Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 15

Artykuły

5 przykrych prawd o studiowaniu

10th Cze '14

Myśli, które zaraz z siebie wyleję, prawdopodobnie przeszły przez głowę większości osób, mających okazję doświadczyć studenckiej doli. Ale co tam. Z okazji zbliżającego się końca mojej przygody ze szkolnictwem wyższym (a przynajmniej jej fragmentem – ale zostawmy szczegóły), pofolguję sobie i upublicznię kilka refleksji, które w czasie tych kilku lat nie dawały mi spokoju.

Waszej ocenie pozo­sta­wiam, w jakim stopniu odzwier­cie­dlają one rze­czy­wi­stość.

1. Studia może skończyć każdy 

Nie każdy kierunek oczy­wi­ście. Jednak o jaki­kol­wiek papierek pozwa­la­jący for­malnie legi­ty­mować się wyższym wykształ­ce­niem, powal­czyć może rze­czy­wi­ście każdy. Bez wyjątku. Znany mi jest nawet przy­padek osoby dotkniętej kli­nicznym debi­li­zmem, mężnie wal­czącej o uzy­skanie magicz­nych trzech literek przed nazwi­skiem. Tym bardziej, nie powinni już dziwić studenci repre­zen­tu­jący postawy fana­tyczne lub wywro­towe (również na Wydziale Prawa, a co!),  ocie­ra­jący się o wczesne stadium mene­lizmu, czy też żyjący zgodnie z łysą dia­lek­tyką filo­zo­ficznej szkoły Pragi Południe.
Zabawne jak ta cyrkowa róż­no­rod­ność, zare­zer­wo­wana do niedawna dla szkół (co nie było dziwne, zwa­żywszy na obo­wiązek szkolny), dziś z równą mocą objawia się również na uczel­niach. Gdyby nie kilka detali, niektóre wydziały byłyby niemal nie­odróż­nialne od prze­cięt­nego LO czy tech­nikum. Znak czasów, w których drzwi do świątyń nauki pozo­stawia się otwarte na oścież  ku uciesze połowy popu­lacji. Inte­lek­tu­alny ega­li­ta­ryzm, psia mać.

2. Magister magistrowi nie(?) równy

Usilna próba zagnania jak naj­więk­szej ilości baranów owieczek do uni­wer­sy­tec­kich zagród, przynosi wymierne efekty, w postaci miejsc polskich placówek w reno­mo­wa­nych ran­kin­gach. Miejsc w… trzeciej i czwartej setce tychże zesta­wień. Coś czuję, że gdyby Kazi­mierz Wielki zmar­twych­wstał, to po obdukcji truchła „eli­tarnej” Akademii Kra­kow­skiej, zatę­sk­niłby za glebą. Skoro jednak w skali glo­bal­nego i euro­pej­skiego szkol­nictwa wyższego, nie mamy niczego do zaofe­ro­wania, to musimy pasjo­nować się tym co mamy. Nawet jeśli próby wyka­zania wyż­szości jednej polskiej uczelni nad drugą, będą równie godne poli­to­wania co kłótnie między kibolami drużyn z okrę­gówki, o to która gra naj­lepszą piłkę.

No dobrze, pewne różnice wystę­pują, o czym mogę oso­bi­ście zaświad­czyć jako bywalec dwóch różnych wydziałów. Ale właśnie – uczciwie nie powin­niśmy zesta­wiać jeno samych uni­wer­sy­tetów, bo zbiorcza ocena może okazać się bardzo krzyw­dząca. Kontrast widać już na poziomie wydziałów, a czasem nawet katedr czy zakładów. Ciągle mnie zdumiewa, że obok miej­sco­wego WNS, z którego wylecieć można tylko wyska­kując przez okno (lokalny suchar), niemal po sąsiedzku funk­cjo­nuje roz­sądnie zarzą­dzany WPiA, od lat rywa­li­zu­jący łeb w łeb z krajową czołówką. Oczy­wi­ście nie zmienia to faktu, iż żaden repre­zen­tant rodzi­mych przy­bytków nie ma powodów do zadzie­rania nosa. Zaś wszelkie wojenki między UJ, UW, UŚ, UG czy innym AGH, z per­spek­tywy Caltechu lub Harvardu, muszą przy­po­minać co najwyżej ple­mienną bitkę na dzidy.

3. Uczący dostosowują się poziomem do uczonych 

Nie ma tu żadnego przy­padku. Wszystkie elementy opi­sy­wanej ukła­danki – studenci, wykła­dowcy, sposób zarzą­dzania – składają się na spójny obraz aka­de­mic­kiej Hiro­szimy. Przez długi czas będę wspo­minał doktora, czło­wieka sym­pa­tycz­nego i przy­ja­znego, niestety jed­no­cze­śnie wyka­zu­ją­cego objawy nie­po­spo­li­tego oszo­ło­mizmu. Zamiast odsyłać nas do cza­so­pism nauko­wych, wolał chwalić się kolej­nymi nowin­kami wyczy­ta­nymi w pseu­do­nau­ko­wych gazet­kach, z których okładek biły tytuły doty­czące UFO i rządu świa­to­wego. Racjo­na­lizm poszedł się paść. Znowuż na innym wydziale wykłada pani bez zaże­no­wania wyko­rzy­stu­jąca zajęcia do poglą­do­wego i anty­nau­ko­wego agi­to­wania słu­chaczy. Tu zabójcze szcze­pionki, tam zamach w Smo­leńsku, a wszystko to w ramach typowo huma­ni­stycz­nego kierunku studiów. (Zresztą nad tym przy­pad­kiem od dawna pragnę się poznęcać, ale znajoma osoba od której wiem to i owo, na razie nie chce abym upu­blicz­niał szcze­góły.)

Ale po co kopać tak daleko, kiedy węgiel leży na wierzchu. Wszyscy sły­sze­liśmy o spe­cja­li­stach ze speckomisji Macie­re­wicza, wszyscy też fun­do­wa­liśmy sobie soczyste face­palmy po wynu­rze­niach naukowców pokroju Krysi Paw­ło­wicz, zasia­da­ją­cych w Sejmie. Niby nic wiel­kiego, a poje­dyncze ekscesy nie powinny prze­kre­ślać dotych­cza­so­wego dorobku i zdobytej wiedzy. Jednak moim zdaniem bycie pro­fe­sorem, a więc przy­na­le­żenie do ścisłej inte­lek­tu­alnej elity narodu, zobo­wią­zuje do zacho­wania poziomu ponad poli­tycznym szambem.

4. Uczymy się głupot

Pół dekady to szmat czasu na posze­rzanie hory­zontów, wymianę myśli i two­rzenie własnego świa­to­po­glądu. Łatwo jednak ten okres zmar­no­trawić, w czym rodzime uczelnie chętnie pomagają. Wiecie ile godzin prze­znacza siatka studiów histo­rycz­nych na naukę historii? Prze­ro­bienie danej epoki to 45 godzin ćwiczeń i 30 wykładów w seme­strze (i tyle samo na dzieje krajowe). Niby rozsądne liczby, przy­najm­niej dopóki nie zestawi się ich z 60 godzi­nami ćwiczeń i 30 wykładów z… peda­go­giki. Do tego psy­cho­logie, dydak­tyki i inne takie, a nagle okazuje się, że przyszły historyk zna się na wszystkim poza historią. A raczej znać się powinien, bo treść z zajęć z nie­szczę­snej peda­go­giki można by zawrzeć na 5 stronach notatek. 
 
Dodajmy do tego ogromną, na nie­któ­rych kie­run­kach, „ofertę” kon­wer­sa­to­riów i wykładów mono­gra­ficz­nych, a okaże się, że więk­szość czasu na uczelni spędza się po prostu na pier­do­łach. Odczu­wają to sami pro­wa­dzący, naj­czę­ściej dosto­so­wu­jący się do wszech­obecnej fikcji poprzez zada­wanie refe­ratów i orga­ni­zo­wanie fasa­do­wych egza­minów. Trudno im się dziwić, w końcu dzięki temu łatwiej o etat.

5. Prace dyplomowe to śmieci 

„Nikt nie spo­dziewa się po was war­to­ściowej pracy naukowej!” To szczere wyznanie, jakie usły­szałem na pierw­szym semi­na­rium, z jednej strony mnie uspo­koiło, z drugiej zaś bru­talnie spro­wa­dzało na ziemię.  Nie będę jednak roz­dzierał szat ani zaklinał rze­czy­wi­stości. Tak, prace magi­ster­skie, nie wspo­mi­nając już o licen­cjac­kich, z zasady nie wnoszą do nauki niczego. W końcu, jak mogłoby być inaczej? Nie­do­świad­czony młody człowiek rzadko jest w stanie w ciągu kil­ku­nastu miesięcy zgłębić daną dzie­dzinę na tyle, aby wycią­gnąć jakieś wie­ko­pomne wnioski.

Mimo to, kate­go­rycznie nie zgadzam się z opiniami jakoby prace dyplo­mowe były zupełnie nie­przy­datne! Nawet jeśli stu­denckie wypociny są wtórne i durne, to doświad­czenie nabyte podczas ich spo­rzą­dzania nie pozo­staje bez zna­czenia. Zakła­dając oczy­wi­ście, że autor pracuje w miarę moż­li­wości samo­dzielnie. Dla wielu magi­strów to pierwsza i ostatnia moż­li­wość liź­nięcia metody naukowej i napi­sania czegoś więcej niż dwu­stro­ni­co­wego spra­woz­dania. W końcu, głupio byłoby wręczyć dyplom osobie, dla której pro­blemem jest posłu­gi­wanie się prostą pol­sz­czyzną i edytorem tekstu.

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Ewe­li­na93

    Z grubsza się zgadzam z Adamem, zwłaszcza co do pierw­szych trzech punktów. Studiów może nie skończyć tylko osoba, która po prostu nie chce lub nie ma w sobie ani krzty samo­za­parcia. Spora część kie­runków nie wystaje bardzo poziomem ponadto co można spotkać w szkole średniej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/00996946788849053689 Amdarel

    Oj masz rację z tą nie­rów­no­ścią w obrębie jednej uczelni. Stu­dio­wałem 2 kierunki na tym samym wydziale (Eko­no­miczno-Socjo­lo­giczny UŁ). Tajem­nicą poli­szy­nela jest fakt, że obok kie­runków wyma­ga­ją­cych (Eko­no­me­tria, Logi­styka), są też takie, na których radzą sobie średnio wytre­so­wane szym­pansy. Widać to zresztą nawet po porów­naniu planów a zwłaszcza ilości ćwiczeń i laborek – na jednym było to 8–10 zajęć w tygodniu, na drugim zaś… 1–2. A że na wykłady jak wiadomo chodzi sie różnie, stu­dentom tego kierunku dawało to w praktyce często i 5 dniowy weekend. 

    Przy­po­mina mi się zresztą dość zabawna historia z tego gorszego kierunku. Przed sesją popraw­kową, do wykła­dowcy makro­eko­nomii (naj­waż­niejszy przed­miot na 2 seme­strze), część stu­dentów chciała napisać maila w którym prosi o zro­bienie łatwego zali­czenia argu­men­tując to… brakiem funduszy na drogi warunek. Zaznaczę, że facet wcale trudnego egzaminu w pierw­szym terminie nie zrobił , a na dodatek zoba­czywszy po nim ile osób oblało, obniżył próg punktowy na tyle znacznie, że ocena skoczyła mi z 3+ na 4+. Dzięki temu zamiast 85% roku na poprawkę musiało przyjść jedynie 50%…

    Praca dyplo­mowa może sporo nauczyć. Niestety faktem jest, że wykła­dowcy niewiele po nich oczekują. Jak ktoś zrobi własne badania, czy zamieści w pracy wykonaną przez siebie analizę przy­padków są tym faktem pozy­tywnie zasko­czeni. A powinien być to standard. 

    Adam „Amdarel” Juszczak

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    True story 🙁

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Punkt 4 to lekka mani­pu­lacja. Przy­najm­niej na UJ, przed­mioty takie jak peda­go­gika, dydak­tyka czy psy­cho­logia są reali­zo­wane tylko w ramach spe­cja­li­zacji nauczy­ciel­skiej. A akurat przy­szłym nauczy­cielom peda­go­gika się raczej przyda. Niby to mało ważne, ale tekst takie jak ten to naj­lepsze źródło plotek a hasło „przyszły historyk zna się na wszystkim poza historią” ma dużą wartość aneg­do­tyczną.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Wszystko zależy od naszych doświad­czeń i od tego, czego ocze­ku­jemy. Z mojego punktu widzenia (i doświad­czeń), w powyż­szych stwier­dze­niach nie ma grama mani­pu­lacji. Peda­go­gika, dydak­tyka i psy­cho­logia są reali­zo­wane na profilu nauczy­ciel­skim, ale jaką rolę pełnią? Teo­re­tycznie, tak jak piszesz, powinny być przy­datne dla przy­szłego nauczy­ciela. W praktyce, pozo­stają kom­pletnie bez żadnego zna­czenia. Podczas łącznych 90 godzin słu­chania kom­pletnie nie­prze­ko­nu­ją­cych tez, nie dowie­działem się o wycho­waniu niczego przy­dat­nego. Same zaś książ­kowe infor­macje (metody nauczania, zarys histo­ryczny itp.) można by prze­robić w… 2 godziny? Czas prze­zna­czony na wszystkie przed­mioty pomoc­nicze okro­iłbym co najmniej o połowę, bez żadnego cięcia mate­riału. Zaosz­czę­dzone godziny oddałbym nato­miast na naukę historii, gdzie zawsze udaje się zaledwie prze­je­chać po powierzchni naj­waż­niej­szych zagad­nień.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17443465129484666492 Kuba Grom

    Oj dziwni wykła­dowcy to chyba norma. Ja byłem uczony przez Bia­ło­ru­sina słabo mówią­cego po polsku, który uczył swojej teorii chemii. Na przykład tłu­ma­czył trwałość związków aro­ma­tycz­nych nie uznając teorii rezo­nansu, zupełnie jakby zatrzymał się na czasach sta­li­now­skich (za Stalina teoria rezo­nansu była w chemii zakazana tak jak ewolucja w biologii). A jak tłu­ma­czył rozkład orbitali wokół atomu węgla, pisząc że każdy zewnę­trzy elektron tworzy liniowy orbital i wszystkie cztery prze­ci­nają się pod kątem prostym to już nie wytrzy­małem, i powie­działem że to geo­me­trycznie nie­moż­liwe. Nie dał się prze­konać.
    Nie prze­szkadza mu to w byciu świetnym spe­cja­listą od chemii krze­mo­or­ga­nicznej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Akcjusz

    Wywiady z Panem Prof. T. Godyckim-Ćwirko. Taki nasz „gigant” od kon­strukcji żel­be­to­wych i ogólnie budow­nictwa. Profesor komen­tuje w nich edukację wyższą tech­niczną w Polsce.
    http://www.bud-media.com.pl/filar/pdf/filar-4–06.pdf –str. 4
    http://www.bta-czasopismo.pl/files/releases/33/pdfs/775.pdf –str. 2 (59)

    Dodam od siebie, że to wszystko to nie jest przy­padek. Taki system edukacji został zapro­jek­to­wany świa­domie wraz z jego względ­nymi zaletami i wadami („.. w miarę upływu czasu ilość prze­chodzi w jakość”, ..”). Ocenę pozo­sta­wiam Państwu.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/11677277361773570515 Piotr Gładysz

    Ja, jako że właśnie na studia się wybieram, zdaję sobie sprawę z takiej a nie innej kondycji pol­skiego szkol­nictwa wyższego, dlatego wybrałem fizykę. Kierunek ten średnio kończą 4 osoby na roku, co mam nadzieję świadczy o w miarę wysokim poziomie i o tym, że nie będzie tam byle kogo. Z resztą szczerze mówiąc gdyby nie koniecz­ność posia­dania „papieru”, praw­do­po­dobnie nie poszedłbym na studia, ponieważ i tak wiem, że będzie tam dużo przed­miotów nie­przy­dat­nych, na które będę marnował czas. Moim zdaniem lepszym roz­wią­za­niem są kursy i szko­lenia, po których zysku­jesz odpo­wia­da­jącą Tobie wiedzę, jednak po nich nie ma tego magicz­nego mgr niestety.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Czy ja wiem czy wysoki poziom, po prostu jest malo ludzi chetnych aby stu­diowac fizyke. Wlasnie koncze drugi rok „bli­znia­czego” kierunku jakim jest fizyka medyczna, i z tego co wiem na pierw­szym seme­strze na fizyce ogolnej bylo 6 osob. Zostaly sie juz tylko 3, mimo tego ze kierunek jest zama­wiany i popu­la­ry­zo­wany wsrod mlo­dziezy (gim­na­zjalnej i lice­alnej
      ).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

    Tytuł trze­ciego punktu można rozumieć na dwa sposoby – Uczący to osoba która wiedzę prze­ka­zuje, albo przyjmuj. Tak samo uczony – „ja jestem uczony”, ale samo „uczony” to osoba zaj­mu­jąca się naukowo jakąś dzie­dziną wiedzy i będąca w niej auto­ry­tetem.
    Poza tym nie do końca jest to spójne z treścią. Tytuł wska­zy­wałby na analogię „studenci są słabi = pro­fe­so­rowie zaczy­nają mniej wymagać”, albo ana­lo­gicznie „pro­fe­so­rowie dużo wymagają = studenci lepiej znają materiał” (czy pozo­stałe kom­bi­nacje). Tym­czasem piszesz o dużo szerszym obrazie, jak rozumiem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.uth.edu.pl/ Krzysiek

    O stu­dio­waniu można mówić co się chce – ale nie ma w życiu drugiego tak pozy­tyw­nego czasu jak stu­dio­wanie właśnie. Jeśli tylko ktoś wybiera świa­domie to jak naj­bar­dziej jest to gwa­rancja na sukces.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    A ja studiuje na jednej z naj­lep­szych uczelni na świecie (w UK) i jak słyszę historię z pol­skiego podwórka, takie jak:

    1. to, że jest tyle terminów zali­czenia: zerówka, pierwszy termin, drugi termin, poprawka, warunek (w UK jest jeden termin – nie zdasz, wyla­tu­jesz)
    2. to, że jedyną karą za przy­ła­panie na ścią­ganiu jest wyrzu­cenie z egzaminu (w UK od razu wyla­tu­jesz)
    3. to, że po nie­od­daniu pracy licen­cjac­kiej w terminie w naj­gor­szym wypadku o 6 miesięcy poźniej roz­pocznie się magi­sterkę (w UK jest sztywny termin po którego prze­kro­czeniu jest ZERO punktów z pracy dyplo­mowej)
    4. to, że po nie­zdanym egza­minie można pójść do wykła­dowcy i wybłagać zali­czenie (w UK nawet nie zoba­czysz oce­nio­nego egzaminu, a jedynie wynik, do tego pro­ce­dura podczas nich jest bardziej ścisła niż w polsce na maturze)
    5. to, że istnieje jeszcze taki twór jak dzie­kanat (w UK nie ma)
    6. to, że plagiaty w pracach dyplo­mo­wych są na porządku dziennym, nikt tego nie sprawdza, a jak już to nie grożą za to prak­tycznie żadne kon­se­kwencje (w UK za plagiat od razu wyla­tu­jesz)

    to mi się nóż w kieszeni otwiera. Pamię­tajcie, ryba psuje się od głowy. Wpajając ludziom już na poziomie studiów takie „stan­dardy”, oni potem wychodzą z uczelni i kon­ty­nuują cwa­niactwo na drodze zawo­dowej i aż do końca życia. A potem dziwić się że w Polsce tylko prze­kręty, łapówki, kole­sio­stwo i nepotyzm.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    tylko akt zgonu wy**** Cie z AONu

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://pisanie.co/ Pisanie.co

    Nie do końca się zgodzę.. Można trafić na wykła­dowców z pasją, którzy chcą i potrafią prze­kazać wiedzę 🙂
    A obecność na takich wykła­dach to sama przy­jem­ność 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • ToJa

    Jakby Kazi­mierz Wielki wstał z grobu toby się zachwycił całym światem, który poszedł naprzód – nowymi tech­no­lo­giami, itd. xD

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0