Trafiłem ostatnio na prawdziwy skarb! Skany artykułów autorstwa legendarnego profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Mariana Smoluchowskiego. I nie są to bynajmniej teksty poświęcone wyłącznie fizyce.

Jedno z pism naukowca zain­te­re­so­wało mnie szcze­gól­nie, zazę­bia­jąc się z moimi własnymi roz­wa­ża­niami na temat roli kobiet w nauce. Co prawda artykuł Smo­lu­chow­skiego pochodzi z 1928 roku, ale pod­nie­siona w nim kwestia pozo­staje nie­po­ko­jąco aktualna:
Kobiety w naukach ścisłych? Wszak aż do ostat­nich czasów temi naukami nie zaj­mo­wały się w ogóle nigdy i przy­czy­nek kobiet do rozwoju jest znikomo mały. (…) Nie zajmują się mate­ma­tyką, ani fizyką, ani chemją, gdyż nie są zdolne do tego, gdyż w ogóle nie potrafią myśleć logicz­nie!
(…) Dziś zapa­try­wa­nia ogółu na tę sprawę już znacznie się zmieniły. Dogmat o zasad­ni­czej nie­lo­gicz­no­ści umysłu kobie­cego prze­szedł do składu starych prze­są­dów…
Jak na złość tym pobożnym życze­niom, temat wydol­no­ści kobie­cych umysłów nadal wycieka raz po raz do prze­strzeni publicz­nej wzbu­dza­jąc niemałe emocje. Oczy­wi­ście w samym zagad­nie­niu nie ma nic złego lub nie­na­tu­ral­nego, przy­naj­mniej dopóki nie zaczniemy wyciągać zbyt pochop­nych wniosków. W pułapkę “prostej opinii”, możemy wpaść cho­ciażby przyj­mu­jąc jako miernik dys­pro­por­cję liczby nobli­stów obu płci. Na ponad 320 nagród przy­zna­nych w dzie­dzi­nach fizyki i chemii, jedynie sze­ścio­krot­nie sięgały poń przed­sta­wi­cielki płci pięknej (Skło­dow­ska-Curie 1903 i 1911, Joliot-Curie 1935, Goeppert-Mayer 1963, Hodgkin 1964, Yonath 2009). To zaledwie 2% z całości.

Pozwolę sobie również wyjść trochę dalej niż prof. Smo­lu­chow­ski, który skupił się jedynie na obec­no­ści niewiast w naukach ścisłych. Swego czasu odwie­dzi­łem ultras­fe­mi­ni­zo­wany Wydział Peda­go­giki i Psy­cho­lo­gii jednego z uni­wer­sy­te­tów. Nie prze­sa­dzę pisząc, że na jednego studenta przy­pa­dało około setki stu­den­tek – co chyba nie jest szcze­gól­nie szo­ku­jące. Ze zdzi­wie­niem przy­ją­łem nato­miast kartkę wiszącą obok drzwi jednego z gabi­ne­tów. Według rozpiski, wśród pra­cow­ni­ków nauko­wych znaj­do­wało się kil­ka­na­ście bia­ło­gło­wych, głównie z tytułami magi­strów i doktorów, oraz tylko jeden męż­czy­zna… Profesor zwy­czajny i kie­row­nik katedry. W takiej sytuacji nie mogłem sobie nie zadać pytania: jak to jest, że studenci peda­go­giki stanowią ledwie zauwa­żalną kroplę w babskiej masie, a i tak to oni sięgają po naj­wyż­sze laury? Aż chciało się kogoś zaczepić i zapytać, dziew­czyny, co wy tu do diaska wypra­wia­cie? Jak pokazują sta­ty­styki UNESCO takie pro­por­cje to wręcz zasada. Według nich kobiety często prze­wa­żają liczeb­nie na etapie studiów magi­ster­skich lub dok­tor­skich, ale wśród doktorów habi­li­to­wa­nych spotkamy już niemal dwu­krot­nie więcej mężczyzn.

Przy okazji obalmy tu przy­rdze­wiały – a jeszcze pro­pa­go­wany w oma­wia­nym artykule – podział na tzw. ści­słow­ców i huma­ni­stów. Roz­my­śla­nia te mają, moim zdaniem, cha­rak­ter uni­wer­salny. Nawet w naukach tak ode­rwa­nych od cyferek i sku­pio­nych na czynniku ludzkim jak peda­go­gika lub psy­cho­lo­gia, nie­odzowny jest logiczny i ścisły tok rozu­mo­wa­nia. W ogóle, w żadnej dzie­dzi­nie nie można korzy­stać z metody naukowej, nie zna­la­zł­szy oparcia w twardej logice (chociaż naj­bar­dziej oporni podej­mują takie próby, ośmie­sza­jąc siebie i swoją dys­cy­plinę).

Ale wracając do tematu. Trudno nie powtó­rzyć za autorem pochwał skie­ro­wa­nych w stronę Marii Skło­dow­skiej, umysłu abso­lut­nie wybit­nego i budzą­cego respekt nawet w zdo­mi­no­wa­nym przez mężczyzn śro­do­wi­sku naukowym przełomu wieków. Warto przy­po­mnieć, że nasza rodaczka jako jedyna kobieta, znalazła się na liście zapro­szo­nych do udziału w pre­sti­żo­wym Kon­gre­sie Solvaya w 1927 roku. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale na pewno udo­wad­nia, że kobiecy umysł, w żadnym wypadku nie jest jałową glebą.
mariaSmo­lu­chow­ski, podobnie jak ja, wolał poszu­ki­wać źródła problemu poza sferą inte­lek­tu­alną i anatomią. W artykule czytamy:
Kobiety z natury mają pociąg do orna­men­ty­cyj­no­ści; wolą też historję, lite­ra­turę, filo­zo­fję, nawet medycynę i nauki bio­lo­giczne, niż mate­ma­tykę, fizykę, chemję. Tamte ogni­skują się około czło­wieka, około życia; te zajmują się przyrodą martwą i pra­wi­dłami abs­trak­cyj­nemi; wydają się kobietom zazwy­czaj suche i nudne.
Pomi­ja­jąc różnicę upodo­ba­nia, przejdźmy do psy­cho­lo­gji twór­czo­ści naukowej (…). Dyle­tan­tyzm jest tu wyklu­czony; uczony jest zawsze do pewnego stopnia dzi­wa­kiem, wpa­trzo­nym w swoją naukę, igno­ru­ją­cym względy i obo­wiązki życia codzien­nego. Kobieta zaś jest nie­wol­nicą drobnych codzien­nych obo­wiąz­ków.
Myślę, że tutaj profesor UJ uchwycił sedno. A wła­ści­wie dwa sedna. To kobiety poświę­cają się rodzinie. To one odczu­wają nie­po­ha­mo­wane parcie do roz­nie­ce­nia ogniska domowego i jego utrzy­ma­nia. To matki są skazane na przy­mu­sowe przerwy w pracy na czas połogu i opieki nad mało­let­nim potom­stwem. Przy­wo­łajmy tu choćby przykład odkryw­czyni ciemnej materii, Very Cooper-Rubin. Uczona w wywia­dach wie­lo­krot­nie pod­kre­ślała, jak cały tryb swoich badań musiała pod­po­rząd­ko­wy­wać rodzin­nemu har­mo­no­gra­mowi i jak wiele wysiłku ją to kosz­to­wało. Notabene, z obu życio­wych ról wywią­zała się zna­ko­mi­cie, a każde z jej czworga dzieci roz­po­częło własną karierę naukową (fizyczka, mate­ma­tyk i dwoje geologów). Może doświad­cze­nia życia codzien­nego mnie mylą, ale w prze­cięt­nej rodzinie męż­czyź­nie łatwiej zapo­mnieć o “drobnych codzien­nych obo­wiąz­kach” i w pełni oddać się pracy lub pasji.

Drugi powód podany przez Smo­lu­chow­skiego, prze­ko­nuje mnie nieco mniej, ale trudno go cał­ko­wi­cie zlek­ce­wa­żyć. Przy­wią­za­nie kobiet do tematu ogólnie pojętego czło­wieka, mogłoby znaleźć oparcie m.in. w żeńskich suk­ce­sach na polu medycyny. Panie w tej dzie­dzi­nie nadal ustępują męż­czy­znom, ale jednak sięgnęły już po 7 nagród Nobla (wobec 2 z fizyki i 4 z chemii), z czego pięć pochodzi z ostat­nich dwóch dekad – widać więc wyraźny progres. Potwier­dza się tu również teza o większym zain­te­re­so­wa­niu badaczek dys­cy­pli­nami prak­tycz­nymi niż teorią. Dodajmy, że wśród lau­re­atów roz­da­wa­nej od 2003 roku nagrody Abela (zwanej mate­ma­tycz­nym Noblem) nie znalazła się jeszcze ani jedna mate­ma­tyczka. Podobnie ma się rzecz w przy­padku pre­sti­żo­wej nagrody Wolfa, którą odzna­czane były przed­sta­wi­cielki świata medycyny i chemii, ale ani razu mate­ma­tyczki czy fizyczki.

To zbyt kruche podstawy aby wyciągać wiążące kon­klu­zje, lecz pewne ten­den­cje biją po oczach i należy się nad nimi pochylić. Trudno określić też czy wyżej wymie­nione uwa­run­ko­wa­nia mają cha­rak­ter tylko spo­łeczno-kul­tu­rowy, czy też jakieś głębsze fun­da­menty. W każdym razie, jeżeli wymie­nione przy­czyny są choćby czę­ściowo słuszne, to kobiety praw­do­po­dob­nie nigdy nie zrównają się pod względem ilości osią­gnięć ze swoimi kolegami po fachu. Jed­no­cze­śnie, nie oznacza to, iż ustępują one męż­czy­znom pod względem inte­lek­tu­al­nym, gdyż w odpo­wied­nich warun­kach potrafią walnie przy­czy­niać się do rozwoju róż­no­ra­kich sfer nauki.

Nie ukrywam, że bardzo ciekawi mnie zdanie czy­tel­ni­czek. Naprawdę dostrze­ga­cie u siebie, postu­lo­wane przez Smo­lu­chow­skiego znu­dze­nie “pra­wi­dłami abs­trak­cej­nymi” i większe zain­te­re­so­wa­nie tematami około życia i czło­wieka? Jak Wy postrze­ga­cie udział kobiet w rozwoju nauki?

Komen­to­wane pismo można znaleźć pod tym linkiem. Polecam.

podpis-czarny



Wyniki konkursu:

Poprawne odpo­wie­dzi to: eks­pe­ry­ment Boome­rang, Laserowe Obser­wa­to­rium Inter­fe­ro­me­tryczne Fal Gra­wi­ta­cyj­nych LIGO, źródło pro­mie­nio­wa­nia rent­ge­now­skiego Cygnus X-1 w gwiaz­do­zbio­rze Łabędzia (to sprawiło sporo kłopotów), hipoteza fire­walli czarnych dziur (to z kolei wie­dzieli prawie wszyscy), prze­pro­wa­dzone na Wyspie Ksią­żę­cej doświad­cze­nie Sir Arthura Edding­tona potwier­dza­jące OTW.

Poziom trud­no­ści nie był chyba prze­sa­dzony, skoro już dwóm pierw­szym osobom – Piotrowi i Mar­ci­nowi – udało się odgadnąć wszyst­kie pięć haseł. Reszta komen­tu­ją­cych pechowo nie mogła ustrze­lić kompletu, toteż trzeci egzem­plarz Silników gra­wi­ta­cji wędruje do Karola, który jako pierwszy podał cztery poprawne odpo­wie­dzi. Zwy­cięz­com gra­tu­luję (odezwę się na maile), a reszcie dziękuję za udział w zabawie!

  • Micha­lina

    No nie, nie potrafię się zgodzić z Tobą ani Smo­lu­chow­skim. Nie czuję się mniej zain­te­re­so­wana wszech­świa­tem aniżeli męż­czyźni i rozumiem fizykę nie gorzej niż zgro­ma­dzeni tu samce.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Anonim

      Zarówno autor wpisu, jak i Smo­lu­chow­ski mówią o ogóle kobiet, a nie o wszyst­kich. Nie bez powodu wspo­mniana jest Maria Skło­dow­ska-Curie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anonim

    “każde z jej czworga dzieci roz­po­częło własną karierę naukową (fizyczka, mate­ma­tyk i dwoje geologów)”
    Geologia to nie praw­dziwa nauka!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anonim

    Blog świetny, prze­glą­dam wszyst­kie artykuły, które napi­sa­łeś i mówiąc szczerze znacznie polu­bi­łem to inne oblicze fizyki, jakże różnej od tej ser­wo­wa­nej w szkole. Odnośnie tego mam takie pytanie off topic: czy jest jaka­kol­wiek moż­li­wość ogląd­nię­cia astro­pa­sków. Wiem, że ta ini­cja­tywa już bardzo dawno wygasła, choć była podobno na bardzo wysokim poziomie i mimo że jestem stałym czy­tel­ni­kiem tego serwisu nauko­wego, to jednak nie ” zdążyłem ” odkryć tego bloga, gdy jeszcze istniał pod nazwą atezy. 

    // stały czy­tel­nik “MION” 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anna

    Mimo, że zde­cy­do­wa­nie bardziej inte­re­suje mnie szeroko pojęta ”martwa natura” niż humanizm i przy­ziemne sprawy, zgadzam się z panem Smoluchowskim(oprócz wzmianki o tym, że nie potra­fimy myśleć logicz­nie — jeśli się człowiek postara, to każdy potrafi, przy­naj­mniej ja tak sądzę, mam nadzieję, że nie zbyt naiwnie). Tak jak wyżej jedna z pań pisała, też rozumiem fizykę lepiej niż więk­szość samców(ogólnie samców na świecie, nie tych tutej­szych — nie jestem aż tak pewna siebie), jednak nie zna­la­złam jak dotąd ani jednej kole­żanki, która podzie­la­łaby moje ”hobby”, także dzielę je tylko z kolegami.
    Mało jest pań zain­te­re­so­wa­nych takimi rzeczami, więk­szość żyje życiem cał­ko­wi­cie zwią­za­nym jedynie z tym co ich otacza. Moim zdaniem takie właśnie poj­mo­wa­nie świata jest suche i nudne. Kolejna moja naiwna myśl — jak można nie inte­re­so­wać się tym z czego jesteśmy złożeni(atom to nie odpo­wiedź, a zazwy­czaj takie dostaję), jak działa Wszech­świat, w którym żyjemy, i co można w nim, oprócz nas, znaleźć.
    Jednak jako kobieta, nie wiążę swojej przy­szło­ści z nauką fizyki, studiuję kierunek ścisły i raczej męski, ale na fizykę nie odwa­ży­łam się pójść.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl Adam Adamczyk

      Trochę nie­for­tun­nie wyciąłem ten fragment o logicz­nym myśleniu kobiet. To nie tyle opinia Smo­lu­chow­skiego co utarty frazes, który profesor przy­wo­łał aby potem się z nim nie zgodzić.
      Ale dziękuję bardzo za wyczer­pu­jącą odpo­wiedź na posta­wione pytanie.
      Tak z cie­ka­wo­ści: co za kierunek stu­diu­jesz?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anna

    Właśnie nazwał to dalej ‘starym prze­są­dem’, jednak była to opinia ogółu, a nie jego. Potem nie wspo­mi­nał już o logice, i tylko przez to poczułam się troszkę zdys­kre­dy­to­wana jako kobieta.
    A studiuję mecha­nikę i budowę maszyn, poszłam na to, bo mam nadzieję, że będę mieć po tym pracę.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Klauda

    Mam podobnie! Niby studiuję typowo męski kierunek, niby dookoła wszędzie faceci łącznie z dok­to­rami i pro­fe­so­rami, a jednak jak nad­cho­dzi sesja nie panikuję w odróż­nie­niu od kolegów którzy nie­rzadko do mnie przy­cho­dzą po pomoc :).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pacynka

    Dzięki. Miło się czegoś nowego o sobie dowie­dzieć. 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Agnieszka

    Abym wyraziła swoją opinię, musia­ła­bym napisać artykuł. Bardzo często słyszę słowa, że kobiety się do czegoś po prostu nie nadają. Dys­ku­tuję z moimi zna­jo­mymi o tym, acz­kol­wiek każdy z nas ma swoje zdanie. Trudno z tym walczyć, biorąc pod uwagę nasze wycho­wa­nie, men­tal­ność ludzi, utarte frazesy powta­rzane jak mantrę. Jeżeli od dziecka słyszysz, że jesteś słabą płcią, to ty zmywasz gary bo brat to przecież chłop i nie potrafi. Moim zdaniem ogra­ni­czają nas tylko ste­reo­typy. Z moją siostrą nigdy nie byłyśmy jakieś zako­chane w nauce, od naj­młod­szych lat szkoła to była katorga. Dwa lata po zro­bie­niu matury zain­te­re­so­wa­łam się światem nauki, wszyst­kim tym co mnie otacza. Wpadłam w “to” po uszy. Dzisiaj wraz z siorą odkry­wamy takie rzeczy, takie piękne i ciekawe kwestie.. Gdybyśmy tylko miały odpo­wied­nich nauczy­cieli w pod­sta­wówce, gdyby tylko rodzice nas pokie­ro­wali.. gdyby ojciec zabierał nas abyśmy razem z nim “grzebali” przy samo­cho­dzie, kto wie gdzie dzisiaj byśmy były. A tak zaj­mu­jemy się fizyką i chemią i kosmo­lo­gią bo to kochamy, bo nas to ciekawi, bo to jest po prostu tak… o nas. Boli mnie igno­ran­cja ludzi, boli mnie gdy ludzie nie mają pojęcia, że Słońce jest gwiazdą. Jaką drogę wybierze twoje dziecko, zależy od rodziców i od oto­cze­nia w jakim się wycho­wuje, nie od tego czy jest kobietą czy męż­czy­zną, oczy­wi­ście są wyjątki od reguły. Moim zdaniem więk­szość ludzi rodzi się “nie­prze­cięt­nymi”. A później to albo kon­for­mizm, lenistwo, wygoda, spo­łeczna presja… ale powoli się to zmienia. Mój mąż nauczył się, że sprzą­taczki w domu nie ma i jak nie włoży do pralki swoich ciuchów to będzie chodził brudny. Mając dwójkę dzieci, dom na głowie i pracę ciężko zanurzyć się w roz­my­śla­niach o teorii strun.. (oczy­wi­ście, że mogę zająć się jedną rzeczą i to kon­kret­nie, ale to mnie nie zadowala, a życie mam tylko jedno) zmiany nastę­pują powoli, w kolej­nych poko­le­niach. Wszyst­kie kwestie tak cha­otycz­nie i skrótem poru­szy­łam, ale to jest temat rzeka…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Rep.

    A ja chyba wła­ści­wie zgadzam się z pro­fe­so­rem.
    Minęło mniej więcej sto lat od napi­sa­nia tego tekstu, a jego prze­wi­dy­wa­nia wła­ści­wie się potwier­dzają jak na razie (dys­pro­por­cja się zmniej­sza, ale do równości chyba jeszcze daleko). Kiedy profesor przy­ta­czał przy­kłady kobiet zaj­mu­ją­cych się nauką, a przy tym nie­osią­ga­ją­cych spek­ta­ku­lar­nych sukcesów, pominął jedną dosyć istotną wg mnie sprawę. Sam Smo­lu­chow­ski wydaje się być czło­wie­kiem postę­po­wym, wręcz libe­ral­nym femi­ni­stą, ale nie wszyscy naukowcy w XIX, na początku XX wieku przy­chyl­nie patrzyli na kobiety w nauce. Domyślam się, że to mogło być pro­ble­mem w pro­wa­dze­niu rze­tel­nych badań, eks­pe­ry­men­tów, wyma­ga­ją­cych odpo­wied­niego sprzętu i funduszy. Sama Skło­dow­ska-Curie się o tym dosko­nale prze­ko­nała i z tego co pamiętam, gdyby nie mąż, zosta­łaby pomi­nięta przy pierw­szym Noblu. 

    Stu­dio­wa­nie “męskiego kierunku” a osią­ga­nie w tejże dzie­dzi­nie wybit­nych osią­gnięć, to dwie różne rzeczy. Nawet jeśli panie swo­bod­nie poru­szają się we wsze­la­kich zagad­nie­niach mate­ma­tycz­nych, fizycz­nych czy che­micz­nych, to jednak częściej jakieś wybitne i prze­ło­mowe odkrycia należały/należą do panów. I to, co pisze profesor — o zaję­ciach zwią­za­nych z rodziną — jest roz­sąd­nym wyja­śnie­niem. Jest skłonna się też zgodzić co do “wła­ści­wo­ści cha­rak­teru”, o których wspomina. 

    Btw. może docze­kamy się kolejnej noblistki w dzie­dzi­nie fizyki — http://archiwum.polityka.pl/art/piekny-umysl,443985.html

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • anonim

    Polecam prze­czy­tać ‘Druga płeć’ — De Beauvoir Simone. 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tomash

    Dys­pro­por­cje w liczbie wybit­nych naukow­ców ze względu na płeć pró­bo­wano wie­lo­krot­nie tłu­ma­czyć pod różnymi kontami, m.in. tzw. efektem Matyldy, ale fakt pozo­staje faktem. Wybit­nymi naukow­cami są w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści męż­czyźni. Szukanie spo­łecz­nych i kul­tu­ro­wych powodów takiej “nie­rów­no­ści” miałoby sens gdyby pro­por­cje nobli­stów w naukach ścisłych z podzia­łem na płeć wynosiły 60–40% czy 70–30%. Ale wynoszą 98% do 2 %! Sta­ty­stycz­nie wiec nie­zwy­kle uzdol­nione w dzie­dzi­nie fizyki czy chemii kobiety należy uznać za wyjątek, anor­ma­tyw­ność, swego rodzaju anomalię (mimo że nie brzmi to dobrze). Dobry przykład podała w jednym z wcze­śniej­szych postów Anna pisząc: “nie zna­la­złam jak dotąd ani jednej kole­żanki, która podzie­la­łaby moje ”hobby”, także dzielę je tylko z kolegami”.
    Inna sprawa, że tylko czekać aż jakaś orga­ni­za­cja femi­ni­styczna wpadnie na pomysł by Komitet noblow­ski przy­zna­wał nagrody z zacho­wa­niem pary­te­tów.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kipu

    Ten zespół matyldy brzmi mi jak typowe narze­ka­nie i kolo­ry­zo­wa­nie femi­ni­stek. Pewnie że część naukow­ców mogła być szo­wi­ni­stami ale na pewno nie tłumaczy to oma­wia­nych dys­pro­por­cji, zwłasz­cza w XXI wieku.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Agnieszka

    Bzdury. Jeszcze w latach ‘30-‘40 (jak nie póź­niej­szych) był problem z przy­ję­ciem kobiet na studia, ich badania były igno­ro­wane lub zawłasz­czane przez insty­tuty pro­wa­dzone przez mężczyzn (badania nad podwójną helisą). Kobiety nie miały siły prze­bi­cia. Jeszcze w latach ‘50 — ‘60 gdy kobieta pro­wa­dziła samochód była uznawana za wariatkę — oczy­wi­ście nie wszędzie. Pomyśl jaki wpływ na czło­wieka ma presja spo­łeczna. Gdy od małego mówią ci, że jedyne co musisz umieć to gotować i sprzątać i główki sobie nie zawracać. Oczy­wi­ście były kobiety silne, ponad to w czym się wycho­wy­wały i zmie­rzały się z trud­no­ściami. Moja mama urodziła się w latach ‘50. Pamiętam jak mi opo­wia­dała, że marzyła aby iść do wojska. Jej ojciec ją wyśmiał, wszyscy ją wyśmiali. Gdzie baba do wojska? A ona przyjęła do wia­do­mo­ści i dała sobie spokój (kiedyś do rodziców miało się wielki respekt) Ja uro­dzi­łam się w latach ‘80 — mama nauczyła mnie, że mam robić to co kocham, że mogę wszystko. Teraz nad­cho­dzi poko­le­nie, które może wszystko, które będzie zdobywać wyżyny bez względu na to kim są — wystar­czy aby chcieli. Pomyśl ile pokoleń trzeba aby zmienić rze­czy­wi­stość i myślenie ludzi i ile pokoleń minęło — ja jestem trzecim poko­le­niem od uro­dze­nia się mojej babci (1924 — 1958 — 1984). Może ty już tego nie docze­kasz, ale jeszcze 20 lat i nobli­stek będzie więcej niż nobli­stów. Kobiety są ambit­niej­sze od mężczyzn, widać to na uczel­niach, na kursach, w biblio­te­kach. Przez lata nauczyły się jak między myciem garów a odra­bia­niem lekcji z dziećmi zadbać o swój rozwój — bo musiały. Tu dam cytat autorki, o wielkim umyśle “Pomysły moich powieści kry­mi­nal­nych znajduję zmywając. Jest to zajęcie tak głupie, że zawsze rodzi we mnie myśl o zabój­stwie”. Agatha Christie

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kajtek

      Trudno sie nie zgodzić z tym jak trak­to­wano kobiety w przy­szło­ści ale co do twojego pro­roc­twa to niestety bardzo, ale to bardzo wątpię. Moż­li­wo­ści już są a kobiety nadal pozo­stają w tyle (być może z przyczyn wymie­nio­nych w tekście może z innych) i widać w dniu codzien­nym, że nawet bardzo dobre uczen­nice gdzieś po drodze wsiąkają a na finiszu tytuły zgar­niają w więk­szo­ści faceci.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Michu

      Widzisz — znajoma — dok­to­rantka z bio­che­mii — dostała się jako postdoc do Karo­lin­ska Insti­tuut (uwaga — tam właśnie przy­znają Noble), dostała się poko­nu­jąc 500 uczest­ni­ków konkursu.

      Co mówiła po dwóch latach?
      “Bo wiesz, ja bym tak chciała jednak tak rodzinę… a na to nie mam czasu… chyba nie nadaję się na naukowca, bo mi się podoba takie bycie kurą domową”.

      Hmmm

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Agnieszka

    Zgadza się, moż­li­wo­ści już są. Kobiety je wyko­rzy­stują, ale owoce ich prac zoba­czymy za kilka lat. Duże grono kobiet woli poświę­cić się rodzinie niż pracy i to rozumiem, bo naprawdę ciężko pogodzić te dwie rzeczy, ale to raczej dobrze. One już rozu­mieją, że mają wybór i taki sam dostaną ich córki, które będą wspie­rane przez świa­do­mych ojców. W ten sposób już wykształ­to­wało się poko­le­nie dzi­siej­szych 20-30latków, ale na owoce ich pracy trzeba poczekać. Chodź nagroda Nobla, w momencie gdy zagłę­bi­łam się w historię przy­zna­wa­nia tejże “naj­waż­niej­szej” nagrody — dla mnie oso­bi­ście straciła prestiż, jest celem każdego naukowca dostaje się ją za osią­gnię­cia wybitne (lub wybitnie skra­dzione) w wieku raczej mocno “doj­rza­łym”.
    Kobiety w końcu zaczną wyko­rzy­sty­wać swój poten­cjał — gdy będą miały solidne wsparcie w spo­łe­czeń­stwie, w swoich part­ne­rach (part­ner­kach). Wczoraj wpadłam na wspa­niałe zdjęcie matki, która z płaczem tuli swoją malutką córeczkę po powrocie z 8-mie­sięcz­nej misji woj­sko­wej. Naj­wię­cej obrzy­dli­wych komen­ta­rzy padło właśnie z ust kobiet. Te komen­ta­rze były tak tępe, że aż żal je powielać. Jeżeli same kobiety atakują inną kobietę za to, że ta się nie spełnia w domu, to powiedz jak walczyć? Trzeba być podwój­nie silnym i walić do przodu 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Justyna

    Bardzo ciekawy wpis. Moim zdaniem dziś już nie chodzi o to, że kobiety muszą zajmować się zwykłymi domowymi sprawami. Mają wciąż więcej obo­wiąz­ków domowych niż męż­czyźni to prawda ale większy problem moim zdaniem stanowią wciąż krążące ste­reo­typy w śro­do­wi­skach typowo “męskich” (np. kie­row­ni­czych, finan­so­wych itp.). Z doświad­cze­nia wiem, że niektóre komen­ta­rze są nie­zwy­kle blo­ku­jące i ciężko kobiecie wybić się wyżej. Więk­szość rezy­gnuje po drodze na szczyt. Zamiast zajmować się poważ­nymi sprawami muszą zmierzyć się najpierw ze ste­reo­ty­pami, a to jest bardzo męczące i wymaga bardzo wiele wytrzy­ma­ło­ści psy­chicz­nej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • miki

    Z odkry­ciami kobiet jest jak z czarnymi w USA. Nie można zwalać wszyst­kiego na nie­wol­nic­two i rządać przy­wi­leji z tego powodu (feminizm). Czy są uwa­run­ko­wa­nia prawne ‚które blokują rozwój kobiet? Nie… Czy to nie kobiety mają sta­ty­stycz­nie wyższe wykształ­ce­nie od meżczyzn? (poten­cjał wiedzy do dalszych badań) Tak. Może poprostu sta­ty­styczna kobieta z racji swojej budowy (ewolucja):

    a) Jest mniej zain­te­re­so­wana myśle­niem techniczno/abstrakcyjnym (Teza prof.),
    b) Z racji przy­sto­so­wań ewo­lu­cyj­nych, nie potrafi skupić się na jednym celu w tak znaczny sposób jak męż­czy­zna,

    PS. Uwagę kolegi o tym ‚że rze­czy­wi­ście ilość kobiet w naukach ścisłych jest za mała by wynikało to z ste­reo­ty­pów uważam za bliską prawdy…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • cran­berry

    Słu­chaj­cie, ale o czym my w ogóle mówimy. Chodzi mi o pro­por­cje wybit­nych naukow­ców histo­rycz­nych — rów­no­upraw­nie­nie jest przecież kwestią ostat­niego stulecia, przy czym wystar­czy poczytać trochę, czy film obejrzeć, a okaże się, jak ono wyglą­dało w praktyce np. w latach ’50.

    A i dziś jest tak, że jak mąż by narzekał w pracy, że żona zanie­dbuje obo­wiązki domowe/rodzinne, bo ciągle w książ­kach siedzi, to 90% kolegów (i kole­ża­nek!) wyra­zi­łoby współ­czu­cie. Jeżeli tak narzeka kobieta, to — no cóż. Istnieje podej­rze­nie, że się chwali. O ile tylko za męża sie­dze­niem w książ­kach idzie awans pre­sti­żowy i finan­sowy. Ot co.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • cla­pau­cius

    Problem można spro­wa­dzić do wyników IQ. Kwestia jest kon­tro­wer­syjna ze względu na nie­szczę­sne słowo ‘inte­li­gen­cja’, które jest obcią­żone emo­cjo­nal­nie. Gdy te testy zostały po raz pierwszy sfor­mu­ło­wane, mierzyły zdol­no­ści mate­ma­tyczne. W latach 70 pojawił się problem ‘spo­łecz­nej spra­wie­dli­wo­ści’, i testy roz­wi­nięto o badania zdol­no­ści języ­ko­wych w języku natu­ral­nym, aby zni­we­lo­wać 5 punktową różnicę pomiędzy średnią męską a żeńską. Nadal jednak rozkład żeński jest bardziej wyostrzony w średniej niż męski. Bardzo trudno znaleźć dane jak bardzo, tak pilnie strze­żona jest to tajem­nica poli­tycz­nie popraw­nych publi­ka­cji nauko­wych (raczej ćwierć nauko­wych — psy­cho­lo­gia to 3/4 dyr­dy­ma­lizm, 1/4 dość pry­mi­tywne badania sta­ty­styczne). W każdym razie w zakresie IQ noblow­skiego (170+) kobiet jest od 1000 do 10000 razy mniej niż mężczyzn. Nic dziwnego że takie są wyniki. Pierwszy żeński medal Fielda został w tym roku przy­znany Maryam Mirza­khani (Pers?(a, ka) Iranka ze Stanford)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Anna Wła­dy­szew­ska

      W ostat­nich latach różnica IQ kobiet i mężczyzn się zaciera, co ma związek ze zwięk­szoną edukacją kobiet. Wszak IQ to nie tylko wrodzona cecha, a mózg jest pla­styczny i rozwija się całe życie. Kiedyś IQ nie będzie żadnym argu­men­tem w polemice na temat różnic inte­li­gen­cji kobiet i mężczyzn, o ile nie będzie się kobietom przed testem przy­po­mi­nać, że są rzekomo słabe w te klocki (patrz eks­pe­ry­menty z testami z matmy).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Olga

    W ogromnej części się z Tobą zgadzam, ale uważam, że nie tyle kobiety posia­dają “nie­po­ha­mo­wane parcie do roz­nie­ce­nia ogniska domowego”, co są do tego ZMUSZANE poprzez wszech­obecną presję śro­do­wi­ska. Możliwe, że jako męż­czy­zna tego nawet nie dostrze­gasz, ale jest cały wachlarz spo­łecz­nie roz­grze­szo­nych inwektyw zare­zer­wo­wa­nych wyłącz­nie dla kobiet, które, zdaniem owego spo­łe­czeń­stwa, o owe ognisko dbają za mało. Nie­za­mężna? — bo nikt jej nie chce, pasztet, stara panna, dzi­waczka, do takiej nie pod­cho­dzić na odle­głość kija. Nie chce mieć dzieci? — pfff zaraz jej przej­dzie, wariatka, to nie jest praw­dziwa kobieta, egoistka! Ma dzieci i pracuje? — nie­od­po­wie­dzialna, zła matka, egoistka itp itd… Zauważ, że do panów takich kry­te­riów się nie stosuje — może sobie nie mieć żony i dzieci, wtedy będzie “szla­chet­nym mężem nauki”. Myślę że ta presja spo­łeczna jest tym, co w więk­szo­ści niszczy pociąg kobiet do nauki i kariery (chociaż, oczy­wi­ście, są takie, które świa­do­mie wybie­rają rodzinę!). Sama, jako osoba która nie chce mieć dzieci niemal codzien­nie (!!!) muszę się tłu­ma­czyć z moich wyborów i wysłu­chi­wać przy­ci­nek na ten temat i mam tego ser­decz­nie dość. Dlatego bardzo dobrze rozumiem jak ta presja działa i wiem, że więk­szość kobiet ugina się. Nie do końca zgadzam się też z Panią Justyną (inny komen­tarz). Nie­spra­wie­dliwy podział obo­wiąz­ków domowych wciąż w ogromnej więk­szo­ści gospo­darst domowych jest faktem (kobieta dosłow­nie wykonuje 99% obo­wiąz­ków przy dziecku).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

      dodam tylko, że również męż­czyźni odczu­wają spo­łeczną presję i to ogromną, ale doty­czącą innych zagad­nień. Facet musi być dzielny, odważny a czasem wręcz zuchwały, powinien podej­mo­wać ryzyko i nie wolno mu okazać słabości. Powinien też dobrze zarabiać i osiągnąć wysoką pozycję spo­łeczną. Tę presję na mężczyzn, co ciekawe wywie­rają zwykle inni męż­czyźni. Podobnie kobiety są prze­waż­nie naci­skane przez inne kobiety. Facetów mniej obchodzi, czy ich córka, kuzynka, znajoma lub kole­żanka z pracy ma męża i rodzinę oraz czy dobrze dba o dzieci.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Michu

      Pozwolę sobie na polemikę z tym twier­dze­niem.

      Bardzo duży odsetek z nie­za­męż­nych / wolnych / bez­dziet­nych kobiet, nie­za­leż­nie od śro­do­wi­ska, w jakim istnieją wykazuje duże wewnętrzne parcie na stwo­rze­nie czegoś na kształt związku, relacji oraz na posia­da­nie dzieci.
      Wiele ze znanych mi, a nie posia­da­ją­cych dzieci w wieku post­pro­duk­cyj­nym żałuje bardzo, że tych dzieci nie posia­dają.

      BYNAJMNIEJ, nie neguję postaw odmien­nych, znam również kobiety, które nigdy nie żałowały tego, że dzieci nie posia­dają. Ale — są w mniej­szo­ści.
      I, jak wspo­mnia­łem, wiele z nich, nie­za­leż­nie od posia­da­nia potom­stwa, bardzo stara się stworzyć stabilne relacje z drugą osobą.
      To nie presja spo­łe­czeń­stwa, bo obecnie łatwo jest żyć w wyizo­lo­wa­nej bańce, bez kon­tak­tów z innymi. To praw­do­po­dob­nie coś głęb­szego.
      Może to coś podob­nego do orien­ta­cji sek­su­al­nej.
      Pewien odsetek popu­la­cji wykazuje odmienną orien­ta­cję sek­su­alną, jednakże jest to pewien procent, zna­ko­mita mniej­szość. Tak jak i osoby nie czujące potrzeby wiązania się z drugą osobą, czy posia­da­nia dzieci.

      Jednakże, spośród osób, które znam / znałem bardziej lub mniej, które prze­wi­nęły się w kon­tak­tach (relacje biz­ne­sowe, przy­ja­ciel­skie etc.) bardzo mało jest takich kobiet, które JEDNOCZEŚNIE nie chcą tworzyć związków ani posiadać dzieci.
      Mężczyzn o takim podej­ściu do życia — o wiele wiecej.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ezechiel

    “Potwier­dza się tu również teza o większym zain­te­re­so­wa­niu badaczek dys­cy­pli­nami prak­tycz­nymi niż teorią.”

    Uogól­nie­nie popu­la­cji nobli­stów na popu­la­cję całych dys­cy­plin to błąd. 

    Co do ultras­fe­mi­ni­zo­wa­nych dys­cy­plin na poziomie studiów — proszę spojrzeć na prze­glądy GUS (były dys­ku­to­wane na stronach Nowego Otwarcia Uni­wer­sy­tetu). Wyraźnie widać, że nawet w sfe­mi­ni­zo­wa­nych stu­dencko dys­cy­pli­nach to panowie prze­wa­żają wśród pro­fe­sury.

    Dobrze, że autor nie wpadł w pułapkę naiwnej neu­ro­lo­gii — po meta-analizie C. Fine w “Delu­sions of Gender” widać, że biasy kul­tu­rowe wpływają nawet na obra­zo­wa­nia.

    @ miki
    “Nie można zwalać wszyst­kiego na nie­wol­nic­two i rządać przy­wi­leji z tego powodu (feminizm).”

    Jest trochę historii femi­ni­zmu. Jeśli ktoś nie odróżnia sufra­ży­stek, muni­tio­net­tes, palenia staników i rewo­lu­cji sek­su­al­nej, to powinien się douczyć. 

    @ clau­pa­cius

    “. Nadal jednak rozkład żeński jest bardziej wyostrzony w średniej niż męski. Bardzo trudno znaleźć dane jak bardzo, tak pilnie strze­żona jest to tajem­nica poli­tycz­nie popraw­nych publi­ka­cji nauko­wych (raczej ćwierć nauko­wych — psy­cho­lo­gia to 3/4 dyr­dy­ma­lizm, 1/4 dość pry­mi­tywne badania sta­ty­styczne). W każdym razie w zakresie IQ noblow­skiego (170+) kobiet jest od 1000 do 10000 razy mniej niż mężczyzn. Nic dziwnego że takie są wyniki. Pierwszy żeński medal Fielda został w tym roku przy­znany Maryam Mirza­khani (Pers?(a, ka) Iranka ze Stanford)”

    To gdzie zna­la­złeś te nie­po­praw­nie poli­tyczne dane? I dlaczego ten sposób mie­rze­nia IQ który cytujesz ma być pozba­wiony biasów, o których psy­cho­lo­gia-neu­ro­lo­gia-socjo­lo­gia dys­ku­tują od 40 lat. Przecież są dowody, że nawet stosunek osoby wrę­cza­ją­cej instruk­cję testu potrafi zrobić zabu­rze­nie moc­niej­sze niż różnica płci. Masz jakieś papiery na to, że badania, które cytujesz wyklu­czyły efekt Pig­mal­liona / golema w badaniu?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anita

    To może ja opowiem swoją historię. W szkole lepiej radziłam sobie z naukami huma­ni­stycz­nymi. W drugiej klasie liceum zmienił się nauczy­ciel fizyki, to po pierwsze, a po drugie nigdzie nie mogłam dostać pod­ręcz­nika. Pod­ręcz­nik miała kole­żanka z osiedla, która była tak miła, że poży­czała mi go na kilka godzin. Nowy nauczy­ciel, oprócz tego, że fascy­nu­jąco opo­wia­dał o fizyce, okazał się ter­mi­na­to­rem. 20–30 zadań było normalną pracą domową, a mieliśmy cztery lekcje w tygodniu. Trzy czwarte klasy płakało z bólu, ale nie ja. Z uwagi na to, że pod­ręcz­nik miałam tylko na kilka godzin, musiałam nauczyć się jego treści w krótkim czasie i muszę przyznać, że w połą­cze­niu z wykła­dami na lekcjach fizyka była wtedy piękna. Otworzył się przede mną zupełnie nowy świat, te 20–30 zadań trza­ska­łam jak maszyna, a spraw­dziany były for­mal­no­ścią. Niestety, jak wspo­mnia­łam, mój nauczy­ciel był ter­mi­na­to­rem. Na koniec roku szkol­nego wystawił kil­ka­na­ście miernych, o co wkurzył się mój wycho­wawca i odpłacił tym samym w klasie fizyka. Panowie poszli na ugodę, fizyk od nowego roku szkol­nego już nas nie uczył, nowa nauczy­cielka miała zwyczaj zwracać się do nas per “zające poziomki”. I nikt, ale to kom­plet­nie nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że w tym morzu miernych i dosta­tecz­nych na koniec roku szkol­nego były dwie oceny bardzo dobre. Jedna kolegi geniusza kla­so­wego, co nie było niczym zaska­ku­ją­cym i druga moja, co rze­czy­wi­ście mogło być tak trudne do zaak­cep­to­wa­nia, że zostało zigno­ro­wane. Od nowego roku stało się coś, co prze­czu­wa­łam i z czym sama nie umiałam sobie poradzić — fizyka stała się znów nudna, płaska i o niczym, z całym sza­cun­kiem:) Na koniec chcia­ła­bym dodać, że zdol­no­ści mojego brata nie pozo­stały nie­zau­wa­żone. Sam przy­znaje, że mnóstwo zawdzię­cza swoim nauczy­cie­lom ze szkoły średniej. Jest doktorem fizyki i pracuje w Insty­tu­cie Maxa Plancka w Niem­czech. A ja jestem arche­olo­giem, który nie bez powodu trafił na kwantowo.pl 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Z praw­dzi­wym zacie­ka­wie­niem prze­czy­ta­łem Twoje świa­dec­two. 🙂 Nie da się ukryć, że o ile prze­ciętny nauczy­ciel ni grzeje ni ziębi, o tyle belfer mierny potrafi naprawdę znie­chę­cić do przed­miotu, a ten z powo­ła­nia, zarazić swoją fascy­na­cją. Zwłasz­cza gdy mowa o przed­mio­tach przy­rod­ni­czych, gdzie ewen­tu­alne braki mogą ustawić nasze zain­te­re­so­wa­nia na całe życie.

      Pozdro­wie­nia dla Ciebie i Twojego brata. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Anita

        Dziękuję bardzo:) Ostatnio mój sied­mio­letni syn stwier­dził, że chce budować roboty. Właśnie przy­mie­rzamy się do pierw­szego świa­tło­luba. Również pozdra­wiam ser­decz­nie:)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Emilia Wilgosz

    ..

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Emilia Wilgosz

    Z pew­no­ścią byłoby wśród kobiet znacznie więcej nobli­stek, więcej mate­ma­ty­czek, więcej fizyczek i che­mi­czek, gdyby nie fakt, że przez wieki męż­czyźni sprze­ci­wiali się osią­ga­niu przez nie jakich­kol­wiek sukcesów. Kobietom przez długi czas odma­wiano prawa do decy­zyj­no­ści, prawa do edukacji czy praw wybor­czych — a nawet prawa do własnej godności. W sta­ro­żyt­no­ści roz­pra­wiano o tym, czy kobieta w ogóle ma duszę, co później włączyli do swych “rozważań” m.in. nie­któ­rzy śre­dnio­wieczni teo­lo­go­wie kato­liccy, okre­śla­jąc na następne wieki rolę kobiety jako pod­dań­czą wobec męż­czy­zny. Zamor­do­wa­nie kobiety było (i w nie­któ­rych kul­tu­rach wciąż jest) mniej­szym prze­stęp­stwem, niż zamor­do­wa­nie męż­czy­zny. Kobieta w wielu patriar­chal­nych kul­tu­rach była trak­to­wana jako gorsza, niegodna, nie­czy­sta, nie­po­radna itp — a przez to odma­wiano jej prawa do samo­dziel­nego myślenia, kie­ro­wa­nia własnym życiem, że o marze­niach o karierze naukowej to już nawet nie wspomnę. Taka była presja spo­łeczna i w związku z tym takie w stosunku do kobiet ocze­ki­wa­nia — one nie stawały się filo­zo­fami i naukow­cami wcale nie dlatego, że nie chciały, tylko dlatego, że nie mogły. I to jeszcze całkiem niedawno. Wystar­czy przy­po­mnieć sobie, z jak agre­syw­nym mizgo­ni­zmem musiała się mierzyć Skło­dow­ska-Curie, aby zrobić naukową karierę. Wspo­mnieć warto także o żonie Ein­ste­ina, mate­ma­tyczce, która praw­do­po­dob­nie była współ­au­torką teorii względ­no­ści — nie­któ­rzy twierdzą, że po wspólnym napi­sa­niu prze­ło­mo­wej pracy naukowej Einstein zachował się podle i wymazał nazwisko żony, oddając wspólne dzieło do druku. Cóż, presja kul­tu­rowa i reli­gijna na długi okres wepchnęła kobiety w okre­ślone role — do wycho­wa­nia dzieci, mycia garów, dbania o dom i oczy­wi­ście zaspo­ka­ja­nia popędów sek­su­al­nych mężczyzn. Przez wieki głównie tego od nas, kobiet, ocze­ki­wano, a uni­wer­sy­tety były dostępne tylko dla mężczyzn. Wciąż istnieją na świecie kultury, w których dziew­czyn­kom nie można pobierać edukacji lub można tylko do okre­ślo­nego wieku, kręgi, gdzie kobieta nie może wyjść z domu bez pozwo­le­nia męż­czy­zny, nie może się wypo­wie­dzieć, nie może pro­wa­dzić samo­chodu, gdzie nie może decy­do­wać o własnym zamąż­pój­ściu czy też gdzie dokonuje się rytu­al­nego obrze­za­nia jej narządów płcio­wych. Moim zdaniem to jest główna przy­czyna faktu, iż mniej kobiet osią­gnęło spek­ta­ku­larne sukcesy w naukach ścisłych. Oczy­wi­ście kobiety i męż­czyźni różnią się pod wieloma wzglę­dami — to nie ulega wąt­pli­wo­ści — i do różnych rzeczy mogą mieć odmienne pre­dys­po­zy­cje. Jednak to właśnie presję kul­tu­rową uważam za główny powód takiego stanu rzeczy, o którym tutaj roz­ma­wiamy. Gdybyśmy od zarania dziejów miały równe szanse i równy dostęp do nauki, co faceci, sta­ty­styki byłyby dziś zupełnie inne. Pozdra­wiam — stała czy­tel­niczka 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Micha­lina

    A czy ktos w ogole pomyslal i wzial pod uwage fakt, ze kobiety przez wieki nie mogly podej­mo­wac nauki, nie mialy praw wybor­czych, nie mogly stu­dio­wac, byly dys­kry­mi­no­wane? Historia kobiet nie odwroci sie w ciagu 20 lat i to na co mez­czy­zni mogli sobie pozwolic od zawsze kobiety maja rela­tyw­nie od niedawna. Dziwie sie, ze autor nie prze­my­ślał tej ważnej kwestii, ktora moim zdaniem jest naj­istot­niej­sza w temacie dlaczego kobiety nie maja tylu nagród co mez­czy­zni. Moze wlasnie dlatego, ze kiedy oni je zdo­by­wali one nie mialy mozli­wo­sci na nauke? 

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Szczerze mówiąc, wydaje mi się to na tyle oczy­wi­ste, że nie ma w ogóle sensu przy­po­mi­nać o patriar­chal­nym modelu rodziny, domi­nu­ją­cym wła­ści­wie aż do XX wieku. To chyba wie każde dziecko. Na szczę­ście to już za nami, a obecne prze­szkody nie leżą już w praktyce, lecz raczej w umysłach i ste­reo­ty­pach. Pytanie, ile kobiet czuje pociąg do nauk przy­rod­ni­czych, ale decyduje się na coś innego, bo jest mniej “męskie”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anna Wła­dy­szew­ska

    Jako magi­strantka fizyki i kore­pe­ty­torka zauważam duże zain­te­re­so­wa­nie dziew­czyn mate­ma­tyką, również fizyką, ale naj­czę­ściej do etapu szkoły lice­al­nej. Czy radzą sobie z nią lepiej, czy gorzej zawsze uważają te przed­mioty za ciekawe i fajne do czasu. Zdolne dziew­czyny z mat-fizów znie­chę­cają się naj­czę­ściej, gdy materiał staje się trud­niej­szy, a w klasie jest po brzegi często mniej uzdol­nio­nych ale (teraz) zde­ter­mi­no­wa­nych chłopców. Wtedy słyszę naj­czę­ściej “chciałam takich studiów a takich, ale to chyba jednak nie dla mnie”. Bardzo mnie to cieszy, gdy po lekcjach ze mną te same dziew­czyny wracają do swoich ścisłych opodobań. Nawet dziew­czyny z innych profili i nawet te mające problemy z rachun­kami, powta­rzają, że lubią przed­mioty ścisłe i nawet wyobra­ząją sobie siebie w karierze naukowej, labo­ra­to­ryj­nej. Jed­no­cze­śnie jednak naukę kon­cen­trują na zupełnie innych dzie­dzi­nach, nie wyko­rzy­stu­jąc swojego poten­cjału. U chłopców tendecja jest zupełnie odwrotna. Nie przy­kła­dają się do nauki, dopóki śro­do­wi­sko nie zrobi się bardziej sprzy­ja­jące (zma­sku­li­ni­zo­wane profile i uczelnie/kierunki) i pojawi się deter­mi­na­cja. Ile razy muszę się klócić z takim uczniem na kore­pe­ty­cjach, kiedy nie ma racji, ale wiem, że i tak daleko zajdzie, bo spo­łe­czeń­stwo jest po jego stronie. Para­dok­sal­nie Ci chłopcy mają często wyższe wyniki z przed­mio­tów huma­ni­stycz­nych, ale i tak wybie­rają ścisłą ścieżkę (bo to jest uznawane za męskie). Odkąd pamiętam nie­na­wi­dzi­łam biologii i historii, na które trzeba było zakuwać. Uwiel­bia­łam przed­mioty ścisłe i język polski, angiel­ski. I dobrze sobie z nimi radziłam, co do czego żadna nauczy­cielka nie miała wąt­pli­wo­ści. Dziś nato­miast muszę słuchać pytań, po co to studiuję i głosów “porad”, abym zre­zy­gno­wała. Przy­kłady jawnej dys­kry­mi­na­cji mogła bym przy­ta­czać bez końca. Ale jedno wiem na pewno, dziew­czyny są równie wybitne w przed­mio­tach ścisłych (spo­tka­łam co najmnie kilka niezłych a nawet wybit­nych talentów) i zawsze będzie mnie smucić odbie­ra­nie im wiary w siebie na tych polach.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anna Wła­dy­szew­ska

    Jako magi­strantka fizyki i kore­pe­ty­torka zauważam duże zain­te­re­so­wa­nie dziew­czyn mate­ma­tyką, również fizyką, ale naj­czę­ściej do etapu szkoły lice­al­nej. Czy radzą sobie z nią lepiej, czy gorzej zawsze uważają te przed­mioty za ciekawe i fajne do czasu. Zdolne dziew­czyny z mat-fizów znie­chę­cają się naj­czę­ściej, gdy materiał staje się trud­niej­szy, a w klasie jest po brzegi często mniej uzdol­nio­nych ale (teraz) zde­ter­mi­no­wa­nych chłopców. Wtedy słyszę naj­czę­ściej “chciałam takich studiów a takich, ale to chyba jednak nie dla mnie”. Bardzo mnie to cieszy, gdy po lekcjach ze mną te same dziew­czyny wracają do swoich ścisłych opodobań. Nawet dziew­czyny z innych profili i nawet te mające problemy z rachun­kami, powta­rzają, że lubią przed­mioty ścisłe i nawet wyobra­ząją sobie siebie w karierze naukowej, labo­ra­to­ryj­nej. Jed­no­cze­śnie jednak naukę kon­cen­trują na zupełnie innych dzie­dzi­nach, nie wyko­rzy­stu­jąc swojego poten­cjału. U chłopców tendecja jest zupełnie odwrotna. Nie przy­kła­dają się do nauki, dopóki śro­do­wi­sko nie zrobi się bardziej sprzy­ja­jące (zma­sku­li­ni­zo­wane profile i uczelnie/kierunki) i pojawi się deter­mi­na­cja. Ile razy muszę się klócić z takim uczniem na kore­pe­ty­cjach, kiedy nie ma racji, ale wiem, że i tak daleko zajdzie, bo spo­łe­czeń­stwo jest po jego stronie. Para­dok­sal­nie Ci chłopcy mają często wyższe wyniki z przed­mio­tów huma­ni­stycz­nych, ale i tak wybie­rają ścisłą ścieżkę (bo to jest uznawane za męskie). Odkąd pamiętam nie­na­wi­dzi­łam biologii i historii, na które trzeba było zakuwać. Uwiel­bia­łam przed­mioty ścisłe i język polski, angiel­ski. I dobrze sobie z nimi radziłam, co do czego żadna nauczy­cielka nie miała wąt­pli­wo­ści. Dziś nato­miast muszę słuchać pytań, po co to studiuję i głosów “porad”, abym zre­zy­gno­wała. Przy­kłady jawnej dys­kry­mi­na­cji mogłabym przy­ta­czać bez końca. Ale jedno wiem na pewno, dziew­czyny są równie wybitne w przed­mio­tach ścisłych (spo­tka­łam co najmnie kilka niezłych a nawet wybit­nych talentów) i zawsze będzie mnie smucić odbie­ra­nie im wiary w siebie na tych polach.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mar­ta­Szy­mula

    Postaram się napisać krótko. Jest tak mało kobiet w naukach ścisłych, bo mimo iż wywal­czy­ły­śmy sobie rów­no­upraw­nie­nie w nauce, to niestety myślenie w zma­sku­li­ni­zo­wa­nym świecie zmienia się powoli. Myślę, że potrzeba nam jeszcze kilku pokoleń, zanim ste­reo­typ kobiety nada­ją­cej się tyko do przed­mio­tów huma­ni­stycz­nych zatrze się w świa­do­mo­ści spo­łe­czeń­stwa.
    Co ciekawe, według badań dziew­czynki w wieku wczesnoszkolnym/przedszkolnym mają lepsze wyniki w naukach ścisłych (i w nauce w ogóle) niż chłopcy. Dopiero z czasem, gdy zaczy­nają być znie­chę­cane do mate­ma­tyki i fizyki, a zachę­cane do przed­mio­tów huma­ni­stycz­nych, pro­por­cja ta zaczyna się odwracać.
    Dlatego jestem nie­sa­mo­wi­cie wdzięczna moim rodzicom i babci, że dopin­go­wali mnie, abym uczyła się wszyst­kiego. Co ciekawe jedynymi przed­mio­tami, których nie lubiłam w szkole były historia — to po części zostało mi do dziś — oraz… fizyka. 😀 Mam wrażenie, że sporo w tym winy nauczy­cieli, którzy, w prze­ci­wień­stwie do nauczy­cie­lek od chemii i mate­ma­tyki (przez prawie całą moją edukację mate­ma­tyki uczyły mnie kobiety), zupełnie nie potra­fili zain­te­re­so­wać swoim przed­mio­tem. Na szczę­ście do fizyki prze­ko­na­łam się na studiach no i cóż.. trafiłam tutaj, czytam o tych “abs­trak­cej­nych pra­wi­dłach” i wcale mnie nie nudzą. 😛
    Nato­miast moją naj­więk­szą naukową pasją była, jest i zapewne na zawsze już zostanie — chemia. 🙂

    Cóż, miało być krótko, a wyszło całkiem obszer­nie. 🙂

    Pozdra­wiam mgr. (już prawie) inż. Ener­ge­tyki Wodo­ro­wej.

    P.S. Szefową mojej katedry jest kobieta, a naj­now­szy rocznik dok­to­rancki składa się u nas z samych dziew­czyn. 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0