Ostatnio na fanpejdżu jednej z partii politycznych (nie, żadnej z obecnie zasiadających w Sejmie) doszło do wymiany zdań na temat edukacji. Z dumą uradzono, że w demokratycznym państwie rodzice powinni decydować czego uczyć się będą ich pociechy! Cudownie, prawda?

 

Marzyłem, jak zapewne wielu innych Polaków, o ciekawej alter­na­ty­wie wybor­czej. Naj­le­piej o partii uosa­bia­ją­cej poglądy wol­no­ściowe, która rzuci na nasze skromne pań­stewko nieco liber­ta­riań­skiego światła. Gdy już na taką trafiłem, potkną­łem się o rogi diabła tkwią­cego w pro­gra­mo­wych szcze­gó­łach. Postulat – Prze­stań­cie nam mówić czego mają się uczyć nasze dzieci! – choć ładnie brzmi i stanowi logiczne prze­dłu­że­nie innych haseł hoł­du­ją­cych oby­wa­tel­skiej swo­bo­dzie, mocno mnie uwiera.

Wyobra­żam sobie młody, ciekawy świata umysł spro­wa­dzany na manowce psu­edo­nauki niczym potulny prosiak, nie­świa­do­mie popy­chany na rzeź. Myślę o oszo­ło­mach, którzy po obej­rze­niu youtu­bo­wych filmów o płaskiej ziemi i spo­tka­niach z UFO, zmal­tre­tują inte­lek­tu­al­nie swoje łatwo­wierne pociechy. I choć do wraż­li­wych nie należę, obraz obdzie­ra­nia nie­zdol­nego do obrony dziecka z pier­wot­nej cie­ka­wo­ści i racjo­na­li­zmu, wywołuje u mnie gęsią skórkę. 

Jeden z aktyw­nych użyt­kow­ni­ków, wysto­so­wał wobec tych obaw (nie tylko moich), cieszącą się sporym uznaniem odpo­wiedź:

Tyle że to Ty defi­niu­jesz inne systemy jako nie­ra­cjo­nalne, głupie, zabo­bonne etc. Ale skąd wiesz, że to akurat TY masz rację, a nie inni? Ponawiam odwo­ła­nie do kuh­now­skich para­dyg­ma­tów nauko­wych. Podane przez Ciebie wskaź­niki NIE SĄ kry­te­rium obiek­tyw­nym, zatem nie można na ich pod­sta­wie jed­no­znacz­nie ocenić, czy dany system edukacji fak­tycz­nie jest lepszy lub gorszy, czy absol­went jednego bądź drugiego systemu jest lepszy lub gorszy itd. Mogę się na potrzeby dyskusji zgodzić z twier­dze­niem, jakoby jakość systemu edukacji prze­kła­dała się na wyższy stopień wyedu­ko­wa­nia spo­łe­czeń­stwa, jednakże co w przy­padku, gdy mamy “błąd w systemie” i zamiast nauczać, ze wartość jest subiek­tywna, uczy się labo­ry­stycz­nej teorii wartości? to tylko taki jeden z przy­kła­dów. równie dobrze sys­te­mowe szkoły mogą też uczyć innych bredni, a mimo wszystko absol­wen­tów uważa się za wyedu­ko­wa­nych, wykształ­co­nych, “oświe­co­nych” mimo, iż ich wiedza nadaje się do kosza.
Jako że nie ma obiek­tyw­nych kry­te­riów oceny tegoż, dalsza dyskusja jest raczej jałowa, bowiem albo dopu­ścimy pewną oddolną, natu­ralną selekcję poprzez inte­rak­cje spo­łeczne, albo będziemy optowali za narzu­ca­niem sta­no­wi­ska jednych drugim pod przy­mu­sem. Na to drugie nie ma w śro­do­wi­sku liber­ta­rian miejsca.

Po tej wypo­wie­dzi uświa­do­mi­łem sobie, że – przy­naj­mniej w kwestii nauki – poglądy liber­ta­riań­skie są mi obce. Z przy­mru­że­niem oka powie­dział­bym wręcz, że bliżej mi do nauko­wego auto­ry­ta­ry­zmu czy nawet tota­li­ta­ry­zmu. Rozumiem walory wolności, każdy chce mieć prawo do wła­sno­ści pry­wat­nej, płacić niskie podatki, korzy­stać ze swobody gospo­dar­czej i mówić co mu tylko ślina na długi jęzor przy­nie­sie. To wszystko brzmi świetnie, ale niestety nawet naj­lep­szy świa­to­po­gląd można spro­wa­dzić do absurdu. Wyna­tu­rze­nia poja­wiają się niemal zawsze gdy goniąc za jedną z wartości, zaczy­namy lek­ce­wa­żyć wszyst­kie inne. Moim zdaniem, piękna na papierze dowol­ność edu­ka­cyjna, jest właśnie takim przy­pad­kiem.

Według wszel­kich słow­ni­ków pojęcie nauki zawsze będzie wiązać się z logicz­nym rozu­mo­wa­niem, bada­niami, próbą wery­fi­ka­cji i odsła­nia­niem rze­czy­wi­sto­ści. Rzecz jasna częścią nauki zawsze pozo­staną spory, inter­pre­ta­cje i zmienne kon­cep­cje, jednak trzeba postawić gruby mur między nie­wy­klu­czoną w świetle aktu­al­nego stanu badań i podpartą kon­kret­nymi prze­słan­kami hipotezą, a bajaniem stojącym w oczy­wi­stej opozycji do meto­do­lo­gii i obser­wa­cji. Nie widzę prze­szkód aby opo­wia­da­jąc uczniom o  wymarciu dino­zau­rów, przed­sta­wić im zarówno sce­na­riusz ude­rze­nia mete­orytu, jak i teorię eks­plo­zji super­no­wej w bliskim sąsiedz­twie Ziemi. Odstrze­lił­bym jednak nauczy­ciela wma­wia­ją­cego pod­opiecz­nym, że wielkie gady tak naprawdę nigdy nie istniały lub wybili je przy­by­sze z kosmosu. Święta wolność pozwala na wróżenie z fusów, pisanie listów Świętego Mikołaja, poszu­ki­wa­nie wielkiej stopy i sto­so­wa­nie środków home­opa­tycz­nych. Niech będzie – ale samo rzucenie teorii nie czyni jej jeszcze nauką. 

Wolność słowa? Bardzo proszę. Wolność bycia idiotą? Czemu nie. Wolność wycho­wa­nia… Nawet naj­więksi libe­ra­ło­wie i liber­ta­ria­nie zgodzą się, że trzeba bronić dzieci przed przemocą fizyczną i terrorem psy­chicz­nym. Dlaczego więc nie przed igno­ran­cją?


  • 0o0

    Na pierwszy rzut oka ten cytowany ma rację ale rze­czy­wi­ście diabeł tkwi w szcze­gó­łach. dopóki sprawa dotyczy np. inter­pre­ta­cji wierszy czy lektur szkol­nych, droga wolna. Gorzej kiedy ta ‘wolność’ rozleje się na nauki ścisłe i 60% Polaków tak jak Ame­ry­ka­nów, stanie się kre­acjo­ni­stami.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ejj ale w tota­li­ta­ry­zmie błąd w systemie również może się wkraść

    Ja jestem uczniem (publicz­nego) liceum i np. na fizyce to jest porażka!! Każdy rozdział to maks. 3 wzory, a więk­szość i tak jest roz­sze­rze­niem wia­do­mo­ści z gim­na­zjum ;( w pierw­szej klasie(fizyka obo­wiąz­kowa dla wszyst­kich) uży­wa­li­śmy z tego co pamiętam tylko jednego wzoru na siłę grawitacyjną(może było coś o ruchu jed­no­staj­nym).

    w szkole pry­wat­nej (takiej praw­dzi­wej pry­wat­nej bo teraz nawet one muszą reali­zo­wać program mini­ster­stwa) odpuścił bym sobie przed­mioty huma­ni­styczne a uczyłbym się nor­mal­nie fizyki mate­ma­tyki angiel­skiego i infor­ma­tyki.

    P.S. Wydaje mi się że chodzi o KNP 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Poziom kształ­ce­nia i umie­jęt­no­ści samych peda­go­gów to całkiem osobna rzecz. Powyżej pisałem o sytuacji pato­lo­gicz­nej de iure — wol­no­ściowcy chcie­liby aby powsta­wały placówki uczące po swojemu i aby rodzic mógł posłać swoją latorośl gdzie tylko chce, niejako wybie­ra­jąc dla niej program. Ty mówisz o tym, że nauczono Cię trzech wzorów, a wyobraź sobie sytuację w której dopusz­czono do użytku pod­ręcz­nik odrzu­ca­jący np. teorię względ­no­ści. Nie jest to coś nie­moż­li­wego, istnieją przecież na świecie szkoły wyzna­niowe, w których nauki przy­rod­ni­cze stanowią inte­gralną całość z lekcjami religii.

      KNP? Broń Boże i Zeusie. 

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • m

    Adamie, czekam na artykuł doty­czący Gospo­darki Zaso­bo­wej i ogólnie projektu Zeit­ge­ist. To piękna wizja świata, która może kiedyś (ale raczej na pewno nie za naszego życia) ziści się. Domyślam się, że jesteś dobrze zazna­jo­miony z tym zagad­nie­niem, ale warto byłoby roz­pro­pa­go­wać tę ideę wśród Twoich czy­tel­ni­ków. Bo od jakiegoś czasu (kilku-kil­ku­na­stu arty­ku­łów) krążysz wokół Projektu Venus, ale o nim samym ani słowa.
    Zain­te­re­so­wa­nym polecam książki Jacque Fresco lub chociaż film Zeigeist:MOving Forward.
    Pozdrawiam,M

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Zeit­ge­ist? :-/ Tylko nie to i nie tu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • m

      Ponieważ?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Czuję się skon­fun­do­wany, ponieważ o pro­jek­cie Venus usły­sza­łem dopiero teraz od Ciebie. W takim razie, celowo na pewno wokół niego nie krążyłem =). A co do Zeit­ge­ista to miał okazję widzieć film Zeit­ge­ist: The Movie. Mam nadzieję jednak, że to tylko zbież­ność tytułów, bo tamta pro­duk­cja… no cóż, lekko mówiąc nie zyskała mojego szacunku.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • m

      The Movie nie ogla­da­łem, ale z tego co patrzę teraz w opisie, to nie traktuje o Pro­jek­cie Wenus. Zatem pro­po­nuję zapoznać się jedynie z Moving Forward.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/01702292372109950670 Tomasz DK

    A co z ludźmi, których to po prostu nie inte­re­suje? W przy­padku, gdy kogoś nauczy­liby, że Ziemia ma tylko 6000 lat, to albo on w to uwierzy, i raczej nie będzie się obnosić ze swoją głupotą (a jeśli będzie, to jemu już żadna nauka nie pomoże… a bynaj­mniej nie w postaci gotowych infor­ma­cji), albo zain­te­re­suje się sprawą, i zauważy, że teoria o naszej planecie mającej być tak młodą jest po prostu bez sensu. Jeśli mnie nie inte­re­so­wa­łaby historia świata, miałbym gdzieś czy były dino­zaury czy ich nie było, i nie chciał­bym, żeby kto­kol­wiek mnie uczył tego na siłę.
    Jeszcze jeden drobny problem — co, jeśli osoba, która ustala, czego mają się uczyć, byłaby pie­kiel­nie głupia, i wpro­wa­dzi­łaby do szkół jakieś durnoty? Każdy musiałby się tychże durnot uczyć, a tego raczej nikt nie chce. Przy okazji ludziom, którzy mogą narzucić cokol­wiek komu­kol­wiek, często władza uderza do głowy.
    Oczy­wi­ście cał­ko­wi­cie liber­ta­riań­skie podej­ście w tej kwestii nie jest idealne — wprost prze­ciw­nie, jest bardzo złe, jednakże i tak lepsze, aniżeli przy­mu­sza­nie kogo­kol­wiek do uczenia się cze­go­kol­wiek. Oso­bi­ście chciał­bym zobaczyć szkoły, które pozwa­lają uczniom odkryć swoją pasję, i ją reali­zo­wać. Podoba mi się kon­cep­cja takiej szkoły, jak szkoła Sudbury Valley, więcej infor­ma­cji pod linkiem https://www.youtube.com/watch?v=4LlfVT4syIM

    Prze­pra­szam z góry za błędy inter­punk­cyjne.
    KzK

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Myślę, że Twoje pytanie ma dość nie­wielki związek z tematem. Tworząc system edu­ka­cyjny zakła­damy, że ucznio­wie i nauczy­ciele będą go sumien­nie wypeł­niać. To, że praktyka mija się z ideą nie oznacza, że możemy przy­mru­żyć oko na takie czy inne uchy­bie­nia. Problem poru­szony w artykule dotyczy ele­men­tar­nej wiedzy, która będzie wykła­dana w szkołach, a to, że jeden obibok przy­sy­pia na lekcji, drugi leser wagaruje, a trzeci zakłada nauczy­cie­lowi kosz na głowę jest już sprawą ich indy­wi­du­al­nych pre­fe­ren­cji i ambicji. Ja martwię się zwykłym uczniem, który po prostu będzie odcięty od rze­czy­wi­stego stanu wiedzy i prze­ko­ny­wany do bzdur. Dlaczego? Poniekąd pisałem o tym na face­bo­oku, więc się powtórzę. Nie chodzi o to aby szary obywatel znał na pamięć równania OTW i schemat roz­mna­ża­nia jamo­chło­nów, chodzi o poka­za­nie czym jest nauka, o krze­wie­nie racjo­na­li­zmu i wska­za­nie palcem na fascy­nu­jące elementy rze­czy­wi­sto­ści, którymi być może ów obywatel się zain­te­re­suje. Cytując klasyka: “Nauka jest czymś więcej niż ogółem wiedzy. To sposób myślenia, scep­tycz­nego spoj­rze­nia na świat.”

      Drugi problem uważam za wyima­gi­no­wany, a na pewno nie za argument za swobodą w edukacji. Program edu­ka­cyjny nie jest pisany na kolanie przez jednego pana X z mini­ster­stwa. To proces, w który zaan­ga­żo­wa­nych jest wiele osób, a sama treść spływa niejako odgórnie, tj. jest zgodna z aktu­al­nym stanem wiedzy. Oczy­wi­ście trzeba wziąć poprawkę na wszelkie uprosz­cze­nia (tzw. drobne kłamstwa dla dzieci) oraz opóź­nie­nia w dosto­so­wy­wa­niu pod­ręcz­ni­ków.

      Co do inte­re­su­ją­cych szkół, to przy­po­mniała mi się placówka Sum­mer­hill, oparta na pełnej nie­za­leż­no­ści uczniów i demo­kra­cji. Eks­pe­ry­ment przy­niósł ciekawe efekty wycho­waw­cze ale kata­stro­falne wyniki w nauce. Może kiedyś coś skrobnę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/01702292372109950670 Tomasz DK

      Nauczy­ciele i ucznio­wie nie będą sumien­nie wypeł­niać systemu, to utopijna wizja. A, jeśli “jeden obibok przy­sy­pia na lekcji, drugi leser wagaruje, a trzeci zakłada nauczy­cie­lowi kosz na głowę jest już sprawą ich indy­wi­du­al­nych pre­fe­ren­cji i ambicji”, to po co takie osoby w jaki­kol­wiek sposób zmuszać do uczęsz­cza­nia do szkół za pie­nią­dze podat­nika? Co do odcięcia od rze­czy­wi­stego stanu wiedzy — a od czego ma zna­jo­mych i nie­skoń­czone źródło wiedzy jakiej jest internet? Niech to będzie jego, ucznia, sprawa, jak to wyko­rzy­sta. W kwestii prze­ko­ny­wa­nia do bzdur, to doświad­czam tego co tydzień na lekcji wiedzy o spo­łe­czeń­stwie. Oczy­wi­ście popieram szkoły jako miejsce, gdzie można znaleźć pasję i gdzie nauczą logicz­nego myślenia (przy­po­mina to lekko zmo­dy­fi­ko­waną wersję szkoły Sum­mer­hill, o której trochę poczy­ta­łem, i popieram tego typu kon­cep­cje, mimo słab­szych wyników w nauce), nie chcę jednak szkoły, w której siedzę na czwartej literze i słucham, jak nauczy­cielka przez 45 minut omawia coś, co mnie kom­plet­nie nie inte­re­suje.
      Przy okazji, program edu­ka­cyjny — owszem, nie jest pisany przez jedną osobę — ale i tak jest bez­den­nie głupi, co widzę pięć dni w tygodniu, jako uczeń szkoły. Rozumiem, że to jest długi proces, lecz jest on bez­sen­sowny w porów­na­niu z jego cał­ko­wi­tym brakiem. “Drugi problem” istnieje cały czas, efekt widać po mło­dzieży, pisałem o tym już na blogu. Program naucza­nia zakłada wpajanie bez­sen­sow­nych rzeczy, a system szkol­nic­twa w pań­stwo­wych szkołach nas zanudza, i odstra­sza od nauki.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      W kilku miej­scach nie mogę zgodzić się z Twoim rozu­mo­wa­niem.

      “to utopijna wizja.“
      Prawo kreuje modele, bo modele są potrzebne. Nikt, nigdzie nie zakłada, że zabrak­nie pato­lo­gii — o żadnych utopiach nie ma tu mowy. To, że tysiąc kie­row­ców w ciągu doby złamie milion prze­pi­sów nie oznacza, że mamy pozbyć się znaków dro­go­wych z ulic.

      “to po co takie osoby w jaki­kol­wiek sposób zmuszać do uczęsz­cza­nia do szkół za pie­nią­dze podat­nika?“
      Nie mnie się pytaj. Oso­bi­ście jestem jedynie za obo­wiąz­kiem szkolnym na poziomie szkoły pod­sta­wo­wej. Jeżeli 12-latek powinien być już na tyle świadomy, aby wiedzieć co się wokół niego dzieje i że w nie­da­le­kiej przy­szło­ści czeka go dorosłe życie.

      “a od czego ma zna­jo­mych i nie­skoń­czone źródło wiedzy jakiej jest internet?“
      Przej­rzyj jeszcze raz teksty z cyklu “Głupota na nie­dzielę” i zastanów się czy Twój postulat jest sensowny. Aby dys­ku­to­wać i prze­glą­dać niepewne źródła (zwłasz­cza pozba­wione biblio­gra­fii) dobrze mieć już pod­sta­wowy zasób wiedzy. Z doświad­cze­nia wiem, że wszelkie wydumane teorie naj­czę­ściej przyj­mują ludzie, którzy nie powinni skończyć gim­na­zjum.

      “Przy okazji, program edu­ka­cyjny — owszem, nie jest pisany przez jedną osobę — ale i tak jest bez­den­nie głupi“
      Nigdy nie będzie idealny i na pewno wszyst­kim nie dogodzi. Myślę jednak, że spoj­rzysz na szkołę nieco łagod­niej kilka lat po jej skoń­cze­niu. Sam zmie­nił­bym wiele, ale kiedy pomyślę o swojej krytyce szkoły gdy byłem jeszcze uczniem, mogę się tylko uśmiech­nąć ;).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/01702292372109950670 Tomasz DK

      Jakoś ja za mecha­nikę kwantową (znam parę cie­ka­wo­stek, jakoś bardzo obeznany nie jestem) wziąłem się bez wiedzy pod­sta­wo­wej. Wszyst­kiego uczyłem się na bieżąco. Co do czytania “głupot na nie­dzielę”, czytałem, ale niestety i tak widuję w inter­ne­tach masę ludzi, którzy głoszą jeszcze bardziej bez­sen­sowne postu­laty niż ja.
      Co do obo­wiązku szkol­nego, to ewen­tu­al­nie jestem w stanie tole­ro­wać pierwsze trzy klasy. Potem zaczy­nają się głupoty na polskim i historii, później już tylko gorzej.
      W kwestii patrze­nia na szkołę, sam się nie dziwię, że na nią psioczę, bo już mi się chyba tam znudziło 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/00942523515910368978 Kot Ania

    Z nara­sta­ją­cym scep­ty­cy­zmem odnoszę się do swoich mło­dzień­czych rojeń, że dożyję czasów, kiedy religia zniknie z powierzchni edukacji. Zawsze mi się wydawało, że szkoła powinna dać 3 pod­sta­wowe narzę­dzia, które pozwolą ukształ­to­wać uczniom świa­to­po­gląd: umie­jęt­ność pisania, czytania i liczenia, umie­jęt­ność logicz­nego myślenia i umie­jęt­ność uczenia się. Dzi­siej­sza szkoła — wiem, bo córka jest w gim­na­zjum — zaprze­cza temu wszyst­kiemu niemal w całości. Niemal — bo jednak dzie­ciaki jakoś tam znają te literki i cyferki, z resztą — jest zgroza.
    Myślę, że gdyby między religią a edukacją postawić grubą krechę gra­niczną, to wszyst­kie durne pomysły z narzu­ca­niem świa­to­po­glądu, w natu­ralny sposób musiałby by być reali­zo­wane PO szkole, w ten sam sposób co nauka tańca irlandz­kiego dla sze­ścio­lat­ków. A co robią ludzie po szkole, to już ich sprawa.
    Ten partyjny pomysł jest tak głupi, że aż nie wiem jak go komen­to­wać. Wolność może i polega na pin­do­le­niu dowol­nych bredni, ale dla mnie wolność to przede wszyst­kim gotowość na kon­se­kwen­cje tego co robimy. Chcia­ła­bym wiedzieć, co w ramach wolności myślą owe par­tyj­nioki jeśli chodzi — dajmy na to — o gender. Bo dino­zaury to jedno, ale “zamiana chłopców w dziew­czynki” to już jest nie do zaak­cep­to­wa­nia — jak mniemam…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Myślę, że wszystko zależy od poziomu świa­do­mo­ści spo­łe­czeń­stwa, im więcej spo­łe­czeń­stwo jest świadome tym więcej praw możne jemu dać (sprawdza się w małych spo­łe­czeń­stwach), jeśli zaś więk­szość spo­łe­czeń­stwa jest głupia naj­le­piej mieć jakieś prawa nałożone z góry dla ich “własnego dobra” i tutaj naj­le­piej sprawuje się silny i mądry przy­wódca który posiada więk­szość władzy (duże spo­łe­czeń­stwa) nato­miast demo­kra­cja jest to coś pomiędzy tymi dwoma.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/05526580482396323122 Paku

    Mnie również przeraża jak ludzie na równi traktują mocne naukowe teorie potwier­dzone często wieloma nie­za­leż­nymi eks­pe­ry­men­tami z jakąś pseu­do­nauką z argu­men­ta­cją podobną do cyto­wa­nego Pana.
    “Ale skąd wiesz, że to akurat TY masz rację, a nie inni?”
    Ręce opadają. Jeszcze do pary niezbity argument “U mnie działa, mi pomaga” i dyskusja skoń­czona…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

    hm.… inte­re­su­jąca lektura. Orzeź­wia­jąca, gdyż sam właśnie wychodzę z zało­że­nia, że to rodzice powinni bez­względ­nie decy­do­wać o tym, czego się będą uczyć ich pociechy. W tym również prze­wi­duję moż­li­wość, że część lato­ro­śli będzie się uczyć o płaskiej Ziemi czy innych wykwi­tach. Ale zauważ proszę drogi Autorze, iż nie stoi nic na prze­szko­dzie, żeby w sys­te­mach cen­tral­nie ste­ro­wa­nych również dowolnie kształ­to­wać plan naucza­nia. Co gorsza, wtedy przed tym ucieczki nie ma. Może rozbiję swoją polemikę na punkty. Będzie łatwiej się Tobie usto­sun­ko­wać (na co liczę):

    1. Sta­ty­styczny rodzic chce dla dziecka jak naj­le­piej. Chce zatem dla dziecka jak naj­lep­szą szkołę, gwa­ran­tu­jącą w następ­stwie pewną pracę i to, że sobie na świecie bez rodziców poradzi. W polskim systemie edukacji wtłacza się na rynek masy indy­wi­duów kom­plet­nie nie­przy­go­to­wa­nych do życia i wymagań rynku (sytuacji nie ratują nawet studia). Natu­ral­nie w ramach wolnego rynku usług edu­ka­cyj­nych (tak, to usługa jak każda inna), każda z rodzin we własnym zakresie subiek­tyw­nie ocenia przy­dat­ność różnych gałęzi wiedzy (lub jej braku) uczonych w tej lub innej placówce, więc i dzieci “poszko­do­wa­nych” na takim roz­wią­za­niu (w cudzy­sło­wie, bo to również jest kwestia subiek­tywna) będzie więcej. 

    2. Rozważmy obecną sytuację. Człowiek spędza w szkole minimum 9 lat, przy czym w wieku 15 lat człowiek nie dys­po­nuje prak­tycz­nie żadną wiedzą pozwa­la­jącą na dzier­że­nie sta­no­wisk innych niż tych nie wyma­ga­ją­cych żadnych umie­jęt­no­ści. Z punktu widzenia rynku pracy jest to więc jed­nostka najmniej poszu­ki­wana. Abs­tra­hu­jąc jednak nawet od rynku pracy, ów młody człowiek również nie ma moż­li­wo­ści rozwijać swoich upodobań w ramach nauki w szkole. Skłon­no­ści do astro­no­mii, woj­sko­wo­ści czy rzeź­bie­niu w błocie można zauważyć już bardzo wcześnie u dzieci, ale z ich rozwojem trzeba czekać albo na ukoń­cze­nie gim­na­zjum (wariant opty­mi­styczny), albo do pójścia na studia. Straszne mar­no­traw­stwo czasu i talentów.
    Po 9 latach uczenia się po, średnio, 10 godzin dziennie (wli­cza­jąc zadania domowe), liź­nię­ciu każdego z przed­mio­tów po trosze za nie­bo­tyczne pie­nią­dze (robiłem jakiś czas temu wyli­cze­nia, wycho­dziło bodaj około 5–6 tysięcy złotych rocznie na dziecko, opłacane z podatków, więc nas wszyst­kich), dosta­jemy… no właśnie, kogo? Pod­su­mo­waw­szy, licząc 180 dni zajęć dydak­tycz­nych w roku szkolnym razy 9 lat to jakieś 4,5 roku uczenia dziecka dzień w dzień po 10 godzin dziennie, za które Ty, jako rodzic, zapła­cisz około 50.000 zł. Po tym czasie otrzy­mu­jesz 15-latka, który (przy dużej dozie szczę­ścia — zapra­szam do lektury wywiadów z serii Matura to Bzdura) wie jak się nazywają wszyst­kie większe rzeki na świecie, potrafi pomnożyć macierze i zna zna­cze­nie słowa dekli­na­cja, nato­miast nie wie wła­ści­wie po co mu to wszystko. Już nie wspomnę o wyko­rzy­sty­wa­niu Twier­dze­nia Pita­go­rasa lub wzoru na przy­śpie­sze­nie w ota­cza­ją­cym nas świecie. Mar­nu­jemy ogromny poten­cjał mnóstwa dzie­cia­ków, które wszyst­kie muszą się prze­ci­snąć pod równo przy­ciętą poprzeczką. Niech i 30% dzieci nauczy się, że ziemia jest płaska, co byłoby Im wmówione w jakiejś pry­wat­nej szkole (zaręczam, w realiach ryn­ko­wych takie kwiatki szybko stra­ci­łyby rację bytu, choćby ze względu na kiepskie sta­ty­styki zatrud­nie­nia absol­wen­tów), ale co z 70% mło­dzieży, której połowa młodości, gdy chłonie się naj­wię­cej i naj­ła­twiej, jest mar­no­wana na naucza­nie o gonadach roz­wie­li­tek, zamiast, za decyzją rodziców, nauczyć ich języka, podstaw geo­gra­fii, podstaw mate­ma­tyki i, jeżeli prze­ja­wia takie skłon­no­ści, od razu przy­uczać do zawodu ekonomisty/astronoma/piekarza? Rozumiem troskę o poten­cjal­nie poszko­do­wane jed­nostki, nato­miast za rzadko mówi się o mar­no­wa­niu szans — zmar­no­wane 5 lat młodego rzeź­bia­rza na uczeniu się o bzdurach nie jest tak widoczne jak wykrzy­czane przez ludzi pokroju Iko­no­wi­cza smutki nad losem części bidulek.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

    CD (niestety, prze­kro­czy­łem limit znaków:) )
    3. Wolność ma swoje ciemne strony — jak wszystko. Oznaczać może również to, że nie­któ­rzy rodzice fak­tycz­nie “zmal­tre­tują psy­chicz­nie” swoje dzieci, wpajając im naj­róż­niej­sze bzdury. Zauważ nato­miast proszę, że już teraz jest multum “zmal­tre­to­wa­nych psy­chicz­nie” dzieci (tak życiowo, jak i edu­ka­cyj­nie — wystar­czy spojrzeć czego i jak się uczą), i chęć nie­sie­nia im pomocy, choć zupełnie natu­ralna, prowadzi do całego szeregu innych wypaczeń. Skoro ratun­kiem przed “złą” edukacją jest ustan­da­ry­zo­wana, cen­tral­nie ste­ro­wana i przy­mu­sowa edukacja pań­stwowa, z jedynym słusznym pro­gra­mem, to ochrona przed mal­tre­to­wa­niem psy­chicz­nym pociech powinna być — kon­se­kwent­nie — cen­tral­nie ste­ro­wana, przy­mu­sowa opieka pań­stwowa, z jedynym słusznym sposobem trak­to­wa­nia dzieci. To oczy­wi­ście bardzo prze­ry­so­wany przykład, zupełnie nie­przy­sta­jący do obecnych czasów (…póki co), nato­miast ukazuje, jak mniemam, pewien kierunek. I uważam, że to kierunek bardzo nie­bez­pieczny. Pozdra­wiam

    P.S. Wybacz proszę, że tak się roz­wlo­kłem. Starałem się naprawdę stresz­czać

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      1. Nie tyle sta­ty­styczny co rozsądny. Niestety tych nie­roz­sąd­nych lub po prostu nie posia­da­ją­cych dosta­tecz­nej wiedzy aby decy­do­wać o czyjejś edukacji jest naprawdę sporo. Roz­gra­ni­czam tu jednak sferę naucza­nia i wycho­wa­nia: rodzic może dać spo­łe­czeń­stwu war­to­ścio­wego czło­wieka i jed­no­cze­śnie igno­ranta. Cał­ko­wi­cie zgadzam aby każdy sam decy­do­wał o swoim życiu, wierze, wiedzy i kulturze, jednak dziecko nie jest wła­sno­ścią rodzica. To, że rodzic zadowala się prostymi odpo­wie­dziami lub nie ma zamiaru zaprzą­tać sobie głowy nauką, nie powinno krępować bez­bron­nego inte­lek­tu­al­nie dziecka. A jak powszech­nie wiadomo, wartości i infor­ma­cje zako­rze­nione w nas przez auto­ry­tety za młodu nie­rzadko okazują się nie­od­wra­calne.

      2. Ależ ja się zgadzam z częścią Twoich postu­la­tów, zwłasz­cza z odpo­wied­nią “pro­fi­li­za­cją” na jak naj­wcze­śniej­szym etapie nauki. Powta­rzam jednak, że to nie stoi w żadnej sprzecz­no­ści z moją argu­men­ta­cją. Treści pro­gra­mowe mają być zgodne z aktu­al­nym stanem badań — to jest dla mnie punkt wyjścia. To czy poświę­cimy więcej godzin na geo­gra­fię czy na historię to zupełnie inna bajka. Byleby uczeń, który już zgłębia dany przed­miot nie musiał słyszeć nie­po­twier­dzo­nych domnie­mań domo­ro­słych uczonych.

      3. Mówiłem akurat o zmal­tre­to­wa­niu inte­lek­tu­al­nym. Twoje rozu­mo­wa­nie jest o tyle błędne, że porów­nu­jesz zupełnie inne sfery. “Jedyny słuszny program” zasad­ni­czo jest możliwy do skon­stru­owa­nia. Nie uczymy w szkołach na tyle szcze­gó­łowo aby mieć problem np. z tym czy wiel­kiemu wybu­chowi towa­rzy­szyła inflacja kosmo­lo­giczna czy jednak zmienna prędkość światła — w pod­ręcz­niku zazwy­czaj znajduje się kilka lako­nicz­nych akapitów. Wycho­wa­nie zaś, na co wskazuje peda­go­gika, to jedna wielka nie­wia­doma. Oczy­wi­ście szkoła w mini­mal­nym stopniu spełnia funkcje wycho­waw­cze (oceny z zacho­wa­nia, relacja z nauczy­cie­lem, inte­rak­cja z klasą itp.), jednak choćby z powodów prak­tycz­nych głównym ogniwem są tu rodzice i oto­cze­nie. Tak czy inaczej, oso­bi­ście uważam, że nie istnieje żaden w pełni słuszny wzorzec wycho­wa­nia. W porów­na­niu do programu naucza­nia, wycho­wa­nia nie da się streścić w jakiejś ogólnej i powszech­nej instruk­cji.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

      Zna­mienne jest to, co napi­sa­łeś-dziecko nie jest wła­sno­ścią rodzica. Otóż w tej kwestii bardzo się różnimy. W spo­łe­czen­stwie należy przyjąć pewien ogólny, obo­wią­zu­jący schemat. Ten, który postu­lu­jesz –jeżeli w istocie zostałby wpro­wa­dzony-ma daleko idące kon­se­kwen­cje. W takim razie-czyją jest wła­sno­ścią? Jeżeli w ogóle? Jeżeli spo­łe­czeń­stwa, to każdy powinien mieć moż­li­wość jego kształ­to­wa­nia, co prowadzi do zarzą­dza­nia nimi przez przed­sta­wi­cieli kolek­tywu (aparat państwa). W tym kierunku obecnie zmie­rzamy (wię­zie­nie za klapsa, nie­od­po­wied­nią wg. państwa opiekę). Jeżeli nie są niczyją wła­sno­ścią, oznacza, ze od kołyski powinny mieć moż­li­wość decy­do­wa­nia o własnym losie, zatem 12-latek powinien móc swo­bod­nie kupować alkohol. W Europie od zawsze hoł­do­wano zasadzie, że dziecko należy do rodziców, jest ich wła­sno­ścią, co dopro­wa­dziło do wytwo­rze­nia pewnych zasad (za zbitą szybę odpo­wia­dają rodzice, to oni decydują co je, jak sie ubiera czy jak się czesze). Oczy­wi­ście sprawiło, że niektóre dzieci są bite, zanie­dbane etc, ale naprawde prze­strze­gam przed zabawami z fun­da­men­tami naszego spo­łe­czeń­stwa. Dla przy­kładu, owoce bez­stre­so­wego wycho­wa­nia już teraz można obser­wo­wać gołym okiem.

      Rozumiem troskę o intelekt i nie­ska­la­nie dzie­cię­cego umysłu-pod­kre­ślam jednak, że wycho­dząc z takiego zało­że­nia jak ów “jedyny słuszny program”, daje się mini­ster­stwu edukacji arcy­po­tężne narzę­dzie. Obser­wu­jąc historię, zazwy­czaj człowiek jako istota ułomna w końcu ulega pokusie i zaczyna to narzę­dzie wyko­rzy­sty­wać do własnych celów (dziś prze­czy­ta­łem, że planuje się wpro­wa­dzić naucza­nie o przy­dat­no­ści ZUSu do szkół). Wtedy nie mówimy o stra­co­nym poten­cjale kilkunastu/kilkudziesięciu procent dzieci. Poten­cjal­nie możemy w dra­stycz­nych przy­pad­kach mówić o stra­co­nym poko­le­niu, kulturze bądź całym narodzie. ” Kto kon­tro­luje prze­szłość, ten kon­tro­luje przy­szłość. Kto kon­tro­luje teraź­niej­szość, kon­tro­luje prze­szłość”. Żadna insty­tu­cja lub indy­wi­duum nie powinna dzierżyć władzy nad tym, czego uczy się cały naród. Ergo-edukacja, moim zdaniem, powinna być zde­cen­tra­li­zo­wana i podlegać zwy­czaj­nym prawom rynku.

      Zaznaczę tylko, że sam jestem ateistą roz­ko­cha­nym w naukowym “oku i szkiełku”, i święcie wierzę w słusz­ność programu naucza­nia w oparciu o bieżący stan wiedzy. Ale będę ostatnim, który komu­kol­wiek będzie narzucał, że tego ma się uczyć ich dzieciak.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Masz bardzo brzydki zwyczaj przy­rów­ny­wa­nia do siebie nie­przy­sta­ją­cych pojęć i zjawisk. Chyba, że piszesz o “wła­sno­ści” w dosłow­nym tego słowa zna­cze­niu — w takim razie odpowiem od razu: oczy­wi­ście dziecko NIE jest niczyją wła­sno­ścią. O ile pamiętam z prawa rzym­skiego, na własność składały się takie upraw­nie­nia jak ius possi­dendi, ius utendi i ius dispo­nendi włącznie z moż­li­wo­ścią znisz­cze­nia rzeczy. Na szczę­ście od pewnego czasu w żadnym cywi­li­zo­wa­nym państwie dziecko ani nawet zwierzę nie stanowi przed­miotu wła­sno­ści (w tym drugim przy­padku sprawa jest bardziej zawiła, ale mniejsza o to).

      We współ­cze­snym świecie mamy do czy­nie­nia z zupełnie inną kate­go­rią władzy rodzi­ciel­skiej. To, że dziecka nie można przez własne widzi mi się zabić, potur­bo­wać, mal­tre­to­wać itp. nie wynika z obo­wiąz­ków wła­ści­ciela, a z KRO. I moim zdaniem (patrz ostatni akapit) dla cho­ciażby mini­mal­nej ochrony umysłu dziecka, należy zapewnić mu edukację opartą na realnej nauce.

      Prawa rynku w przy­padku doboru programu naucza­nia nie stanowią żadnej ochrony. Bogaci rodzice fun­da­men­ta­li­ści bardzo chętnie wyślą swoje dziecko do “eli­tar­nej” szkoły, w której fizyka i biologia zostaną prze­dłu­że­niem lekcji religii. Albo do takiej w której zostanie położony wysoki nacisk na jedną dzie­dzinę przy kom­plet­nym olaniu innej — co w edukacji wcze­snosz­kol­nej, gdy dzie­ciaki dopiero szukają pre­fe­ren­cji, nie jest naj­lep­szym roz­wią­za­niem.

      Nasz brak poro­zu­mie­nia wynika właśnie z tego co napi­sa­łeś na końcu. Ja nie chcę narzucać “czego” ma się uczyć dzieciak, bo dla mnie oczy­wi­stym jest, że… nauki. I nie patrzę na ucznia jako na “czyjegoś” a jako na nowego czło­wieka. Jeśli jako świadoma osoba podejmie decyzję o odrzu­ce­niu racjo­na­li­zmu i odda się np. jakiejś sekcie, to droga wolna.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17111507481203101072 Bart Py

    co do “wła­sno­ści” młodego czło­wieka — fak­tycz­nie, moja wina, iż nie dopre­cy­zo­wa­łem, że w istocie rodzic nie ma prawa swojego potomka zgładzić i nie ponieść żadnej kon­se­kwen­cji. W tym zakresie sza­fo­wa­łem słowem “własność” zbyt libe­ral­nie — wynika to z tego, że zazwy­czaj prowadzę dyskusje w towa­rzy­stwie, które wie o co mi chodzi. Wybacz.

    Owszem, prawa rynku nie gwa­ran­tują żadnej ochrony umysłu dziecka. Zważ jednakże co się dzieje na naszym własnym podwórku. W Polsce istnieje cen­tralna insty­tu­cja spra­wu­jąca pieczę nad tym, żeby dziecko uczyło się tego, czego powinno (już to zdanie powinno jeżyć włos na plecach). Efek­tyw­nie, po dwu­dzie­stu latach od “demo­kra­ty­za­cji” państwa Pol­skiego, władza zaczyna się skłaniać ku pogłę­bia­niu indok­try­na­cji młodego poko­le­nia, choćby chcąc uczyć o zaletach tego nie­szczę­snego ZUS’u (ist­nie­jąca indok­try­na­cja polega choćby na tym, że w ramach lekcji historii bądź ekonomii nie porów­nuje się dotych­czas ist­nie­ją­cych systemów spra­wo­wa­nia władzy lub eko­no­micz­nych. Demo­kra­cja jawi się jako dobro obja­wione i szczyt osią­gnięć cywi­li­za­cyj­nych, a podatki redy­stry­bu­cyjne są loko­mo­tywą wszel­kiego postępu). Owa “ochrona” dzie­cię­cego umysłu przed zatru­wa­niem świa­to­po­glą­dem rodziców (w tym wzglę­dzie szkoła i tak ma zna­cze­nie wtórne, bo gro poglądów “łapiemy” w domu), choć szczytna, jest poten­cjal­nie (i, jak dowodzi historia, realnie) bardzo nie­bez­pieczna i prowadzi w nie­któ­rych przy­pad­kach do masowego otę­pia­nia, ogłu­pia­nia i mani­pu­lo­wa­nia. Potrafię zro­zu­mieć, że roz­wa­ża­jąc obydwie opcje, mimo wszystko skłonisz się ku scen­tra­li­zo­wa­nej, kon­tro­lo­wa­nej edukacji — chciał­bym Cię jednakże prosić, jeśli mogę, o stwier­dze­nie tego że/czy jest tak w istocie. Tak, wiem, z treści artykułu wynika to jed­no­znacz­nie, ale skoro od kilku godzin pro­wa­dzimy dyskusję, chciał­bym się upewnić.

    Na koniec, jeśli pozwo­lisz, zacytuję zdanie z Twojego ostat­niego akapitu:

    - “Ja nie chcę narzucać “czego” ma się uczyć dzieciak, bo dla mnie oczy­wi­stym jest, że… nauki.”. 

    A, czyli jednak. 

    Z całą świa­do­mo­ścią tego jak wygląda np. nauka historii w Chinach, Korei Pół­noc­nej, Rosji, jak wygląda nauka ekonomii w Unii Euro­pej­skiej, mimo wszystko postu­lo­wać model scen­tra­li­zo­wany jest, moim zdaniem, krót­ko­wzroczne. No ale, pro­sił­bym Cię o odpo­wiedź na zadane wcze­śniej pytanie. Pozdra­wiam!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Wybacz w takim razie moje cze­pial­stwo. Z racji swojej spe­cja­li­za­cji staram się stosować jak naj­bar­dziej pre­cy­zyjne słow­nic­two.

      Przed­mioty huma­ni­styczne pomi­ną­łem celowo, ponieważ kryją dodat­kowe problemy. Kiedy przyj­rzysz się usta­wo­daw­stwu edu­ka­cyj­nemu zauwa­żysz tak zwaną tak­so­no­mię celów naucza­nia. Według niej w każda lekcja powinna składać się z trzech sfer: wiedzy, umie­jęt­no­ści i postaw/przekonań. Dwa pierwsze człony zawie­rają w zasadzie wszystko o czym do tej pory pisałem, ostatni zaś pełni w praktyce rolę wycho­waw­czą, kształ­tu­jącą postawy patrio­tyczne i przy­sto­so­wu­jącą do funk­cjo­no­wa­nia w spo­łe­czeń­stwie. Historia czy język polski są tu rzecz jasna na pie­de­stale, bowiem przez te przed­mioty naj­ła­twiej wpajać okre­ślone poglądy. Moim zdaniem jest to element stojący obok samej nauki i na całe szczę­ście współ­cze­śnie zmar­gi­na­li­zo­wany.

      Masz słusz­ność, że daje to pole do nadużyć (choć trzeba się zasta­no­wić co będzie w tym przy­padku nad­uży­ciem), ale wynika to już z samej cha­rak­te­ry­styki tych przed­mio­tów. Mówiąc uczniom o holo­kau­ście, łagrach czy Katyniu trudno wyzbyć się wszel­kich emocji i ogra­ni­czyć do suchych danych. Tak być powinno, ale szkoła to nie śro­do­wi­sko aka­de­mic­kie i chcąc nie chcąc nauczy­ciel zawsze przemyci tu jakąś inter­pre­ta­cję danych wydarzeń. Powtórzę: ideałem byłoby przed­sta­wia­nie opisu, dat i liczb, ale w nie­któ­rych przy­pad­kach zacho­wa­nie pełnego obiek­ty­wi­zmu gra­ni­czy­łoby z cudem.

      Mam nadzieję jednak, że czy­tel­nie zazna­czy­łem oddzielne płasz­czy­zny. Tak naprawdę nie zapy­ta­łeś o dowol­ność w wyborze programu naucza­nia, a raczej o swobodę wycho­waw­czą. Tobie chodziło o sytuację, w której ustawa nakazuje przed­sta­wiać wyda­rze­nia i postacie w odpo­wied­nim świetle, niejako roz­bu­dza­jąc okre­ślone postawy. Mi nato­miast o sce­na­riusz, w którym nauczy­ciel tłumaczy dzieciom, że Krzysz­tof Kolumb to potomek zagi­nio­nego Wła­dy­sława War­neń­czyka lub nazywa wykre­owa­nego przez Kadłubka Popiela (sio­strzeńca Cezara…) histo­rycz­nym władcą Polski. Znajdą się na świecie szaleńcy gorąco wspie­ra­jący takie tezy — ale brak nale­ży­tych, nauko­wych prze­sła­nek IMO kate­go­rycz­nie wyklucza moż­li­wość podania ich w pod­ręcz­ni­kach.

      Zatem nie neguję Twojego zdania, tyle, że ten dylemat widzę od innej strony. Jestem za tym aby tematy trudne moralnie — jak np. powsta­nie war­szaw­skie — zostawić dla lice­ali­stów, przed­sta­wić im je od możliwie naj­bar­dziej bez­stron­nej per­spek­tywy i pozo­sta­wić moż­li­wość oceny. Nadal jednak, infor­ma­cje doty­czące tego wyda­rze­nia powinny być prze­ka­zy­wane zgodnie z potwier­dzo­nymi źródłami.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Swoją drogą, absur­dal­nym jest fakt, że w gim­na­zjum lekcji religii/etyki jest więcej niż fizyki.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Moja nauczy­cielka np. twier­dziła że nikt nie był na Księżycu i że to spisek jakiś xD

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/07623343678529003536 eattea

    Jeżeli w świecie kom­plet­nego libe­ra­li­zmu ludzie nie są w stanie ocenić i stwier­dzić, która szkoła/ uczelnia wykłada dobrą wiedzę, to z tych samych powodów nie są w stanie wybrać odpo­wied­niej placówki medycz­nej, firmy ubez­pie­cze­nio­wej, banku, projektu własnego domu, metod wycho­waw­czych swojego potom­stwa, własnej diety…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/00058400907677270230 Kamil Bruchal

      Zazwy­czaj wybór szkoły jest mocno ogra­ni­czony…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/00058400907677270230 Kamil Bruchal

      Zazwy­czaj masz jedną, dwie szkoły w gminie. I co teraz, będziesz dowozić?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Witaj, ja mam moze taka prosbe nie bardzo zwiazana z tematem ale jednak mysle ze bardzo ciekawa. Moglbys zrobic artykul poswie­cony swoim wlasnym sta­no­wi­skom dot. np euta­na­zji, aborcji, kary smierci? Ja oso­bi­scie jestem bardzo ciekawy co do powie­dze­nia na ten temat ma badz co badz nauko­wiec.
    Z gory dziekuje. (Prze­pra­szam za brak polskich liter)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ja mogę Cię najwyżej uświa­do­mić co na ten temat myśli prawnik. Tzn nie do końca mogę, ponieważ o ile o euta­na­zji i karze śmierci zdanie mam w zasadzie wyro­bione, o tyle aborcja wciąż zostaje dla mnie ogromnym dyle­ma­tem. Polecam nato­miast rewe­la­cyjny tekst w “Miliardy, Miliardy” C. Sagana. Autor jest rzecz jasna astro­no­mem, ale każde słowo na pewno przeszło przez kontrolę jego żony, profesor biologii.

      Na temat euta­na­zji napi­sa­łem kiedyś kilka słów dawno temu, ale raczej nic odkryw­czego tu nie znaj­dziesz:
      http://forum.cdaction.pl/index.php?app=blog&module=display&section=blog&blogid=66&showentry=25922

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Tak z cie­ka­wo­ści zapytam, cóż to za partia? 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ja bym się jeszcze obawiała, żeby ta wolność w wyborze czego ma się uczyć dziecko nie poszła w kierunku: niczego. Jestem w stanie wyobra­zić sobie pato­lo­gicz­nych rodziców, np. bez­ro­bot­nych alko­ho­li­ków, którzy uznają, że naj­le­piej życia dziecko się nauczy na ulicy, a nie jakichś durnot w szkole, bo po co komu jakaś fizyka, a jeszcze na książ­kach oszczę­dzą a i bachor pie­nią­dze do domu przy­nie­sie. Jednak nie wszyscy rodzice są rozsądni i nie wszyscy chcą jak naj­le­piej dla swoich dzieci

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://graf-zero.blogspot.com/ Graf zero

    “lub wybili je przy­by­sze z kosmosu.”
    Przecież pan­sper­mia celowa jest hipotezą roz­wa­żaną przez poważ­nych naukow­ców. Więc co absur­dal­nego w wybiciu dino­zau­rów?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • John­ny­135

    Dzięki Ci Boże za Mini­ster­stwo Edukacji Naro­do­wej, bez którego praw­dziwa nauka już dawno zmarłaby z głodu!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0