Przez wielu recen­zen­tów pozycja Wszech­świat za niczego okre­ślona została jako kon­tro­wer­syjna. Ja co prawda żadnych kon­tro­wer­sji w niej nie dostrze­głem, ale może dlatego, że z opiniami prof. Lawrence’a Kraussa zazna­jo­mi­łem się dawno temu.
Może się wydawać, że Wszech­świat stwo­rzony bez celu i prze­wod­nic­twa prowadzi do życia pozba­wio­nego sensu. Dla innych, łącznie ze mną, taki wszech­świat jest eks­cy­tu­jący. Czyni to fakt naszego ist­nie­nia jeszcze bardziej nie­zwy­kłym.
Oczy­wi­ście, pachnąca ateizmem teza, jakoby cały wszech­świat powstał w przy­padku poje­dyn­czej, przy­pad­ko­wej fluk­tu­acji próżni, może wzbudzić sprzeciw kon­ser­wa­tyw­nych umysłów (i jeszcze to gościnne posłowie Richarda Dawkinsa!). Jednak wśród osób, poważnie inte­re­su­ją­cych się współ­cze­snymi trendami kosmo­lo­gii, raczej nikt zasko­czony nie będzie. W porów­na­niu z kolegą Daw­kin­sem (Samo­lubny Gen, nie mówię już o Bogu Urojonym) czy nawet Ste­phe­nem Haw­kin­giem (Wielki Pro­jek­tant), profesor z Arizony wypada całkiem pokornie. Zresztą, Krauss poza drobnymi dygre­sjami, nie roz­pra­wia o filo­zo­fii czy religii. Jasne, nie wyzbywa się własnych opinii i ate­istycz­nego uspo­so­bie­nia, lecz nie nazwał­bym jego książki działem zło­śli­wie wymie­rzo­nym w wie­rzą­cych. Wszech­świat z niczego to po prostu książka trak­tu­jąca o naj­waż­niej­szych osią­gnię­ciach ostat­nich dekad w dzie­dzi­nie kosmo­lo­gii. Treść krąży więc wokół tytu­ło­wej teorii, którą naj­ła­twiej streścić w zdaniu: wszech­świat równa się zeru. Fizyk opowiada o naturze próżni (Nic jest czymś, Nic jest nie­sta­bilne – to przy­kła­dowe tytuły roz­dzia­łów), wska­zu­jąc na jej błędne postrze­ga­nie, jed­no­cze­śnie starając się udo­wod­nić, że nic jest “czymś”, a wyło­nie­nie się czegoś z nicości nie musi być tak absur­dalne jak na pierwszy rzut laic­kiego oka mogłoby się wydawać.

Przy­cze­pię się nato­miast do pro­por­cji poszcze­gól­nych wątków. Mia­no­wi­cie, roz­wa­ża­nia doty­czące tytu­ło­wego problemu mogłyby i powinny być obszer­niej­sze. Obeznany z tematem czy­tel­nik po zakoń­cze­niu lektury nie pozna wielu świeżych infor­ma­cji i kon­cep­cji, a docie­kli­wemu scep­ty­kowi nasuną się kolejne pytania, na które nie znajdzie odpo­wie­dzi. Trudno oprzeć się wrażeniu, że sym­pa­tyczny autor nie wyczer­pał tematu –  i zamiast pakować do nie­ca­łych 200 stron dodat­kowe dylematy, m.in. doty­czące ciemnej energii i przy­szło­ści wszech­świata – mógł znacznie bardziej rozwinąć naj­istot­niej­sze zagad­nie­nie wszech­świata z niczego. Szkoda, zwłasz­cza że Lawrence Krauss to auto­ry­tet w swojej dzie­dzi­nie i każdy koja­rzący jego sylwetkę, miał prawo spo­dzie­wać się czegoś więcej.

Wykład Kraussa, niejako stresz­cza­jący naj­waż­niej­szą część książki o tym samym tytule.

W związku z tym, Wszech­świat z niczego pozo­staje pozycją prze­ciętną, prze­zna­czoną raczej dla czy­tel­ni­ków nie sie­dzą­cych głęboko w kosmo­lo­gii. Jeśli więc, nie mie­li­ście dotąd okazji zasta­na­wiać się nad tym jak mógłby wyglądać mecha­nizm powsta­nia wszech­rze­czy bez pra­sta­rego zegar­mi­strza, a także czym jest ciemna energia i jaki będzie miała wpływ na losy kosmosu – pozycja może okazać się dla was war­to­ściowa.

Info:
Autor: Lawrence Krauss;
Tytuł ory­gi­nału: A Universe from Nothing. Why There is Some­thing Rather than Nothing;
Wydaw­nic­two: Pró­szyń­ski i S-ka;
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2014;
Liczba stron: 213. 


  • Katolik B.

    Jakoś nie pod­cho­dzi mi Krauss. Ciągle z tym Daw­kin­sem na plecach, nawet nie wiem które opinie są naprawdę jego.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/03603837607405946735 Civril

      To ja Kraussa kojarzę właśnie od Dawkinsa, a ksiązke obczaje wlaśnie na necie i kupie 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/14805488848541204790 Dariusz Jam­ro­zo­wicz

      A może trzeba spró­bo­wać? Poczytać, posłu­chać, pooglą­dać — moż­li­wo­ści jest mnóstwo. Wtedy okaże się, że opinia z Dawkisem (na plecach?) nie ma więk­szego sensu. Krauss jest gwiazdą pierw­szej wiel­ko­ści i jasności, auto­ry­te­tem w swojej dzie­dzi­nie, i nie potrze­buje niczy­jego wsparcia. A że jest przy­ja­cie­lem Dawkinsa, to zupełnie inna sprawa. Każdy z nich jest oso­bo­wo­ścią na inny sposób i każdy z nich ma nie­sa­mo­wity dar pro­pa­go­wa­nia nauki. Niestety, dzie­dzina Kraussa — astro­fi­zyka — jest zwykle za trudna dla więk­szo­ści i więk­szość ludzi myśli, że i tak nic z tego nie zrozumie. Tydzień temu byłem na wykła­dzie Kraussa i mogę zaręczyć, że każdy coś z niego może wynieść.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Akcjusz

    Michał Heller, Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?
    https://www.youtube.com/watch?v=DBVaJj6VCRU

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Dzięki za ten link, od razu obej­rza­łem. Heller podszedł do tematu od innej, mniej kosmo­lo­gicz­nej strony. Ale przyznam, że niektóre z tych aspektów powinny znaleźć się w książce Kraussa.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/14805488848541204790 Dariusz Jam­ro­zo­wicz

      Też obej­rza­łem i pozwolę się odrobinę nie zgodzić. Krauss wystrzega się wszel­kich aspektów filo­zo­ficz­nych, a już na pewno meta­fi­zycz­nych, twier­dząc, że filo­zo­fia — wraz z filo­zo­fią nauki — jest dzisiaj zupełnie bez­u­ży­teczna w kosmo­lo­gii, ponieważ posia­damy już narzę­dzia, pozwa­la­jące na czysto empi­ryczne badania, a tylko one opisują rze­czy­wi­stość (przy tym Krauss ma doktorat z filo­zo­fii). Tak więc podej­ścia Hellera i Kraussa mogą być zgodne tam, gdzie jest mowa o empirii, ale gdy miesza się do tego filo­zo­ficzna mgiełka, to Krauss się od tego odcina. Przyznam się też, że ostatnie wypo­wie­dzi prof. Hellera są znie­sma­cza­jące — chodzi mi o stwier­dze­nie “Gdy Pan Bóg liczy, wszech­świat powstaje” (ok 36 min), które on uważa za naj­waż­niej­sze u Leibniza i rozciąga jeszcze na Ein­ste­ina. Brzmi to jak porażka rozumu, przy­naj­mniej dla mnie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • m

    Nie bardzo rozumiem. Skoro Nic posiada ściśle okre­śloną energię, to raczej nie może być niczym.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Krzyśtof

      No tu się pojawia pytanie czy naprawdę istnieje coś takiego jak ‘nic’.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/16409959450729775438 Nekro­sa­ta­nic

    Ja mam takie pytanie: jakim językiem jest pisana ta książka? Domyślam się, że bardziej popu­larno naukowym niż fachowym, mam rację? Bo jestem kom­plet­nym laikiem i od bardziej skom­pli­ko­wa­nej lite­ra­tury by mi mózg wybuchł 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Stan­dar­do­wym jak na książkę popu­lar­no­nau­kową. Wzorów nie ma, gdzie­nie­gdzie poja­wiają się ryciny i wykresy. Naj­trud­niej­sze kwestie są na tyle ogólnie wytłu­ma­czone (na co bardziej zaawan­so­wani mogą narzekać), że laik raczej nie powinien mieć pro­ble­mów.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Jako że Kraussa bardzo lubię książke juz prze­czy­ta­łem dawno w wersji angiel­skiej ale tak jak autor wspo­mniał, raczej nic “wiecej” poza stan­dardy wiedzy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    “przy­pad­ko­wej fluk­tu­acji próżni”… nie to żebym się czepiała, ale skąd takowe cudo się wzięło? Przy­pad­kowe odchy­le­nie próżni od stanu rów­no­wagi… Czym wywołane? Czy Krauss stoi na sta­no­wi­sku, że niczym (taka samo­kre­acja)? Logika nakazuje stwier­dzić, że jeśli samo­kre­acja, to chyba z jakiegoś poten­cjału, prawda? Z jakiejś super­po­zy­cji, moż­li­wo­ści, ale wtedy potrzebny jest obser­wa­tor, aby stan się uak­tu­al­nił, kim był ówczesny obser­wa­tor?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Wacieńka

    Jeśli nic jest czymś co ma swoiste cechy np jest nie­sta­bilne i może samo­rzut­nie zmienić się w coś na zasadzie kwan­to­wej fluk­ta­cji tak jak to przed­sta­wia Lawrence Kraus lub stanowi aprze­strzenny, aczasowy i ama­te­rialny byt zarza­dzany prawami geo­me­trii nie­prze­mien­nej jak pisze choćby nasz rodak ksiądz Michał Heller, to jest to “NIC” jedynie w pejo­ra­tyw­nym tego słowa zna­cze­niu. Jest to “NIC” w porów­na­niu do naszego realnego czte­ro­wy­mia­ro­wego wszech­świata w którym znajduje się świadomy obser­wa­tor. Ale to nie jest “NIC” w zna­cze­niu onto­lo­gicz­nym bo taki NIEBYT po prostu nie istnieje. NIEBYTU NIE MA. Tezę taką stawia obecnie więk­szość badaczy tego zagad­nie­nia z których naj­bar­dziej zaawan­so­wana naukowo a w kazdym bądź razie naj­bar­dziej znana, co nie oznacza, że udo­wod­niona, jest Kon­fo­remna Kosmo­lo­gia Cykliczna opra­co­wana przez sir Rogera Penrose.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0