Z braku mobi­li­za­cji, a czę­ściowo z braku czasu, w ostatnim odcinku przed­sta­wię nieco mniej eks­cy­tu­jącą misję niż powi­nie­nem. Tym razem obrałem sobie za cel skon­stru­owa­nie jak naj­więk­szej rakiety nośnej, a następ­nie wyko­rzy­sta­nie jej do posłania sondy w celu zbadania krańców układu pla­ne­tar­nego.

Poprzedni odcinek: Łazik na Evie.


Rakiety z serii Agapa cecho­wała odmienna niż dotąd budowa. Rdzeń rakiety złożony z mniej­szych typów zbior­ni­ków i silników niejako “wsa­dzi­łem” wewnątrz pier­ście­nia naj­więk­szych napędów. Na ilu­stra­cji Agapa II.


Wszelkie wyma­ga­nia spełniła czwarta wersja rakiety. Ode­rwa­nie tego kolosa od powierzchni ziemi zapew­niało aż dziewięć potęż­nych silników na paliwo ciekłe. Trzeba było być jednak ostroż­nym, bowiem zwięk­sze­nie ciągu do maksimum powo­do­wało roz­sy­pa­nie się maszyny.


Zaraz przed wejściem na orbitę pozbyłem się ostat­nich dużych zbior­ni­ków. Reszta musi wystar­czyć do dalszej podróży.


Celem był Jool, naj­więk­sza planeta układu. Zielona wersja znanego nam Jowisza.


Lot Adapy IV trwał prawie rok. Wejście na orbitę Joola nie było łatwe i kosz­to­wało sporo paliwa.


Po odpo­wied­nim pomniej­sze­niu średnicy orbity, sonda zbliżyła się do zielonej planety. Prędko wykryto jego cztery satelity: Laythe, Val, Tylo i maleńki Bop.


Dla lepszego poznania układu pla­ne­tar­nego, wysłano kolejne misje w inne miejsca. Naj­cie­kaw­szym celem było zbadanie gwiazdy cen­tral­nej.


Orbita miała mocno spłasz­czony kształt. Podczas kolej­nych trzech obrotów Adapa V zmniej­szała pery­he­lium aż do wyczer­pa­nia paliwa.


Gwiazda cen­tralna z odle­gło­ści nie­ca­łego pół miliona kilo­me­trów.


To koniec moich relacji z roz­grywki w Kerbal Space Program. Mam nadzieję, że zwró­ci­łem waszą uwagę na ten, dość uni­ka­towy jeśli chodzi o tematykę, produkt. Nie­zde­cy­do­wa­nych zapra­szam na jutrzej­szą recenzję, w której pod­su­muję i osta­tecz­nie ocenię wartość KSP. 
  • http://www.blogger.com/profile/00932343296538406604 Ezechiel

    Warto dla uzu­peł­nie­nia przej­rzeć też Universe Sandbox (astro­no­mia), Moonbase Alpha (bazy na Munie). Można też porównać ze starszym Race into the Space. 

    Kerbale wydają mi się sym­pa­tycz­niej­szą wersją High Fron­tiera, z tym, że tam było więcej śmiecia kosmicz­nego do zbadania.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/00932343296538406604 Ezechiel

    O High Frontier pisałem tutaj:
    http://kriegspielen.wordpress.com/2011/01/02/zablakany-hermes/

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/08405608728856432493 Dominik

    Bardzo ładny manewr Hohmanna ci się udał 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/01160983097846117838 Drangir

    A pró­bo­wa­łeś wyko­rzy­stać Kerbol jako dźwignię gra­wi­ta­cyjną dla Ker­biń­skiego Voyagera?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0