Z zasady stoję murem za naukowcami broniąc nawet najbardziej kontrowersyjnych i ryzykownych działań. Jednak przypadek testu nuklearnego Castle Bravo przypomina, że przewidywania nawet najtęższego umysłu, pozostają obarczone ryzykiem błędu, a drobna omyłka może czasem doprowadzić do gigantycznej katastrofy.

700 x Hiroszima

Kapi­tu­la­cja Japonii i formalne zakoń­cze­nie II wojny świa­to­wej dla dwóch naj­więk­szych trium­fa­to­rów kon­fliktu, Stanów Zjed­no­czo­nych i Związku Radziec­kiego, ozna­czało jedynie przej­ście na inny poziom rywa­li­za­cji. Stalin dopiął swego i już po 4 latach cieszył się z sukcesu własnego programu jądro­wego. Rząd USA chcąc utrzymać tech­no­lo­giczną przewagę, rychło zaak­cep­to­wał plany stwo­rze­nia “super­bomby”. Nowa broń miała straszyć mocą setki, a naj­le­piej tysięcy razy większą od tych, które zrównały z ziemią Hiro­szimę i Nagasaki. Niemała część naukow­ców – w tym sam ojciec Projektu Man­hat­tan Robert Oppen­he­imer – prze­ra­żeni strasz­li­wymi następ­stwami ewen­tu­al­nej wojny, publicz­nie boj­ko­to­wali nowe, śmier­cio­no­śne wytyczne. Na szczę­ście dla poli­ty­ków następcy Oppen­he­imera, pocho­dzący z Węgier Edward Teller i Polak Sta­ni­sław Ulam, nie mieli takich skru­pu­łów, otwarcie mówiąc o potrze­bie zwy­cię­stwa w histo­rycz­nym wyścigu zbrojeń.

Pierwszą bombę nowego typu zde­to­no­wano jesienią 1952 roku. Metoda dzia­ła­nia zwykłych ładunków jądro­wych oparta była o prostą reakcję łań­cu­chową rozpadu atomów uranu lub plutonu. W przy­padku bomby ter­mo­ją­dro­wej Tellera-Ulama, reakcja roz­sz­cze­pie­nia sta­no­wiła jedynie element wstępny, ini­cju­jący jeszcze bardziej ener­ge­tyczny proces syntezy atomów wodoru. Efekt? Tem­pe­ra­tura w miejscu wybuchu pię­cio­krot­nie prze­kro­czyła tem­pe­ra­turę jądra sło­necz­nego (nawet 70 mln °C), a mierząca półtorej kilo­me­tra średnicy wysepka Elugh po prostu wypa­ro­wała. Jednak próba Ivy Mike jeszcze nie satys­fak­cjo­no­wała Waszyng­tonu.

Błyski pośrodku Pacyfiku

Dzie­wi­czy ładunek ter­mo­ją­drowy nie nadawał się do użycia na polu walki. Co z tego, że siła wybuchu była 700 razy większa od tej osią­gnię­tej w Hiro­szi­mie, skoro całość kon­struk­cji ważyła ponad 60 ton i miała rozmiary trzy­pię­tro­wego budynku? Tym­cza­sem Sowieci już kończyli prace nad własną bombą wodorową RDS-6. Co prawda znacznie słabszą, ale możliwą do zrzu­ce­nia z pokładu bombowca i seryjnej pro­duk­cji.

Rolę poligonu doświad­czal­nego dla ame­ry­kań­skich testów jądro­wych tego okresu, pełniły położone w sercu Pacyfiku Wyspy Mar­shalla. Łącznie do końca dekady, na archi­pe­lagu prze­pro­wa­dzono 67 prób jądro­wych i ter­mo­ją­dro­wych. Do więk­szo­ści deto­na­cji doszło na atolu Enewetak, a w roku 1953 do prób zaadap­to­wano również sąsiedni atol Bikini. Właśnie tam miał mieć miejsce naj­więk­szy i jed­no­cze­śnie feralny test kolejnej “super­bomby”. W kwietniu zamknięto wody tery­to­rialne pań­stewka, ewa­ku­owano miesz­kań­ców i roz­po­częto budowę infra­struk­tury potrzeb­nej dla około dwóch tysięcy żoł­nie­rzy-obser­wa­to­rów i badaczy. 

Pierw­szym grzechem ekipy naukow­ców było oparcie przy­go­to­wań do eks­pe­ry­mentu o doświad­cze­nia zdobyte podczas poprzed­nich prób – jak się wkrótce miało okazać, doświad­cze­nia ubogie i zupełnie nie­przy­sta­jące do nowych warunków. Po maco­szemu potrak­to­wano problem roz­miesz­cze­nia punktów obser­wa­cyj­nych, zabez­pie­cze­nia sąsied­nich atoli i ewen­tu­al­nej ewa­ku­acji, nazbyt skromnie oce­nia­jąc zasięg radio­ak­tyw­nego opadu. Zigno­ro­wano również szcze­gó­łowe raporty pogodowe, nie sądząc aby mogły mieć one poważne zna­cze­nie. Wszystko przy zało­że­niu, że kon­stru­owany ładunek osiągnie moc od 4 do mak­sy­mal­nie 6 megaton, tj. kilkaset razy większą od Little Boya, ale o połowę mniejszą niż bomba użyta w ramach operacji Ivy Mike. Spe­cja­li­ści, w swojej non­sza­lan­cji nie pozo­sta­wili dosta­tecz­nie sze­ro­kiego mar­gi­nesu na wypadek błędu.

Zabójcza Krewetka

Ładunek o sym­pa­tycz­nej nazwie Krewetka (ang. Shrimp), dzięki pię­cio­krot­nemu zmniej­sze­niu roz­mia­rów w stosunku do poprzed­nika, spełniał wszelkie wyma­ga­nia pola walki. Deto­na­cja Krewetki nastą­piła 1 marca 1954 roku o godzinie 6:45. Obser­wa­to­rzy prze­by­wa­jący naj­bli­żej epi­cen­trum, w odda­lo­nym o 30 km bunkrze, po upływie nie­spełna pół minuty wie­dzieli, że coś poszło nie tak. Fala ude­rze­niowa, która do nich dotarła nie straciła impetu: odczuli wyraźny wstrząs a na grubych żel­be­to­no­wych ścianach pojawiły się pęk­nię­cia. Żoł­nie­rze obser­wu­jący test z pokładów odda­lo­nych o niecałe 40 km USS Bairoko i USS Curtiss, również przeżyli niemiłe zasko­cze­nie. Nie tylko dlatego, że ujrzeli na hory­zon­cie kulę ognia o średnicy 7 km, zamiast pla­no­wa­nych 3–4 km, a fala ude­rze­niowa niemal prze­wró­ciła statki, ale również z powodu opadu “śniegu” jaki nastąpił po kil­ku­na­stu minutach. Badacze zdawali sobie sprawę, że ten nie­na­tu­ralny biały osad niesie ze sobą śmier­telne skażenie, które niebawem zostanie roz­rzu­cone przez wiatr na ogromnym obszarze ponad 400 kilo­me­trów od epi­cen­trum.

Paliwem dla ter­mo­ją­dro­wego modułu bomby był deuterek litu. Deuter to oczy­wi­ście izotop wodoru wyróż­nia­jący się posia­da­niem w jądrze jednego neutronu. Z kolei obecny w paliwie lit wystę­po­wał w dwóch odmia­nach: 6Li i 7Li, przy czym ten drugi według uczonych nie powinien odegrać żadnej roli w reakcji. Była to kata­stro­falna pomyłka. Pod wpływem ogromnej energii atomy 7Li zaczęły masowo tracić neutrony, prze­ista­cza­jąc się w nad­pro­gra­mowe paliwo jądrowe. Zamiast prze­wi­dy­wa­nej mocy około 5 megaton, Krewetka osią­gnęła 15 megaton, stając się zde­cy­do­wa­nie naj­po­tęż­niej­szą bombą skon­stru­owaną ludzkimi rękoma do tego momentu.
Koniec końców, fala ude­rze­niowa nikogo nie zabiła. Sen z powiek ame­ry­kań­skich uczonych spędzała nie energia eks­plo­zji, a jej źródło. Aż 67% siły wybuchu pocho­dziło nie z syntezy ter­mo­ją­dro­wej, a z wyjąt­kowo “brudnego” procesu roz­sz­cze­pie­nia. Aby zro­zu­mieć skalę błędu, warto porównać test Castle Bravo z mającą nastąpić kilka lat później deto­na­cją Car Bomby. Moc legen­dar­nej broni Sowietów osią­gnęła nie­bo­tyczną wartość 58 megaton (!), a więc wie­lo­krot­nie większą od naszej Krewetki, ale jedynie 3% tej energii pocho­dziło prosto z roz­sz­cze­pie­nia. Współ­cze­śnie zwraca się również uwagę na nie­naj­lep­szy wybór miejsca na poligon. Rosjanie prze­pro­wa­dzali swoje próby na skutej lodem Nowej Ziemi, z kolei Ame­ry­ka­nie wysa­dzili w powie­trze (dosłow­nie) tysiące ton piasku i… rafy kora­lo­wej. Dokładny zasięg pro­mie­nio­twór­czego opadu (ang. fallout) bardzo lekkich i więk­szych niż sądzono czą­ste­czek podłoża do dziś budzi kon­tro­wer­sje.

Jak rela­cjo­no­wał świadek tego zda­rze­nia, nauczy­ciel z sąsied­niego atolu Rongelap: O godzinie 11:30 klasy zostały zwol­nione z lekcji. Ucznio­wie i ja wyszli­śmy na zewnątrz obser­wu­jąc jak spada z nieba proszek. Dzieci nigdy czegoś takiego nie widziały, więc pró­bo­wały łapać te cząstki a nawet je połykać… 

W ten sposób to Rosjanie zapisali się na kartach historii jako kon­struk­to­rzy naj­po­tęż­niej­szej bomby, a Ame­ry­ka­nów zapa­mię­tamy jako autorów naj­więk­szego skażenia radio­lo­gicz­nego wywo­ła­nego eks­plo­zją ter­mo­ją­drową. Choć w chwili samego testu Castle Bravo nie zginęła ani jedna osoba, opad radio­ak­tywny spo­wo­do­wał objawy choroby popro­mien­nej u więk­szo­ści świadków zda­rze­nia, a kil­ku­na­stu spośród nich wkrótce zmarło. Atol Bikini do dziś nie uwolnił się cał­ko­wi­cie od skutków testu.
Literatura uzupełniająca:
T. Kunkle, B. Ristvet, Special Raport. Castle Bravo: Fifty years of legend and lore, [online: http://blog.nuclearsecrecy.com/wp-content/uploads/2013/06/SR-12–001-CASTLE-BRAVO.pdf];
Military Effects Studies on Operation CASTLE (1954), [online: https://archive.org/details/MilitaryEffectsStudiesonOperationCastle1954];
Największa bomba świata, reż. D. Chambers, National Geographic 2011.
podpis-czarny

 

 

  • Karol_Nix

    Rzecz straszna ale powiedzmy sobie wprost — kto z nas pozwo­liłby na to żeby tylko ZSRR dys­po­no­wał bombą wodorową? Lepsza metoda prób i błędów, wysa­dze­nie kilku wysepek niż poten­cjalna hege­mo­nia czer­wo­nych…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Łepek

    A w czym to niby czerwoni albo dzi­siejsi Rosjanie są gorsi od ameryki prosze wytłu­macz mi to ?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl Adam Adamczyk

      Jak powie­dział­bym tak: bez względu na to czy uznamy jedną stronę za “lepszą” lub bardziej godną zaufania od drugiej, zyskanie rze­czy­wi­stej przewagi przez któ­rą­kol­wiek z nich mogłoby być kata­stro­falne w skutkach. Myślę, że nie trzeba tłu­ma­czyć dlaczego. =)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Karol_Nix

      Ach ta moda na hej­to­wa­nie złych hame­ry­ka­nów. Już Polacy zapo­mnieli jak miło było gdy Stalin nam pisał kon­sty­tu­cję, a później sowieci kazali nam dopisać punkt o wie­czy­stej przy­jaźni. 17 września, pacy­fi­ka­cja Węgier, Cze­cho­sło­wa­cji, wreszcie wjazd na Ukrainę, którą Rosjanie zobo­wią­zali się chronić. Rze­czy­wi­ście, nie mamy ŻADNYCH podstaw aby twier­dzić że czerwoni są bardziej nie­bez­pieczni dla Ameryki. Zwłasz­cza dla nas.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sergi

    Fajny temat, ale trochę skąpo opisany. Zawsze przy takich tekstach liczę na jakieś zesta­wie­nie, analizę, co i jak. Ale lepsze to niż nic.
    Przy okazji — “pośrodku” a nie “po środku” i “półtora kilo­me­tra” a nie “półtorej”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl Adam Adamczyk

      Wiem, że to marne uspra­wie­dli­wie­nie, ale dostęp­nych infor­ma­cji po prostu jest dość mało. Jeśli chcesz szcze­gó­łów, to polecam podany w biblio­gra­fii raport — praw­do­po­dob­nie naj­szer­sze opra­co­wa­nie tematu jakie można znaleźć w sieci. Polskich publi­ka­cji niestety nie znam.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: 21 AstroGifów cz. 1 | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • Gość

    “Półtorej kilo­me­tra…” Błagam, popraw­cie to, bo oczy bolą…:(

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0