Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


Szybkie przemyślenia

Gotuj z astronautami!

13th Lut '13
Życie czło­wieka w prze­strzeni kosmicznej jest trudne. Ele­men­tarne czyn­ności jakich doko­nu­jemy na co dzień niemal bez zasta­no­wienia, ponad atmos­ferą okazują się nie­zwykle trudne. To świat, w którym spożycie śnia­dania urasta do rangi praw­dzi­wego wyzwania. 


Gdy Jurij Gagarin w Wostoku 1 jako pierwszy człowiek w historii opusz­czał Ziemię, nikt nie myślał o takich pro­ble­mach jak wyży­wienie czy wypróż­nianie się kosmo­nauty. Nie było takiej potrzeby, gdyż lot trwał zaledwie kilka godzin. Obecnie ludzie prze­by­wają w kosmosie całymi mie­sią­cami, a ewen­tu­alna załogowa wyprawa na Marsa może trwać nawet dwa lata – w obliczu tych wyzwań, roz­wią­zanie pro­blemów gastro­no­micz­nych stało się prio­ry­te­towe.

Pierwsze poży­wienie jakie zabie­rali ze sobą pio­nierzy lotów w kosmos miało być przede wszystkim prak­tyczne. Uczest­nicy pro­gramów Mercury oraz Gemini, musieli się raczyć obrzy­dli­wymi papkami oraz prosz­kami roz­mie­sza­nymi z chłodną wodą. Niemal wszystkie produkty były mrożone i lio­fi­li­zo­wane (odpo­wiednio wysu­szone). Można sobie wyobrazić morale astro­nautów poży­wia­ją­cych się w ten sposób dłużej niż kilka dni lub tygodni. Jakby tego było mało, mie­szanie sprosz­ko­wa­nego jedzenia z wodą w stanie nie­waż­kości nie należało do czyn­ności łatwych i przy­jem­nych, a fru­wa­jące okruchy sta­no­wiły zagro­żenie dla deli­katnej apa­ra­tury.

Mniej pro­blemów stwa­rzało przyj­mo­wanie płynów. Napicie się fili­żanki kawy na orbicie, rze­czy­wi­ście nie należy do naj­ła­twiej­szych zadań, ponieważ wylana ciecz przy­biera kształt kulek, utrzy­my­wa­nych w całości przez napięcie powierzch­niowe, które trzeba ganiać po pokła­dzie. Na szczę­ście tę bolączkę roz­wią­zano w sposób dzie­cinnie prosty – zaopa­trując załogę w słomki. Na sam proces prze­ły­kania brak gra­wi­tacji nie ma więk­szego wpływu. Odpo­wiednie partie mięśni radzą sobie z prze­su­wa­niem posiłku wzdłuż przewodu pokar­mo­wego nawet w nie­sprzy­ja­ją­cych oko­licz­no­ściach, o czym możemy się prze­konać również na Ziemi, próbując napić się czegoś zwisając głową w dół.

Począwszy od słynnego programu Apollo, „żarcie z tubek” zaczęło powoli odcho­dzić do lamusa. Już trzy tygodnie przed startem, jedzenie zostaje szczelnie zapa­ko­wane, ety­kie­to­wane i prze­cho­wy­wane w szafkach. Całość jest przy­mo­co­wana do spe­cjal­nych tacek za pomocą magnesów lub taśmy – aby ułatwić spożycie w poza­ziem­skich warun­kach. Wszystko jest jed­no­ra­zowe, co eli­mi­nuje potrzebę zmywania naczyń. Na kilka dni przed wyru­sze­niem, zapasy trans­por­tuje się na przy­lądek Cana­veral gdzie czekają na zain­sta­lo­wanie.

Jadło­spis, jak wspo­mniałem, wygląda o niebo lepiej niż kil­ka­dzie­siąt lat temu. Astro­nauci dostają zamro­żone owoce i warzywa, płatki, batony, a nawet wcze­śniej usmażone i her­me­tycznie zapa­ko­wane steki lub jajecz­nice. Chleb nie stanowi tu podstawy jadło­spisu, a jeśli już, to zostaje wcze­śniej napro­mie­nio­wany w celu usu­nięcia bakterii i pokro­jony w kromki – zabawa ostrymi narzę­dziami w stanie nie­waż­kości, nie wydaje się dobrym pomysłem. Zasadą jest róż­no­rod­ność pro­duktów, naj­le­piej tak aby w każdym dniu dostępna dostępna była inna potrawa.

Tego typu gastro­no­miczne udo­god­nienia to coś więcej niż tylko speł­nienie zachcianek astro­nautów. Czym dłuższa wyprawa, tym bardziej misterny jadło­spis opra­co­wują die­te­tycy. Warto wiedzieć, że prze­by­wanie poza Ziemią nie należy do naj­zdrow­szych przeżyć: kości cierpią na odwap­nienie, a mięśnie znacznie słabną. Odpo­wiednie wyży­wienie i regu­larne ćwi­czenia są wręcz nie­zbędne do utrzy­mania kondycji załogi. Podobnie jak zacho­wanie masy, do czego potrzeba około 3 tysięcy kalorii dziennie. Teo­re­tycznie wydaje się, że to dość dużo, jak dla osób poru­sza­ją­cych się niewiele i po bardzo ogra­ni­czonym metrażu. W praktyce jednak, brak gra­wi­tacji nastręcza, nie­do­sto­so­wa­nemu do takich warunków orga­ni­zmowi, mnóstwa pro­blemów. Wszystko – od przy­go­to­wania jedzenia po drobne naprawy – wymaga od astro­nautów sporo wysiłku.

Jak się nad tym zasta­nowić, to współ­cześni astro­nauci są wypo­sa­żeni lepiej niż nie jeden student. Ciekawe czy wraz z ostat­nimi cięciami w NASA, ktoś wpadł na pomysł aby również zre­wi­dować fundusze na poży­wienie. Ze swojej strony, pro­po­nuję rewo­lu­cyjny chiński produkt – makaron z pie­roż­kami.



Lite­ra­tura:
Jak to jest?, pod red. Noela Bucha­nana, Warszawa 1998;
Food for Space Flight, www.NASA.gov.





Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

    Już się bałem, że posta­no­wiłeś – wzorem wielu innych blogów – oka­zjo­nalnie wstawiać przepisy kuli­narne 😛

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Może warto się zasta­nowić nad serią „Gotuj z aTezami” :>.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Oglą­dajcie lepiej koniec świata na http://gloria-project.eu/pl/ Wesołej zabawy życzy załoga Ki

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ser­ma­ciej

    „Tego typu gastro­no­miczne udo­god­nienia to coś więcej niż tylko speł­nienie zachcianek astro­nomów.”
    Nie powinno być „astro­nautów”?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Popra­wiłem. Siła przy­zwy­cza­jenia jest wielka (o astro­nau­tach piszę bardzo, bardzo rzadko).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Sku­tecznie wyle­czyłeś mnie z marzenia o byciu astro­nautą 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0