Przeglądając ostatnio blogi natrafiłem na kilka wpisów dotyczących czytelnictwa (w tym Pułapka czytania autorstwa mojego znajomego). W dużej mierze, potwierdziły one moją opinię, którą do tej pory uważałem za niepopularną: czytanie nie jest wartością samą w sobie. I to już od dawna.

Mamy jednak drugą dekadę XXI wieku. Na liście naj­le­piej sprze­da­ją­cych się książek widnieją takie tytuły jak: Zezia, Giler i Oczak Agnieszki Chy­liń­skiej, Moje odchu­dza­nie Konrada Gaca, Moje wypieki i desery Doroty Świąt­kow­skiej, Per­fek­cyjna pani domu. Poradnik Mał­go­rzaty Rozenek, czy Moje lata w Top Gear Jeremego Cla­crk­sona. (Swoją drogą, zauwa­ży­li­ście ego­cen­tryzm bijący z tych tytułów?) Całość dopełnia kilka czytadeł z gatunku przy­go­do­wych, fantasy i romansów. Spo­glą­dam na drugą stronę – Magda Gessler, Ewa Cho­da­kow­ska, Mał­go­rzata Tusk… Pod koniec trzeciej dzie­siątki pojawiła się wreszcie jakaś lektura na pół publi­cy­styczna; pierwsza podczas której choć na chwilę trzeba by uru­cho­mić szare komórki.


Tak oto, mniej więcej, kształ­tują się nasze gusta czy­tel­ni­cze. Musimy sobie odpo­wie­dzieć na pytanie, czy prze­nie­sie­nie treści z małego ekranu tele­wi­zora – bo takie porów­na­nie od razu mi się nasuwa – na stronice książki, w magiczny sposób ją prze­war­to­ścio­wuje? Czy prze­my­śle­nia cele­bryty, naj­czę­ściej nie będącego auto­ry­te­tem w żadnej dzie­dzi­nie, są warte zuży­wa­nia oczu? Czy chłam staje się nagle mądro­ścią jedynie za zmianą formy? Oso­bi­ście mam wąt­pli­wo­ści czy eko­lo­giczni ter­ro­ry­ści nie powinni roz­po­cząć “rato­wa­nia” lasów od ataków na wydaw­nic­twa roz­po­wszech­nia­jące tego typu czytadła.

Według ostat­nich badań prze­pro­wa­dzo­nych na zlecenie Biblio­teki Naro­do­wej 39% Polaków może się poszczy­cić mianem czy­tel­nika. Nawet nieźle, ale co to wła­ści­wie znaczy? Czy jeżeli prze­cho­dzę obok teatru, zerkając na afisz to mogę się nazywać kone­se­rem sztuki? Rzeczone sta­ty­styki do ankie­to­wa­nych zali­czają również “czy­tel­ni­ków”, którzy przy­naj­mniej raz w roku sięgnęli do książek kuchar­skich, atlasów dro­go­wych lub słow­ni­ków. Odsetek czy­tel­ni­ków “rze­czy­wi­stych”, wer­tu­ją­cych kilka pozycji rocznie, jest około czte­ro­krot­nie niższy.

Doży­li­śmy dziwnych czasów, w których osoba mogąca się śmiało pochwa­lić regu­lar­nym się­ga­niem po książki, nie tylko w żaden sposób nie mądrzeje, ale wręcz ryzykuje umysłowy regres. Coś tu mocno nie gra. Nie byłbym sobą, gdybym się nie zain­te­re­so­wał ilu z nas miewa kontakt z lite­ra­turą naukową lub popu­lar­no­nau­kową. Niestety do takich gustów, zgodnie z moimi prze­wi­dy­wa­niami, przyznał się zaledwie co dzie­siąty spośród “rze­czy­wi­stych” czy­tel­ni­ków. Łącznie będzie to 1–2% popu­la­cji powyżej 15 roku życia, wli­cza­jąc w to naukow­ców, magi­strów i gigan­tyczne rzesze stu­den­tów. Nie siląc się na wyra­fi­no­wane wnioski: trochę bieda. Inte­lek­tu­alna.

W obecnej sytuacji, nie widzę żadnego sensu bicia na alarm w związku z niskim poziomem czy­tel­nic­twa. Jeżeli akcje spo­łeczne mają się przy­czy­niać do sięgania po jakie­kol­wiek tytuły, to wręcz pro­te­stuję! Książka powinna być czymś więcej niźli prze­dłu­że­niem płytkiej rozrywki płynącej do nas z mediów. Kolego i kole­żanko, przez sam fakt prze­mę­cze­nia kilkuset stron cze­go­kol­wiek, nie wyeks­po­nu­jesz swojej przy­na­leż­ność do inte­lek­tu­al­nej czy kul­tu­ral­nej elity narodu. Wysil się trochę!

Czyżby?

A jak się ma wasze czy­tel­nic­two? Okre­śli­li­by­ście się jako czy­tel­nika czy “rze­czy­wi­stego” czy­tel­nika? Potra­fi­cie szczerze powie­dzieć, że w ciągu ostat­nich dwunastu miesięcy prze­czy­ta­li­ście, z własnej woli, naprawdę war­to­ściową książkę?

Zobacz też: Zbudujmy spo­łe­czeń­stwo odkryw­ców!


  • http://www.blogger.com/profile/14560816885102523372 filipex1001

    No ja żem prze­czy­tał w wakacje “Samo­lubny Gen”. A wczoraj żem zaczoł “Kosmos” Sagana. Od zawsze zawsze byłem bardzo odporny na książki. Regu­lar­nie czytam od około roku. Wiadomo, matura się zbliżała to chciałem poprawić jakoś swoje umie­jęt­no­ści pisar­skie. Czytanie rowija, zawsze rozwijał( nawet po tym roku czytania prak­tycz­nie książki za książką czuję jakis progres).
    Po prze­czy­ta­niiu tego wpisu posmut­nia­łem, bo jeśli rze­czy­wi­ście Polacy czytają te best­sel­lery empi­kow­skie to tylko płakać.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/09676086947134895016 Emil Śmistek

    Regu­lar­nie czytam od półtora roku i to różne powieści, od ero­tycz­nych aż po kry­mi­nały, kończąc na popu­lar­no­nau­ko­wych. Czy czuje się mądrzej­szy od innych? Nie. Czy czuje się lepszy od innych? Nie. I mnie to dener­wuje, jak jedna osoba z drugą wymą­drzają się, że są lepsze ponieważ czytają książki! Jakby czytanie samo w sobie miało magiczną moc doda­wa­nia mądrości. Czy zwięk­szył mi się zasób słów? Tak. I to dia­me­tral­nie, ponieważ buduje ład­niej­sze zdania, które mają większy sens.

    Wg mnie rze­czy­wi­sty czy­tel­nik to taki, który nie zamyka się na jeden gatunek, tylko czyta książki wszel­kiej maści. Ale czy to sprawia, że wybiera i te z listy empiku, jak i te popu­lar­no­nau­kowe. Wtedy można mówić o jakim­kol­wiek rozwoju. Po za tym czytanie samych oby­cza­jó­wek nie sprawi, że nagle będziesz socjo­lo­giem, tak samo książki kry­mi­nalne nie zrobią z Ciebie detek­tywa.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Keto

    Czytam trochę, ale głównie thril­lery i fan­ta­styczne. I oczy­wi­ście, że nie mogę powie­dzieć abym stał się dzięki nim mądrzej­szy. Dały mi rozrywkę i może przy okazji tro­szeczkę roz­wi­nęły moje słow­nic­two. To chyba tyle. Jeżeli ktoś się popisuje tylko tym, że prze­czy­tał pięć tysięcy stron CZEGOŚ to raczej ma niewiele w głowie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Czy prze­glą­da­nie i czytanie tekstów w inter­ne­cie też należy zaliczyć jako czytanie czy nie­ko­niecz­nie?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Właśnie o to się rozbija cały problem. Czy czytając mierną książkę roz­wi­jamy się bardziej niż sięgając do innych, teo­re­tycz­nie prost­szych źródeł? Moim zdaniem abso­lut­nie nie, a słabe książki bywają jeszcze bardziej szko­dliwe: mar­nu­jemy na nie więcej cennego czasu i często trudniej nam odróżnić bzdury od mądrości (tak autor książki — to musi być prawda!).

      Internet ma to do siebie, że jeżeli już posia­damy jakąś wiedzę i potra­fimy odróżnić war­to­ściowe treści, może nas bardzo wzbo­ga­cić. Przede wszyst­kim dzięki (zazwy­czaj) przy­stęp­niej­szej formie, dostęp­no­ści (kilka kliknięć i masz co chcesz) i inte­rak­cji z innymi inter­nau­tami. Gorzej kiedy sieć staje się naszym jedynym źródłem wiedzy i bez­kry­tycz­nie przyj­mu­jemy każdy artykuł i film z YouTube (patrz: cykl Głupota na nie­dzielę). A niestety z takimi posta­wami mamy do czy­nie­nia coraz częściej.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/09525289055953771062 Icchak Newton

    Od zawsze uważałem, że wszyst­kie ankiety typu “olaboga, jak to mało ludzi czyta, co to będzie” można o kant odbyt­nicy rozbić. Zawsze kiedy takie wyniki są odczy­ty­wane, naj­więk­sze larum podnoszą ludzie, którzy czytają w ilo­ściach hur­to­wych powieści S-f, fantasy, horrory i romanse. Pytanie tylko: Czy czy­tel­nik tego typu lite­ra­tury jest w czym­kol­wiek lepszy od czło­wieka, który nie czyta w ogóle? Moim zdaniem nie, co więcej jestem gotowy na stwier­dze­nie, że wręcz może być od niego gorszy, ponieważ czas, który ten człowiek spędzi z bez­war­to­ściową książką (zazwy­czaj jest to około 5–6 godzin), nie­czy­ta­jący może wyko­rzy­stać w dużo bardziej, kre­atywny sposób.
    Dodat­kową zaob­ser­wo­wa­łem, że ludzie, którzy czytają (cokol­wiek), z urzędu uważają się za jed­nostki lepsze i mądrzej­sze od innych. W wielu przy­pad­kach ludzie czy­ta­jący dają sobie dyspensę na realną naukę, czy inne poży­teczne dzia­ła­nia.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/05716771744707277970 kaysh

      Akurat SF to dosyć war­to­ściowa lite­ra­tura. Oczy­wi­ście nijak się ma do treści nauko­wych, ale jednak jeśli dobrze wybie­rzemy autora, to nie przej­dzie to bez echa.
      Wiem, że chodziło Panu raczej o ludzi czy­ta­ją­cych czytadła, ale nie mogłam się powstrzy­mać. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Również myślę, że była to po prostu gene­ra­li­za­cja. Bele­try­styka jak naj­bar­dziej może należeć do lite­ra­tury war­to­ścio­wej, a cho­ciażby “Kontakt” Sagana lub “Fundacja” Asmiova (do których nie­wąt­pli­wie jeszcze na łamach bloga nawiążę!) poru­szają bardzo ważne problemy, z którymi ludzkość będzie musiała się w przy­szło­ści zmierzyć.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • H_D

      Od siebie dodam “Śle­po­wi­dze­nie” Petera Wattsa no i książki naszego starego dobrego Sta­ni­sława Lema.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/05716771744707277970 kaysh

      Ja bym jeszcze dokleiła Zajdla ze swoją fan­ta­styką socjo­lo­giczną i Jacka Dukaja z nie­sa­mo­wi­tymi wizjami świata i genial­nym językiem, gwa­ran­tu­ją­cym efek­tywny trening dla mózgu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/05716771744707277970 kaysh

    Jakie jest źródło sta­ty­styk na temat czy­tel­nic­twa tekstów nauko­wych i popu­lar­no­nau­ko­wych? Bo z całym sza­cun­kiem, ale za cholerę nie mogę uwierzyć w tak niski odsetek.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Również pochodzą ze strony Biblio­teki Naro­do­wej (teraz linku nie mogę znaleźć). O ile pamiętam, do książek nauko­wych lub popu­lar­no­nau­ko­wych sięga 11% spośród tych 11% rze­czy­wi­stych czy­tel­ni­ków. IMO nie jest to jakiś dziwny wynik.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17443465129484666492 Kuba Grom

    Mam wrażenie że zawyżam średnią — dwie książki w tym tygodniu, dwie w poprzed­nim i trzy we wcze­śniej­szym.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/16573981070138409431 JamesVoo

    Dawno tu nie komen­to­wa­łem 🙂
    Post pisany z telefonu więc za wszyst­kie błędy których nie udało mi się uniknąć prze­pra­szam 🙂
    Sam mogę powie­dzieć że czytam książki. I mimo że prze­wa­ża­ga­tu­nek fantasy nie uważam tego za mózgo­trzep w stylu Harrego Pottera.
    I próbując odpo­wie­dzieć na ostatnie pytanie zacząłem sie zasta­na­wiać czy to co czytam jest war­to­ściowe.
    Są w moim “zali­czo­nym” księ­go­zbio­rze książki o socjo­tech­nice Kevina Mit­t­nicka czy “Dzień dobry… I co dalej?” Berne’a która nie jest porad­ni­kiem rand­ko­wi­cza a ciekawą lektura o analizie trans­ak­cyj­nej.
    Oprócz tego na warsztat zostało rzucone cho­ciażby Metro 2033 gdzie autor wykre­ował świetny świat post-apo­ka­lip­tyczny a i sama warstwa psy­cho­lo­giczna zacho­wa­nia ludzi po kata­stro­fie jest ciekawa. Teraz chłone “Achaje”, co już za mną i “Pomnik Cesa­rzo­wej Achai” gdzie Zie­miań­ski w mojej skromnej opinii dokonał mistrzo­stwa w kre­owa­niu świata. Od I tomu do końcówki III akcja jest tak kon­stru­owana że splatają się trzy pozornie nie­za­leżne historie.
    Nie chce komuś psuć zabawy bo tytuł potrafi zasko­czyć nawet jednym zdaniem.
    Do tego książki Bukow­skiego którego uwiel­biam i który pisze o cóż, niezbyt szczę­śli­wym życiu.
    I nie wiem które te lektury wrzucić do worka “war­to­ściowe” 🙂
    A w mojej skromnej opini lepiej obejrzeć porządny serial, np. Dr House i to nie ze względu na “śmieszne teksty” ale warstwę psy­cho­lo­giczna i sposób kre­owa­nia postaci co można dostrzeć po dłuższym czasie, niż brać do ręki kolejny poradnik “Jak wychować dziecko za pomocą pałki i zapałki” napisaną przez osobę która jest sławna przez to że jest sławna.
    Pozdra­wiam, JamesVoo 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/03731286275157855536 Przemek Bądaruk

    Odcze­ka­łem trochę więc pozwolę sobie dorzucić 3 grosze. Podejdę do tematu z trochę innej strony i nie bd robił z książek kozłów ofiar­nych. Proszę porównać wartości dzi­siej­szej mło­dzieży z tą dajmy XIX wieku. Prze­pastne wyżyny rozrywki dzi­siej­szych “ałto­ry­te­tów” to seks, obse­syjny anty­kle­ry­ka­lizm , nar­ko­ma­nia oraz inne przy­jem­no­ści. Teraz prze­łóżmy te “wartości” na best­sel­lery kupowane przez Polaków mam na myśli np “Pięć­dzie­siąt twarzy Grey’a” to można dojść do nastę­pu­ją­cego wniosku(może trochę za ostro i mocno to upro­ści­łem nie przeczę). Ludzie którzy coś sobą repre­zen­tują mogą czytać wszystko co im wpadnie w ręce, zawsze coś z tego wyciągną nato­miast postę­powcy bd mieli gdzieś sztukę , filo­zo­fię , naukę oraz tym podobne.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.liduk.pl/ Michał Liduk

    Moim zdaniem nawet z prostego roman­si­dła można wynieść coś poży­tecz­nego. Kiedyś z cie­ka­wo­ści prze­czy­ta­łem kilka takich. Fabuła jest śmiesz­nie prosta i bardzo łatwo zauważyć punkty wspólne. Oprócz samej wartości, jaką dane dzieło pre­zen­tuje, ważne jest także czego od niego ocze­ku­jemy, z jakim podej­ściem do niego przy­stą­pimy. Nazwijmy to naszym warsz­ta­tem inter­pre­ta­cyj­nym. Z roman­si­deł np. można dowie­dzieć się czegoś na temat oczekiwań/marzeń kobiet. Rzecz jasna, można zbyć to prostym — bzdury, głupoty, ale z jakiegoś powodu Har­le­qu­iny sprze­dają się/wypożyczają całkiem dobrze.

    Oczy­wi­ście zgadzam się z tezą, że obecne best­sel­lery, nie są tak war­to­ściowe jak te daw­niej­sze. Książka, książce nie równa. Jak siądę do czegoś skom­pli­ko­wa­nego np. z ekonomii to raz, że muszę się dobrze skupić, a dwa — idzie to na ogół dosyć powoli. Z drugiej strony bele­try­styka, której lubię zażyć przed snem — niektóre powieści czyta się jednym tchem. Mogą wystę­po­wać różne funkcje, ale z pew­no­ścią czytanie poszerza wyobraź­nię i zasób słow­nic­twa, może też poprawić orto­gra­fię.

    Z drugiej strony — znam osoby, które nic albo prawie nic w życiu nie prze­czy­tały i świetnie sobie radzą. Róż­no­rod­ność na świecie jest piękna 🙂

    Dziękuję za linka, pozdra­wiam ser­decz­nie!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17771727823134170679 ssa­gra­dass

    ja czytam regu­lar­nie od dłuż­szego czasu, od kilku lat, przez więk­szość tego czasu nie uważałem się za innego niż reszta do momentu kiedy dowie­dzia­łem się (to było kilka lat temu) że średnia liczba prze­czy­ta­nych ksiażek w Polsce w ciągu roku (na 1 os.) to 0,6 :P. od kilk miesięcy czytam ksiązki popu­lar­no­nau­kowe głównie o astro­no­mii i nie uważam się za boga wśród innych, uważam że ludzie są “równi” ale tak naprawdę nigdy tak nie jest. uważam się za czło­wieka w miarę świa­do­mego, mam swoje poglądy na temat religii, świata, ludzi i życia ogólnie poparte nie rodzin­nymi ‘wpo­je­niami’ (jest takie słowo? xd) ale jakimiś sen­sow­nymi argu­men­tami do któych starałem się docho­dzić jakoś przez ten czas.my point is że moim zdaniem ludzie nie do konca są (moim zdaniem, pod­kre­ślam!) równi. Pozdra­wiam ser­decz­nie komen­ta­to­rów i autora 🙂 P.S. Miło jest zobaczyć w tramwaju kogoś czy­taj­cego ksiązę dopóki nie zobaczy się tytułu ” jakiego koloru angelina jolie kupiła wczoraj gacie, sensacja!” z wyrazami szacunku, student 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Roz­czy­ta­nie kil­ku­stro­ni­co­wego artykułu nauko­wego, prze­czy­ta­nie go ze zro­zu­mie­niem, wycią­gnię­cie z niego inte­re­su­ją­cych wniosków, wychwy­ce­nie jego słab­szych i moc­niej­szych stron itp. zajmuje czasem więcej czasu niż prze­czy­ta­nie nie­jed­nej opasłej powieści. Czy czy­tel­nik, który czyta jeden artykuł naukowy w tygodniu jest gorszym czy­tel­ni­kiem niż gospo­dyni domowa, która czyta tygo­dniowo dwie opasłe powieści typu “Trę­do­wata”? 😉 Lite­ra­tura, moim skromnym zdaniem, może jednak sprzyjać roz­wo­jowi inte­li­gen­cji spo­łecz­nej i emo­cjo­nal­nej. Zna­la­złyby się jednak pewnie bardziej efek­tywne sposoby roz­wi­ja­nia tych kom­pe­ten­cji niż ślę­cze­nie nad książką…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ostat­nimi czasy czytanie książek zrobiło się modne, nawet bardzo. Samo w sobie nie prze­szka­dza mi ani trochę, jednakże przeraża mnie postawa “czytam, więc jestem mądry”. Tak jakby czytanie “Zmierz­chu” sta­no­wiło większe wyzwanie inte­lek­tu­alne od oglą­da­nia takiego Big Brothera…

    Mówię to jako osoba, która czyta raczej dużo, głównie dla rozrywki. Nie widzę jednak powodu dlaczego książka miałaby być lepsza niż film, serial czy nawet gra kom­pu­te­rowa. To taki wysiłek składać literki…? No proszę.…

    Znam ludzi, którzy nie lubują się w czytaniu książek (czytają niewiele lub nie sięgają po książki w ogóle). Znają się za to innych rzeczach, o których więk­szość “czytaczy” nie ma zie­lo­nego pojęcia. To jednak nie prze­szka­dza czy­ta­ją­cym trak­to­wać “nie­czy­ta­ją­cych” z góry. Bo jeśli nie czytają, to pewnie są anal­fa­be­tami, no nie? 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Obiek­tyw­nie war­to­ściowy.
    Jedno zdanie, dwa kłamstwa. Obiek­ty­wizm nie istnieje. War­to­ścio­wość nie istnieje. Dlaczego?
    Na przy­kła­dzie kolorów: Męż­czy­zna stwier­dzi, że bombka cho­in­kowa ma taki krwisty odcień, zaś kobieta powie, iż jest ona wiśniowa. Które ma racje? Oboje.
    Każdy postrzega świat inaczej w każdym jego punkcie.
    Za fizykami: Rze­czy­wi­stość obiek­tywna nie istnieje (a nawet sama rze­czy­wi­stość może nie istnieć).

    Jak zatem określić co jest war­to­ściowe dla wszyst­kich osób? W tym rzecz. Nie da się.
    Dla mnie war­to­ściowy jest pod­ręcz­nik C#, prace Stephena Hawkinga, Michio Kaku, Raymonda Kurz­we­ila, Mahatmy Gan­dhiego czy Dalaj­lamy XIV. Cenię pozycje trak­tu­jące o rachunku praw­do­po­do­bień­stwa czy sta­ty­styce mate­ma­tycz­nej. Uważam lite­ra­turę science fiction (budującą naszą przy­szłość), a także fantasy.
    W życiu nie sięgnę po roman­si­dło czy pozycje typu “Zmierzch” lub “Pięć­dzie­siąt twarzy Greya”, ponieważ jest dla mnie bez­war­to­ściowe.
    Dlaczego jednak dla psy­cho­loga lub socjo­loga Har­le­quin nie ma być war­to­ściową pozycją? Z jakiego powodu? Prostoty i bez­sen­sow­no­ści fabuły? Zarzut jest równie absur­dalny, co treść tegoż roman­si­dła, ponieważ dla takiego badacza może to być studium przy­padku.

    Posunę się dalej. Moim zdaniem dokład­nie to samo dosta­jemy w lek­tu­rach, czyli (teoretycznie/z zało­że­nia) naj­bar­dziej war­to­ścio­wej części lite­ra­tury. Według mnie “Cier­pie­nia młodego Wertera” były niczym innym jak roman­tycz­nym roman­si­dłem (jak­kol­wiek by to nie brzmiało).

    Mimo wszystko spró­bujmy zde­fi­nio­wać “war­to­ściową książkę”.
    War­to­ściowa książka — pozycja, która po zakoń­cze­niu pozo­sta­wia w czy­tel­niku wiedzę lub umie­jęt­no­ści (pomińmy pytanie “co to jest war­to­ściowa wiedza/umiejętność”, ponieważ prowadzi do kolej­nych rozważań).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Prze­ana­li­zujmy teraz kilka “naj­głup­szych” pozycji.
    1. Zaczniemy od kate­go­rii filmowej, gdyż wie­lo­krot­nie padał znak równości posta­wiony miedzy książ­kami oraz filmem.
    Weźmy serię “Rocky”. Prosta, nie­skom­pli­ko­wana historia nie niosąca żadnej wiedzy z dziedzin nauko­wych (przy­naj­mniej dla więk­szo­ści).
    Mimo tego uznaję to za jeden z naj­lep­szych filmów, jakie widzia­łem. Ma potężne prze­sła­nie: “Nie poddawaj się! Zawsze jesteś w stanie osiągnąć swój cel, jeśli pra­gniesz tego tak, jak pra­gniesz złapać kolejny oddech, gdy z jakiegoś powodu nie możesz tego zrobić!”.
    Jeśli ktoś weźmie sobie to do serca i dzięki temu jego kon­se­kwen­cja w dążeniu do pewnego celu wzmocni się, to dlaczego seria “Rocky” ma być bez­war­to­ściowa?
    2. Teraz coś bardzo cięż­kiego. Biorę na warsztat “Zmierzch”.
    Podobno historia jest równie głęboka, co kałuża w koleinie. Podobno jest nie­wia­ry­god­nie prze­wi­dy­walna. Niemniej kreacja boha­te­rów dru­go­pla­no­wych jest świetna. Gdyby dzięki “Zmierz­chowi” ktoś nauczył się w jaki sposób można nieźle wykre­ować postacie, to z jakiego powodu mamy prawo mówić, iż jest to pozycja obiek­tyw­nie bez wartości?

    Dzięki nawet naj­gor­szym książkom poprawia się zasób słow­nic­twa zarówno czynnego jak i biernego, nabywana jest intu­icyjna wiedza o inter­punk­cji oraz orto­gra­fii. Uczy popraw­nej kon­struk­cji zdań. Angażuje wyobraź­nię (w myśl Ein­ste­ina: “Wyob­raźnia bez wie­dzy może stworzyć rzeczy piękne. Wie­dza bez wyob­raźni naj­wyżej dos­ko­nałe.”, któremu zawtó­ro­wał pewien człowiek, którego toż­sa­mo­ści obecnie nie jestem w stanie sobie przy­po­mnieć: “Człowiek jest w stanie osiągnąć najwyżej tyle, ile jest w stanie sobie wyobra­zić.”)
    Taki bagaż edu­ka­cyjny niesie ze sobą każda pozycja.

    Ponadto jest w stanie natchnąć, zain­spi­ro­wać, zmienić stan emo­cjo­nalny (co może poprawić zdolność uczenia się), popro­wa­dzić do głęb­szych reflek­sji (może nawet filo­zo­ficz­nych, a zatem przy­wró­cić czło­wieka do greckich źródeł — do fileo sophii), spełniać funkcję mora­li­tetu (nawet jeśli jest to efekt nie­za­mie­rzony, zaś nawet naj­gor­szy zbrod­niarz może pasować — naj­ciem­niej­szy typ oraz skoń­czony zwy­rod­nia­lec, a jednak wyznaje jakieś zasady).

    Nie mamy zatem prawa wyro­ko­wać nad tym, co jest war­to­ściowe, a co war­to­ścio­wym nie jest.
    Jedyne, co możemy zrobić, to podzie­lić się z innymi tym, co liczy się dla nas i dlaczego tak jest. A nuż wachlarz “war­to­ścio­wych pozycji” drugiej osoby poszerzy się? 🙂

    Na koniec, nie wszystko jest tak głupie, na jakie czasem wygląda.
    Pewien człowiek twierdzi, że nie ma kon­ku­ren­cji dla jego firmy — Blue Ocean Strategy.
    Inny twierdzi, że nie będzie uczest­ni­czył w grach wię­zien­nych (wybierz naj­gor­szego typa i zmiażdż go albo zmiażdży cię kilku słabych) — wychodzi na środek placu i robi pompki na kościach długo po tym jak roz­kr­wawi sobie ręce.
    Kolejny jest zdania, ze z opcji “walcz albo uciekaj” wybierze opcję trzecią, którą nazwał “deli­kat­ność”.
    Bio­gra­fie oraz auto­bio­gra­fie również mogą być war­to­ściowe.

    Wesołych świąt 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://nitrogeniusz.pl/ Nitro­ge­niusz

    No bez przesady:) Z jednej strony artykuł jest jednak trochę prze­sa­dzony. Jednak z drugiej rze­czy­wi­ście jeśli ludzie czytają żeby czytać to jest to dziwne, rozumiem sytuację. Moim zdaniem lepiej zacząć czytać w inter­ne­cie gdzie znaleźć można wszystko na wszyst­kie tematy a po książkę sięgać dopiero gdy wiedza z inter­netu nam nie wystar­cza lub po prostu się wyczer­pała

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Konrad

    dobre… 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0