Dzisiaj wpis będzie podwój­nie nie­ty­powy. Po pierwsze, autorem słów, które za moment prze­czy­ta­cie nie jestem ja, a Marek “Maji­nY­oda” Maj (Klik). Marek przy­cią­gnął moją uwagę ciekawym hobby, pole­ga­ją­cym na wyszu­ki­wa­niu nie­pro­fe­sjo­nal­nych, absur­dal­nych lub po prostu głupich tekstów wycho­dzą­cych spod ręki osób zwących siebie naukow­cami. Druga nie­ty­po­wość poniż­szego wpisu wynika z poru­szo­nej w nim tematyki; nie będziemy bowiem pastwić się nad przed­sta­wi­cie­lami nauk ścisłych, a nad festi­wa­lem igno­ran­cji, jaki bez­wstyd­nie serwują nam psy­cho­lo­go­wie, socjo­lo­go­wie i peda­go­dzy. 

Mam nadzieję, że taki występ gościnny potrak­tu­je­cie jako miłe odświe­że­nie. 
Oddaję pióro Markowi Majowi.



Temat gier kom­pu­te­ro­wych i ich nega­tyw­nego wpływu na użyt­kow­ni­ków pojawia się w mediach zazwy­czaj przy okazji kolejnej masakry. Utoya, Columbie High School, Newtown… to tylko część znanych masakr, gdzie winę zrzucono (czy raczej – pró­bo­wano zrzucić) na gry kom­pu­te­rowe. Jako gracze do tego przy­wy­kli­śmy. 

Praw­dziwy problem zaczyna się, gdy podobne bzdury można znaleźć w książ­kach nauko­wych. Badacze zwy­czaj­nie nie wykazują zain­te­re­so­wa­nia tematyką, której się podej­mują. Prowadzi to do błędów, które prak­tycz­nie każdy prze­ciętny gracz może wytknąć – a to nie jest dobry znak dla badań. Przy­kła­dem często popeł­nia­nej pomyłki, jest zaczy­na­nie historii gier kom­pu­te­ro­wych od „Ponga” z 1972 roku. Fakt, toczone są spory o to co było pierwszą grą, ale ta pro­duk­cja zde­cy­do­wa­nie nią nie była. Taki „Spacewar” pojawił się w 1962 roku. W lite­ra­tu­rze można znaleźć też wcze­śniej­sze pro­duk­cje… Pocie­sza­jące jest tylko to, że w nie­któ­rych nowszych pozy­cjach historia jest przed­sta­wiana popraw­nie.

Spośród polskich pozycji doty­ka­ją­cych tematyki elek­tro­nicz­nej rozrywki, jako pierwsze przy­cho­dzą na myśl książki Iwony Ulfik-Jawor­skiej – doktor psy­cho­lo­gii z KUL – których już same tytuły sugerują podej­ście do tematu: Zabawa w zabi­ja­nie czy Kom­pu­te­rowi mordercy. Ten­den­cje kon­struk­tywne i destruk­tywne u graczy kom­pu­te­ro­wych to dwie naj­waż­niej­sze pozycje autorki. (To jakaś zmora. Przy­po­mi­nam, że Marek Dzie­wiecki o którym swego czasu wspo­mi­na­łem również był doktorem psy­cho­lo­gii. Widząc tytuły książek pani Ulfik-Jawor­skiej, trudno nie przyjąć ste­reo­typu psy­cho­loga-oszołoma. — A.) 

Kom­pu­te­rowi mordercy to przy tym książka wyjąt­kowa. Wpro­wa­dze­niem do badań nad grami kom­pu­te­ro­wymi jest teoria nekro­fi­lii. Oto fragment:

(Nekro­fil­ska) ucieczka od życia przyj­muje także wyraz nad­mier­nego zain­te­re­so­wa­nia przed­mio­tami mecha­nicz­nymi (kult techniki) przy jed­no­cze­snym osła­bie­niu zain­te­re­so­wa­nia ludźmi, przyrodą i życiem. Współ­cze­śnie symbolem śmierci są maszyny oraz kon­struk­cje z alu­mi­nium i szkła. Prze­ja­wem nekro­fi­lii jest także zatru­wa­nie przez czło­wieka powie­trza, wody, gleby, zwierząt i samego siebie. (…)

Co ma wspól­nego nekro­fi­lia z grami? Jak pokazuje następny fragment – bardzo dużo:

„Analiza “agre­syw­nych” gier kom­pu­te­ro­wych jed­no­znacz­nie pokazuje, że zawie­rają one liczne elementy ten­den­cji destruk­tyw­nych — zarówno nekro­fi­lii, jak i sadyzmu, przy jed­no­cze­snym ubóstwie ten­den­cji kon­struk­tyw­nych. Wiele ele­men­tów nekro­fil­nych widocz­nych jest w scenerii świata, w którym rozgrywa się akcja. Naj­czę­ściej są to mroczne lochy i ciemne kory­ta­rze, cmen­ta­rze, znisz­czone budowle i miasta albo nowo­cze­sne bazy pełne elek­tro­nicz­nych urządzeń.(..) Powszechne jest więc nekro­filne dążenie do nisz­cze­nia życia, roz­człon­ko­wa­nie ciał i destruk­cji. (…) Umi­ło­wa­nie śmierci wyraża się także w upodo­ba­niu wszyst­kiego, co mecha­niczne. (…) Świat często pozba­wiony jest ludzi, w wymar­łych miastach walczą roboty, a rze­czy­wi­stość zdo­mi­no­wana jest przez nowo­cze­sne tech­no­lo­gie i sztuczną inte­li­gen­cję.”

Problem w tym, że wśród gier bardzo łatwo znaleźć pozycje, które nijak mają się do przed­sta­wio­nego problemu (nie szukając daleko – seria Gothic). Tym jednak autorka się nie przejęła.

Równie ciekawie sytuacja przed­sta­wia się w przy­padku książki pod redakcją Zdzi­sława Maj­chrzaka i Jana F. Trelaka – Agresja wir­tu­alna vs realna. Jeden z roz­dzia­łów, napisany przez Mariusza Kar­bow­skiego z Insty­tutu Psy­cho­lo­gii UKSW, poświę­cony jest agresji w grach kom­pu­te­ro­wych. Autor jednak nie zadał sobie trudu zapo­zna­nia się z przed­mio­tem badań:

Pierwsza z grup gier agre­syw­nych […] są tzw. gry symu­la­cyjne. Przed­sta­wiają one symu­la­cję realnego lotu samo­lo­tem, myśliw­cem, heli­kop­te­rem, pły­nię­cia okrętem, jazdy czołgiem, cię­ża­rówką. Bohater jest pilotem tych pojazdów i ma za zadanie wyko­na­nia misji w celu znisz­cze­nia wroga. W symu­la­cjach zawarte są sceny destruk­cji wroga, nie widząc ofiar pogrze­ba­nych w zglisz­czach budynków i często nie słysząc jęków wroga.(…) Czwarta grupa to gry przy­go­dowe. Powstałe lub oparte na faktach fil­mo­wych(…). Można tu zaliczyć Przygody z Indianą Jonesem w roli głównej, „Tomb Rider”(…).

Widać, że autor nie wykazał nawet odrobiny chęci, by zapoznać się z powszech­nie przyjętą kla­sy­fi­ka­cją gatunków gier video. Nawet tytuł został wpisany błędnie (Tomb Raider, nie Tom Rider). Niestety, to bardzo często spo­ty­kany rodzaj błędów w tego typu książ­kach.  (Od siebie dodam, że takie drobne, z pozoru nie­istotne lapsusy, nawet jeśli nie mają więk­szego wpływu na wnioski autora, to jednak ukazują jak pobież­nie prze­śli­zgnął się po “badanym” przez siebie temacie — A.)

Można jedynie pocie­szyć się, że nie tylko polscy badacze piszą takie bzdury. Udo­wad­nia to książka włoskich autorów: Nessii Laniado i Gian­fi­lippo Pietra Gry kom­pu­te­rowe, Internet, tele­wi­zja. Co robić, gdy nasze dzieci są nimi zafa­scy­no­wane? Tutaj wystar­czy jeden fragment, by załamać ręce nad igno­ran­cją autorów:

W salonach gier […] pojawił się Pac Man, gra kom­pu­te­rowa, której boha­te­rem była “zła” żółta kulka, która pożerała, z nie­na­sy­coną żar­łocz­no­ścią, zjawy i bez­bronne duszki. <Pełna przemocy>, jak zde­fi­nio­wał ją “Boston Globe”, a śro­do­wi­ska kato­lic­kie zadawały sobie pytanie, czy można zezwolić, żeby dzieci były narażone na takie okru­cień­stwo.

Naj­gor­sze jest to, że tego typu „mądrości” cytowane są później przez szu­ka­jące sensacji media i powta­rzane jak mantra przez osoby, które bez­gra­nicz­nie wierzą temu, co zobaczą w tele­wi­zji lub prze­czy­tają w prasie. (Jasiu od dziś koniec z kom­pu­te­rem. Pani profesor mówi, że to niszczy Twoją psychikę! Auto­ry­tety, psia ich mać — A.)


Na zakoń­cze­nie, prof. Agnieszka Szewczyk i jej dzieło Komputer – przy­ja­ciel czy wróg? Wyniki ankiety nie zgadzały się z posta­wioną tezą, więc pojawiło się takie stwier­dze­nie:

(…) Były to osoby przy­pad­kowe, można powie­dzieć, tak jak to w bada­niach ankie­to­wych bywa. Nato­miast gdybyśmy zapytali fachow­ców – peda­go­gów, lekarzy, psy­chia­trów, myślę, że odpo­wie­dzi wyglą­da­łyby dokład­nie odwrot­nie(…).

„Myślę, że” tego nawet nie ma sensu komen­to­wać. Jak prze­czy­ta­łem ten fragment na semi­na­rium magi­ster­skim wszyscy byli zasko­czeni takim „pro­fe­sjo­nal­nym” podej­ściem do wyników.

Kon­klu­du­jąc: głupota nie zna płci, wieku, ani wykształ­ce­nia. A brak posza­no­wa­nia dla wyników badań oraz ten­den­cyjne podej­ście do badanego problemu są prze­ja­wami kre­ty­ni­zmu “naukowca”. Można tylko wyrazić nadzieje, że młode, dopiero zdo­by­wa­jące stopnie naukowe, poko­le­nie o wiele sta­ran­niej podej­dzie to takich badań. Albo znajdą lepsze tematy.

A w jaki sposób gry kom­pu­te­rowe wypa­czyły wasze umysły?

Gościn­nie
Marek “Maji­nY­oda” Maj

  • Quintus

    Gry symu­la­cyjne i Tomb Ridery. Kto dał tytuł naukowy czło­wie­kowi, który nie potrafi wygo­oglo­wać naj­prost­szej infor­ma­cji. Co za psy­cho­log z gościa, który woli wypi­sy­wać własne fantazje zamiast zapytać (jak to psy­cho­log) samych zain­te­re­so­wa­nych?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

    Czasami łapię się na tym, że widząc łom zasta­na­wiam się czy są w okolicy jakieś head­craby 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      nie przejmuj się tym, mam dokład­nie tak samo

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/10061711727439853693 Cloud

      Ja kiedyś namięt­nie chciałam wsiadać do cudzych samo­cho­dów po wci­śnię­ciu lewi­tu­ją­cego obok mnie nie­wi­dzial­nego przy­ci­sku F…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Michal

    To jeszcze nic. Pamię­ta­cie niedawne “poru­sze­nie” w sprawie trans­plan­ta­cji i wypo­wie­dzi pro­fe­so­rów Talara i Wol­nie­wi­cza?

    http://natemat.pl/77539,prof-wolniewicz-uwaza-ze-przeszczepy-to-forma-ludozerstwa-nie-oddalby-nerki-nawet-wlasnej-corce-powiedzialbym-niech-umrze

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Avod kiedy to psy­cho­lo­gia jest nauką?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04462980978029983637 Tomasz Miśków

      Nie rozumiem, o co ci chodzi. Psy­cho­lo­gia stara się wyjaśnić, opisać i usys­te­ma­ty­zo­wać wiedzę o ludzkiej psychice. Robi dokład­nie, to co inne dys­cy­pliny naukowe. Niestety nasz mózg wciąż jest dla nas wielką tajem­nicą, więc musimy na razie w więk­szo­ści snuć teorie. Ale przecież za czasów Newtona fizyka też stała na podobnym poziomie. Isaac opierał swoje badania na obser­wa­cjach i nie miał pojęcia o falach gra­wi­ta­cyj­nych i struk­tu­rze światła znanej nam dziś. Czy to jednak spra­wiało, że nie była to nauka?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/15333996982091072806 Melavien

      Nie porównuj czasów Newtona z obecnymi. Poza tym obser­wa­cje Newtona były logiczne i osta­tecz­nie udo­wod­niono ich ist­nie­nie odpo­wied­nimi wzorami — ergo mamy empi­ryczny dowód na ist­nie­nie gra­wi­ta­cji. Znajdź proszę empi­ryczny dowód na to, że gra kom­pu­te­rowa powoduje zabu­rze­nia. Dla mnie psy­cho­lo­gia nie jest nauką, ponieważ nauka opiera się na empi­rycz­nych dowodach a nie domy­słach typu “na dwoje babka wróżyła”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Wiele z teorii fizycz­nych nie jest udo­wod­nio­nych, a i tak naukowcy się nimi zajmują.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/13575370620420300907 W służbie Jej Kró­lew­skiej Mości

    No proszę a na świecie w zeszłym roku opu­bli­ko­wano wyniki badań wska­zu­jące iż gry kom­pu­te­rowe roz­wi­jają umysł:
    http://www.psychologytoday.com/blog/the-athletes-way/201310/video-gaming-can-increase-brain-size-and-connectivity
    http://www.sciencedaily.com/releases/2013/08/130821094924.htm

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/11034043795252880060 Krystian Mądry

    Ten komen­tarz został usunięty przez autora.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/08227263188203552335 Jakub Buszko

    Stek bzdur !!!! Jak pan Psy­cho­log mógł napisać tekst bez spraw­dze­nia każdego z gatunków gier i do tego pomie­szał gatunki … Jeśli tacy ludzie biorą się za pisanie prac i tym bardziej zostają psy­cho­lo­gami to nasz świat jest zgubiony …

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ostatnio na necie pojawił się obrazek, scena z GTA i z Symu­la­tora Kozy i podpis: “Skoro to czyni mnie mordercą, to to czyni mnie kozą”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/13071990453477728950 Paweł Boboń

    A wiesz, że coś w tym jest? Po kilku godzi­nach Symu­la­tora Kozy mam ochotę sieknąć rogami w tych wszyst­kich psy­cho­lo­gów i pseu­do­nau­kow­ców. 😉
    Dodam jeszcze, że w tak z pozoru nie­win­nej pro­duk­cji jak ów Symu­la­tor Kozy prze­my­cane są treści sata­ni­styczne mające wypaczyć umysły młodych graczy oraz nekro­fil­ska żądza znisz­cze­nia wszyst­kiego c popadnie w akom­pa­nia­men­cie krzyw­dzo­nych ludzi… 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17686440854874386933 maatiusk

    Śmieszne bo moi rodzice i dziad­ko­wie zawsze wierzyli tego typu repor­ta­żom i jako dziecko zawsze dosta­wa­łem repry­mendy i zakazy, z którymi nie można było dys­ku­to­wać bo jak tu dys­ku­to­wać z wypo­wie­dziami fachow­ców od TVNu. Dziś mnie to śmieszy i nigdy nie wypo­wia­dam się w taki sposób jakbym był jakimś Naj­wyż­szym Sądem z innego głupiego programu w TV na temat zjawiska, którego nawet nie pró­bo­wa­łem zro­zu­mieć. Szacunek dla Marka Maja, że zagłębił się w treść wymie­nio­nych w artykule książek bo dla mnie to byłaby tortura psy­cho­lo­giczna.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/12305352399430897742 Marek Maj

    Maatiusk — zagłę­biam się w takie książki, ponieważ piszę pracę magi­ster­ską o rodza­jach przemocy w grach (pełniaki z CDA z 2013, ściślej mówiąc). Siłą rzeczy mam więc do czy­nie­nia z różnymi książ­kami nauko­wymi. także tak bzdur­nymi jak opisane wyżej.

    Przy okazji mogę się też pona­bi­jać z takich głupot ;). Z dwojga złego lepiej się pośmiać niż zapłakać :).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/04177643606220985332 Ylthin

    Moje pojęcie o pisaniu prac nauko­wych jest mocno ogra­ni­czone (do tej jednej zwią­za­nej z olim­piadą bio­lo­giczną), wiem jednak o pewnych uni­wer­sal­nych zasadach — np. o koniecz­no­ści DOKŁADNEGO spraw­dze­nia każdego terminu i faktu. W pracy naukowej nie ma miejsca na domysły, lite­rówki i nad­in­ter­pre­ta­cje — czy piszemy o wpływie odczynu gleby na goździka chiń­skiego, czy wpływie gier na poziom agresji u mło­dzieży, zawsze musimy trzymać się faktów, prze­pro­wa­dzać doświad­cze­nia w należyty sposób, inter­pre­to­wać wyniki takimi, jakimi są — nie możemy naginać rze­czy­wi­sto­ści na potrzeby naszych tez.

    Zasta­na­wia mnie też, jak bogata była biblio­gra­fia w przy­ta­cza­nych pracach…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/12305352399430897742 Marek Maj

    Z tymi biblio­gra­fiami jest różnie — zwykle są bogate. Naj­czę­ściej jednak jedni “naukowcy” spisują od innych “naukow­ców” kolejne “mądrości”… i tak to się kręci.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Moj znajomy kiedys zabronil mi uzywac dys­kie­tek bo one prze­no­sily wirusy. Jak sie okazalo ze rze­czy­wi­scie zawi­ru­so­wa­lam kompa to kazal mi wirusa do sloika zlapac 😀 wtedy moi rodzice stwier­dzili ze komputer jest szko­dliwy i mialam szlaban. I w diablo nie moglam grac 😀 anulina

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/18294416945994908374 bepower

    Temat wpływu gier jest o tyle ciekawy, o ile przez nie­któ­rych trak­to­wany w prze­dziwny sposób.
    Bo prawdą jest, że niektóre książki, filmy czy gry kom­pu­te­rowe potrafią na nas wpłynąć, zmienić pogląd na coś, roz­sze­rzyć hory­zonty, skłonić do myślenia. Jednak jeśli miałbym wskazać gry, które w jakiś sposób mogą czło­wieka zmienić pod względem moral­no­ści to wska­zał­bym takie gry, w których główny nacisk jest położony na fabułę, trudne wybory i inte­rak­cję z ota­cza­ją­cymi boha­te­rami (np gra “The walking dead”). Jednak książki czy filmy mogą wpłynąć na psychikę odbiorcy w tak samo albo i bardziej niż gry. Na ten temat warto pisać prace, jaki wpływ mają na nas dzieła kultury. Ale to oczy­wi­ście byłoby trud­niej­sze, niż napisać bzdurny i pre­ten­sjo­nalny tekst pod z góry ustaloną tezę. 

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Marku powiem szczerze, że całkiem dobry art. Pewnie włożyłeś w niego sporo pracy i zaan­ga­żo­wa­nia (tego emo­cjo­nal­nego również). Widać jak jesteś wrażliwy na poru­szane przez owych naukow­ców kwestie. Bardzo trafnie wytykasz błędny, spłycony horyzont myślenia — mie­sza­nie gatunków, uogól­nia­nie, brak zna­jo­mo­ści badanego zagad­nie­nia, że o lek­ce­wa­że­niu przed­miotu badań nie wspomnę.

    Jed­no­cze­śnie samemu będąc zaan­ga­żo­wa­nym w świat gier zwróć uwagę, na to byś nie popadł w zsu­biek­ty­wi­zo­waną i anta­go­ni­styczną postawę na starcie — dzia­ła­jąc w uprze­dze­niu i nie dopusz­cza­jąc do siebie wniosków trafnych i logicz­nych, a nie będących po Twojej myśli… 

    nie chcesz chyba wylać dziecka z kąpielą?!

    Ktoś mógłby wtedy podobne zarzuty postawić przy Twoim nazwisku.

    A co do “nowego” poko­le­nia naukow­ców, to raczej na zbyt wiele bym nie liczył, poziom na studiach spada na łeb na szyję, w kar­ko­łom­nym tempie. 

    Ciao

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Nikt z was nie zauważył, że to prosty przejaw dyso­nansu poznaw­czego — włożyłeś wysiłek w artykuł, w celu obrony poglądu, że gry są nie­ty­kalne i każdy ma odwalić się od gier, jeśli twierdzi inaczej. Słabizna!!!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Bo tylko Ty zauwa­ży­łeś coś czego nie ma.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/12305352399430897742 Marek Maj

      Pokaż mi, w którym miejscu piszę, że “każdy ma odwalić się od gier, jeśli twierdzi inaczej”. Uwierz mi — istnieją dobre książki o grach kom­pu­te­ro­wych. Tutaj wytkną­łem rażące błędy kilku naukow­com, którzy poje­chali po bandzie w swoich wywodach.

      Dodat­kowo — nigdy nie uważałem, że gry są nie­ty­kalne. Wszystko w nie­wła­ści­wych dawkach/źle podane/za wcześnie jest szko­dliwe. Dotyczy to zarówno gier kom­pu­te­ro­wych (8 letnie dzieci grające w Postala, GTA itp. to pato­lo­gia wyni­ka­jąca z braku wiedzy/chęci rodziców) jak i np. kawy, herbaty czy alkoholu.

      I powiedz mi, czy jak kiedyś jakiś nauko­wiec napisze, że np. “herbata to napój ener­ge­tyczny powstały z mari­hu­any. Jako pierwsi pili ją XIX wieczni Anglicy. Napój ten jest szko­dliwy, ponieważ ktośtam kiedyś zabił kogoś po wypiciu herbaty. I, choć 60% respon­den­tów uważa, że herbata jest dobra, to myślę, że jakby zapytać znawców — die­te­ty­ków, lekarzy — odpo­wiedź byłaby zupełnie inna” to wyśmia­nie takiego tekstu uznałbyś za “dysonans poznaw­czy”?

      A jeżeli nie zgadzasz się z moimi poglą­dami to bardzo dobrze :). To znaczy, że na tym świecie nie jest i nigdy nie będzie nudno :).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://tabletoid.pl/ Marcin

    Naj­za­baw­niej­sze jest to, ze istnieją badania, które cisną na usta zupełnie odwrotne wnioski odnośnie skutków grania. Można więcej się o nich dowie­dzieć cho­ciażby na wykła­dach TED, wiec nie będę się roz­pi­sy­wać. Co zaś do naukow­ców, to smutne jest to, że wraz z tymi publi­ka­cjami wcale wielu ludzi na pewno nie straci wiary w gry kom­pu­te­rowe (i dobrze), ale za to wiarę w powagę tytułów nauko­wych i badań pro­wa­dzo­nych w insty­tu­tach podobno poważ­nych uczelni na pewno tak. Jak się jeszcze przy­po­mni profesor Rońda, profesor Paw­ło­wicz czy profesor Cie­szew­ski, to tytułu naukowe świadczą o czym­kol­wiek innym niż po prostu ilość prze­pra­co­wa­nych w danej uczelni lat.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/06083329496010468473 Rewazka Komos

    Gry mają wiele zalet. Roz­wi­jają i to bardzo. Oczy­wi­ście trzeba to jednak robić z umiarem. Mi się od czasu do czasu zdarza w coś zagrać. Ostatnio nawet zna­la­złam fajny serwis, gdzie można szybko pobrać gry — http://www.filefox.pl Nie ma limitów i mogę w każdej chwili wejść i konto mam aktywne.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Kobiety w naukach ścisłych – polemika ze Smoluchowskim |()