, to kobiety praw­do­po­dobnie nigdy nie zrównają się pod względem ilości osią­gnięć ze swoimi kolegami po fachu. Jed­no­cze­śnie, nie ustępują one męż­czy­znom pod względem inte­lek­tu­alnym i w odpo­wied­nich warun­kach potrafią walnie przy­czy­niać się do rozwoju nauki.

Nie ukrywam, że bardzo ciekawi mnie zdanie czy­tel­ni­czek. Naprawdę dostrze­gacie u siebie, postu­lo­wane przez Smo­lu­chow­skiego znu­dzenie „pra­wi­dłami abs­trak­cej­nymi” i większe zain­te­re­so­wanie tematami około życia i czło­wieka? Jak Wy postrze­gacie udział kobiet w rozwoju nauki?

Komen­to­wane pismo można znaleźć pod tym linkiem. Polecam.

podpis-czarny



Wyniki konkursu:

Poprawne odpo­wiedzi to: eks­pe­ry­ment Boome­rang, Laserowe Obser­wa­to­rium Inter­fe­ro­me­tryczne Fal Gra­wi­ta­cyj­nych LIGO, źródło pro­mie­nio­wania rent­ge­now­skiego Cygnus X-1 w gwiaz­do­zbiorze Łabędzia (to sprawiło sporo kłopotów), hipoteza fire­walli czarnych dziur (to z kolei wie­dzieli prawie wszyscy), prze­pro­wa­dzone na Wyspie Ksią­żęcej doświad­czenie Sir Arthura Edding­tona potwier­dza­jące OTW.

Poziom trud­ności nie był chyba prze­sa­dzony, skoro już dwóm pierw­szym osobom – Piotrowi i Mar­ci­nowi – udało się odgadnąć wszystkie pięć haseł. Reszta komen­tu­ją­cych pechowo nie mogła ustrzelić kompletu, toteż trzeci egzem­plarz Silników gra­wi­tacji wędruje do Karola, który jako pierwszy podał cztery poprawne odpo­wiedzi. Zwy­cięzcom gra­tu­luję (odezwę się na maile), a reszcie dziękuję za udział w zabawie!

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Micha­lina

    No nie, nie potrafię się zgodzić z Tobą ani Smo­lu­chow­skim. Nie czuję się mniej zain­te­re­so­wana wszech­światem aniżeli męż­czyźni i rozumiem fizykę nie gorzej niż zgro­ma­dzeni tu samce.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Anonim

      Zarówno autor wpisu, jak i Smo­lu­chowski mówią o ogóle kobiet, a nie o wszyst­kich. Nie bez powodu wspo­mniana jest Maria Skło­dowska-Curie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anonim

    „każde z jej czworga dzieci roz­po­częło własną karierę naukową (fizyczka, mate­matyk i dwoje geologów)”
    Geologia to nie praw­dziwa nauka!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anonim

    Blog świetny, prze­glądam wszystkie artykuły, które napi­sałeś i mówiąc szczerze znacznie polu­biłem to inne oblicze fizyki, jakże różnej od tej ser­wo­wanej w szkole. Odnośnie tego mam takie pytanie off topic: czy jest jaka­kol­wiek moż­li­wość ogląd­nięcia astro­pa­sków. Wiem, że ta ini­cja­tywa już bardzo dawno wygasła, choć była podobno na bardzo wysokim poziomie i mimo że jestem stałym czy­tel­ni­kiem tego serwisu nauko­wego, to jednak nie ” zdążyłem ” odkryć tego bloga, gdy jeszcze istniał pod nazwą atezy. 

    // stały czy­telnik „MION” 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anna

    Mimo, że zde­cy­do­wanie bardziej inte­re­suje mnie szeroko pojęta ”martwa natura” niż humanizm i przy­ziemne sprawy, zgadzam się z panem Smoluchowskim(oprócz wzmianki o tym, że nie potra­fimy myśleć logicznie – jeśli się człowiek postara, to każdy potrafi, przy­najm­niej ja tak sądzę, mam nadzieję, że nie zbyt naiwnie). Tak jak wyżej jedna z pań pisała, też rozumiem fizykę lepiej niż więk­szość samców(ogólnie samców na świecie, nie tych tutej­szych – nie jestem aż tak pewna siebie), jednak nie zna­la­złam jak dotąd ani jednej kole­żanki, która podzie­la­łaby moje ”hobby”, także dzielę je tylko z kolegami.
    Mało jest pań zain­te­re­so­wa­nych takimi rzeczami, więk­szość żyje życiem cał­ko­wicie zwią­zanym jedynie z tym co ich otacza. Moim zdaniem takie właśnie poj­mo­wanie świata jest suche i nudne. Kolejna moja naiwna myśl – jak można nie inte­re­sować się tym z czego jesteśmy złożeni(atom to nie odpo­wiedź, a zazwy­czaj takie dostaję), jak działa Wszech­świat, w którym żyjemy, i co można w nim, oprócz nas, znaleźć.
    Jednak jako kobieta, nie wiążę swojej przy­szłości z nauką fizyki, studiuję kierunek ścisły i raczej męski, ale na fizykę nie odwa­żyłam się pójść.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl Adam Adamczyk

      Trochę nie­for­tunnie wyciąłem ten fragment o logicznym myśleniu kobiet. To nie tyle opinia Smo­lu­chow­skiego co utarty frazes, który profesor przy­wołał aby potem się z nim nie zgodzić.
      Ale dziękuję bardzo za wyczer­pu­jącą odpo­wiedź na posta­wione pytanie.
      Tak z cie­ka­wości: co za kierunek stu­diu­jesz?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anna

    Właśnie nazwał to dalej ‚starym prze­sądem’, jednak była to opinia ogółu, a nie jego. Potem nie wspo­minał już o logice, i tylko przez to poczułam się troszkę zdys­kre­dy­to­wana jako kobieta.
    A studiuję mecha­nikę i budowę maszyn, poszłam na to, bo mam nadzieję, że będę mieć po tym pracę.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Klauda

    Mam podobnie! Niby studiuję typowo męski kierunek, niby dookoła wszędzie faceci łącznie z dok­to­rami i pro­fe­so­rami, a jednak jak nad­chodzi sesja nie panikuję w odróż­nieniu od kolegów którzy nie­rzadko do mnie przy­chodzą po pomoc :).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pacynka

    Dzięki. Miło się czegoś nowego o sobie dowie­dzieć. 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Agnieszka

    Abym wyraziła swoją opinię, musia­łabym napisać artykuł. Bardzo często słyszę słowa, że kobiety się do czegoś po prostu nie nadają. Dys­ku­tuję z moimi zna­jo­mymi o tym, acz­kol­wiek każdy z nas ma swoje zdanie. Trudno z tym walczyć, biorąc pod uwagę nasze wycho­wanie, men­tal­ność ludzi, utarte frazesy powta­rzane jak mantrę. Jeżeli od dziecka słyszysz, że jesteś słabą płcią, to ty zmywasz gary bo brat to przecież chłop i nie potrafi. Moim zdaniem ogra­ni­czają nas tylko ste­reo­typy. Z moją siostrą nigdy nie byłyśmy jakieś zako­chane w nauce, od naj­młod­szych lat szkoła to była katorga. Dwa lata po zro­bieniu matury zain­te­re­so­wałam się światem nauki, wszystkim tym co mnie otacza. Wpadłam w „to” po uszy. Dzisiaj wraz z siorą odkry­wamy takie rzeczy, takie piękne i ciekawe kwestie.. Gdybyśmy tylko miały odpo­wied­nich nauczy­cieli w pod­sta­wówce, gdyby tylko rodzice nas pokie­ro­wali.. gdyby ojciec zabierał nas abyśmy razem z nim „grzebali” przy samo­cho­dzie, kto wie gdzie dzisiaj byśmy były. A tak zaj­mu­jemy się fizyką i chemią i kosmo­logią bo to kochamy, bo nas to ciekawi, bo to jest po prostu tak… o nas. Boli mnie igno­rancja ludzi, boli mnie gdy ludzie nie mają pojęcia, że Słońce jest gwiazdą. Jaką drogę wybierze twoje dziecko, zależy od rodziców i od oto­czenia w jakim się wycho­wuje, nie od tego czy jest kobietą czy męż­czyzną, oczy­wi­ście są wyjątki od reguły. Moim zdaniem więk­szość ludzi rodzi się „nie­prze­cięt­nymi”. A później to albo kon­for­mizm, lenistwo, wygoda, spo­łeczna presja… ale powoli się to zmienia. Mój mąż nauczył się, że sprzą­taczki w domu nie ma i jak nie włoży do pralki swoich ciuchów to będzie chodził brudny. Mając dwójkę dzieci, dom na głowie i pracę ciężko zanurzyć się w roz­my­śla­niach o teorii strun.. (oczy­wi­ście, że mogę zająć się jedną rzeczą i to kon­kretnie, ale to mnie nie zadowala, a życie mam tylko jedno) zmiany nastę­pują powoli, w kolej­nych poko­le­niach. Wszystkie kwestie tak cha­otycznie i skrótem poru­szyłam, ale to jest temat rzeka…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Rep.

    A ja chyba wła­ściwie zgadzam się z pro­fe­sorem.
    Minęło mniej więcej sto lat od napi­sania tego tekstu, a jego prze­wi­dy­wania wła­ściwie się potwier­dzają jak na razie (dys­pro­porcja się zmniejsza, ale do równości chyba jeszcze daleko). Kiedy profesor przy­ta­czał przy­kłady kobiet zaj­mu­ją­cych się nauką, a przy tym nie­osią­ga­ją­cych spek­ta­ku­lar­nych sukcesów, pominął jedną dosyć istotną wg mnie sprawę. Sam Smo­lu­chowski wydaje się być czło­wie­kiem postę­powym, wręcz libe­ralnym femi­nistą, ale nie wszyscy naukowcy w XIX, na początku XX wieku przy­chylnie patrzyli na kobiety w nauce. Domyślam się, że to mogło być pro­blemem w pro­wa­dzeniu rze­tel­nych badań, eks­pe­ry­mentów, wyma­ga­ją­cych odpo­wied­niego sprzętu i funduszy. Sama Skło­dowska-Curie się o tym dosko­nale prze­ko­nała i z tego co pamiętam, gdyby nie mąż, zosta­łaby pomi­nięta przy pierw­szym Noblu. 

    Stu­dio­wanie „męskiego kierunku” a osią­ganie w tejże dzie­dzinie wybit­nych osią­gnięć, to dwie różne rzeczy. Nawet jeśli panie swo­bodnie poru­szają się we wsze­la­kich zagad­nie­niach mate­ma­tycz­nych, fizycz­nych czy che­micz­nych, to jednak częściej jakieś wybitne i prze­ło­mowe odkrycia należały/należą do panów. I to, co pisze profesor – o zaję­ciach zwią­za­nych z rodziną – jest roz­sądnym wyja­śnie­niem. Jest skłonna się też zgodzić co do „wła­ści­wości cha­rak­teru”, o których wspomina. 

    Btw. może docze­kamy się kolejnej noblistki w dzie­dzinie fizyki – http://archiwum.polityka.pl/art/piekny-umysl,443985.html

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • anonim

    Polecam prze­czytać ‚Druga płeć’ – De Beauvoir Simone. 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tomash

    Dys­pro­porcje w liczbie wybit­nych naukowców ze względu na płeć pró­bo­wano wie­lo­krotnie tłu­ma­czyć pod różnymi kontami, m.in. tzw. efektem Matyldy, ale fakt pozo­staje faktem. Wybit­nymi naukow­cami są w prze­wa­ża­jącej więk­szości męż­czyźni. Szukanie spo­łecz­nych i kul­tu­ro­wych powodów takiej „nie­rów­ności” miałoby sens gdyby pro­porcje nobli­stów w naukach ścisłych z podziałem na płeć wynosiły 60–40% czy 70–30%. Ale wynoszą 98% do 2 %! Sta­ty­stycznie wiec nie­zwykle uzdol­nione w dzie­dzinie fizyki czy chemii kobiety należy uznać za wyjątek, anor­ma­tyw­ność, swego rodzaju anomalię (mimo że nie brzmi to dobrze). Dobry przykład podała w jednym z wcze­śniej­szych postów Anna pisząc: „nie zna­la­złam jak dotąd ani jednej kole­żanki, która podzie­la­łaby moje ”hobby”, także dzielę je tylko z kolegami”.
    Inna sprawa, że tylko czekać aż jakaś orga­ni­zacja femi­ni­styczna wpadnie na pomysł by Komitet noblowski przy­znawał nagrody z zacho­wa­niem pary­tetów.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kipu

    Ten zespół matyldy brzmi mi jak typowe narze­kanie i kolo­ry­zo­wanie femi­ni­stek. Pewnie że część naukowców mogła być szo­wi­ni­stami ale na pewno nie tłumaczy to oma­wia­nych dys­pro­porcji, zwłaszcza w XXI wieku.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Agnieszka

    Bzdury. Jeszcze w latach ‘30-‘40 (jak nie póź­niej­szych) był problem z przy­ję­ciem kobiet na studia, ich badania były igno­ro­wane lub zawłasz­czane przez insty­tuty pro­wa­dzone przez mężczyzn (badania nad podwójną helisą). Kobiety nie miały siły prze­bicia. Jeszcze w latach ‘50 – ‘60 gdy kobieta pro­wa­dziła samochód była uznawana za wariatkę – oczy­wi­ście nie wszędzie. Pomyśl jaki wpływ na czło­wieka ma presja spo­łeczna. Gdy od małego mówią ci, że jedyne co musisz umieć to gotować i sprzątać i główki sobie nie zawracać. Oczy­wi­ście były kobiety silne, ponad to w czym się wycho­wy­wały i zmie­rzały się z trud­no­ściami. Moja mama urodziła się w latach ‘50. Pamiętam jak mi opo­wia­dała, że marzyła aby iść do wojska. Jej ojciec ją wyśmiał, wszyscy ją wyśmiali. Gdzie baba do wojska? A ona przyjęła do wia­do­mości i dała sobie spokój (kiedyś do rodziców miało się wielki respekt) Ja uro­dziłam się w latach ‘80 – mama nauczyła mnie, że mam robić to co kocham, że mogę wszystko. Teraz nad­chodzi poko­lenie, które może wszystko, które będzie zdobywać wyżyny bez względu na to kim są – wystarczy aby chcieli. Pomyśl ile pokoleń trzeba aby zmienić rze­czy­wi­stość i myślenie ludzi i ile pokoleń minęło – ja jestem trzecim poko­le­niem od uro­dzenia się mojej babci (1924 – 1958 – 1984). Może ty już tego nie docze­kasz, ale jeszcze 20 lat i nobli­stek będzie więcej niż nobli­stów. Kobiety są ambit­niejsze od mężczyzn, widać to na uczel­niach, na kursach, w biblio­te­kach. Przez lata nauczyły się jak między myciem garów a odra­bia­niem lekcji z dziećmi zadbać o swój rozwój – bo musiały. Tu dam cytat autorki, o wielkim umyśle „Pomysły moich powieści kry­mi­nal­nych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabój­stwie”. Agatha Christie

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kajtek

      Trudno sie nie zgodzić z tym jak trak­to­wano kobiety w przy­szłości ale co do twojego pro­roctwa to niestety bardzo, ale to bardzo wątpię. Moż­li­wości już są a kobiety nadal pozo­stają w tyle (być może z przyczyn wymie­nio­nych w tekście może z innych) i widać w dniu codziennym, że nawet bardzo dobre uczen­nice gdzieś po drodze wsiąkają a na finiszu tytuły zgar­niają w więk­szości faceci.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Agnieszka

    Zgadza się, moż­li­wości już są. Kobiety je wyko­rzy­stują, ale owoce ich prac zoba­czymy za kilka lat. Duże grono kobiet woli poświęcić się rodzinie niż pracy i to rozumiem, bo naprawdę ciężko pogodzić te dwie rzeczy, ale to raczej dobrze. One już rozu­mieją, że mają wybór i taki sam dostaną ich córki, które będą wspie­rane przez świa­do­mych ojców. W ten sposób już wykształ­to­wało się poko­lenie dzi­siej­szych 20-30latków, ale na owoce ich pracy trzeba poczekać. Chodź nagroda Nobla, w momencie gdy zagłę­biłam się w historię przy­zna­wania tejże „naj­waż­niej­szej” nagrody – dla mnie oso­bi­ście straciła prestiż, jest celem każdego naukowca dostaje się ją za osią­gnięcia wybitne (lub wybitnie skra­dzione) w wieku raczej mocno „doj­rzałym”.
    Kobiety w końcu zaczną wyko­rzy­stywać swój poten­cjał – gdy będą miały solidne wsparcie w spo­łe­czeń­stwie, w swoich part­ne­rach (part­ner­kach). Wczoraj wpadłam na wspa­niałe zdjęcie matki, która z płaczem tuli swoją malutką córeczkę po powrocie z 8-mie­sięcznej misji woj­skowej. Naj­więcej obrzy­dli­wych komen­tarzy padło właśnie z ust kobiet. Te komen­tarze były tak tępe, że aż żal je powielać. Jeżeli same kobiety atakują inną kobietę za to, że ta się nie spełnia w domu, to powiedz jak walczyć? Trzeba być podwójnie silnym i walić do przodu 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Justyna

    Bardzo ciekawy wpis. Moim zdaniem dziś już nie chodzi o to, że kobiety muszą zajmować się zwykłymi domowymi sprawami. Mają wciąż więcej obo­wiązków domowych niż męż­czyźni to prawda ale większy problem moim zdaniem stanowią wciąż krążące ste­reo­typy w śro­do­wi­skach typowo „męskich” (np. kie­row­ni­czych, finan­so­wych itp.). Z doświad­czenia wiem, że niektóre komen­tarze są nie­zwykle blo­ku­jące i ciężko kobiecie wybić się wyżej. Więk­szość rezy­gnuje po drodze na szczyt. Zamiast zajmować się poważ­nymi sprawami muszą zmierzyć się najpierw ze ste­reo­ty­pami, a to jest bardzo męczące i wymaga bardzo wiele wytrzy­ma­łości psy­chicznej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • miki

    Z odkry­ciami kobiet jest jak z czarnymi w USA. Nie można zwalać wszyst­kiego na nie­wol­nictwo i rządać przy­wi­leji z tego powodu (feminizm). Czy są uwa­run­ko­wania prawne ‚które blokują rozwój kobiet? Nie… Czy to nie kobiety mają sta­ty­stycznie wyższe wykształ­cenie od meżczyzn? (poten­cjał wiedzy do dalszych badań) Tak. Może poprostu sta­ty­styczna kobieta z racji swojej budowy (ewolucja):

    a) Jest mniej zain­te­re­so­wana myśle­niem techniczno/abstrakcyjnym (Teza prof.),
    b) Z racji przy­sto­sowań ewo­lu­cyj­nych, nie potrafi skupić się na jednym celu w tak znaczny sposób jak męż­czyzna,

    PS. Uwagę kolegi o tym ‚że rze­czy­wi­ście ilość kobiet w naukach ścisłych jest za mała by wynikało to z ste­reo­typów uważam za bliską prawdy…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • cran­berry

    Słu­chajcie, ale o czym my w ogóle mówimy. Chodzi mi o pro­porcje wybit­nych naukowców histo­rycz­nych – rów­no­upraw­nienie jest przecież kwestią ostat­niego stulecia, przy czym wystarczy poczytać trochę, czy film obejrzeć, a okaże się, jak ono wyglą­dało w praktyce np. w latach ’50.

    A i dziś jest tak, że jak mąż by narzekał w pracy, że żona zanie­dbuje obo­wiązki domowe/rodzinne, bo ciągle w książ­kach siedzi, to 90% kolegów (i kole­żanek!) wyra­zi­łoby współ­czucie. Jeżeli tak narzeka kobieta, to – no cóż. Istnieje podej­rzenie, że się chwali. O ile tylko za męża sie­dze­niem w książ­kach idzie awans pre­sti­żowy i finan­sowy. Ot co.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • cla­pau­cius

    Problem można spro­wa­dzić do wyników IQ. Kwestia jest kon­tro­wer­syjna ze względu na nie­szczęsne słowo ‚inte­li­gencja’, które jest obcią­żone emo­cjo­nalnie. Gdy te testy zostały po raz pierwszy sfor­mu­ło­wane, mierzyły zdol­ności mate­ma­tyczne. W latach 70 pojawił się problem ‚spo­łecznej spra­wie­dli­wości’, i testy roz­wi­nięto o badania zdol­ności języ­ko­wych w języku natu­ralnym, aby zni­we­lować 5 punktową różnicę pomiędzy średnią męską a żeńską. Nadal jednak rozkład żeński jest bardziej wyostrzony w średniej niż męski. Bardzo trudno znaleźć dane jak bardzo, tak pilnie strze­żona jest to tajem­nica poli­tycznie popraw­nych publi­kacji nauko­wych (raczej ćwierć nauko­wych – psy­cho­logia to 3/4 dyr­dy­ma­lizm, 1/4 dość pry­mi­tywne badania sta­ty­styczne). W każdym razie w zakresie IQ noblow­skiego (170+) kobiet jest od 1000 do 10000 razy mniej niż mężczyzn. Nic dziwnego że takie są wyniki. Pierwszy żeński medal Fielda został w tym roku przy­znany Maryam Mirza­khani (Pers?(a, ka) Iranka ze Stanford)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Olga

    W ogromnej części się z Tobą zgadzam, ale uważam, że nie tyle kobiety posia­dają „nie­po­ha­mo­wane parcie do roz­nie­cenia ogniska domowego”, co są do tego ZMUSZANE poprzez wszech­obecną presję śro­do­wiska. Możliwe, że jako męż­czyzna tego nawet nie dostrze­gasz, ale jest cały wachlarz spo­łecznie roz­grze­szo­nych inwektyw zare­zer­wo­wa­nych wyłącznie dla kobiet, które, zdaniem owego spo­łe­czeń­stwa, o owe ognisko dbają za mało. Nie­za­mężna? – bo nikt jej nie chce, pasztet, stara panna, dzi­waczka, do takiej nie pod­cho­dzić na odle­głość kija. Nie chce mieć dzieci? – pfff zaraz jej przej­dzie, wariatka, to nie jest praw­dziwa kobieta, egoistka! Ma dzieci i pracuje? – nie­od­po­wie­dzialna, zła matka, egoistka itp itd… Zauważ, że do panów takich kry­te­riów się nie stosuje – może sobie nie mieć żony i dzieci, wtedy będzie „szla­chetnym mężem nauki”. Myślę że ta presja spo­łeczna jest tym, co w więk­szości niszczy pociąg kobiet do nauki i kariery (chociaż, oczy­wi­ście, są takie, które świa­domie wybie­rają rodzinę!). Sama, jako osoba która nie chce mieć dzieci niemal codziennie (!!!) muszę się tłu­ma­czyć z moich wyborów i wysłu­chiwać przy­cinek na ten temat i mam tego ser­decznie dość. Dlatego bardzo dobrze rozumiem jak ta presja działa i wiem, że więk­szość kobiet ugina się. Nie do końca zgadzam się też z Panią Justyną (inny komen­tarz). Nie­spra­wie­dliwy podział obo­wiązków domowych wciąż w ogromnej więk­szości gospo­darst domowych jest faktem (kobieta dosłownie wykonuje 99% obo­wiązków przy dziecku).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ezechiel

    „Potwierdza się tu również teza o większym zain­te­re­so­waniu badaczek dys­cy­pli­nami prak­tycz­nymi niż teorią.”

    Uogól­nienie popu­lacji nobli­stów na popu­lację całych dys­cy­plin to błąd. 

    Co do ultras­fe­mi­ni­zo­wa­nych dys­cy­plin na poziomie studiów – proszę spojrzeć na prze­glądy GUS (były dys­ku­to­wane na stronach Nowego Otwarcia Uni­wer­sy­tetu). Wyraźnie widać, że nawet w sfe­mi­ni­zo­wa­nych stu­dencko dys­cy­pli­nach to panowie prze­wa­żają wśród pro­fe­sury.

    Dobrze, że autor nie wpadł w pułapkę naiwnej neu­ro­logii – po meta-analizie C. Fine w „Delu­sions of Gender” widać, że biasy kul­tu­rowe wpływają nawet na obra­zo­wania.

    @ miki
    „Nie można zwalać wszyst­kiego na nie­wol­nictwo i rządać przy­wi­leji z tego powodu (feminizm).”

    Jest trochę historii femi­nizmu. Jeśli ktoś nie odróżnia sufra­ży­stek, muni­tio­nettes, palenia staników i rewo­lucji sek­su­alnej, to powinien się douczyć. 

    @ clau­pa­cius

    „. Nadal jednak rozkład żeński jest bardziej wyostrzony w średniej niż męski. Bardzo trudno znaleźć dane jak bardzo, tak pilnie strze­żona jest to tajem­nica poli­tycznie popraw­nych publi­kacji nauko­wych (raczej ćwierć nauko­wych – psy­cho­logia to 3/4 dyr­dy­ma­lizm, 1/4 dość pry­mi­tywne badania sta­ty­styczne). W każdym razie w zakresie IQ noblow­skiego (170+) kobiet jest od 1000 do 10000 razy mniej niż mężczyzn. Nic dziwnego że takie są wyniki. Pierwszy żeński medal Fielda został w tym roku przy­znany Maryam Mirza­khani (Pers?(a, ka) Iranka ze Stanford)”

    To gdzie zna­la­złeś te nie­po­prawnie poli­tyczne dane? I dlaczego ten sposób mie­rzenia IQ który cytujesz ma być pozba­wiony biasów, o których psy­cho­logia-neu­ro­logia-socjo­logia dys­ku­tują od 40 lat. Przecież są dowody, że nawet stosunek osoby wrę­cza­jącej instrukcję testu potrafi zrobić zabu­rzenie moc­niejsze niż różnica płci. Masz jakieś papiery na to, że badania, które cytujesz wyklu­czyły efekt Pig­mal­liona / golema w badaniu?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anita

    To może ja opowiem swoją historię. W szkole lepiej radziłam sobie z naukami huma­ni­stycz­nymi. W drugiej klasie liceum zmienił się nauczy­ciel fizyki, to po pierwsze, a po drugie nigdzie nie mogłam dostać pod­ręcz­nika. Pod­ręcznik miała kole­żanka z osiedla, która była tak miła, że poży­czała mi go na kilka godzin. Nowy nauczy­ciel, oprócz tego, że fascy­nu­jąco opo­wiadał o fizyce, okazał się ter­mi­na­torem. 20–30 zadań było normalną pracą domową, a mieliśmy cztery lekcje w tygodniu. Trzy czwarte klasy płakało z bólu, ale nie ja. Z uwagi na to, że pod­ręcznik miałam tylko na kilka godzin, musiałam nauczyć się jego treści w krótkim czasie i muszę przyznać, że w połą­czeniu z wykła­dami na lekcjach fizyka była wtedy piękna. Otworzył się przede mną zupełnie nowy świat, te 20–30 zadań trza­skałam jak maszyna, a spraw­dziany były for­mal­no­ścią. Niestety, jak wspo­mniałam, mój nauczy­ciel był ter­mi­na­torem. Na koniec roku szkol­nego wystawił kil­ka­na­ście miernych, o co wkurzył się mój wycho­wawca i odpłacił tym samym w klasie fizyka. Panowie poszli na ugodę, fizyk od nowego roku szkol­nego już nas nie uczył, nowa nauczy­cielka miała zwyczaj zwracać się do nas per „zające poziomki”. I nikt, ale to kom­pletnie nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że w tym morzu miernych i dosta­tecz­nych na koniec roku szkol­nego były dwie oceny bardzo dobre. Jedna kolegi geniusza kla­so­wego, co nie było niczym zaska­ku­jącym i druga moja, co rze­czy­wi­ście mogło być tak trudne do zaak­cep­to­wania, że zostało zigno­ro­wane. Od nowego roku stało się coś, co prze­czu­wałam i z czym sama nie umiałam sobie poradzić – fizyka stała się znów nudna, płaska i o niczym, z całym sza­cun­kiem:) Na koniec chcia­łabym dodać, że zdol­ności mojego brata nie pozo­stały nie­zau­wa­żone. Sam przy­znaje, że mnóstwo zawdzięcza swoim nauczy­cielom ze szkoły średniej. Jest doktorem fizyki i pracuje w Insty­tucie Maxa Plancka w Niem­czech. A ja jestem arche­olo­giem, który nie bez powodu trafił na kwantowo.pl 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Z praw­dziwym zacie­ka­wie­niem prze­czy­tałem Twoje świa­dectwo. 🙂 Nie da się ukryć, że o ile prze­ciętny nauczy­ciel ni grzeje ni ziębi, o tyle belfer mierny potrafi naprawdę znie­chęcić do przed­miotu, a ten z powo­łania, zarazić swoją fascy­nacją. Zwłaszcza gdy mowa o przed­mio­tach przy­rod­ni­czych, gdzie ewen­tu­alne braki mogą ustawić nasze zain­te­re­so­wania na całe życie.

      Pozdro­wienia dla Ciebie i Twojego brata. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Anita

        Dziękuję bardzo:) Ostatnio mój sied­mio­letni syn stwier­dził, że chce budować roboty. Właśnie przy­mie­rzamy się do pierw­szego świa­tło­luba. Również pozdra­wiam ser­decznie:)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0