Powierzchnie odległych światów mogliśmy poznawać na długo przed wystrzeleniem w ich kierunku pierwszych sond. Wszystko dzięki temu, że obce globy Księżyca czy Marsa, a przynajmniej ich odłamki, pierwsze przyfrunęły do nas. Bez niczyjej pomocy.

Ale w jaki sposób?

Fakt, że kamień pocho­dzący z planety odda­lo­nej o dzie­siątki milionów kilo­me­trów może trafić na Ziemię, wprawia w zdu­mie­nie. Dziwi nas to głównie dlatego, że na co dzień poru­szamy się w świecie sto­sun­kowo silnej gra­wi­ta­cji. Odkąd trwa era eks­plo­ra­cji kosmosu, dosko­nale zdajemy sobie sprawę z tego, jak wiele energii musimy zapewnić naszym wehi­ku­łom aby uciekły przed siłą ciążenia. I rze­czy­wi­ście, trudno nam sobie wyobra­zić natu­ralny proces, naj­pew­niej rodzaj eks­plo­zji, który pozwo­liłby odłamkom osiągnąć prędkość ucieczki wyno­szącą ponad 11 km/s.

Wszystko staje się bardziej klarowne, kiedy przy­po­mnimy sobie, iż niektóre ciała Układu Sło­necz­nego posia­dają znacznie mniejszą masę od mat­czy­nej planety, a tym samym potrzeba pro­por­cjo­nal­nie mniej energii aby zerwać nie­wi­dzialny łańcuch gra­wi­ta­cji. W ten sposób, prędkość ucieczki dla naszego natu­ral­nego satelity wynosi zaledwie 2,4 km/s, dla Mer­ku­rego 4 km/s, a dla Marsa 5 km/s. Gorzej ma się sprawa z Wenus. Jako, że sio­strzana planeta dys­po­nuje gęstą atmos­ferą i masą zbliżoną do ziem­skiej, nie natra­fiamy na wenu­sjań­skie prze­syłki.

5 km/s jakie musi osiągnąć obiekt przy ewa­ku­acji z Marsa to mniej niż połowa pręd­ko­ści ucieczki z Ziemi, ale nadal nie mało. Wciąż należy pamiętać, że kata­strofy wybi­ja­jące w powie­trze tak szybkie pociski nie zdarzają się codzien­nie, nawet na czer­wo­nym globie. Z drugiej strony kamienie z mar­sjań­skim rodo­wo­dem nie posia­dają impo­nu­ją­cych roz­mia­rów, wiele z nich to w istocie okruchy o masie kilkuset gramów.
Meteoryt SAU 005, należący do klasy shergottytów.

Meteoryt SAU 005, należący do klasy sher­got­ty­tów.

Kiedy pędzący z ogromną pręd­ko­ścią meteoryt uderza w powierzch­nię Marsa, wybi­ja­jąc krater o średnicy kil­ku­dzie­się­ciu kilo­me­trów, część energii wyrzuca w atmos­ferę chmurę pyłu i skał. Zde­cy­do­wana więk­szość odłamków traci impet poddając się gra­wi­ta­cji i spada z powrotem. Jednak jakiś nie­wielki odsetek skał jest na tyle lekki i wznosi się po takiej tra­jek­to­rii, aby wyjść w prze­strzeń. Cały proces przy­po­mina mię­dzy­pla­ne­tar­nego berka: fragment nie­wiel­kiej pla­ne­to­idy trafia, dajmy na to, w Księżyc, wyrzu­cone odłamki satelity bom­bar­dują Marsa, a kawałek czer­wo­nej planety może wylą­do­wać na naszej planecie.

Meteoryty SNC, czyli goście z Marsa

Potrzeba nie­wia­ry­god­nego szczę­ścia aby taki kamyczek pofrunął akurat w stronę Ziemi i został wyłapany przez jej gra­wi­ta­cję, dlatego wielu naukow­ców długo pod­cho­dziło z ostroż­no­ścią do hipotezy o mete­ory­tach pocho­dzą­cych z obcych planet. Dopóki jedyny dowód sta­no­wiło geo­lo­giczne nie­do­pa­so­wa­nie poszcze­gól­nych zna­le­zisk do obszarów, na których je odkry­wano, łatwo było o kontr­ar­gu­menty. Zakła­dano, iż skała mogła pocho­dzić z Ziemi i zostać prze­trans­por­to­wana na inny kon­ty­nent przez jakiś natu­ralny proces, jak wybuch wulkanu czy właśnie ude­rze­nie mete­orytu. Wysuwano nawet teorie o silnej eks­plo­zji, jaka mogłaby wynieść odpryski skorupy ziem­skiej na niską orbitę, skąd po latach wró­ci­łyby z powrotem. Pomysł ten nie­spe­cjal­nie przy­słu­żył się scep­ty­kom. Pomyślmy: skoro przyj­mu­jemy, że na Ziemi mogło dojść do kata­kli­zmu roz­pę­dza­ją­cego okruchy skalne wiel­ko­ści pięści, do pręd­ko­ści około 11 km/s, to tym bardziej nie możemy odrzucić moż­li­wo­ści zaist­nie­nia podob­nych zdarzeń na mniej masywnym Marsie.

Sceptycy osta­tecz­nie usunęli się w cień po che­micz­nej analizie badanych mete­ory­tów. Wykazała ona ślady sub­stan­cji egzo­tycz­nych, jak choćby nie­spo­ty­ka­nego na Ziemi izotopu tlenu. Z kolei geo­lo­go­wie zauwa­żyli słabe nama­gne­so­wa­nie obecnego w próbkach żelaza, które wskazuje na wystę­po­wa­nie mizer­nego pola magne­tycz­nego w miejscu ich powsta­nia. W każdym razie znacznie słab­szego niż pole wystę­pu­jące na Ziemi. W końcu, wiek kon­tro­wer­syj­nych kamieni jed­no­znacz­nie wyeli­mi­no­wał spośród kan­dy­da­tów na ich ojczyznę, niemal wszyst­kich kon­ku­ren­tów Marsa. To bardzo ważne: żaden okaz nie jest starszy niż 1,4 miliarda lat (poza drobnymi wyjąt­kami, jak ALH 84001), ale jed­no­cze­śnie wszyst­kie należą do klasy skał mag­mo­wych. (Dla porządku, naukowcy podzie­lili zna­le­zi­ska na trzy pod­sta­wowe grupy o nie­przy­jem­nie brzmią­cych nazwach: sher­got­tyty, nakh­litty, oraz chas­si­gny. W skrócie mówimy o mete­ory­tach SNC. Nieco różnią się między sobą wiekiem i składem, ale wszyst­kie należą do skał mag­mo­wych, przy­po­mi­na­ją­cych budową ziemskie bazalty.) Zesta­wie­nie młodego wieku z taką struk­turą oznacza, że SNC nie mogą pocho­dzić z ciała, które od prawie półtora miliarda lat nie wykazuje aktyw­no­ści wul­ka­nicz­nej. Odpadają więc wszelkie pla­ne­to­idy i niemal na pewno Księżyc. Jako, że z powodów opi­sa­nych wcze­śniej w grę nie wchodzi także Wenus, na placu boju pozo­staje w zasadzie wyłącz­nie czerwona planeta.
"Skamielina" ALH 84001. Życie z Marsa, czy Ziemskie zanieczyszczenie?

“Ska­mie­lina” ALH 84001. Życie z Marsa, czy ziemskie zanie­czysz­cze­nie?

Rewelacje z Allan Hills

Do dziś, liczbę odkry­tych mete­ory­tów o przy­pusz­czal­nie mar­sjań­skim rodo­wo­dzie, należy podawać w dzie­siąt­kach. O ich ważności świadczy choćby zamie­sza­nie wywołane przez słynny ALH 84001. Odna­le­ziony na Antark­ty­dzie dwu­ki­lo­gra­mowy kamień, zawierał ślad czegoś przy­po­mi­na­ją­cego ska­mie­nia­łość drob­no­ustroju. Nie trzeba było długo czekać, aby świat obiegła wieść o tym jakoby w odległej prze­szło­ści Mars tętnił życiem. Odkryty kilka lat temu meteoryt NWA7034, zawie­ra­jący w sobie spore ilości wody, dodat­kowo wzmocnił te nadzieje.

To tylko kon­tro­wer­syjna teoria, jak na razie daleka od potwier­dze­nia. Jednak sam fakt powsta­nia tak dale­ko­sięż­nych kon­cep­cji, wyłącz­nie w oparciu o nie­wielki skrawek skały odna­le­ziony na lodowym pust­ko­wiu, wydaje się nie­zwy­kły. A możemy być niemal pewni, że pod bie­gu­no­wymi śniegami i pustyn­nymi piaskami, setki równie lub bardziej inte­re­su­ją­cych mete­ory­tów, wciąż czeka na odkrycie.
Literatura uzupełniająca:
H. McSween, Od Gwiezdnego Pyłu do Planet. Geologiczna podróż przez Układ Słoneczny, Warszawa 1996;
A. Pilski, Nieziemskie skarby, Warszawa 1999;
What is ALH 84001, the Mars meteorite with the possible fossils?, [online: lpi.usra.edu/lpi/meteorites/The_Meteorite.shtml].
  • Joki

    Ja tam nadal jestem scep­tyczny. Do marsa jest ze 100 mln km szansa na tra­fie­nie w nas takiego odłamka wydaje mi się bliska zeru.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Bliska, ale nie równa 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Daius

    I w ten oto sposób w sposób oszczędny bez wysy­ła­nia żadnych rakiet i sąd powin­ni­śmy badać ciała układu sło­necz­nego :).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0