Euro­wy­bory tuż tuż, a mimo to gros poten­cjal­nych wyborców nie jest pewna komu warto oddać swój głos. Ja nie mam zamiaru wam pod­po­wia­dać (zwłasz­cza, że sam jeszcze się waham), ale być może ułatwię wam zadanie poprzez krótkie zesta­wie­nie pomysłów partii poli­tycz­nych, w sferze edukacji i nauki. 


Zdaję sobie sprawę, że stu­dio­wa­nie par­tyj­nych obie­ca­nek pod kątem edukacji, wobec wyborów do Par­la­mentu Euro­pej­skiego może wydawać się jałowe. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: mało kto z nas pójdzie do urny (w zasadzie tu mógłbym postawić kropkę), wziąwszy pod uwagę jedynie stosunek kan­dy­da­tów do insty­tu­cji euro­pej­skich. Więk­szość woli uważać swój wybór za uni­wer­salny, korzystny lub przy­naj­mniej nie­szko­dliwy, w jak naj­szer­szym spektrum sfer rzą­dze­nia. Zresztą, nawet jeśli oświata nie wpłynie na wasz wybór teraz, to i tak powinna powrócić podczas następ­nych wielkich wyborów, już na krajowym podwórku.

Kongres Nowej Prawicy, czyli szkol­nic­two cał­ko­wi­cie zde­cen­tra­li­zo­wane i spry­wa­ty­zo­wane.

Jak łatwo się domyśleć, w kor­wi­ni­stycz­nej wizji państwa, władza nie powinna w żaden sposób mieszać do wycho­wa­nia i edukacji dzieci. To logiczna impli­ka­cja świa­to­po­glądu opartego na jak naj­szer­szej auto­no­mii rodziny, w której ojciec panuje nad lato­ro­ślami niczym rzymski pater familias. Oczy­wi­ście krokiem następ­nym będzie znie­sie­nie pań­stwo­wego finan­so­wa­nia edukacji, zwłasz­cza na szczeblu uni­wer­sy­tec­kim, oraz likwi­da­cja MEN. Według par­tyj­nych wyliczeń, pozwo­li­łoby to na zaosz­czę­dze­nie około 30 miliar­dów złotych każdego roku.

Pomi­ja­jąc mój sprzeciw doty­czący braku kontroli nad tre­ściami prze­ka­zy­wa­nymi uczniom, nie wiem w jaki sposób oświata na poziomie pod­sta­wo­wym lub gim­na­zjal­nym miałaby zaist­nieć na wolnym rynku. Kto zain­we­stuje w nie­wielką szkółkę na zabitej dechami wsi? Czy w skrajnie libe­ral­nym świecie, poradzą sobie małe, z defi­ni­cji nie­ren­towne szkoły, biblio­teki, domy kultury i muzea?

Partia Liber­ta­riań­ska, czyli odse­pa­ro­wa­nie państwa od edukacji, na wzór roz­działu państwa od kościo­łów.
Co do istoty, liber­ta­ria­nie stoją po jednej stronie z kor­wi­ni­stami, uważając, że obecne, szkol­nic­two pań­stwowe jest niskiej jakości (trudno się nie zgodzić), służy do indok­try­na­cji i ogra­ni­cza­niu wolności jed­no­stek. Obecną sytuację, według PL, można uzdrowić poprzez znie­sie­nie obo­wiązku szkol­nego, pań­stwo­wych egza­mi­nów, umoż­li­wie­nie edukacji domowej i… niestety wpro­wa­dze­nie dowol­no­ści w wyborze pro­gra­mów naucza­nia. Mając na uwadze to ostatnie pozo­staje mi zazgrzy­tać zębami. Jeśli mam wybierać między ogra­ni­cze­niem wolności ucznia (jakim są treści płynące z MEN) a zamachem na rozsądek i racjo­na­lizm, to stawiam na to pierwsze. Dlaczego – tłu­ma­czy­łem w jednym z poprzed­nich tekstów.

Prawo i Spra­wie­dli­wość, czyli wycho­waw­cza neu­tral­ność szkoły jest szko­dliwa.

Z typową sobie gracją, PiS roz­po­czyna niemal każdy postulat od posta­wie­nia diagnozy jasnej jak peru­wiań­skie Słońce: wina Tuska! Z dalszej lektury programu Prawa i Spra­wie­dli­wo­ści dowie­dzia­łem się m.in., że – wbrew zarzutom libe­ra­łów – obecne szkol­nic­two ogra­ni­cza się do prze­ka­zy­wa­nia uczniom “wyłącz­nie” wiedzy i umie­jęt­no­ści. Podczas gdy przed­sta­wi­ciele PL ubo­le­wają nad pań­stwową indok­try­na­cją mło­dzieży, Kaczyń­ski i spółka żądają aby szkoła wspie­rała rodziców w dziele wycho­wy­wa­nia, ukul­tu­ral­nia­nia i prze­ka­zy­wa­nia wzorców moral­nych. Środkiem do celu miałoby być zwięk­sze­nie liczby godzin historii, zajęć poza­lek­cyj­nych oraz poło­że­nie nacisku na kształ­ce­nie patrio­tyczne. Poza tym, zwłasz­cza w sferze badań nauko­wych, Prawo i Spra­wie­dli­wość nie oferują niczego poza banałami typu: zwięk­szymy dotacjewes­przemy dok­to­ran­tów

Plat­forma Oby­wa­tel­ska, czyli nie ma nauki bez huma­ni­styki.
Jaka jest Plat­forma każdy widzi. Sporo o naj­bliż­szych planach partii rzą­dzą­cej w kwestii edukacji, można było się dowie­dzieć z kon­fe­ren­cji i wywiadów prze­pro­wa­dzo­nych na początku tego roku. Lena Kolarska-Bobińska wyjawiła m.in. pomysł “pakietu dla huma­ni­styki”, zakła­da­ją­cego wsa­dza­nie przed­mio­tów huma­ni­stycz­nych wszędzie gdzie się da i tam gdzie się nie da również. Pole­ga­łoby to na tym, aby do nauki np. filo­zo­fii, zmusić również stu­den­tów typowo tech­nicz­nych kie­run­ków studiów, a nawet uczniów szkół średnich. 
Dalsze obiet­nice PO dotyczą sfery finan­so­wa­nia oświaty i nauki. Według nich do roku 2020 nakłady na badania miałyby osiągnąć poziom 1,7% PKB. To dużo – przy­po­mi­nam, że jak dotąd nakłady na rozwój nie prze­kra­czają nawet 1%. Połowę koniecz­nych funduszy w zało­że­niu mieliby zapewnić prywatni inwe­sto­rzy. Oj, żeby te prognozy się spełniły…

Ruch Narodowy, czyli odbijemy szkol­nic­two z rąk lewaków!

Powyższy cytat wyszedł z ust Roberta Win­nic­kiego, gdy odwołano debatę na Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim. Jak stwier­dził dalej: Musimy uwolnić je [szkol­nic­two wyższe] od tych wszyst­kich obłęd­nych gender studies, post­ko­mu­ni­stycz­nego betonu i domi­na­cji mich­ni­kowsz­czy­zny. Ta wojna roz­po­częła się już jakiś czas temu, ale nie łudźmy się – nie będzie ani łatwa, ani szybka. Wiele to mówi o rady­kal­nej wizji zmian koniecz­nych w Polsce, nie tylko zresztą w sferze edukacji.

W kwestii szkolnej, przed­sta­wi­ciele RN mogliby sobie wła­ści­wie podać ręce z PiSow­cami. Jednym z głównych punktów w Dekla­ra­cji Ideowej naro­dow­ców, jest walka o zacho­wa­nie toż­sa­mo­ści naro­do­wej i kształ­ce­nie mło­dzieży w kla­sycz­nym duchu patrio­ty­zmu, z dala od libe­ralno-lewi­co­wej pro­pa­gandy (czyt. w zgodzie z kato­licko-pra­wi­cową pro­pa­gandą). Jedynym zamysłem RN, który zyskałby moją aprobatę, wydaje się likwi­da­cja gim­na­zjów i powrót do 8-letniej szkoły pod­sta­wo­wej.

Sojusz Lewicy Demo­kra­tycz­nej, czyli naj­waż­niej­sze to zachować publiczny cha­rak­ter oświaty.
Post­ko­mu­ni­ści w czytelny sposób stre­ścili swój program oświa­towy w dzie­się­ciu krótkich punktach, spośród których trzy wydają się szcze­gól­nie inte­re­su­jące. Po pierwsze, SLD podobnie jak Ruch Narodowy optuje za przy­wró­ce­niem 8-letniej szkoły pod­sta­wo­wej i 4-letniej szkoły średniej. Po drugie, socjal­de­mo­kraci chcie­liby wyko­rzy­stać obecny niż demo­gra­ficzny na korzyść edukacji, poprzez zmniej­sze­nie liczeb­no­ści klas i zwięk­sze­nie ilości dodat­ko­wych zajęć poza­lek­cyj­nych. Po trzecie, partia poprze każdy projekt finan­so­wa­nia przez państwo pod­ręcz­ni­ków a w przy­szłość także e-pod­ręcz­ni­ków. Niestety nie zna­la­złem infor­ma­cji, czy dotyczy to jedynie szkół pod­sta­wo­wych, czy również średnich.

Twój Ruch, czyli zerwanie z para­dyg­ma­tem naro­do­wym i wyzna­nio­wym.

Minionki Janusza Palikota ugryzły temat od innej strony, zarze­ka­jąc się, że problemy gim­na­zjów, liczby godzin lek­cyj­nych czy kanonu lektur należą do kwestii wtórnych. Co jest więc istotne? Przy­go­to­wa­nie do samo­dziel­nego myślenia, pracy w grupie i wypra­co­wy­wa­nie kre­atyw­no­ści (jakież to proste, genialne i odkryw­cze zarazem…). Aby osiągnąć te cele, TR chciałby reformy egza­mi­nów, być może nawet poprzez wpro­wa­dze­nie odgór­nych form spraw­dza­nia umie­jęt­no­ści pracy w grupach.
Inte­re­su­jące jest to, że według lewicy, obecna oświata wymaga dalszego upań­stwo­wie­nia, tak aby docelowo rodzice nie musieli bez­po­śred­nio ponosić abso­lut­nie żadnych kosztów. Pojawia się więc postulat odgór­nego finan­so­wa­nia pod­ręcz­ni­ków (wypo­ży­cza­nych uczniom), obiadów na sto­łów­kach, a nawet wycie­czek szkol­nych. W ramach ewen­tu­al­nych zmian pro­gra­mo­wych, Twór Ruch apeluje o wpro­wa­dze­nie przed­miotu “wiedza o zdrowiu”, mającego wska­zy­wać na zasady żywienia, higieny i pro­fi­lak­tyki. Tak sobie myślę: nie lepie byłoby zre­for­mo­wać materiał prze­ra­biany na lekcjach biologii?


Rze­tel­nych i szcze­gó­ło­wych pro­gra­mów, w prze­strzeni poli­tycz­nej ze świecą szukać; kilka frazesów popar­tych nie­uwie­rzy­tel­nio­nymi danymi, to wszystko na co możemy liczyć. Naj­bar­dziej przy­tła­cza­jąca wydaje się oszczęd­ność poli­tycz­nych zapew­nień doty­czą­cych postępu i badań nauko­wych. Lada dzień współ­czyn­nik młodych ludzi z wyższym wykształ­ce­niem może prze­kro­czyć granicę 40%, tym­cza­sem żaden polityk nie próbuje zapro­po­no­wać remedium na postę­pu­jącą dewa­lu­ację dyplomów, żenującą pozycję rodzi­mych uczelni w ran­kin­gach, czy kwilącym systemie sty­pen­diów i grantów. Tak jak gdyby oświata kończyła się na pod­sta­wówce, w chwilach porywu na szkole średniej. O kwe­stiach typowo badaw­czych i zaan­ga­żo­wa­niu naszych naukow­ców w mię­dzy­na­ro­dowe projekty badawcze, w ogóle nie ma co wspo­mi­nać.



A was, które ogólniki prze­ko­nują naj­bar­dziej?
Może macie własną wizję oświaty i szkol­nic­twa wyższego?


  • Ano­ny­mous

    KNP ma dobry plan gospo­dar­czy ale dot. edukacji tez mam zastrze­ze­nia i w sumie nie wiem jakbym to roz­wią­zał.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • m

      Słaba pro­wo­ka­cja.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      wystar­czy spojrzeć wstecz. W historii jest odpo­wiedź.

      Za Billem Whittlem: “Mamy całą armię ludzi nie­zdol­nych do pracy ze względu na wiek, których poten­cjał, mądrość i przede wszyst­kim chęci, się marnują”.
      Albo nauka przez internet. Szkoły z inter­na­tem z moż­li­wo­ścią doro­bie­nia do czesnego wyko­nu­jąc lekkie prace, moż­li­wo­ści jest naprawdę mnóstwo i w wypadku likwi­da­cji MEN i powią­za­nych prze­pi­sów, ogra­ni­czone są tylko wyobraź­nią.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Fajny jest pomysł SLD z przy­wró­ce­niem szkół 8 i 4 oraz ze zmniej­sze­niem liczeb­no­ści i zaję­ciami dodat­ko­wymi. Ale ja bym dał więcej wolności zgodnie z KNP i LP. np. Teraz jeżeli ktoś jest słabszy to powtarza rok, ale dlaczego nie może mądrzej­szy awan­so­wać o rok lub dwa?
      Albo jakie­kol­wiek inter­wen­cje w program dla przed­mio­tów huma­ni­stycz­nych powoduje narzu­ca­nie poglądów. Powinna górować prawda jaka­kol­wiek by ona nie była.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Kto powie­dział, że nie możesz “awan­so­wać”? O ile wiem jest to możliwe.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Chyba masz rację, bo przy­po­mnia­łem sobie 1 osobę, króra chyba tak zrobiła. Ale jest to chyba mega trudne obecnie skoro po 17 latach edukacji widzia­łem tylko 1 taką osobę, a znałem naprawdę genial­nych ludzi.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Anty­Ku­cyk

    Również chciał­bym się dowie­dzieć jak będzie działać kultura i nauka w miej­sco­wo­ściach małych i na wsiach (przy­znaję że się nad tym nie zasta­na­wia­łem). IMO pry­wa­ty­za­cja tu nie zadziała.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Domy kultury/biblioteki powinny powsta­wać z oddolnej ini­cja­tywy, w odpo­wie­dzi na potrzeby ludności, a nie z odgór­nego zało­że­nia, nie uważa Pan? Taka jest przecież ich geneza, nikt nie “wymyślił” takich ośrodków.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

    To się znów odezwę, i znów w kwestii edukacji.

    Po pierwsze, nie do końca rozumiem skąd prze­ko­na­nie, że “rozsądek i racjo­na­lizm” to wartości gwa­ran­to­wane (w chwili obecnej) przez MEN. Owszem, świec­kość obecnego programu nie pozo­sta­wia wiele do życzenia, ale idzie to w parze, po pierwsze, z dege­ne­ra­cją poziomu naucza­nia (zupełnie natu­ralny proces stop­nio­wego obni­ża­nia jakości usługi, gdy za sterami insty­tu­cji stoi urzędnik, którego jedynym zadaniem jest prze­sko­cze­nie przez kon­kret­nie zde­fi­nio­wane “obręcze” zamiast dostar­cza­nia usług na naj­wyż­szym poziomie), z drugiej zaś z dewa­lu­acją wartości samych dyplomów (patrz punkt pierwszy). Zatem, czy jest to rze­czy­wi­ście racjo­nalne i rozsądne? Jaką cenę przy­cho­dzi płacić całemu spo­łe­czeń­stwu (wła­ści­ciele dyplomów tracą każdego roku wraz z obni­ża­niem się prestiżu jego posia­da­nia) za to, że niwe­lu­jemy moż­li­wość powsta­wa­nia szkół z różnymi, niczym nie skrę­po­wa­nymi pro­gra­mami naucza­nia?

    Po drugie, “kto zain­we­stuje w małą szkółkę w zabitej dechami wsi”. Pro­po­nuję poczytać na temat tego jak wyglą­dała edukacja w wiekach średnich. Nikt nie musi inwe­sto­wać w szkołę w potocz­nym rozu­mie­niu tego słowa — edukacja przez internet, może być orga­ni­zo­wana w domu jednego z rodziców/dziadków, moż­li­wo­ści są roz­liczne. Odnoszę wrażenie, że nie docenia Pan zdol­no­ści czło­wieka do roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów we własnym zakresie. Jeśli jest potrzeba — jest i roz­wią­za­nie. Przez tysiące lat państwo się nie wtrącało do takich spraw, a ludzie, zdaniem nie­któ­rych, byli mądrzejsi (nie mylić z ilością posia­da­nych infor­ma­cji) niż dzi­siejsi rówie­śnicy.

    Mam wrażenie, że jest Pan głęboko “zacięty” w myśleniu w ramach ist­nie­ją­cego systemu (tylko proszę nie brać tego do siebie, mówię to abso­lut­nie bez żadnych złych intencji). Oczy­wi­ście mogę się mylić, nato­miast jeżeli w istocie jest Pan prze­ko­nany, że obecny system jest dobry “tylko trzeba go trochę zmienić”, to proszę rozważyć taką rzecz: żadna insty­tu­cja pod zwierzch­nic­twem państwa nie działa efek­tyw­nie. Każda z nich ma podobne zało­że­nia, i każda “wykłada się” w tym samym punkcie: jeżeli coś należy do wszyst­kich, to nie należy do nikogo. Ergo — brak odpo­wie­dzial­no­ści prowadzi do degren­go­lady, wypaczeń, korupcji (zarzą­dza­nie fun­du­szami ścią­ga­nymi pod przy­mu­sem). I co naj­waż­niej­sze — odbiera się ludziom moż­li­wość decy­do­wa­nia. Co, jeżeli (tak jak teraz) takie roz­wią­za­nie się nie sprawdza? Jeżeli wszędzie, gdzie istnieje przy­mu­sowa edukacja publiczna, dochodzi do tych samych wypaczeń, to w czym tkwi problem?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Anty­Ku­cyk

      Chyba trzeba to potrak­to­wać jako trolling, tak? Pytam poważnie.

      Domy kultury z oddolnej ini­cja­tywy? Być może, w utopii w której Polak będzie chciał prze­zna­czać dobro­wolne składki na tego typu przy­bytki. Prze­ciętny Zdzichu będzie wolał żeby jego dzieciak sobie kupił lizaka i laptop niż poszedł na przed­sta­wie­nie lub do biblio­teki. Ja wiem, że wolność wyboru i inne duperele, ale powiedzmy wprost do czego to musi dopro­wa­dzić — do kom­plet­nego zaniku kultury i nauki w małych dziurach. A dzieciak który nie ma stycz­no­ści z oświatą za młodu, na starość ulis­se­sem się nie stanie

      Żartem cał­ko­wi­tym jest nato­miast odsy­ła­nie kogo­kol­wiek do wzorców śre­dnio­wiecz­nych. Serio? Na co one nam wskazują? 😀 Anal­fa­be­tyzm, ciemnotę i wszech­obecną ide­olo­gię? Oświata zaczęła działać w ostat­nich stu­le­ciach.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Abso­lut­nie nie, żaden trolling. Mówię całkiem poważnie.

      1. Skoro Zdzi­chowi wisi i powie­wają takie przy­bytki, to rozumiem, że jak się pod przy­mu­sem z niego zedrze, to nagle jego dzieciak będzie z nich korzy­stał? Czy może pod przy­mu­sem również powinien być do biblio­teki dopro­wa­dzany? Już kom­plet­nie pomijam fakt, że w każdej dziurze jest teraz internet i dostęp do wszel­kich jego dobro­dziejstw. Nie widzę potrzeby sztucz­nego two­rze­nia przy­byt­ków, które generują koszty, a nie ma na świad­czone przez nie usługi realnego popytu.

      2. Skąd Pan czerpie wiedzę na temat śre­dnio­wie­cza? Poproszę o kilka źródeł, które wskazują na powszechną ciemnotę i anal­fa­be­tyzm (co do obec­no­ści ide­olo­gii chrze­ści­jań­skiej mogę się zgodzić, mówimy wszak o okresie poprze­dza­ją­cym choćby Karola Darwina).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Praw­do­po­dob­nie będę chciał się rozwinąć, co zrobię w przy­szło­ści w osobnym wpisie, więc na razie ogra­ni­czę się do kwestii naj­istot­niej­szych.

      Nie napi­sa­łem nigdzie, że obecny MEN cokol­wiek gwa­ran­tuje, napi­sa­łem, że wpro­wa­dze­nie pełnej swobody bankowo dopro­wa­dzi do groźnych kon­se­kwen­cji (typu 60% kre­acjo­ni­stów). Pańskie rozu­mo­wa­nie wygląda w sposób nastę­pu­jący: “roz­wiążmy policję, bo nie gwa­ran­tuje braku prze­stęp­czo­ści”. Problemy i wypa­cze­nia będą istnieć zawsze, co oznacza potrzebę zmian a nie urżnię­cia całej insty­tu­cji. System cał­ko­wi­cie prywatny i rywa­li­za­cja — przy­znaję — na pewno pozwoli na wybicie się jakieś odsetka eli­tar­nych szkół. Problem polega na tym, że na drugim biegunie powstaną szkoły bez­na­dziejne (bo naj­tań­sze lub wyzna­niowe). Obecny stan, zapew­nia­jący w miarę uśred­nione jako­ściowo szkoły publiczne i drogie szkoły prywatne (bo takie przecież istnieją) jest odpo­wiedni. Oczy­wi­ście przy poprawie wielu szcze­gó­łów.

      Nie wiem na jakie aspekty “szkół wieków średnich” chciał pan zwrócić moją uwagę, więc proszę o dopre­cy­zo­wa­nie. Jako historyk troszkę tematu liznąłem, ale mogłem co nieco zapo­mnieć. Odpo­wia­da­jąc za pana Anty­Ku­cyka: poziom alfa­be­ty­za­cji spo­łe­czeń­stwa śre­dnio­wiecz­nego jest raczej trudny do usta­le­nia, no i zależy od okresu. Np. prof. Bart­nicka w swoim “Zarysie historii wycho­wa­nia” (akurat to mam pod ręką) podaje, że na początku XIII wieku w Polsce szkoły kate­dralne, kole­giac­kie lub para­fialne działały w jakiś 10 miej­sco­wo­ściach. Za Kazi­mie­rza Wiel­kiego było już znacznie lepiej, bo placówek istniało ponad 200. Tak jak mówię, trudno jednak podać kon­kretny odsetek anal­fa­be­tów. Pisać i czytać, przy­naj­mniej w teorii musiał kler, wśród miesz­czan bywało bardzo różnie, a i stan rycerski często naukę olewał. Można strzelać w 85% do nawet 99% spo­łe­czeń­stwa (zależy też od rejonu). Bardziej wymierne są dane z XIX wieku, gdy (zależnie od zaboru) anal­fa­be­tów nadal było ponad 30%-80%. Ale tak jak mówię, poproszę o roz­sze­rze­nie swojej wypo­wie­dzi, abym mógł wycią­gnąć wniosku ze wzorców śre­dnio­wiecz­nych.

      Kwestia naj­istot­niej­sza to oczy­wi­ście rozwój edukacji i kultury w pry­wat­nych rękach. Dziękuję za Twój komen­tarz, bo potwier­dził to czego nikt głośno przyznać nie chce: KNP godzi się z moż­li­wo­ścią umy­sło­wego regresu spo­łe­czeń­stwa. Typowy Zdzichu, o którym panowie piszą, może woleć oglądać TV niż utrzy­my­wać miej­scowy MOK, to prawda. Możemy spo­koj­nie założyć, że takich Zdzichów na zwykłej polskiej wsi będzie więcej aniżeli miesz­kań­ców pra­gną­cych jakie­go­kol­wiek kontaktu z kulturą. Z góry możemy założyć, że koła gospodyń wiej­skich i inne towa­rzy­stwa, tudzież świe­tlice ini­cju­jące różne zabawy i konkursy dla dzieci, w wielu miej­scach na pewno upadną. Zgadzam się, że w tym przy­padku zade­cy­duje więk­szość, co nie jest dziwne bo w każdym spo­łe­czeń­stwie warstwa inte­li­gen­cji jednak stanowi jakiś ułamek całości. W takim świecie kultura z defi­ni­cji pozo­staje w odwrocie, a roz­war­stwie­nie inte­lek­tu­alne między małymi miej­sco­wo­ściami a aglo­me­ra­cjami musi wzrastać. Pomijam, że takie domy kultury czy biblio­teki to nie tylko miejsca oświaty, ale również centra orga­ni­za­cyjne wielu przed­się­wzięć, orga­ni­zu­jące daną spo­łecz­ność. Kolejną rzeczą na którą pan się zgadza i niejako przyj­muje jako wypad­kową pełnej libe­ra­li­za­cji, jest konieczny wzrost anal­fa­be­ty­zmu. Co by nie mówić, dzisiaj nawet dzieciak pocho­dzący z rodziny pato­lo­gicz­nej, pisać i czytać potrafi. Ilu skoń­czy­łoby chociaż pod­sta­wówkę, gdyby rodzice nie mieli nad sobą tego nik­czem­nego przymusu? Czemu młody człowiek ma nie potrafić prze­czy­tać umowy o pracę, przez zanie­dba­nia zwy­rod­nia­łych rodzi­cieli?

      O inter­na­tach, jako jednym z wielu (dwóch) roz­wią­zań problemu małych szkół, chciał­bym powie­dzieć, a wła­ści­wie zapytać o jedno. Jak odbie­ra­nie rodzicom 7-letnich dzieci na kil­ka­na­ście miesięcy, ma się do tra­dy­cyj­nego wycho­wa­nia opartego na bliskim kon­tak­cie z rodziną, tak popie­ra­nego przez komen­to­waną partię?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Anty­Ku­cyk

      Właśnie tu leży pies pogrze­bany, kor­wi­ni­ści zacho­wują się jak kom­pletni fun­da­men­ta­li­ści, z góry zakła­dają że ich ide­olo­gia jest kluczem na wszystko, sprawdzi się w każdej dzie­dzi­nie i zawsze będzie lepsza niż system obecny. To o tyle groźne co nie­nor­malne. “Jak będzie potrzeba to muzea i biblio­teki powstaną”? No to dopiero czeka nas kul­tu­ralna degren­go­lada, bo na żadnej wsi nie znaj­dziesz tysięcy ludzi chętnych do łożenia na takie ośrodki. Jeśli to w waszym dziwnym myśleniu oznacza, że są one “nie­po­trzebne” to w smutnym świecie chcecie żyć. Nie zawsze to co nie­ren­towne = nie­po­trzebne.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Naj­le­piej, jeśli obydwu Panom odpowiem w punktach.

      @Adam Adamczyk:

      1. Kwestia nie­ko­niecz­nie chro­no­lo­gicz­nie pierwsza, ale naj­waż­niej­sza – nie jestem z KNP nijak powią­zany, więc i moje słowa nie niosą jakiej­kol­wiek wagi odnośnie programu owej partii (który zresztą znam pobież­nie) i nie należy w oparciu o nie wyciągać wniosków na ten temat. Piszę jak ja to widzę, natchniony roz­wią­za­niami wol­no­ryn­ko­wymi.
      2. Wspomina Pan o zagro­że­niu kom­plet­nym wypa­cze­niem pro­gra­mów naucza­nia (rzeczone 60% szkół uczących kre­acjo­ni­zmu). Mogę spytać skąd taka apo­ka­lip­tyczna wizja? W dzi­siej­szych czasach niemal każdy (kto o nim wie) wierzy w Wielki Wybuch, co nie prze­szka­dza im wierzyć, że to Bogu wycią­gnął zawleczkę. Już kom­plet­nie abs­tra­huję od tego, że teoria Wiel­kiego Wybuchu jest.… czym? Teorią właśnie. Samemu jest mi do niej naj­bli­żej, ale nie uważa Pan, jako racjo­na­li­sta, że nale­ża­łoby w takim razie uczyć wsze­la­kich teorii, wierząc, że człowiek sam rozsądzi co jest prawdą? W tym momencie, jeżeli odpowie Pan sobie twier­dząco, proszę zapa­mię­tać tą wiarę w czło­wieka oraz akcep­ta­cję jego wyborów. W wielu miej­scach moich rozważań się na nią powołuję, przy czym Pan często oponuje suge­ru­jąc, że NALEŻAŁOBY uczyć TEGO bądź TAMTEGO, a nie dawać wybór.
      3. Czy uważa Pan, że postęp cywi­li­za­cyjny nastę­puje dzięki wszyst­kim, czy tylko części ogółu, garstce wybit­nych jed­no­stek? Mówimy tu o odpo­wied­nio dużej skali, wiadomo.
      4. Czy dopusz­cza Pan do siebie, że może to wyznawcy Nie­wi­dzial­nego Różowego Jed­no­rożca albo Dursz­la­kowcy mają rację i tylko ci będą „zbawieni”? Jako racjo­na­li­ści, nie możemy przecież tego naukowo wyklu­czyć.
      5. Szkoły na wolnym rynku – edukacja to towar, w dodatku bardzo zróż­ni­co­wany. Ludzie się uczą nie po to, żeby żyło im się szczę­śli­wiej, albo że potrze­bują tej wiedzy do pra­wi­dło­wego funk­cjo­no­wa­nia orga­ni­zmu. To jest towar kupowany w okre­ślo­nym celu, ma spełnić swoje zadanie. Rodzic (w dobrych czasach gdzie przymus eme­ry­talny jest znie­siony) inwe­stuje w swoje dzieci (tak w naukę, jak i dobre wycho­wa­nie), żeby mieć oparcie i utrzy­ma­nie na starość. Swoją drogą przymus edukacji to jak przymus kupo­wa­nia butów – teraz nikt nie musi, ale mimo to każdy ma. Pod­kre­ślę tylko wagę znie­sie­nia przymusu eme­ry­tal­nego jako bardzo ważnego skład­nika „cią­gną­cego” ludzi w stronę chęci edu­ko­wa­nia siebie i swoich potomków. Oczy­wi­ście szkół dobrych będzie sporo, naj­lep­szych kilka, średnich naj­wię­cej, będą też i kiepskie – ale tak jest i teraz z restau­ra­cjami, ubez­pie­czal­niami, spodniami. Idąc za pro­po­no­wa­nym przez Pana Jedynym Praw­dzi­wym Pro­gra­mem — jakby Pan się czuł wiedząc, że od jutra dostępne będą tylko nie­bie­skie jeansy?
      6. Edukacja w śre­dnio­wie­czu – moja wiedza jest już mocno zardze­wiała, bo kopałem w książ­kach za czasów wcze­snego liceum. Z tego co pamiętam jednak, anal­fa­be­tyzm nie miał jed­no­znacz­nego wyrazu – umie­jęt­ność czytania może nie była powszechna (jak to ma miejsce dzisiaj – nie mylić z czy­ta­niem ze zro­zu­mie­niem!), acz­kol­wiek znacznie więcej ludzi umiało czytać niż pisać. Czy zatem człowiek umiejący czytać, a nie umiejący pisać, kwa­li­fi­kuje się jako anal­fa­beta w rozu­mie­niu dzi­siej­szej lite­ra­tury? Zapewne tak, a przecież wyższość (uży­tecz­ność) pierw­szego nad drugim jest bez­sprzeczna i swo­bod­nie pozwa­lała funk­cjo­no­wać w ówcze­snym spo­łe­czeń­stwie (nawet w dzi­siej­szym się da – znam taką osobę). Pamię­tajmy też, że książki pisały nawet kobiety/gospodynie (porad­niki domowe), co świadczy jednak o swego rodzaju „powszech­no­ści” edukacji (jak na tamte czasy, oczy­wi­ście).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      cd.

      6.
      7. Czy KNP godzi się z umysłową regresją spo­łe­czeń­stwa? Nie wiem, nie należę, nie znam na wylot, ALE obser­wu­jąc obecny poziom edukacji, gdzie szary człowiek nie roz­róż­nia zabój­stwa od mor­der­stwa, gwałtu od zgwał­ce­nia czy „oskar­żony” od „skazany”, nie wspo­mi­na­jąc o ope­ro­wa­niu na procentach/punktach pro­cen­to­wych czy zwy­czaj­nego odczy­ty­wa­nia rozkładu jazdy, nie jestem pewien czy ów regres jest fak­tycz­nie regresem. To jest natu­ralny fakt — już teraz POMIMO tego, że KAŻDY zatrud­niony (15,5 miliona ludzi) płaci na ten cel ponad 2,5 tysiąca rocznie (nie ważne czy dzie­ciaty, czy po 60 roku życia, czy zamożny, czy nie ma za co leków i chleba kupić), ludzie w więk­szo­ści są tak samo głupi, jak i byli pięćset lat temu. Teraz jednak potrafią pisać (nie wspo­mi­nam nawet słowem o gra­ma­tyce), czytać (nie jest tożsame z rozu­mie­niem) i czasem nawet popraw­nie wymówić słowo „alu­mi­nium”. Niech Pan sam oceni czy taka edukacja jest warta 2,5 kawałka (wła­ści­wie prawie 5 dla samych zain­te­re­so­wa­nych, czyli w prze­li­cze­niu na ucznia/studenta). Ludzie ZAWSZE dzielili się na mądrych i na głup­szych, mniej i bardziej zdolnych, pytanie tylko czy chcemy do tego bajzlu dopłacać, osią­ga­jąc w zamian… co? Zamiast ciemnych mas, ciemne masy anal­fa­be­tów wtórnych. Owszem, umie­ją­cych prze­czy­tać umowę o pracę. Nie umie­ją­cych jej zro­zu­mieć.
      8. Kultura w małych miej­sco­wo­ściach. Znowuż, nie docenia Pan zdol­no­ści ludzi do samo­or­ga­ni­zo­wa­nia z jednej strony, z drugiej prze­ce­nia Pan zain­te­re­so­wa­nie kulturą samych ludzi w dzi­siej­szych czasach. Odnoszę wrażenie, że wychodzi Pan z zało­że­nia, iż jeżeli czegoś się dla ludzi nie zor­ga­ni­zuje, to tego nie będzie – proszę mi zaufać, na każdej wsi jest kliku mecha­ni­ków nie dlatego, że dostają sub­wen­cje od Państwa. A że to inna sprawa niż kultura? Że to nie towar/usługa? A imprezy w remizach? Spo­tka­nia nie­dzielne w domu sąsiadów, gdzie przez kilka godzin uczono dzieci na przykład haftować albo opo­wia­dało się o historii? Niech mi Pan powie, kiedy jest/było więcej ludzi zna­ją­cych polskie doko­na­nia i historię, a przede wszyst­kim będących patrio­tami — w dzi­siej­szych czasach czy dwieście lat temu? Kultura to inte­rak­cje między ludźmi, a nie insty­tu­cje, które ludzi zwal­niają z inaczej prze­strze­ga­nego obo­wiązku sze­rze­nia świa­do­mo­ści („kto inny to zrobi, jak nie my?” kontra „a nie, czekaj, od tego jest WOK”).
      9. Wzrost anal­fa­be­ty­zmu jako wynik uwol­nie­nia rynku usług edu­ka­cyj­nych. Wspo­mnia­łem o ważnym mecha­niź­mie, który musi zostać przy­wró­cony, aby te dwie idee się zazę­biały i dobrze współ­pra­co­wały – znie­sie­nie przymusu eme­ry­tal­nego. Inaczej wycho­wy­wa­nie swoich dzieci na porząd­nych, wyedu­ko­wa­nych ludzi nie będzie aż tak kry­tycz­nie ważne. Inna sprawa, że dorosły, który miałby pecha mieć krót­ko­wzrocz­nych rodziców z jednej strony będzie wiedział jak jest to ważne i swoje pociechy wychowa już dobrze (jeżeli jest mądrym czło­wie­kiem), z drugiej zaś może swo­bod­nie się tej sztuki nauczyć. Skąd prze­ko­na­nie, że tylko dzieci można nauczyć czytać i pisać? Z pły­wa­niem jest podobnie. Nawet jeśli ma się pecha, droga nie jest zamknięta.
      10. Inter­naty. Jak to jak się ma do programu KNP? Nie mam pojęcia. Ten internat to mój pomysł, ponownie proszę nie trak­to­wać moich wynurzeń jako jaką­kol­wiek wykład­nię, bo jestem tylko sym­pa­ty­kiem, w dodatku nie znam ich planu na całe państwo. Odnoszę wrażenie, że Pan nie rozumie idei przy­świe­ca­ją­cej KNP (wolno Panu zasad­ni­czo wszystko, co nie narusza dobra innych ludzi, naszej kultury, dzie­dzic­twa). Dziecko jest PANA. Jeżeli Pan chce je wysłać do inter­natu i ryzy­ko­wać, że nie wyrośnie na dobrego czło­wieka, to PANA ryzyko. Nikt niczego Panu nie narzuca. Pierwszy raz spo­tka­łem się z sytuacją, że dając komuś wolną rękę w gestii co może jeść usły­szał­bym zarzut „no ale przecież jesteś wege­ta­ria­ni­nem”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      c.d.

      @AntyKucyk

      1. Jak ja to rozumiem, KNP to nie jest partia, która mówi, że NASZ plan jest lepszy niż INNE plany. Wychodzą z bardzo prostego, moim zdaniem słusz­nego, zało­że­nia, że człowiek jest istotą myślącą i jako dorosły człowiek ma prawo decy­do­wać o sobie i swoich bliskich (i brać odpo­wie­dzial­ność za podej­mo­wane decyzje), z posza­no­wa­niem praw innych ludzi. Powrót do porządku wypra­co­wa­nego przez tysiące lat naszej cywi­li­za­cji, do spraw­dzo­nego wzorca. Do tego dodana jest szczypta spraw­dzo­nej wol­no­ryn­ko­wej myśli (znowuż – nacisk na przed­ro­stek WOLNO-). Cała reszta (ów PLAN) jest pochodną.
      2. Kultura – zapra­szam do lektury punktu ósmego powyżej. Co do muzeów – zgadzam się, że o dzie­dzic­two narodowe należy dbać, i te placówki powinny być finan­so­wane ze środków publicz­nych. Co nie oznacza, że każdy gobelin pani Krzysi powinien mieć gablotę w Publicz­nym Wiejskim Domu Kultury, odwie­dza­nego regu­lar­nie przez rzeczoną panią Krzysię i pana Władka, który robi tam za dyrek­tora. I nie robi za darmo.

      Pozdra­wiam i prze­pra­szam Panów, że tak się roz­pi­sa­łem. Czekam na odpo­wie­dzi.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      P.S. Dosłow­nie przed sekundą zna­la­złem ten wpis na wykopie:

      http://www.wykop.pl/ramka/2007492/sejm-odrzucil-wniosek-o-referendum-edukacyjne-podpisany-przez-milion-obywateli/

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      2. Jeśli chce pan roz­po­czy­nać nowy wątek to pro­sił­bym o zro­bie­nie tego pod którymś z licznych arty­ku­łów doty­czą­cych Big Bang. Przedtem jednak proszę zapoznać się ze zna­cze­niami pojęć “nauka” i “teoria” — a jest ich więcej niż jedno. Jedyną kon­ku­ren­cyjną teorią naukową (pod­kre­ślam) była swego czasu teoria stanu sta­cjo­nar­nego — oczy­wi­ście można o niej wzmian­ko­wać w pod­ręcz­niku, lecz nie zmieni to faktu, że została obalona ponad pół wieku temu. Teraz co najwyżej możemy wybierać między poszcze­gól­nymi warian­tami wiel­kiego wybuchu, przy czym, na poziomie szkolnym pozo­stają one bez zna­cze­nia.
      3. Jednego i drugiego. Przy czym zbyt duży roz­dź­więk między warstwą inte­li­gencką a “ciemnym ludem” może dopro­wa­dzić do groźnych reper­ku­sji.
      4. Pewno. Nie ma to jednak żadnego zna­cze­nia. Wiara zasad­ni­czo nie powinna wpływać na poj­mo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści i na szczę­ście, w więk­szo­ści przy­pad­ków nie wpływa. Pisząc o kre­acjo­ni­stach, mam na myśli osoby odrzu­ca­jące dorobek naukowy, zastę­pu­jąc je tezami typu: “Ziemia powstała 6 tysięcy lat temu, stwo­rzona w 7 dni”. Pół biedy kiedy człowiek dojdzie do takiego wniosku sam, po analizie źródeł, gorzej kiedy powstaną szkoły utwier­dza­jące w irra­cjo­nal­nym rozu­mo­wa­niu.
      5. Pan mówi o tym, że prze­ce­niam to i owo. Proszę się zasta­no­wić czy pańskie spoj­rze­nie na spo­łe­czeń­stwo nie jest nazbyt hur­ra­op­ty­mi­styczne. Więk­szość popu­la­cji to ludzie prości. Nie ma w tym nic złego, ale powinno to w jak naj­mniej­szym stopniu krzyw­dzić dzieci czy osoby postronne.
      Dalsza część pana wywodu niestety jest pozba­wiona sensu. Poglądy libe­ralne są mi jak naj­bliż­sze, ale zawsze odrzucam wszelkie formy rady­ka­li­zmu. Nie istnieją złote zasady spraw­dza­jące się w każdej sytuacji. Wystar­czy zasta­no­wić się 3 minuty, aby pojąć szcze­gólną cha­rak­te­ry­stykę oświaty, która odróżnia ją od gastro­no­mii czy nawet służby zdrowia. Dlatego też jest to jedna z naprawdę niewielu sfer, w których odrzucam wolny rynek.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      6. Dobrze, ale nadal nie wiem jakiej analogii mam się doszu­ki­wać w epoce różnej od naszej pod dokład­nie każdym względem.
      7. Dobrze, już to zro­zu­mia­łem — jest źle (choć wbrew płaczom i lamentom według żadnych sta­ty­styk nie jesteśmy na szarym końcu). Ja zauwa­ży­łem tylko, że ewen­tu­alna libe­ra­li­za­cja z defi­ni­cji dra­stycz­nie zwiększy roz­war­stwie­nie.
      8. Nie doceniam, bo ludzie takiej zdol­no­ści nie mają. Jeśli lubi pan tak bardzo historię, to proszę spojrzeć w jakiś czasach i oko­licz­no­ściach powstało powszechne szkol­nic­two, a spo­łe­czeń­stwa (jako całość, a nie warstwy wyższe) zaczęło powoli tworzyć zręby świa­do­mej cywi­li­za­cji. Nie, ludzie nigdy, na wielką skalę, samo­ist­nie nie stworzą systemu nauko­wego i kul­tu­ral­nego o ogól­no­kra­jo­wym zasięgu. Na inte­lek­tu­al­nej mapie Polski powsta­nie cała masa czarnych dziur.
      9. Ludzie nie myślą przy­szło­ściowo. Nie należy roz­cią­gać własnych umie­jęt­no­ści i wartości na ogół spo­łe­czeń­stwa. I tak, rze­czy­wi­ście każdy może się wziąć za naukę czytania w wieku np. 18 lat — gdy inni będą myśleli o wyborze studiów lub pracy. Myślę, że nie ma tu o czym dys­ku­to­wać: dla pana taki problem to nie problem; dla mnie namiastka równej szansy dla każdego ucznia to jedno z więk­szych osią­gnięć naszych czasów.
      10. Nie. Dziecko nie jest ani państwa, ani moje. Nie “posiadam” go ani nie sprawuję nad nim prawa wła­sno­ści (to tak a propos roz­róż­nia­nia pojęć, o których pan pisał). Dziecko to osoba, ma swoją auto­no­mię, a rodzic sprawuje OPIEKĘ. Zresztą pisałem już o tym w komen­ta­rzu pod poprzed­nim wpisem (i chyba dys­ku­tant przyznał mi osta­tecz­nie rację): opiekun ma prawa i obo­wiązki, podobnie jak jego pod­opieczny.

      Nato­miast w sprawie inter­na­tów, potwier­dził pan w zasadzie pewną zasadę o której wielu rady­ka­łów zapomina: wolność bez równości często zamienia się w iluzję. Tak rodzic w małej wiosce ma “wybór”: może wysłać dziecko do inter­natu na rok szkolny lub pozbawić go edukacji (nie każdy gospo­darz jest w stanie zapewnić sensowną naukę w domu). Podobnie — tak, młody człowiek po ukoń­cze­niu 18 roku życia może robić co chce i uczyć się czego chce — tyle, że już nigdy nie osiągnie tego co mógłby ucząc się razem z rówie­śni­kami. Innymi słowy, dziecko ma “dzie­dzi­czyć” nie tylko stan mate­rialny po rodzi­cach, ale również ich pozycję w spo­łe­czeń­stwie. Czym innym jest utrud­nie­nia lub uła­twie­nia awansu spo­łecz­nego (tego nie da się wyeli­mi­no­wać) a czym innym realna blokada z łatką “teo­re­tycz­nie możesz osiągnąć wszystko”. Dzieci nie są niczyją wła­sno­ścią i potrze­bują minimum ochrony, zanim staną się rze­czy­wi­ście świadomi i odpo­wie­dzialni za swoje wybory. Potem niech robią co chcą.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “Już kom­plet­nie abs­tra­huję od tego, że teoria Wiel­kiego Wybuchu jest.… czym? Teorią właśnie.” Za takie teksty powinien być minimum tygo­dniowy ban na każdym blogu czy forum poświę­co­nym nauce.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      @Adam Adamek od wczoraj piszę odpo­wiedź na Pańskie wypo­wie­dzi, zapi­sa­łem już dwie strony, ale im głębiej brnę w temat, tym bardziej jestem prze­ko­nany, że nie ma to chyba więk­szego sensu. Jakaś połowa założeń, która Panu przy­świeca, w moim odczuciu albo nie ma pokrycia z rze­czy­wi­sto­ścią (redukcja roz­war­stwie­nia w kwestii edukacji pomimo jawnych tego zjawiska zalet i natu­ral­no­ści; walka z nie­bez­pie­czeń­stwem np. nauki kre­acjo­ni­zmu pomimo wyraź­nego, akcep­tu­ją­cego sta­no­wi­ska Kościoła w sprawach teorii ewolucji; umiar­ko­wa­nie pesy­mi­styczne patrze­nie na zdolność ludzi do radzenia sobie bez przymusu edukacji pomimo tysięcy lat osią­gnięć BEZ sieci publicz­nych placówek; histo­ryczna obecność i rozwój kultury POMIMO braku lokal­nych jej centrów) albo jest kontr­pro­duk­tywna (powszechny przymus szkol­nic­twa, który szkody przynosi tak mniej zdolnym, jak i wybitnym dzie­cia­kom; reforma docelowo ZAWSZE korup­cjo­gen­nego tworu sto­ją­cego na straży owych publicz­nych placówek i/lub programu — zazna­czam, że to system generuje wypa­cze­nia, a nie ludzie w jego ramach pra­cu­jący). Napomknę tutaj, gwoli ści­sło­ści, że wypły­wają one z jak naj­lep­szych intencji, z którymi się w pełni zgadzam. Twierdzę nato­miast, że wpro­wa­dze­nie roz­wią­zań innych niż prywatne, choć kon­tro­wer­syjne, działa sta­ty­stycz­nie naj­le­piej (z dotych­czas mi znanych) na rzecz rozwoju całej spo­łecz­no­ści i poje­dyn­czych jed­no­stek. I — para­dok­sal­nie — służy sze­rze­niu idei, które Panu przy­świe­cają (powszech­ność edukacji, dopa­so­wa­nie pro­gra­mów do potrzeb uczniów, odchu­dze­nie pro­gra­mów naucza­nia). Mam jedną uwagę na koniec odnośnie do tego, co Pan napisał w ostatnim akapicie. Wspo­mniał Pan o tym, że wolność jest iluzją bez równości. I w tym się zgadzam — jeśli mówimy o równości względem prawa. Jeżeli nato­miast uważa Pan, że skoro ktoś mieszka na wsi, to nie jest trak­to­wany równo jak ten, kto mieszka w mieście (bo nie ma łatwego dostępu do szkół, na ten przykład), to kroczy Pan po ścieżce nie­bez­piecz­nie przy­po­mi­na­jącą tą, którą kroczył Karol Marks (który to takie nie­rów­no­ści chciał niwe­lo­wać). Naprawdę liczę, że mnie Pan poprawi.

      @Hubert Michalak – prze­pra­szam, czym jest zatem? Zaraz po udzie­le­niu kory­gu­ją­cej mnie odpo­wie­dzi zgadzam się na dobro­wolny tygo­dniowy ban, żeby móc sobie sprawę prze­tra­wić.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Mam odrobinę napięty har­mo­no­gram, więc pozwolę sobie na zwięzłą i może nieco brutalną odpo­wiedź.

      Przede wszyst­kim, rzuca pan w stronę histo­ryka jakimiś odwo­ła­niami do prze­szło­ści, które wyssał pan z palca, ewen­tu­al­nie prze­kręca dla własnych potrzeb. Najpierw pisze pan bzdury o śre­dnio­wie­czu (nadal nie wiem do jakich “chwa­leb­nych” wzorców epoki feu­da­li­zmu chce pan nawią­zy­wać), a teraz brnie pan w to coraz głębiej. Pisze pan o jakiś ogól­ni­kach — “kultura i nauka się tworzyły same, oddolnie” — gdzie i na jaką skalę? Poje­dyn­cze prywatne ini­cja­tywy jak Biblio­teki Czar­to­ry­skich lub Osso­liń­skich w jaki­kol­wiek sposób zastąpią powszechny, ogól­no­do­stępny system jaki mamy teraz? Ja nie mówię, że nigdzie, nic nie powsta­nie, ale że dojdzie do odczu­wal­nego regresu — a regres w sferze postępu jest krokiem wstecz dla całej państwa i spo­łe­czeń­stwa.

      Wspomina pan o tym, że odkrycia towa­rzy­szyły nam już wcze­śniej — chyba sam pan nie wierzy w sen­sow­ność tego argu­mentu. Wystar­czy gołym okiem porównać postęp jaki dokonał się np. między 500 a 1500 rokiem naszej ery, a 1900 a 2000. Przyczyn jest wiele, ale roli powszech­nego szkol­nic­twa a więc i większej szansy na wyło­wie­nie poten­cjal­nych talentów, nie da się prze­ce­nić. Inna sprawa, że współ­cze­sny prze­ciętny człowiek potrze­buje znacznie większej wiedzy aby funk­cjo­no­wać w cyber­spo­łe­czeń­stwie niźli chłop pańsz­czyź­niany (kilkaset lat temu 95% ludności Europy), którego nie obcho­dziło nawet w jakim państwie aktu­al­nie żyje.

      Kościół zaak­cep­to­wał ewolucję, co nie prze­szka­dza rzeszom kato­li­ków (a znam takie osoby) inter­pre­to­wać rze­czy­wi­sto­ści na swój sposób. W USA, o systemie znacznie bardziej spry­wa­ty­zo­wa­nym od naszego, proceder ten stał się nie­bez­pieczny o czym wie każdy śledzący temat. Oczy­wi­ście kre­acjo­nizm to tylko przykład, ewen­tu­al­nych wypaczeń w pry­wat­nych pro­gra­mach naucza­nia.

      Wspo­mnie­nie o mark­si­zmie wyda się panu tak zabawne jak mi, kiedy sięgnie pan do Kapitału, tudzież Dzieł Lenina. Nie każdy element socjalu rodzi komunizm (ba, pierwsze struk­tury socjalne wpro­wa­dzali libe­ra­ło­wie), tak jak nie każdy nacjo­na­li­sta musi być faszystą. Ten­den­cja do prze­ja­skra­wia­nia jest znakiem współ­cze­snych dyskusji, ale pro­sił­bym o zacho­wa­nie poziomu. Cechą czło­wieka roz­sąd­nego — liberała czy socja­li­sty — jest umie­jęt­ność balan­so­wa­nia. Skraj­no­ści w jakiej­kol­wiek dzie­dzi­nie dopro­wa­dzają do kata­strofy.

      Aha, mam nadzieję, że moje nazwisko prze­krę­cił pan przez przy­pa­dek.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      ja również nie mam teraz czasu, naprędce tylko napiszę, że owszem, nazwisko prze­krę­ci­łem przy­pad­kowo, prze­pra­szam. Zgłębię temat

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Teoria Wiel­kiego Wybuchu oczy­wi­ście jest teorią, ale z kon­tek­stu twojej wypo­wie­dzi wynika, że jest to jakaś dla niej ujma; że jest “tylko teorią”. Te i następne zdanie (o uczeniu “wsze­la­kich teorii”) świadczą o nie­ro­zu­mie­niu przez ciebie różnic pomiędzy teorią naukową, hipotezą naukową, a teorią w zna­cze­niu potocz­nym — i za to właśnie powinien być przy­zna­wany ban (z co najwyżej dostępem do działu “Dla świe­ża­ków”).
      Ludzie, którzy znają się na jakimś temacie często używają spe­cy­ficz­nego żargonu — skrótów myślo­wych, prze­no­śni, “zabaw­nych” nazw — ale wiedzą, że zostaną zro­zu­miani przez innych (zna­ją­cych się na temacie). Jeśli jednak do dyskusji włączy się jakiś dyletant, to często przy­cze­pia się on do jakiegoś spe­cy­ficz­nego dla danej grupy określenia/zwrotu i ciężko mu przyjąć do wia­do­mo­ści, że np. teoria dla naukowca to nie to samo co teoria dla “pana Władka”, albo że w Wielkim Wybuchu tak naprawdę nic nie wybuchło (w zna­cze­niu — nie eks­plo­do­wało).

      PS Możliwe oczy­wi­ście, że źle zro­zu­mia­łem zwrot “teorią właśnie” i tak naprawdę był on glo­ry­fi­ka­cją TWW, ale wtedy jestem ciekaw jakież to inne “wsze­la­kie teorie” można zestawić i nauczać na równi z TWW.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      @Adam Adamczyk

      1. Prawdą jest, że nie jestem histo­ry­kiem, zatem proszę w kilku zdaniach mi streścić – skoro domy kultury czy świe­tlice w każdej pipdówie mamy od kil­ku­dzie­się­ciu (stu z hakiem?), a wcze­śniej, jak wnio­skuję z Pańskich wypo­wie­dzi, istniały tylko większe ośrodki kul­tu­ralne w nie­któ­rych miastach, to jak to się stało, że wsie i małe mia­steczka mają kulturę się­ga­jącą więcej niż sto lat? Stąd wywnio­sko­wa­łem, że i bez świetlic i MOKów kultura da sobie świetnie radę. Proszę mnie sko­ry­go­wać jeśli się mylę (może w tym wypadku mniej bru­tal­nie, jestem bardzo deli­kat­nym czło­wie­kiem…)

      2. Co do zdobyczy tech­no­lo­gicz­nych – wydaje mi się, że skoro roz­wa­żamy wpływ upań­stwo­wie­nia szkol­nic­twa i kultury, to powin­ni­śmy brać pod uwagę czasy SPRZED tych reform, prawda? W takim razie czy nie powin­ni­śmy rozważać zdobyczy tech­no­lo­gicz­nych ostat­nich 4–5 tysięcy lat? Przy takim rozmachu zdobycze ostat­nich 100 lat nieco bledną, moim zdaniem. A, no i oczy­wi­ście rozumiem, że bierze Pan poprawkę na to, że „odkryw­czość” ostat­niego wieku miała miejsce w dużej mierze z jednej strony dzięki pod­sta­wom opra­co­wa­nym (odkrytym) wcze­śniej, z drugiej zaś powsta­wa­niu coraz dokład­niej­szych przy­rzą­dów badaw­czych.

      3. Tak, dzi­siej­sze spo­łe­czeń­stwo potrze­buje do spraw­nego funk­cjo­no­wa­nia większej wiedzy niż kiedyś. Dostęp­ność wiedzy w dzi­siej­szych czasach jest nato­miast znacznie większa niż kilkaset lat temu (pisać i czytać potrafi niemal każdy, nawet na wsi [poziom – wiadomo, nędzny, ale jest taki pomimo publicz­nych szkół], reszta jest w Inter­ne­cie). Nadal nie dostrze­gam palącej potrzeby utrzy­my­wa­nia korup­cjo­gen­nej i arcy­nie­efek­tyw­nej powszech­nej edukacji – nie POMIMO, a SZCZEGÓLNIE w dzi­siej­szych czasach

      4. Kościół i kre­acjo­nizm – nie ważne co sobie kto jak inter­pre­tuje, ważne czego UCZĄ W SZKOLE, prawda? O tym przecież roz­ma­wiamy. A w szkole kato­lic­kiej uczą tego, co mówi linia Kościoła. Co do innych wypaczeń – zgoda, acz­kol­wiek moim zdaniem ryzyko i zakres nie­bez­pie­czeń­stwa są tak mar­gi­nalne, że powin­ni­śmy pomijać je w dyskusji na temat koniecz­no­ści utrzy­my­wa­nia ciała nad­zo­ru­ją­cego wszyst­kie szkoły w całej Polsce. Nie ten kaliber.

      5. Marks… jak dowodzi rze­czy­wi­stość nas ota­cza­jąca, każda gałąź pro­so­cjalna ma natu­ralną skłon­ność do szyb­kiego rozrostu. Wynika to z jednej strony z para­doksu „jeżeli danie głodnemu dziecku jednego jabłka jest dobre, to danie kotleta scha­bo­wego jest lepsze”, z drugiej zaś z zazę­bia­nia się skutków takiej polityki z bodźcami wyma­ga­ją­cymi jej rozrostu (prze­ciw­dzia­ła­nia nie­po­żą­da­nym skutkom). Nie każdy socjal prowadzi do komu­ni­zmu – słusznie, ale tylko dlatego, że zazwy­czaj w pewnym momencie poja­wiają się siły chcące ten rozrost zatrzymać/ograniczyć. Takie zmia­ta­nie liści z chodnika podczas wichury. Zaznaczę tutaj, że człowiek (w szcze­gól­no­ści kobiety) ma natu­ralną skłon­ność do opie­ko­wa­nia się słab­szymi (i to naj­le­piej „wszyst­kimi”), nato­miast głębsza analiza skutków tej skądinąd nobliwej przecież idei może nasunąć wnioski, że za dobrymi inten­cjami stoją straszne reper­ku­sje. Dla całego spo­łe­czeń­stwa, ale w szcze­gól­no­ści para­dok­sal­nie dla tych, którzy są naj­słabsi. Pozdra­wiam

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      @Hubert Michalak

      Dokształ­ci­łem się w zakresie czym jest teoria naukowa, fak­tycz­nie z treści mojej wypo­wie­dzi (i poniekąd z ówcze­snego stanu wiedzy) można było wywnio­sko­wać, że pojmuję ją jako teorię dla „pana Władka”. Patrzę nato­miast na sprawę z dość sze­ro­kiej per­spek­tywy, którą poru­szy­łem w dyskusji z autorem tekstu. Otóż tak jak za teorię naukową w kon­kret­nej postaci nauko­wiec (chyba?) nie da sobie łba obciąć, tak i ja bym jej na pniaku nie położył, że fak­tycz­nie może jest jakaś bozia, która odpaliła cały Big Bang. Można albo nauczać tylko tego, co już dogłęb­nie jest zbadane i nie pozo­sta­wia abso­lut­nie żadnych wąt­pli­wo­ści (istnieją takie rzeczy?), albo powinno się przyjąć drugi biegun za słuszny i nauczać, że wszystko jest możliwe („choć wydaje się na dzień obecny, że jest tak i tak”). Tak ja, oso­bi­ście bym pod­cho­dził do sprawy, zero-jedyn­kowo (odcienie szarości są zbyt podatne na uzna­nio­wość decy­denta). Pozdra­wiam

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Mnie nauczano w duchu mie­szanki obydwu przed­sta­wio­nych przez ciebie biegunów — powta­rzano mi mniej więcej coś takiego: “Jak­kol­wiek wszystko wskazuje na to, że masa zagina cza­so­prze­strzeń i w ten sposób powstaje gra­wi­ta­cja, to nie da się wyklu­czyć, że to aniołki ściągają wszystko w dół — wystar­czy to tylko udo­wod­nić.”

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      1. Panie, ale o co pan pyta? Co znaczy: “to jak to się stało, że wsie i małe mia­steczka mają kulturę się­ga­jącą więcej niż sto lat?” W ogóle nie rozumiem tego pytania, więc proszę o dopre­cy­zo­wa­nie, naj­le­piej zilu­stro­wane jakimś przy­kła­dem. Jeszcze nie dawno znaczną więk­szość spo­łe­czeń­stwa sta­no­wili anal­fa­beci, którzy jedyną książkę to w kościele widzieli. Jedyne na co było można liczyć to lokalny folklor — jakieś potań­cówki czy chórki — sta­no­wiące jedne z niewielu źródeł rozrywki.

      2. Nie posiada pan ele­men­tar­nego wyobra­że­nia kształtu społeczeństwa/nauki/gospodarki minio­nych wieków. Gdybym pokazał panu dwie ryciny miast — dajmy na to z XIII i XVII wieku — jako amator nie roz­po­znałby pan które jest które. Proszę sobie odpo­wie­dzieć na pytanie, jak “bardzo” rozwinął się trans­port między epokami sta­ro­żyt­nego Rzymu a np. rewo­lu­cyj­nej Francji? Jak “bardzo” popra­wiła się medycyna od czasu Pto­le­me­usza do Karola Wiel­kiego? Ile wieków zajęło wypra­co­wa­nie nowych środków zapi­sy­wa­nia infor­ma­cji, komu­ni­ka­cji, pozy­ski­wa­nia energii… Dla zobra­zo­wa­nia bły­ska­wicz­nego (i ciągle przy­śpie­sza­ją­cego!) postępu czasów naj­now­szych: proszę spojrzeć jak bardzo w ciągu zaledwie 150 lat potra­fi­li­śmy zgłębić budowę materii. Zaczy­na­jąc wła­ści­wie od zera, w rekor­do­wym czasie zba­da­li­śmy struk­turę atomu, okieł­zna­li­śmy energię jądrową, stwo­rzy­li­śmy model stan­dar­dowy i zręby mecha­niki kwan­to­wej. Aby przejść od pio­nier­skiego lotu braci Wright do lądo­wa­nia na Księżycu potrze­bo­wa­li­śmy zaledwie 66 lat! Oczy­wi­ście można wymienić setkę nie mniej dra­stycz­nych przy­kła­dów: wystar­czy spojrzeć na wskaź­niki śmier­tel­no­ści nie­mow­ląt, udanych zabiegów chi­rur­gicz­nych, średnią długość życia…

      A pan mówi, że zdobycze ostat­niego stulecia bledną w porów­na­niu z prze­szło­ścią? W takim razie, nie ma pan pojęcia jakie ma pan szczę­ście żyć w tych czasach, gdy naj­więk­szym pro­ble­mem prze­cięt­nego czło­wieka jest zna­le­zie­nie pracy czy zapłata rachun­ków.

      3. Korup­cjo­gen­nej? System prywatny nie sprzyja korupcji, lub przy­naj­mniej nie­bez­pie­czeń­stwu oce­nia­nia ucznia wedle szczo­drych “datków” tatusia? I niech pan nie będzie taki samo­kry­tyczny, pisząc o tej arcy­nie­efek­tyw­no­ści edukacji.

      5. Ale proszę nie roz­cią­gać swojego rozu­mo­wa­nia na wszyst­kich dookoła. Istnieją nauki prawne, filo­zo­ficzne, socjo­lo­giczne, eko­no­miczne, poli­to­lo­giczne — i naprawdę nie ma musu zero­je­dyn­ko­wego postrze­ga­nia świata. Pomijam to, że cały ten argument można ana­lo­gicz­nie odwrócić, co czyni go bez­przed­mio­to­wym.

      6. W sprawie teorii: jeśli chce pan abso­lut­nej, 100% pewności naucza­nych treści, to musimy wywalić z programu niemal wszyst­kie przed­mioty prócz mate­ma­tyki (a według nie­któ­rych filo­zo­fów, włącznie z nią). Koncept, sens, meto­do­lo­gia nauki, polega na ście­ra­niu się pomysłów i two­rze­niu coraz lepszych i dokład­niej­szych teorii. Zmien­ność to imma­nentna cecha teorii nauko­wych, klucz do postępu. Nawet jeżeli dziś korzy­stamy np. z ogólnej teorii względ­no­ści, to wyklucza to, że za jakieś dwieście lat nie nanie­siemy jakiś poprawek. Celem edukacji szkolnej jest nato­miast poda­wa­nie aktu­al­nego stanu wiedzy(!). To oznacza, że pod­ręcz­niki fizyki 100 lat temu, siłą rzeczy, nie uwzględ­niały ist­nie­nia neutronu, ale po odkryciu Cha­dwicka, zostały odpo­wied­nio sko­ry­go­wane. Zresztą trudno żeby było inaczej.

      7. A propos, tego co napisał pan komuś poniżej: infor­ma­cja o “średnich” wynikach szkol­nych Ein­ste­ina to mit, praw­do­po­dob­nie stwo­rzony w celu dowar­to­ścio­wa­nia się nieuków. Podobnie jak wymysł jakoby fizyk nie radził sobie z mate­ma­tyką (zresztą swego czasu dzien­ni­karz spytał o to Ein­ste­ina, który zaprze­czył).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Coś wyostrza się Panu retoryka Panie Adamczyk – nawet „pan” nie pisze Pan z dużej litery… no nic.

      1. Krótko: kultura Górali, Łemków, Kaszubów, Ślązaków, Mazurów.

      2. Proszę Pana, jeżeli spoj­rzymy na czło­wieka jak na gatunek ssaków, jeśli przyj­miemy osad­nic­two jako początek cywi­li­za­cji, to odkrycie rol­nic­twa, hodowli bydła, wytopu żelaza, pisma, filo­zo­fii, astro­no­mii, prawa, nawi­ga­cji, budowy statków, archi­tek­tury, sztuki, prochu, bali­styki, notacji muzycz­nej czy, jak mniemam bli­skiego Pań­skiemu sercu, Prawa Powszech­nego Ciążenia – tak, oso­bi­ście, subiek­tyw­nie uznaję za bardziej doniosłe i waż­niej­sze z punktu widzenia rozwoju jakiegoś gatunku niż wspo­mniane przez Pana odkrycia. Dla uła­twie­nia: proszę sobie wyobra­zić co by Pana bardziej zadzi­wiło: gdyby grupa szym­pan­sów samo­rzut­nie opra­co­wała własny alfabet i zaczęła spisywać swoją historię, czy gdyby dwóch XIX-wiecz­nych dżen­tel­me­nów wzbiło w powie­trze pierwszy aeroplan?

      3. Szkoła, która troszczy się o renomę, raczej nie będzie ryzy­ko­wać utratą twarzy poprzez pod­pi­sa­nie dyplomu nieukowi – reper­ku­sje mogą być potężne. W reszcie prze­cięt­nych szkół wolny rynek również robi porządek poprzez pre­fe­ro­wa­nie zatrud­nia­nia absol­wen­tów jednych szkół ponad inne – w końcu wieść się niesie, a nikt nie chce wypaść z interesu.
      Zresztą, czy naprawdę prze­ciw­sta­wia Pan ten przykład obecnej polskiej oświacie, gdzie egzamin ze sta­ty­styki był na mojej uczelni zasad­ni­czo tylko możliwy, jeżeli wzięło się korki u pro­fe­sora? Gdzie w szkole średniej przy egza­mi­nach wstęp­nych obsu­nięto kilkoro uczniów pod kreskę, bo kilku zna­jo­mych królika musiało się tam dostać? Gdzie w szkole pod­sta­wo­wej dawało się mierne „na zachętę”?
      Zło­śli­wostkę odno­to­wa­łem. Przykra sprawa, tym bardziej słysząc wcze­śniej prośbę o „trzy­ma­nie poziomu”

      5. Zazna­czam na początku – czytałem Pańską odpo­wiedź kilka razy i dalej nie jestem pewien co do przekazu. Model liber­ta­riań­ski, który jest mi bardzo bliski, zakłada wolność czło­wieka jako wartość naj­wyż­szą (z posza­no­wa­niem prawa). Zakłada, że co może zostać pozo­sta­wione w indy­wi­du­al­nych ludzkich rękach, powinno być pozo­sta­wione, a pań­stwowe musi być tylko to, co ABSOLUTNIE MUSI (obrona tery­to­rialna, polityka zagra­niczna, skarb państwa, władza cen­tralna). Ze względu na to, że ten model pokłada w ludziach naj­więk­szą wiarę i jed­no­cze­śnie przy­mu­sza ich do dbania o siebie, swoją spo­łecz­ność i rodzinę, odrzucam modele opie­kuń­cze jako (co spraw­dzone) tok­syczne i kontr­pro­duk­tywne na dłuższą metę (z punktu widzenia rozwoju gatunku – po dwukroć). Czy to w dzie­dzi­nie poli­to­lo­gii, ekonomii czy nauk o spo­łe­czeń­stwie – wolność indy­wi­du­alna sprawdza się dobrze, przy czym prze­możny inter­wen­cjo­nizm niemal zawsze kończy się kata­strofą (zazwy­czaj ban­kruc­twem lub wojną).
      Kwestię odwró­ce­nia argu­men­ta­cji musi mi Pan wytłu­ma­czyć

      6. Ok, czyli uczymy tego, co wydaje nam się, że jest wiadomo na dzień dzi­siej­szy, przy czym nie zawra­camy sobie (uczniom) głowy teoriami (w rozu­mie­niu pana Władka). Tylko co jest tu i teraz. Brzmi roz­sąd­nie – rozumiem, że wszelkie naucza­nie innych teorii jest zakazane? A jeśli zakazane – to karane? Czy się mylę? Czy jest dowol­ność w doda­wa­niu innych przed­mio­tów ewen­tu­al­nie prze­czą­cych ofi­cjal­nej linii? Mam pewne wąt­pli­wo­ści w którym kierunku taki program by został wykrzy­wiony przez władze (bo że z czasem by został wypa­czony, nie mam naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści) – naj­bar­dziej obawiam się tego, co napi­sa­łem na samym początku – że skoro uczymy (na przykład) o nauce, to o biologii i geo­gra­fii też powin­ni­śmy. I chemii i fizyce — i robi się z tego nasz obecny program, roz­pa­siony, nie­do­pa­so­wany do potrzeb uczniów. Jakie macie Panie Hubercie i Panie Adamczyk pro­po­zy­cje, żeby temu zapobiec?

      7. Poproszę o źródła – chętnie sko­ry­guję swoją wypo­wiedź.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Panie Bart Py muszę przyznać, że mnie również(tak jak autorowi) kończy się do Pana cier­pli­wość. Dlaczego uważa Pan że w ciągu ostat­nich 200 lat odkryto mniej rzeczy niż w ciągu wcze­śniej­szych 5000? Słyszał Pan o prawie Moora? Zadzi­wia­jąco prze­kłada się ono na wiele dziedzin życia nie koniecz­nie zwią­za­nych z ilością tran­zy­sto­rów. Między innymi prze­kłada się na postęp. Wiąże się z tym dość ciekawe pojęcie oso­bli­wo­ści tech­no­lo­gicz­nej — polecam zgłębić temat choćby na wiki­pe­dii. A może chciałby Pan liczyć wg wypro­du­ko­wa­nych infor­ma­cji? Te podwa­jają się co 14 miesięcy co również nie pozo­sta­wia suchej nitki na Pana teorii.

      Dlaczego uważa Pan, że skoro kultura Górali, Łemków, Kaszubów, Ślązaków, Mazurów powstała to powsta­nie także we wszyst­kich wsiach w Polsce? A nie przyszło Panu do głowy, że ludziom się nudziło i dlatego woleli spędzać ze sobą czas i dlatego kultura powstała? Teraz nie ma potrzeby aby kon­tak­to­wać się z innymi ludźmi. Zajęcie dla zabicia czasu można znaleźć w inter­ne­cie. I jak Pan sądzi, czy w takich warun­kach powsta­łaby kultura czy nie?

      5 tysięcy lat temu ludzie nie byli szym­pan­sami które wymy­śliły alfabet.

      Mam wrażenie że na siłę forsuje Pan swoje poglądy argu­men­tu­jąc je wyssa­nymi z palca infor­ma­cjami a złapany na nie­wie­dzy obiecuje poprawę i przed­sta­wia dalsze “argu­menty”. Naj­gor­sze jest to, że praw­do­po­dob­nie Pana adwer­sa­rze wkrótce stracą zain­te­re­so­wa­nie w dalszym obalaniu Pana “argu­men­tów” i uzna Pan że wygrał tę dyskusję. Co niestety nie będzie miało miejsca.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/00119861439007300419 Bar­tło­miej Pabich

      @Anonimowy

      Będzie krótko, bo mnie również nuży, choć dla odmiany nie­zro­zu­mie­nie.
      Nie odkryto mniej — tylko mniej donio­słych z punktu widzenia “surowego” gatunku na tej planecie.
      Zało­że­nie, że kultura powstaje z nudów jest czymś, co sobie wydru­kuję i powieszę na ścianie.
      Nie zrozumiał/a Pan/i prze­no­śni.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      @Bartłomiej Pabich
      w dalszym ciągu nie napisał Pan jak chciałby Pan to liczyć. Ja napi­sa­łem. Proszę śmiało drukować a następ­nie udo­wod­nić, że kultura powsta­nie.
      A może użył Pan złej prze­no­śni?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/00119861439007300419 Bar­tło­miej Pabich

      @Anonimowy

      Dobre pytanie — nie zasta­na­wia­łem się nad wymier­no­ścią odkryć i ich następstw. Uzna­niowo przy­ją­łem, że dla mnie oso­bi­ście odkrycie przez mewy umie­jęt­no­ści krze­sa­nia ognia jest większym skokiem niż odkrycie fraktali przez czło­wieka. Jeżeli istnieje uni­wer­salny system mierzący rozwój tech­no­lo­giczny gatunku, proszę dać znać — chętnie się z nim zapoznam.
      Dowodu takiego nie prze­pro­wa­dzę — wątpię, żeby był możliwy. Czy w takim razie jest to dowód na to, że MOKi tworzą kulturę (bo o to się rozbija cała dyskusja)?
      Zmienię ją zatem. Proszę tam wstawić “czło­wieka pier­wot­nego”, choć pewnie roz­bi­jemy się o ową uzna­nio­wość

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      “Aleś namącił. Powie­działa ryba do tonącego…” Postaram się jak naj­zwięź­lej, bo cała dyskusja się roz­sy­pała w drobny mak, który dąży w nie­wia­do­mym kierunku.

      Nawet jeśli retoryka się wyostrzyła, to mała litera jest na to kiepskim dowodem, zwa­żyw­szy na to, że cały czas używałem małej litery. Może Pan to potrak­to­wać jako błąd.

      1. Ja o zamku w spodniach, Pan o zamku kró­lew­skim. Pisząc o ukul­tu­ral­nia­niu, miałem na myśli cywi­li­zo­wa­nie spo­łe­czeń­stwa, czy­nie­nie ludzi obytymi z kulturą, sztuką, lite­ra­turą, również na poziomie krajowym czy glo­bal­nym.

      To, że każdy naród, grupa spo­łeczna, region itd. tworzy kulturę, w sensie mate­rial­nych i nie­ma­te­rial­nych wyróż­ni­ków, przecież nijak ma się do naszej dyskusji. To, że kaszub­scy chłopi w XVIII wieku szyli sobie okre­ślone stroje i używali cha­rak­te­ry­stycz­nych słów, nie ma nic wspól­nego z ich poziomem umy­sło­wym, obyciem, czy­tel­nic­twem, czy świa­do­mo­ścią spo­łeczną.

      2. I niech Pan teraz z tego uczyni argument na rzecz posta­wio­nej przez siebie tezy. Jak dla mnie, rzuca Pan różnymi hasłami na oślep, a potem próbuje związać jedno z drugim.

      Tak, możemy się bawić w nie­wy­mierne oce­nia­nie osią­gnięć tech­nicz­nych i cywi­li­za­cyj­nych. Możemy sobie założyć, że koło było naj­waż­niej­szym wyna­laz­kiem, bo bez niego nie powstałby samochód (a dałoby się odwrot­nie?!). Jednak ta subiek­tywna ważność ele­men­tar­nych odkryć, nie zmienia faktu ich prostoty. To stwo­rze­nia tabliczki mnożenia lub wyko­pa­nia rowów melio­ra­cyj­nych nie potrzeba było nawet jednej milio­no­wej mini odkryć i procesów myślo­wych, które dopro­wa­dziły do zbu­do­wa­nia LHC czy zary­so­wa­nia mecha­niki kwan­to­wej. Nie byłoby to możliwe przy dalszym liczeniu na prze­bły­ski poje­dyn­czych geniu­szów; to znaczy byłoby, ale trwałoby znacznie, ale to znacznie dłużej. Ile? Wystar­czy spojrzeć na historię i choćby na przy­kłady, które przy­wo­ła­łem na wcze­śniej­szym etapie dyskusji. Człowiek przez tysiące lat nie potrafił wymyślić bardziej zło­żo­nego pojazdu niż wóz cią­gnięty przez konia! Ale gdy ruszyła lawina odkryć, w mgnieniu oka (w skali dziejów) skon­stru­owa­li­śmy samo­par­ku­jące samo­chody czy ISS.

      Proszę zauważyć jak zmienił się profil odkryć na prze­ło­mie wieków. Dziś rzad­ko­ścią jest samo­dziel­nie dokonany przełom, więk­szość nobli w naukach przy­rod­ni­czych dzie­lo­nych jest między ekipę badawczą. Nie wspo­mi­nam o tysią­cach eks­pe­ry­men­ta­to­rów, nauko­wych mrówek, które mozolną pracą wery­fi­kują skom­pli­ko­wane teorie. Oczy­wi­ście tu znów odbie­gli­śmy od sensu dysputy, ponieważ na powyższe osią­gnię­cia większy wpływ ma szkol­nic­two wyższe aniżeli pod­sta­wowe (chociaż to drugie zawsze będzie sta­no­wiło punkt wyjścia).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      3. Co z nie­do­in­we­sto­waną i źle pro­wa­dzoną placówką, która jest jedynym źródłem edukacji w miej­sco­wo­ści? A przecież siłą rzeczy na odludziu szkoły będą musiały stać na wiele niższym poziomie niż te z wielkich aglo­me­ra­cji, bo zysków wielkich (jeśli w ogóle!) nie przy­niosą. Znów wracają te same problemy, o których już pisałem.

      4. O co chodziło z odwró­ce­niem argu­men­ta­cji? Ano, pisał Pan o tym jak to socja­lizm może się roz­ra­stać i, że “jeżeli danie głodnemu dziecku jednego jabłka jest dobre, to danie kotleta scha­bo­wego jest lepsze”. Działa to w drugą stronę, co widać m.in. po pańskich wypo­wie­dziach. Tak jak komu­ni­ści uważali, że wszystko trzeba zna­cjo­na­li­zo­wać (co też nie jest do końca prawdą, ale mniejsza), tak kor­wi­ni­ści bez oglą­da­nia się na ewen­tu­alne reper­ku­sje, wszędzie widzą własność prywatną, nawet jeśli miała by obej­mo­wać dzieci. W dodatku uważają, że z jakiegoś powodu pry­wa­ty­za­cja abso­lut­nie musi się spraw­dzić lepiej niż inne roz­wią­za­nia. Bol­sze­wicy też znali jedno panaceum na wszyst­kie problemy spo­łe­czeń­stwa i gospo­darki…

      Dalej, odwró­ce­nie tyczy się tych słów “Nie każdy socjal prowadzi do komu­ni­zmu – słusznie, ale tylko dlatego, że zazwy­czaj w pewnym momencie poja­wiają się siły chcące ten rozrost zatrzymać/ograniczyć.” Chyba nie muszę tłu­ma­czyć dlaczego? To jest właśnie gwa­ran­cja zdrowego rozsądku między libe­ra­li­zmem (który jak naj­bar­dziej popieram, ale który mimo pana słów również potrafi dopro­wa­dzić do kata­strofy) a insty­tu­cjami socjal­nymi.

      5. Możemy sobie pitolić o wszyst­kim i o niczym do woli, ale w tym miejscu (z uwagi na profil tego bloga), proszę powstrzy­mać konie swego umysłu i zasta­no­wić się zanim zacznie Pan dalej brnąć. Kto uczy czegoś, co mu się “wydaje”? Słyszał pan kiedyś takie pojęcia jak meto­do­lo­gia naukowa i dowody?

      6. Każda dokład­niej­sza bio­gra­fia Ein­ste­ina, choćby “Einstein: Jego życie, jego wszech­świat” Waltera.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      @Adam Adamczyk nie, nie chodziło mi li tylko o małą literę. Aż tak deli­katny nie jestem:]

      Ok, pro­po­nuję zakoń­czyć dyskusję w takim razie. O ile celu obydwaj zapewne nie osią­gnę­li­śmy, o tyle droga ku niemu była nad wyraz bogata w doświad­cze­nia. Napomknę tylko, jeśli Pan pozwoli, o kilku dro­bia­zgach na odchod­nym:
      1. Fak­tycz­nie odpły­ną­łem deczko od głównej myśli — taka natura wymiany poglądów łamanej kilkoma godzi­nami przerwy. Nadal uważam, że ludzie, jako gatunek, choć nie­ko­niecz­nie sami mogą mieć moż­li­wo­ści lub potrzeby ukul­tu­ral­nia­nia się czy cho­dze­nia do szkoły, o tyle chcą dla swojego potom­stwa lepiej (choćby z egoizmu — zabez­pie­cze­nia swojej bez­piecz­nej starości). A gdzie jest popyt — tam jest podaż.
      2. Tu kwestia jest w pełni subiek­tywna, bo o ile ma Pan rację co do mecha­niki powsta­wa­nia odkryć i ich coraz więk­szego skom­pli­ko­wa­nia, o tyle ja staram się patrzeć na czło­wieka jako na jeszcze jeden gatunek na Ziemi i ongiś istotę niewiele bardziej inte­lek­tu­al­nie złożoną niż dzi­siej­sze małpy. No ale, tutaj chyba nie doj­dziemy do kon­sen­susu (choć nieco bardziej niż wcze­śniej przy­chy­lam się w stronę Pana prze­ko­nań)
      3. Nic, Panie Adamczyk. Na rynku laissez-faire w długim hory­zon­cie czasowym nie­efek­tywne (eko­no­micz­nie i również jako­ściowo) placówki są zastę­po­wane przez bardziej efek­tywne. Powta­rzam — ze względu na grupę poszkodowanych/pechowych ludzi (co normalne!) nie należy rezy­gno­wać z roz­wią­zań pozy­tyw­nych z punktu widzenia ogółu.
      4. Kor­wi­ni­ści nie uważają dzieci jako własność w potocz­nym rozu­mie­niu tego słowa (uprzed­mio­to­wie­nie). Co do wyż­szo­ści pry­wat­nej wła­sno­ści — to nie jest kwestia “uważania” albo wyczy­ta­nia w jakiejś publi­ka­cji myśli bro­da­tego filozofa. Bol­sze­wicy działali w oparciu o wymy­śloną ideę — wzdryga mnie na myśl o orga­ni­zo­wa­niu państwa w oparciu o takie wzorce, człowiek wszak jest ułomny. Z liber­ta­ria­ni­zmem jest inaczej — ludzie najpierw wypra­co­wali wzorce zachowań, które spraw­dziły się przez lata ope­ro­wa­nia według nich, a dopiero później zostały one opisane przez naukow­ców i myśli­cieli. Pewne roz­wią­za­nia po prostu zostały spraw­dzone. Jako naukow­cowi ten tryb powinien prze­ma­wiać do wyobraźni?:) Proszę poczytać o Moresnet lub Gurgaon.
      Pisze Pan też o rów­no­wa­dze wyni­ka­ją­cej się ze ście­ra­nia się dwóch sił. Proszę jeno zauważyć, że jedna wywodzi się ze spraw­dzo­nych i udo­ku­men­to­wa­nych pozy­tyw­nych wzorców (ok, nie pozy­tyw­nych — pre­miu­ją­cych pożądane cechy w spo­łe­czeń­stwie), druga nato­miast jest zmięk­czoną wersją idei, według których zor­ga­ni­zo­wano niejeden zbrod­ni­czy reżim. I buduje się je nadal.

      O Ein­ste­inie się doedu­kuję. Pozdra­wiam

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Taką mam uwagę: Twój Ruch lewicą nie jest i pewnie nigdy nie będzie. Radzę poczytać na czym polega lewi­co­wość, bo na pewno nie na gło­sze­niu haseł prze­ciwko Kościo­łowi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Kiedy TR sami za lewicę się uważają…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Liczą, że ludzie guzik wiedzą: lewi­co­wość to np. socjal. A Palikot to liberał jest.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Eeee stąd pomysł pań­stwo­wych dopłat za wszyst­kie mate­riały szkolne o czym pisze m.in. w powyż­szym artykule?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kotek­Pa­li­ko­tek

      Tak i jeszcze pali­ko­towe pomysły eme­ry­talne, zdro­wotne, gwa­ran­cji “równego” trak­to­wa­nia płci itd. Twój Ruch ma elementy libe­ralne, ale stawiać ich zaraz przy prawej ścianie kra­jo­wego podwórka…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Uważam, że obecnie dzie­le­nie na lewicę i prawicę jest nieco ana­chro­niczne, a już na pewno na tyle ciężkie do spre­cy­zo­wa­nia, że nie niosące ze sobą wartości poznaw­czej.
      Ciekawy art na ten temat: http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/62218,koniec-podzialu-lewica-prawica.html

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Higiena, żywienie i pro­fi­lak­tyka jest już na biologii, żywienie dodat­kowo jest na technice. Co do spraw­dza­nia pracy w grupach — za duże szanse na to, że tylko część osób fak­tycz­nie by coś robiło.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/01702292372109950670 Tomasz DK

    Zaraz, co? “Jeśli mam wybierać między ogra­ni­cze­niem wolności ucznia (jakim są treści płynące z MEN) a zamachem na rozsądek i racjo­na­lizm, to stawiam na to pierwsze” — czy Pan sugeruje, że MEN ma na celu naukę rozsądku i racjo­na­li­zmu? W jaki sposób? Poprzez wyku­wa­nie z roku na rok mniej­szej ilości coraz głup­szych pierdół?
    Przy okazji, nie rozumiem, jak można kogoś zmusić do racjo­na­li­zmu, zwłasz­cza typowego nasto­latka, którego to kom­plet­nie nie obchodzi? Taka osoba nie będzie myśleć racjo­nal­nie, i prędzej zrobimy z niego mistrza kom­bi­na­to­ryki, niż racjo­na­li­stę. Jakoś ja cenię sobie wolność bardziej, niż sztuczne przy­mu­sza­nie kogo­kol­wiek nawet do rzeczy, które z zało­że­nia są dobre.
    Wiem, że zabrzmię jak typowy uczeń, krzy­czący “szkoła jest zła”, ale cóż, takie mam do tego podej­ście. Polskie szkol­nic­two nie uczy w ŻADEN sposób ni rozsądku, ni racjo­na­li­zmu, chyba że mamy nauczyć się myśleć (bo to w sumie to samo…) poprzez wbijanie regułek, słówek i wzorów na pałę. Nie wiem też, czy to tylko u mnie, czy to powszechne, że nauczy­ciele zabra­niają myśleć inaczej, niż uczy system, bo nie chce im się potem spraw­dzać prac.
    Znowu też mam wrażenie, że uważa Pan, że jed­no­lity system naucza­nia jest okej (“NIESTETY wpro­wa­dze­nie dowol­no­ści w wyborze pro­gra­mów naucza­nia”). Jaki to ma mieć cel? Przecież każdy uczeń jest inny, i chciałby się uczyć czegoś innego. Tutaj dobrym roz­wią­za­niem jest tzw. edukacja demo­kra­tyczna, gdzie uczniom daje się szansę zna­le­zie­nia swojej pasji. Nie mogę zro­zu­mieć, dlaczego niby nie ma być tejże dowol­no­ści? KzK

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • ser­ma­ciej

      Chodzi o to, że lepszy system z jednym pro­gra­mem, opartym na doko­na­niach nauki, niż nauka kre­acjo­ni­zmu czy innych bzdur.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      raczej: lepszy system z jednym pro­gra­mem, opartym na doko­na­niach nauki, niż kilkaset (tysiące?) systemów, pomiędzy którymi można swo­bod­nie wybierać

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/14762600116207197741 Dzie­cio­lowy wyru­sza­na­lowy

      Lepszy jeden praw­dziwy niż tysiące fał­szy­wych

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      a kto powie­dział, że tysiące fał­szy­wych, prze­pra­szam? Na wolnym rynku edukacji spo­dzie­wał­bym się — strzelam — 90–95% pro­gra­mów, które forują naukę ponad wiarę we wsze­la­kie dziwy. Skąd ten para­li­żu­jący strach przed nowym (choć już spraw­dzo­nym), zaprawdę, nie wiem.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Odniosę się tylko do ostat­niego, ponieważ tylko w tym miejscu słusznie zin­ter­pre­to­wał pan moją wypo­wiedź. Owszem, system naucza­nia powinien być jed­no­lity. Albo inaczej: powinno istnieć ustawowe minimum i egzamin pań­stwowy, stwier­dza­jący, że dany obywatel posiada średnie wykształ­ce­nie. Wystar­czy spojrzeć na obecny poziom uczelni pry­wat­nych aby wiedzieć jaki talent do wypa­cza­nia nawet naj­bar­dziej nośnych idei mają Polacy. System, w którym uczeń/student płaci za edukację, w jednych miej­scach zrodzi szkoły bardzo dobre, a w innych takie, które będą kusić niską ceną usług lub… niskim poziomem naucza­nia i bez­pro­ble­mową zda­wal­no­ścią.

      Pro­fi­lo­wa­nie nauki to osobna rzecz, którą jak naj­bar­dziej popieram. Przy czym dodat­kowe zajęcia np. z mate­ma­tyki, nie powinny zwalniać poten­cjal­nego matu­rzy­sty (a potem magistra) choćby z pobież­nej zna­jo­mo­ści literatury/geografii/historii/ustroju państwa. Dys­ku­to­wać można nad tym jak daleko sięga minimum, ale na pewno nie nad tym, czy takie minimum w ogóle powinno istnieć.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/06812303599828518865 Seba­stian Łuc

    Rozumiem, że można się nie zgadzać w jakimś punkcie z czyimiś poglą­dami, ale programy tych partii to kom­pletny żart. Żadnego planu na przy­szłość edukacji, tech­no­logi. Choćby funduszy na jakieś kon­kretne badania. Czytając samemu pro­po­zy­cje co nie­któ­rych partii miałem wrażenie jakoby sami nie mieli pojęcia jak ulepszyć czy poprawić edukację, gospo­darkę, choć z tym drugim nie jest tak źle. Mamy za to pełne finan­so­wa­nie wojska, nie sądzę, że to źle, ale poważnie ? Jak dla mnie żadna z tych partii nie zasłu­guje na mój głos i choć idę na wybory, to czekam aż pojawi się ktoś z wizją.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/18294416945994908374 bepower

    Mimo, iż określam się jako liberał to nie mogę się zgodzić z cał­ko­witą pry­wa­ty­za­cją szkol­nic­twa. Naj­lep­szym na tą chwilę roz­wią­za­niem byłoby coś w rodzaju bonów edu­ka­cyj­nych, dzięki czemu rodzice mieliby moż­li­wość pokie­ro­wa­nia swojego dziecka do szkoły, która im pasuje, ale jed­no­cze­śnie państwo mogłoby wymuszać posy­ła­nie dzieci do szkół i miałoby nad tymi szkołami jakąś kontrolę (choć nie­ko­niecz­nie w tak restryk­cyj­nym stopniu jak dziś). Myślę, że dobrym pomysłem byłoby pozo­sta­wie­nie szkołom wolnej woli w tym jakimi metodami nauczają i jakie wartości prze­ka­zują dzieciom (oczy­wi­ście bez skraj­no­ści typu poni­ża­nie lub bicie), o ile tylko odpo­wied­nie infor­ma­cję zawarte w ogólnym pro­gra­mie byłyby nauczane. Poza tym myślę, że pań­stwowe egzaminy (jak matura) też są potrzebne, tym bardziej że raczej nie są zbyt kosz­towne.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Jestem ciekawa jak kor­wi­ni­ści… pardon — sym­pa­tycy Kongresu Nowej Prawicy wyobra­żają sobie system naucza­nia oparty o wolną ame­ry­kankę. Nawet w USA, gdzie szkoły mogą uczyć czego chcą i jak chcą, nadawać tytuły naukowe ludziom pokroju Howinda, odbywają się pań­stwowe egzaminy oraz ujed­no­li­cone egzaminy na studia. Ergo, możesz się uczyć że Bóg stworzył Ziemię w 7 dni, ale potem, podczas rekru­ta­cji na wyższe uczelni jesteś zmuszony odpo­wia­dać zgodnie z obecnym stanem nauki.
    Po drugie, w Polsce nie można liczyć na oddolne ini­cja­tywy kul­tu­ralne. A już z pew­no­ścią nie w małych miej­sco­wo­ściach, na wscho­dzie kraju. Mimo to, jeśli z biblio­teki z Bździnie Dolnej sko­rzy­sta raz w tygodniu mały Jaś, a dzięki temu wyrośnie na mądrego Jana, to uważam że warto taką biblio­tekę utrzy­my­wać. Serio, nie wszystko da się prze­li­czyć na złotówki.
    Agnieszka

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      jako kor­wi­ni­sta… pardon, sympatyk KNP, wychodzę z zało­że­nia, że to rynek tworzy profil edukacji (a raczej “powinien”) — w końcu w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści człowiek się uczy po to, żeby w pierw­szej kolej­no­ści dobrze funk­cjo­no­wać w spo­łe­czeń­stwie, a w drugiej mieć fach, dostać pracę/założyć firmę i lepiej zarabiać niż naj­prost­szy ryl od łopaty. Egzaminy na uczelnie (indy­wi­du­al­nie tworzone przez kon­kret­nie placówki, jak mniemam) nie­ko­niecz­nie muszą mieć cokol­wiek wspól­nego z pro­gra­mem różnych szkół średnich — kto chce zostać chi­rur­giem, pójdzie na studia. Kto mecha­ni­kiem samo­cho­do­wym — mógłby skończyć naukę na pod­sta­wówce + szkoła wie­czo­rowa dla mecha­ni­ków samo­cho­do­wych, na przykład.

      Co do oddol­nych ini­cja­tyw — Szanowna Pani, do tej pory nie było innych, a jak mniemam, mamy kulturę wiejską, prawda?
      Odnośnie do tego przy­kładu z małym Jasiem — czy jest Pani również za roz­wią­za­niami, które “choć ocalą jedno ludzkie życie, to należy to zrobić”?

      W takim razie nale­ża­łoby zakazać ruchu samo­cho­do­wego.

      W takich przy­pad­kach pozo­staje pytanie: za jaką cenę możemy osiągnąć ten zysk? Jeśli w skali roku to kilkadziesiąt/kilkaset tysięcy złotych na pro­wa­dze­nie małej biblio­teki czy domu kultury, to mniej więcej o tą kwotę zubożeje dana spo­łecz­ność (uwzględ­nia­jąc prze­pływy pie­nią­dza w budżecie, powiedzmy że do tego się to będzie spro­wa­dzać). Nie chce Pani prze­li­czać wszyst­kiego na złotówki — ok, to może prze­li­czymy na to, że gospo­darz nie obsieje całego pola, albo weźmie wyso­ko­opro­cen­to­wany kredyt. Komuś zabrak­nie do wyku­pie­nia ubez­pie­cze­nia zdro­wot­nego (mówimy o skali całego kraju, pamię­tajmy), ktoś nie wyśle swojego dziecka na studia, a ktoś po prostu nie­do­ja­da­jąc popadnie w chorobę. Na drugiej szalce mamy Jasia (albo i kilku). Który może wyrośnie na mądrego Jana. I zaręczam, kultura bez domów kultury nie zginie — moim zdaniem wręcz roz­kwit­nie, uru­cha­mia­jąc w głowach ludzi na powrót koniecz­ność dbania o swoją spu­ści­znę. Pozdra­wiam

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Panie Bart Py. Muszę przyznać, że jest Pan bardzo prze­ko­nany o swoich racjach i żadne argu­menty tego nie zmienią. Moim zdaniem wynika to z nieco naiwnego spoj­rze­nia na rze­czy­wi­stość. Nie dostrzega(lub nie chce dostrze­gać bo to nie pasuje Panu do teorii) Pan ogromu pato­lo­gii jakie poja­wiają się dookoła nas — polecam poczytać innego bloga — http://margineszycia.blogspot.com/ pro­wa­dzo­nego przez kuratora sądowego. Jeśli zechce się Pan zapoznać z histo­riami tam pre­zen­to­wa­nymi proszę mi później napisać czy dalej Pan uważa, że nie będzie dzieci wyklu­czo­nych bo przecież rodzice będą chcieli jak naj­le­piej dla swoich dzieci.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Szanowna Pani, po pierwsze i naj­waż­niej­sze — nie jest prawdą, że żadne argu­menty nie zmienią moich poglądów. Wręcz prze­ciw­nie — cały czas szukam ich słabych punktów. Zapra­szam do punk­to­wa­nia, choć może już pry­wat­nie (proszę kliknąć mój nick), żeby nie zaśmie­cać tego bloga. Druga sprawa, równie ważna, że zdaję sobie sprawę z ogromu pato­lo­gii, które nas otaczają. Pytanie tutaj do Pani czy Pani zdaje sobie sprawę, że:

      a) pato­lo­gie były, są i będą, gdyż są wpisane w ludzką naturę
      b) system państwa opie­kuń­czego wraz z wszyst­kimi przy­le­gło­ściami (edukacja, kultura właśnie) nie zmniej­sza zakresu pato­lo­gii, a właśnie go powięk­sza (co z kolei wymusza rozrost aparatu opie­kuń­czego etc). Pokrótce:
      utrzy­ma­nie urzęd­ni­ków i pro­gra­mów socjal­nych kosztuje -> wyższe podatki -> mniejsza kon­ku­ren­cyj­ność i dynamika gospo­darki -> większe bez­ro­bo­cie -> większe zapo­trze­bo­wa­nie na pomoc państwa
      c) do tego proszę sobie dodać kto tak naprawdę naj­bar­dziej cierpi na pod­no­sze­niu podatków (ludzie naj­go­rzej wykwa­li­fi­ko­wani, o naj­niż­szych docho­dach, gdyż wszyst­kie produkty i usługi drożeją; podaż nie­wy­kwa­li­fi­ko­wa­nej siły roboczej rośnie, przez co jej cena — płaca — spada, a bez­ro­bo­cie leci w górę).

      Straszne tragedie są wszędzie dokoła nas i naprawdę serce mi pęka widząc nędzę i brak nadziei naj­słab­szych. Jestem prze­ko­nany jednak (jak wiele na to wskazuje), że takich dzieci, sta­ty­stycz­nie, będzie mniej. A o to nam wszyst­kim chodzi, prawda?

      Odpo­wia­da­jąc na Pani ostatnie pytanie — dzieci wyklu­czone zawsze będą, rodzice nie zawsze będą chcieli jak naj­le­piej dla swoich dzieci. Taki jest świat, takie jest życie. Nie próbuję budować idylli, bo ta zawsze kończy się kata­strofą. Nie zawsze jednak chcąc komuś pomagać sys­te­mowo — naprawdę się pomaga. Pozdra­wiam.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Pan, a nie Pani:)
      Czy chce mi Pan powie­dzieć, że przed wpro­wa­dze­niem obo­wiązku szkol­nego spo­łe­czeń­stwo miało się lepiej niż dziś? Że świat rozwijał się szybciej niż teraz? Że trudniej było mani­pu­lo­wać masami nie­wy­edu­ko­wa­nych ludzi?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Czy w “świecie KNP” byłoby jakieś prze­ciw­dzia­ła­nie wyklu­cze­niu spo­łecz­nemu i dzie­dzi­cze­niu biedy, czy ludzie bogaci by się bogacili, a biedni bied­nieli?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      bardzo prze­pra­szam, wydawało mi się, że jest Pan tym samym anonimem jak autorka tekstu, na który odpo­wie­dzia­łem (“Jestem ciekawa[…]”).

      Porusza Pan trzy roz­łączne kwestie — omówię je po kolei.

      “Lepiej” to pojęcie dość ogólne, tak jak “przed wpro­wa­dze­niem obo­wiązku szkol­nego” (naj­ła­twiej mówi mi się o ogóle roz­wią­zań sys­te­mo­wych zamiast o poje­dyn­czym obszarze), ale postaram się odpo­wie­dzieć.
      W moim odczuciu — tak, miało się zde­cy­do­wa­nie lepiej. Wypunk­tuję, jeśli Pan pozwoli:

      1. Choćby dlatego, że nie było w tej kwestii do niczego przy­mu­szane (wolność decy­do­wa­nia o sobie jest dla mnie jedną z naj­waż­niej­szych, jeśli nie naj­waż­niej­szą war­to­ścią). Ludzie mogli decy­do­wać o przy­dat­no­ści (dla nich bądź ich dzieci) danego czy innego rodzaju edukacji (zazna­czam, że przy braku obo­wiązku eme­ry­tal­nego chęć/potrzeba edu­ko­wa­nia potomków jest dość silna — szcze­gól­nie w dzi­siej­szych czasach).
      2. Spo­łe­czeń­stwo było zamoż­niej­sze (niższe podatki ze względu na brak koniecz­no­ści finan­so­wa­nia mini­ster­stwa i sieci placówek, które zawsze są droższe w utrzy­ma­niu i mniej efek­tywne niż prywatne szkol­nic­two).
      3. Większa odpo­wie­dzial­ność i wymu­sze­nie na ludziach myślenia i pla­no­wa­nia (ist­nie­nie insty­tu­cji pod­świa­do­mie zwalnia ludzi z trosz­cze­nia się o dany obszar). Powią­zane z końcówką punktu pierw­szego.
      4. Szkoły publiczne działają poza trybami wolnego rynku, co już samo w sobie jest źródłem wypaczeń. Nie ma kon­ku­ren­cji, nie ma strachu przed wypad­nię­ciem z rynku, nie ma dbałości o klienta, o poziom naucza­nia, o aspi­ro­wa­nie do bycia naj­lep­szym w swojej ramce cenowej.
      5. Obo­wią­zek szkolny musi być powią­zany z okre­ślo­nym pro­gra­mem naucza­nia — nie ma innego wyjścia, w prze­ciw­nym wypadku nie miałby sensu. Program z kolei jest skrojony pod “sta­ty­stycz­nego Kowal­skiego” — a jako że sta­ty­styczny Kowalski nie istnieje, więk­szość z milionów dzieci uczy się w ramach programu nie dosto­so­wa­nego do ich poziomu inte­lek­tu­al­nego, oso­bo­wo­ści, zain­te­re­so­wań, talentów etc.
      6. Mar­no­traw­stwo czasu i talentu jest w szkołach publicz­nych faktem. Jeśli ma Pan zacięcie do elek­tro­niki w wieku 6 lat, to po co marnować następne 9 na nauce o gonadach roz­wie­li­tek, długości Nilu czy liczbie atomowej węgla? Jak Pana to będzie inte­re­so­wać, to Pan doczyta, a w mię­dzy­cza­sie zajęcia prak­tyczne, nauka kon­kre­tów i jak to się ma do życia i przy­szłego zawodu. A to wszystko za 2/3 obecnej ceny, jaką Pan płaci za edukację i w czasie o połowę krótszym. Mając czter­na­ście lat nie widzę prze­szkód, żeby nie był Pan w stanie po takiej szkole (bądź dwóch) zbudować mikro­kom­pu­tera.

      Co do tego czy świat rozwijał się szybciej niż teraz: proszę zwrócić uwagę, że obo­wią­zek szkolny to produkt ostat­nich, zaokrą­glę na jego korzyść, dwustu lat. Cywi­li­za­cja czło­wieka nato­miast sięga kilku tysięcy lat przed naszą erą. Owszem, w dzi­siej­szych czasach dys­po­nu­jemy bardzo zaawan­so­wa­nymi urzą­dze­niami — tak pomia­ro­wymi jak i wytwór­czymi — przez co rozwój ist­nie­ją­cych tech­no­lo­gii jest łatwiej­szy. Oprócz tego przepływ infor­ma­cji jest niemal natych­mia­stowy, ludzie mogą ze sobą współ­pra­co­wać nie będąc fizycz­nie w tym samym miejscu, trans­port jest o wiele szybszy – te fakty wpływają pozy­tyw­nie na szybkość rozwoju. Nato­miast jeśli chodzi o odkrycia — cóż, powie­dział­bym, że przez ostatnie 5000 lat człowiek odkrył kil­ku­krot­nie więcej i znacznie waż­niej­szych rzeczy i zjawisk niż przez ostatnie 200 lat. Tylko napomknę, że Albert Einstein średnio sobie radził w publicz­nej szkole…:)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      c.d.

      Co do mani­pu­lo­wa­nia ludźmi nato­miast — cóż drogi Panie, wydaje mi się, że prze­ce­nia Pan rolę szkoły:) A szcze­gól­nie tej publicz­nej. O skłon­no­ści do bycia mani­pu­lo­wa­nym decyduje, moim zdaniem, skłon­ność do bez­myśl­nego ulegania auto­ry­te­tom, posłu­szeń­stwo, nie­umie­jęt­ność kon­te­sto­wa­nia zasły­sza­nych opinii, kon­for­mizm i pewnie jeszcze kilka ważnych rzeczy. Wszyst­kie te atrybuty są pre­mio­wane w publicz­nych szkołach, odchy­le­nia od normy – w naj­lep­szym wypadku igno­ro­wane, w naj­gor­szym – ostra­cy­zo­wane i tępione. W moim odczuciu o skłon­no­ści do bycia mani­pu­lo­wa­nym nie decyduje edukacja (proszę spojrzeć na profil wyborców PO), a raczej… mądrość życiowa. Zdrowy rozsądek, trzeźwe spoj­rze­nie na świat, szerokie hory­zonty. Te rzeczy się łapie w rodzinie, a w póź­niej­szych latach w towa­rzy­stwie (czę­ściowo także w szkole). Prędzej bym się spo­dzie­wał „świa­tłego” towa­rzy­stwa w miarę ogar­nię­tych dzieci w pry­wat­nej szkole z dobrym pro­gra­mem niż w publicz­nej, gdzie idzie każdy jak leci. Pozdra­wiam i zapra­szam do dyskusji.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      @Hubert Michalak

      “Świat KNP” — chyba nie przy­wyknę do takiego pod­cho­dze­nia do tematu. Po prostu jest to świat, który istniał przez tysiące lat, a przez ostatnie stulecie ludzie nabawili się masowej amnezji. No ale, mniejsza o to.

      Wydaje mi się, że źle Pan for­mu­łuje pytanie. Nie ma czegoś takiego jak “prze­ciw­dzia­ła­nie wyklu­cze­niu spo­łecz­nemu i biedzie” — wyklu­cze­nie spo­łeczne i bieda istnieją zawsze, choć w nor­mal­nych warun­kach są zja­wi­skiem mar­gi­nal­nym. Dzi­siej­szy system nato­miast te zjawiska pompuje, karmi, poprzez zwięk­sza­nie ubóstwa już biednych i spy­cha­nie ich na margines. Znie­sie­nie ucisku tak fiskal­nego jak i prawnego sprawia, że ludzie zaczy­nają wycho­dzić z biedy. Niższe podatki przy­cią­gają inwe­sto­rów, rozpędza się proces two­rze­nia nowych firm (są bardziej kon­ku­ren­cyjne względem zagra­nicz­nych ze względu na niższe koszty). Do pracy potrzeba rąk, więc i bez­ro­bo­cie spada. Niższe podatki to także niższe ceny pro­duk­tów i usług (brak akcyzy na paliwo i media prze­kłada się na niższe koszty trans­portu pół­pro­duk­tów, zatem i całe produkty są tańsze, niskie koszty biu­ro­kra­cji, bo i mało papier­ko­wej roboty) i wyższe pensje (większy popyt na pracę, niższe bez­ro­bo­cie, wypła­ca­nie pensji netto zamiast brutto ze względu na znie­sie­nie przymusu ZUS), znie­sie­nie podatku docho­do­wego, pozwoleń, odchu­dze­nie admi­ni­stra­cji rządowej o jakieś 90%.

      To wszystko Panie Hubercie prze­kłada się na tańsze produkty i mniejsze bez­ro­bo­cie — zatem biedni, już abs­tra­hu­jąc od tego, że swo­bod­nie mogą znaleźć pracę, to w dodatku mogą kupić suche bułki, posma­ro­wać masłem, wlepić kawałek szynki i iść to sprze­da­wać pod biu­row­cem — bez sterty papier­ków, koniecz­no­ści wpła­ca­nia 1000zł ZUSu, roz­li­cza­nia się z fiskusem. W drodze do biurowca wykonuje Pan jeden telefon i już:) Wyklu­czeni zatem pozo­stają tylko leniwi i chorzy — a proszę zauważyć, że KNP będzie hono­ro­wał wszelkie świad­cze­nia nadane wcze­śniej.

      Jest bardzo dużo aspektów programu KNP, który ciężko streścić w paru zdaniach, więc jeżeli coś nie­do­sta­tecz­nie wytłu­ma­czy­łem — proszę napisać do mnie maila, chętnie wyjaśnię.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kaziu

      “Znie­sie­nie ucisku tak fiskal­nego jak i prawnego sprawia, że ludzie zaczy­nają wycho­dzić z biedy.” Ależ chciej­stwo pre­zen­tu­jesz. Pstryk­niemy palcami, uwolnimy rynek a naród urośnie w siłę i ludziom będzie się żyło dostat­nie :).

      “Niższe podatki przy­cią­gają inwe­sto­rów, rozpędza się proces two­rze­nia nowych firm (są bardziej kon­ku­ren­cyjne względem zagra­nicz­nych ze względu na niższe koszty).” Prawie racja, poza tym że kon­ku­ren­cyjne państwa zaczną nas izolować, stawiać cła etc. etc. A jeżeli pój­dziemy im na rękę to wykupią dokład­nie wszystko, łącznie z drogami, szkołami, lasami, kanałami…

      “Niższe podatki to także niższe ceny pro­duk­tów i usług (brak akcyzy na paliwo i media prze­kłada się na niższe koszty trans­portu pół­pro­duk­tów, zatem i całe produkty są tańsze, niskie koszty biu­ro­kra­cji, bo i mało papier­ko­wej roboty) i wyższe pensje.” Wiesz czemu nie dodru­ko­wu­jemy pie­nię­dzy? Bo Twoje poj­mo­wa­nie ekonomii niewiele odbiega od tego pomysłu. A prze­ciętny człowiek wcale nie będzie (wiele) bogatszy, bo przecież i tak będzie się chciał ubez­pie­czyć, leczyć, uczyć etc. tyle że pry­wat­nie. Ciekawe kto pomoże gdy kor­po­ra­cja ubez­pie­cza­jąca padnie — bo państwo nawet nie będzie miało z czego.

      “odchu­dze­nie admi­ni­stra­cji rządowej o jakieś 90%.” może o 99.9%? Przecież wystar­czy Krul.

      “to w dodatku mogą kupić suche bułki, posma­ro­wać masłem, wlepić kawałek szynki i iść to sprze­da­wać pod biu­row­cem — bez sterty papier­ków, koniecz­no­ści wpła­ca­nia 1000zł ZUSu, roz­li­cza­nia się z fiskusem.” Czyli model mek­sy­kań­ski? Tylko czemu Ci wolni Mek­sy­ka­nie masowo uciekają ze swojego raju do USA?

      “Wszyst­kie te atrybuty są pre­mio­wane w publicz­nych szkołach, odchy­le­nia od normy – w naj­lep­szym wypadku igno­ro­wane, w naj­gor­szym – ostra­cy­zo­wane i tępione.” MoG! Dobrze, że trafiłem do jakiejś anty­sys­te­mo­wej szkoły w takim razie.

      ” Nato­miast jeśli chodzi o odkrycia — cóż, powie­dział­bym, że przez ostatnie 5000 lat człowiek odkrył kil­ku­krot­nie więcej i znacznie waż­niej­szych rzeczy i zjawisk niż przez ostatnie 200 lat.” O lol, pro­por­cja 5000 a 200 o.O

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Autora bloga z góry prze­pra­szam za off-topic, ale autor jest ano­ni­mowy – w prze­ciw­nym wypadku dyskusję prze­niósł­bym na priv. Jed­no­cze­śnie wysto­suję pod koniec wypo­wie­dzi zapro­sze­nie do kon­ty­nu­owa­nia dyskusji już poza blogiem.

      1. Wolę termin “ciąg przy­czy­nowo-skutkowy” niż “chciej­stwo”, ale to, powiedzmy, seman­tyka. Jakieś argu­menty prze­ciwko, czy tak tylko się poprze­rzu­camy?
      2. Chiny, jeżeli nawet są nakła­dane na nich cła, i tak są naj­tań­szym pro­du­cen­tem w naszym regionie (chociaż to inny kon­ty­nent). Świetnie pro­spe­rują. Wykup szkół, dróg itd nie uważam, żeby był czym­kol­wiek złym tak długo, jak nie jest to spółka skarbu obcego państwa i jest to spółka jawna. Kapitał nie ma naro­do­wo­ści – a na terenie Polski służy przede wszyst­kim Polakom.
      3. Proszę zauważyć, że pie­nią­dza w gospo­darce byłoby nadal tyle samo – tylko że zamiast wyda­wa­nych przez urzęd­ni­ków, byłyby wydawane przez ludzi. Zmiana podmiotu, który wydaje pie­nią­dze, nie ma wpływu na inflację. Co do prze­cięt­nego czło­wieka, niech Pan sobie odejmie z 20% z cen typowego koszyka pro­duk­tów, niech Pan doda do prze­cięt­nej pensji jakieś 40% (dzień wolności podat­ko­wej wypada pod koniec czerwca, więc to i tak pesy­mi­styczne kal­ku­la­cje), tym samym niech Pan rzuci okiem na ceny ubez­pie­cze­nia zdro­wot­nego w pry­wat­nych firmach, składki na fundusz z polisą na życie, ceny szkol­nic­twa pry­wat­nego, a teraz od tych cen niech Pan jeszcze odejmie z 10–15% (w ramach wolnego rynku istnieje silna kon­ku­ren­cja ciągnąca ceny w dół). Upa­da­jące firmy to normalka. Prze­ko­na­nie, że rząd ma ratować ludzi to podstawa choroby dzi­siej­szego świata (w Irlandii wszyscy podat­nicy zrzucają się na niektóre kredyty, które brali dorośli ludzie w czasach pro­spe­rity, celując ponad stan). Dlatego trzeba wybierać ostroż­nie i liczyć się z ryzykiem. Jeżeli coś jest niejasne – proszę o kontakt.
      4. Kiepska pro­wo­ka­cja. Jeżeli należy Pan do grupy wyśmie­wa­ją­cych, niech Pan to chociaż robi z klasą i udowodni, że Pan ten program rozumie, ale się z nim nie zgadza.
      5. Niech Pan poczyta na temat systemu podat­ko­wego, roz­wią­zań socjal­nych i przy­na­leż­no­ści ide­olo­gicz­nej rzą­dzą­cych w Meksyku.
      6. Zna Pan model mon­tes­sori? A to tylko jeden z wielu (a mniemam, że powsta­łoby ich jeszcze więcej). Nie sztuką jest być prostym jak na gar­ba­tego.
      7. Zapra­szam do lektury mojej wypo­wie­dzi kilka stron wyżej, z dzisiaj z godziny 17:14.

      Ten temat wła­ści­wie nie ma wiele wspól­nego z wątkiem głównym, więc może prze­nie­siemy go na inne medium? Jeżeli czuje się Pan na siłach dalej pole­mi­zo­wać, oczy­wi­ście.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Ja zactyuję inny blog o profilu eko­no­micz­nym: “QE w Stanach spro­wa­dziło demo­kra­cję do oli­gar­chii, 1% naj­bo­gat­szych kon­tro­luje już 20% majątku naro­do­wego, blisko 10% oby­wa­teli stoi w kolej­kach po bony żyw­no­ściowe. Żadne imperium nie prze­trwało rządów magna­te­rii, dlatego jestem gorącym prze­ciw­ni­kiem druku w UE w takiej formie, jaką prze­pro­wa­dziła Ameryka. Trak­to­wa­nie reszty narodu jak idiotów, którzy nie widzą nie­spra­wie­dli­wo­ści w podziale wypra­co­wa­nego majątku ma krótkie nóżki — w końcu pro­pa­ganda nie wystar­czy do zachę­ca­nia ludzi, aby poświę­cali swoje życie w wypra­wach wojen­nych, które nie służą wol­no­ścio­wym ideałom, tylko inte­re­som garstki ludzi (kiedyś służyły inte­re­som wszyst­kich miesz­kań­ców imperium, dlatego łatwiej było wierzyć, że są to wojny spra­wie­dliwe).”
      Właśnie tego typu sytuacje dopro­wa­dzały do wielkich ruchawek spo­łe­czeństw w dziejach.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Czyli stresz­cza­jąc twoją odpo­wiedź: w “świecie KNP” nie będzie prze­ciw­dzia­ła­nia wyklu­cze­niu spo­łecz­nemu i dzie­dzi­cze­niu biedy. Uważasz, że należy zdjąć wszelkie “pęta” i wtedy ludzie zaczną się bogacić — tylko wytłu­macz mi, w jakim tempie będą bogacili się bogaci, a w jakim biedni?

      ad.2 Zawsze mnie rozbawia, gdy ludzie uwa­ża­jący się za “wol­no­ściow­ców” dają jako pozy­tywny przykład Chińską Repu­blikę Ludową rządzoną przez komu­ni­stów — państwo w którym przy­mu­sowo wysiedla się całe osiedla, czy wsie pod budowę np. auto­strady i nikogo nie inte­re­suje, że to czyjaś prywatna własność; państwo w którym nie wolno się nawet swo­bod­nie prze­miesz­czać, bo ogra­ni­cza to hukou, czyli tzw. chiński apar­theid.
      “Kapitał nie ma naro­do­wo­ści” jedno z naj­bar­dziej infan­tyl­nych haseł jakimi można “zabły­snąć” podczas dyskusji o gospo­darce…

      ad.3 “niech Pan rzuci okiem na ceny ubez­pie­cze­nia zdro­wot­nego w pry­wat­nych firmach” A ty rzuć okiem na zakres zapew­nia­nych przez nie świad­czeń.
      “niech Pan rzuci okiem na (…) ceny szkol­nic­twa pry­wat­nego” Na każdego ucznia budżety gminne lub powia­towe dają szkole publicz­nej 430,26 zł mie­sięcz­nie; czesne w szkołach nie­pu­blicz­nych raczej nie spada poniżej 500 zł (a w więk­szych miastach zaczyna się od 1000 zł), a pamiętać należy, że szkoły nie­pu­bliczne dostają taką samą sub­wen­cję z budżetów jak szkoły publiczne. Tak więc z moich szybkich rachun­ków wynika, że szkoły nie­pu­bliczne są w Polsce co najmniej dwa razy droższe od publicz­nych — a tobie co wychodzi z tych obliczeń?

      ad.6 Mon­tes­sori to nazwisko, więc piszemy wielką literą.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      @Anonimowy

      Rozumiem, że to a’propos trze­ciego punktu – czyli nie­do­sta­tecz­nie wyja­śni­łem, że w tym przy­padku nie zwiększa się ilość pie­nią­dza w gospo­darce? Quan­ta­tive easing to naj­więk­sza zbrodnia, jaką można dokonać na gospo­darce i nie ma nic wspól­nego z moimi poglą­dami. Parytet w kruszcu (naj­le­piej złocie) to abso­lutna podstawa.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

    @Hubert Michalak

    A co to ma do rzeczy kto w jakim tempie się będzie bogacił? Tak długo jak się wszyscy bogacą, jest na plus i całe spo­łe­czeń­stwo zyskuje. Próba niwe­lo­wa­nia nie­rów­no­ści zmniej­sza roz­strzał między bied­niej­szymi i bogat­szymi za cenę ubożenia wszyst­kich. Polecam rzucić okiem na minutowy filmik na yt “Margaret Thatcher Exposes Liberal Politics on Income Ine­qu­ality ”

    2. Argument mniej więcej tego samego kalibru co “jak można roz­ma­wiać z łysym na temat fryzur”. W Chinach jest olbrzy­mia wolność gospo­dar­cza, która nie ma NIC wspól­nego z wol­no­ścią osobistą (i nigdy nie są stawiane jako wzór tychże dla liber­ta­rian). Dla odmiany, niektóre stany USA są mekką wolności oso­bi­stych, nato­miast roz­wią­za­nia fede­ralne są inter­wen­cjo­ni­styczne. Proszę czytać dokład­nie i nie roz­cią­gać pojęć na obszary, których nie poru­szy­łem.

    3. a) Rozumiem, że porów­nu­jemy tutaj model pań­stwo­wego ubez­pie­cze­nia i pry­wat­nego i skłania się Pan w kierunku tego pierw­szego. Od czego by tu zacząć… może tak: obecnie budżet prze­zna­czony na ochronę zdrowia to ok 63 miliardy złotych. W prze­li­cze­niu na każdego zatrud­nio­nego (wg BAEL) to ok. 4300 zyli rocznie (jeśli przyjąć inny wskaźnik zatrud­nie­nia, kwota ubez­pie­cze­nia rośnie nawet dwu­krot­nie). To 358 zł mie­sięcz­nie. Naj­droż­sza prywatna polisa jaką zna­la­złem (nie kopałem zbyt głęboko, ale spraw­dzi­łem dwa zesta­wie­nia) kosz­to­wała 330zł (kobieta, 35 lat – dla mężczyzn ten sam pakiet kosz­to­wał 200zł). Wizyty domowe, badania dia­gno­styczne, 23 spe­cja­li­stów, domowe porody. Do tego powstają ubez­pie­cze­nia np. od naj­cięż­szych postaci raka (np. od ING jako część polisy na życie – od 35zł mie­sięcz­nie). Jako alter­na­tywa, nic nie stoi na prze­szko­dzie, żeby zawiązać dobro­wolny fundusz, zarzą­dzany przez pry­wat­nych spe­cja­li­stów, na który mogą wpłacać osoby, które chcą się zabez­pie­czyć przez naj­cięż­szymi cho­ro­bami – nie tylko rakiem.
    Obecny zakres usług pry­wat­nych ubez­pie­czeń (pod­kre­ślam — OBECNY, gdyż w przy­padku likwi­da­cji ZUS większa kon­ku­ren­cja pod­nie­sie jakość usług i obniża ceny) jeszcze pozo­sta­wia nieco do życzenia (z punktu widzenia kogoś, kto chce być zabez­pie­czony nawet od chorób wystę­pu­ją­cych w kil­ku­na­stu przy­pad­kach rocznie na całej planecie), nato­miast więk­szość z nas, znając swój stan zdrowia, zde­cy­do­wa­łaby się na pakiet za 50–100zł, plus jakieś spe­cy­ficzne ubez­pie­cze­nia, które uspo­ko­iłyby nasze fobie.

    Reasu­mu­jąc – za 360zł ma Pan ubez­pie­cze­nie, w ramach którego wszędzie i zawsze są kolejki, na pilne zabiegi przy­cho­dzi czekać nawet kilka/naście/dziesiąt miesięcy, gdzie istnieje korupcja, kole­sio­stwo (sam wcho­dzi­łem za młodu bez kolejki, bo pani w reje­stra­cji znała członka mojej rodziny), na śnia­da­nie w szpitalu podają czerstwy chlebek z parówką, a jakie­kol­wiek pozwy o błąd w sztuce lekar­skiej mają już na starcie trudniej (bywa, że ordy­na­to­rzy, należąc do „śmie­tanki”, znają się z sędziami, pro­ku­ra­to­rami etc.). Niech mi Pan powie – na ile by Pan wycenił polisę na taką opiekę zdro­wotną?

    Aha, przy­po­mi­nam, że ponoć już można wykupić dodat­kowe polisy do powszech­nego ubez­pie­cze­nia zdro­wot­nego (jest to roz­wią­za­nie w ramach ist­nie­ją­cej służby zdrowia! Cena dodat­kowo od 300 do 1500zł mie­sięcz­nie), które pozwa­lają skrócić ocze­ki­wa­nie na operacje, pozwolić na leczenie w lepszych warun­kach czy wybrać lekarza, który będzie operował.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

    c.d.

    b) Po pierwsze – po likwi­da­cji MEN spo­dzie­wał­bym się znacz­nego odchu­dze­nia i większej spe­cja­li­za­cji szkół, co obniżyło by czesne (dodat­kowo większa kon­ku­ren­cja zro­bi­łaby swoje-tak jak w przy­padku ubez­pie­czeń czy szpitali).
    Po drugie – pod tym linkiem jest zesta­wie­nie wydatków z budżetu na oświatę w prze­li­cze­niu na ucznia z 2010 roku:

    http://www.portalsamorzadowy.pl/pliki/37880.html

    Jest znacznie gorzej (drożej) niż myślałem i trochę się te kwoty różnią od tej podanej przez Pana. Uśred­nijmy, kra­kow­skim targiem, że to 6500zł. Mie­sięcz­nie zatem 540zł. Co to oznacza? Kilka rzeczy. Po pierwsze, podat­ni­ków pła­cą­cych na oświatę jest znacznie więcej niż podat­ni­ków, których dzieci z niej korzy­stają. Oznacza to tyle, że ktoś dorzuca, pod przy­mu­sem, do nauki czyjegoś dzie­ciaka (uważam za głęboko nie­mo­ralne i sprzeczne z zasadami wolności i spra­wie­dli­wo­ści, żeby moich bez­dziet­nych sąsiadów zmuszać do spon­so­ro­wa­nia nauki moim dzieciom). Gdyby takie „sub­wen­cje” zli­kwi­do­wać, mogłoby się okazać, że rze­czy­wi­sty koszt edu­ko­wa­nia pociechy w placówce publicz­nej jest znacznie wyższy od pry­wat­nej. Bądź bardzo podobny. A po drugie – jakość programu i sposobu jego naucza­nia w szkołach publicz­nych uważam za naprawdę mizerny. Jako absol­went kilku z nich czuję, że kom­plet­nie nie przy­go­to­wały mnie do życia w obecnej rze­czy­wi­sto­ści (zakła­da­jąc, że taka jest rola szkoły – faktem jest, że piszę, czytam, dodaję i mnożę dość dobrze, nawet pochodną obliczę [komu­kol­wiek się to życiu przydało prócz naukow­ców?]).

    6. Mea culpa.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “A co to ma do rzeczy kto w jakim tempie się będzie bogacił?” Osoba, która według obecnych stan­dar­dów jest nazywana ubogą byłaby uważana za naprawdę dobrze sytu­owaną przez chłopów pańsz­czyź­nia­nych lub robot­ni­ków w dzie­więt­na­sto­wiecz­nej Anglii — a to dlatego, że przy okre­śla­niu biedny/bogaty chodzi tak naprawdę o porów­na­nie stanu posia­da­nia, a nie o sam stan (jakiś czas temu emi­to­wana była reklama z takim hasłem: “Czy Eskimos, który ma 4 psy jest bogaty czy biedny?” No więc jak uważasz — jest bogaty, czy biedny?). Jeśli bogaci będą bogacili się szybciej niż biedni, to różnica między nimi będzie się coraz bardziej powięk­szała — czyli tak naprawdę biedni będą coraz bardziej biednieć.

      “Tak długo jak się wszyscy bogacą, jest na plus i całe spo­łe­czeń­stwo zyskuje.” John Nash dostał Nobla za udo­wod­nie­nie, że to zdanie nie do końca jest praw­dziwe.

      “W Chinach jest olbrzy­mia wolność gospo­dar­cza” LOL! Gdzieś ty to wyczytał!? Chyba mylisz wolność gospo­dar­czą ze wzrostem PKB? Instytut Frasera (na który na stronie korwin-mikke.pl powo­ły­wano się ponad 20 razy, więc chyba liczycie się z jego opiniami), ani Fundacja Heritage nie potwier­dzają tego cał­ko­wi­cie błędnego twier­dze­nia.

      “Rozumiem, że porów­nu­jemy tutaj model pań­stwo­wego ubez­pie­cze­nia i pry­wat­nego i skłania się Pan w kierunku tego pierw­szego.” Nie, źle rozu­miesz. Zazna­czy­łem jedynie, że oferty prywatne są uboższe niż te ofe­ro­wane obecnie przez państwo.
      Napi­sa­łeś, że prywatna polisa w wyso­ko­ści 330 zł gwa­ran­tuje np. porody domowe — rozumiem, że w razie jakich­kol­wiek pro­ble­mów podczas porodu w tej cenie jest również zapew­niony trans­port odpo­wied­nią karetką do pry­wat­nego szpitala z oddzia­łem neo­na­to­lo­gicz­nym?

      “Do tego powstają ubez­pie­cze­nia np. od naj­cięż­szych postaci raka (np. od ING jako część polisy na życie – od 35zł mie­sięcz­nie).” Liczę, że to prze­kła­ma­nie nie jest celowe.
      Po pierwsze — koszt ubez­pie­cze­nia anty­ra­ko­wego może roz­po­czy­nać się od 5 zł/m-c.
      Po drugie — nie da się wykupić ubez­pie­cze­nia anty­ra­ko­wego w ING za 35 zł/m-c (ani za 5) ponieważ jest ono dostępne tylko w pakiecie z innymi ubez­pie­cze­niami i taka łączona oferta zaczyna się od 150 zł/m-c (jeśli “przy­słu­guje” ci niższa składka anty­ra­kowa, to musisz dobrać jeszcze jakieś inne polisy, by suma wynosiła minimum 150 zł/m-c).
      Po trzecie — naj­tań­sze ubez­pie­cze­nie anty­ra­kowe nie obejmuje wcale “naj­cięż­szych postaci raka” — tak naprawdę nie obejmuje żadnego nowo­tworu zło­śli­wego, ani nawet “zwykłego” czer­niaka (w zasadzie więk­szość nowo­two­rów skóry jest wyłą­czona), oraz takich popu­lar­nych nowo­two­rów jak piersi, jajnika, macicy, prostaty.
      Po czwarte — ING wypłaci ci mak­sy­mal­nie 75 000 zł (przy naj­tań­szej polisie), ale nie do ręki i nie od razu. Będziesz dostawał np. po 5% za każdą che­mio­te­ra­pię i radio­te­ra­pię — no dobra, nie za każdą — tylko za pierwszy pięć, później spadaj. Ostatnią ratę dosta­niesz po 10 latach od poko­na­nia raka.
      Po piąte — polisa anty­ra­kowa ING (nawet w naj­droż­szym warian­cie) wygasa z chwilą wykrycia nowo­tworu — będą wypłacać ci z niej pie­nią­dze (przez ponad 10 lat), ale jeśli ponownie zacho­ru­jesz na raka to radź sobie sam.

      “więk­szość z nas, znając swój stan zdrowia, zde­cy­do­wa­łaby się na pakiet za 50–100zł, plus jakieś spe­cy­ficzne ubez­pie­cze­nia, które uspo­ko­iłyby nasze fobie” I które niczego sen­sow­nego by nie gwa­ran­to­wało.

      “Reasu­mu­jąc” W tym akapicie pomie­sza­łeś ZUS z NFZtem i ZOZami. Ja również zdaję sobie sprawę, że obecny system ochrony zdrowia ma wady, ale nie odpo­wia­dają mi naiwne pro­po­zy­cje jego zmiany lan­so­wane przez KNP i im podob­nych.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “po likwi­da­cji MEN spo­dzie­wał­bym się znacz­nego odchu­dze­nia i większej spe­cja­li­za­cji szkół” A co ma do tych spraw MEN? Przecież o tym decydują dyrektor, Rada Peda­go­giczna i Rada Rodziców. Naj­więk­szym pro­ble­mem przy “odchu­dza­niu” jest Karta Nauczy­ciela, ale by ją zmienić lub anulować nie trzeba likwi­do­wać MEN.

      “Mie­sięcz­nie zatem 540zł.” To ciągle dwa (co najmniej) razy mniej niż w szkołach nie­pu­blicz­nych.

      “podat­ni­ków pła­cą­cych na oświatę jest znacznie więcej niż podat­ni­ków, których dzieci z niej korzy­stają” Podat­ni­ków pła­cą­cych na Straż Pożarną również jest znacznie więcej niż podat­ni­ków z niej korzy­sta­ją­cych.

      “Oznacza to tyle, że ktoś dorzuca, pod przy­mu­sem” Na tym polega ist­nie­nie w grupie, że coś się poświęca dla dobra spo­łecz­no­ści.

      “Gdyby takie „sub­wen­cje” zli­kwi­do­wać, mogłoby się okazać, że rze­czy­wi­sty koszt edu­ko­wa­nia pociechy w placówce publicz­nej jest znacznie wyższy od pry­wat­nej.” Niby w jaki sposób? Przecież szkoły nie­pu­bliczne również dostają takie same sub­wen­cje jak publiczne i DODATKOWO pobie­rają czesne.

      “jakość programu i sposobu jego naucza­nia w szkołach publicz­nych uważam za naprawdę mizerny” Ja również. Ale to nie powód, by roz­pie­przać cały system i zastę­po­wać go jakąś utopijną wizją.

      Co do argu­men­ta­cji za tym, że kapitał nie ma naro­do­wo­ści — takie myślenie opiera się na (nie­praw­dzi­wym) zało­że­niu, że istnieje homo eco­no­mi­cus oraz, że nie istnieje polityka — kolejna utopia à la KPN.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      @Hubert Michalak

      Hm… wydaje mi się, że inaczej postrze­gamy pojęcie ubóstwa – ja mówię w kate­go­riach bez­względ­nych, nato­miast Pan, jak mniemam, odnosi się do problemu w kate­go­riach względ­nych (nawet przy zarob­kach 10.000 człowiek będzie „bied­niej­szy” niż bogaci zara­bia­jący 2 miliony).

      Proszę prze­czy­tać tą defi­ni­cję:

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Bieda

      Jeżeli dochody biednych rosną wolniej (acz nie­ubła­ga­nie) niż dochody bogatych, to przy zało­że­niu stałości cen (nie widzę prze­sła­nek, żeby ceny zaczęły również rosnąć-przy likwi­da­cji kilku podatków wręcz by spadły) niższe straty spo­łeczne wychodzą poza defi­ni­cję podaną wyżej. Ergo, win-win.
      Jeżeli Pan uważa, że „[…]przy okre­śla­niu biedny/bogaty chodzi tak naprawdę o porów­na­nie stanu posia­da­nia, a nie o sam stan[…]” oraz, w świetle tego co przy­to­czy­łem wyżej „[…] w “świecie KNP” nie będzie prze­ciw­dzia­ła­nia wyklu­cze­niu spo­łecz­nemu i dzie­dzi­cze­niu biedy[…]”, to naj­wy­raź­niej przy­świe­cają nam różne cele. Mnie inte­re­suje to, żeby jak naj­wię­cej ludzi było stać na dach nad głową, jedzenie i poczucie bez­pie­czeń­stwa, czyli bez­względne wyjście poza nawias defi­ni­cji biedy. Walka z pro­ble­mem, jakim jest poczucie bycia „względ­nie bied­niej­szym” w ogóle mnie nie inte­re­suje i, moim zdaniem, nie ma prawa znaleźć się w ramach polityki. To indy­wi­du­alna sprawa, co najwyżej moty­wu­jąca do cięższej pracy.
      Odpo­wia­da­jąc na pytanie o Eskimosa – jeżeli w ichnich warun­kach posia­da­nie czterech psów pozwala na zapew­nie­nie bez­pie­czeń­stwa, schro­nie­nia, i poży­wie­nia, to nie jest biedny.

      Co do drugiego akapitu – bardzo proszę o źródło, chętnie się zapoznam. Na chwilę obecną trudno jest mi sobie wyobra­zić, że boga­ce­nie się całego spo­łe­czeń­stwa (w różnym tempie, oczy­wi­sta sprawa) może odbijać się czkawką, która cały proces stawia pod znakiem zapy­ta­nia.

      Wolność gospo­dar­cza w Chinach – intry­gu­jąca uwaga. Temat zgłębię przy naj­bliż­szej okazji, na chwilę obecną przej­rza­łem powierz­chow­nie zało­że­nia wskaź­nika wg Heritage i pokrywa on bardzo wiele aspektów. Ciekawą sprawą jest to, kto i jaką wagę wagę per­so­nal­nie przy­kłada do danego aspektu oraz jako to wygląda „w życiu”. Czytałem bloga, w którym miesz­ka­jący w Chinach człowiek opowiada jak wygląda tam życie szaraka. Kra­jo­braz nie­wy­obra­żalny dla euro­pej­czy­ków, rzu­ca­jący się przede wszyst­kim w oczy pozo­sta­wie­niem (przy­naj­mniej małych przed­się­biorstw) samym sobie, gdzie jest tanio, smacznie i wygodnie i, co naj­waż­niej­sze, nie ma tam barier dla wycho­dze­nia z nędzy – może Pan (rzekomo) fak­tycz­nie sklecić coś w domu, wyjść z tym na ulicę ze sto­li­kiem i zacząć sprze­da­wać. To, moim zdaniem naj­waż­niej­sze zało­że­nie wolnego rynku foro­wa­nego przez KNP.
      Zre­wi­duję swoje poglądy odnośnie do Chiń­skiej gospo­darki jako wzorca, dziękuję za zwró­ce­nie uwagi. Innych przy­kła­dów jest pod dostat­kiem, a program KNP na szczę­ście ma zało­że­nia dużo zdrowsze niż niektóre obszary gospo­darki Chin.
      Aha, proszę prze­czy­tać jak Heritage defi­niuje praw­dzi­wie wolny rynek. I porówna to z pro­gra­mem KNP.

      CDN

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Zakres usług w publicz­nej służbie zdrowia. Tak, ma szerszy zakres usług. Liczy się Pan nato­miast z tym, że np. szpitale mają limity, wyzna­czone dyżury, godziny przyjęć, tra­giczne zaopa­trze­nie (ojciec mojej współ­lo­ka­torki musiał z własnej kieszeni kupować wenflony), fatalny park maszy­nowy, są nie­do­in­we­sto­wane, moty­wa­cja kadry – nie­ist­nie­jąca, a część zabiegów i tak nie jest wyko­ny­wana, ponieważ nie refun­duje ich NFZ. Dalej się nie będę roz­wo­dził, bo jak jest-każdy widzi. Czy w razie powikłań pacjentkę się odwozi na oddział karetką? Nie mam takiej wiedzy, mniemam, że tak. Jeżeli nato­miast tak nie jest, a rynek wskazuje potrzebę, żeby taka usługa była – proszę mi wierzyć, taka polisa powsta­nie. Jeżeli jeszcze nie powstała. Rynek pry­wat­nych ubez­pie­czeń medycz­nych jest wszak wciąż rela­tyw­nie młody i mały. Niech Pan pozwoli kon­ku­ren­cji działać.
      A, i taka mała uwaga – jak Pan myśli, można by było na rynek wpro­wa­dzić prywatne ubez­pie­cze­nie dające taki zakres usług i takiej jakości, jaki obecnie oferuje publiczna służba zdrowia? (strzelam – byłaby pewnie o połowę tańsza niż jest teraz („zależy do jakiego szpitala pan trafisz…”), a zain­te­re­so­wa­nie takim zakresem i jakością usług byłoby mizerne.

      Polisa ING – miło widzieć, że tak dokład­nie zgłębia Pan temat. Jak napo­mkną­łem – sam głęboko nie kopałem. Cóż mogę rzec – jak wspo­mnia­łem akapit wyżej, rynek pry­wat­nych ubez­pie­czeń jest wciąż młody. Nie jest idealnie. Prze­ciw­sta­wię Panu nato­miast bardzo krótko historię mojego dobrego zna­jo­mego – zacho­ro­wał na raka, a szanse na jego wyle­cze­nie dra­stycz­nie wzrosły dzięki wsta­wien­nic­twu mojego członka rodziny i, oczy­wi­ście, kopercie. Został prze­nie­siony do innego szpitala, otoczono go odpo­wied­nią opieką, miał podawane wszyst­kie środki, jakie powinien przyj­mo­wać. Wniosek jak jest trak­to­wany zwykły pacjent pozo­sta­wię Panu do wycią­gnię­cia samo­dziel­nie.
      Poproszę tylko znowuż o ocenę jak by się spra­wo­wała na rynku TAKA polisa zdro­wotna.

      Chciał­bym wysłu­chać również pro­po­zy­cji z drugiej strony – jakie pro­po­zy­cje ma Pan na poprawę stanu służby zdrowia, skoro wolny rynek uważa Pan za narzę­dzie nie­do­sta­tecz­nie radzące sobie z pro­ble­mem?

      Poprzez odchu­dze­nie szkół miałem na myśli rezy­gna­cję z naucza­nia kilku przed­mio­tów (bądź ich znaczne okro­je­nie), co jest możliwe tylko po rezy­gna­cji z cen­tral­nie pla­no­wa­nej podstawy pro­gra­mo­wej. Tą z kolei opra­co­wuje MEN, tak? Zresztą, MEN zajmuje się kilkoma obsza­rami, którymi moim zdaniem zajmować się nie musi. W ich ramach swo­bod­nie dzia­ła­łaby z powo­dze­niem zwykła ludzka skłon­ność do samo­or­ga­ni­za­cji.

      Nie rozumiem tej wzmianki o 540 zł i że to dwa razy mniej niż w pry­wat­nych szkołach – przecież jeżeli wszyscy podat­nicy będą się zrzucać na korki do gry w nogę, to wszyscy miło­śnicy pęcherza kupią je i o 70% taniej. To ma być argument ZA publiczną edukacją? Płacą bez­dzietni, płacą emeryci, płacą ci, którzy już edukację swoją skoń­czyli lata temu. To tak, jakby Pan po wyjściu ze sklepu, gdzie kupił Pan garnitur za 100zł, do końca życia musiał do publicz­nej skar­bonki wrzucać co miesiąc po złotówce na gar­ni­tury dla innych. Ten system nie dość, że jest chory i nie­efek­tywny, to w dodatku dra­stycz­nie nie­mo­ralny.

      CDN

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Wzmianka o straży pożarnej – i tu docho­dzimy do sedna sprawy. Pan uważa arbi­tral­nie, że szkol­nic­two powinno być obszarem utrzy­my­wa­nym z podatków, tak jak straż pożarna. Ja arbi­tral­nie uważam, że nie powinno (straż tak, chociaż waham się w tej kwestii, w dodatku z tego, co się orien­tuję KNP pro­po­nuje podatki celowe płacone tylko przez wła­ści­cieli nie­ru­cho­mo­ści). Z punktu widzenia samej efek­tyw­no­ści eko­no­micz­nej sytuacją idealną jest anarchia, gdzie wydatki rządowe są równe zeru (więc wszelkie prze­pływy pie­nią­dza zachodzą w ramach wolnego rynku). Jako zwo­len­nik wolnego rynku, ale i silnych rządów prawa, zgadzam się na pewne ustęp­stwa (upań­stwo­wie­nie pewnych abso­lut­nie nie­zbęd­nych obszarów (arbi­tral­nie i subiek­tyw­nie, oczy­wi­ście) jak wojsko, policja, MSZ, sądow­nic­two i kilka innych). U Pana te ustęp­stwa idą dalej niż u mnie i moim zdaniem zupełnie nie­po­trzeb­nie. Wszak w USA w XIX wieku pomimo braku obo­wiązku szkol­nego 99% dzieci chodziło do szkół. Pry­wat­nych.

      Ist­nie­nie w grupie oznacza poświę­ca­nie czegoś na rzecz ogółu. Słusznie, w pewnych gra­ni­cach. A ile to jest to „coś”? Dla mnie z 5% dochodu to wewnętrzna granica – co i tak jest olbrzy­mią daniną. A dla Pana? Dla przy­po­mnie­nia, dzień Wolności Podat­ko­wej przypada na drugą połowę czerwca.

      Co do sub­wen­cji – był to skrót myślowy, który miał una­ocz­nić, że jeżeli szkoła prywatna, zamiast przy­no­sze­nia zysków wła­ści­cie­lowi, miałaby współ­utrzy­my­wać całą admi­ni­stra­cję, ponosić koszty związane z niską ela­stycz­no­ścią siły roboczej i ogólnie borykać się ze słabą efek­tyw­no­ścią całej insty­tu­cji, to koszt czesnego mógłby być i dwa razy wyższy niż w obecnej postaci. Poza tym, nie oszu­kujmy się, program zajęć ofe­ro­wany w zakresie czesnego w szkołe pry­wat­nej odbiega dość znacznie od tego, co oferuje zwykła szkoła. Wliczony basen, więcej lekcji języka, czasem rytmika, plastyka albo kółka zain­te­re­so­wań. Gdyby podo­da­wać sobie koszt zajęć dodat­ko­wych (gdyby płacić za nie pry­wat­nie) wyszłoby tego z kilkaset złotych, a wła­ści­ciel szkoły ma przecież inne wydatki (czynsz, media).

      I ostatnia sprawa – homo eco­no­mi­cus. Może tak – w czystej postaci nie wystę­puje, jest to bardziej koncept niźli rze­czy­wi­sta postawa, acz­kol­wiek moim zdaniem naj­bliż­sza rze­czy­wi­sto­ści — w odpo­wied­nio dużej skali ludzie chcą kupić taniej i sprzedać drożej, dążą do utrzy­ma­nia się na rynku, polep­sze­nia własnej sytuacji, chcą mak­sy­ma­li­za­cji zysków i mini­ma­li­za­cji strat i to w każdej dzie­dzi­nie życia.
      Co do kwestii naro­do­wo­ści kapitału — zigno­ro­wał Pan moją prośbę o przy­bli­że­nie zagad­nie­nia (rzucenia dwóch haseł nie uznaję za przy­bli­że­nie tematu), więc dopóki mi Pan nie wyłusz­czy gdzie widzi Pan problem, nie zajmę się dalszymi wywodami na ten temat.

      Może zadam Panu na koniec jedno pytanie: jakie jest Pana zdanie na temat takiej hipotezy: każda dzie­dzina, którą zajmuje się rząd, docelowo ulega dege­ne­ra­cji?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      “U Pana te ustęp­stwa idą dalej niż u mnie i moim zdaniem zupełnie nie­po­trzeb­nie. Wszak w USA w XIX wieku pomimo braku obo­wiązku szkol­nego 99% dzieci chodziło do szkół. Pry­wat­nych.”

      Znów pan bierze dane z sufitu? Tak nie­praw­do­po­dobną infor­ma­cję od razu wolałem spraw­dzić i już w pierw­szym zdaniu czytam: “The pro­por­tion of young people enrolled in school remained rela­ti­vely low in the last half of the 19th century.” I tak połowa młodych Ame­ry­ka­nów nie uczęsz­czała do szkół, oczy­wi­ście nie licząc do tego spo­łecz­no­ści murzyń­skiej. Anal­fa­be­tyzm nato­miast, w roku 1870 wynosił jeszcze około 20%.

      W tym okresie, aż do prze­ję­cia władzy przez nazistów, jako wzorcowy przykład systemu edukacji wskazał bym w pierw­szej kolej­no­ści Niemcy (Prusy).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      @Adam Adamczyk

      Stefan Sękowski “Opcja na Prawo”. Numer 5, strona 57

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      „Proszę prze­czy­tać tą defi­ni­cję:

      http://pl.wikipedia.org/wiki/Bieda” A ty ją prze­czy­ta­łeś? Np te frag­menty:

      „Bieda (ubóstwo) – to pojęcie eko­no­miczne i socjo­lo­giczne opi­su­jące stały brak dosta­tecz­nych środków mate­rial­nych dla zaspo­ko­je­nia potrzeb jed­nostki, w szcze­gól­no­ści w zakresie (…) pod­sta­wo­wych potrzeb kul­tu­ral­nych i spo­łecz­nych.”

      „(ubóstwo to) nie­zdol­ność do peł­no­war­to­ścio­wego życia, spo­wo­do­waną nie­do­stat­kiem środków eko­no­micz­nych”

      „(ubóstwo to) nie­zdol­ność do uczest­nic­twa w zwykłych aktyw­no­ściach, które składają się na normalne życie spo­łecz­no­ści, i do życia na poziomie w danej spo­łecz­no­ści prze­cięt­nym”

      Zastanów się również co to są „pod­sta­wowe potrzeby kul­tu­ralne i spo­łeczne”, „peł­no­war­to­ściowe życie” i „normalne życie spo­łecz­no­ści”.

      „Jeżeli dochody biednych rosną wolniej (acz nie­ubła­ga­nie) niż dochody bogatych, to przy zało­że­niu stałości cen (…)” Bardzo odważne zało­że­nie! A na czym oparte?
      „nie widzę prze­sła­nek” A, na twoim widzi­mi­się…
      Może poczytaj najpierw o inflacji i mecha­ni­zmach kształ­to­wa­nia się cen, nim zaczniesz pro­gno­zo­wać ekonomię?

      „Odpo­wia­da­jąc na pytanie o Eskimosa – jeżeli w ichnich warun­kach posia­da­nie czterech psów pozwala na zapew­nie­nie bez­pie­czeń­stwa, schro­nie­nia, i poży­wie­nia, to nie jest biedny.” No właśnie! Wszystko zależy od warunków! Jeśli wszyscy Eskimosi w okolicy mają po ok. cztery psy, to jest sobie w stanie zapewnić bez­pie­czeń­stwo, schro­nie­nie i poży­wie­nie (pozo­stanę przy twoim pro­nie­wol­ni­czym defi­nio­wa­niu ubóstwa, choć się z nim nie zgadzam). Ale jeśli pewnego dnia oka­za­łoby się, że sąsiedzi mają po kil­ka­dzie­siąt psów, to wtedy nagle jego siła nabywcza (w tym przy­padku raczej zdo­byw­cza) dia­me­tral­nie spadła. Wszyscy wkoło są w stanie polować dłużej i na więk­szych obsza­rach, więc nasz „czte­rop­sia­sty” Eskimos ma problemy z poży­wie­niem; ze sprze­daży skór upo­lo­wa­nych zwierząt finan­so­wał drobne naprawy i ogólne utrzy­ma­nie swojego schro­nie­nia (aktu­al­nie nie jest w stanie tego robić, bo ciężko mu cokol­wiek upolować, a jak już upoluje to okazuje się, że cena jest dużo niższa niż kiedyś – bo inni Eskimosi zalali rynek większą ilością skór).
      Jak widzisz nasz Eskimos, ciągle posia­da­jąc tyle samo, tak naprawdę bied­nieje (nawet w oparciu o twoją bardzo eks­klu­zywną defi­ni­cję).

      “Na chwilę obecną trudno jest mi sobie wyobra­zić, że boga­ce­nie się całego spo­łe­czeń­stwa (w różnym tempie, oczy­wi­sta sprawa) może odbijać się czkawką, która cały proces stawia pod znakiem zapy­ta­nia.” Ale ja tego nie napi­sa­łem. Napi­sa­łem, że John Nash dostał Nobla za udo­wod­nie­nie, że zdanie “tak długo jak się wszyscy bogacą, jest na plus i całe spo­łe­czeń­stwo zyskuje” jest nie do końca praw­dziwe. Udo­wod­nił on, że spo­łecz­ność zyskuje naj­wię­cej gdy jej człon­ko­wie bogacąc się nie prze­szka­dzają innym się bogacić. Jeśli czyjeś bogactwo jest na tyle większe od bogactwa innych, że unie­moż­li­wia lub chociaż utrudnia to tym innym boga­ce­nie się, to w ogólnym roz­ra­chunku spo­łecz­ność traci. Dlatego właśnie, jeśli komuś zależy na rozwoju całej spo­łecz­no­ści, to powinien dążyć do utrzy­ma­nia tzw. rów­no­wagi Nasha.

      “Innych przy­kła­dów jest pod dostat­kiem” No to dawaj je tu! 🙂

      Co do systemu ochrony zdrowia.
      Chcesz nam wmówić, że w świecie KNP szpitale nie będą miały limitów, dyżurów, ani godzin przyjęć? Dowolne świad­cze­nie będzie ofe­ro­wane dowolną ilość razy? Że będą wyko­ny­wały zabiegi nie­opła­cone przez ubez­pie­czy­cieli?
      Im więcej osób zrzuca się na jakieś świad­cze­nie, tym jest ono tańsze dla jed­nostki, bo zarówno ryzyko jak i koszty dookólne roz­kła­dają się na więcej jed­no­stek — i dlatego każde ubez­pie­cze­nie nie­obo­wiąz­kowe będzie pod kontem opła­cal­no­ści gorsze niż ubez­pie­cze­nie obo­wiąz­kowe.
      Ja oso­bi­ście jestem za komer­cja­li­za­cją ZOZów, ale ZUS (albo jakąś inną jego formę) trzeba zachować.

      Historia twojego dobrego zna­jo­mego dowodzi, że bogatsi są lepiej trak­to­wani niż ci mniej bogaci — tylko nie rozumiem co chciałeś za jej pomocą prze­ka­zać, przecież świat KNP tak właśnie by wyglądał.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Zapew­niam cię, że podstawa pro­gra­mowa nie jest pro­ble­mem naszego szkol­nic­twa (choć można by ja trochę zmienić). To programy naucza­nia są irra­cjo­nal­nie roz­bu­do­wane. Angażuję się z żoną (głównie to ona się angażuje) w rozwój tzw. Edukacji Demo­kra­tycz­nej i naj­więk­sze problemy mamy z ustawami, a nie roz­po­rzą­dze­niami. Poza tym, czytając wywiady z Kluzik-Rost­kow­ską, wydaje się, że MEN będzie polu­zo­wy­wał swe podej­ście w tej kwestii.

      Naprawdę nie ma dla ciebie różnicy między edukacją a gar­ni­tu­rem..?
      Dlaczego płacisz za naukę swoich dzieci? Jeśli chcą się uczyć, to niech pójdą do pracy i zarobią na książki, zeszyty i czesne! Fun­du­jesz im edukację, bo wiesz, że jest ona ważna. Tak samo państwo wie, że lepiej mieć wyedu­ko­wa­nych oby­wa­teli i dlatego “zmusza” ich do nauki.

      Kto, w świecie KNP, gasiłby samo­chody, które stanęły w pło­mie­niach?

      “Pan uważa arbi­tral­nie, że szkol­nic­two powinno być obszarem utrzy­my­wa­nym z podatków” Może i arbi­tral­nie, ale na pod­sta­wie historii. Ty nato­miast arbi­tral­nie uważasz inaczej na pod­sta­wie urojeń i zmyśleń wziętych z sufitu publi­ko­wa­nych przez bliżej nie­okre­ślo­nego jego­mo­ścia w pisemku uważanym za rasi­stow­skie, kse­no­fo­biczne i anty­se­mic­kie.

      “Dla mnie z 5% dochodu to wewnętrzna granica – co i tak jest olbrzy­mią daniną. A dla Pana?” I znowu to proste, by nie powie­dzieć pro­stac­kie, patrze­nie na rze­czy­wi­stość… To ile jestem w stanie dorzucić do “wspól­nego wora” zależy od tego ile dorzu­cają inni, kto i na co z tego wora wyciąga i od jeszcze wielu innych czyn­ni­ków. Świat nie jest tak prosty jak to się w KPNie wydaje.

      “Gdyby podo­da­wać sobie koszt zajęć dodat­ko­wych (gdyby płacić za nie pry­wat­nie) wyszłoby tego z kilkaset złotych, a wła­ści­ciel szkoły ma przecież inne wydatki (czynsz, media).” Czy ty w ogóle zro­zu­mia­łeś, że szkoły prywatne dostają takie same pie­nią­dze z budżetów jak szkoły publiczne?

      “dopóki mi Pan nie wyłusz­czy gdzie widzi Pan problem, nie zajmę się dalszymi wywodami na ten temat” Trzymam za słowo.

      “jakie jest Pana zdanie na temat takiej hipotezy: każda dzie­dzina, którą zajmuje się rząd, docelowo ulega dege­ne­ra­cji?” Nega­tywne.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Ubóstwo – czyli… przy­znaje mi Pan rację? Bo nie widzę jakie­go­kol­wiek zaprze­cze­nia. Udo­wad­niam Panu, że wycho­dze­nie z ubóstwa to przede wszyst­kim zapew­nie­nie sobie solid­nych podstaw u fun­da­men­tów piramidy potrzeb Maslowa, a jako kontr­ar­gu­ment (?) czytam „normalne życie spo­łecz­no­ści” albo „peł­no­war­to­ściowe życie”. To są kwestie ściśle subiek­tywne i indy­wi­du­alne, co to ma w ogóle do rzeczy? Mnie inte­re­suje, żeby ludzie mieli co do gara włożyć, który sobie mogą postawić na dzia­ła­ją­cej kuchence w domu, na który czło­wieka stać. Na sprzeczki filo­zo­ficzne z serii „czym jest peł­no­war­to­ściowe życie” albo „wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu ubodzy” nie mam naj­mniej­szej ochoty.
      Swoją drogą, pomi­nię­cie wie­lo­krop­kiem naj­waż­niej­szych kwestii w zdaniu „[…]w szcze­gól­no­ści w zakresie jedzenia, schro­nie­nia, ubrania, trans­portu oraz pod­sta­wo­wych potrzeb kul­tu­ral­nych i spo­łecz­nych.„ jest bardzo wymowne.

      Stałość cen przy rosną­cych docho­dach – używając sfor­mu­ło­wa­nia „stały” wła­ści­wie posze­dłem Panu na rękę, gdyż ceny naj­pew­niej by spadły, ale… wytłu­ma­czę ponownie (swoją drogą nie sądziłem, że będę zmuszony wyja­śniać zagad­nie­nie tak pod­sta­wowe, o którym można usłyszeć nawet w publicz­nych mediach). Przy obni­że­niu podatków rośnie kon­ku­ren­cyj­ność gospo­darki, rośnie ilość pod­mio­tów gospo­dar­czych, czy to wytwa­rza­ją­cych dobra fizyczne, czy usługi. Kon­ku­ren­cja wymusza na ist­nie­ją­cych pod­mio­tach walkę o klienta, która docelowo prowadzi do obni­że­nia cen. Claro? Jeśli nie, odsyłam do pierw­szego lepszego pod­ręcz­nika tłu­ma­czą­cego podstawy ekonomii (dział o popycie i podaży).

      Przykład z Eski­mo­sem – ehhh.… już pomijam kom­plet­nie oderwane od rze­czy­wi­sto­ści (i naszej dyskusji) zało­że­nie, że nagle wszyscy Eskimosi dokoła mają całe watahy (czyli prak­tycz­nie cała spo­łecz­ność jest bogata z kilkoma wyjąt­kami), Pan pochyla się nad tą jedną jed­nostką dowodzą, że boga­ce­nie się całych spo­łe­czeństw nie­uchron­nie prowadzi do względ­nego ubożenia poje­dyn­czych jed­no­stek (WZGLĘDNEGO – bo ceny rynkowe są stałe lub spadają przy nie­zmie­nio­nej podaży pie­nią­dza – a ta jest nie­zmie­niona przy zało­że­niach pro­gra­mo­wych KNP). Fatalny przykład, fatalny.

      Rów­no­waga Nasha – rozumiem, że mowa tutaj o znanych i (nie)lubianych zagryw­kach typu zmowy cenowe itd.? KNP prze­wi­duje prze­ciw­dzia­ła­nie z urzędu dzia­ła­niom firm na szkodę innych pod­mio­tów (to bodaj jedyny przykład inter­wen­cjo­ni­zmu w ramach gospo­darki, na jaki się godzą – zwal­cza­nie oli­go­poli, zmów cenowych i innych anty­ryn­ko­wych zagrań). Nie widzę powodu dlaczego boga­ce­nie się pana A miałoby wpływać na tempo boga­ce­nia się pana B.

      Inne przy­kłady – Gurgaon (Indie), Moresnet, XIX-wieczna Anglia, Lich­ten­stein.

      Ochrona zdrowia – niczego takiego nie próbuję wmówić. Służba zdrowia to taki sam obszar biznesu jak każdy inny – tyle, że bardziej ryzy­kowny i złożony z punktu widzenia inwe­sty­cji. Nikt nie będzie niczego robił za darmo – tak jak i teraz nikt niczego nie robi za darmo. Nie wiem jakich jeszcze muszę użyć argu­men­tów, żeby uświa­do­mić Panu, że dzi­siej­szy system, u założeń, jest zły i korup­cjo­genny. Jest z zało­że­nia nie­efek­tywny i MUSI gene­ro­wać wypa­cze­nia. Na rynku pry­wat­nym ubez­pie­cze­nie „od wszyst­kiego, zawsze i wszędzie” nigdy nie powsta­nie, bo musia­łoby kosz­to­wać KROCIE. Teraz mamy takie ubez­pie­cze­nie, tylko z małą adno­ta­cją na dole „no chyba, że się nie da – wtedy trzeba czekać dowolnie ustalaną, płynną ilość czasu na ewen­tu­alne, nie gwa­ran­to­wane leczenie”. Jak Pan może bronić takiego systemu? Od lat 90-tych bez przerwy refor­muje się służbę zdrowia i ciągle jest coraz gorzej i drożej. Jako adwokata takiego roz­wią­za­nia nie mam wyjścia jak oskarżyć Pana o (naj­pew­niej nie­umyślny) sabotaż.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Wstawka o tym, że im więcej ludzi się na coś zrzuca, tym jest to tańsze dla kilku jed­no­stek korzy­sta­ją­cych, jest oczy­wi­ście praw­dziwe, ale u podstaw kom­plet­nie nie­mo­ralne. Co więcej – wspomina Pan o opła­cal­no­ści takiego roz­wią­za­nia. DLA KOGO, należy zapytać. Dla bene­fi­cjen­tów – a tych jest znacznie mniej niż pła­cą­cych. Więc dla WIĘKSZOŚCI, która nor­mal­nie (bez przymusu) by się ubez­pie­czała na własną rękę i taniej, jest to NIEOPŁACALNE. Ergo – zuba­ża­nie całego spo­łe­czeń­stwa pod przy­mu­sem jest dla Pana akcep­to­walne tak długo, jak grupa potrze­bu­ją­cych dostaje to, czego potrze­buje (albo – patrząc na służbę zdrowia w Polsce – namiastkę tegoż). Również tego, że taki system generuje wypa­cze­nia, które prze­li­czają się na kon­kretne zgony, wydaje się Pan nie zauważać. Nie wspo­mi­na­jąc o tysią­cach urzęd­ni­ków uwłasz­cza­ją­cych się na takim roz­wią­za­niu.
      Repre­zen­tuje Pan lewi­cu­jące, redy­stry­bu­cyjne podej­ście i w tym bardzo się różnimy. W tym zakresie radzę głosować na PPS bądź którąś z partii rzą­dzą­cych, one cały czas „refor­mują” system. Na KNP się Pan zawie­dzie.

      Przykład ze znajomym – dowo­dzi­łem tego, że POMIMO obecnych założeń przy­świe­ca­ją­cych służbie zdrowia, które wydają się iść z Pańskimi w parze toczka w toczkę, ludzie dostają namiastkę tego, czego potrze­bują (a czasem nic), jed­no­cze­śnie pogrą­ża­jąc ich w jeszcze większym ubóstwie. I że właśnie TERAZ tylko bogatych stać na normalne leczenie (mój znajomy do bogatych nie należy – gotówka z zasta­wie­nia miesz­ka­nia nie stanowi o bogac­twie jak mniemam – chyba że i w tym zakresie ma Pan inne zdanie?). Przy państwie minimum i wol­no­ryn­ko­wych zało­że­niach leżących u podstaw służby zdrowia, na opiekę stać wszyst­kich, którzy NIE są leniwi (na jakiej pod­sta­wie tak uważam – proszę prze­śle­dzić moje wcze­śniej­sze posty bądź zajrzeć do lite­ra­tury pra­wi­co­wej). Widzi Pan różnicę?

      Kwestia naucza­nia dzieci – czytam już trzeci raz Pański wpis i nie mogę wyjść z osłu­pie­nia (chociaż powoli się przy­zwy­cza­jam do takich zwrotów). W ogóle czytał Pan moje wcze­śniej­sze wypo­wie­dzi? Masowa przy­mu­sowa edukacja prowadzi do masowego anal­fa­be­ty­zmu wtórnego, zda­wal­no­ści matur woła­ją­cych o pomstę do nieba, kom­plet­nej dewa­lu­acji wartości dyplomu uczelni, nie­do­sto­so­wa­nia siły roboczej do warunków ryn­ko­wych i przede wszyst­kim MILIARDÓW godzin i pie­nię­dzy (nauczy­cieli, dzieci) zmar­no­wa­nych na naukę rzeczy, które nie wszyst­kim dzieciom się przydają. Jeżeli coś jest dobre, to nie musi być obo­wiąz­kowe. A że jest…

      Jak za rządów KNP byłaby zor­ga­ni­zo­wana straż pożarna – nie jestem pewien. Sam nato­miast uważam, że można by było te usługi pozo­sta­wić też w pry­wat­nych rękach. Gaszenie pojazdów – a dlaczego by nie umieścić tego w polisach (np. auto-casco)? Jeżeli jest potrzeba – jest i usługa. Rynek zade­cy­duje. A jeżeli ktoś nie chce się ubez­pie­czyć i od jego pło­ną­cego auta zajmie się i inny, wtedy z powódz­twa cywil­nego takiego deli­kwenta się zobo­wią­zuje do pokrycia strat. Ludzie bardzo szybko się na powrót nauczą prze­wi­dy­wa­nia i odpo­wie­dzial­no­ści.

      „[…]na pod­sta­wie urojeń i zmyśleń wziętych z sufitu publi­ko­wa­nych przez bliżej nie­okre­ślo­nego jego­mo­ścia w pisemku uważanym za rasi­stow­skie, kse­no­fo­biczne i anty­se­mic­kie„ — pod­wa­żamy źródła na pod­sta­wie… czego? I to na blogu naukowym? Faux pas…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Resztę uwag zamknę w jednym akapicie. Widać świat jest o wiele bardziej skom­pli­ko­wany, przez to potrze­bu­jemy skom­pli­ko­wa­nych roz­wią­zań, nakła­da­jąc skom­pli­ko­wany system podat­kowy ścią­ga­jący olbrzy­mie daniny na roz­wią­zy­wa­nie skom­pli­ko­wa­nych pro­ble­mów i pozba­wia­jący moż­li­wo­ści ludzi decy­do­wa­nia o sobie. Nad tym wszyst­kim na szczę­ście czuwają mądrzy i opie­kuń­czy ludzie, a kto­kol­wiek powie (i dowie­dzie), że system, w którym żyjemy, GENERUJE problemy, z którymi się potykamy, „pro­stacko” patrzy na świat. Cóż, ja pozo­stanę przy tym słowie „dowie­dzie” — tyle mi wystar­czy. Kwestię dotacji dla szkół omówiłem, wydawało mi się, dość rozlegle. Proszę prze­czy­tać jeszcze raz. Odpo­wiedź na Pańskie pytanie jest tam zawarta.

      I uwaga na koniec. Z uporem, pomimo nara­sta­ją­cego protestu, posta­no­wi­łem nadal tytu­ło­wać Pana „Panem” w nadziei, że „załapie” Pan, iż jeżeli ktoś używa zwrotów grzecz­no­ścio­wych, etykieta nakazuje się dosto­so­wać. To nie­ustanne „tykanie” jeszcze bym pewnie zniósł, gdybym czuł, że rzuca Pan we mnie naprawdę rze­czo­wymi argu­men­tami, przy czym poza kilkoma chlub­nymi wyjąt­kami (w szcze­gól­no­ści wzmianka o Chinach, którą wziąłem sobie do serca) albo Pan nie czyta ze zro­zu­mie­niem, albo uchyla się od odpo­wie­dzi, albo spro­wa­dza temat na prze­dziwne ścieżki. Powiem szczerze, że zmęczyła mnie dyskusja z Panem (a naprawdę rzadko mi się to zdarza) i liczę na jej rychłe zakoń­cze­nie (zapewne nie kon­klu­zją). Ze swojej strony polecę tylko, żeby z cie­ka­wo­ści, do poduszki prze­czy­tał kiedyś jakąś publi­ka­cję jak wygląda pra­wi­cowa kon­cep­cja państwa. Choćby po to, żeby się utwier­dzić, że te roz­wią­za­nia nie są dla Pana.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “Udo­wad­niam Panu, że wycho­dze­nie z ubóstwa to przede wszyst­kim zapew­nie­nie sobie solid­nych podstaw u fun­da­men­tów piramidy potrzeb Maslowa, a jako kontr­ar­gu­ment (?) czytam „normalne życie spo­łecz­no­ści” albo „peł­no­war­to­ściowe życie”.” Po pierwsze — powta­rza­nie czegoś w kółko to nie jest udo­wad­nia­nie. Po drugie — “normalne życie spo­łeczne” i “peł­no­war­to­ściowe życie” to frag­menty z defi­ni­cji, którą ty sam przy­wo­ła­łeś. Bądźże kon­se­kwentny…

      “To są kwestie ściśle subiek­tywne i indy­wi­du­alne, co to ma w ogóle do rzeczy?” Ano to, że defi­niu­jesz biedę na swój KPNowski sposób.

      “Swoją drogą, pomi­nię­cie wie­lo­krop­kiem naj­waż­niej­szych kwestii w zdaniu „[…]w szcze­gól­no­ści w zakresie jedzenia, schro­nie­nia, ubrania, trans­portu oraz pod­sta­wo­wych potrzeb kul­tu­ral­nych i spo­łecz­nych.„ jest bardzo wymowne.” Pomi­ną­łem początek tego frag­mentu ponieważ obaj się z nim zgadzamy. Różnica w tej kwestii między KPN a resztą spo­łe­czeń­stwa jest taka, że my idziemy do przodu — nasze stan­dardy rosną — a wy chcie­li­by­ście cofnąć się (gdzie tam “się”, wszyst­kich wokół!) do począt­ków cywi­li­za­cji.

      “odsyłam do pierw­szego lepszego pod­ręcz­nika tłu­ma­czą­cego podstawy ekonomii (dział o popycie i podaży)” Poproszę tytuł pod­ręcz­nika ekonomii, w którym jest napisane, że przy wzroście wyna­gro­dzeń ceny spadają. Albo cho­ciażby, że wzrost płac nie powoduje wzrostu cen.
      Ciekaw jestem czy ty naprawdę nie potra­fisz czytać ze zro­zu­mie­niem (zakładam, że czytałeś ten/jakikolwiek pod­ręcz­nik o pod­sta­wach ekonomii), czy świa­do­mie kłamiesz byle tylko uza­sad­nić swoje marzenia?

      “Fatalny przykład, fatalny.” Eehhh…

      “Rów­no­waga Nasha – rozumiem, że mowa tutaj o znanych i (nie)lubianych zagryw­kach typu zmowy cenowe itd.?” Nie, nie o tym mowa! Czy ty możesz poczytać coś innego niż program KPNu? Wiem, że można czuć pewną trwogę przed teorią nagro­dzoną noblem, ale przy­naj­mniej spróbuj się z nią zapoznać.

      “Inne przy­kłady – Gurgaon (Indie)” Żądając przy­kła­dów gospo­da­rek à la KPN chodziło mi o państwa lub cho­ciażby kraje (oddzielne gospo­darki), a nie o jakieś poje­dyn­cze miasta lub okręgi gospo­dar­cze. Skup się przez chwilę — jeśli model z Gurgaon jest naprawdę taki super, to dlaczego nie obo­wią­zuje w całych Indiach? Przy­pad­kiem nie dlatego, że Gurgaon może się rozwijać w taki sposób tylko dzięki temu, że okolica jest (uprasz­cza­jąc) uboga?
      “Inne przy­kłady – XIX-wieczna Anglia” To jest cel do którego chcecie dążyć? Grupa prze­my­słow­ców i całe rzesze biedoty żyjącej w warun­kach gorszych niż slumsy w Rio? Poza tym — boom w XIX-wiecznej Anglii spo­wo­do­wany był wyna­le­zie­niem maszyny parowej, a nie opu­bli­ko­wa­niem “Bogactwa narodów”.
      Słu­cha­jąc Mikkego można z dużą dozą praw­do­po­do­bień­stwa przy­pusz­czać, że czytał on “Badania nad naturą i przy­czy­nami bogactwa narodów” (lub przy­naj­mniej jakieś jej opra­co­wa­nie), bo przecież gros “jego” pomysłów odnośnie gospo­darki tak naprawdę nie jest jego tylko Smitha; ale jed­no­cze­śnie można przy­pusz­czać, że nie czytał on (lub czytał, ale wyparł to) wcze­śniej­szą “Teorię uczuć moral­nych”. Do “dzieci KPNu” nie dociera, że te dwie książki (a w zasadzie wszyst­kie książki Smitha) tworzą całość i rze­czy­wi­stość przez nie “pro­po­no­wana” ma sens tylko jeśli zasto­suje się porady z nich wszyst­kich.
      “Inne przy­kłady – Lich­ten­stein” Dajesz raj podat­kowy jako przykład państwa z dużą wol­no­ścią gospo­dar­czą? Czy ty w ogóle masz jakie­kol­wiek pojęcie o makro­eko­no­mii?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “Na rynku pry­wat­nym ubez­pie­cze­nie „od wszyst­kiego, zawsze i wszędzie” nigdy nie powsta­nie, bo musia­łoby kosz­to­wać KROCIE.” Czyli w świecie KPNu przy­padki rzadkie czy wyjąt­kowo trudne byłby z góry skazane na (sam już nie wiem czy tylko przy­sło­wiowy) odstrzał?

      “Teraz mamy takie ubez­pie­cze­nie, tylko z małą adno­ta­cją na dole „no chyba, że się nie da – wtedy trzeba czekać dowolnie ustalaną, płynną ilość czasu na ewen­tu­alne, nie gwa­ran­to­wane leczenie”.” A to w świecie KPNu byłoby “jak się nie da to się da”?

      “Wstawka o tym, że im więcej ludzi się na coś zrzuca, tym jest to tańsze dla kilku jed­no­stek korzy­sta­ją­cych, jest oczy­wi­ście praw­dziwe, ale u podstaw kom­plet­nie nie­mo­ralne.” Dla “kilku jed­no­stek”? Chyba za bardzo odpły­wasz…

      “Co więcej – wspomina Pan o opła­cal­no­ści takiego roz­wią­za­nia. DLA KOGO, należy zapytać.” Dla spo­łe­czeń­stwa jako ogółu; przecież pisałem.

      “Dla bene­fi­cjen­tów – a tych jest znacznie mniej niż pła­cą­cych.” Zdajesz sobie sprawę, że nie piszesz prawdy czy robisz to bez­wied­nie zaśle­piony KPNem? W 2012 r. ze świad­czeń finan­so­wa­nych przez NFZ sko­rzy­stało 31 685 651 osób — ile według KPNu żyje w Polsce osób skoro to jest dla ciebie (was?) mniej­szość?

      “Przy państwie minimum i wol­no­ryn­ko­wych zało­że­niach leżących u podstaw służby zdrowia, na opiekę stać wszyst­kich, którzy NIE są leniwi” To ubez­pie­cze­nie za 50–100 zł, które jak zało­ży­łeś więk­szość z nas by wykupiła, star­czy­łoby na zapew­nie­nie opieki? Kolejne odważne zało­że­nie, zwa­żyw­szy na fakt, że w 2012 r. leczenie jednego pacjenta kosz­to­wało średnio 1 585,04 zł (i to bez ratow­nic­twa medycz­nego, szpi­tal­nych oddzia­łów ratun­ko­wych, izby przyjęć oraz trans­portu sani­tar­nego).

      “Masowa przy­mu­sowa edukacja prowadzi do masowego anal­fa­be­ty­zmu wtórnego, zda­wal­no­ści matur woła­ją­cych o pomstę do nieba, kom­plet­nej dewa­lu­acji wartości dyplomu uczelni, nie­do­sto­so­wa­nia siły roboczej do warunków ryn­ko­wych i przede wszyst­kim MILIARDÓW godzin i pie­nię­dzy (nauczy­cieli, dzieci) zmar­no­wa­nych na naukę rzeczy, które nie wszyst­kim dzieciom się przydają.” No OK, a teraz czekam na dowody, że wymie­nione przez ciebie pato­lo­gie są powo­do­wane właśnie przez “masową przy­mu­sową edukację”.

      “pod­wa­żamy źródła na pod­sta­wie… czego? I to na blogu naukowym? Faux pas…” Na pod­sta­wie raportu spo­rzą­dzo­nego przez Poznań­skie Centrum Praw Czło­wieka Insty­tutu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk na zlecenie Mini­ster­stwa Spraw Wewnętrz­nych i Admi­ni­stra­cji — https://www.msw.gov.pl/download.php?s=1&id=4589
      Takie trochę faux pas z tym faux pas 🙂

      “kto­kol­wiek powie (i dowie­dzie), że system, w którym żyjemy, GENERUJE problemy, z którymi się potykamy, „pro­stacko” patrzy na świat.” Pro­stac­two waszego patrze­nia na świat nie polega na tym, że zauwa­ża­cie problemy gene­ro­wane przez obecnie obo­wią­zu­jące roz­wią­za­nia (bo chyba każdy je widzi), ale na pro­po­no­wa­nych przez was “prostych” i “oczy­wi­stych” roz­wią­za­niach.

      “Z uporem, pomimo nara­sta­ją­cego protestu, posta­no­wi­łem nadal tytu­ło­wać Pana „Panem” w nadziei, że „załapie” Pan, iż jeżeli ktoś używa zwrotów grzecz­no­ścio­wych, etykieta nakazuje się dosto­so­wać.” Podpisz się imieniem i nazwi­skiem, to może będę się do ciebie zwracać per “Pan”. Do ksywek inter­ne­to­wych stosuję zasady nety­kiety, a ta w żaden sposób nie piętnuje zwra­ca­nia się per “ty”.

      “Ze swojej strony polecę tylko, żeby z cie­ka­wo­ści, do poduszki prze­czy­tał kiedyś jakąś publi­ka­cję jak wygląda pra­wi­cowa kon­cep­cja państwa.” Bardzo chętnie! Jak tylko skończę czytać ten pod­ręcz­nik od podstaw ekonomii, na który się powo­łu­jesz…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      A miałem już sobie dać spokój… dobrze, widać ta dyskusja jest skazana na wieczne życie. Uprze­dzam jednak, że jeżeli od następ­nej odpo­wie­dzi nie zacznie mnie Pan tytu­ło­wać zwrotem grzecz­no­ścio­wym, dyskusję jed­no­stron­nie zamknę rzutując kulturę osobistą na zakres Pańskiej wiedzy. Zakładam, że do obcych ludzi, zanim pozna ich Pan z imienia i nazwiska, też się zwraca per „ty”?

      1. W odnie­sie­niu do ubóstwa – rzucił Pan okiem na tą piramidę potrzeb? Nie bardzo? Niech Pan tam umiej­scowi te potrzeby kul­tu­ralne, a znaj­dziemy kon­sen­sus. KNP chce dać ludziom moż­li­wość łatwiej­szego zdo­by­wa­nia środków do życia z czego w dalszej kolej­no­ści płynie moż­li­wość zaspo­ka­ja­nia potrzeb kul­tu­ral­nych i spo­łecz­nych.

      2. „Wy” idziecie do przodu, „Wasze” stan­dardy rosną – prze­pra­szam, jakie stan­dardy? Ubóstwo w Polsce nie­ustan­nie rośnie – tak jego rozmiar, jak i głę­bo­kość. I to NIE dlatego, że ludzie za rzadko wychodzą do teatru albo na spo­tka­nia towa­rzy­skie. Ludzie przede wszyst­kim NIE MAJĄ PIENIĘDZY. I znowuż – byłoby miło, gdyby się Pan jed­no­znacz­nie usto­sun­ko­wał do tej kwestii – nędzę można zwalczać na dwa sposoby: przy­mu­sowo redy­stry­bu­ując dochody wewnątrz spo­łe­czeń­stwa (taki Robin Hood), albo… nie. Bieda ma natu­ralną skłon­ność do zmniej­sza­nia swoich roz­mia­rów, kiedy ludziom stwarza się nie­skrę­po­wane warunki do boga­ce­nia się. Czekam na odpo­wiedź.

      3. Kon­ku­ren­cja prowadzi do obni­że­nia cen

      Patrzy Pan na problem z absur­dal­nego punktu widzenia. Wytłu­ma­czę raz jeszcze, krok po kroku.

      a) Przy obni­że­niu podatków i wsze­la­kich przy­mu­so­wych danin, roz­bież­ność między kosztem zatrud­nie­nia pra­cow­nika a wypłatą netto tegoż jest niemal zerowa, tak czy nie?
      b) Pójdę Panu na rękę i założę, że pra­co­dawca bierze do kieszeni całą różnicę. Bardzo niskie podatki przy­cią­gają inwe­sto­rów, akty­wi­zują dotych­czas waha­ją­cych się przy­szłych przed­się­bior­ców, jed­no­cze­śnie obniżają koszty wytwa­rza­nia dóbr i usług ze względu na dużo niższe koszty pracy, tak czy nie?
      c) Rośnie podaż towarów i usług na rynku, a zarazem rośnie popyt na pracę, tak czy nie?
      d) Rośnie średni poziom wyna­gro­dze­nia ze względu na wysoki popyt na pracę i niskie bez­ro­bo­cie, tak czy nie? Jed­no­cze­śnie spadają ceny na rynku ze względu na kon­ku­ren­cję między pod­mio­tami, tak czy nie?

      I to wszystko w ramach tej samej ilości pie­nią­dza, nie ma więc czynnika gene­ru­ją­cego inflację (wręcz prze­ciw­nie).

      „Podstawy mikro- i makro­eko­no­mii”, Bogusław Ślu­sar­czyk, Sta­ni­sław Ślu­sar­czyk, Poli­tech­nika Lubelska, Lublin 2011

      str. 112, Kon­ku­ren­cja w krótkim i długim okresie.

      Za to ja poproszę o jakieś źródło dowo­dzące, że wzrost płac (nie uzna­niowy na skalę całej gospo­darki, a uzyskany poprzez zmniej­sze­nie przy­mu­so­wych danin na rzecz skarbu) prowadzi do wzrostu cen.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      4. Zapo­zna­łem się pobież­nie z Rów­no­wagą Nasha i w odnie­sie­niu do gospo­darki rzucił mi się w oczy ten jej aspekt. Jeżeli chodzi o inny – proszę nakre­ślić. Poza tym, mówimy WŁAŚNIE o pro­gra­mie KNP, więc do niego się odnoszę.

      A’ propos — przy­po­mi­nam, że roz­ma­wiamy o Kon­gre­sie Nowej Prawicy (KNP), a nie Kon­fe­de­ra­cji Polski Nie­pod­le­głej. Proszę używać odpo­wied­niego skrótu.

      5. Przy­kłady gospo­da­rek. Nie­sa­mo­wite… Gurgaon za małe i dlaczego się nie roz­prze­strze­nia (aż dziw bierze, że muszę to mówić – ano dlatego, że kapi­ta­lizm, wolny rynek i państwo minimum działa na rzecz kon­su­men­tów i zwykłych ludzi, ale PRZECIW klasie rzą­dzą­cej. Sami mają się zwolnić z pracy i odebrać sobie władzę?); Anglia – rzesze biedoty i wyna­la­zek maszyny parowej, a jednak jest uznawane za złoty wiek (gdzie biedocie owej warunki popra­wiały się w tempie geo­me­trycz­nym, a maszyna parowa mogła być wyko­rzy­sty­wana wszędzie na świecie – mimo to tylko w kilku miej­scach w tym okresie miał miejsce tak spek­ta­ku­larny rozwój dobro­bytu we wszyst­kich stratach spo­łecz­nych). Poza tym Korona przyjęła arbi­tral­nie pewne libe­ralne zało­że­nia gospo­dar­cze. Nie mam infor­ma­cji (i nie jest to istotne) czy czytali Smitha. Lich­ten­stein – proszę zajrzeć na stronę Heritage Foun­da­tion. Tak, to jest dobry przykład rela­tyw­nie wolnego rynku. I tak, oczekuję ude­rze­nia się w piersi i przy­zna­nia do błędu oraz prze­pro­sin za zarzut nie­zna­jo­mo­ści makro­eko­no­mii.

      6. Ubez­pie­cze­nie od wszyst­kiego – w świecie KNP ludzie, którym trafia się nie­zwy­kle rzadka choroba, mogą wybierać. Zadłużyć się u rodziny, wziąć kredyt pod zastaw, zwrócić się do orga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nych, a skoro są wolni, mogą też zade­cy­do­wać o ode­bra­niu sobie życia, jeżeli taka ich wola (tak, każdy człowiek ma prawo o decy­do­wa­niu o swoim życiu). Przy­po­mi­nam, że w ramach wolnego rynku o wiele łatwiej jest oszczę­dzać fundusze na czarną godzinę – w końcu mamy dodat­kowe pół roku pracy, za które kasa ląduje nam w kieszeni, a nie w prze­past­nym skarbie państwa.

      7. Kilka quasi-prze­śmiew­czych wstawek opuszczę wymownym mil­cze­niem. Odnio­słem wrażenie, że biorę udział w poważnej dyskusji?

      8. Bene­fi­cjenci NFZ – a ilu zostało ode­sła­nych z kwitkiem? Ilu ludzi poszło do lekarza, bo się ska­le­czyło w palec i „poszli na wszelki wypadek, bo i tak jest za darmo”? Ilu ludzi sko­rzy­stało z pry­wat­nego lecz­nic­twa, bo „na Kasę Chorych to se mogę co najwyżej krew zbadać”?

      9. Koszt lecz­nic­twa jednego pacjenta to 1585,04 zł. W publicz­nych pla­ców­kach? To argument na moją, czy Pańską korzyść?

      10. Masowa edukacja. Dowód: W latach 1960–1980 wydatki w prze­li­cze­niu na jednego ucznia szkół pod­sta­wo­wych i średnich w USA podwoiły się (uwzględ­nia­jąc inflację), a licząc od 1930 roku wzrosły pię­cio­krot­nie, przy czym poziom naucza­nia dra­stycz­nie spadł. Zapra­szam do lektury Milton Friedman, „Tyrania Statusu Quo” (w temacie strony 179–180), Laurence W. Reed „W obronie Wolności”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      11. Pod­wa­ża­nie „Opcji na prawo”. Po pierwsze, mam przy­po­mnieć jak Pan próbował podważyć zasad­ność użycia źródła? „Ty nato­miast arbi­tral­nie uważasz inaczej na pod­sta­wie urojeń i zmyśleń wziętych z sufitu publi­ko­wa­nych przez bliżej nie­okre­ślo­nego jego­mo­ścia w pisemku uważanym za rasi­stow­skie, kse­no­fo­biczne i anty­se­mic­kie”. To tak się podważa źródła? Na pod­sta­wie świa­to­po­glądu autora dys­kre­dy­tuje się podawane przezeń dane? I to nie jest faux pas?
      Swoją drogą, czytał Pan przy­to­czone w tym Spisie Ksiąg Zaka­za­nych frag­menty z różnych cza­so­pism? Naprawdę WSZYSTKIE jeżą Panu włos na głowie (niektóre sam uważam za nie­smaczne, ale abso­lut­nie nie wszyst­kie)? Wzmianka o obronie przed nie­kon­tro­lo­wa­nym przy­pły­wem imi­gran­tów nie chcących się asy­mi­lo­wać? A już naj­bar­dziej prze­wrot­nie sko­men­to­wano wypo­wiedź Sta­ni­sława Michal­kie­wi­cza z grudnia 2007. Zwrócił uwagę, że Polska została przy­łą­czona do Unii (Anschluss), tym samym pozba­wiona suwe­ren­no­ści, za co autorzy obrażają się mówiąc, że porów­nuje się dzia­ła­nia Brukseli do działań hitle­row­skich Niemiec. Nie zadając sobie trudu prze­ana­li­zo­wa­nia tej analogii – może by jeszcze doszli do nie­bez­piecz­nych, rasi­stow­skich, anty­se­mic­kich, kse­no­fo­bicz­nych wniosków.

      12. Prostota i oczy­wi­stość roz­wią­zań. Proszę zauważyć, że na każdym kroku wmawia się nam, że czyha jakieś nie­bez­pie­czeń­stwo, że nie pora­dzimy sobie bez różnych insty­tu­cji. W porów­na­niu do prze­ko­na­nia, że żyjemy w dżungli, a życie jest śmier­tel­nie nie­bez­pieczne bez kojącego dotyku szorst­kich dłoni rządu, pro­po­no­wane zmiany fak­tycz­nie się wydają „pro­stac­kie”. Może to dla odmiany niech Pan dowie­dzie, że jest inaczej?

      Ciekawym jest to, że, jak zauważył Lawrence W. Reed, od obrońców wolnego rynku oczekuje się gwa­ran­cji i per­fek­cji, podczas gdy rządowi wystar­czy, że poczyni obiet­nice i wykaże dobre intencje. Sceptycy żądają dowodów, dowodów i jeszcze raz dowodów, że pro­po­no­wany, nowy (choć nie nowy!) porządek rzeczy jest idealny i nie­ska­zi­telny pod żadnym względem (nie ma takich!), nato­miast ist­nie­jący system to „zło, które znamy” i do jego obrony wystar­czy fakt, że jest i że się w nim uro­dzi­li­śmy (a, no i można go naprawić). Nie postrze­gają, że problem tkwi w orga­ni­za­cji (zało­że­niach) całego systemu, a nie w przed­sta­wi­cie­lach zasia­da­ją­cych na odpo­wied­nich fotelach. Zapo­mi­nają o eks­pe­ry­men­cie Zimbardo dowo­dzą­cego, że to przy­pi­sane role defi­niują zacho­wa­nia na danym sta­no­wi­sku, że to sam system generuje wypa­cze­nia. Zacytuję tutaj Roberta Nozicka: „uspra­wie­dli­wione jest pewnego rodzaju państwo mini­malne, ogra­ni­czone do wąskich funkcji ochrony przeciw gwałtowi, kra­dzieży, oszustwu, narzu­ca­niu zobo­wią­zań itd. Jakie­kol­wiek bardziej roz­bu­do­wane państwo MUSI naruszać prawa jed­no­stek do nie­zmu­sza­nia ich do pewnych rzeczy i jest nie­uspra­wie­dli­wione.” Dla mnie naj­waż­niej­szą war­to­ścią jest wolność jed­nostki do decy­do­wa­nia o sobie i posza­no­wa­nie praw swoich i innych do wolności, wła­sno­ści pry­wat­nej i równości wobec prawa. Rozumiem, że dla innych wolność jed­nostki może być czymś mniej ważnym – ale pamię­tajmy, że w wolnym kraju, ludzie, którym pasuje obecny system, mogą w takim systemie dobro­wol­nie uczest­ni­czyć, tyle że sta­no­wio­nym przez prywatne firmy (tak, swo­bod­nie znajdzie Pan ubez­pie­czy­ciela, który da Panu taką polisę zdro­wotną, z takim zakresem usług i (nie)efektywnością wyko­na­nia jak teraz daje Panu państwo, za tak samo duże pie­nią­dze, tak samo drogą straż pożarną, kiepską edukację, zwal­cza­nie biedy etc etc.). Różnica między systemem pro­po­no­wa­nym między innymi przez KNP a obecnym jest taka, że w pierw­szym wypadku wszyscy mają wybór.

      Na koniec zre­wi­duję swoje posta­no­wie­nie z pierw­szego akapitu tej wypo­wie­dzi. Nie mam zamiaru kon­ty­nu­owa­nia dyskusji z indy­wi­duum, które nie wykazuje minimum kultury czy szacunku do dys­ku­tanta. Uwła­cza­jące jest upra­sza­nie się o bycie trak­to­wa­nym z odrobiną szacunku, którą sam oferuję. Prze­wi­duję, że odtrąbi Pan zwy­cię­stwo, i nawet jestem w stanie przyznać Panu rację – w tak pro­wa­dzo­nej dyskusji w więk­szo­ści przy­pad­ków Pan zwycięży. Gra­tu­luję.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “Uprze­dzam jednak, że jeżeli od następ­nej odpo­wie­dzi nie zacznie mnie Pan tytu­ło­wać zwrotem grzecz­no­ścio­wym, dyskusję jed­no­stron­nie zamknę rzutując kulturę osobistą na zakres Pańskiej wiedzy.” LOL! Tupniesz nóżką i sobie pój­dziesz?

      “Zakładam, że do obcych ludzi, zanim pozna ich Pan z imienia i nazwiska, też się zwraca per „ty”?” Masz problemy ze zro­zu­mie­niem wielu rzeczy, ale żeby etykiety od nety­kiety nie być w stanie roz­róż­nić…

      “rzucił Pan okiem na tą piramidę potrzeb?” Chłopcze, piramidę Maslowa to ja kil­ka­na­ście lat temu prze­ra­bia­łem

      “KNP chce dać ludziom moż­li­wość łatwiej­szego zdo­by­wa­nia środków do życia z czego w dalszej kolej­no­ści płynie moż­li­wość zaspo­ka­ja­nia potrzeb kul­tu­ral­nych i spo­łecz­nych.” OK, czyli KNP chce dać moż­li­wość nie­umie­ra­nia z głodu (łaskawcy); ale ja pytam o pomoc z wycho­dze­nia z ubóstwa i prze­ciw­dzia­ła­nie wyklu­cze­niu.

      “Ubóstwo w Polsce nie­ustan­nie rośnie – tak jego rozmiar, jak i głę­bo­kość.” Sam zmyślasz takie teksty czy bez­myśl­nie prze­pi­su­jesz jakieś KNPow­skie gotowce?
      http://stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/WZ_ubostwo_w_polsce_2013.pdf
      http://orka.sejm.gov.pl/WydBAS.nsf/0/1DED9DD7FFC3672EC12579AE0045CDAF/$file/Infos_118.pdf
      Nie ma za co.

      “Bieda ma natu­ralną skłon­ność do zmniej­sza­nia swoich roz­mia­rów, kiedy ludziom stwarza się nie­skrę­po­wane warunki do boga­ce­nia się.” Przecież nigdzie nie napi­sa­łem inaczej. Choć chyba wyznawcy KNP mają coś innego niż reszta spo­łecz­no­ści na myśli pisząc o “nie­skrę­po­wa­nych warun­kach”.

      “Kon­ku­ren­cja prowadzi do obni­że­nia cen” Prze­waż­nie tak, ale przecież nie o tym dys­ku­to­wa­li­śmy w tym frag­men­cie. Napi­sa­łeś, że wzrost płac spo­wo­duje spadek cen, a teraz pró­bu­jesz zmienić temat.

      “Za to ja poproszę o jakieś źródło dowo­dzące, że wzrost płac (nie uzna­niowy na skalę całej gospo­darki, a uzyskany poprzez zmniej­sze­nie przy­mu­so­wych danin na rzecz skarbu) prowadzi do wzrostu cen.” 1 lipca 2007 obniżono w Polsce składkę rentową o 3 pkt. % — inflacja liczona rok do roku począt­kowo spadła z 2,3 % do 1,5 % w sierpniu (zaczęła spadać jeszcze przed obniżką składki) ale później z miesiąca na miesiąc rosła aż do 4,8 % w lipcu 2008. 1 lutego 2012 składka rentowa wzrosła do 8 % — inflacja z lutowych 4,3 % po fluk­tu­acjach spadła do 3,8 % w sierpniu i wrześniu, a następ­nie pikowała do jedynie 0,2 % w czerwcu.

      “A’ propos — przy­po­mi­nam, że roz­ma­wiamy o Kon­gre­sie Nowej Prawicy (KNP), a nie Kon­fe­de­ra­cji Polski Nie­pod­le­głej. Proszę używać odpo­wied­niego skrótu.” Sorry.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “Gurgaon za małe i dlaczego się nie roz­prze­strze­nia (aż dziw bierze, że muszę to mówić – ano dlatego, że kapi­ta­lizm, wolny rynek i państwo minimum działa na rzecz kon­su­men­tów i zwykłych ludzi, ale PRZECIW klasie rzą­dzą­cej. Sami mają się zwolnić z pracy i odebrać sobie władzę?” Więc dlaczego ta klasa rządząca pozwo­liła na taki model w Gurgaon?
      Swoją drogą — podział na “nas — zwykłych ludzi” i “nich — rzą­dzą­cych” jest symp­to­ma­tyczny dla sfru­stro­wa­nych grup spo­łecz­nych.
      “Anglia – rzesze biedoty i wyna­la­zek maszyny parowej, a jednak jest uznawane za złoty wiek” Dzięki maszynie parowej! Przez setki lat “panowie na wło­ściach” mieli cał­ko­witą “wolność gospo­dar­czą” na swoich terenach, ale rozwój nabrał tępa dopiero po upo­wszech­nie­niu maszyny parowej.
      “Lich­ten­stein – proszę zajrzeć na stronę Heritage Foun­da­tion. Tak, to jest dobry przykład rela­tyw­nie wolnego rynku. I tak, oczekuję ude­rze­nia się w piersi i przy­zna­nia do błędu oraz prze­pro­sin za zarzut nie­zna­jo­mo­ści makro­eko­no­mii.” Przy­znaję się do błędu — mój błąd polegał na tym, że wyra­zi­łem się niezbyt pre­cy­zyj­nie w dyskusji z dyle­tan­tem. Napisz mi jakie znasz firmy z tego (czemu nie przeczę) wolnego gospo­dar­czo Lich­ten­ste­inu? Ale nie firmy córki/krzaki założone tylko po to by “opty­ma­li­zo­wać podatki” firm z innych państw, ale praw­dziwe przed­się­bior­stwa. Siła rajów podat­ko­wych lub, mówiąc bardziej wprost, krajów sto­su­ją­cych szko­dliwą kon­ku­ren­cję podat­kową nie wynika z tego, że obo­wią­zu­jące w nich przepisy są obiek­tyw­nie lepsze ale z tego, że umoż­li­wiają ucieczkę przed fiskusem firmom zara­bia­ją­cym w “nor­mal­nych” krajach.

      Nie przeczę, że istnieją kraje bardziej i mniej wol­no­ryn­kowe; uważam, że kraje z większą wol­no­ścią gospo­dar­czą lepiej na tym wychodzą niż te z mniejszą — ale sposób twojej (waszej) argu­men­ta­cji i używane przy­kłady świadczą o tym, że nie macie pojęcia o czym tak naprawdę mówicie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “Przy­po­mi­nam, że w ramach wolnego rynku o wiele łatwiej jest oszczę­dzać fundusze na czarną godzinę” A ja przy­po­mi­nam, że jest to tylko KNPow­skie bajanie.

      “Bene­fi­cjenci NFZ – a ilu zostało ode­sła­nych z kwitkiem? Ilu ludzi poszło do lekarza, bo się ska­le­czyło w palec i „poszli na wszelki wypadek, bo i tak jest za darmo”? Ilu ludzi sko­rzy­stało z pry­wat­nego lecz­nic­twa, bo „na Kasę Chorych to se mogę co najwyżej krew zbadać”?” No nie wiem. Ilu?

      “Koszt lecz­nic­twa jednego pacjenta to 1585,04 zł. W publicz­nych pla­ców­kach? To argument na moją, czy Pańską korzyść?” Odpo­wiedz na pytanie zadane przeze mnie w poprzed­nim poście, to się prze­ko­nasz.

      “W latach 1960–1980 wydatki w prze­li­cze­niu na jednego ucznia szkół pod­sta­wo­wych i średnich w USA podwoiły się (uwzględ­nia­jąc inflację), a licząc od 1930 roku wzrosły pię­cio­krot­nie, przy czym poziom naucza­nia dra­stycz­nie spadł.” Dalej czekam na dowód, że “do masowego anal­fa­be­ty­zmu wtórnego, zda­wal­no­ści matur woła­ją­cych o pomstę do nieba, kom­plet­nej dewa­lu­acji wartości dyplomu uczelni, nie­do­sto­so­wa­nia siły roboczej do warunków ryn­ko­wych i przede wszyst­kim MILIARDÓW godzin i pie­nię­dzy (nauczy­cieli, dzieci) zmar­no­wa­nych na naukę rzeczy, które nie wszyst­kim dzieciom się przydają” prowadzi masowa edukacja.

      “To tak się podważa źródła? Na pod­sta­wie świa­to­po­glądu autora dys­kre­dy­tuje się podawane przezeń dane?” Ja nie dys­kre­dy­to­wa­łem Stefana Sękow­skiego i jego wyssa­nych z palca danych, tylko ciebie jako osobę powo­łu­jącą się nie na roczniki czy ofi­cjalne dane sta­ty­styczne ale na bez­źró­dłowe urojenia publi­ko­wane w zaan­ga­żo­wa­nym ide­olo­gicz­nie piśmie.

      “Ciekawym jest to, że, jak zauważył Lawrence W. Reed (…)” Wzru­szy­łem się czytając ten akapit. W wielu kwe­stiach doty­czą­cych gospo­darki mam podobne albo nawet takie samo podej­ście jak zwo­len­nicy KNP ale wasze pro­sto­duszne podej­ście do rze­czy­wi­sto­ści nie­zmien­nie mnie roz­c­kli­wia — podobnie jak pomysły skraj­nych socja­li­stów, z którymi również podzie­lam część poglądów.

      “Nie mam zamiaru kon­ty­nu­owa­nia dyskusji z indy­wi­duum, które nie wykazuje minimum kultury czy szacunku do dys­ku­tanta.” Czy w którymś miejscu cię obra­zi­łem? Nazwałem cię jakimś nie­przy­jem­nym okre­śle­niem — np.. “indy­wi­duum”? Naśmie­wam się i piętnuję twoje infan­tylne poglądy ale bez­po­śred­nio do ciebie się chyba nie odno­si­łem.
      Na szacunek trzeba sobie zasłużyć — na przykład pod­pi­su­jąc się z imienia i nazwiska pod gło­szo­nymi przez siebie poglą­dami (ale jeśli będziesz pisał głupoty, to nawet to nie wystar­czy).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

    P.S. Zapo­mnia­łem wyjaśnić sprawy z naro­do­wo­ścią kapitału, bo w tym aspekcie też ma Pan wąt­pli­wo­ści, mówiąc deli­kat­nie. Darując sobie uszczy­pli­wo­ści, na które mnie również stać — motorem napę­do­wym pry­wat­nych przed­się­bior­ców (a tylko takim zezwo­lono by na wykup np. gruntów) jest chęć zysku i jest im to obojętne czy zysk ten pochodzi z Etiopii czy z Azer­bej­dżanu. Inwe­stuje się pie­nią­dze tam, gdzie się to opłaca, zatem również i w Polsce, jeżeli opła­cal­nym byłoby inwe­sto­wa­nie np. w polskie auto­strady. A jeżeli są chętni do korzy­sta­nia z nich, to oznacza, że opłaca się to obydwu stronom — w tym Polakom.
    Nie rozumiem obu­rze­nia moim stwier­dze­niem, a już tym bardziej posą­dze­nie mnie o infan­tyl­ność. Musi mi Pan to wyłuskać, być może czegoś nie dostrze­gam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://tabletoid.pl/ Marcin

    No i Kor­wi­ni­sci weszli do Par­la­mentu Euro­pej­skiego. Może to i dobrze, bo mam wrażenie, że jak pokażą na co ich stać, to poparcie im nieco spadnie (a część wyborców poleci do kolejnej skraj­no­ści, która “objawia” prawdę na temat rządu, Europy i świata). Poza tym, cieszę się, że komuś chce się zaglądać do pro­gra­mów (i jeszcze pisać stresz­cze­nia), a nie tylko bazować na haseł­kach rzu­ca­nych przez naj­gło­sniej­szych poli­ty­ków. Inna sprawa, że same programy nie zawsze są bardzo roz­wi­ja­jącą lekturą…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0