Czwarty odcinek Tygodnia z Ker­ba­lami. Doświad­cze­nia płynące z udanej bez­za­ło­go­wej misji na Mun, pozwo­liły na zaini­cjo­wa­nie programu Ninlil. Tym razem celem jest wysłanie na księżyc lądow­nika z trzema ker­ba­lami, a następ­nie bez­pieczne spro­wa­dze­nie ich do domu.

Poprzedni odcinek: Na Mun!


Przy kon­struk­cji Ninlil I wiele zaczerp­ną­łem z projektu Iszkar. Oczy­wi­ście, zamiast kołowego pojazdu, na szczycie umiej­sco­wi­łem duży moduł miesz­czący trzech ker­ba­lo­nau­tów. Istotny był lądownik. O ile jego rozbicie w poprzed­nim locie nie miało więk­szego zna­cze­nia, o tyle teraz musiał być zdolny pewnego lądo­wa­nia i bez­a­wa­ryj­nego powrotu na Kerbin.


Pierwszy start posłużył spraw­dze­niu sta­bil­no­ści rakiety i wychwy­ce­niu wad kon­struk­cyj­nych. Wszystko poszło dobrze i po dwu­dnio­wym pobycie w prze­strzeni, moduł spadł do oceanu.


Prze­zor­nie do Ninlil II dorzu­ci­łem dodat­kowy zbiornik z paliwem. Zapasów musiało wystar­czyć w obie strony.


Ostatni człon został odrzu­cony zaraz po obraniu kursu na Mun. Pojawiły się poważne wąt­pli­wo­ści. Sam lądownik dotrze do celu, ale szansę na powrót nie były zbyt wielkie. Cena nauki.


Prawie całe paliwo zużyłem na wejście na orbitę oko­łok­się­ży­cową. Nie ma odwrotu


Jako, że Mun nie posiada atmos­fery, zadanie spo­wol­nie­nia pojazdu spoczywa w całości na silniku. Spraw­dził się naj­czar­niej­szy sce­na­riusz. Paliwo szybko się skoń­czyło a lądownik gruchnął w powierzch­nię z pręd­ko­ścią ponad 500 m/s. Załoga poległa.


Ninlil III obła­do­wa­łem kil­ku­na­stoma sil­ni­kami o naj­więk­szej mocy. Masywny potwór był o dziwo bardzo stabilny i bez­pro­ble­mowo utrzymał kurs.


Na trzy­dzie­stu kilo­me­trach pozbyłem się głównego balastu. Dalej poszło już gładko.


Na orbitę wokół Muna udało się wejść bez zmar­no­wa­nia kropli paliwa lądow­nika. Wszystko prze­bie­gło zgodnie z planem.


Odcze­ka­łem dobę dla zna­le­zie­nia odpo­wied­niej pozycji. Zależało mi aby wylą­do­wać po jasnej stronie Muna.


Po odrzu­ce­niu ostat­niego zbior­nika, przy­stą­pi­łem do operacji lądo­wa­nia.


Nie kusząc losu opadałem bardzo powoli. Bak nadal pełny.


W końcu się udało. Moduł prze­no­szący załogę w składzie — Samemy Kerman, Hanlie Kerman i Gerly Kerman — bez­piecz­nie osiadł na powierzchni natu­ral­nego satelity. To mały krok dla kerbala, ale wielki skok dla Kerbinu! Niestety nie zabrano flagi…


Spro­wa­dze­nie lądow­nika do domu okazało się dzie­cin­nie łatwym zadaniem. Dla urwania się słabej gra­wi­ta­cji Muna wystar­czyło uru­cho­mić silnik na kil­ka­dzie­siąt sekund.


Załoga bez kom­pli­ka­cji wróciła na Kerbin. Pozo­stało odebrać ordery i czekać na głosy twier­dzące, że żadna wyprawa się nie odbyła a kroki Samemego Kermana zostały nakrę­cone w studio tele­wi­zyj­nym =).


Co będzie dalej?
  • Pan Kerman

    Po cichu nadal licze na Dune ewen­tu­al­nie jakieś kolejne podej­ście do stwo­rze­nia stacji kosmicz­nej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/01160983097846117838 Drangir

    Twoje Kerbale przy­naj­mniej wzięły kolorową kamerę 😀

    Duna jest strasz­nie oklepana :C Gra­tu­luję osią­gnię­cia Mun

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0