Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 14

Artykuły

Co pierdykło nad Tunguzką?

23rd Mar '13

W czerwcu 1908 roku na terenie carskiej Rosji, doszło do wydarzenia, które wstrząsnęło światem. Nie chodzi tu o żadną przenośnię opisującą rewolucję, wojnę czy epidemię, a o dosłowną eksplozję o niebywałej sile. Mimo upływu ponad stulecia, przyczyny katastrofy tunguskiej wciąż wydają się tajemnicze, co sprzyja powstawaniu dziesiątek, niejednokrotnie absurdalnych teorii.

Wyprawa Leonida Kulika

Natura zadzia­łała jak wytrawny zabójca: bru­talnie, ale bez pozo­sta­wienia śladów wska­zu­ją­cych na sprawcę. Oczom członków pierw­szej eks­pe­dycji, która dotarła na miejsce kata­klizmu, ukazał się ponury widok. Wybuch nie­zna­nego pocho­dzenia zdmuchnął drzewa z powierzchni pię­cio­krotnie większej niż obszar Warszawy.

Pio­nierska wyprawa Leonida Alek­sie­je­wicza Kulika odbyła się dopiero po dwóch dekadach od samego incy­dentu. Nie powinno to nikogo dziwić. Pomi­jając burze poli­tyczne tamtego okresu – nie­wąt­pliwie spy­cha­jące na dalszy plan odległe zjawisko – zapusz­czanie się w głąb dzikiej tajgi nigdy nie należało do rzeczy łatwych. Nawet dzi­siejsze eskapady przy­po­mi­nają bardziej surwiwal niż egzo­tyczne wycieczki. Rejon Pod­ka­miennej Tunguzki to pozba­wione jakiej­kol­wiek infra­struk­tury nie­go­ścinne mokradła, będące domem dzikiej zwie­rzyny oraz wylę­garnią dla nie­wy­obra­żalnej liczby wygłod­nia­łych komarów i innego tała­taj­stwa. Trudno sobie wyobrazić na jaki wysiłek zdobyła się ekipa Kulika, orga­ni­zując badania tak nie­przy­ja­znego i słabo zba­da­nego obszaru w latach 20. ubie­głego stulecia.

Leonid Kulik

Efekty tej pracy są nie do prze­ce­nienia: wykonane wtedy foto­grafie i pomiary, pozwo­liły nam na bardzo dokładną ocenę skali kata­strofy. Poza oglę­dzi­nami miejsca eks­plozji, naukowcy dotarli do naocz­nych świadków, celem wysłu­chania relacji. Żaden z nich nie mógł się znaj­dować szcze­gólnie blisko ośrodka wybuchu, jednak trzeba pamiętać, że błysk oraz huk odczu­walne były w pro­mieniu kilkuset kilo­me­trów. Oto jak wspo­mi­nali feralny dzień miesz­kańcy środ­kowej Syberii:
„Wczesnym rankiem namiot, w którym wszyscy jeszcze spali, został wyrzu­cony w powie­trze, razem z wszyst­kimi w nim prze­by­wa­ją­cymi. Po upadku na Ziemię cała rodzina była nieco posi­nia­czona, a Akulina i Iwan stracili przy­tom­ność. Gdy odzy­skali świa­do­mość, usły­szeli wielki hałas i ujrzeli płonący wokół siebie las.”

„W porze śnia­dania sie­działem na ganku domu w faktorii Vanovara i spo­glą­dałem na północ. Pod­nio­słem właśnie siekierę aby odbić obręcz beczki, gdy nagle… niebo rozpadło się na pół, a wysoko nad lasem cała północna połać nieba pokryła się ogniem. Poczułem ogromne gorąco, jakby zapaliła się na mnie koszula… chciałem ściągnąć koszulę i odrzucić ją, ale w tej samej chwili przez niebo prze­to­czył się grzmot i usły­szałem potężne ude­rzenie. Odrzu­ciło mnie na trzy sajny od ganku i na chwilę stra­ciłem przy­tom­ność. Moja żona wybiegła z chaty i pomogła mi wejść do środka. Ziemia drżała, a gdy leżałem, zakry­wałem głowę, ponieważ bałem się ude­rzenia kamieni. W chwili, gdy niebo się otwo­rzyło, gorący wiatr, jak od armaty, powiał na chaty od północy. Zostawił ślad na ziemi…”

„Prałam wełnę na brzegu rzeki Kan. Nagle usły­szałam hałas, jakby trzepot skrzydeł prze­stra­szo­nego ptaka… i wezbrana woda nad­cią­gnęła rzeką. Potem rozległ się poje­dynczy ostry huk tak głośny, że jeden z robot­ników… wpadł do wody.”

Antymateria, bomby i kosmici

Skła­dając wszystkie elementy ukła­danki w całość, Kulik i inni badacze prędko wysunęli hipotezę ude­rzenia w Ziemię średniej wiel­kości mete­orytu. Teoria ta nie budzi­łaby żadnych wąt­pli­wości, gdyby badacze natra­fili na krater lub odłamki kosmicz­nego obiektu, jednak natura obyła się bez pozo­sta­wiania tak oczy­wi­stych tropów. Nic dziwnego, że kolejne poko­lenia geologów, astro­nomów i fan­ta­stów prze­ści­gają się w wymy­ślaniu coraz bardziej oso­bli­wych wersji wydarzeń sprzed stulecia.

Naj­cie­ka­wiej pre­zen­tuje się pomysł, jakoby kata­strofę tunguską spo­wo­do­wała zabłą­kana grudka anty­ma­terii. Zetknięcie odpo­wied­niej ilości pozy­tonów i anty­pro­tonów z materią ziem­skiej atmos­fery tłu­ma­czy­łoby siłę wybuchu i brak bez­po­śred­niego śladu, jednak praw­do­po­do­bień­stwo takiego zda­rzenia wydaje się nikłe. Liczba anty­czą­stek ele­men­tar­nych docie­ra­ją­cych do Ziemi z zewnątrz jest mini­malna: nasze pole magne­tyczne więzi poje­dyncze sztuki w cienkim pasie, wraz z innymi pozo­sta­ło­ściami wiatru sło­necz­nego. Czy jest możliwe samo­rzutne wykry­sta­li­zo­wanie się z nich odpo­wied­niej ilości do wytwo­rzenia takiej energii? Teorii tej nie potwier­dzają również pomiary. Błysk pro­mie­nio­wania gamma, powstały w wyniku ani­hi­lacji, powinien pozo­stawić ślady możliwe do wychwy­cenia przez przy­rządy. A tych brak.

W dobie inter­netu można natknąć się na jeszcze bardziej nie­zwykłe teorie. Jedne wyni­ka­jące z naiw­ności, inne ze zwykłej głupoty. Myślę, że trudno innymi okre­śle­niami opisać koncepty ataku kosmitów lub też testo­wania przez Rosjan tajnej broni.

Ciekawe zdjęcia archi­walne z miejsca kata­strofy.

Nie chcę się tu wdawać w roz­wa­żania na temat powszech­ności życia we wszech­świecie, a tym bardziej inte­li­gencji, ale jednego jestem pewien: nie podej­rze­wałbym żadnej roz­wi­niętej cywi­li­zacji o bez­pro­duk­tywne nisz­czenie kawałka lasu na odległej planecie. Takie dzia­łanie jest równie bez­sen­sowne co odci­skanie w zbożu nie­zro­zu­mia­łych dla nikogo symboli, bądź pory­wanie pacjentów ze szpitala psy­chia­trycz­nego dla zbadania ich mózgów.

Entu­zjaści teorii spi­sko­wych wolą wierzyć, że w kata­strofie tun­gu­skiej swoje paluchy maczali sami Rosjanie. Nie mam pojęcia, czy zamysł ten wyszedł od jakiej­kol­wiek osoby zaan­ga­żo­wanej w badanie sprawy; czy kolejny raz mamy do czy­nienia z radosną twór­czo­ścią inter­nautów. Podej­rzenie wybuchu jądro­wego można znaleźć w wielu komen­ta­rzach doty­czą­cych kata­klizmu. Ich autorzy cechują się nie tylko naiw­no­ścią, ale i nie­uc­twem. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić braków w edukacji ludzi, którzy publicznie stwier­dzają, że w roku 1908 – a więc 34 lata przed uru­cho­mie­niem przez Enrico Fermiego pierw­szego reaktora jądro­wego – jedno z bardziej zaco­fa­nych państw cywi­li­zo­wa­nego świata, wycza­ro­wało broń o mocy bomby wodo­rowej.

Meteoryt czy wystrzał Verne’a?

W morzu mniej lub bardziej racjo­nal­nych teorii, dwie wypada uznać za trafne i co najmniej praw­do­po­dobne. Pierwsza, naj­po­pu­lar­niejsza, wiąże kata­klizm z ude­rze­niem obiektu poza­ziem­skiego; druga zaś z pro­ce­sami doko­nu­ją­cymi się wewnątrz naszej planety.

Młodszą hipotezę, którą roboczo nazwę „geo­lo­giczną”, od kil­ku­nastu lat próbuje potwier­dzić zespół Jasona Phippsa Morgana z Uni­wer­sy­tetu Cornella. Ame­ry­kanie uważają, że na początku XX wieku doszło do nie­zwy­kłej erupcji, nale­żącej do klasy tzw. wystrzałów Verne’a (od nazwiska Juliusza Verne’a). Zjawisko to przy­po­mina super­wulkan – zajmuje spory obszar pozba­wiony wyraźnie zary­so­wa­nego krateru a erupcje nastę­pują cyklicznie w sze­ro­kich odstę­pach czasu.

Cha­rak­te­ry­styczna dla rejonu Tunguzki jest gruba warstwa litego bazaltu. Gro­ma­dzące się pod nim gazy nie mogą znaleźć żadnego mięk­kiego ujścia, nie­bez­piecznie zwięk­szając ciśnienie. Raz na jakiś czas nacisk prze­kracza barierę kry­tyczną, prze­ła­mując pokrywę skalną. W ten sposób dochodzi do krótkich, ale nie­zwykle dra­ma­tycz­nych wydarzeń w życiu naszej planety – gazy, pyły i odłamki skalne z wnętrza Ziemi, w ułamku sekundy zostają wyrzu­cone do atmos­fery, po czym bazal­towa pokrywa na powrót się zatrza­skuje. Wielu naukowców wierzy, że takie erupcje zdarzały się wie­lo­krotnie, a ta z roku 1908 była zaledwie kich­nię­ciem, w stosunku do wybuchów z dalekiej prze­szłości. Według nich, wystrzały Verne’a stoją nie tylko za kata­strofą tunguską, ale również powo­do­wały okresy masowego wymie­rania przed milio­nami lat. Jeśli prze­wi­dy­wania okażą się praw­dziwe, pozo­staje nam pogodzić się z nie­unik­nionym. Kolejne wystrzały będą wpływać znacząco na tek­to­nikę planety oraz klimat, a my nie posia­damy jakich­kol­wiek narzędzi aby temu zapobiec.

A pier­wotna idea ude­rzenia mete­orytu? Wciąż cieszy się naj­więk­szym powa­ża­niem, choć jej zwo­len­nicy zgadzają się jedynie co do tego, że kata­klizm spo­wo­do­wała skała o średnicy kil­ku­dzie­sięciu metrów, która wpadła w atmos­ferę z pręd­ko­ścią 35 km/s. Uza­sad­nione wąt­pli­wości budzi brak krateru oraz samego odłamka mete­orytu. Jedna z bardziej inte­re­su­ją­cych wersji zakłada, iż wypadek spo­wo­dował eks­plo­du­jący w górnych partiach atmos­fery fragment komety. Obiekt skła­da­jący się z lodu wodnego, meta­no­wego lub amo­nia­ko­wego, wypa­rował w eks­plozji a fala ude­rze­niowa zmiotła znaj­du­jący się poniżej las. Potwierdza to kształt zary­so­wany przez powalone drzewa, jak i poje­dyncze nie­prze­wró­cone pnie w samym centrum. 
A może błędnie założono, że kosmiczne bom­bar­do­wanie nie pozo­sta­wiło mate­rial­nych śladów? Naukowcy z Uni­wer­sy­tetu Boloń­skiego coraz śmielej mówią o tym, że krater istnieje i wcale nie jest ukryty. Według Włochów śladem po kosmicznym ciosie może być położone opodal jezioro Czeko. Jed­no­cze­śnie, jego usy­tu­owanie i układ drzew sugerują, że mógł tam spaść fragment komety, podczas gdy główny trzon rze­czy­wi­ście wypa­rował.

W opozycji do wystrzału Verne’a ude­rzenie mete­orytu wydaje się całkiem przy­ja­znym sce­na­riu­szem. Prawdą jest, że odpo­wiednio duży obiekt mógłby nawet uni­ce­stwić życie na Ziemi, jednak per­spek­tywa sys­te­ma­tycz­nych erupcji powo­du­ją­cych masową eks­ter­mi­nację gatunków maluje się jeszcze bardziej złowrogo. Obie hipotezy są co najmniej praw­do­po­dobne, ale również trudne do osta­tecz­nego zwe­ry­fi­ko­wania. A może istnieje trzecia opcja, która dopiero czeka na odkrycie?
Literatura uzupełniająca:
C. Sagan, Kosmos, Poznań 1997;
D. Desonie, Kosmiczne katastrofy, Warszawa 1997;
Tunguska Apokalipsa, prod. Dan Levitt, National Geographic Channel 2010.
podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Ser­ma­ciej

    Czy super­wulkan nie znajduje się przy­pad­kiem też pod Yel­low­stone? Gdzieś tak czytałem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Owszem. Jeszcze bardziej dobi­ja­jący jest fakt, iż kolejna erupcja może nastąpić w każdej chwili. Centrum USA stanie w ogniu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ser­ma­ciej

      I to po niczym nie będzie można poznać, że erupcja nastąpi? Jakieś wstrząsy czy coś?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ten komen­tarz został usunięty przez admi­ni­stra­tora bloga.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Szukałem punktów stycz­nych między kata­strofą tunguską a GMO. Nie zna­la­złem.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/09923100213536475850 Brain Mystery

    Super­wulkan cały czas objawia swoją „aktyw­ność” przez nie­zli­czone gejzery czy eks­ha­lacje wul­ka­niczne takie jak fumarole, sol­fa­tary itd. Zapewne przed samym wybuchem poja­wi­łyby się typowe zapo­wiedzi erupcji wul­ka­nicznej, wstrząsy sej­smiczne, wzmożone ulat­nianie siar­ko­wo­doru itd, jednak to jest Super­wulkan, ogromna plama gorąca, więc nawet jeśli byśmy zauwa­żyli, że dzieje się coś złego, to przecież i tak nie jesteśmy w stanie tego powstrzymać, a ewa­ku­acja ludności musiała by być ogromna. Poza tym ten wybuch wpły­nąłby nie tylko na USA, ale na całą planetę, której atmos­fera nie poradzi sobie z taką ilością pyłów i gazów, które sku­tecznie hamo­wa­łyby dostęp promieni sło­necz­nych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

      A gdyby pro­wa­dzić pre­wen­cyjne odwierty w takich rejonach? Wtedy ciśnienie można by stop­niowo redu­kować, a wydo­by­wa­jący się gaz fil­trować, żeby nie zanie­czy­ścić atmos­fery.
      BTW – Czy tylko mnie zadziwia ilość energii zawartej we wnętrzu Ziemi? Po tylu milio­nach lat dzia­łania sił geo­ter­mal­nych, trzęsień ziemi, erupcji gejzerów, wybuchów wulkanów ciśnienie i tem­pe­ra­tura wewnątrz wciąż są ogromne.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ten komen­tarz został usunięty przez admi­ni­stra­tora bloga.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/09923100213536475850 Brain Mystery

    Geolodzy próbują znaleźć jakieś alter­na­tywne roz­wią­zanie, ale wydaje mi się, że na dzień dzi­siejszy jesteśmy bez­bronni wobec takiej ogromnej siły Matki Natury. Chociaż z tego co pamiętam z geologii, wybuch nie­ko­niecznie musi mieć miejsce, bo Super­wulkan może się prze­isto­czyć w batolit.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Może, ale trzeba się spo­dziewać naj­gor­szego. Yel­low­stone jest miejscem nie­zwykle aktywnym geo­lo­gicznie, więc eks­plozja jest wysoce praw­do­po­dobna. Jeżeli naukowcy mają rację co do czę­sto­tli­wości erupcji, to nasza cywi­li­zacja dostanie szansę ujrzenia nie­po­wta­rzal­nych fajer­werków.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Witam, co sądzisz o połą­czeniu kata­strofy tun­gu­skiej i eks­pe­ry­mentów Tesli?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Jeżeli wierzyć inter­netom, to Tesla na pewno miał czas na testo­wanie jakiejś super­broni, między kon­stru­owa­niem wehikułu czasu i wydo­by­wa­niem energii z próżni =).
      Gdybym trak­tował ten pomysł poważnie, wspo­mniałbym o nim w tekście.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • amik

    To nie może być wystrzałem Verne’a! To tylko teoria pseu­do­nauki, która jest tak głupia, że aż wymy­ślona w łóżku i po pijaku, gdy biedak pomie­szał środek spo­żywczy z dyna­mitem czy nitro­gli­ce­ryną i mu po ‚wystrzale’ chatę roze­rwało i drzewa posypały się po okolicy!
    Zaj­mijcie się powrotem do bajd ludowych o diable kosmatym w dziupli…kwantowej

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • lol­con­tent

      Chciałbym zauważyć że nie napi­sałeś żadnego argu­mentu przeciw poza „to nie może być” :P. Mało naukowe podej­ście.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0