Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 12

Artykuły

Podążając za Saganem: jesteś gotowy umrzeć za naukę?

10th Wrz '14

Zawsze mnie to nurtowało. Historia pęka w szwach, wypełniona tysiącami osób, które poniosły najwyższą cenę w imię wzniosłych idei. Za naród, za religię, za wolność. A czy człowiek jest zdolny do poświęcenia zdrowia i życia dla nauki?

Niniejszy tekst to drugi z serii inspirowanej najwybitniejszymi dziełami gatunku literatury science-fiction. Kontynuujemy rozważania na temat dzieła Carla Sagana, Kontakt.

Jeśli wierzyć XV-wiecznym rycinom, chiński wyna­lazca Wan Hu, miał przy­mo­cować do swojego fotela rakiety napeł­nione prochem aby wznieść się w powie­trze. Próba wyprze­dzenia swojej epoki, nie skoń­czyła się dlań dobrze, ale legenda pozo­stała. Warto zauważyć, że do kultury nie przebija się zbyt wiele postaci histo­rycz­nych lub fik­cyj­nych pokroju Wan Hu. W utworach lite­rac­kich opiewamy głównie mężnych herosów wal­czą­cych o prawdę, spra­wie­dli­wość, wolność, miłość i tak dalej. Wolimy czcić rycer­skie czyny Rolanda wal­czą­cego z Sara­ce­nami, niż wizjo­nera, ginącego podczas próby doko­nania rewo­lu­cyj­nego doświad­czenia.

Zabawne, że do naj­więk­szych poświęceń, nie­rzadko zachę­cają nas naj­bar­dziej nie­uchwytne, wręcz abs­trak­cyjne idee. Kart­kując księgę dziejów natra­fimy na miliony ludzi, cier­pią­cych męki w obronie swego boga, ojczyzny lub filo­zofii. Nauka, pojawia się w podobnym kon­tek­ście raczej oka­zjo­nalnie. Biorąc pod uwagę skalę prze­śla­dowań z powodów naro­do­wo­ścio­wych, poli­tycz­nych lub reli­gij­nych, poje­dyncze przy­padki nauko­wych męczen­ników (w tym miejscu pokłon dla Giordano Bruno) wypadają raczej blado.

Ostatnie stosy dawno wygasły, ale o boha­terów nauki jest dzisiaj jakby łatwiej. Żeby nie być goło­słownym: w moim prze­ko­naniu do tego eli­tar­nego grona, z czystym sumie­niem należy zaliczyć wszystkie osoby biorące udział w fun­da­men­talnym dziele eks­plo­ro­wania prze­strzeni kosmicznej. Takie nazwy jak Sojuz 1, Chal­lenger, Apollo 13, Columbia, Sojuz 13, przy­po­mi­nają nam, że każda wyprawa ponad atmos­ferę, każdy kosmiczny spacer, każde lądo­wanie i start rakiety bądź promu, to stąpanie po bardzo kruchym lodzie. Jedno tąp­nięcie lub fałszywy ruch wystarczy aby po załodze została mokra plama. (Temat w inte­re­su­jący sposób podej­muje „Gra­wi­tacja” Cuaróna – nawet jeśli film ma niewiele wspól­nego z reali­zmem.) Być może śmiał­kowie decydują się na potworne ryzyko kie­ro­wani żądzą przygody, a może zwykłym pra­gnie­niem sławy – nie wnikam – jednak, samo zasia­danie za sterami maszyny mającej pod sobą setki ton paliwa, mogącej przez drobny błąd wylecieć w powie­trze, wymaga nie lada odwagi.

Co ma w oma­wianym temacie do powie­dzenia Sagan? 
Veganie nie mogli wiedzieć, ile ważyć będzie każdy z członków załogi, za to z wielką dokład­no­ścią okre­ślili masę każdego kom­po­nentu Maszyny i dopusz­czalny ciężar całości. W ten sposób mało zostało na jakie­kol­wiek ziemskie wypo­sa­żenie. (…) Nie było, na przykład, miejsca na kom­bi­ne­zony. Zasta­na­wiano się wręcz, czy Veganie pamię­tali o tym, że człowiek ma dziwną skłon­ność do oddy­chania tlenem. Doprawdy, całe to przed­się­wzięcie obar­czone było ryzykiem, z którego dopiero teraz zaczy­nano zdawać sobie sprawę. (…) Zaś Ellie z rozpaczą roz­my­ślała, czy pozwolą jej wziąć choćby szczo­teczkę do zębów i parę sztuk bielizny. Ale – pocie­szała się – jeśli ONI potrafią zabrać czło­wieka na Vegę, nie ruszając go z fotela, to pewnie będą też mieli jakiś pod­ko­szulek na zmianę.
Główna boha­terka Kontaktu zgłasza się jako ochot­niczka do popro­wa­dzenia wehikułu skon­stru­owa­nego według vegań­skiego projektu. Męstwo nie­wąt­pliwie godne pio­nierów lotów kosmicz­nych. Urzą­dzenie o dzi­wacznym kształcie i nie do końca zro­zu­miałym mecha­ni­zmie dzia­łania, z kosmicz­nego pojazdu bardzo łatwo może prze­kształcić się w śmier­cio­nośną pułapkę. A to przecież nie jedyne nie­bez­pie­czeń­stwo – kolejne czyhają już na Ziemi. Pierwszy start książ­kowej maszyny nawet nie zdążył dojść do skutku, prze­rwany przez zamach bombowy. Patrząc bru­talnej prawdzie w oczy, autor powieści praw­do­po­dobnie miał słusz­ność biorąc pod uwagę tak dra­ma­tyczne zacho­wanie fun­da­men­ta­li­stów w obliczu przed­sta­wio­nych wydarzeń. Z kolei uśmier­cony podczas eks­plozji dr Drumlin, wyrasta na swego rodzaju męczen­nika nauki. Swoją drogą, wstyd że w XXI wieku nadal musimy rozważać prze­śla­do­wania i ataki na uczonych.
Mimo śmierci rywala, dr Arroway ani przez moment nie bierze na poważnie opcji rezy­gnacji z szansy swojego życia. Ellie ponad wszystko pragnie być pierw­szym czło­wie­kiem, który odwiedzi Vegę oraz pierwszą osobą, która poroz­mawia z przed­sta­wi­cielem obcej cywi­li­zacji. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie taka moty­wacja do zary­zy­ko­wania życia, po stokroć przebija per­spek­tywę walki o bardziej przy­ziemne sprawy. Nie chcę tu zgrywać chojraka, który bez zawa­hania wziąłby udział w zagad­kowym przed­się­wzięciu, ale mając przed sobą podobną moż­li­wość, nie wypu­ściłbym jej z rąk bez grun­townej analizy. Chodzi nie tylko o zapi­sanie swego nazwiska złotymi zgło­skami w kro­ni­kach (wszech)świata. To bilet na wyprawę trudną do objęcia wyobraźnią. A jak zginąć, to z roz­ma­chem.

Twój statek zostawił cię tu na chwilę i zniknął.
Może wróci za godzinę, może nigdy.
Prze­ży­wasz swe ostatnie godziny pośród gwiazd,
światów, w pustce kosmosu.
Jakże można się oprzeć takiej pokusie…


A Wy macie ideę, dla której bylibyście gotowi zaryzykować wszystko? I czy mogłaby to być nauka?

podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Hen­ry­czek

    Piękne słowa te na końcu. Dobrze oddają to co czuję myśląc o moż­li­wości swojej smierci. Chodzi mi o to że gdybym nie miał już nic do stra­cenia, bardzo chętnie wybrałbym się na taką wyprawę w jedną stronę…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Adamski

    Nie mogę powie­dzieć tak, jestem na to za młody i nie mam potrzeb­nego doświad­czenia, ale uważam iż warto zginąć broniąc rodziny, rodziny i idei. W OBRONIE, nigdy w ataku…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anonim

    Mam taką zasadę: jeżeli ktoś lub coś wymaga od Ciebie poświę­cenia życia, to oznacza że to coś lub ktoś nie jest Ciebie warte. Tyczy się to również religii.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • m

    Śmierć to śmierć. Po śmierci nie ma nic, nie ma nawet ciem­ności. A skoro śmierć jest niczym i skoro każdy umiera, to i życie jest nic nie warte. Życie nie ma naj­mniej­szego zna­czenia. Tak jak i śmierć czy umie­ranie w imię czegoś czy kogoś, jako takie. Jedynym naszym obo­wiąz­kiem jest oddanie się ogółowi, poprzez pracę, poświę­cenie itp. Obo­wiąz­kiem, ponieważ coś dosta­liśmy od przodków (wiedzę, tech­no­logie itd) i musimy to docenić, powielać i rozwijać. Choć gdyby ktoś powie­dział, że to też nie ma znaczenia,nie potra­fiłbym nie przyznać mu racji. To jest moje zdanie i tak odpo­wiadam sobie na pytanie „jaki sens ma życie”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://tabletoid.pl Marcin

      Zgoda, ale do każdego zdania dodałbym „naj­praw­do­po­dob­niej” lub „zgodnie z dzi­siej­szym stanem wiedzy”. Już kiedyś ogła­szano koniec nauki, a dziś mamy fizykę kwantową, która mocno namie­szała w dotych­cza­sowym postrze­ganiu struk­tury wszech­świata i wg jednej z popu­lar­nych inter­pre­tacji podważa ściśle deter­mi­ni­styczne postrze­ganie rze­czy­wi­stości, które wcze­śniej wydawało się nie­pod­wa­żalne i zapewne wpędziło w depresję nie­jed­nego myśli­ciela. Nie­wy­klu­czone, że za 10 000 lat ludzkość będzie po kilku kolej­nych nauko­wych prze­wro­tach, a naukowy obraz rze­czy­wi­stości – i w tym także życia i śmierci – będzie nieco mniej pesy­mi­styczny (przed­sta­wiony przez Ciebie jednak wydaje się dość smutny, chyba że Ty odbie­rasz go inaczej). Nie wiemy, jak wiele nie wiemy, więc trzeba być ostrożnym z wycią­ga­niem osta­tecz­nych wniosków.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Gene­ral­Fo­rest

    Dlatego jedynym wyjściem jest anty­na­ta­lizm.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Gron­ko­wiec

    Biorąc pod uwagę, że nauka staje się współ­czesną religią, a ludziom dość dobrze idzie umie­ranie za religię – to nie zdzi­wiłbym się, gdyby się zaczęli w końcu pojawiać „męczen­nicy za naukę”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • malo

      Obawiam się, że w dalszym ciągu jest więcej ludzi negu­ją­cych naukę (z różnych powodów) niż tych, którzy ją glo­ry­fi­kują.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://tabletoid.pl Marcin

    Zawsze można rozważyć rekru­tację do programu Mars One, jeśli chcesz się poświęcić dla nauki. Bilet w jedną stronę, to w sumie też poświę­cenie życia… Może nawet trud­niejsze. Inna sprawa, że najpierw ten program musi dojść do skutku.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • july04

    poświę­cenie w imię nauki- przy­po­mi­nają mi się lekarze i biolodzy z XiX w, którzy sami sobie wsz­cze­piali różne choroby i pasożyty 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • maciej

    Byłbym ostrożny wrzu­cając Giordano Bruno do grona męczen­ników za naukę.Co najwyżej za prze­ko­nania. Gość był bardziej misty­kiem niż naukowcem a w prze­ci­wień­stwie do takiego cho­ciażby Leibniza, który też miał mistyczne ciągoty nie stworzył niczego co nawet z grubsza przy­po­mi­na­łoby cho­ciażby zarys teorii naukowej, mate­ma­tyką gardził, teorię Koper­nika popierał wyłącznie z przyczyn este­tyczno-ide­olo­gicz­nych bez jej grun­tow­nego zro­zu­mienia. Jedyny jego wpływ na poznanie to legenda którą nie­słusznie obrósł.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      W takim razie dziękuję za dopre­cy­zo­wanie. Muszę przyznać, że sam uległem tej „legen­dzie”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0