Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 22

Artykuły

Triumf nauki

6th Paź '12

Nauka nieustannie się rozwija, a wraz z nią spojrzenie ludzi na wszechświat i samych siebie. Podobnie jak w przypadku ewolucji biologicznej, mamy do czynienia z niepohamowanym procesem – niby ukierunkowanym ale bez wyznaczonego celu. Pomyślałem jednak, że pewne odkrycia, jeżeli nastąpią, będą czymś więcej niż tylko kolejnym krokiem naprzód. Dojście do nich, w pewnym sensie zapoczątkowałoby nową erę, bądź jeżeli wolicie triumf nauki.

Tekst ma charakter futurologiczny, toteż nie skupiałem się nadto nad istotą żadnego z zagadnień, poprzestając na ogólnym zarysie.

Poskromienie entropii

Entropia musi wzrastać. Wszystko wokół nas nisz­czeje, dąży do nie­po­rządku, stanu o jak naj­niż­szej energii. Aby zwięk­szyć upo­rząd­ko­wanie jakiegoś układu zawsze trzeba wykonać pewną pracę, a ta powoduje zużycie energii i wzrost entropii w innym układzie. Jeżeli chcecie prze­konać się jak to działa, to spró­bujcie złożyć w całość rozbity talerz. Zaręczam, iż kawałki nigdy same się nie połączą, a ich szukanie i powtórne spojenie wymaga sporego wysiłku i sku­pienia. W każdym razie znacznie więk­szego niż rozbicie naczynia.

Entropia wynika z drugiej zasady ter­mo­dy­na­miki, a ta obejmuje cały wszech­świat jak i wszystkie zawarte w nim elementy. Czy da się ją pokonać? W opo­wia­daniu „Ostatnie Życzenie” Isaaca Asimova, to pytanie zadają sobie kolejne poko­lenia ludzkie, aż do kresu ist­nienia. Niestety zgodnie z wizją mistrza science-fiction, nawet naj­bar­dziej złożony komputer będzie zdolny jedynie do lako­nicz­nego stwier­dzenia: Brak wystar­cza­ją­cych danych, do udzie­lenia jed­no­znacznej odpo­wiedzi. Możemy na krótką metę, wytężoną pracą powstrzy­mywać wzrost entropii, ale jedynie na poziomie lokalnym, kosztem innego układu. To bardzo smutna wia­do­mość z co najmniej dwóch powodów. Pierw­szym jest jedna z teorii końca wszech­świata, znana pod nazwą wiel­kiego chłodu. Jeżeli uznamy kosmos za układ zamknięty, który będzie się roz­sze­rzał w nie­skoń­czo­ność, po bilio­nach lat dojdzie do jego śmierci cieplnej – momentu, w którym energia osiągnie naj­niższy pułap i nie będzie możliwe nawet prze­słanie infor­macji.

Drugim powodem jest to, iż druga zasada ter­mo­dy­na­miki unie­moż­liwia skon­stru­owanie maszyny mogącej pracować wiecz­ność, wytwa­rzając więcej energii niż zużywa, bądź zamie­nia­jącej 100% energii na pracę, bez żadnych strat. Marzenie o per­pe­tuum mobile towa­rzyszy nam od bardzo dawna, jednak już w rene­sansie zauwa­żono, że jest raczej nie­re­alne. Mimo to, poja­wiali się w następnym wieku hochsz­ta­plerzy pró­bu­jący różnymi sztucz­kami stworzyć pozory per­pe­tuum mobile. Naj­czę­ściej ich urzą­dzenia nie były zdolne do prak­tycz­nego wyko­rzy­stania lub mogły się poruszać bardzo długo, ale nie wiecz­ność. Idea jednak nie została całkiem porzu­cona. Nie­którzy uważają, iż wyko­rzy­stując wiedzę doty­czącą mecha­niki kwan­towej, uda nam się w dalekiej przy­szłości korzy­stać z tzw. energii próżni. Gdyby, któryś z eks­cen­trycz­nych kon­struk­torów miał rację stałby się zbawcą ludz­kości, za jednym zamachem obalając drugą zasadę ter­mo­dy­na­miki oraz otwie­rając furtkę do nie­ogra­ni­czo­nego źródła energii.

Stworzenie życia

W roku 1953 ame­ry­kański chemik, Stanley Miller, dokonał jednego z naj­słyn­niej­szych doświad­czeń w dziejach nauk przy­rod­ni­czych. Nie­zwykle ambitny 22-letni dok­to­rant, postawił sobie za cel odwzo­ro­wanie warunków jakie panowały na młodej Ziemi i umoż­li­wienie samo­rzut­nego powstania życia. Z butli pełnej wody odessał powie­trze, dodał metan, wodór i amoniak (przed dwoma miliar­dami lat skład atmos­fery znacznie różnił się od obecnego), a następnie całość poddawał wyła­do­wa­niom elek­trycznym. Na wyniki czekał kilka dni: woda zmęt­niała, a pod mikro­skopem można było odnaleźć kil­ka­na­ście rodzajów ami­no­kwasów.
Wynik wywołał i wywołuje do dziś kon­tro­wersje, ponieważ na dobrą sprawę niczego nie prze­są­dził. Miller otrzymał orga­niczne związki che­miczne, sta­no­wiące nie­zbędny budulec wszyst­kich orga­ni­zmów; jednak życia w ścisłym tego słowa zna­czeniu na pewno nie stworzył. Dla kre­acjo­ni­stów to tylko kolejne potwier­dzenie, że dla powstania życia potrzeba czegoś więcej niż sił natury – boskiej inge­rencji. Entu­zjaści twierdzą, że Stanley Miller wykazał dosta­tecznie dużo, a przy odpo­wied­niej ilości czasu, rzędu milionów lat, w orga­nicznej zupie mogłaby powstać pierwsza pra­bak­teria. Dla reszty nato­miast, wyniki dowodzą jak marna jest wciąż nasza wiedza. Dzięki teorii ewolucji jesteśmy w stanie sen­sownie opisać trwający miliony lat rozwój orga­ni­zmów  od poziomu pod­sta­wo­wego do skom­pli­ko­wa­nych machin bio­lo­gicz­nych  jednak nie umiemy wytłu­ma­czyć jak wyglądał pierwszy krok. Gdzie prze­biega cienka granica między związ­kiem che­micznym a życiem, między chemią a biologią? Jaki bodziec spo­wo­dował, że powstałe pod wpływem elek­trycz­ności orga­niczne cegiełki, dały początek pier­wotnym repli­ka­torom? Niestety abio­ge­neza nadal pozo­staje teorią kon­tro­wer­syjną, zawie­ra­jącą o wiele więcej znaków zapy­tania niż dar­wi­nizm.

A gdyby eks­pe­ry­ment Milera się powiódł? Skoro Karol Darwin, poprzez stwo­rzenie teorii powsta­wania gatunków zapewnił sobie nie­śmier­telną sławę, to trudno sobie wyobrazić splendor jaki okryłby naukowca potra­fią­cego udo­ku­men­tować samo­rództwo. Kolejny raz ludzki umysł ogar­nąłby proces, dotych­czas przy­pi­sy­wany palcu bożemu. Niestety na razie musimy się zado­wolić licznymi modelami teo­re­tycz­nymi i ocze­kiwać, że badania w końcu je potwierdzą.

Nieśmiertelność

Pozo­stańmy jeszcze przy biologii, z którą łączy się pewne typowo ludzkie marzenie poko­nania śmierci. Motyw ten powtarza się w dzie­siąt­kach, jeśli nie setkach pozycji z gatunku fan­ta­styki. Co istotne, wielu naukowców prze­ko­nuje, że nauka w dalekiej przy­szłości będzie w stanie odpo­wie­dzieć na to zapo­trze­bo­wanie.
Pierwszą, choć naj­trud­niejszą metodą jaka przy­chodzi na myśl, wydaje się powstrzy­manie procesu sta­rzenia ludz­kiego ciała. „Zuży­wanie” orga­nizmu nastę­puje już na poziomie komór­kowym i odbywa się na wielu płasz­czy­znach. Ewo­lu­cjo­niści wysuwają tezę jakoby rdzeniem problemu były komórki soma­tyczne  czyli w zasadzie wszystkie poza roz­rod­czymi  mające istnieć wyłącznie po to aby zapewnić prze­trwanie genom zawartym w gametach. Żywot­ność naszych orga­ni­zmów została niejako obli­czona na czas konieczny do wycho­wania i ochrony potom­stwa, a następnie ustą­pienia mu miejsca. Spo­wol­nienie nisz­czenia komórek soma­tycz­nych, lub ich sztuczna wymiana, mogłaby znacząco wydłużyć naszą egzy­stencje. Jak długo? Spe­cja­li­zu­jący się w geron­to­logii prof. Valter Longo, poprzez restau­ro­wanie pod­sta­rza­łych komórek drożdży, wydłużył ich życie prawie dzie­się­cio­krotnie! Dla czło­wieka ozna­cza­łoby to moż­li­wość funk­cjo­no­wania przez kilka stuleci. Pro­blemem tech­nicznym dla takiego konceptu, jest nie­po­rów­ny­walnie większy stopień skom­pli­ko­wania orga­nizmu ludz­kiego. Naprawa róż­no­ra­kich komórek w kil­ku­nastu organach przez dłuższy okres czasu jest obecnie poza naszym zasię­giem.

Prak­tycz­niejszą opcją wydaje się osią­gnięcie nie­śmier­tel­ności w sposób pośredni. Zamiast repe­rować nie­do­sko­nałe ciało orga­niczne, prze­nieśmy umysł do powłoki syn­te­tycznej. W takim układzie sprawą pierw­szo­rzędną wydaje się ochrona mózgu, jako nośnika świa­do­mości, wiedzy i inte­li­gencji. Oczy­wi­ście, tu pojawia się arcy­trudna kwestia moż­li­wości prze­szczepu mózgu. Organ ten musi być idealnie „podpięty” do całości układu ner­wo­wego, a następnie sterować obcym dla siebie ciałem. Być może w przy­szłości z pomocą przyj­dzie klo­no­wanie? Trzeba jeszcze wspo­mnieć o tym, że osta­tecznie nawet naj­bar­dziej zadbane komórki mózgu ulegną uszko­dzeniu, zmu­szając nas do poszu­ki­wania nowych roz­wiązań. Co ciekawe, trwają już inten­sywne badania nad prze­nie­sie­niem szeroko rozu­mianej zawar­tości umysłu, na sztuczny nośnik. Całkiem niedawno świat obiegła wieść o eks­cen­trycznym neu­ro­bio­logu, pra­gnącym popełnić samo­bój­stwo, aby zapewnić nie­śmier­tel­ność swojemu umysłowi, poprzez prze­nie­sienie odczy­ta­nych zeń danych na syn­te­tyczny nośnik. Kenneth Hayworth uważa, iż nawet tak subiek­tywne cechy jak świa­do­mość i oso­bo­wość, da się zapisać jak każdą inną infor­mację. Niestety więk­szość kolegów po fachu nie daje Hay­wor­thowi szans na powo­dzenie.

Mistrzowie czasu i przestrzeni

Z okre­śle­niem „mistrzowie czasu i prze­strzeni” spo­tkałem się podczas lektury jednej z książek Michio Kaku. Popu­larny fur­tu­rolog słusznie zauważył, że jeśli nie uwzględ­nimy próby zapa­no­wania nad struk­turą rze­czy­wi­stości, nasza wizja przy­szłości będzie niepełna. Nie chodzi tu jedynie o teo­re­tyczne zro­zu­mienie tkaniny cza­so­prze­strzennej, co w dużej mierze osiągnął już Albert Einstein, ale o moż­li­wość wycią­gnięcia z tej wiedzy prak­tycz­nych korzyści. Po fiasku eks­pe­ry­mentu OPERA, nie ma widoków na obalenie twier­dzenia o nie­prze­kra­czal­ności pręd­kości światła. Trzeba uznać, iż przy użyciu kon­wen­cjo­nalnej tech­no­logii nigdy nie wzbijemy się ponad kosmiczny ogra­nicznik szyb­kości wyno­szący 300 tysięcy km/s. Fakt ten nie­zwykle utrudni przyszłe starania o wyjście czło­wieka poza Układ Sło­neczny, zwa­żywszy na ogromne odle­głości dzielące Ziemię nawet od naj­bliż­szych gwiazd.
Bodaj naj­słyn­niejszą metodę dla obejścia stałej c, jest fikcyjny napęd warp, zapre­zen­to­wany po raz pierwszy w serialu Star Trek. Idea polegała na wytwo­rzeniu dookoła statku czegoś w rodzaju bąbla cza­so­prze­strzen­nego, zagęsz­cza­ją­cego prze­strzeń przed i roz­rze­dza­ją­cego ją za wehi­kułem. W ten sposób legen­darny okręt Enter­prise pod dowódz­twem Jona­thana Archera miał osiągać 10 warpów, czyli dzie­się­cio­krot­ność pręd­kości światła. Pra­cu­jący dla NASA Dr Harold White uważa, że w przy­szłości możemy osiągnąć dosta­teczny pułap tech­no­lo­giczny dla zasto­so­wania fan­ta­stycz­nego napędu w rze­czy­wi­stości. Naj­większą prze­szkodą wydaje się nie­wy­obra­żalna, na dzi­siejsze stan­dardy, ilość energii konieczna dla wytwo­rzenia lokal­nego zagięcia cza­so­prze­strzeni. Ale kto wie? Może gdy nauczymy się pozy­skiwać moc z wydaj­niej­szych źródeł, a opty­mi­styczne prze­wi­dy­wania okażą się spraw­dzać, budowa statków napę­dza­nych warpem stanie się czymś powsze­dnim. Byłby to punkt zwrotny w dziejach ludz­kości, pierwszy krok do ode­rwania się od planety macie­rzy­stej i kolo­ni­zacji obcych układów pla­ne­tar­nych.

Oso­bi­ście zawsze nale­żałem do scep­tyków tego typu pomysłów. Prędzej będziemy hiber­nować astro­nautów i liczyć na to, że nasi wnukowie odbiorą od nich jakiś sygnał, niż samo­dzielnie nagniemy płótno cza­so­prze­strzenne lub prze­kro­czymy prędkość światła. Wierzę jednak, że ważną rolę może odegrać pewien trik. Po co prze­kra­czać prędkość światła, jeśli istnieje moż­li­wość przesyłu infor­macji bez względu na odle­głość? Taką per­spek­tywę roztacza opa­no­wanie splą­tania kwan­to­wego. Zjawisko nazywane przez Ein­steina upiornym oddzia­ły­wa­niem na odle­głość zakłada, że pewne cząstki  nie­za­leżnie od odle­głości jaka je od siebie dzieli  reagują natych­mia­stowo na zmianę stanu part­nerów, z którymi są splątane. Płynąca z mecha­niki kwan­towej teoria, choć począt­kowo kate­go­rycznie odrzu­cona, obecnie jest powszechnie akcep­to­wana. Spośród kilku doświad­czeń potwier­dza­ją­cych wystę­po­wanie splą­tania, warto wymienić choćby jedno, autor­stwa Antona Zeilin­gera z 2006 roku. Austriak zaob­ser­wował natych­mia­stowe zmiany wystę­pu­jące w parze fotonów, odda­lo­nych od siebie o ponad 100 kilo­me­trów. Wyko­rzy­stanie upior­nego oddzia­ły­wania nie daje nam takich per­spektyw jak napęd warp, przy­najm­niej w naj­bliż­szym czasie, ale badania nad nim przy­niosą ludz­kości pewne i wymierne korzyści.

Teoria wszystkiego

Praw­do­po­dobnie najmniej przy­ziemne z ocze­ki­wa­nych przez fizykę odkryć, ale moim zdaniem naj­bar­dziej zasłu­gu­jące na miano triumfu nauki. Teoria, od której będzie dało się wypro­wa­dzić wszystkie pozo­stałe; uni­fi­ku­jąca całą naszą wiedzę doty­czącą funk­cjo­no­wania wszech­świata. Aby do tego dopro­wa­dzić, naukowcy muszą stanąć oko w oko z arcy­trudnym zadaniem spro­wa­dzenia do jednego mia­now­nika czterech sił pod­sta­wo­wych: elek­tro­ma­gne­tyzmu, oddzia­ły­wania silnego, oddzia­ły­wania słabego oraz gra­wi­tacji.
W latach 20. XX wieku Albert Einstein naiwnie myślał, że dzięki jego odkry­ciom, fizyka znajduje się o krok od zro­zu­mienia myśli Boga. Cały koncept runął niczym domek z kart, gdy na scenie pojawiła się mecha­nika kwantowa, opi­su­jąca rze­czy­wi­stość na poziomie sub­a­to­mowym w sposób zupełnie odmienny od tego, co pro­po­no­wała teoria względ­ności. W świecie kwantów obo­wią­zują zasady kom­pletnie nie­zro­zu­miałe z naszego punktu widzenia – istot nale­żą­cych do świata dużych obiektów. Cząstki mogą znaj­dować się w kilku miej­scach jed­no­cze­śnie, doko­nywać skoków kwan­to­wych, a pusta z pozoru prze­strzeń to istna burza fluk­tu­acji. Stoi to w jawnej sprzecz­ności z obrazem kosmosu jaki widzimy gołym okiem: poukła­danym i prze­wi­dy­walnym. A przecież cząstki ele­men­tarne i obiekty makro­sko­powe należą do tej samej rze­czy­wi­stości. W chwili wiel­kiego wybuchu, nie­zwykle mała oso­bli­wość zawie­ra­jąca całą masę wszech­świata, musiała jakoś łączyć w sobie oba te światy. Dlaczego zatem prawa nimi rządzące różnią się aż tak bardzo? Pytanie o teorię wszyst­kiego, musi pomóc w zro­zu­mieniu, na czym polega różnica między struk­tu­rami wielkimi i małymi.

Prze­szliśmy już długą ścieżkę ku uni­fi­kacji fizyki. James Maxwell połączył magne­tyzm z elek­trycz­no­ścią, Einstein ukazał związek między czasem i prze­strzenią, oraz między masą i energią, a Model Stan­dar­dowy sprawnie opisuje funk­cjo­no­wanie zależ­ności między cząst­kami ele­men­tar­nymi. (Po więcej zapra­szam do Kosmicznej Symfonii.) Krokiem następnym będzie zna­le­zienie równania, bądź teorii łączącej to wszystko w jedno. Nigdy nie ukry­wałem, że za naj­bar­dziej obie­cu­jącą kan­dy­datkę uważam teorię strun. Jak twierdzi jeden z głównych badaczy i popu­la­ry­za­torów tej kon­cepcji, prof. Brian Greene, struny odsła­niają nowy poziom związku między teorią względ­ności a mecha­niką kwantową. Jednak aby do tego dojść, musimy zre­wi­dować nasze spoj­rzenie na materię i cza­so­prze­strzeń. Entu­zjaści strun obiecują wielką uni­fi­kację, prze­wi­dując, iż na naj­niż­szym stopniu wszystko zbu­do­wane jest z maleń­kich kosmyków energii. Ich wielkość  około 10^-35 metra  powoduje, że nawet osią­ga­jące 10^-15 metra maleńkie elek­trony, wydają się przy nich olbrzymie. Jeszcze bardziej nie­wy­obra­żalne, iż teoria strun zakłada ist­nienie nie trzech, a 11 wymiarów prze­strzen­nych.

Gdzie znajduje się te 8 nad­pro­gra­mo­wych wymiarów? Uważa się, że pozo­stają niejako zwinięte do roz­miarów sub­a­to­mo­wych. Idea ta ma wielu prze­ciw­ników, ale dodat­kowe wymiary dają większą swobodę strunom, a więcej swobody oznacza większe moż­li­wości. W ten sposób drgania strun dają początek wszystkim cząstkom i oddzia­ły­wa­niom jakie obser­wu­jemy. Oczy­wi­ście istnieje spora doza praw­do­po­do­bień­stwa, że „stru­nowcy” się mylą i jedynie tracą czas. Istnieje nawet ewen­tu­al­ność, że nigdy nie poznamy teorii osta­tecznej, będąc po prostu istotami za mało roz­gar­nię­tymi aby posiąść wiedzę o pełnej uni­fi­kacji. Zoba­czymy.

Minipodsumowanie

Triumf nauki będzie wyglądać inaczej z punktu widzenia każdej dzie­dziny, a nawet z per­spek­tywy poje­dyn­czej osoby. Dla całej ludz­kości czymś pięknym byłaby możność skoku w nad­prze­strzeń, umoż­li­wia­jąca kosmiczne wojaże i kolo­ni­zacje odle­głych układów pla­ne­tar­nych. Jednakże dla jed­nostki, jeszcze cen­niejsze wydaje się zwy­cię­stwo nad śmiercią czy odkrycie nie­wy­czer­pal­nego źródła energii. Trzeba przy tym pamiętać, że nawet doko­nanie każdego z tych odkryć nie zapewni obiek­tyw­nego, pełnego triumfu ludz­kiego umysłu. Zawsze znajdzie się następna zagadka, kolejna granica poznania, którą będziemy pró­bo­wali prze­kro­czyć.

A co według was, byłoby triumfem nauki?
Literatura uzupełniająca:
M. Kaku, Wizje: czyli jak nauka zmieni świat w XXI wieku, Warszawa 1997;
B. Greene, Piękno Wszechświata, Warszawa 2002;
S. Michalczyk, Inżynieria Genetyczna, E-biotechnologia.pl [dostęp: 04.10.2012];
Hayworth, neurobiolog, który chce popełnić samobójstwo, aby stać się nieśmiertelnym, Biomedical.pl [dostęp: 04.10.2012];
T. Ulanowski, Alchemia Życia,  M.wyborcza.pl [dostęp: 04.10.2012].
podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • http://www.blogger.com/profile/10494457799658594301 Borys Emilian Rittev

    Może stwo­rzenie przej­ścia do innego kosmosu? To na pewno byłby nie­tu­zin­kowy sukces. Byłoby to inne roz­wią­zanie kosmicz­nego problemu entropii.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ser­ma­ciej

    A Sheldon Cooper nie dożyje prze­nie­sienia umysłu do sztucz­nego ciała 🙁

    Wpis jak zwykle świetny.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kamil

    Warpy to jed­nostka nie­li­niowa. Dzie­sięt­no­krot­ność pręd­kości światła to 2 WARP, nato­miast 10 WARP to prędkość nie­skoń­czona 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      W takim razie prze­pra­szam za babol – prawdę mówiąc nigdy nie byłem fanem Star Treka, acz­kol­wiek doceniam jego wartość.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Odnośnie artykułu: zwięzła i piękna uni­fi­kacja Twoich wyśmie­ni­tych wpisów kosmo­lo­gicz­nych. Ludzkość powinna dążyć do tego co się stanie ze świa­do­mo­ścią, po śmierci. Czy kogo­kol­wiek cokol­wiek napotka po śmierci orga­nizmu. Czy jeśli powiedzmy zjem atomy (prochy?) mojego taty dajmy na to w tenże sposób mój tato niejako naj­szyb­ciej powróci do „świata żywych” przez zagnież­dżenie we mnie więk­szości jego atomów (kuriozum równe PRLowi, ale to tylko teoria czło­wieka, bazująca przede wszystkim na tym, iż te same atomy od zarania krążą po naszym globie).

    Ciekawi mnie także infor­macja zawarta w biblio­grafii. Mia­no­wicie co oznacza dostęp[XX Dnia]. Czy te infor­macje nie są na tyle dostępne by móc wedle woli się w nich rozej­rzeć, na czym polega ten dostęp. Zdi­gi­ta­li­zo­wana wiedza, która zostaje udo­stęp­niona na dany dzień danemu użyt­kow­ni­kowi, który o nią poprosi. Trzeba płacić za tzw. dostęp? Jak uzyskać taki dostęp? Proszę wybaczyć, jeżeli mój wywód okazał się zbyt długi i cie­kawski.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ten dostęp to nic istot­nego, takie przy­zwy­cza­jenie. Umiesz­czając strony inter­ne­towe w „praw­dziwej” pracy naukowej, wypada zazna­czyć datę odwie­dzin – ze względu na dynamikę inter­netu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/02969190837879676054 Penny Aldaya

    A moim zdaniem naj­więk­szym odkry­ciem ludz­kości będzie wyna­le­zienia środka, który pozwoli jeść i nie tyć 😉 Ba dum tss!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

    Trudno jed­no­znacznie wskazać tylko jeden, tak jak nie sposób stwier­dzić czy waż­niejsze było np. odkrycie elek­trycz­ności czy tlenu. Od siebie dodałbym do listy stwo­rzenie sztucznej inte­li­gencji albo kon­kret­niej maszyny lepszej od czło­wieka. Ewen­tu­alnie roz­wią­zanie problemu P i NP 😉
    Wpis jak zawsze dobry.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

    A mnie ciekawi, że nikt nie uważa za istotne odkrycie obcych form życia (naj­le­piej inte­li­gent­nego) w kosmosie. Czyżby kosmici wyszli z mody?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

      Ty też o tym nie napi­sałeś 😉 Zresztą spo­tkanie inte­li­gent­nych obcych, choć to zda­rzenie doniosłe, nie musi wcale oznaczać jakiegoś naszego sukcesu (raczej ich, że do nas dotarli). Będzie to raczej potwier­dzenie wyniku równania Drake’a.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Sko­men­tuję tylko jeden punkt, mia­no­wicie ten o doświad­czeniu Stanley Millera. Żaden poważny ewo­lu­cjo­nista nie powołuje się na „farsę” Millera wiedząc, że pod­wa­żają ją co najmniej trzy fakty:
    – uzyskał racemat, a więc mie­sza­ninę izomerów ami­no­kwasów, podczas gdy w naturze wystę­puje wyłącznie jeden ich izomer, podczas gdy pozostały/e jest/są bio­lo­gicznie nieaktywny/e;
    – założył brak tlenu w pier­wotnej atmos­ferze, co w naj­now­szych bada­niach jest pod­wa­żane;
    – pominął oddzia­ły­wanie ultra­fio­letu, który w rze­czy­wi­stych warun­kach powoduje natych­mia­stowy rozpad dopiero co zsyn­te­zo­wa­nych cząstek.
    Zasta­na­wia­jące jest, dlaczego „dowody” ewo­lu­cjo­ni­stów, od wielu dzie­się­cio­leci obalone, nadal powta­rzane są – w dobrej lub złej wierze – przez różnego rodzaju piewców jedynie słusznej „nauki”…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Popeł­niłeś w swojej wypo­wiedzi jeden, kary­godny błąd. Mieszasz ewolucję z abio­ge­nezą, a to różne teorie, doty­czące odmien­nych procesów. Ewolucja tyczy się zmian zacho­dzą­cych w już ist­nie­ją­cych orga­ni­zmach, podczas gdy abio­ge­neza ma tłu­ma­czyć powstanie życia z materii nie­oży­wionej. Choćby abio­ge­neza była bzdurą, nijak ma się to do praw­dzi­wości ewolucji.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Abio­ge­neza jest zaledwie wstępem do teorii ewolucji. Jeżeli podważę, zaneguję zaist­nienie abi­ge­nezy, całą ewolucję można o kant…. bo po prostu nie miałoby co ewo­lu­ować.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Nie wiem skąd wytrza­snąłeś tę myśl. Abio­ge­neza nie jest żadnym wstępem, a osobną teorią. To tak jak gdybyś napisał „wielki wybuch jest wstępem do abio­ge­nezy, bo gdyby nie było wszech­świata, nie mogłoby powstać życie”. W pewnym sensie to prawda, ale meto­do­lo­gicznie bzdura. Nikt nie broni Ci udo­wodnić, że życie powstało poprzez widzi­misię przed­wiecz­nego i ponadwy­mia­ro­wego chomika – to nie prze­kreśli doboru natu­ral­nego ani żadnych innych procesów ewo­lu­cyj­nych. Jak już pisałem, abio­ge­neza i ewolucja tłumaczą różne rzeczy.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      …wielki wybuch jest wstępem do abio­ge­nezy…
      – a nie jest???

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Nadal nie rozu­miesz. A jeżeli wszech­świat powstał z powodu zde­rzenia się ponadwy­mia­ro­wych bran, a nie z inflacji pier­wotnej oso­bli­wości – jakie ma to zna­czenie w stosunku do innych teorii? Tłumaczą one co innego. Jeżeli Bozia stwo­rzyła wszech­świat, nie oznacza to, że mamy porzucić teorię względ­ności, twier­dząc, iż to ręka boska utrzy­muje planety na orbitach.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kojot

    Ja obstaje za mistrzo­stwem czasu i prze­strzeni. Zawsze mnie fascy­no­wała moż­li­wość skosku w nad­prze­strzeń czy podróży w czasie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/05257433526567166624 Strong

    Kapi­talny blog! Świetnie go się ogląda i czyta. Widać, że robi go pasjonat nauki:)

    http://www.strongmagnetsdiscount.co.uk/

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • hubi

    10 warpów to zde­cy­do­wanie nie dzie­się­cio­krot­ność pręd­kości światła 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kowski

    Odniosę się tylko do jednej sprawy – prze­sy­łania infor­macji z nie­skoń­czoną pręd­ko­ścią dzięki splą­taniu kwan­to­wemu. Choć brzmi to roz­sądnie, niestety jest abso­lutnie nie­moż­liwe a wynika to z tej prostej przy­czyny, że jeden obser­wator wie tylko, że drugi otrzyma spin prze­ciwny, ale żaden z obser­wa­torów nie ma żadnego wpływu na to jaki spin otrzyma, czyli nie da się w ten sposób nic zako­dować a otrzy­mane wyniki są kom­pletnie losowe (nie stanowią sen­sow­nego ciągu np zer i jedynek kodu binar­nego czy alfabetu Morse’a).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      To jest oczy­wiste (i poru­szałem to w innym tekście), ale można to rozumieć w dwojaki sposób. Pewna infor­macja de facto jest prze­ka­zy­wana, nato­miast inna sprawa czy efekt splą­tania można w jaki­kol­wiek sposób wyko­rzy­stać prak­tycznie; czy my będziemy potra­fili dzięki niemu prze­kazać infor­mację. Na chwilę obecną, jak słusznie stwier­dziłeś, wydaje się to wyklu­czone. Ale nie zmienia to faktu, że być może znaj­dziemy dlań inne zasto­so­wania.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sta­ni­sław Mił­kowski

        Jeśli gdzieś już o tym pisałeś, prze­pra­szam. Dodałem komen­tarz, ponieważ efekt splą­tania jest często opacznie rozu­miany w ten sposób, jako swoisty telegraf (vide Mass Effect). Prze­ka­zy­wana jest infor­macja ale nie­moż­liwa jest komu­ni­kacja.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0