Penetrując terytorium upadłej Rzeszy, zwycięscy alianci  natknęli się na plany i prototypy, obok których nie mogli przejść obojętnie. Niemieckie pociski V2 potrafiące przenieść tonę ładunku na odległość kilkuset kilometrów, oznaczały zmianę zasad gry. Zarówno Amerykanie jak i Rosjanie wiedzieli, że trafili na zręby technologii, która już wkrótce zapoczątkuje jeden z najważniejszych wyścigów w dziejach nauki. 

Poniżej przed­sta­wiam kilka inte­re­su­ją­cych faktów na temat pierw­szej rundy tej wie­ko­pom­nej walki. A spoj­rzymy na nią od strony nie­kwe­stio­no­wa­nego zwy­cięzcy, ojca radziec­kiej kosmo­nau­tyki – Sergieja Paw­ło­wi­cza Korolowa.

1. Marzenia o sowieckiej potędze rakietowej

Wszyscy wiedzą, że czołowi politycy ZSRR począt­kowo nie prze­ja­wiali entu­zja­zmu wobec wyda­wa­nia kolo­sal­nych sum na “nie­przy­datną kupę złomu”, jaką jawił się pierwszy sztuczny satelita. Ekipy badawcze mogły jednak liczyć na bez­wa­run­kowe poparcie partii, w sprawie rozwoju samej tech­no­lo­gii rakie­to­wej. Następca Stalina, Nikita Chrusz­czow, pokładał wielkie nadzieje w pro­jek­cie pocisku bali­stycz­nego R-7, do tego stopnia, że gotów był zmienić prio­ry­tety rozwoju armii. Nowe rakiety miały w nie­da­le­kiej przy­szło­ści stanowić pierwszą linię defen­sywy Kraju Rad. Rzecz jasna, potrzeby finan­sowe tak eks­tra­wa­ganc­kiego przed­się­wzię­cia nie miały końca, co spo­wo­do­wało uszczu­ple­nie budżetów innych działów mini­ster­stwa obrony. Szcze­gól­nie ucier­piała radziecka flota i lot­nic­two, pozba­wione obie­ca­nych wcze­śniej krą­żow­ni­ków i bom­bow­ców. Decyzje te wzbu­dzały niemałe kon­tro­wer­sje, zwłasz­cza wśród wta­jem­ni­czo­nych oficerów, zda­ją­cych sobie sprawę, iż nowa broń jeszcze przez długie dekady nie będzie efek­tyw­nym środkiem obrony ani ataku. Znacznie cen­niej­szy wydawał się walor pro­pa­gan­dowy ambit­nego programu.

2. Skryty Bajkonur

Wielki projekt wiązał się z wielkimi przed­się­wzię­ciami. W roku 1955 Rosjanie roz­po­częli budowę kom­pleksu badaw­czego w Tiuratam w Kazach­sta­nie. Miejsce będące zupełnym pust­ko­wiem idealnie speł­niało warunki bez­pie­czeń­stwa, w głębi lądu, ukryte zarówno przed własnymi oby­wa­te­lami jak i obcym wywiadem. Mniej zachwy­ceni byli robot­nicy, zmuszeni do zno­sze­nia eks­tre­mal­nych tem­pe­ra­tur zimą i latem (od -40 do 40°C). Zgodnie z odgór­nymi wytycz­nymi kosmo­drom działał w cał­ko­wi­tej kon­spi­ra­cji: wszelka kore­spon­den­cja ofi­cjal­nie adre­so­wana była do Moskwy “skrytki pocz­to­wej 300”, nato­miast sama placówka dla dez­in­for­ma­cji przyjęła nazwę innej kazach­skiej wioski – Baj­ko­nuru. Podobnie jak w przy­padku wielu podob­nych pro­jek­tów, jak np. ame­ry­kań­ski Projekt Man­hat­tan, więk­szość pra­cow­ni­ków przez długi czas nie miała pojęcia, nad czym tak naprawdę pracuje.

3. U-2 na tropie

W dzie­wi­czym okresie kosmo­nau­tyki Ame­ry­ka­nie zosta­wali daleko z tyłu za Rosja­nami i dosko­nale zdawali sobie z tego sprawę. Gdy komu­ni­ści udo­sko­na­lali rakietę R-7, ame­ry­kań­ski pocisk Thor dopiero czekał na testy. Nic dziwnego, że Waszyng­ton nie cofał się nawet przed naj­bar­dziej ryzy­kow­nymi zagra­niami, aby tylko zin­fil­tro­wać insta­la­cje i rze­czy­wi­sty poziom zaawan­so­wa­nia prac wroga. Z pomocą przy­szedł nowy model samolotu szpie­gow­skiego U-2. Wypo­sa­żona w potężne skrzydła maszyna CIA miała dokonać obser­wa­cji z eks­tre­mal­nie wyso­kiego pułapu i pozostać nie­zau­wa­żona. Ame­ry­ka­nie doznali jednak kolej­nego szoku, gdy do Pen­ta­gonu trafiła rosyjska nota z żądaniem wyja­śnień na temat misji samolotu, który “wdarł się 320 kilo­me­trów w głąb radziec­kiego tery­to­rium i spędził nad nim godzinę i trzy­dzie­ści dwie minuty”. Okazało się, iż sowiec­kie radary P-30 również prze­bi­jają zachod­nią myśl tech­no­lo­giczną i w zadzi­wia­jąco skru­pu­lat­nie moni­to­ro­wały cały przelot U-2. Mimo to, odbyły się kolejne akcje zwia­dow­cze, bez­czel­nie pene­tru­jące radziecką prze­strzeń powietrzną, co zaowo­co­wało odkry­ciem kom­pleksu Tiuratam w 1957 roku. Zdjęcia z nad Kazach­stanu zatrwo­żyły “impe­ria­li­stów” (ujrzeli pierwszy peł­no­prawny, potężny kosmo­drom), nie­wąt­pli­wie mobi­li­zu­jąc ich do zwięk­szo­nego wysiłku. Dlaczego Chrusz­czow ogra­ni­czył się tylko do dyplo­ma­tycz­nych pro­te­stów? Choć radziec­kie radary bez trudu wykry­wały U-2, Rosjanie nie dys­po­no­wali ówcze­śnie żadną bronią pozwa­la­jącą na ich zestrze­le­nie. Do czego oczy­wi­ście, nikt publicz­nie nie chciał się przyznać.

4. Podmoskiewski Korolow

W roku 1996, w trzy­dzie­stą rocznicę śmierci Sergieja Paw­ło­wi­cza Korolowa, prze­mia­no­wano pod­mo­skiew­ski Kali­nin­grad (nie mylić z tym nad­bał­tyc­kim) na Korolow. Miejsce nie­przy­pad­kowe, bowiem miasto od dzie­się­cio­leci pozo­staje ściśle związane z prze­my­słem kosmicz­nym. Do dziś działa tam m.in. Rakietno-kosmi­cze­skaja kor­po­ra­cyja “Enier­gija”, będąca kon­ty­nu­ato­rem OKB – Głównego Biura Kon­struk­cyj­nego – zarzą­dza­nego niegdyś właśnie przez Korolowa. W miej­sco­wo­ści znajduje się przy­naj­mniej tuzin innych placówek zwią­za­nych z eks­plo­ra­cją kosmosu. Spośród nich należy wyróżnić RKA, czyli rosyj­skie centrum kontroli lotów, pełniące w prze­szło­ści funkcję sterowni stacji MIR, a obecnie Mię­dzy­na­ro­do­wej Stacji Kosmicz­nej ISS.

5. Wewnętrzna rywalizacja

Sergiej Korolow pro­wa­dził nie tylko wyścig z nie­miec­kim adwer­sa­rzem na ame­ry­kań­skich usługach, unter­sturm­füh­re­rem Wernerem von Braunem. W pro­wa­dzo­nym przez niego zespole również gęst­niała atmos­fera współ­za­wod­nic­twa, a jak wiadomo, w Związku Radziec­kim takie prze­py­chanki często kończyły się tra­gicz­nie dla jednej ze stron. Gdy pierwsze testy rakie­towe zawo­dziły, partner Naczel­nego Kon­struk­tora Walentin Głuszko, zrzucał całą winę na aro­gan­cję szefa. Korolow nie pozo­sta­wał mu dłużny, wyty­ka­jąc Głuszce błędy przy pro­jek­to­wa­niu zaworów pali­wo­wych. Dodat­ko­wej pikan­te­rii tej walce nadawały plotki na temat romansu Sergieja Paw­ło­wi­cza ze szwa­gierką Głuszki. Oczy­wi­ście Naczelny Kon­struk­tor wiedział, że odpo­wie­dzial­ność i tak spoczywa głównie na nim i tylko dobre układy z Chrusz­czo­wem chroniły go przed długą wycieczką na Kołymę. Podobno jeden z oficerów bez ogródek stwier­dził, że zamiast marnować alkohol na nieudane rakiety (jako składnik paliwa), lepiej byłoby go poda­ro­wać żoł­nie­rzom Armii Czer­wo­nej. Na szczę­ście dla Kon­struk­tora, po trudnych począt­kach przyszła seria sukcesów. Co ciekawe, Głuszko współ­pra­co­wał z Koro­lo­wem do samego końca, a w przy­szło­ści zajął jego miejsce u sterów Biura Kon­struk­cyj­nego.

6. Amerykańska konsternacja i radziecka duma 

Nauka i komunizm są nierozłączne! Czyż to nie piękne?

Nauka i komunizm są nie­roz­łączne! Czyż to nie piękne?

Udane wystrze­le­nie Sputnika wywołało wstrząs po obu stronach żelaznej kurtyny. Osaczony przez dzien­ni­ka­rzy pre­zy­dent Eisen­ho­wer wymi­ja­jąco tłu­ma­czył, że żaden kosmiczny wyścig nie ma miejsca, a Ame­ry­kań­ski program działa nieco wolniej, ponieważ kon­cen­truje się na celach nauko­wych, nie woj­sko­wych. Opozycję naj­bar­dziej roz­wście­czył jednak lek­ce­wa­żący ton głowy państwa: udało im się [Rosjanom] umieścić w powie­trzu zaledwie jedną małą piłeczkę. Uspo­ka­jano także, że owa “piłeczka” nie ma więk­szego zasto­so­wa­nia bojowego, a Sowieci jak dotąd eks­plo­atują tylko projekty zdobyte podczas okupacji III Rzeszy – co było jawną hipo­kry­zją. Tym­cza­sem w Związku Radziec­kim sukces wyko­rzy­stano w celach pro­pa­gan­do­wych na tyle, na ile to tylko było możliwe. Symbole Sputnika poja­wiały się dosłow­nie wszędzie, w szcze­gólny sposób uświet­nia­jąc czter­dzie­stą rocznicę rewo­lu­cji paź­dzier­ni­ko­wej. W więk­szych miastach poja­wiały się makiety przed­sta­wia­jące Ziemię okrążaną przez satelitę, wydawano oko­licz­no­ściowe znaczki pocztowe oraz przy­szywki, pochodom zaś towa­rzy­szyły trans­pa­renty wychwa­la­jące wygraną nad zachodem. Z butą twier­dzono, iż komunizm przoduje w sferze tech­no­lo­gicz­nej i stawia postęp ponad kapi­ta­li­styczną wygodę i kon­sump­cjo­nizm. Pojawił się nawet pomysł aby nadać z kosmosu Mię­dzy­na­ro­dówkę, który jednak nie spotkał się z aprobatą Chrusz­czowa: Ty i ta Twoja Mię­dzy­na­ro­dówka! Sputnik to nie jakaś cholerna pozy­tywka!

7. Przyjaźń Sekretarza i Konstruktora

Mało kto pamięta, że Nikita Chrusz­czow już kilka lat po objęciu sta­no­wi­ska I Sekre­ta­rza, był o krok od jego utraty. Podczas wyjąt­ko­wego zebrania KC partii latem 1957 niemal wszyscy człon­ko­wie pre­zy­dium poddali go surowej krytyce, po czym for­mal­nie… zdy­mi­sjo­no­wali. Swoją głowę uratował tylko dzięki popraw­nym sto­sun­kom z Żukowem i Sierowem; dopóki miał za sobą Armię Czerwoną i NKWD, dopóty nie musiał obawiać się aresz­to­wa­nia. Po latach polityk sam przyznał, że swoje odro­dze­nie i wzrost popu­lar­no­ści zawdzię­czał m.in. pro­gra­mowi kosmicz­nemu. Ironia losu: Chrusz­czow, który podobnie jak inni dygni­ta­rze, począt­kowo lek­ce­wa­żył marzenia Korolowa, wkrótce roz­to­czył nad nim swoisty mecenat. Po suk­ce­sach R-7 i Sputnika przy­wódca własnym auto­ry­te­tem bronił Naczel­nego Kon­struk­tora przed wszelką krytyką, dbał o jego bez­pie­czeń­stwo oraz zapewnił mu naj­lep­szą opiekę zdro­wotną na jaką było stać państwo. Gdy roz­ło­żony chorobą uczony nie chciał bez­czyn­nie prze­by­wać w szpitalu, Chrusz­czow podobno oso­bi­ście nakazał mu odpo­czy­nek i zapewnił go o pełnym poparciu polit­biura. Życzył mu aby w nie­da­le­kiej przy­szło­ści wyrył godło Związku Radziec­kiego na księ­ży­co­wym globie.
Literatura uzupełniająca:
M. Brzezinski, Wschód Czerwonego Księżyca. Wyścig supermocarstw o dominację w kosmosie, Kraków 2009;
J. Harford, Sergiej Korolow. O krok od zwycięstwa w wyścigu na Księżyc, Warszawa 1997;
Wyścig w kosmos, reż. Ch. Spencer, M. Everest, BBC 2005.
  • fon Brałn

    Poza jedną całkiem ciekawe! Widzę, że Ame­ry­ka­nie nie­spe­cjal­nie się zmienili i kiedyś tak jak dziś są hipo­kry­tami. Sami naru­szają cudze tery­to­rium kiedy tylko mogą jed­no­cze­śnie kry­ty­ku­jąc i poucza­jąc innych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/00058400907677270230 Kamil Bruchal

      I pra­wi­dłowo, to się nazywa impe­ria­lizm 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/14537184683867800909 Prze­my­sław Żybort

    Ciekawy artykuł, może sięgnę po którąś z książek, z których czer­pa­łeś do artykułu, lubię te klimaty.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Do tego można dodać bio­gra­fię Nikity Chrusz­czowa napisaną przez jego syna. Cie­ka­wostka: Sergiej Chrusz­czow jest uczonym zaj­mu­ją­cym się kosmo­nau­tyką.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Będzie następna część?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Być może. Ale nie wiem czy będzie to ciąg dalszy dziejów kosmo­nau­tyki radziec­kiej, czy może spoj­rze­nie na sprawę od strony ame­ry­kań­skiej.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/06812303599828518865 Seba­stian Łuc

    Zaiste Fascy­nu­jące, poczytał bym więcej. Liczę na więcej takich cie­ka­wych wpisów.
    Pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/11677277361773570515 Piotr Gładysz

    Zasta­na­wia­jące, że pomimo tak wyraźnej przewagi ZSRR podczas wyścigu zbrojeń to Ameryka jest przez wielu uznawana za zwy­cięzcę, tylko z powodu pierw­szego lądo­wa­nia na Księżycu.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0