Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 50

Artykuły

Kim jest obserwator?

29th Lis '12

Za każdym razem, gdy dostaję w ręce jakąś książkę zaczepiającą o temat mechaniki kwantowej, czytam ją z zapartym tchem. Nieważne, że to już dziesiąty opis zasady nieoznaczoności Heisenberga czy dwudzieste przedstawienie kota Schrödingera – zawsze odczuwam fascynację i spędzam kolejne wieczory na rozmyślaniach. Do napisania poniższego artykułu zachęciła mnie praca prof. Paula Daviesa; przypominająca o filozoficznej masakrze, jakiej dokonał problem pomiaru i obserwatora w mechanice kwantowej.

Mecha­nika kwantowa bez­sprzecznie zmieniła świat. Wraz z jej nadej­ściem skończył się czas pano­wania prostej i sche­ma­tycznej fizyki, zastą­pionej przez erę nie­prze­wi­dy­wal­ności. Dotych­cza­sowa rze­czy­wi­stość kul bilar­do­wych, poru­sza­ją­cych się zgodnie z prostymi zasadami mecha­niki kla­sycznej minęła bez­pow­rotnie. Podobnie atom, przed­sta­wiany u zarania XX wieku, jako minia­tu­rowy układ pla­ne­tarny, z jądrem i okrą­ża­jącym go po okre­ślonej orbicie elek­tronem, uległ sporej reno­wacji. Erwin Schrödinger, Niels Bohr, Werner Heisen­berg i inni, zburzyli new­to­nowski porządek, wydając szereg prac opartych o dzi­waczne – z punktu widzenia fizyków poprzed­nich gene­racji – zało­żenia.

Nie sięgajmy daleko i weźmy pod lupę zmorę fizyków, czyli sławne doświad­czenie z dwoma szcze­li­nami. (Tu macie jedno z wielu mul­ti­me­dial­nych przed­sta­wień eks­pe­ry­mentu.) Już w XIX wieku, Thomas Young wziął sobie za cel obalenie pomysłu Izaaka Newtona, jakoby światło było stru­mie­niem cząstek. Aby tego dokonać, wymyślił, że jeżeli nakie­ruje wiązkę światła na prze­grodę z rów­no­legle wycię­tymi dwoma szcze­li­nami, na posta­wionym ekranie zauwa­żymy ciem­niejsze i jaśniejsze prążki. No panie Newton, tak to się cząstki nie zacho­wują – mógł pomyśleć Young i miałby rację. Prze­pusz­czone przez szcze­liny światło nakre­śliło na ekranie wzór inter­fe­ren­cyjny, nastę­pu­jący przez wzajemne wzmac­nianie i wyga­szanie… fal. (Gorzej, że kil­ka­dzie­siąt lat później prace Plancka i Ein­steina znów przy­wró­ciły do życia kor­pu­sku­larny opis światła, prze­no­szo­nego przez fotony.)

Światło ukazało swą falową naturę, więc cie­kawscy fizycy posta­no­wili prze­pro­wa­dzić bliź­niacze doświad­czenie dla cząstek wcho­dzą­cych w skład atomu. Clinton Davisson wziął na warsztat strumień elek­tronów, które prze­pu­ścił przez prze­grodę ze szcze­li­nami, które uderzały w odpo­wiednio czuły ekran. Efekt był zatrwa­ża­jący: wzór inter­fe­ren­cyjny, elek­trony zacho­wały się jak fala! W takim wypadku, nie­do­wie­rza­jący Davisson spró­bował je podejść od innej strony, zasła­niając jeden z otworów. W tym wariancie cząstki, które zdołały prze­frunąć na drugą stronę prze­grody, uderzały w cały ekran, w przy­pad­kowy sposób – jak to punktowe cząstki. Po powtórnym odsło­nięciu drugiej szcze­liny, nawet przy powolnej emisji elek­tronów, stop­niowo wyłoniły się prążki cha­rak­te­ry­styczne dla fali. Osta­tecznie okazało się, że nawet poje­dynczo wystrze­li­wane elek­trony, po całym dniu bom­bar­do­wania ekranu, namalują nań obraz inter­fe­ren­cyjny, dopro­wa­dzając badaczy na skraj zała­mania. Raz cząstka, raz fala, zależnie od tego czy udo­stęp­nimy cząstkom jedną czy dwie szcze­liny. Dla roz­sąd­nego czło­wieka takie sta­no­wisko równa się kata­strofie.

Kluczem dla roz­wią­zania problemu i przy­wró­cenia fizyki do pionu było stwier­dzenie, z jaką wła­ściwie falą mamy do czy­nienia, tj. co inter­fe­ruje? Gdyby elektron był po prostu stu­pro­cen­tową falą, zacho­wy­wałby się tak nie­za­leżnie od ilości otworów, a czujniki nie suge­ro­wa­łyby nam, że uderzają weń poszcze­gólne cząstki. Mecha­nika kwantowa roz­wią­zała ten kryzys stwier­dzając, jakby to abs­trak­cyjnie nie brzmiało, iż przed­miotem sprawy jest fala praw­do­po­do­bień­stwa. Wystrze­lona cząstka podró­żuje róż­no­raką tra­jek­torią i osta­tecznie uderzy w przy­pad­kowym celu. Wysi­la­jący się przed kom­pu­terem nauko­wiec, może jedynie obliczyć naj­praw­do­po­dob­niejsze miejsce lądo­wania elek­tronu. Jeżeli jednak damy cząstkom do dys­po­zycji dwie szcze­liny, to nagle ich fale praw­do­po­do­bień­stwa zaczną się wza­jemnie wzmac­niać i wygaszać, co zwiększy szanse na ich ude­rzenie w jedne obszary na ekranie (prążki jaśniejsze) i zmniejszy w inne (prążki ciem­niejsze). Tak jakby wszystkie moż­li­wości tra­jek­torii lotu, nawet poje­dyn­czego elek­tronu inter­fe­ro­wały, powo­dując, że „wie” on gdzie uderzyć aby osta­tecznie wyglądać jak fala. Fizycy posta­no­wili być jednak prze­biegli i pod­glądać w jaki sposób elek­trony mijają prze­grodę ze szcze­li­nami. Przyrząd, co było do prze­wi­dzenia, nie zauważył żadnej fali, legi­ty­mując każdą prze­la­tu­jącą cząstkę. Na ekranie wyświe­tliły się tylko dwa prążki, obraz inter­fe­ren­cyjny znów zniknął. To co było falą praw­do­po­do­bień­stwa, ure­al­niło się jeszcze przed przej­ściem przez otwór, a elektron w momencie pomiaru wybrał jedną z moż­li­wości.

Miłośnik wolnej miłości i kotów Erwin Schrödinger, uwy­datnił ten problem, znanym eks­pe­ry­mentem myślowym. Wymyślił, że należy zamknąć futrzaka w pudełku wraz z pułapką ste­ro­waną za pomocą poje­dyn­czej cząstki. Może ona przybrać jeden z dwóch stanów z szansą 50% na każdy: przy pierw­szym uwalnia z pułapki śmier­cio­nośną truciznę zabi­ja­jącą niewinne zwierzę, a przy drugim nic się nie dzieje i kot żyje, aż nie zdechnie z głodu. Pudełko jest jednak zamknięte, a mecha­nika kwantowa pod­po­wiada nam, że póki nie zajrzymy do środka, dopóty cząstka pozo­stanie w super­po­zycji dwóch stanów, a wraz z nią kot. W ten sposób miłe dyskusje na temat praw­do­po­do­bień­stwa i dziwnych zachowań cząstek, Schrödinger prze­niósł na wyższy i bardziej kon­tro­wer­syjny poziom. Skoro cząstka może znaj­dować się w dwóch pozy­cjach jed­no­cze­śnie, to dlaczego organizm nie mógłby być na raz żywy i zdechły? Natu­ralnie eks­pe­ry­mentu tego nikt nie prze­pro­wa­dził, a w dodatku ma on kilka prze­szkód, ale świetnie uwypukla sprzecz­ność fizyki kwan­towej z codzien­nymi doświad­cze­niami.
Nie­którzy rzekliby, że tam gdzie zaczyna się krzywda kota, tam kończą się żarty. Można również powie­dzieć, że w miejscu eks­pe­ry­mentu Schrödin­gera tak naprawdę kończy się fizyka, a zaczyna filo­zofia. Podobnie jak w przy­padku doświad­czenia z dwoma szcze­li­nami, swoim gapie­niem się redu­ku­jemy falę praw­do­po­do­bień­stwa; tak że czwo­ronóg „wybierze” jeden z dwóch stanów w chwili otwarcia przez nas pudełka. Jako obser­wa­torzy dopro­wa­dzimy do ure­al­nienia któregoś ze sce­na­riuszy (oby tego pozy­tyw­nego!). Na jakiej pod­stawie? Kto jest obser­wa­torem? Czy pomiaru musi dokonać człowiek, czy może wystarczy obecność zwie­rzęcia lub nawet samego przy­rządu?

Jeżeli myślicie, że w ciągu kil­ku­dzie­sięciu lat nauka znalazła panaceum na tę bolączkę, to jeste­ście wielkimi opty­mi­stami. Od czasu słynnej inter­pre­tacji kopen­ha­skiej do dnia dzi­siej­szego, wciąż poja­wiają się nowe, niekiedy bardzo dzi­waczne kon­cepcje. W swojej książce „Bóg i Nowa Fizyka”, Paul Davies pisze tak: Elektron nie rezy­gnuje z żadnej moż­li­wości, dopóki ktoś go nie podejrzy. Oba możliwe światy współ­ist­nieją w postaci hybrydy, widmowej super­po­zycji. Niedługo później, profesor New­ca­stle upon Tyne zwraca uwagę na następny problem: (…) oddzia­ły­wanie elek­tronu z aparatem to proces, w którym uczest­niczą atomy aparatu, a zatem należy go opisywać uwzględ­niając efekty kwantowe. Innymi słowy, duże obiekty, jak przyrząd do pomiaru lub nawet my sami, nie są do końca wolne od sza­leństw kwan­to­wego świata. Wedle takiego sta­no­wiska, pod­glą­dając elektron niejako wcho­dzimy we współ­za­leż­ność z tą cząstką i sami przyj­mu­jemy którąś z pozycji.

Węgierski noblista Eugene Wigner wprawił swoich kolegów w osłu­pienie, twier­dząc, że wybór stanu kwan­to­wego dokonuje się w… świa­do­mości obser­wa­tora. Fizyk jednym ruchem ręki roz­wiązał – przy­najm­niej według siebie – problem obser­wacji i współ­ist­nie­ją­cych hybryd światów. Ciężko odnaleźć dokładny opis rozważań Wignera, ale za to bez problemu można trafić na ich skutek. Postawa zakła­da­jąca, że świa­do­mość redukuje kwantową falę praw­do­po­do­bień­stwa, jest bliska przy­pusz­czeniu, że ludzki umysł w pewnym stopniu kreuje rze­czy­wi­stość. Wątpię aby nauko­wiec w ten sposób postrzegał ota­cza­jący go świat, co oczy­wi­ście nie prze­szkadza róż­no­rakim grupom reli­gijnym tudzież okul­ty­stycznym, wplatać mecha­niki kwan­towej do własnych idei. Warto o tym pamiętać, choćby przy prze­glą­daniu youtu­bo­wych mate­riałów szem­ra­nego pocho­dzenia, z których niemała część wrzuca naukę do jednego worka z szeroko rozu­mianym misty­cy­zmem.

Niewiele mniej dziwna, a w dodatku trak­to­wana z przy­mru­że­niem oka przez więk­szość fizyków, okazała się odważna hipoteza Hugha Everetta. Myśl była nastę­pu­jąca: obser­wator nie redukuje fali, ani tym bardziej nie tworzy rze­czy­wi­stości; po prostu wszystkie stany naprawdę istnieją! Według Everetta (w tym miejscu Niels Bohr prze­wraca się w grobie) każda z moż­li­wości zdarza się w rów­no­le­głym wszech­świecie. Zatem gdy otwie­ramy pudło z kotem Schrödin­gera, dochodzi do roz­sz­cze­pienia się rze­czy­wi­stości na dwie: w pierw­szej futrzak żąda pogła­skania, a w drugiej leży do góry brzuchem. Wła­ści­wiej mówiąc, w każdej mikro­se­kun­dzie wyła­niają się miliardy odręb­nych wszech­światów, w których mają miejsce inne kom­bi­nacje wydarzeń. To dopiero schi­zo­frenia!  pisał o tym pomyśle Bryce DeWitt. Choć w sza­leń­stwie jest metoda, trzeba uczciwie przyznać, że Everett swoją teorią roz­wiązał jeden problem, gene­rując inne. Przede wszystkim, na jakiej zasadzie nasza świa­do­mość ciągle dokonuje wyboru, którym szlakiem podążyć? Istnieje wszech­świat, w którym nie piszę tego artykułu, albo w którym Hitler wygrał wojnę? No i rzecz jasna, jak tę teorię do jasnej Anielki, zwe­ry­fi­kować?

Wszech­świat jako układ obser­wu­jący sam siebie (rys. Bóg i Nowa Fizyka).

Póź­niejsza inter­pre­tacja, w której stwo­rzeniu brał udział Polak, Wojciech Żurek, przed­stawia sytuację na wskroś przy­ziem­niej: oto­czenie samo dla siebie jest obser­wa­torem. To oto­czenie nie­ustannie śledzi układy spra­wiając, że z wszyst­kich kwan­to­wych moż­li­wości makro­sko­powe obiekty wybie­rają tylko niektóre stany  twierdzi Żurek. Kore­spon­duje to nieco z zamysłem Johna Wheelera, zakła­da­ją­cego, iż cały wszech­świat jest obser­wa­torem dla samego siebie. Naj­waż­niejszy wniosek płynący z tych hipotez jest nastę­pu­jący: nie­prze­wi­dy­wal­ność mecha­niki kwan­towej to bez­sprzeczny fakt, spraw­dza­jący się jednak w odpo­wiednio odizo­lo­wanym układzie; nato­miast bom­bar­dując elektron innymi cząst­kami redu­ku­jemy praw­do­po­do­bień­stwo do kon­kret­nego stanu. Nie ma duchów ani spon­ta­nicznie oddzie­la­ją­cych się wszech­światów. Aby przy­pie­czę­tować sukces, prze­pro­wa­dzono eks­pe­ry­ment na jonie berylu. Najpierw wpro­wa­dzono go w stan super­po­zycji, a następnie popiesz­czono go laserem, w ten sposób, że „nie­na­świe­tlony” stan jonu znikał. Oto bez­po­średni dowód na wpływ oto­czenia na pozycję cząstki. 

Eks­pe­ry­ment autor­stwa Davida Wine­landa (swoją drogą, tego­roczny laureat nagrody Nobla) to spory krok na przód w kwestii inter­pre­tacji zjawisk kwan­to­wych, ale raczej nie knebel dla filo­zofów. Na dobrą sprawę każda z przed­sta­wio­nych, jak i pomi­nię­tych w tym tekście teorii roz­wią­zuje pewne kłopoty, jed­no­cze­śnie gene­rując nowe. Pewne jest tylko to, że natura świata mikro­sko­po­wego, jak dziwna by się nam nie wydawała, rze­czy­wi­ście funk­cjo­nuje i otacza nas ze wszyst­kich stron.
Literatura uzupełniająca:
P. Davies, Bóg i Nowa Fizyka, Warszawa 1996;
L. Lederman, D. Teresi, Boska Cząstka. Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?, Warszawa 2005;
P. Cieśliński, Mechanika kwantowa. Kot Schroedingera, Wyborcza.pl, [dostęp: 28.11.2012].
podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • AgmatiV

    I bądź tutaj racjo­na­listą. Mic­kie­wi­czow­skie „Dziady” to przy tym synonim logiki!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/17443465129484666492 Kuba Grom

    Chodzi mi po głowie artykuł na temat tych ezo­te­rycz­nych inter­pre­tacji kwan­to­wych. Pod­sta­wową sprawą w teoriach pro­pa­go­wa­nych w książ­kach typu Sekret jest nie tyle nie­wiedza czy złe rozu­mienie, lecz leżąca u podstawy sprzecz­ność – autorzy takich teorii z jednej strony powołują się na kwan­to­wość z jej inde­ter­mi­ni­zmem, dla uza­sad­nienia różnych cudów, a potem gdy przy­chodzi im for­mu­łować zasady postę­po­wania zakła­dają ściśle deter­mi­ni­styczne dzia­łanie tych właśnie praw fizycz­nych.

    Nawiasem mówiąc zdaje się że dziś obser­wacje pewnych efektów w mikro­świecie z powo­dze­niem mogą wyko­nywać kom­pu­tery, jak na razie świa­do­mości pozba­wione.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

      Ale wynik tego eks­pe­ry­mentu zapisany w pamięci kom­pu­tera będzie chyba również w super­po­zycji, dopóki ktoś go nie odczyta. Tak to przy­najm­niej rozumiem.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Myślę podobnie do Sergiego. Oczy­wi­ście jeżeli przyjąć inter­pre­tację opartą na świa­domym obser­wa­torze.

      Kubo, jeżeli chcesz napisać o „misty­cy­zmie” kwan­towym, to musisz być bardzo ostrożny. Kiedyś zdarzyło mi się napisać coś krót­kiego w tym temacie i zostałem niemal posą­dzony o roz­prze­strze­nianie okul­ty­stycz­nych idei. Dla nie­któ­rych wystarczy, że nie skry­ty­ku­jesz tych postaw od razu, a już będziesz kazno­dzieją New Age.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/17443465129484666492 Kuba Grom

      Czyli że gdyby sko­piować bez odczytu plik z wynikiem, to byłoby możliwe że dwaj różni infor­ma­tycy odczy­tają z nich różne wyniki? To by było bardzo ciekawe…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ale czy da się coś sko­piować bez doko­nania przy tym wcze­śniej­szego pomiaru, który ustali treść pliku?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    jako laik: czy to, że na tą chwilę nie potra­fimy „jed­no­znacznie oznaczyć pozycji/stanu” to nie wynik ułom­ności instru­mentów, może to kwestia czasu (będą lepsze instru­menty) gdy dowiemy się więcej o naturze tego zjawiska – a wtedy wyda się to takie oczy­wiste?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      To pytanie widuje się niemal pod każdym mate­riałem doty­czącym problemu pomiaru, więc nie jesteś sam =). Naukowcy jednak odpo­wia­dają niemal jed­no­gło­śnie: nie­zwy­kłości mecha­niki kwan­towej nie są spo­wo­do­wane naszymi błędami czy nie­do­sko­na­ło­ścią apa­ra­tury. Tak po prostu funk­cjo­nuje świat.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

    Eh, miałem nadzieję na odpo­wiedź na pewne pytanie, ale w połowie tekstu Adam też je zadał reto­rycznie, czyli nic z tego 😛

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Reto­ryczna forma pytania w nauce nie jest właściwą formą.
      W nauce sta­wianie pytań i szukanie na nie logicz­nych wyja­śnień i odpo­wiedzi jest normalne. Nato­miast jed­no­głośne zapew­nienia o nie­zwy­kłości mecha­niki kwan­towej oraz „tak jest i już” – bardziej kojarzy mi się z wiarą niż z nauką. Nikt do tej pory nie wie co i dlaczego to tak działa w tej mecha­nice kwan­towej, ale wszyscy wierzą. A przecież rolą naukowców nie jest ślepa wiara, ale badanie zjawisk

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Quantum?

      Ekhmmmm jednym tchem mogę wymienić z 10 eks­pe­ry­mentów potwier­dza­ją­cych różne aspekty mecha­niki kwan­towej. Poza tym korzy­stamy z kwan­to­wych efektów niemal na co dzień. Gdzie tu widzisz myślenie „tak jest i już” i wiarę, w dodatku ślepą?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Proszę więc wyjaśnić dlaczego w splą­taniu kwan­towym nie jest znany stan cząstek, tylko zakłada się jed­no­czesne ist­nienie ich w wielu stanach.
      Albo dlaczego badacze nie potrafią określić poło­żenia cząstek (choćby poło­żenia elek­tronu w atomie), więc dla uprosz­czenia opisu posłu­gują się praw­do­po­do­bień­stwem zna­le­zienia cząstki w jakimś miejscu w prze­strzeni.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Quantum!

      Wytłu­macz mi najpierw sens swoich pytań.
      Dlaczego zakła­dają ist­nienie cząstek w wielu stanach? Bo na to wskazują doświad­czenia i obli­czenia – co pisze przecież w artykule. Podobnie jest z innymi efektami. O tym mówię, tu nie ma „ślepiej wiary” bo cała teoria wynikła z zaska­ku­ją­cych wyników obser­wacji. A praw­do­po­do­bień­stwa o których piszesz i wszystkie równania funk­cjo­nują bardzo pre­cy­zyjnie i są wyko­rzy­sty­wane w praktyce.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ja tu również podepnę się pod pytanie o sens tych pytań. Anonimie, pod­cho­dzisz do sprawy od bardzo złej strony, mia­no­wicie odrzu­casz obser­wacje bo nie odpo­wia­dają Twojej wizji rze­czy­wi­stości. Nie ma w tym nic nie­zwy­kłego bo wielcy nauki przyj­mo­wali tą samą postawę i w końcu zawsze przy­zna­wali się do błędu. To, że jesteśmy zanu­rzeni w rze­czy­wi­stości sta­bil­nych, dużych obiektów nie jest żadną gwa­rancją, że tak samo musi funk­cjo­nować mikro­świat. Naj­krócej mówiąc, brak pewności na poziomie cząstek ele­men­tar­nych może wynikać po prostu stąd, że… nie jest on pewny. Jaki jest tego powód, to już osobna sprawa i przed­miot rozważań dla filo­zofów. Obli­czenia jednak działają bez względu na inter­pre­tację, więc jak naj­bar­dziej mamy do czy­nienia z nauką przez duże „n”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Być może rze­czy­wi­ście pod­chodzę do sprawy „od złej strony”. Przed­stawię więc kilka swoich wąt­pli­wości i prze­my­śleń. Zacznijmy więc na początek od wąt­pli­wości n/t obser­wa­tora:

      Weźmy pod uwagę tego nie­szczę­snego kota Schrödin­gera i super­po­zycję w wersji kopen­ha­skiej.
      Twierdzi się, że kot nie może być albo żywy albo martwy przed spraw­dze­niem, ale że jest jed­no­cze­śnie i żywy, i martwy (wie­lo­stan – jed­no­czesne ist­nienie w wielu stanach). Logiczną kon­se­kwencją takiego twier­dzenia (takiej jed­no­cze­sności) jest, że praw­do­po­do­bień­stwo zna­le­zienia kota żywego wynosi 1, i tyle samo (=1) wynosi dla zna­le­zienia kota martwego. Zaś suma praw­do­po­do­bieństw dla obu stanów wynosi 2 (!!!)
      Mówienie zatem, że kot jest zarazem żywy i martwy, brzmi ciekawie, bo zagad­kowo i magicznie, ale jak dla mnie jest naru­sze­niem zasad logiki. Praw­do­po­do­bień­stwo nato­miast, którym tak chętnie mecha­nika kwantowa się posłu­guje wpro­wadza nie­pew­ność – nie wiemy w jakim kon­kretnym stanie znaj­dziemy kota – i z pew­no­ścią (z praw­do­po­do­bień­stwem =1) nie mówi też, że znaj­dziemy go w obu stanach jed­no­cze­śnie.

      Pytam więc skąd to wiadomo – czy ktoś to stwier­dził, lub potwier­dził doświad­czalnie i w jaki sposób ?
      I nie chodzi mi tu wcale o tego kota – niech sobie biedak żyje jak naj­dłużej – tylko o zjawisko fizyczne.
      Przecież już sam fakt obser­wacji (spraw­dzania, pomiaru), który auto­ma­tycznie ponoć redukuje ten wie­lo­stan do kon­kret­nego stanu, wyklucza moż­li­wość doświad­czal­nego potwier­dzenia tej tezy – czyni go nie­spraw­dzalnym, a przez to magicznym. Nie można tego spraw­dzić i doświad­czalnie udo­wodnić, więc trzeba uwierzyć. A dowodów na to nie ma, bo być nie może. Jest tylko tzw. inter­pre­tacja kopen­haska – a inter­pre­tacja jest tylko inter­pre­tacją. Tylko, że ona akurat opiera się na zało­że­niach, postu­la­tach i jest uwikłana w pro­ba­bi­li­styczną teorię stanów. A postu­latów jak wiecie nie trzeba udo­wad­niać.
      Inter­pre­tacja kopen­haska wpro­wa­dziła do teorii świa­do­mego obser­wa­tora i postu­luje (!), że nie sam akt pomiaru powoduje redukcję funkcji falowej, ale redukcja ta nastąpi wówczas, gdy wynik pomiaru dotrze do świa­do­mości obser­wa­tora.

      Całe to zamie­szanie z obser­wa­torem iry­to­wało mnie od początku, gdyż stawiało czło­wieka jako obser­wa­tora, niemalże na pie­de­stale świata, na wyjąt­kowej pozycji, od której tak wiele zależy w dzia­łaniu wszech­świata. Tym­czasem rzeczy działy się same dużo, dużo wcze­śniej, niż powstał jaki­kol­wiek obser­wator, nie tylko świadomy.
      O ile mówienie o obser­wa­torze oraz jego wpływie, w kon­tek­ście np. doświad­czenia Younga, biorąc pod uwagę naszą małą wiedzę jest dopusz­czalne, o tyle uogól­nianie tego w kon­tek­ście zjawisk fizycz­nych, jakie działy się od początków świata, oraz mówienie o istotnej roli obser­wa­tora i to jeszcze świa­do­mego, i to w śro­do­wi­skach nauko­wych jest co najmniej dziwne.

      Jeśli inter­pre­tacja, w której stwo­rzeniu brał udział Polak, Wojciech Żurek jest słuszna i oto­czenie samo dla siebie jest obser­wa­torem, to znaczy to ni mniej, ni więcej, że tak naprawdę wcale nie potrzeba żadnego obser­wa­tora, bo przecież wszystko dokoła jest oto­cze­niem i tzw. obser­wa­torem, czy nam się to podoba, czy nie. Krócej mówiąc – rzeczy same się dzieją.
      Ta inter­pre­tacja podoba mi się o tyle, że spro­wadza wreszcie całe zamie­szanie związane z obser­wa­torem z obłoków na ziemię. Co prawda robi to bardzo na około, ale wreszcie spro­wadza na ziemię.
      Czyli wracamy do punktu wyjścia. Po co więc było kom­pli­kować zjawiska w doświad­czeniu Younga (w wersji elek­tro­nowej Clintona Davis­sona), wycią­gając na siłę wnioski, że zacho­wanie się cząstek zależy od świa­do­mego obser­wa­tora i jeszcze ubierać w to całą mecha­nikę kwantową ?

      Pozdra­wiam gorąco autora.
      Blog jest naprawdę świetny – gra­tu­luję.
      Szkoda tylko, że ogra­nicza nas narzu­cony rozmiar tekstu i nie można przed­stawić szerszej argu­men­tacji.

      anonim / trzeź­wy­Józek

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Piszesz trochę tak jakby uczeni (czy kto­kol­wiek inny) pragnęli „zagad­ko­wych i magicz­nych” zjawisk kwan­to­wych. Ja zawsze powta­rzam: świat jest jaki jest, a naszą rzeczą jest go odkrywać i akcep­tować. Nie ma zna­czenia co lubimy i co nam się podoba.

      Kot Schro­din­gera jest nie­in­tu­icyjny, o czym wiedział sam Schro­dinger tworząc swój koncept. Podobnie nie­in­tu­icyjne, wręcz bez­sen­sowne z naszego punktu widzenia, są poje­dynczo wystrze­li­wane fotony, które „wiedzą” jak uderzać aby ułożyć wzór inter­fe­ren­cyjny. Zresztą po to były te wszystkie wariacje eks­pe­ry­mentu z dwoma szcze­li­nami aby znaleźć klucz i udo­wodnić, że mikro­świat rządzi się powszechnie znanymi regułami. Niestety zamiast wyja­śnienia, potwier­dzono jedynie inność mecha­niki kwan­towej. Tak po prostu jest i dopóki nikt nie prze­pro­wadzi eks­pe­ry­mentu wska­zu­ją­cego na coś innego, należy to przyjąć.

      Samych eks­pe­ry­mentów una­ocz­nia­ją­cych problem redukcji fali jest pełno: począwszy od doświad­czenia Wheelera, przez Tonomura, aż po pro­wa­dzone do dziś badania nad stanem splą­tanym m.in. Zeilin­gera. Koniec końców, wszystkie dotyczą tego samego problemu.

      Zgadzam się nato­miast, że pozo­staje kwestia inter­pre­tacji i tu może zmienić się wiele. Wiemy bowiem jak działa mecha­nika kwantowa, ale mamy problem z prze­ło­że­niem jej „języka” na nasz. Mnie oso­bi­ście również nie prze­ko­nuje koncept świa­do­mego obser­wa­tora, niemniej jakiś element redu­ku­jący istnieje na pewno.

      Dziękuję za inte­re­su­jący post i dyskusję.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Witam ponownie.

      Uczeni wcale nie pragną tych „zagad­ko­wych i magicz­nych” zjawisk kwan­to­wych. Oni ich nie rozu­mieją. To że potrafią liczyć i wychodzi im to całkiem nieźle, wcale nie oznacza, że wła­ściwie inter­pre­tują zjawiska fizyczne. Ty sam Adamie nie­jed­no­krotnie zauwa­żałeś to w swoich postach, że wąt­pli­wości i nie­ja­sności w śro­do­wi­skach nauko­wych jest wiele i nie zostały rozwiane do dziś.
      Oczy­wi­stym jest, że świat jest jaki jest i nie mamy tu żadnego wpływu. My nie tworzymy praw natury, my im pod­le­gamy – możemy je tylko badać i potem wyko­rzy­stywać. Nato­miast brak ich zro­zu­mienia wynika stąd, że wciąż za mało jeszcze o nich wiemy, toteż inter­pre­tacje są, jakie są – często na wyrost.

      Wąt­pli­wości odnośnie prze­pro­wa­dza­nych doświad­czeń i obser­wacji jest aż nadto, aby przejść tak obo­jętnie obok ich inter­pre­tacji.

      Weźmy choćby to doświad­czenie Wheelera, które przy­wo­łałeś. Wcale nie jest pewne, że światło akurat tak biegnie, jak to się opisuje. Znowu mamy za mało wiedzy, a badacze tak to łatwo przed­sta­wiają, i to z taką dziwnie dużą pew­no­ścią.
      Ja akurat mam wąt­pli­wości – dlaczego ?
      Otóż w doświad­czeniu Wheelera uważa się, że światło po przej­ściu przez płytkę świa­tło­dzie­ląca B1 – w sytuacji, kiedy nie ma drugiej płytki świa­tło­dzie­lącej B2 – zacho­wuje się jak cząstka (foton). OK – niech tak będzie.

      Nato­miast po wsta­wieniu w układ drugiej płytki świa­tło­dzie­lącej B2 inter­pre­tuje się to tak:
      Światło po przej­ściu przez płytkę B2 foton jako fala inter­fe­ruje na jednym odcinku destruk­tywnie i tu nie widać nic na detek­torze, a na drugim odcinku inter­fe­ruje kon­struk­tywnie i tu widać obraz w detek­torze. I mimo, że tej inter­fe­rencji fak­tycznie nie widać (jest tylko w wyobraźni), ma to dowodzić, że teraz światło zacho­wuje się jak fala. 

      Równie upraw­niona może być przecież inna inter­pre­tacja pro­wa­dząca do innych wniosków:
      Światło po przej­ściu przez płytkę B2 (jako cząstka – foton) albo się odbija albo prze­chodzi przez płytkę
      i dociera do jednego z detek­torów dalej jako cząstka. Nie ma tu żadnej inter­fe­rencji kon­struk­tywnej i destruk­tywnej, bo inter­fe­rencję kon­struk­tywną można spo­kojnie utoż­sa­miać z wystę­po­wa­niem cząstki, zaś inter­fe­rencję destruk­tywną można spo­kojnie utoż­sa­miać z brakiem cząstki. A co tam naprawdę się dzieje, tego przecież nie widać. I w efekcie tej inter­pre­tacji mamy „dowód” na kor­pu­sku­larną, a nie falową naturę światła.

      Przecież to nie inter­pre­tacja ma „dowodzić” lub wska­zywać, ale obser­wacja i wnioski, które nie budzą żadnych wąt­pli­wości. A tu każdy może sobie wnioski wyciągać różne.
      Czy są więc jakieś dowody, nie budzące wąt­pli­wości, że ta pierwsza inter­pre­tacja jest właściwa ?
      Czy to doświad­czenie w ogóle cze­go­kol­wiek dowodzi ?

      Pozdra­wiam – anonim / trzeź­wy­Józek

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/16678062051319096809 Elovelo

    Bardzo fajny tekst :)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/07946497770277374950 Suchas

    Ooooj… Zupełnie inny poziom roz­my­ślań filo­zo­ficzno-życiowo-nauko­wych, niż u mnie, a raczej inaczej posta­wiony akcent, bardziej nauka. Blog bardzo mi się podoba :)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://raffcio.wordpress.com/ raFFcio

    Witam

    Bloga czytuję już od jakiegoś czasu, bardzo mi się podoba. Tematyka jest ciekawa i forma bardzo przy­stępna. W związku z tym chciałbym prosić autora lub innego czy­tel­nika o pole­cenie książki/żek o takiej tematyce pisanej w podobnym tonie. Tak na początek. Ja zna­la­złem coś takiego:

    http://www.empik.com/50-teorii-fizyki-ktore-powinienes-znac-baker-joanne,prod5770080,ksiazka-p#review

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ten empikowy opis książki nieco mnie rozbawił, ale autorka pewnie nie jest mu winna =). Na YT możesz sobie znaleźć aPodcast #2, w którym pole­ciłem kilka, moim zdaniem pod­sta­wo­wych pozycji popu­lar­no­nau­ko­wych. Jeżeli będziesz miał jakieś bardziej skon­kre­ty­zo­wane życzenia, również postaram się pomóc, jeśli moja wiedza sięgnie dość daleko.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://raffcio.wordpress.com/ raFFcio

      Dzięki, jakoś mi to umknęło. :)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Naukowcy nie widzą jednej rzeczy – umysł jest w stanie kreować światy. Czy to prawda? Oczy­wi­ście że tak, bo każdej nocy gdy śnimy spo­ty­kamy ludzi i miejsca które są wytworem naszego umysłu. Zatem umysł MOŻE KREOWAĆ ŚWIATY z niczego i być o ich real­ności zupełnie prze­ko­nanym… I teraz uwaga bo roz­wią­zuję odwieczne problemy kosmo­lo­giczne (jak i po co powstał świat): otóż nasz świat jest wytwo­rzony przez umysł który śni ten świat! Ten umysł jest jeden a wszystko co widzi poza sobą jest przez niego wytwo­rzone… Oczy­wi­ście umysł nie zdaje sobie sprawy ze on wytwo­rzył cały wszech­świat… tak jak w śnie nie wiemy że śnimy… Który umysł to wszystko wytwo­rzył? Ten który czyta w tej chwili te słowa, reszta jest snem…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Teo­re­ty­zo­wanie jest miłe, dopóki nie prze­kroczy się granicy między fizyką a meta­fi­zyką.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      nie jestem twoim snem, to pewne. Ty nie jesteś moim. Ist­nie­jemy naprawdę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Czy widzi pan jakis fałsz w moich zało­że­niach?
    Czy jako nauko­wiec nie powinien miec pan otwartej głowy i nie odrzucać a priori nawet naj­fan­ta­stycz­niej­szych teorii? (zwłaszcza gdy mówimy o kwantach!)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Źle mnie zro­zu­miałeś. Nie tyle chciałem negować sta­no­wisko co prze­strzec. Nauko­wiec nie jest od tego aby tworzyć w głowie wszelkie możliwe sce­na­riusze i o nich filo­zo­fować, a starać się znaleźć kon­cepcję naj­bar­dziej możliwą i naj­le­piej możliwą do zwe­ry­fi­ko­wania (choć z tym drugim różnie to bywa). Możemy dys­ku­tować na temat naj­róż­niej­szych hipotez i nie będzie to naganne. Jednak nie będzie to również nauką.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

    Przy dwóch szcze­li­nach uzyskano wzór inter­fe­ren­cyjny; po dodaniu „obser­wa­tora” inter­fe­rencja zanikła – wynika z tego, że za pierw­szym razem układ nie był „obser­wo­wany”. Jak to się ma do opinii Żurka i Wheelera, że „oto­czenie samo dla siebie jest obser­wa­torem”?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/07425882552034991307 Paweł Pajewski

    Moim zdaniem (chociaż jako laik mogę się mylić) w opinii Żurka i Wheeler’a nie chodzi o jakiś „mistyczny” i bez­po­średni rodzaj obser­wacji przez oto­czenie, ale o inte­rakcję z innymi obiek­tami w tym oto­czeniu. Dlatego w eks­pe­ry­mencie z dwoma szcze­li­nami uzy­sku­jemy wzór inter­fe­ren­cyjny, ponieważ wystrze­li­wane „pociski” (np. elek­trony) w żaden sposób nie oddzia­łują z oto­cze­niem, czyli nie są przez nie „obser­wo­wane”, jednak kiedy „bom­bar­du­jemy” cząstki fotonami nastę­puje inte­rakcja z „oto­cze­niem” i stan tych pocisków zostaje okre­ślony. Takie podej­ście wyja­śnia­łoby również problem Kuby. Stan układu zostałby okre­ślony przy samym kopio­waniu a nie dopiero po odczy­taniu wyników przez infor­ma­tyków. Wydaje mi się, że Wheeler i Żurek chcą powie­dzieć, że nie­po­trzebny jest świadomy obser­wator aby stan układu został okre­ślony, wystarczy jaka­kol­wiek inte­rakcja z oto­cze­niem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Zarówno za pierw­szym jak i za drugim razem układ był „bom­bar­do­wany” tym samym. Nie ekra­no­wano go ani od pro­mie­nio­wania elek­tro­ma­gne­tycz­nego, ani od niczego innego.
      Na tym filmiku widać, że inter­fe­rencja zachodzi w cał­ko­wicie „natu­ral­nych” warun­kach: http://youtu.be/UANVMIajqlA

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Cały myk polega na tym, że jeśli zbliżymy urzą­dzenie pomia­rowe do tych patyczków wyko­rzy­sta­nych do wytwo­rzenia szczelin, to inter­fe­rencja zaniknie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/07425882552034991307 Paweł Pajewski

      „Zarówno za pierw­szym jak i za drugim razem układ był „bom­bar­do­wany” tym samym.” Nie jestem pewien czy myślimy o tym samym, ale w przy­padku próby zaob­ser­wo­wania tra­jek­torii lotu elek­tronów bom­bar­du­jemy je fotonami zanim dotrą do ekranu czy detek­tora. W przy­padku zwykłego prze­pusz­czania ich przez szcze­liny (tak jak to było w pier­wotnym eks­pe­ry­mencie Clinton’a Davisson’a) nie bom­bar­du­jemy ich niczym (nie badamy tra­jek­torii ich lotu). 

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Elek­trony cały czas są bom­bar­do­wane fotonami. Przecież prze­strzeń pełna jest wszel­kiego rodzaju pro­mie­niowań.
      Dodat­kowo – jeśli ustawimy urzą­dzenie pomia­rowe przy dziale elek­tro­nowym (by upewnić się, że na pewno strzela ono poje­dyn­czymi elek­tro­nami), a nie przy szcze­li­nach, to uzyskamy inter­fe­rencję, a po prze­sta­wieniu urzą­dzenia pomia­ro­wego na szcze­liny inter­fe­rencja zanika.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11799993506765962848 Seba­stian J

      Urzą­dzenie pomia­rowe przy szcze­li­nach działa na zasadzie „bom­bar­do­wania fotonami” i póź­niej­szej analizie wyników.
      Co jeżeli przy szcze­li­nach użyto by kon­strukcji urzą­dzenia ogra­ni­cza­ją­cego się jedynie do „bom­bar­do­wania fotonami” bez moż­li­wości jakiej­kol­wiek analizy ?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/07425882552034991307 Paweł Pajewski

    Pro­mie­nio­wanie tła ma zbyt dużą długość fali, żeby znacząco wpłynąć na pomiar eks­pe­ry­mentu. Maksimum gęstości energii przypada na fale o długości 1,1 mm czyli jest 8 rzędów wiel­kości większe niż światło widzialne, którego długość fali także jest zbyt długa, żeby wpłynąć na eks­pe­ry­ment. Wzór inter­fe­ren­cyjny powoli zanika w zależ­ności od długości fali, nie jest to tak, że albo jest wzór inter­fe­ren­cyjny albo nie.
    „Jeśli ustawimy urzą­dzenie pomia­rowe przy dziale elek­tro­nowym…” Obser­wu­jemy wystrze­li­wany elektron i W DANEJ CHWILI nastę­puje deko­he­rencja przez co wiemy, że elek­toron jest jeden, ale potem ma więcej niż jedną moż­li­wość drogi (dwie szcze­liny) przez co istnieje praw­do­po­do­bień­stwo tego, że przej­dzie przez każdą z nich i dlatego uzy­sku­jemy wzór inter­fe­ren­cyjny. Obser­wacja nie oznacza, że elektron pozo­stanie już w tym stanie „cząst­kowym” na zawsze, dalej będzie zarówno cząstką i falą.
    Seba­stian J wg. Żurka i Wheeler’a nie­po­trzebny jest świadomy obser­wator, żeby „pomiar” wpłynął na wynik, dlatego w sytuacji, którą opi­su­jesz, tak czy inaczej nastą­pi­łaby redukcja stanu czyli nawet bez analizy wzór inter­fe­ren­cyjny by zniknął.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      @Sebastian J
      „Urzą­dzenie pomia­rowe przy szcze­li­nach działa na zasadzie „bom­bar­do­wania fotonami” i póź­niej­szej analizie wyników.” I właśnie ta „póź­niejsza analiza wyników” jest istotna, a nie samo „bom­bar­do­wanie fotonami”.

      @Paweł Pajewski
      „Obser­wu­jemy wystrze­li­wany elektron i W DANEJ CHWILI nastę­puje deko­he­rencja przez co wiemy, że elek­toron jest jeden, ale potem ma więcej niż jedną moż­li­wość drogi (dwie szcze­liny) przez co istnieje praw­do­po­do­bień­stwo tego, że przej­dzie przez każdą z nich i dlatego uzy­sku­jemy wzór inter­fe­ren­cyjny.” No tak; napi­sałem przecież to samo.

      „wg. Żurka i Wheeler’a nie­po­trzebny jest świadomy obser­wator, żeby „pomiar” wpłynął na wynik, dlatego w sytuacji, którą opi­su­jesz, tak czy inaczej nastą­pi­łaby redukcja stanu czyli nawet bez analizy wzór inter­fe­ren­cyjny by zniknął.” Według inter­pre­tacji kopen­ha­skiej zabu­rzenie funkcji falowej jest spo­wo­do­wane przez zmianę wiedzy eks­pe­ry­men­ta­tora (doświad­czenie L. Mandela z ’89 oraz M.O. Scully’ego i K. Drüchla prze­pro­wa­dzone przez R. Y. Chiao w ’94).
      Mendel ’89 – w żaden sposób nie badamy cząstek (a raczej „cząstek”) dających wzór inter­fe­ren­cyjny, ale kiedy dowiemy się (!) którędy wędrują (ciągle bez ich badania) to inter­fe­rencja zanika.
      Chiao ’94 – na drodze „cząstek” usta­wiamy urzą­dzenie, które je „oznacza” (dzięki czemu wiemy którędy wędrują) i wtedy nie zachodzi inter­fe­rencja (a zacho­dziła bez urzą­dzenia ozna­cza­ją­cego); jeśli jednak dalej ustawimy urzą­dzenie usu­wa­jące ozna­czenie (czyli naszą wiedzę! o cząst­kach), to inter­fe­rencja znów się pojawi.

      PS Zdaję sobie sprawę, że doświad­czenia opisałem dość ogól­ni­kowo – naj­le­piej samemu się z nimi zapoznać.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Witam

    Z cie­ka­wo­ścią prze­czy­tałem ten artykuł i jestem niemal pewny, że fun­da­men­talny problem ze wspo­mnianym doświad­cze­niem Younga i mu podob­nych leży w poczy­nio­nych zało­że­niach. Niedawno miałem okazję zapoznać się z bardzo ciekawą pracą „Światło! Czym naprawdę jest?” – http://fiertek.3miasto.net.pl/ – która w zasadzie jest o tym samym, ale z zupełnie innego punktu widzenia.

    Pozdra­wiam
    Anonim

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: O tym jak foton może przekroczyć prędkość światła | Kwantowo.pl()

  • Grzegorz

    Czy mógłby Pan przy­bliżyć temat jak pozy­skuje się ” poje­dynczo wystrze­li­wane elek­trony”.
    Jak kon­tro­luje się taki proces, że leci jeden?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kglibow .

      zna­la­złem taki fragment w książce „Światło czym naprawdę jest””
      „Doświad­czenie to nie zostało nigdy wykonane.” str. 25
      http://fiertek.3miasto.net.pl/Swiatlo-Czym-naprawde-jest.pdf

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie wiem z którego roku jest ta praca, ale doświad­czenie zostało wykonane – choć fak­tycznie po Feyn­manie, bo w roku 1987. Gribbin, „Kotki Schro­din­gera”, s. 12.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Kamil Ro. Dzióbek

      Fizycy chyba jeszcze nie umią pro­du­kować poje­dyn­czych elek­tronów i to był eks­pe­ry­ment myślowy. Ja bym wziął jakiś słabo pro­mie­nio­twórczy materiał pro­mie­niu­jący pro­mie­nio­wa­niem beta (β−). Ja te pro­mie­nio­wanie uznaję za dość szybkie elek­trony.
      Materiał musiałby być tak słabo pro­mie­nio­twórczy, że emisja zacho­dzi­łaby co kilka sekund. Jest to możliwe bo kiedyś do czegoś prze­sta­wiłem Licznik Geigera i on tykał nie­re­gu­larnie co kilka sekund. Według mnie każde tyk­nięcie to była absorpcja poje­dyn­czego elek­tronu, lub czegoś innego.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Dalej niż kot Schrödingera | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • Pingback: Architekt nowej fizyki cz.3: tułaczka Einsteina | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • Auer

    Tutaj fizyka spotyka się z filo­zofią. Zakła­dając deter­mi­nizm – czy gdybyśmy znali wszystkie, abso­lutnie wszystkie para­metry wszyst­kiego, co nas otacza i mieli komputer o nie­skoń­czonej wydaj­ności, to mogli­byśmy zasy­mu­lować sobie, co będzie za 100 lat? Przecież obej­rzenie tej symu­lacji zmie­ni­łoby przy­szłość, które zmie­ni­łoby symu­lację, które…. Jadący samochód możemy sfo­to­gra­fować naświe­tlając zdjęcie 1/8000s. Wtedy zoba­czymy każdy detal. Ale nie zoba­czymy, czy samochód jedzie czy nie. Za to jak zrobimy zdjęcie naświe­tlając 1/10s to zoba­czymy dokładnie, że samochód jedzie, ale nie zoba­czymy jego detali. Nie możemy naświe­tlić zdjęcia jed­no­cze­śnie na 1/10 i 1/8000s.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Żwirek

    Mam pytanie – jak rozumiem wszystko co widzi człowiek swoim narządem wzroku, zachodzi dzięki światłu, światło odbija się od przed­miotów itd, dzięki temu widzimy. Czyli jeśli dobrze rozumuje, to jak zacho­wuje się światło (czy jest falą czy cząstką, czy inter­fe­ruje czy nie) ma wpływ na to jak postrze­gamy świat. Czy jest możliwe, przy pomocy programu kom­pu­te­ro­wego, zasy­mu­lo­wanie takiego świata w którym światło jest tylko i wyłącznie cząstką oraz takiego w którym jest tylko falą? Czy miałoby to jakiś wpływ na to co osta­tecz­ności widzimy?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://eris-goddess.blogspot.com/ Anna

    Od dłuż­szego czasu mam taką zagwozdkę, która nie daje mi spokoju. Być może jest cał­ko­wicie bez sensu, ale jeśli przyj­miemy, że jest wielki las, z dala od cywi­li­zacji to gdy upada drzewo, to czy to drzewo ma powód lub cel by wydać dźwięk upadania? Gdy w pobliżu nie ma nikogo kto mógłby je usłyszeć? Czy obecność czło­wieka, tego obser­wa­tora powoduje powstanie tego dźwięku? Już pomi­jając to upadanie drzewa czy istotę całego lasu, które nie są w danej chwili obser­wo­wane przez nikogo. (Chodzi o samo zjawisko dźwięku, nie wiadomo, dlaczego drzewo upadło) I ciekawe co ze zwie­rzę­tami jako obser­wa­to­rami – słyszą różnicę czy nie? No bo jeśli drzewo wie o obec­ności czło­wieka i jego zamiarem musi być odpo­wied­niego wydanie dźwięku.
    Na dodatek nie daje mi spokoju również tematyka kwan­to­wego samobójstwa/nieśmiertelności.Chyba czas poważ­niej zain­te­re­sować się tematem.
    Pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Poyu

    A może super­po­zycja wynika po prostu z braku dodat­ko­wych infor­macji. Chodzi tu o inne spoj­rzenie na funkcję falową. W tra­dy­cyjnej mecha­nice kwan­towej jest ona bytem realnym opi­su­jącym wła­ści­wości danego obiektu, nato­miast w bay­esia­ni­zmie kwan­towym (tzw. QBism) jest ona subiek­tywnym wyborem obser­wa­tora, która umoż­liwia uak­tu­al­nienie subiek­tyw­nego postrze­gania w świetle nowych infor­macji, a jed­no­cze­śnie pozbycia się para­doksów kwan­to­wych. Dla przy­kładu, w świetle kla­sycznej mecha­niki kwan­towej kolejne obser­wacje poło­żenia tego samego elek­tronu powodują kolaps funkcji falowej do jednej okre­ślonej wartości, co łamie zasadę lokal­ności, ponieważ nastę­puje wszędzie o tym samym czasie. Nato­miast w świetle QBismu wraz z kolej­nymi pomia­rami zmienia się po prostu praw­do­po­do­bień­stwo wystą­pienia elek­tronu w danym miejscu. Co sądzisz o takim podej­ściu do para­doksów kwan­to­wych?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • adm

    „Nieważne” !!!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Obserwator a fizyka kwantowa | naukowa gadanina()