Współczesny Polak nie posiada wiedzy na temat otaczającej go, fizycznej rzeczywistości. Pisałem już o tym i będę to powtarzał do znudzenia. Postulaty ogólnej teorii względności brzmią dla wielu jak motyw z kiczowatego science-fiction, Ziemię uważamy za całkowicie bezpieczny i stworzony dla naszej wygody pępek wszechświata, natomiast mechanika kwantowa pretenduje do miana bzdurnej fantazji mającej więcej wspólnego z mistycyzmem niż nauką.

By nie być goło­słow­nym: prze­glą­da­jąc komen­ta­rze na pewnym portalu inter­ne­to­wym, dowie­dzia­łem się m.in., że mecha­nika kwantowa to “czyste teo­re­ty­zo­wa­nie”, nie można jej “brać na poważnie” i “różni się od religii tylko tym, że nie oferuje życia wiecz­nego”. Brak wiedzy to jeszcze nie grzech, ale już fakt zabie­ra­nia głosu w dyskusji leżącej mery­to­rycz­nie na zupełnie innym kon­ty­nen­cie niż własne zain­te­re­so­wa­nia, świadczy o daleko posu­nię­tym idio­ty­zmie. Zostawmy to jednak na boku.

Po prze­czy­ta­niu tego, bzdur­nego komen­ta­rza przyszła mi do głowy nie­ty­powa, może nawet nieco naiwna idea. Pomysł, który bez wielkich nakładów i dłu­go­let­nich reform, mógłby zauwa­żal­nie zwięk­szyć spo­łeczną świa­do­mość i jed­no­cze­śnie zła­go­dzić pora­ża­jący poziom igno­ran­cji naukowej, z jaką użeramy się na co dzień. Wszystko to, osią­gniemy przez… dodanie do szkol­nego kanonu pozycji popu­lar­no­nau­ko­wych.

Ostudzę nawet swój refor­ma­tor­ski zapał. Dodajmy jedną, krótką i ope­ru­jącą prostym językiem książkę doty­ka­jącą sfery naukowej. Nie narzucam nawet kon­kret­nych tytułów czy nazwisk, gdyż autorów godnych zająć miejsce między Sien­kie­wi­czem a Żerom­skim, można wymienić aż nadto. Wymagam speł­nie­nia co najwyżej jednego kry­te­rium: lektura musi zain­te­re­so­wać prze­cięt­nie roz­gar­nię­tego nasto­latka. Nie cho­dzi­łoby tu bowiem o naukę wzorów, roz­wią­zy­wa­nie zadań i wkuwanie defi­ni­cji. Nikt nie prze­py­ty­wałby uczniów z równania Schrödin­gera lub defi­ni­cji cza­so­prze­strzeni Min­kow­skiego. Miło byłoby jednak, gdyby poten­cjalny matu­rzy­sta żyjący w XXI wieku, przy­naj­mniej kojarzył takie hasła jak: kot Schrödin­gera, paradoks dziadka czy czarna dziura. Zauważmy, że niektóre pojęcia urosły do rangi memów, poja­wiają się w popkul­tu­rze stając się czymś więcej niż tylko nauko­wymi ter­mi­nami. W tym zna­cze­niu, nie różnią się one znacząco od motywów lite­rac­kich, z jakimi zapo­znaje się uczniów na lekcjach języka pol­skiego.

Nie ukrywam, że w obliczu takiej reformy, liczył­bym również na reorien­ta­cje polskiej kultury czy­tel­ni­czej. Poważnie: ilu z waszych zna­jo­mych regu­lar­nie sięga do lite­ra­tury naukowej lub popu­lar­no­nau­ko­wej? No dobra, ilu miało w ręku przy­naj­mniej kilka książek nie­fa­bu­lar­nych? I nie pytam tu o osob­ni­ków, którzy ostatni raz prze­czy­tali stronę tekstu, prze­wra­ca­jąc instruk­cję do tele­wi­zora. System edukacji cał­ko­wi­cie dys­kry­mi­nuje książki popu­lar­no­nau­kowe, ładując w nas dzie­siątki wolu­mi­nów bele­try­styki. Oczy­wi­ście nie neguję tu ogólnego sensu zapo­zna­wa­nia z lite­ra­turą piękną — trzeba zetknąć się z różnymi stylami, epokami, poznać zasłu­żo­nych autorów i kla­syczne tytuły. Tyle tylko, że ucznio­wie nie powinni przy tym tracić z oczu innych wartości jakie niesie ze sobą czytanie. Książki mogą nie tylko rozwijać wyobraź­nie, ale również krzepić racjo­na­lizm oraz skłaniać do filo­zo­ficz­nego spoj­rze­nia na świat.

Nie uważam tego zadania za nie­wy­ko­nalne. Pewnie znów wykazuję się nad­mierną wiarą w ludzkość, ale podobnie jak Carl Sagan, myślę że w każdym z nas drzemie pier­wia­stek sceptyka i odkrywcy. Szkoła nato­miast, powinna robić wszystko, aby kon­fron­ta­cja dzie­cię­cej fascy­na­cji nauką z przy­ziem­nymi lekcjami fizyki, biologii i chemii, prze­bie­gła jak naj­de­li­kat­niej.

Wielu z was uzna ten koncept za eks­tra­wa­gancki i nie mający szansy powo­dze­nia. Ale czy cokol­wiek ryzy­ku­jemy? Jedna właściwa lektura, nakre­ślona przez wirtuoza w swoim fachu, może bardzo pozy­tyw­nie wpłynąć na stosunek nasto­latka względem nauki. A jeśli nie, to przy­naj­mniej zmniej­szy liczbę pajaców po maturze, myślą­cych, że dźwięk podró­żuje z pręd­ko­ścią większą od światła.

  • Ano­ny­mous

    Pomysł bardzo dobty, z tym, że szkoła ma za zadanie oduczyć myślenia, cho­dze­nia swoimi ścież­kami, cie­ka­wo­ści świata, i wychy­la­nia się przed szereg dlatego ten pomysł nie wypali.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kajtek

      Dokład­nie jakieś klucze odpo­wie­dzi, nawet pisząc wypra­co­wa­nie człowiek czuje się jak na teście. Ale dać głąbom to poczy­ta­nia coś war­to­ścio­wego by się przydało, może otwo­rzy­łoby to trochę umysły.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/02969190837879676054 Penny Aldaya

    Ogólna kon­cep­cja trafna, ale zapewne rozbije się o mur oporu nauczy­cieli. Lit. popu­lar­no­nau­kową nale­ża­łoby prze­ra­biać na innym, niż już do tego prze­zna­czo­nym jęz. polskim, przed­mio­cie. A wtedy pewnie rozległ by się krzyk, że nikt nie ma na to czasu. Być może co bardziej światli peda­go­dzy wycię­liby ułamek programu i udałoby się to zre­ali­zo­wać, ale na stu­pro­cen­towy odzew nie ma co liczyć. Tym bardziej że, umówmy się, współ­cze­śni nauczy­ciele sami nie znają tych “kul­to­wych” popu­lar­no­nau­ko­wych pozycji.
    W związku z tym, ogromne pole do popisu mają biblio­te­ka­rze szkolni, którzy, będąc zorien­to­wani w zain­te­re­so­wa­niach czy­tel­ni­czych swoich uczniów, mogą podsuwać im odpo­wied­nie pozycje, również te naukowe 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/00255709389210041939 Krzysz­tof Kacprzyk

    Samo z siebie się nie stanie. Ktoś musi wziąć na siebie przy­go­to­wa­nie listy pole­ca­nych książek gdzie będzie jedna obo­wiąz­kowa, kilka opcjo­nal­nych i kil­ka­na­ście (kil­ka­dzie­siąt) roz­sze­rza­ją­cych. A kto to ma zrobić? Przecież nie minister bo on nie jest od tego 🙁
    Pro­po­nuję aby w komen­ta­rzach zgłaszać pro­po­zy­cje takich pozycji i później na blogu zrobić gło­so­wa­nie nad kolej­no­ścią pozycji a na końcu opu­bli­ko­wać jeden wpis z zebraną tą mądro­ścią, który to wpis można by pro­pa­go­wać po blogach, fejs­bu­kach i inter­ne­tach 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Przy­po­mnia­łeś mi swoim postem, że obie­ca­łem sobie recen­zo­wać prze­czy­tane książki popu­lar­no­nau­kowe na łamach bloga. No bo jak to — kry­ty­kuję, nawołuje do zmian, a sam nic nie robię dla poprawy sytuacji =).

      Gdybym miał w tej chwili czymś zarzucić, wybrał­bym któreś z dzieł Sagana. Nie tylko ze względu na przy­swa­jal­ność, ale również sylwetkę samego autora-wizjo­nera. Astronom potrafił z nie­spo­ty­kaną gracją opo­wia­dać o kosmosie, stale skła­nia­jąc do prze­my­śleń. Odra­dzał­bym nato­miast Hawkinga. Krótka Historia Czasu jest rze­czy­wi­ście treściwa i stanowi klasykę gatunku, ale mówiąc szczerze autor nie posiada tak lekkiego pióra jak Sagan czy Tyson.

      Pomysł wyboru pozycji do poten­cjal­nego kanonu, wygląda zachę­ca­jąco — może kiedyś. Na razie, aTezy cieszą się jeszcze zbyt małą popu­lar­no­ścią.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/06327866666676149298 Cie­ka­wostki o poranku

      Carl Sagan opowiada o nauce w tak poetycki sposób, że jego książki można by nazwać lite­ra­turą piękną. Jego logiczny sposób myślenia i obe­zna­nie z meto­do­lo­gią naukową (oraz sama sylwetka autora) spra­wiają, że jest On według mnie głównym kan­dy­da­tem do takiej listy. Widzę, że wiele osób myśli podobnie, więc postawię otwarte pytanie — jaka książka Sagana byłaby naj­lep­sza do prze­czy­ta­nia w szkole? “Błękitna kropka”? “Świat nawie­dzany przez demony”? 

      Postacią która być może nawet prze­ga­nia Sagana w obra­zo­wych, jasnych, prostych i spójnych logicz­nie wywodach może być Richard Dawkins. Mogę sobie wyobra­zić, że po prze­czy­ta­niu “Boga uro­jo­nego” albo “Samo­lub­nego genu” uczeń już nigdy nie spojrzy na świat tak samo. Terminy wymy­ślone przez Dawkinsa są szeroko wyko­rzy­sty­wane przez naukow­ców, a nawet…w inter­ne­cie jako memy. Tutaj jednak problem natury tech­nicz­nej — autor jest znie­na­wi­dzony na całym świecie przez wie­rzą­cych, a Polska jest kato­lic­kim krajem. 

      Jeśli ktoś również widziałby Carla Sagana i Richarda Dawkinsa na takiej liście to proszę napisać tutaj.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Hehe Dawkinsa oczy­wi­ście bym widział, choć Polacy rze­czy­wi­ście się do niego nie prze­ko­nają. A powód jest pro­za­iczny, ludzi boli wyty­ka­nie bole­snych i nie­wy­god­nych prawd.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    A po co to, skoro i tak więk­szo­ści się nie chce uczyć zwy­czaj­nej fizyki czy innych przed­mio­tów?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ogar­nięty pomysł. Bardzo. Mógłby się spraw­dzić, a że fak­tycz­nie polo­ni­ści mogliby nie podołać to może warto prze­nieść taką poje­dyn­czą lekturę na fizykę lub coś podob­nego?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Pomysł do bani.
    1. Więk­szość tak czy tak lektur nie czyta i ma je gdzieś,
    2. Jeśli ktoś czegoś nie zamierza przy­swoić to tego nie zrobi. I nawet jeśli z takiej książki będzie można wywnio­sko­wać defi­ni­cję ciała dosko­nale czarnego to i tak w końcu człowiek to zapomni,
    3. Teraz jest bardzo dobrze. To, że ktoś wypo­wiada się na temat czegoś o czym nie ma pojęcia to jest jego sprawa. Pro­po­nuję dać sobie z tym spokój i wrócić do własnych zajęć.
    4. Jeśli ktoś będzie miał smykałkę do czegoś lub zain­te­re­suje go coś to będzie to robił dalej. Także odkrywcy odkryją się sami. Sami znajdą siebie i swoje hobby. Nie trzeba w to inge­ro­wać. Wystar­czy tego nie utrud­niać poprzez nie mie­sza­nie się w te sprawy 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      1. Właśnie tego argu­mentu się spo­dzie­wa­łem. Nie uważasz, że tego typu rozu­mo­wa­nie prowadzi donikąd? Więk­szość nie czyta w ogóle — po co więc jakie­kol­wiek lektury? Więk­szość nie lubi mate­ma­tyki — wyrzućmy ją z matury. Więk­szość chce być idiotami — dalej obni­żajmy progi i redu­kujmy program.
      Jestem na nie.
      2. Człowiek zapomina wielu rzeczy, których się w ciągu życia nauczy. Celem, co pod­kre­śli­łem w tekście, nie jest jednak prze­ka­za­nie samych infor­ma­cji, a poka­za­nie, że istnieje coś takiego jak lite­ra­tura popu­lar­no­nau­kowa.
      3. Tu masz rację.
      4. Nie wszyscy mają szczę­ście trafić na niszę, która rze­czy­wi­ście odpo­wiada ich poten­cja­łowi i zain­te­re­so­wa­niom. Czasem potrzeba jakiegoś impulsu, auto­ry­tetu, który wepchnie młody umysł na właściwą ścieżkę. Z drugiej strony, bolesne zetknię­cie z jakąś dzie­dziną, tra­fie­nie na nie­sym­pa­tycz­nego nauczy­ciela i nudny pod­ręcz­nik, może wywrzeć skutek odwrotny. Tak więc, inge­ren­cja nie jest bez zna­cze­nia.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Pomarzyc warto, ale niestety naszemu swiatu bardzo daleko do idealu (o kraju juz nawet nie wspomne).
    Edukacja u nas to 3xZ — Zakuj, Zdaj, Zapomnij.
    Ale trudno sie dziwic skoro na biologii ucza budowy pan­to­felka, na geo­gra­fii wyzyn w Chile, a na polskim musisz trafic w klucz czyli myslec tak jak chce nauczy­ciel (a moze autor mial na mysli, ze to niebo bylo czarne ot szla burza — a nie odrazu smierc, mord itd), a na mate­ma­tyce kujesz na pamiec wzor na objetosc gra­nia­sto­slopa. Osta­tecz­nie nie nauczysz sie rzeczy przy­dat­nych; jak wypelnic pit, jak ktora droga dojechac z miasta do miasta, jak ugotowac zupe czy zmienic gniazdko.
    Lekcje fizyki czy chemii to klepanie na pamiec regul i wzorow. Nie ma eks­pe­ry­men­tow rodem z filmow ame­ry­kan­skich, poje­dyn­czy nauczy­ciele potrafia wyjsc poza schemat i pokazac jakas cie­ka­wostke w przy­jem­nych przy­kla­dzie.

    A zasad­ni­cza kwestia i tak jest przykra — wiek­szosc ludzi nie mysli o niczym poza zgro­ma­dze­niem kasy zeby wystar­czylo do konca miesiaca.
    Praca wiek­szosc dnia, pozniej zmeczony w fotelu piwko i tv z tancami na wodzie.
    Wyzsze kwestie tlumacza sobie Bogiem, ‘wszystko wyglada jak wyglada bo Bog tak chcial’ i koniec tudziez ‘jestesmy zbyt mali zeby odkryc wole Boga’.
    Brak dzie­cie­cej cie­ka­wo­sci typu ‘a dlaczego trawa jest zielona’ (to akurat bardzo ciekawe pytanie bylo omawiane na kon­ku­ren­cyj­nym blogu).
    Naj­pry­mi­tyw­niejsi wciaz zyja jak zwykle zwie­rzatka — nazrec sie, napic i poruchac…

    Pozdra­wiam, Slawek

    Ps. Tylko prosze sie nie czepiac braku polskich znakow.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Co do pomysłu z książ­kami, to również uważam, że nie przej­dzie z racji tego, że spo­łe­czeń­stwo face­bo­oków nie będzie po prostu zain­te­re­so­wane kolej­nymi “lek­tu­rami”. Ponadto dojdzie naj­waż­niej­szy argument czyli kasa. 

    Oso­bi­ście nie czytałem za wiele książek popu­lar­no­nau­ko­wych. Obecnie czytam “Odkryj smak fizyki” Przy­stawy, ale nie dawno miałem w rękach książkę “Fizyka wokół nas” Paul G.Hewitta, którą uważam za wyśmie­nity pod­ręcz­nik do pod­sta­wówki lub gimnazjum(niestety bardzo drogi).
    Moim zdaniem to właśnie na naj­niż­szych szcze­blach edukacji trzeba pokazać fizykę z jak naj­cie­kaw­szej strony, dlatego ten pod­ręcz­nik byłby idealny do tego celu. Poza tym potrzebni są nauczy­ciele, którzy chcie­liby wyjść poza schematy naucza­nia i pokazać jakieś doświad­cze­nia. Krótki film może też znacząco podnieść jakość lekcji i zacie­ka­wić uczniów.
    Jest też bardzo fajne cza­so­pi­smo Neutrino, które nadaje się do gim/liceum a pre­nu­me­rata nie jest droga(tylko przy­da­łoby się, żeby wycho­dziło częściej).

    Niestety rze­czy­wi­stość jest inna, uczy się wzorów bez ich zro­zu­mie­nia i w wielu uczniach zako­rze­nia się myślenie, że nigdy nie nauczą się fizyki.
    Mnie na przykład krew zalewa jak słyszę od kolegi/koleżanki, że ich nauczy­ciel fizyki twierdzi, że wzorów trzeba się wykuć i tyle.

    Z drugiej strony lista cie­ka­wych książek popu­lar­no­nau­ko­wych nie jest złym pomysłem i na pewno sko­rzy­sta­łoby z niej wiele osób, które inte­re­sują się tematem, ale nie czytały za wiele tego typu pozycji(czyli ja xD). Mógłbyś ją mieć na swoim blogu, a może w przy­szło­ści powięk­szy się grono zain­te­re­so­wa­nych, którzy trafią na nią buszując w sieci(wiadomo nic nie zrobi się pstryk­nię­ciem palca, na wszystko potrzeba czasu).

    Pozdr., Tobiasz

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/03731286275157855536 Przemek Bądaruk

    Witam,
    nie zgodzę się z autorem, który pro­po­nuje narzucić młodym ludziom ‘program’ naucza­nia. Według mnie naj­więk­szym pro­ble­mem polskiej edukacji jest Mini­ster­stwo Edukacji.Uważam, że to rodzic wie jakie pre­dys­po­zy­cje ma jego dziecko i jak ma się rozwijać, przecież rodzice chcą jak naj­le­piej dla swojego dziecka. Musimy spry­wa­ty­zo­wać szkoły i uczelnie bo tylko dzięki temu bd można osiągnąć sukcesy w nauce, patrzcie USA naj­lep­sze ‘uniwerki’ są prywatne i to one narzu­cają trend w fizyce,biologi i innych ścisłych przed­mio­tach. Żeby nie prze­dłu­żać, autor chce dobrze gdyż poziom wiedzy Polaków jest dość niski co łatwo zauważyć lecz jego pomysły idą w stronę socja­li­zmu a Polska szkoła potrze­buje liber­ta­li­zmu i odpo­czynku od urzę­da­sów.
    pozdr., Przemek

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Dobry pomysł, ale możemy nie doczekać się reali­za­cji. Zamiast czekać niech każdy da w pre­zen­cie jakiemuś zna­jo­memu dziecku książkę albo cza­so­pi­smo. Ja dostałam od kogoś prawie obcego “Bajki Robotów” Lema. To obudziło moją cie­ka­wość i roz­wi­nęło wyobraź­nię. Okazja zawsze się znajdzie, urodziny albo coś.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Pomysł uważam za świetny, wiele bym dał aby wszedł w życie…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Dodat­kowa prze­szkoda, to niestety prze­ciętny poziom wiedzy nauczy­cieli. Są peda­go­giczne bry­lan­ciki ale to promile wśród obecnych nauczy­cieli w Polsce. Bufonada, aro­gan­cja i niewiele ponad to. Często sami nie rozu­mieją przed­miotu, jakiego uczą. Dlatego nie potrafią popro­wa­dzić ciekawie i zro­zu­miale wykładu .lekcji/. Sam pomysł — marzenie ale chyba nie do speł­nie­nia. Moja ocena tylko pozornie jest surowa. Mam kontakt z mło­dzieżą gim­na­zjalną i widzę, że ich nauczy­ciele to w więk­szo­ści miernoty. Oczy­wi­ście miernoty z dyplo­mami!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    jak pokazał Piknik Naukowy, ludzie, a szcze­gól­nie młodzież garnie się do wiedzy. Problem w tym, że nie mają jej gdzie zdobyć. Nie daje jej niestety szkoła, nie daje tv “misyjna”, i ta natu­ralna cie­ka­wość zostaje w dzie­ciach zaglu­szona bzdurami z tv, gazetek, inter­netu. Poten­cjał jest, tylko państwo nie potrafi (nie chce) go wyko­rzy­stać. Dlaczego ci studenci pasjo­naci, pro­wa­dzący świetne pokazy dla publicz­no­ści na Pikniku nie zostają potem nauczy­cie­lami? Dlaczego nauczy­ciel aka­de­micki nie może mieć kilku godzin zajęć w gim­na­zjum czy liceum publicz­nym? Dlaczego w szkolach zostali w więk­szo­ści nie­udacz­nicy, leczacy swoje kom­pleksy i nie potra­fiący prze­ka­zać wiedzy uczniom (o zain­te­re­so­wa­niu ich czym­kol­wiek spoza programu nie wspo­mi­na­jąc). Dlaczego co roku robimy reformy szkol­nic­twa, a poziom matury zrównał się co najwyżej z 8 klasą sprzed 20 lat? Dlaczego uczymy wypeł­niać testy, a nie uczymy myśleć?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/06327866666676149298 Cie­ka­wostki o poranku

    Oso­bi­ście czytam jedną książkę naukową bądź popu­lar­no­nau­kową mie­sięcz­nie i trzymam to tempo od 3–4 lat. Prowadzę nawet listę takich książek i umiesz­czam ich recenzję w inter­ne­cie. Nie wyobra­żam sobie przestać je czytać. Powiem więcej — po wcią­gnię­ciu się w taką tematykę wiele innych książek wydaje się…no…naiwnych. Wydaje mi się, że po prostu wybór tego co czytamy zmienia nasz sposób myślenia. Dlatego w pełni popieram ini­cja­tywę dodania kilku książek popu­lar­no­nau­ko­wych do kanonu książek szkol­nych. Zacie­ka­wić nauką takimi książ­kami nie trudno. 

    Mogę nawet zapro­po­no­wać 3 tytuły do roz­pa­trze­nia:
    Carl Sagan — Świat nawie­dzany przez Demony.
    Richard Dawkins — Rzeka genów.
    Natalie Angier — Kanon. Wyprawa galopem przez piękne podstawy nauki

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    “Krótka historia prawie wszyst­kiego” Billa Brysona jest ciekawą pozycją. Historia odkryć i wyna­laz­ków pokazana jest od strony ludzi, tych właśnie odkryw­ców i wyna­laz­ców. Lektura godna pole­ce­nia, zachęca do się­gnię­cia po inne książki, żeby doczytać o danym odkryciu czy wyna­lazku i ich autorach.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.godmother.pl/ God­mo­ther

    Bardzo dobry pomysł i bardzo mocno popieram.
    Nie ma zna­cze­nia, że wiele dzie­cia­ków lektur nie czyta, są tacy którzy czytają i w inte­li­gent­nym towa­rzy­stwie na stare lata prze­ści­gają się w porów­na­niach do wertera czy dziadów.

    Dlatego apeluję do pomy­sło­dawcy — stwórzmy petycję, oso­bi­ście zaan­ga­żuję się do zbie­ra­nia podpisów, dowiedzmy się ile ich byłoby potrzeba, by akcja została zauwa­żona przez mini­ster­stwo edukacji.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Niestety skoro twórca tekstu jaki był na maturze dostał za jego inter­pre­ta­cję 70% to będzie trudno wpro­wa­dzić wyżej opisany pomysł. Nauczy­ciele nie zgodzą się na to ze względu na wygodę. Szkoda.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ech to jest pomysł wart wyróż­nie­nia. Kiedyś tak będzie, dodała bym psy­cho­lo­gię. Jednak mają rację piszący tu że młodzież trudno zachęcić do nowych lektur. Nie zaczy­nała bym od Sagana czy Krótkiej historii czasu, ale właśnie od takich arty­ku­łów jak tutaj czytam ! To byłby strzał w 10 ! Wierzę że nawet opornych by to wcią­gnęło. Zaczy­na­łam od fan­ta­styki popu­larno naukowej( już nie pamiętam)czasopisma popu­larne leciut­kie itp, Potem Czarne dziury koniec wszech­świata, zamierz­chła lektura itp. Wg mnie nie ma się co łudzić że zamiast religii dodadzą szybko popu­lar­no­nau­kowe tematy. Jednak pomysł genialny, i to już jest zasiane. Nie wolno się zrażać.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Pomysł dobry lecz, system edukacji w polsce jest jaki jest. Nauczy­ciele tacy jak w mojej byłej szkole uczący po 3/4 przed­mioty, jednak niewiele umnieją. “Jeśli coś można w ogóle zro­zu­mieć, można to też zro­zu­miale wyłożyć. ” a to w Polsce nie jest niestety możliwe. 

    Pozdra­wiam. Marek, uczeń liceum

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mrdahold

    Jest Solaris. W klasie nikt go nie prze­czy­tał, że o zro­zu­mie­niu nie wspomnę 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Science-fiction to nadal lite­ra­tura piękna. Ja piszę o pozy­cjach popu­lar­no­nau­ko­wych. To zde­cy­do­wa­nie nie to samo.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Roman Husarski

        A z cie­ka­wo­ści, jaką lekturę kon­kret­nie by Pan zapro­po­no­wał?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0