Za każdym razem, gdy dostaję w ręce jakąś książkę zaczepiającą o temat mechaniki kwantowej, czytam ją z zapartym tchem. Nieważne, że to już dziesiąty opis zasady nieoznaczoności Heisenberga czy dwudzieste przedstawienie kota Schrödingera – zawsze odczuwam fascynację i spędzam kolejne wieczory na rozmyślaniach. Do napisania poniższego artykułu zachęciła mnie praca prof. Paula Daviesa; przypominająca o filozoficznej masakrze, jakiej dokonał problem pomiaru i obserwatora w mechanice kwantowej.

Mecha­nika kwantowa bez­sprzecz­nie zmieniła świat. Wraz z jej nadej­ściem skończył się czas pano­wa­nia prostej i sche­ma­tycz­nej fizyki, zastą­pio­nej przez erę nie­prze­wi­dy­wal­no­ści. Dotych­cza­sowa rze­czy­wi­stość kul bilar­do­wych, poru­sza­ją­cych się zgodnie z prostymi zasadami mecha­niki kla­sycz­nej minęła bez­pow­rot­nie. Podobnie atom, przed­sta­wiany u zarania XX wieku, jako minia­tu­rowy układ pla­ne­tarny, z jądrem i okrą­ża­ją­cym go po okre­ślo­nej orbicie elek­tro­nem, uległ sporej reno­wa­cji. Erwin Schrödin­ger, Niels Bohr, Werner Heisen­berg i inni, zburzyli new­to­now­ski porządek, wydając szereg prac opartych o dzi­waczne – z punktu widzenia fizyków poprzed­nich gene­ra­cji – zało­że­nia.

Nie sięgajmy daleko i weźmy pod lupę zmorę fizyków, czyli sławne doświad­cze­nie z dwoma szcze­li­nami. (Tu macie jedno z wielu mul­ti­me­dial­nych przed­sta­wień eks­pe­ry­mentu.) Już w XIX wieku, Thomas Young wziął sobie za cel obalenie pomysłu Izaaka Newtona, jakoby światło było stru­mie­niem cząstek. Aby tego dokonać, wymyślił, że jeżeli nakie­ruje wiązkę światła na prze­grodę z rów­no­le­gle wycię­tymi dwoma szcze­li­nami, na posta­wio­nym ekranie zauwa­żymy ciem­niej­sze i jaśniej­sze prążki. No panie Newton, tak to się cząstki nie zacho­wują – mógł pomyśleć Young i miałby rację. Prze­pusz­czone przez szcze­liny światło nakre­śliło na ekranie wzór inter­fe­ren­cyjny, nastę­pu­jący przez wzajemne wzmac­nia­nie i wyga­sza­nie… fal. (Gorzej, że kil­ka­dzie­siąt lat później prace Plancka i Ein­ste­ina znów przy­wró­ciły do życia kor­pu­sku­larny opis światła, prze­no­szo­nego przez fotony.)

Światło ukazało swą falową naturę, więc cie­kaw­scy fizycy posta­no­wili prze­pro­wa­dzić bliź­nia­cze doświad­cze­nie dla cząstek wcho­dzą­cych w skład atomu. Clinton Davisson wziął na warsztat strumień elek­tro­nów, które prze­pu­ścił przez prze­grodę ze szcze­li­nami, które uderzały w odpo­wied­nio czuły ekran. Efekt był zatrwa­ża­jący: wzór inter­fe­ren­cyjny, elek­trony zacho­wały się jak fala! W takim wypadku, nie­do­wie­rza­jący Davisson spró­bo­wał je podejść od innej strony, zasła­nia­jąc jeden z otworów. W tym warian­cie cząstki, które zdołały prze­fru­nąć na drugą stronę prze­grody, uderzały w cały ekran, w przy­pad­kowy sposób – jak to punktowe cząstki. Po powtór­nym odsło­nię­ciu drugiej szcze­liny, nawet przy powolnej emisji elek­tro­nów, stop­niowo wyłoniły się prążki cha­rak­te­ry­styczne dla fali. Osta­tecz­nie okazało się, że nawet poje­dyn­czo wystrze­li­wane elek­trony, po całym dniu bom­bar­do­wa­nia ekranu, namalują nań obraz inter­fe­ren­cyjny, dopro­wa­dza­jąc badaczy na skraj zała­ma­nia. Raz cząstka, raz fala, zależnie od tego czy udo­stęp­nimy cząstkom jedną czy dwie szcze­liny. Dla roz­sąd­nego czło­wieka takie sta­no­wi­sko równa się kata­stro­fie.

Kluczem dla roz­wią­za­nia problemu i przy­wró­ce­nia fizyki do pionu było stwier­dze­nie, z jaką wła­ści­wie falą mamy do czy­nie­nia, tj. co inter­fe­ruje? Gdyby elektron był po prostu stu­pro­cen­tową falą, zacho­wy­wałby się tak nie­za­leż­nie od ilości otworów, a czujniki nie suge­ro­wa­łyby nam, że uderzają weń poszcze­gólne cząstki. Mecha­nika kwantowa roz­wią­zała ten kryzys stwier­dza­jąc, jakby to abs­trak­cyj­nie nie brzmiało, iż przed­mio­tem sprawy jest fala praw­do­po­do­bień­stwa. Wystrze­lona cząstka podró­żuje róż­no­raką tra­jek­to­rią i osta­tecz­nie uderzy w przy­pad­ko­wym celu. Wysi­la­jący się przed kom­pu­te­rem nauko­wiec, może jedynie obliczyć naj­praw­do­po­dob­niej­sze miejsce lądo­wa­nia elek­tronu. Jeżeli jednak damy cząstkom do dys­po­zy­cji dwie szcze­liny, to nagle ich fale praw­do­po­do­bień­stwa zaczną się wza­jem­nie wzmac­niać i wygaszać, co zwiększy szanse na ich ude­rze­nie w jedne obszary na ekranie (prążki jaśniej­sze) i zmniej­szy w inne (prążki ciem­niej­sze). Tak jakby wszyst­kie moż­li­wo­ści tra­jek­to­rii lotu, nawet poje­dyn­czego elek­tronu inter­fe­ro­wały, powo­du­jąc, że “wie” on gdzie uderzyć aby osta­tecz­nie wyglądać jak fala. Fizycy posta­no­wili być jednak prze­bie­gli i pod­glą­dać w jaki sposób elek­trony mijają prze­grodę ze szcze­li­nami. Przyrząd, co było do prze­wi­dze­nia, nie zauważył żadnej fali, legi­ty­mu­jąc każdą prze­la­tu­jącą cząstkę. Na ekranie wyświe­tliły się tylko dwa prążki, obraz inter­fe­ren­cyjny znów zniknął. To co było falą praw­do­po­do­bień­stwa, ure­al­niło się jeszcze przed przej­ściem przez otwór, a elektron w momencie pomiaru wybrał jedną z moż­li­wo­ści.

Miłośnik wolnej miłości i kotów Erwin Schrödin­ger, uwy­dat­nił ten problem, znanym eks­pe­ry­men­tem myślowym. Wymyślił, że należy zamknąć futrzaka w pudełku wraz z pułapką ste­ro­waną za pomocą poje­dyn­czej cząstki. Może ona przybrać jeden z dwóch stanów z szansą 50% na każdy: przy pierw­szym uwalnia z pułapki śmier­cio­no­śną truciznę zabi­ja­jącą niewinne zwierzę, a przy drugim nic się nie dzieje i kot żyje, aż nie zdechnie z głodu. Pudełko jest jednak zamknięte, a mecha­nika kwantowa pod­po­wiada nam, że póki nie zajrzymy do środka, dopóty cząstka pozo­sta­nie w super­po­zy­cji dwóch stanów, a wraz z nią kot. W ten sposób miłe dyskusje na temat praw­do­po­do­bień­stwa i dziwnych zachowań cząstek, Schrödin­ger prze­niósł na wyższy i bardziej kon­tro­wer­syjny poziom. Skoro cząstka może znaj­do­wać się w dwóch pozy­cjach jed­no­cze­śnie, to dlaczego organizm nie mógłby być na raz żywy i zdechły? Natu­ral­nie eks­pe­ry­mentu tego nikt nie prze­pro­wa­dził, a w dodatku ma on kilka prze­szkód, ale świetnie uwypukla sprzecz­ność fizyki kwan­to­wej z codzien­nymi doświad­cze­niami.
Nie­któ­rzy rzekliby, że tam gdzie zaczyna się krzywda kota, tam kończą się żarty. Można również powie­dzieć, że w miejscu eks­pe­ry­mentu Schrödin­gera tak naprawdę kończy się fizyka, a zaczyna filo­zo­fia. Podobnie jak w przy­padku doświad­cze­nia z dwoma szcze­li­nami, swoim gapie­niem się redu­ku­jemy falę praw­do­po­do­bień­stwa; tak że czwo­ro­nóg “wybierze” jeden z dwóch stanów w chwili otwarcia przez nas pudełka. Jako obser­wa­to­rzy dopro­wa­dzimy do ure­al­nie­nia któregoś ze sce­na­riu­szy (oby tego pozy­tyw­nego!). Na jakiej pod­sta­wie? Kto jest obser­wa­to­rem? Czy pomiaru musi dokonać człowiek, czy może wystar­czy obecność zwie­rzę­cia lub nawet samego przy­rządu?

Jeżeli myślicie, że w ciągu kil­ku­dzie­się­ciu lat nauka znalazła panaceum na tę bolączkę, to jeste­ście wielkimi opty­mi­stami. Od czasu słynnej inter­pre­ta­cji kopen­ha­skiej do dnia dzi­siej­szego, wciąż poja­wiają się nowe, niekiedy bardzo dzi­waczne kon­cep­cje. W swojej książce “Bóg i Nowa Fizyka”, Paul Davies pisze tak: Elektron nie rezy­gnuje z żadnej moż­li­wo­ści, dopóki ktoś go nie podejrzy. Oba możliwe światy współ­ist­nieją w postaci hybrydy, widmowej super­po­zy­cji. Niedługo później, profesor New­ca­stle upon Tyne zwraca uwagę na następny problem: (…) oddzia­ły­wa­nie elek­tronu z aparatem to proces, w którym uczest­ni­czą atomy aparatu, a zatem należy go opisywać uwzględ­nia­jąc efekty kwantowe. Innymi słowy, duże obiekty, jak przyrząd do pomiaru lub nawet my sami, nie są do końca wolne od sza­leństw kwan­to­wego świata. Wedle takiego sta­no­wi­ska, pod­glą­da­jąc elektron niejako wcho­dzimy we współ­za­leż­ność z tą cząstką i sami przyj­mu­jemy którąś z pozycji.

Węgier­ski noblista Eugene Wigner wprawił swoich kolegów w osłu­pie­nie, twier­dząc, że wybór stanu kwan­to­wego dokonuje się w… świa­do­mo­ści obser­wa­tora. Fizyk jednym ruchem ręki roz­wią­zał – przy­naj­mniej według siebie – problem obser­wa­cji i współ­ist­nie­ją­cych hybryd światów. Ciężko odnaleźć dokładny opis rozważań Wignera, ale za to bez problemu można trafić na ich skutek. Postawa zakła­da­jąca, że świa­do­mość redukuje kwantową falę praw­do­po­do­bień­stwa, jest bliska przy­pusz­cze­niu, że ludzki umysł w pewnym stopniu kreuje rze­czy­wi­stość. Wątpię aby nauko­wiec w ten sposób postrze­gał ota­cza­jący go świat, co oczy­wi­ście nie prze­szka­dza róż­no­ra­kim grupom reli­gij­nym tudzież okul­ty­stycz­nym, wplatać mecha­niki kwan­to­wej do własnych idei. Warto o tym pamiętać, choćby przy prze­glą­da­niu youtu­bo­wych mate­ria­łów szem­ra­nego pocho­dze­nia, z których niemała część wrzuca naukę do jednego worka z szeroko rozu­mia­nym misty­cy­zmem.

Niewiele mniej dziwna, a w dodatku trak­to­wana z przy­mru­że­niem oka przez więk­szość fizyków, okazała się odważna hipoteza Hugha Everetta. Myśl była nastę­pu­jąca: obser­wa­tor nie redukuje fali, ani tym bardziej nie tworzy rze­czy­wi­sto­ści; po prostu wszyst­kie stany naprawdę istnieją! Według Everetta (w tym miejscu Niels Bohr prze­wraca się w grobie) każda z moż­li­wo­ści zdarza się w rów­no­le­głym wszech­świe­cie. Zatem gdy otwie­ramy pudło z kotem Schrödin­gera, dochodzi do roz­sz­cze­pie­nia się rze­czy­wi­sto­ści na dwie: w pierw­szej futrzak żąda pogła­ska­nia, a w drugiej leży do góry brzuchem. Wła­ści­wiej mówiąc, w każdej mikro­se­kun­dzie wyła­niają się miliardy odręb­nych wszech­świa­tów, w których mają miejsce inne kom­bi­na­cje wydarzeń. To dopiero schi­zo­fre­nia!  pisał o tym pomyśle Bryce DeWitt. Choć w sza­leń­stwie jest metoda, trzeba uczciwie przyznać, że Everett swoją teorią roz­wią­zał jeden problem, gene­ru­jąc inne. Przede wszyst­kim, na jakiej zasadzie nasza świa­do­mość ciągle dokonuje wyboru, którym szlakiem podążyć? Istnieje wszech­świat, w którym nie piszę tego artykułu, albo w którym Hitler wygrał wojnę? No i rzecz jasna, jak tę teorię do jasnej Anielki, zwe­ry­fi­ko­wać?

Wszech­świat jako układ obser­wu­jący sam siebie (rys. Bóg i Nowa Fizyka).

Póź­niej­sza inter­pre­ta­cja, w której stwo­rze­niu brał udział Polak, Wojciech Żurek, przed­sta­wia sytuację na wskroś przy­ziem­niej: oto­cze­nie samo dla siebie jest obser­wa­to­rem. To oto­cze­nie nie­ustan­nie śledzi układy spra­wia­jąc, że z wszyst­kich kwan­to­wych moż­li­wo­ści makro­sko­powe obiekty wybie­rają tylko niektóre stany  twierdzi Żurek. Kore­spon­duje to nieco z zamysłem Johna Wheelera, zakła­da­ją­cego, iż cały wszech­świat jest obser­wa­to­rem dla samego siebie. Naj­waż­niej­szy wniosek płynący z tych hipotez jest nastę­pu­jący: nie­prze­wi­dy­wal­ność mecha­niki kwan­to­wej to bez­sprzeczny fakt, spraw­dza­jący się jednak w odpo­wied­nio odizo­lo­wa­nym układzie; nato­miast bom­bar­du­jąc elektron innymi cząst­kami redu­ku­jemy praw­do­po­do­bień­stwo do kon­kret­nego stanu. Nie ma duchów ani spon­ta­nicz­nie oddzie­la­ją­cych się wszech­świa­tów. Aby przy­pie­czę­to­wać sukces, prze­pro­wa­dzono eks­pe­ry­ment na jonie berylu. Najpierw wpro­wa­dzono go w stan super­po­zy­cji, a następ­nie popiesz­czono go laserem, w ten sposób, że “nie­na­świe­tlony” stan jonu znikał. Oto bez­po­średni dowód na wpływ oto­cze­nia na pozycję cząstki. 

Eks­pe­ry­ment autor­stwa Davida Wine­landa (swoją drogą, tego­roczny laureat nagrody Nobla) to spory krok na przód w kwestii inter­pre­ta­cji zjawisk kwan­to­wych, ale raczej nie knebel dla filo­zo­fów. Na dobrą sprawę każda z przed­sta­wio­nych, jak i pomi­nię­tych w tym tekście teorii roz­wią­zuje pewne kłopoty, jed­no­cze­śnie gene­ru­jąc nowe. Pewne jest tylko to, że natura świata mikro­sko­po­wego, jak dziwna by się nam nie wydawała, rze­czy­wi­ście funk­cjo­nuje i otacza nas ze wszyst­kich stron.
Literatura uzupełniająca:
P. Davies, Bóg i Nowa Fizyka, Warszawa 1996;
L. Lederman, D. Teresi, Boska Cząstka. Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?, Warszawa 2005;
P. Cieśliński, Mechanika kwantowa. Kot Schroedingera, Wyborcza.pl, [dostęp: 28.11.2012].
podpis-czarny
  • AgmatiV

    I bądź tutaj racjo­na­li­stą. Mic­kie­wi­czow­skie “Dziady” to przy tym synonim logiki!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17443465129484666492 Kuba Grom

    Chodzi mi po głowie artykuł na temat tych ezo­te­rycz­nych inter­pre­ta­cji kwan­to­wych. Pod­sta­wową sprawą w teoriach pro­pa­go­wa­nych w książ­kach typu Sekret jest nie tyle nie­wie­dza czy złe rozu­mie­nie, lecz leżąca u podstawy sprzecz­ność — autorzy takich teorii z jednej strony powołują się na kwan­to­wość z jej inde­ter­mi­ni­zmem, dla uza­sad­nie­nia różnych cudów, a potem gdy przy­cho­dzi im for­mu­ło­wać zasady postę­po­wa­nia zakła­dają ściśle deter­mi­ni­styczne dzia­ła­nie tych właśnie praw fizycz­nych.

    Nawiasem mówiąc zdaje się że dziś obser­wa­cje pewnych efektów w mikro­świe­cie z powo­dze­niem mogą wyko­ny­wać kom­pu­tery, jak na razie świa­do­mo­ści pozba­wione.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

      Ale wynik tego eks­pe­ry­mentu zapisany w pamięci kom­pu­tera będzie chyba również w super­po­zy­cji, dopóki ktoś go nie odczyta. Tak to przy­naj­mniej rozumiem.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Myślę podobnie do Sergiego. Oczy­wi­ście jeżeli przyjąć inter­pre­ta­cję opartą na świa­do­mym obser­wa­to­rze.

      Kubo, jeżeli chcesz napisać o “misty­cy­zmie” kwan­to­wym, to musisz być bardzo ostrożny. Kiedyś zdarzyło mi się napisać coś krót­kiego w tym temacie i zostałem niemal posą­dzony o roz­prze­strze­nia­nie okul­ty­stycz­nych idei. Dla nie­któ­rych wystar­czy, że nie skry­ty­ku­jesz tych postaw od razu, a już będziesz kazno­dzieją New Age.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17443465129484666492 Kuba Grom

      Czyli że gdyby sko­pio­wać bez odczytu plik z wynikiem, to byłoby możliwe że dwaj różni infor­ma­tycy odczy­tają z nich różne wyniki? To by było bardzo ciekawe…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ale czy da się coś sko­pio­wać bez doko­na­nia przy tym wcze­śniej­szego pomiaru, który ustali treść pliku?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    jako laik: czy to, że na tą chwilę nie potra­fimy “jed­no­znacz­nie oznaczyć pozycji/stanu” to nie wynik ułom­no­ści instru­men­tów, może to kwestia czasu (będą lepsze instru­menty) gdy dowiemy się więcej o naturze tego zjawiska — a wtedy wyda się to takie oczy­wi­ste?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      To pytanie widuje się niemal pod każdym mate­ria­łem doty­czą­cym problemu pomiaru, więc nie jesteś sam =). Naukowcy jednak odpo­wia­dają niemal jed­no­gło­śnie: nie­zwy­kło­ści mecha­niki kwan­to­wej nie są spo­wo­do­wane naszymi błędami czy nie­do­sko­na­ło­ścią apa­ra­tury. Tak po prostu funk­cjo­nuje świat.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

    Eh, miałem nadzieję na odpo­wiedź na pewne pytanie, ale w połowie tekstu Adam też je zadał reto­rycz­nie, czyli nic z tego 😛

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Reto­ryczna forma pytania w nauce nie jest właściwą formą.
      W nauce sta­wia­nie pytań i szukanie na nie logicz­nych wyja­śnień i odpo­wie­dzi jest normalne. Nato­miast jed­no­gło­śne zapew­nie­nia o nie­zwy­kło­ści mecha­niki kwan­to­wej oraz „tak jest i już” – bardziej kojarzy mi się z wiarą niż z nauką. Nikt do tej pory nie wie co i dlaczego to tak działa w tej mecha­nice kwan­to­wej, ale wszyscy wierzą. A przecież rolą naukow­ców nie jest ślepa wiara, ale badanie zjawisk

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Quantum?

      Ekhmmmm jednym tchem mogę wymienić z 10 eks­pe­ry­men­tów potwier­dza­ją­cych różne aspekty mecha­niki kwan­to­wej. Poza tym korzy­stamy z kwan­to­wych efektów niemal na co dzień. Gdzie tu widzisz myślenie “tak jest i już” i wiarę, w dodatku ślepą?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Proszę więc wyjaśnić dlaczego w splą­ta­niu kwan­to­wym nie jest znany stan cząstek, tylko zakłada się jed­no­cze­sne ist­nie­nie ich w wielu stanach.
      Albo dlaczego badacze nie potrafią określić poło­że­nia cząstek (choćby poło­że­nia elek­tronu w atomie), więc dla uprosz­cze­nia opisu posłu­gują się praw­do­po­do­bień­stwem zna­le­zie­nia cząstki w jakimś miejscu w prze­strzeni.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Quantum!

      Wytłu­macz mi najpierw sens swoich pytań.
      Dlaczego zakła­dają ist­nie­nie cząstek w wielu stanach? Bo na to wskazują doświad­cze­nia i obli­cze­nia — co pisze przecież w artykule. Podobnie jest z innymi efektami. O tym mówię, tu nie ma “ślepiej wiary” bo cała teoria wynikła z zaska­ku­ją­cych wyników obser­wa­cji. A praw­do­po­do­bień­stwa o których piszesz i wszyst­kie równania funk­cjo­nują bardzo pre­cy­zyj­nie i są wyko­rzy­sty­wane w praktyce.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ja tu również podepnę się pod pytanie o sens tych pytań. Anonimie, pod­cho­dzisz do sprawy od bardzo złej strony, mia­no­wi­cie odrzu­casz obser­wa­cje bo nie odpo­wia­dają Twojej wizji rze­czy­wi­sto­ści. Nie ma w tym nic nie­zwy­kłego bo wielcy nauki przyj­mo­wali tą samą postawę i w końcu zawsze przy­zna­wali się do błędu. To, że jesteśmy zanu­rzeni w rze­czy­wi­sto­ści sta­bil­nych, dużych obiektów nie jest żadną gwa­ran­cją, że tak samo musi funk­cjo­no­wać mikro­świat. Naj­kró­cej mówiąc, brak pewności na poziomie cząstek ele­men­tar­nych może wynikać po prostu stąd, że… nie jest on pewny. Jaki jest tego powód, to już osobna sprawa i przed­miot rozważań dla filo­zo­fów. Obli­cze­nia jednak działają bez względu na inter­pre­ta­cję, więc jak naj­bar­dziej mamy do czy­nie­nia z nauką przez duże “n”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Być może rze­czy­wi­ście pod­cho­dzę do sprawy „od złej strony”. Przed­sta­wię więc kilka swoich wąt­pli­wo­ści i prze­my­śleń. Zacznijmy więc na początek od wąt­pli­wo­ści n/t obser­wa­tora:

      Weźmy pod uwagę tego nie­szczę­snego kota Schrödin­gera i super­po­zy­cję w wersji kopen­ha­skiej.
      Twierdzi się, że kot nie może być albo żywy albo martwy przed spraw­dze­niem, ale że jest jed­no­cze­śnie i żywy, i martwy (wie­lo­stan — jed­no­cze­sne ist­nie­nie w wielu stanach). Logiczną kon­se­kwen­cją takiego twier­dze­nia (takiej jed­no­cze­sno­ści) jest, że praw­do­po­do­bień­stwo zna­le­zie­nia kota żywego wynosi 1, i tyle samo (=1) wynosi dla zna­le­zie­nia kota martwego. Zaś suma praw­do­po­do­bieństw dla obu stanów wynosi 2 (!!!)
      Mówienie zatem, że kot jest zarazem żywy i martwy, brzmi ciekawie, bo zagad­kowo i magicz­nie, ale jak dla mnie jest naru­sze­niem zasad logiki. Praw­do­po­do­bień­stwo nato­miast, którym tak chętnie mecha­nika kwantowa się posłu­guje wpro­wa­dza nie­pew­ność – nie wiemy w jakim kon­kret­nym stanie znaj­dziemy kota — i z pew­no­ścią (z praw­do­po­do­bień­stwem =1) nie mówi też, że znaj­dziemy go w obu stanach jed­no­cze­śnie.

      Pytam więc skąd to wiadomo – czy ktoś to stwier­dził, lub potwier­dził doświad­czal­nie i w jaki sposób ?
      I nie chodzi mi tu wcale o tego kota – niech sobie biedak żyje jak naj­dłu­żej – tylko o zjawisko fizyczne.
      Przecież już sam fakt obser­wa­cji (spraw­dza­nia, pomiaru), który auto­ma­tycz­nie ponoć redukuje ten wie­lo­stan do kon­kret­nego stanu, wyklucza moż­li­wość doświad­czal­nego potwier­dze­nia tej tezy – czyni go nie­spraw­dzal­nym, a przez to magicz­nym. Nie można tego spraw­dzić i doświad­czal­nie udo­wod­nić, więc trzeba uwierzyć. A dowodów na to nie ma, bo być nie może. Jest tylko tzw. inter­pre­ta­cja kopen­ha­ska – a inter­pre­ta­cja jest tylko inter­pre­ta­cją. Tylko, że ona akurat opiera się na zało­że­niach, postu­la­tach i jest uwikłana w pro­ba­bi­li­styczną teorię stanów. A postu­la­tów jak wiecie nie trzeba udo­wad­niać.
      Inter­pre­ta­cja kopen­ha­ska wpro­wa­dziła do teorii świa­do­mego obser­wa­tora i postu­luje (!), że nie sam akt pomiaru powoduje redukcję funkcji falowej, ale redukcja ta nastąpi wówczas, gdy wynik pomiaru dotrze do świa­do­mo­ści obser­wa­tora.

      Całe to zamie­sza­nie z obser­wa­to­rem iry­to­wało mnie od początku, gdyż stawiało czło­wieka jako obser­wa­tora, niemalże na pie­de­stale świata, na wyjąt­ko­wej pozycji, od której tak wiele zależy w dzia­ła­niu wszech­świata. Tym­cza­sem rzeczy działy się same dużo, dużo wcze­śniej, niż powstał jaki­kol­wiek obser­wa­tor, nie tylko świadomy.
      O ile mówienie o obser­wa­to­rze oraz jego wpływie, w kon­tek­ście np. doświad­cze­nia Younga, biorąc pod uwagę naszą małą wiedzę jest dopusz­czalne, o tyle uogól­nia­nie tego w kon­tek­ście zjawisk fizycz­nych, jakie działy się od począt­ków świata, oraz mówienie o istotnej roli obser­wa­tora i to jeszcze świa­do­mego, i to w śro­do­wi­skach nauko­wych jest co najmniej dziwne.

      Jeśli inter­pre­ta­cja, w której stwo­rze­niu brał udział Polak, Wojciech Żurek jest słuszna i oto­cze­nie samo dla siebie jest obser­wa­to­rem, to znaczy to ni mniej, ni więcej, że tak naprawdę wcale nie potrzeba żadnego obser­wa­tora, bo przecież wszystko dokoła jest oto­cze­niem i tzw. obser­wa­to­rem, czy nam się to podoba, czy nie. Krócej mówiąc – rzeczy same się dzieją.
      Ta inter­pre­ta­cja podoba mi się o tyle, że spro­wa­dza wreszcie całe zamie­sza­nie związane z obser­wa­to­rem z obłoków na ziemię. Co prawda robi to bardzo na około, ale wreszcie spro­wa­dza na ziemię.
      Czyli wracamy do punktu wyjścia. Po co więc było kom­pli­ko­wać zjawiska w doświad­cze­niu Younga (w wersji elek­tro­no­wej Clintona Davis­sona), wycią­ga­jąc na siłę wnioski, że zacho­wa­nie się cząstek zależy od świa­do­mego obser­wa­tora i jeszcze ubierać w to całą mecha­nikę kwantową ?

      Pozdra­wiam gorąco autora.
      Blog jest naprawdę świetny – gra­tu­luję.
      Szkoda tylko, że ogra­ni­cza nas narzu­cony rozmiar tekstu i nie można przed­sta­wić szerszej argu­men­ta­cji.

      anonim / trzeź­wy­Jó­zek

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Piszesz trochę tak jakby uczeni (czy kto­kol­wiek inny) pragnęli “zagad­ko­wych i magicz­nych” zjawisk kwan­to­wych. Ja zawsze powta­rzam: świat jest jaki jest, a naszą rzeczą jest go odkrywać i akcep­to­wać. Nie ma zna­cze­nia co lubimy i co nam się podoba.

      Kot Schro­din­gera jest nie­in­tu­icyjny, o czym wiedział sam Schro­din­ger tworząc swój koncept. Podobnie nie­in­tu­icyjne, wręcz bez­sen­sowne z naszego punktu widzenia, są poje­dyn­czo wystrze­li­wane fotony, które “wiedzą” jak uderzać aby ułożyć wzór inter­fe­ren­cyjny. Zresztą po to były te wszyst­kie wariacje eks­pe­ry­mentu z dwoma szcze­li­nami aby znaleźć klucz i udo­wod­nić, że mikro­świat rządzi się powszech­nie znanymi regułami. Niestety zamiast wyja­śnie­nia, potwier­dzono jedynie inność mecha­niki kwan­to­wej. Tak po prostu jest i dopóki nikt nie prze­pro­wa­dzi eks­pe­ry­mentu wska­zu­ją­cego na coś innego, należy to przyjąć.

      Samych eks­pe­ry­men­tów una­ocz­nia­ją­cych problem redukcji fali jest pełno: począw­szy od doświad­cze­nia Wheelera, przez Tonomura, aż po pro­wa­dzone do dziś badania nad stanem splą­ta­nym m.in. Zeilin­gera. Koniec końców, wszyst­kie dotyczą tego samego problemu.

      Zgadzam się nato­miast, że pozo­staje kwestia inter­pre­ta­cji i tu może zmienić się wiele. Wiemy bowiem jak działa mecha­nika kwantowa, ale mamy problem z prze­ło­że­niem jej “języka” na nasz. Mnie oso­bi­ście również nie prze­ko­nuje koncept świa­do­mego obser­wa­tora, niemniej jakiś element redu­ku­jący istnieje na pewno.

      Dziękuję za inte­re­su­jący post i dyskusję.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Witam ponownie.

      Uczeni wcale nie pragną tych “zagad­ko­wych i magicz­nych” zjawisk kwan­to­wych. Oni ich nie rozu­mieją. To że potrafią liczyć i wychodzi im to całkiem nieźle, wcale nie oznacza, że wła­ści­wie inter­pre­tują zjawiska fizyczne. Ty sam Adamie nie­jed­no­krot­nie zauwa­ża­łeś to w swoich postach, że wąt­pli­wo­ści i nie­ja­sno­ści w śro­do­wi­skach nauko­wych jest wiele i nie zostały rozwiane do dziś.
      Oczy­wi­stym jest, że świat jest jaki jest i nie mamy tu żadnego wpływu. My nie tworzymy praw natury, my im pod­le­gamy — możemy je tylko badać i potem wyko­rzy­sty­wać. Nato­miast brak ich zro­zu­mie­nia wynika stąd, że wciąż za mało jeszcze o nich wiemy, toteż inter­pre­ta­cje są, jakie są – często na wyrost.

      Wąt­pli­wo­ści odnośnie prze­pro­wa­dza­nych doświad­czeń i obser­wa­cji jest aż nadto, aby przejść tak obo­jęt­nie obok ich inter­pre­ta­cji.

      Weźmy choćby to doświad­cze­nie Wheelera, które przy­wo­ła­łeś. Wcale nie jest pewne, że światło akurat tak biegnie, jak to się opisuje. Znowu mamy za mało wiedzy, a badacze tak to łatwo przed­sta­wiają, i to z taką dziwnie dużą pew­no­ścią.
      Ja akurat mam wąt­pli­wo­ści — dlaczego ?
      Otóż w doświad­cze­niu Wheelera uważa się, że światło po przej­ściu przez płytkę świa­tło­dzie­ląca B1 – w sytuacji, kiedy nie ma drugiej płytki świa­tło­dzie­lą­cej B2 — zacho­wuje się jak cząstka (foton). OK – niech tak będzie.

      Nato­miast po wsta­wie­niu w układ drugiej płytki świa­tło­dzie­lą­cej B2 inter­pre­tuje się to tak:
      Światło po przej­ściu przez płytkę B2 foton jako fala inter­fe­ruje na jednym odcinku destruk­tyw­nie i tu nie widać nic na detek­to­rze, a na drugim odcinku inter­fe­ruje kon­struk­tyw­nie i tu widać obraz w detek­to­rze. I mimo, że tej inter­fe­ren­cji fak­tycz­nie nie widać (jest tylko w wyobraźni), ma to dowodzić, że teraz światło zacho­wuje się jak fala. 

      Równie upraw­niona może być przecież inna inter­pre­ta­cja pro­wa­dząca do innych wniosków:
      Światło po przej­ściu przez płytkę B2 (jako cząstka — foton) albo się odbija albo prze­cho­dzi przez płytkę
      i dociera do jednego z detek­to­rów dalej jako cząstka. Nie ma tu żadnej inter­fe­ren­cji kon­struk­tyw­nej i destruk­tyw­nej, bo inter­fe­ren­cję kon­struk­tywną można spo­koj­nie utoż­sa­miać z wystę­po­wa­niem cząstki, zaś inter­fe­ren­cję destruk­tywną można spo­koj­nie utoż­sa­miać z brakiem cząstki. A co tam naprawdę się dzieje, tego przecież nie widać. I w efekcie tej inter­pre­ta­cji mamy „dowód” na kor­pu­sku­larną, a nie falową naturę światła.

      Przecież to nie inter­pre­ta­cja ma „dowodzić” lub wska­zy­wać, ale obser­wa­cja i wnioski, które nie budzą żadnych wąt­pli­wo­ści. A tu każdy może sobie wnioski wyciągać różne.
      Czy są więc jakieś dowody, nie budzące wąt­pli­wo­ści, że ta pierwsza inter­pre­ta­cja jest właściwa ?
      Czy to doświad­cze­nie w ogóle cze­go­kol­wiek dowodzi ?

      Pozdra­wiam — anonim / trzeź­wy­Jó­zek

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/16678062051319096809 Elovelo

    Bardzo fajny tekst 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/07946497770277374950 Suchas

    Ooooj… Zupełnie inny poziom roz­my­ślań filo­zo­ficzno-życiowo-nauko­wych, niż u mnie, a raczej inaczej posta­wiony akcent, bardziej nauka. Blog bardzo mi się podoba 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://raffcio.wordpress.com/ raFFcio

    Witam

    Bloga czytuję już od jakiegoś czasu, bardzo mi się podoba. Tematyka jest ciekawa i forma bardzo przy­stępna. W związku z tym chciał­bym prosić autora lub innego czy­tel­nika o pole­ce­nie książki/żek o takiej tematyce pisanej w podobnym tonie. Tak na początek. Ja zna­la­złem coś takiego:

    http://www.empik.com/50-teorii-fizyki-ktore-powinienes-znac-baker-joanne,prod5770080,ksiazka-p#review

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ten empikowy opis książki nieco mnie rozbawił, ale autorka pewnie nie jest mu winna =). Na YT możesz sobie znaleźć aPodcast #2, w którym pole­ci­łem kilka, moim zdaniem pod­sta­wo­wych pozycji popu­lar­no­nau­ko­wych. Jeżeli będziesz miał jakieś bardziej skon­kre­ty­zo­wane życzenia, również postaram się pomóc, jeśli moja wiedza sięgnie dość daleko.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://raffcio.wordpress.com/ raFFcio

      Dzięki, jakoś mi to umknęło. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Naukowcy nie widzą jednej rzeczy — umysł jest w stanie kreować światy. Czy to prawda? Oczy­wi­ście że tak, bo każdej nocy gdy śnimy spo­ty­kamy ludzi i miejsca które są wytworem naszego umysłu. Zatem umysł MOŻE KREOWAĆ ŚWIATY z niczego i być o ich real­no­ści zupełnie prze­ko­na­nym… I teraz uwaga bo roz­wią­zuję odwieczne problemy kosmo­lo­giczne (jak i po co powstał świat): otóż nasz świat jest wytwo­rzony przez umysł który śni ten świat! Ten umysł jest jeden a wszystko co widzi poza sobą jest przez niego wytwo­rzone… Oczy­wi­ście umysł nie zdaje sobie sprawy ze on wytwo­rzył cały wszech­świat… tak jak w śnie nie wiemy że śnimy… Który umysł to wszystko wytwo­rzył? Ten który czyta w tej chwili te słowa, reszta jest snem…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Teo­re­ty­zo­wa­nie jest miłe, dopóki nie prze­kro­czy się granicy między fizyką a meta­fi­zyką.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      nie jestem twoim snem, to pewne. Ty nie jesteś moim. Ist­nie­jemy naprawdę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Czy widzi pan jakis fałsz w moich zało­że­niach?
    Czy jako nauko­wiec nie powinien miec pan otwartej głowy i nie odrzucać a priori nawet naj­fan­ta­stycz­niej­szych teorii? (zwłasz­cza gdy mówimy o kwantach!)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Źle mnie zro­zu­mia­łeś. Nie tyle chciałem negować sta­no­wi­sko co prze­strzec. Nauko­wiec nie jest od tego aby tworzyć w głowie wszelkie możliwe sce­na­riu­sze i o nich filo­zo­fo­wać, a starać się znaleźć kon­cep­cję naj­bar­dziej możliwą i naj­le­piej możliwą do zwe­ry­fi­ko­wa­nia (choć z tym drugim różnie to bywa). Możemy dys­ku­to­wać na temat naj­róż­niej­szych hipotez i nie będzie to naganne. Jednak nie będzie to również nauką.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

    Przy dwóch szcze­li­nach uzyskano wzór inter­fe­ren­cyjny; po dodaniu “obser­wa­tora” inter­fe­ren­cja zanikła — wynika z tego, że za pierw­szym razem układ nie był “obser­wo­wany”. Jak to się ma do opinii Żurka i Wheelera, że “oto­cze­nie samo dla siebie jest obser­wa­to­rem”?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/07425882552034991307 Paweł Pajewski

    Moim zdaniem (chociaż jako laik mogę się mylić) w opinii Żurka i Wheeler’a nie chodzi o jakiś “mistyczny” i bez­po­średni rodzaj obser­wa­cji przez oto­cze­nie, ale o inte­rak­cję z innymi obiek­tami w tym oto­cze­niu. Dlatego w eks­pe­ry­men­cie z dwoma szcze­li­nami uzy­sku­jemy wzór inter­fe­ren­cyjny, ponieważ wystrze­li­wane “pociski” (np. elek­trony) w żaden sposób nie oddzia­łują z oto­cze­niem, czyli nie są przez nie “obser­wo­wane”, jednak kiedy “bom­bar­du­jemy” cząstki fotonami nastę­puje inte­rak­cja z “oto­cze­niem” i stan tych pocisków zostaje okre­ślony. Takie podej­ście wyja­śnia­łoby również problem Kuby. Stan układu zostałby okre­ślony przy samym kopio­wa­niu a nie dopiero po odczy­ta­niu wyników przez infor­ma­ty­ków. Wydaje mi się, że Wheeler i Żurek chcą powie­dzieć, że nie­po­trzebny jest świadomy obser­wa­tor aby stan układu został okre­ślony, wystar­czy jaka­kol­wiek inte­rak­cja z oto­cze­niem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Zarówno za pierw­szym jak i za drugim razem układ był “bom­bar­do­wany” tym samym. Nie ekra­no­wano go ani od pro­mie­nio­wa­nia elek­tro­ma­gne­tycz­nego, ani od niczego innego.
      Na tym filmiku widać, że inter­fe­ren­cja zachodzi w cał­ko­wi­cie “natu­ral­nych” warun­kach: http://youtu.be/UANVMIajqlA

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Cały myk polega na tym, że jeśli zbliżymy urzą­dze­nie pomia­rowe do tych patycz­ków wyko­rzy­sta­nych do wytwo­rze­nia szczelin, to inter­fe­ren­cja zaniknie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/07425882552034991307 Paweł Pajewski

      “Zarówno za pierw­szym jak i za drugim razem układ był “bom­bar­do­wany” tym samym.” Nie jestem pewien czy myślimy o tym samym, ale w przy­padku próby zaob­ser­wo­wa­nia tra­jek­to­rii lotu elek­tro­nów bom­bar­du­jemy je fotonami zanim dotrą do ekranu czy detek­tora. W przy­padku zwykłego prze­pusz­cza­nia ich przez szcze­liny (tak jak to było w pier­wot­nym eks­pe­ry­men­cie Clinton’a Davisson’a) nie bom­bar­du­jemy ich niczym (nie badamy tra­jek­to­rii ich lotu). 

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Elek­trony cały czas są bom­bar­do­wane fotonami. Przecież prze­strzeń pełna jest wszel­kiego rodzaju pro­mie­nio­wań.
      Dodat­kowo — jeśli ustawimy urzą­dze­nie pomia­rowe przy dziale elek­tro­no­wym (by upewnić się, że na pewno strzela ono poje­dyn­czymi elek­tro­nami), a nie przy szcze­li­nach, to uzyskamy inter­fe­ren­cję, a po prze­sta­wie­niu urzą­dze­nia pomia­ro­wego na szcze­liny inter­fe­ren­cja zanika.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11799993506765962848 Seba­stian J

      Urzą­dze­nie pomia­rowe przy szcze­li­nach działa na zasadzie “bom­bar­do­wa­nia fotonami” i póź­niej­szej analizie wyników.
      Co jeżeli przy szcze­li­nach użyto by kon­struk­cji urzą­dze­nia ogra­ni­cza­ją­cego się jedynie do “bom­bar­do­wa­nia fotonami” bez moż­li­wo­ści jakiej­kol­wiek analizy ?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/07425882552034991307 Paweł Pajewski

    Pro­mie­nio­wa­nie tła ma zbyt dużą długość fali, żeby znacząco wpłynąć na pomiar eks­pe­ry­mentu. Maksimum gęstości energii przypada na fale o długości 1,1 mm czyli jest 8 rzędów wiel­ko­ści większe niż światło widzialne, którego długość fali także jest zbyt długa, żeby wpłynąć na eks­pe­ry­ment. Wzór inter­fe­ren­cyjny powoli zanika w zależ­no­ści od długości fali, nie jest to tak, że albo jest wzór inter­fe­ren­cyjny albo nie.
    “Jeśli ustawimy urzą­dze­nie pomia­rowe przy dziale elek­tro­no­wym…” Obser­wu­jemy wystrze­li­wany elektron i W DANEJ CHWILI nastę­puje deko­he­ren­cja przez co wiemy, że elek­to­ron jest jeden, ale potem ma więcej niż jedną moż­li­wość drogi (dwie szcze­liny) przez co istnieje praw­do­po­do­bień­stwo tego, że przej­dzie przez każdą z nich i dlatego uzy­sku­jemy wzór inter­fe­ren­cyjny. Obser­wa­cja nie oznacza, że elektron pozo­sta­nie już w tym stanie “cząst­ko­wym” na zawsze, dalej będzie zarówno cząstką i falą.
    Seba­stian J wg. Żurka i Wheeler’a nie­po­trzebny jest świadomy obser­wa­tor, żeby “pomiar” wpłynął na wynik, dlatego w sytuacji, którą opi­su­jesz, tak czy inaczej nastą­pi­łaby redukcja stanu czyli nawet bez analizy wzór inter­fe­ren­cyjny by zniknął.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      @Sebastian J
      “Urzą­dze­nie pomia­rowe przy szcze­li­nach działa na zasadzie “bom­bar­do­wa­nia fotonami” i póź­niej­szej analizie wyników.” I właśnie ta “póź­niej­sza analiza wyników” jest istotna, a nie samo “bom­bar­do­wa­nie fotonami”.

      @Paweł Pajewski
      “Obser­wu­jemy wystrze­li­wany elektron i W DANEJ CHWILI nastę­puje deko­he­ren­cja przez co wiemy, że elek­to­ron jest jeden, ale potem ma więcej niż jedną moż­li­wość drogi (dwie szcze­liny) przez co istnieje praw­do­po­do­bień­stwo tego, że przej­dzie przez każdą z nich i dlatego uzy­sku­jemy wzór inter­fe­ren­cyjny.” No tak; napi­sa­łem przecież to samo.

      “wg. Żurka i Wheeler’a nie­po­trzebny jest świadomy obser­wa­tor, żeby “pomiar” wpłynął na wynik, dlatego w sytuacji, którą opi­su­jesz, tak czy inaczej nastą­pi­łaby redukcja stanu czyli nawet bez analizy wzór inter­fe­ren­cyjny by zniknął.” Według inter­pre­ta­cji kopen­ha­skiej zabu­rze­nie funkcji falowej jest spo­wo­do­wane przez zmianę wiedzy eks­pe­ry­men­ta­tora (doświad­cze­nie L. Mandela z ’89 oraz M.O. Scully’ego i K. Drüchla prze­pro­wa­dzone przez R. Y. Chiao w ’94).
      Mendel ’89 — w żaden sposób nie badamy cząstek (a raczej “cząstek”) dających wzór inter­fe­ren­cyjny, ale kiedy dowiemy się (!) którędy wędrują (ciągle bez ich badania) to inter­fe­ren­cja zanika.
      Chiao ’94 — na drodze “cząstek” usta­wiamy urzą­dze­nie, które je “oznacza” (dzięki czemu wiemy którędy wędrują) i wtedy nie zachodzi inter­fe­ren­cja (a zacho­dziła bez urzą­dze­nia ozna­cza­ją­cego); jeśli jednak dalej ustawimy urzą­dze­nie usu­wa­jące ozna­cze­nie (czyli naszą wiedzę! o cząst­kach), to inter­fe­ren­cja znów się pojawi.

      PS Zdaję sobie sprawę, że doświad­cze­nia opisałem dość ogól­ni­kowo — naj­le­piej samemu się z nimi zapoznać.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Witam

    Z cie­ka­wo­ścią prze­czy­ta­łem ten artykuł i jestem niemal pewny, że fun­da­men­talny problem ze wspo­mnia­nym doświad­cze­niem Younga i mu podob­nych leży w poczy­nio­nych zało­że­niach. Niedawno miałem okazję zapoznać się z bardzo ciekawą pracą “Światło! Czym naprawdę jest?” — http://fiertek.3miasto.net.pl/ — która w zasadzie jest o tym samym, ale z zupełnie innego punktu widzenia.

    Pozdra­wiam
    Anonim

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: O tym jak foton może przekroczyć prędkość światła | Kwantowo.pl()

  • Grzegorz

    Czy mógłby Pan przy­bli­żyć temat jak pozy­skuje się ” poje­dyn­czo wystrze­li­wane elek­trony”.
    Jak kon­tro­luje się taki proces, że leci jeden?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kglibow .

      zna­la­złem taki fragment w książce “Światło czym naprawdę jest””
      “Doświad­cze­nie to nie zostało nigdy wykonane.” str. 25
      http://fiertek.3miasto.net.pl/Swiatlo-Czym-naprawde-jest.pdf

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie wiem z którego roku jest ta praca, ale doświad­cze­nie zostało wykonane — choć fak­tycz­nie po Feyn­ma­nie, bo w roku 1987. Gribbin, “Kotki Schro­din­gera”, s. 12.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kamil Ro. Dzióbek

      Fizycy chyba jeszcze nie umią pro­du­ko­wać poje­dyn­czych elek­tro­nów i to był eks­pe­ry­ment myślowy. Ja bym wziął jakiś słabo pro­mie­nio­twór­czy materiał pro­mie­niu­jący pro­mie­nio­wa­niem beta (β−). Ja te pro­mie­nio­wa­nie uznaję za dość szybkie elek­trony.
      Materiał musiałby być tak słabo pro­mie­nio­twór­czy, że emisja zacho­dzi­łaby co kilka sekund. Jest to możliwe bo kiedyś do czegoś prze­sta­wi­łem Licznik Geigera i on tykał nie­re­gu­lar­nie co kilka sekund. Według mnie każde tyk­nię­cie to była absorp­cja poje­dyn­czego elek­tronu, lub czegoś innego.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Dalej niż kot Schrödingera | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • Pingback: Architekt nowej fizyki cz.3: tułaczka Einsteina | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • Auer

    Tutaj fizyka spotyka się z filo­zo­fią. Zakła­da­jąc deter­mi­nizm — czy gdybyśmy znali wszyst­kie, abso­lut­nie wszyst­kie para­me­try wszyst­kiego, co nas otacza i mieli komputer o nie­skoń­czo­nej wydaj­no­ści, to mogli­by­śmy zasy­mu­lo­wać sobie, co będzie za 100 lat? Przecież obej­rze­nie tej symu­la­cji zmie­ni­łoby przy­szłość, które zmie­ni­łoby symu­la­cję, które.… Jadący samochód możemy sfo­to­gra­fo­wać naświe­tla­jąc zdjęcie 1/8000s. Wtedy zoba­czymy każdy detal. Ale nie zoba­czymy, czy samochód jedzie czy nie. Za to jak zrobimy zdjęcie naświe­tla­jąc 1/10s to zoba­czymy dokład­nie, że samochód jedzie, ale nie zoba­czymy jego detali. Nie możemy naświe­tlić zdjęcia jed­no­cze­śnie na 1/10 i 1/8000s.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ple­ple­ple.

      Ale potra­fi­li­by­śmy zasy­mu­lo­wać sobie przy­szłość jaka by nastą­piła gdyby NIE BYŁO kom­pu­tera symu­lu­ją­cego. Jeśli chodzi o aparat, to nie możemy zbadać rze­czy­wi­sto­ści opie­ra­jąc się na infor­ma­cjach prze­ka­za­nych AKURAT PRZEZ TO narzę­dzie pomia­rowe. Wystar­czy inne narzę­dzie pomia­rowe (oko, kamera) i już możemy określić obydwa para­me­try.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Żwirek

    Mam pytanie — jak rozumiem wszystko co widzi człowiek swoim narządem wzroku, zachodzi dzięki światłu, światło odbija się od przed­mio­tów itd, dzięki temu widzimy. Czyli jeśli dobrze rozumuje, to jak zacho­wuje się światło (czy jest falą czy cząstką, czy inter­fe­ruje czy nie) ma wpływ na to jak postrze­gamy świat. Czy jest możliwe, przy pomocy programu kom­pu­te­ro­wego, zasy­mu­lo­wa­nie takiego świata w którym światło jest tylko i wyłącz­nie cząstką oraz takiego w którym jest tylko falą? Czy miałoby to jakiś wpływ na to co osta­tecz­no­ści widzimy?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://eris-goddess.blogspot.com/ Anna

    Od dłuż­szego czasu mam taką zagwozdkę, która nie daje mi spokoju. Być może jest cał­ko­wi­cie bez sensu, ale jeśli przyj­miemy, że jest wielki las, z dala od cywi­li­za­cji to gdy upada drzewo, to czy to drzewo ma powód lub cel by wydać dźwięk upadania? Gdy w pobliżu nie ma nikogo kto mógłby je usłyszeć? Czy obecność czło­wieka, tego obser­wa­tora powoduje powsta­nie tego dźwięku? Już pomi­ja­jąc to upadanie drzewa czy istotę całego lasu, które nie są w danej chwili obser­wo­wane przez nikogo. (Chodzi o samo zjawisko dźwięku, nie wiadomo, dlaczego drzewo upadło) I ciekawe co ze zwie­rzę­tami jako obser­wa­to­rami — słyszą różnicę czy nie? No bo jeśli drzewo wie o obec­no­ści czło­wieka i jego zamiarem musi być odpo­wied­niego wydanie dźwięku.
    Na dodatek nie daje mi spokoju również tematyka kwan­to­wego samobójstwa/nieśmiertelności.Chyba czas poważ­niej zain­te­re­so­wać się tematem.
    Pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Marcin

      Drzewo nie wydaje dźwięku spe­cjal­nie dla czło­wieka. Mrówki w lesie też oczekują atrakcji i zmian cza­so­prze­strzen­nych

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ple­ple­ple­ple.

        Anna, piszesz chyba o jakichś Entach, hłe hłe hłe… No właśnie. Wiemy, że drzewo wydaje dźwięk przy upadku bo najpierw doświad­czy­li­śmy, że dźwięk roz­cho­dzi się podczas tego typu zdarzeń, potem utwier­dzi­li­śmy się w nie­zli­czo­nej liczbie obser­wa­cji, że tak się dzieje, następ­nie zba­da­li­śmy i zmie­rzy­li­śmy to zjawisko uznając za pewnik, że przy każdym upadku drzewa powstaje dźwięk i potra­fimy nawet prze­wi­dzieć i obliczyć jaki to dźwięk. Ale w przy­padku drzewa wiemy, że tak się dzieje gdy nie ma obser­wa­tora, ponieważ wiemy jak to działa podczas obser­wa­cji. Ale w przy­padku elek­tronu ma on się zacho­wy­wać INACZEJ gdy nie jest obser­wo­wany. Skąd o tym wiemy? Prze­pra­szam, za naiwne pytanie. No i czy sam sposób pomiaru nie jest na tyle agre­sywny, że zmienia obser­wo­wany obiekt? Zostając przy lesie, jeśli pójdę poob­ser­wo­wać ptaszki to one pewnie odfruną. Zależy jak inwa­zyjna jest metoda obser­wa­cji.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Poyu

    A może super­po­zy­cja wynika po prostu z braku dodat­ko­wych infor­ma­cji. Chodzi tu o inne spoj­rze­nie na funkcję falową. W tra­dy­cyj­nej mecha­nice kwan­to­wej jest ona bytem realnym opi­su­ją­cym wła­ści­wo­ści danego obiektu, nato­miast w bay­esia­ni­zmie kwan­to­wym (tzw. QBism) jest ona subiek­tyw­nym wyborem obser­wa­tora, która umoż­li­wia uak­tu­al­nie­nie subiek­tyw­nego postrze­ga­nia w świetle nowych infor­ma­cji, a jed­no­cze­śnie pozbycia się para­dok­sów kwan­to­wych. Dla przy­kładu, w świetle kla­sycz­nej mecha­niki kwan­to­wej kolejne obser­wa­cje poło­że­nia tego samego elek­tronu powodują kolaps funkcji falowej do jednej okre­ślo­nej wartości, co łamie zasadę lokal­no­ści, ponieważ nastę­puje wszędzie o tym samym czasie. Nato­miast w świetle QBismu wraz z kolej­nymi pomia­rami zmienia się po prostu praw­do­po­do­bień­stwo wystą­pie­nia elek­tronu w danym miejscu. Co sądzisz o takim podej­ściu do para­dok­sów kwan­to­wych?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • adm

    “Nieważne” !!!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Obserwator a fizyka kwantowa | naukowa gadanina()

  • dawid

    i jak znalazle odpo­wiedz na to pytanie bo tez mnie zain­try­go­walo

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tomek

    Mi się wydaje, że tutaj samemu trzeba prze­pro­wa­dzić to doświad­cze­nie (na elek­tro­nach) i je zbadać niż bazowac na opisach w necie. Ja przy­naj­mniej zna­la­złem wyklu­cza­jące się opisy. Np. w nie­któ­rych arty­ku­łach piszą że gdy obser­wuje się przez którą szcze­linę elektron się prze­mie­ścił to wtedy obser­wuje się dwa prążki na ekranie. A w innych arty­ku­łach dopo­wia­dają że pomiar wpływa fizycz­nie na drogę elek­tronu, czyli nie jest on bez­win­wa­zyjny na doświad­cze­nie. Dlatego samemu trzeba tutaj powtó­rzyć doświad­cze­nie i można jakieś wnioski wycią­gnąć niż bazować na tym co inni zrobili bo kto wie jakie oni klocki chocki porobili.:) Przede wszyst­kim trzeba mieć 100% pewności że wysyłamy 1 elektron, więc należy zacząć od poszu­ki­wa­nia jak to zrobić by wysłać tylko 1 elektron. Jak już to mamy i udo­wod­ni­li­śmy że potra­fimy wysyłać 1 elektron to następ­nei musimy mieć pasek z dwoma regu­lo­wa­nymi szcze­li­nami oraz musimy umieć też regu­lo­wać odle­głość między środkami szczelin. Czyli jak rozumiem jakby udalo sę wyjaśnić to doświad­cze­nie czemu są inter­fe­ren­cje to mógłby to być gwóźdz do trumny teorii wie­lo­świa­tów, super­strun, rów­no­le­gle ist­nie­ją­cyh ziem itd.? Czyli wyja­śnia­jąc takie proste doświad­cze­nie można by wyjaśnić dużo rzeczy czy są praw­dziwe czy nie. To jest pole do zabawy.:)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Więc się nie opieraj tylko na “opisach w necie”, lecz sięgaj to lite­ra­tury uzu­peł­nia­ją­cej, służącej — jak sugeruje nazwa — do uzu­peł­nie­nia infor­ma­cji. Zarówno tej pod tym wpisem, jak i innymi doty­czą­cymi tego tematu, np. http://www.kwantowo.pl/2016/04/06/fale-czastki-i-zabawy-z-dwoma-dziurkami/. Więk­szych roz­bież­no­ści dotąd nie spo­tka­łem, a jeśli już to dotyczą kwestii inter­pre­ta­cji eks­pe­ry­mentu, a nie jego wyników. Problemy, których piszesz (czy wystrze­li­li­śmy jeden elektron) — wierz lub nie — naukow­com przyszły do głowy i wzięli je pod uwagę. Samo doświad­cze­nie było wyko­ny­wane już setki razy i raczej przełomu bym się nie spo­dzie­wał, ponieważ wyniki, choć jasne, nie dają odpo­wie­dzi filo­zo­ficz­nych. A już na pewno nie wery­fi­kują teorii strun. Oba tematy mają ze sobą niewiele wspól­nego.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Adam Aleksa

    A gdyby tak spro­bo­wac podejsc do sprawy od samego poczatku. Zapo­mniec o tych wszyst­kich inter­fe­ren­cjach i falach praw­do­po­do­bien­stwa. Pomyslec co tak naprawde dzieje sie w eks­pe­ry­men­cie. Chyba naj­wa­zniej­sze jest co sie porusza, gdzie sie porusza i jak sie zacho­wuje. Ja widze to tak. Foton — czastka czystej energii porusza sie w cza­so­prze­strzeni — bycie posia­da­ja­cym kon­kretna (ogromnie duza energie) na jed­nostke obie­to­sci. Czyli mozemy powie­dziec taka zabla­kana nadwyzka energii roz­le­wa­jaca sie po ogromnym oceanie pola ener­ge­tycz­nego, cze­ka­jaca na kogos kto chcialby ja “wyko­rzy­stac”. Powie­dzial­bym wiecej wyglada na to iz cza­so­prze­strzen czy tez proznia, albo jak kto woli, bardzo “nie lubi” tej nadwyzki, poniewaz dobrze sie czuje z energia jaka juz ma :). No i tak sobie ta dodat­kowa energia rozplywa sie po cza­so­prze­strzeni az napotka wreszcie miejsce gdzie moze sie wyla­do­wac. W momencie, gdy obie szcze­liny sa otwarte to energia nasza rozplywa sie przez obie szcze­linki i dociera do ekranu tworzac ten piekny wzor. Wyla­do­wu­jac sie w pierw­szym miejscu ktore chcialo ja przejac, atomy na ekranie. W momencie jak zaczeto pod­gla­dac nasza nadwyzka energii zostala wyla­do­wana na detek­to­rze za szcze­linka no i auto­ma­tycz­nie wzor zniknal i pojawily sie 2 slady. Wyjasnia to rowniez, znik­nie­cie wzoru inter­fe­ren­cyj­nego w eks­pe­ry­men­cie z opo­znio­nym pomiarem za szcze­lina bez zadnego “cofania sie w czasie” fotonu :). Co o tym myslicie? Moze brzmi troche dziwnie ale choc troche sie zasta­now­cie. Napewno nie wolno nam w tym wszyst­kim pomijac cza­so­prze­strzeni jak czynia to wszyscy! Jakies pomysly odnosnie elek­tronu? Czym tak naprawde jest elektron w atomie i poza nim. Czy aby napewno jest to jakas cza­steczka? Kto ja widzial? Mysle ze sytuacja jest iden­tyczna jak z fotonem. Ale nie jestem fizykiem wiec to tylko takie prze­my­se­nia…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • dzwonnik

    Moim zdaniem wyglada to tak, ze nie elektron jest w kilku miej­scach jed­no­cze­snie tylko my widzimy go tak widzimy. Tak jak bysmy mieli cala sciane tele­wi­zo­row i widzieli na obrazie jeden obiekt. Obiekt jest jeden, nie­po­dzielny.. ale my widzimy go w wielu miej­scach. To tylko pro­jek­cja.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Oczy­wi­ście możesz mieć takie zdanie. Pytanie tylko na czym je oparłeś?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ple­ple­ple­ple.

    Pytanie od blon­dynki: skąd wiadomo jak zacho­wuje się elektron gdy nie jest obser­wo­wany, skoro nie jest obser­wo­wany?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      To, że cząstki ele­men­tarne są w istocie chmurą praw­do­po­do­bień­stwa, uświa­do­mił nam po raz pierwszy eks­pe­ry­ment z dwoma szcze­li­nami: najpierw prze­pro­wa­dzony dla fotonów, a nieco później dla elek­tro­nów (z ana­lo­gicz­nymi wynikami). Odsyłam do tego tekstu, na ten właśnie temat: http://www.kwantowo.pl/2016/04/06/fale-czastki-i-zabawy-z-dwoma-dziurkami/

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ple­ple­ple.

        A czy z tym elek­tro­nem nie jest jak z gadem, którego pierwszy raz widzimy na oczy i zasta­na­wiamy się czy to ssak czy ryba? A to po prostu — zwykły gad. I zacho­wuje się jak gad (a nie — raz jak ryba, raz jak ssak)?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        W tej meta­fo­rze, rzekłbym raczej, że to po prostu ryba i zacho­wuje się jak ryba, ale z daleka wydaje nam się, że to ssak. Ale to poniekąd kwestia inter­pre­ta­cji. Pewnym jest, że cząstka — wbrew nazwie — nie jest zwykłym kulistym obiektem podobnym do piłki, do czego prze­ko­nują nas uprosz­czone ryciny. Na poziomie kwan­to­wym mamy do czy­nie­nia z prze­ni­ka­ją­cymi się polami, które naj­le­piej opisuje równanie falowe.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ple­ple­ple.

        Czyli taki gad, który zacho­wuje się swoim zwykłym gadzim zwy­cza­jem, tylko my nie­po­trzeb­nie jesteśmy zdzi­wieni. Jak pier­wotni ptakiem, że lata. Może taki elektron lubi się roz­pra­szać “jak mgiełka” w jakiś nie­okre­ślony dla znanej nam geo­me­trii kształt (bo jesteśmy ogra­ni­czeni zmysłami i nie odbie­ramy dodat­ko­wych wymiarów), kiedy strzela się nim niczym poci­skiem? A może to znany nam kształt. No chyba, że ktoś wsadza tam swoje paluchy, to elektron zwija się w sobie jak dotknięta meduza i zamienia z powrotem w pocisk? Na bank urzą­dze­nie pomia­rowe mu prze­szka­dza!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Pomiar mu prze­szka­dza, ponieważ inge­ru­jemy w falę danej cząstki, dopro­wa­dza­jąc do jej kolapsu; zabu­rzamy ją (ale jak mówiłem, o tym więcej w lin­ko­wa­nym tekście). A czy jesteśmy zdzi­wieni nie­po­trzeb­nie? To raczej dość natu­ralne zasko­cze­nie. Wszakże jaka jest materia “każdy widzi”: twarda, stabilna, nama­calna, możliwa do opisu rów­na­niami fizyki kla­sycz­nej. Dziwi nas, że to co jest takie zwykłe, na innym poziomie prze­staje już takie być. Dokład­nie tak jak zadziwia nas szcze­gólna teoria względ­no­ści: niby dzięki codzien­nym doświad­cze­niom dokład­nie wiemy jak działa czas i prze­strzeń — ale jednak w eks­tre­mal­nych warun­kach to wszystko prze­staje być oczy­wi­ste.

        Właśnie to jest naj­lep­sze i pozwala na głębsze zro­zu­mie­nie rze­czy­wi­sto­ści.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ple­ple­ple.

        To, że nic nie jest oczy­wi­ste wie nawet dziecko! Skoro naj­mniej­sze są kwarki, to dlaczego w ogóle roz­ma­wiamy o nie­skoń­czo­no­ści. Dlaczego ona w ogóle przy­cho­dzi nam do głowy?! Że coś jest nie­skoń­cze­nie małe? Skoro nic takiego nie znamy i nie doświadczmy. Ale umiemy sobie wyobra­zić. Za to nie wiemy czym jest gra­wi­ta­cja, mimo że jej doświad­czamy! To dość oczy­wi­ste, że nic nie jest oczy­wi­ste. Dlaczego tylko 4 wymiary. Akurat cztery?! A nie — 176430? Widzimy wycinek rze­czy­wi­sto­ści, a jak uda nam się podej­rzeć ciut więcej to dzi­wu­jemy się jak XVII-wieczni Abo­ry­geni na widok śniegu.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Akurat co do nie­skoń­czo­no­ści, to sam zawsze wyra­ża­łem się bardzo scep­tycz­nie, a nawet popeł­ni­łem krótki tekścik: http://www.kwantowo.pl/2013/09/13/skonczone-nieskonczonosci/ W naturze, w istocie raczej nie­skoń­czo­no­ści nie spo­ty­kamy, a już na pewno, od prawie stu lat żaden fizyk nie mówi o nie­skoń­cze­nie małych wiel­ko­ściach. Już wtedy doszli­śmy do naj­mniej­szej mającej sens długości, czyli długości Plancka.

        Co do para­dyg­matu 4 wymiarów, to oczy­wi­ście są uczeni, którzy od dawna z nim walczą i zasta­na­wiają się, czy wyższe wymiary prze­strzeni nie pozwo­li­łyby na ukucie nowych teorii. Pierw­szym z nich był Theodor Kaluza, jeszcze w czasach Ein­ste­ina.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ple­ple­ple.

        O nie­skoń­czo­no­ści fizyk nie mówi, ale mówi mate­ma­tyk. Nawet ten, który właśnie odrabia pracę domową na piątek oraz ten, który go uczy za 2500 na rękę. Chodzi mi o to, że potra­fimy nie­skoń­czo­ność sobie (jakoś) wyobra­zić. Dlaczego potra­fimy? Dlaczego umiemy się poro­zu­mie­wać “językiem bogów”? Językiem opi­su­ją­cym rzeczy spoza naszego świata czyli — na przykład — te nie­skoń­cze­nie małe? Co do wymiarów — poznać możemy tylko te, które odebrać może nasz odbior­nik umiesz­czony w czaszce. Ten odbior­nik (i komputer w jednym) jest wystar­cza­jąco zaawan­so­wany żeby wiedzieć jak bardzo jest jednak, pry­mi­tywny.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Owszem. Nie bardzo tylko wiem do czego dyskusja zmierza i tak naprawdę o czym roz­ma­wiamy. 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ple­ple­ple.

        O tym, że elektron zacho­wuje się po prostu jak elektron. I, że skoro fizycy wcze­śniej czegoś takiego nie widzieli, to nie muszą od razu go tak brzydko szu­flad­ko­wać. Fala albo pocisk. A poza tym, na takim forum, to spotkać można samych filo­zo­fów. Wiadomo. To filo­zo­fuję. Może się przy okazji czegoś dowiem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ple­ple­ple.

        Wła­ści­wie to dlaczego elektron ma się zacho­wy­wać jak fala ALBO jak pocisk, skoro może zacho­wuje się jak coś jeszcze innego. Na przykład jak elektron. Może się rozdwaja, roz­pra­sza i leci dziwnym geo­me­trycz­nie torem. A może jeszcze COŚ. A ma gapimy się na tego gada i mówimy: ten ssak zacho­wuje się jak ryba kiedy się na niego patrzę, a jak się nie patrzę to zacho­wuje się jak przy­stało na ssaka. Widzimy tylko morskie fale albo latające kamienie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ple­ple­ple.

    Nie jesteśmy żadnym snem. Nasza rze­czy­wi­stość to jest jak ta gra kom­pu­te­rowa zapro­jek­to­wana w innym świecie. Ze wszyst­kimi swoimi fizycz­nymi ogra­ni­cze­niami i prawami fizyki — czyli zasadami gry. Ponieważ jesteśmy obda­rzeni wolną wolą to znaczy, że jesteśmy graczami. Tyle, że wir­tu­al­nymi. Nasze mózgi (bardzo pry­mi­tywne kom­pu­terki-odbior­niki) są również wir­tu­alne. Wir­tu­alne dla obser­wa­tora ze świata zewnętrz­nego. Nasza rze­czy­wi­stość fizycz­nie istnieje NAPRAWDĘ tylko w odbiorze naszych wir­tu­al­nych kom­pu­ter­ków. Nasze kom­pu­terki ewoluują — jak wszystko — zgodnie z zapro­gra­mo­wa­nymi zasadami gry i są coraz bardziej ciekawe czym same są. Nasz wir­tu­alny świat jest nie­skoń­czony jak świat w Mine­craft. Gdzie się nie pojawisz, wyrasta wokół ciebie wir­tu­alna prze­strzeń. Nie­skoń­czo­ność prze­strzeni jest nie­skon­czo­ńo­ścią w czasie a nie w trój­wy­mia­rze ponieważ zawsze i wszędzie może się pojawić. Co jest w świecie zewnętrz­nym — tego nie możemy wiedzieć ani sobie nawet wyobra­zić, bo nie tak nas zapro­jek­to­wano. Jest to bardzo spójne z pierw­szymi pod­ręcz­ni­kami z pry­mi­tyw­nymi wska­zów­kami. “Na początku było Słowo” i ta “świa­tłość” we wszyst­kich reli­giach świata… bogowie z innej, nie­po­ję­tej rze­czy­wi­sto­ści… W sumie, to banalne się wydaje!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0