Ani śnieg, ani chłód, ani piątkowe lenistwo nie powstrzymały mnie przed odwiedzeniem Instytutu Fizyki UŚ, w którym odbył się panel dyskusyjny z cyklu Oblicza Fizyki — Między Fascynacją a Niepokojem. Tegoroczną serię wykładów z pogranicza nauk fizycznych, biologicznych i filozoficznych, podporządkowano przede wszystkim tematyce mikroświata i budowy materii.

Szcze­gól­nie inte­re­su­jące, z mojego punktu widzenia, wydały się dwa wykłady: Relacje między obser­wa­cją i opisem w fizyce; oraz nastę­pu­jący po nim Dyskusja Bohra z Ein­ste­inem po osiem­dzie­się­ciu latach. Jednak z uwagi na to, że temat sporu doty­czą­cego inter­pre­ta­cji mecha­niki kwan­to­wej poru­sza­łem już kil­ku­krot­nie (nawet w ostatnim tekście), chciał­bym skupić się raczej na pierw­szym wystą­pie­niu. Zwłasz­cza, że wywołało ono pewne kon­tro­wer­sje i skłania do prze­my­śleń nad przy­szło­ścią fizyki.

Pro­wa­dzący, profesor UW Krzysz­tof Meissner, roz­po­czął swój wywód od porów­na­nia współ­cze­snej nauki z kom­plet­nie odmienną, XIX-wieczną formułą. Przed ponad stoma laty panował wielki optymizm doty­czący ludzkiej wiedzy na temat funk­cjo­no­wa­nia przyrody. Wydawało się, że wnet przyj­dzie zamykać uni­wer­sy­te­tom wydziały fizyki, ponieważ prze­staną być one potrzebne. Badacze odzie­dzi­czyli teorie Newtona, dorzu­cili równania Maxwella oraz kilka pomniej­szych, ufając, iż w ich dzie­dzi­nie niewiele już można zrobić. W ciągu kil­ku­dzie­się­ciu lat fizyka miała stać się kom­plet­nym narzę­dziem, wyko­rzy­sty­wa­nym przez przyszłe poko­le­nia inży­nie­rów. Dalszy rozwój tech­no­lo­giczny pole­gałby niemal wyłącz­nie, na coraz spraw­niej­szym wdra­ża­niu znanej już fizyki w życie i ewen­tu­al­nym znaj­dy­wa­niu dla niej nowych zasto­so­wań.  Na odpo­wiedź czekało raptem kilka, z pozoru niezbyt istot­nych pytań. Dlaczego materia jest stabilna? Czemu niebo w nocy jest czarne? Czy światło jest zbu­do­wane z cząstek, czy ma cha­rak­ter falowy? Dla żyjących w poprzed­nim stuleciu uczonych, pytania te nie miały prak­tycz­nego wymiaru i nie spo­dzie­wano się aby ich roz­wią­za­nia miały przy­nieść jakąś rewo­lu­cję w postrze­ga­niu rze­czy­wi­sto­ści.

prof. Krzysz­tof Meissner

Odkrycia, jakie nadeszły wraz z XX stu­le­ciem cał­ko­wi­cie odmie­niły oblicze nauki. Naj­waż­niej­sze jednak, że doszło do nie­po­mier­nego posze­rze­nia granic ludzkiej wyobraźni oraz zmiany spoj­rze­nia na moż­li­wo­ści badania natury. W tym miejscu docho­dzimy do clou wystą­pie­nia prof. Meis­snera. Fizyka, która jeszcze kil­ka­na­ście dekad temu koja­rzona była wyłącz­nie z dys­cy­pliną opartą na ścisłych obser­wa­cjach, doznała i doznaje nadal ogrom­nego prze­isto­cze­nia. Albert Einstein pokazał światu, jak korzy­sta­jąc z własnej wyobraźni, eks­pe­ry­men­tów myślo­wych i abs­trak­cyj­nych obliczeń, można stworzyć teorię roz­dzie­ra­jącą na strzępy dotych­cza­sowy porządek, i dopiero następ­nie zwe­ry­fi­ko­wać ją odpo­wied­nimi obser­wa­cjami. Nie­by­wałe impli­ka­cje mecha­niki kwan­to­wej, również zyski­wały oparcie w doświad­cze­niu, już po wcze­śniej­szych debatach i publi­ka­cjach. Trudno się dziwić — przecież efekty kwantowe są nie­wi­doczne w makro­świe­cie, a więc sprzeczne z naszymi codzien­nymi doświad­cze­niami. Warto tu wymienić choćby stan splą­ta­nia kwan­to­wego, którego potwier­dze­nia doświad­czal­nego docze­ka­li­śmy się dopiero w ostat­nich latach. Wniosek jest prosty i trudno mu zaprze­czyć: coraz częściej teoria wyprze­dza obser­wa­cje. Fizyk zamiast wyja­śniać to co widzi, tworzy pewne kon­struk­cje myślowe, a dopiero w przy­szło­ści martwi się o wery­fi­ka­cje i prak­tyczne zasto­so­wa­nie swojej idei. Moim zdaniem, takiej postawie towa­rzy­szy rozu­mo­wa­nie w stylu: jeśli mate­ma­tyka na coś pozwala, to pewnie natura gdzieś to stwo­rzyła. Tak było w przy­padku czarnych dziur. Ist­nie­nie tych kosmicz­nych potworów postu­lo­wano zaraz po opu­bli­ko­wa­niu ogólnej teorii względ­no­ści; a jednak musiały minąć długie lata zanim spo­łecz­ność astro­no­mów zaczęła je brać pod uwagę na poważnie.

Po wykła­dzie prof. Meis­snera nadeszła tura komen­ta­rzy. Jeden z wypo­wia­da­ją­cych się pro­fe­so­rów (niestety nie poznałem nazwiska) zwrócił uwagę na cenę takiego podej­ścia do nauki. Tysiące ludzi pracuje nad teoriami, które mogą okazać się kom­plet­nie błędne. Jak się spo­dzie­wa­łem, na jego celow­niku znalazła się teoria strun – agre­sywna i meta­fi­zyczna. Znając jej rodowód – tj. historię Gabriele Vene­ziano, tra­fia­ją­cego na zapo­mniany wzór mate­ma­tyczny, niejako z przy­padku pasujący do roz­wią­zy­wa­nego przezeń problemu  można przyznać komen­tu­ją­cemu trochę racji. Nagła zamiana punk­to­wych cząstek na maleńkie struny, zbyt małe aby je zare­je­stro­wać; tudzież zało­że­nie ist­nie­nia nowych wymiarów, zwi­nię­tych do roz­mia­rów sub­a­to­mo­wych, rze­czy­wi­ście daje silne argu­menty przeciw “stru­now­com”. 

Przy­znaję, że jako entu­zja­sta tej kon­cep­cji (Co tam ja — prof. Meissner napisał kupę prac nauko­wych doty­czą­cych strun!) poczułem się lekko oszo­ło­miony, zwłasz­cza gdy krytyk rozwinął swoją myśl. Stwier­dził on, iż tak fan­ta­styczne pomysły, to po prostu dobry interes powo­du­jący, iż fizyka buja w obłokach. Czyżby naukowcy, zwłasz­cza ci pocho­dzący z zachod­niego wybrzeża USA, znaleźli dobry sposób na zapew­nie­nie sobie stałego źródła dochodu? Książki oraz tele­wi­zyjne programy przed­sta­wia­jące poszu­ki­wa­nia mitycz­nej teorii wszyst­kiego, a także opo­wia­da­jące o wyższych wymia­rach i mul­tiu­ni­wer­sach, stanowią bodaj naj­bar­dziej komer­cyjną sferę nauki. Dodać do tego trzeba fakt, że przy obecnej tech­no­lo­gii nie istnieje moż­li­wość wery­fi­ka­cji strun, więc jej potwier­dze­nie ale i obalenie, wydaje się nie­moż­liwe. W naj­czar­niej­szym sce­na­riu­szu, fak­tycz­nie może się okazać, iż praca całego poko­le­nia fizyków trafi do kosza po dzie­siąt­kach lat badań!

Z drugiej strony należy zachować umiar i nie popadać w skraj­no­ści, będące prostą drogą do teorii spi­sko­wych. Dla rów­no­wagi trzeba przy­po­mnieć, iż prze­wi­dziana przez Model Stan­dar­dowy i postu­lo­wana już w latach 60. ubie­głego stulecia cząstka nadająca materii masę, również kosz­to­wała lata badań i miliardy euro inwe­sty­cji. Skoro z bozonem Higgsa się udało, to może warto dać szanse również innym teoriom?

A jak Wy uważacie? Czy obecny kierunek rozwoju fizyki i jej oparcie na abs­trak­cyj­nych teoriach, spraw­dza­ją­cych się na papierze, to zjawisko, które należy zwalczać?

podpis-czarny
  • Smo­kHol­land

    Może zwalczać to za ostre słowo. Prawdą jest jednak, że w ostat­nich latach nastąpił “wysyp” różnych bardzo egzo­tycz­nych teorii, prawdą też jest że, te teorie są bardzo medialne i poru­szają wyobraź­nie. Mul­ti­światy, dzie­siątki wymiarów, podróże w czasie itp.… Wielu naukow­ców zamiast coś robić skupia się na uczest­ni­cze­niu w pro­gra­mach popu­larno- nauko­wych (Michio Kaku — którego zresztą bardzo lubię). Pod­pie­rają się w swoich teoriach mate­ma­tyką( która jest teraz bardzo, bardzo roz­wi­nięta). Tak jak napi­sa­łeś nie wynika z tego nic w praktyce. Dla mnie jest to trochę takie SF oparte mocno na mate­ma­tyce. Oczy­wi­ście może okazać się że któraś z tych teorii jest prawdą ale muszą się na to znaleźć jakieś dowody. Ja bardziej oczekuje że znajdzie się ktoś kto posunie fizykę skokowo do przodu, tak jak kiedyś Einstein czy Newton. Odkryje coś co naprawdę zmieni nasze spoj­rze­nie na ota­cza­jący świat.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17095445772234801274 Elm0

    Moim skromnym zdaniem inwe­sto­wa­nie czasu i wysiłku w teorię super­strun jest mar­no­traw­stwem w takim zna­cze­niu, że nie dys­po­nu­jemy obecnie żadnymi fizycz­nymi środkami udo­wod­nie­nia jej bądź obalenia, co czyni ją po prostu mor­der­czo skom­pli­ko­wa­nym ćwi­cze­niem mate­ma­tycz­nym. Oczy­wi­ście jak naj­bar­dziej możecie się ze mną nie zgadzać i argu­men­to­wać za jej spój­no­ścią i jasno­ścią (niestety nie odniosę się do aparatu mate­ma­tycz­nego, gdyż po prostu go nie umiem :)), ale przyznać należy, że dla mnie jako począt­ku­ją­cego naukowca i pasjo­nata nauki cała kon­cep­cja skła­da­jąca się z 10 bądź 11 wymiarów, strun, bran, roz­ma­ito­ści i tak dalej jest… dziwna. Mamy do czy­nie­nia ze strasz­li­wie bizan­tyj­ską kon­struk­cją opartą na nie­pew­nych fun­da­men­tach. Oso­bi­ście uważam, że lwią część wysiłków nauko­wych powinno się obecnie inwe­sto­wać w dzie­dziny bardziej prak­tyczne, które pozwolą nam przejść bariery kosztów związane z podró­żami w kosmos i przy­spie­szyć dzia­ła­nia mające na celu stwo­rze­nie tam jakiejś stałej obec­no­ści czło­wieka. To pozwoli gałęzi doświad­czal­nej fizyki nadgonić dystans do badań teo­re­tycz­nych. Inaczej cała nauka roz­je­dzie się i zmieni się w inży­nie­rię doświad­czalną z jednej strony, a baj­ko­pi­sar­stwo topo­lo­giczne z drugiej. 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Taka już natura czło­wieka że zawsze chce szukać głębiej, znaleźć początek, wytłu­ma­czyć wszech­świat. Zgadzam się, że prio­ry­te­tem powinien być rozwój tech­no­lo­giczny, ale nie można się też poddać i zaprze­stać tych nawet nie­re­al­nych prób tłu­ma­cze­nia “wszyst­kiego”, bo to daje pole do dzia­ła­nia wszel­kiej szar­la­ta­ne­rii, religiom i teoriom spi­sko­wym na zasadzie “nawet nauka nie umie dać na to odpo­wie­dzi, słu­chaj­cie nas!”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Wszystko przez kapi­ta­lizm. Nauka została skażona podej­ściem wol­no­ryn­ko­wym i mar­ke­tin­giem. Moim zdaniem nic dobrego z tego nie wyniknie.
    Nie mam też złudzeń, że kiedyś polecimy do gwiazd. Czemu ? Nie będzie komu tego sfi­nan­so­wać. Koszty astro­no­miczne, zyski dla tych co zostali na Ziemi żadne.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Gene­ral­nie — błędem jest zbyt mocna wiara w kon­kretną teorię i pewne zaśle­pie­nie w niej, które powoduje, że poszu­kuje się dowodu na nią i w zasadzie tylko tego. Mam na myśli np. świadome bądź pod­świa­dome odrzu­ca­nie wyników eksperymentów/badań/obliczeń, które zdają się być z daną teorią sprzeczne. By takie postę­po­wa­nie miało sens, potrzebne jest szczę­ście — traf, że akurat ta teoria ma odzwier­cie­dle­nie w rze­czy­wi­sto­ści.
    Jeśli zaś jest się od początku kry­tycz­nym i neu­tral­nym — wszyst­kie badania coś jednak dadzą. Trzeba pamiętać, że wiele odkryć jest przy­pad­ko­wych — poszu­ku­jąc X można odkryć Y — to po pierwsze. Po drugie — badania nie pójdą na marne tak czy siak, pewna wiedza z nich wyniknie. Zresztą, nikt z góry nie wie, która teoria jest praw­dziwa, więc bada się (raczej) tę, która wydaje się być ciekawsza/bardziej praw­do­po­dobna, co jest zro­zu­miałe.
    Pod­su­mo­wu­jąc — IMO waż­niej­sze, jak się bada, niż co się bada. Chyba, że bada się coś ewi­dent­nie głupiego (przy czym “ewi­dent­nie głupie” oznacza np. udo­wod­nie­nie ist­nie­nia nie­wi­dzial­nych jajek; w końcu ktoś kiedyś pewnie uznał teorię Ein­ste­ina za głupią — jakby nie było, często głupim określa się po prostu coś, czego nie rozu­miemy).

    Tebeg

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Mózg jak mięsień, nie używany — zanika. Należy więc łamać głowy choćby i nad abs­trak­cjami. Koszty mogą zdawać się duże, lecz zyski.. nie­po­mier­nie większe. Myśleć, bajać, rozważać. Karmić zmysły. By być gotowym na doznanie ilu­mi­na­cji. Ponieważ ‘wielkie pomysły zdarzają się tylko ludziom na nie przy­go­to­wa­nym’.

    /Matus

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

    Wydaje mi się, że pytanie jest trochę źle posta­wione. To nie jest tak, że teo­re­ty­zu­jemy, bo tak lubimy. Robimy tak, bo musimy. Do odkrycia nie­któ­rych zjawisk i czą­ste­czek potrze­bo­wa­li­by­śmy, z tego, co pamiętam, akce­le­ra­tora wiel­ko­ści galak­tyki. Możemy więc teo­re­ty­zo­wać i liczyć, że odnaj­dziemy jakąś pra­wi­dło­wość, albo siedzieć z zało­żo­nymi rękami i czekać, aż inży­nie­rzy zbudują nam lepsze instru­menty (tylko jak, skoro zbu­do­wali już prawie wszystko, co mogli?). Gdyby pogrze­bać w historii, pewnie zna­la­złoby się wiele przy­pad­ków, gdy naukowcy “zaglą­dali przez dziurkę od klucza”, bo nie mogli spraw­dzić swoich teorii, albo były one zupełnie bez­u­ży­teczne w tamtym czasie.
    “Oso­bi­ście uważam, że lwią część wysiłków nauko­wych powinno się obecnie inwe­sto­wać w dzie­dziny bardziej prak­tyczne, które pozwolą nam przejść bariery kosztów związane z podró­żami w kosmos i przy­spie­szyć dzia­ła­nia mające na celu stwo­rze­nie tam jakiejś stałej obec­no­ści czło­wieka”
    -Nastąpił pewien paradoks — oczkiem w głowie naukow­ców są — przy­naj­mniej na razie — czysto teo­re­tyczne teorie, nie­zro­zu­miałe dla zwykłych ludzi, a na prak­tyczne dzia­ła­nia na polu aero­nau­tyki fundusze wykłada… pro­du­cent napojów.
    “Prawdą jest jednak, że w ostat­nich latach nastąpił “wysyp” różnych bardzo egzo­tycz­nych teorii, prawdą też jest że, te teorie są bardzo medialne i poru­szają wyobraź­nie.”
    -Tak było zawsze. Od zarania dziejów filo­zo­fo­wie i alche­micy tworzyli zupełnie nie­stwo­rzone teorie i całe życia poświę­cali na poszu­ki­wa­niu kamienia filo­zo­ficz­nego czy flo­gi­stonu. Tyle że teraz, dzięki roz­wo­jowi mediów dużo łatwiej jest poznać nam, zwykłym szarakom, takie badania.
    “Książki oraz tele­wi­zyjne programy przed­sta­wia­jące poszu­ki­wa­nia mitycz­nej teorii wszyst­kiego, a także opo­wia­da­jące o wyższych wymia­rach i mul­tiu­ni­wer­sach, stanowią bodaj naj­bar­dziej komer­cyjną sferę nauki.”
    -Ha, to jeszcze nic! Ile się zarabia na bada­niach i pseudo bada­niach nad komór­kami macie­rzy­stymi, to jest dopiero żyła złota 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

    Wow! Tylu tak wyczer­pu­ją­cych komen­ta­rzy chyba jeszcze nie uświad­czy­łem. Rzecz w tym, że każda z waszych opinii nosi w sobie część prawdy i ciężko z tym dys­ku­to­wać. Prze­ciw­nicy tego “nowo­cze­snego” podej­ścia do nauki — ten z kon­fe­ren­cji, czy choćby Steven Weinberg — mają słuszne obawy. Tu już nie chodzi o tysiące, ale o setki miliar­dów dolarów prze­zna­cza­nych na badania. Choć fascy­nuje mnie teoria strun, to głosy krytyków jak naj­bar­dziej rozumiem (choć w teorie o bada­niach czy­nio­nych wyłącz­nie dla pie­nię­dzy nadal nie chce mi się wierzyć).
    Z drugiej jednak strony, trzeba zwrócić uwagę na to co napisał Sergii. Badania prak­tyczne w sposób rela­tyw­nie łatwy mogą znaleźć sponsora, który będzie chciał nowe tech­no­lo­gie wpro­wa­dzić w życie. Fizycy teo­re­tyczny mają tu nieco większy problem i gdyby musieli się ogra­ni­czyć do mini­mal­nych kosztów, zapewne cof­nę­li­by­śmy się w rozwoju o kil­ka­dzie­siąt lat. 

    Trzeba również pamiętać o jednym. To, że jakieś abs­trak­cyjne idee wydają się obecnie nie­przy­datne do życia, nie oznacza, że po ich odkryciu nie okażą się fun­da­men­tem dla prak­ty­ków. Zresztą ktoś powyżej wyraził już podobne zdanie. Trzeba jednak znaleźć złoty środek: utrzy­my­wać badania teo­re­tyczne, przy jed­no­cze­snym odcięciu się od kon­cep­cji tak fan­ta­stycz­nych, że aż nie­re­al­nych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.hotels24.com.pl/apartamenty-lodz.html Ula

    Fizyka, zawsze się nią inte­re­so­wa­łam, teraz coraz bardziej inte­re­sują mnie wszelkie cie­ka­wostki na ten temat.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Fizyka jest dla nudzia­rzy o_O

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/16107311169707423220 Mały kotek

    Intuicja(czy nauka zna to pojęcie?) pod­po­wiada mi że ta cała teoria strun to (niestety) .…kom­pletna bzdura.Niektórzy naukowcy nie mając nic lepszego -medial­nie-w zanadrzu-wymy­ślili ją sobie,by mieli o czym efk­tow­nie dywagować.Myślę że z czasem ją porzucą,i wymyślą inną równie efktowną,

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Chciał­bym tylko zwrócić uwagę, że teoria strun ma wybit­nych prze­ciw­ni­ków, wśród których znajdują się zna­ko­mi­to­ści fizyczne klasy Lee Smolina czy Rogera Penrose’a. A tych panów naprawdę nie da się trak­to­wać z góry, czy pobłaż­li­wie… Szcze­gól­nie ciekawa i pełna wydaje mi się być krytyka prze­pro­wa­dzona przez Smolina. Zapoznać się z nią można m.in. z jego książek dostęp­nych po polsku: “Trzy drogi do kwan­to­wej gra­wi­ta­cji” oraz “Kłopoty z fizyką”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ba. Do tego grona wręcz trzeba dodać twórców modelu stan­dar­do­wego, na czele z Stevenem Wein­ber­giem, bardzo otwarcie wystę­pu­ją­cym prze­ciwko strunom. Przy czym, ta krytyka często nie dotyczy fizyki, a samej meto­do­lo­gii.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Akurat szcze­gó­łów krytyki Wein­berga nie znam. Jeżeli więc są jakieś mate­riały na ten temat publi­ko­wane po polsku, to uprzej­mie proszę o infor­ma­cję.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      O ile pamiętam zawarł kilka scep­tycz­nych zdań w “Śnie o teorii osta­tecz­nej” i na pewno był zapra­szany z Gla­sho­wem do serialu “Elegant Universe”, w którym również pre­zen­to­wali swoje wąt­pli­wo­ści.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Dziękuję za info! Tak się składa, że “Sen…” mam nawet w którymś z kartonów ze “starymi książ­kami”. 🙂 Będę musiał do niej powtór­nie zerknąć po latach. A tak przy okazji, gdyż jestem tu zupełnie nowy, gra­tu­luję zna­ko­mi­tego bloga popu­lar­no­nau­ko­wego. W wolnych chwilach będę tu z przy­jem­no­ścią zaglądał. Pozdra­wiam!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Czy prędkość światła rze­czy­wi­ście jest nie do prze­kro­cze­nia?
    Taki prosty przykład: puki człowiek nie wynalazł koła to nie miał pojęcia o ist­nie­niu czegoś takiego chociaż miał przez cały czas ten kształt przed oczami. Może tu mała poprawka nie tyle co wynalazł ale znalazł zasto­so­wa­nie dla tej rzeczy.
    Tak samo jak z falami radio­wymi człowiek nie miał pojęcia o tym, że istnieją. Wydaje mi się, że tylko przez przy­pa­dek można odnaleść właściwą drogę do odczy­ta­nia tego co jeszcze jest nie wiadome.
    A teraz jeżeli istnieje coś co porusza się znacznie szybciej niż światło jednak nie wiemy jak to wykryć czyli nie mamy do tego odpo­wied­niej wiedzy i narzędzi?
    W takim wypadku wszystko co znamy czyli prawa fizyki zmienią sens.
    A może by tak nie poruszać się z pręd­ko­ścią światła tylko prze­miesz­czać cza­so­prze­strzeń, a my sami nie poru­szy­li­by­śmy się z miejsca?
    Czy to jest wogóle możliwe?
    Możliwe, że my jako byty i to co się w koło nas dzieje stoi w miejscu, a cały wszech­świat się prze­miesz­cza?
    Jak można się prze­ko­nać co chwilę ktoś coś wymyśli i znajdzie zasto­so­wa­nie dla wszyst­kiego co możliwe.
    Zaużmy, że kartka papieru to cała prze­strzeń jaka nas otacza czyli Wszech­świat. Długopis trzymany w ręku to my. Nie poru­szamy dłu­go­pi­sem tylko kartką i w ten sposób możemy znaleść się ze środka na krawędzi kartki.
    Nie wydaje mi się aby musiała istnieć jakaś zmyślna maszyna do tego celu. Być może istnieje gdzieś w cza­so­prze­strzeni jakiś punkt, w którym to wszystko jest możliwe. Wszech­świat jest ogromny i wiele jeszcze ukrywa tajemnic. Może to troche zalatuje ezo­te­ryką, ale myślę, że istnieją inne wymiary, w których to jest możliwe lub jakiś inny stan świa­do­mo­ści.
    A czym wogóle mogą być inne wymiary?
    W naszym świecie istnieją trzy. Być może jest coś czego nie widzimy co tworzy inne wymiary. Może tego nie da się zobaczyć tylko wyczuć?
    Jeżeli ludzie odnajdą drogę do roz­wią­za­nia tej zagadki to wszystko nabierze jeszcze jaśnie­je­szego sensu jednak to będzie czysty przy­pa­dek, który może przy­da­rzyć się każdemu i kie­dy­kol­wiek.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0